Reklama

Niedziela Sandomierska

Gdy kobieta jest alkoholiczką

Z danych zawartych w raporcie „Ekonomiczne aspekty skutków picia w Europie i Polsce” wynika, że przeciętny Polak wypija rocznie 13, 6 litra czystego alkoholu. W tej kategorii należymy do europejskiej czołówki. Coraz częściej do tej grupy dołączają też kobiety: nasze siostry, matki, żony, narzeczone, koleżanki...

Dlatego u progu Wielkiego Postu Kościół apeluje do nas o modlitwę za trzeźwość. W tym roku od 2 do 8 marca będziemy obchodzić 47. Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu pod hasłem: „Kochająca matka zawsze trzeźwa”. W ubiegłym roku modliliśmy się za pijących alkohol ojców.

Powodów do niepokoju mamy niestety coraz więcej. Alarmują nas statystyki i terapeuci leczący alkoholików, że coraz więcej Polek sięga po alkohol. Są coraz młodsze. Podpite 13,-14-latki zdarza się nam widzieć na ulicach miast, szczególnie w piątkowe czy sobotnie wieczory. Znajomą, która pozwoliła swojej nastoletniej córce na udział w urodzinach koleżanki, zaalarmował telefon od matki jubilatki. Okazało się, że gdy wrócili z mężem z kina, po ok. 2 godz., poczuli w mieszkaniu dziwny zapach. Pod stołem znaleźli pochowane butelki alkoholu. Panny umówiły się, że każda „skombinuje” po butelce czegoś mocniejszego. Córka znajomej – nie sprawiająca dotąd najmniejszych kłopotów wychowawczych – ukradła ojcu piwo.

Reklama

Anka, trzeźwiejąca alkoholiczka z Ostrowca Świętokrzyskiego, zaczęła pić mając 15 lat. Z ciekawości, jak mówi dziś. I z głupoty, żeby zobaczyć jak to jest, gdy kręci się w głowie. Ale tak naprawdę, żeby zaimponować towarzystwu. Nie pochodzi z rodziny patologicznej. W domu pijało się alkohol sporadycznie. Podobno dziadek nie wylewał za kołnierz, ale zmarł nim Anka przyszła na świat.

– Zawsze zaczyna się od piwa, albo łyczka z kieliszka rodziców. – komentuje wyżej opisany sposób obchodzenia urodzin. – Żeby skosztować, jak smakuje. I najczęściej nie smakuje... To otoczenia wmawia nam, że jak wypijesz będziesz fajniejsza. Piłam, bo chciałam, żeby mnie lubiano. Po wielu latach, już jako pacjentka „odwykówki”, dowiedziałam się, że szukałam akceptacji, której nie miałam w domu. A dostawałam ją na osiedlu, najpierw przy trzepaku, koło śmietnika, na ławeczkach, wszędzie tam, gdzie spotyją się małolaty. Maturę zdałam na lekkim gazie, na studiach piłam już regularnie. Przyjeżdżałam do domu raz na miesiąc, potem nawet rzadziej. Miałam fajnego chłopaka i plany na przyszłość. Wszystko przepiłam. Zawaliłam jeden egzamin w sesji letniej, to „z rozpaczy” pojechałam z jakimś „kolesiem” w Polskę i tyle mnie widzieli. Nie pamiętam co się działo tego lata, ani następnego. Wróciłam do domu w ciąży. Dziecko nie przeżyło. Ukochany odszedł, wcale mu się zresztą nie dziwię. Wyrzucono mnie też ze studiów... Znalazłam więc mnóstwo powodów, żeby znowu pić... I piłam bez żadnych ograniczeń, hamulców, granic. Zapijałam się systematycznie. Dosięgłam dna i dopiero wtedy odbiłam się od niego. Długie lata leczenia. Wyszłam za mąż, ale dzieci już mieć nie będę...

Lekarze alarmują, że picie niesie za sobą katastrofalne skutki, zwłaszcza dla przyszłych matek. Organizm kobiety jest bowiem szczególnie podatny na szkodliwy, toksyczny wpływ alkoholu. Niszczy nie tylko ciało, ale i umysł. Kobiety, które piją alkohol w czasie ciąży powinny być – zdaniem niektórych – pociągane do odpowiedzialności karnej, ponieważ stwarzają zagrożenie dla życia i zdrowia swych nienarodzonych jeszcze dzieci. Czynią to przecież z pełną premedytacją. Jeśli ktoś utrzymuje, że nie wiedział iż alkohol szkodzi brzemiennej, zwyczajnie kłamie.

Reklama

Rozmawiam z mieszkanką Tarnobrzegu, Martą. Trzeźwą alkoholiczką, młodą jeszcze kobietą, matką 2 córek. Sąd ograniczył jej prawa rodzicielskie. – W moje rodzinie piło się zawsze dużo. Pił mój ojciec i dziadek. Mama nienawidziła alkoholu, ale tolerowała pijaństwo ojca, bo gdy był trzeźwy nosił ją prawie na rękach. Pijany katował do nieprzytomności. Dla mnie nie był czuły, ani specjalnie dobry, bo chciał syna, a tu pojawiła się córka. Ale nie bił mnie...zbyt często. Pamiętam, że poszturchiwał, popychał. Raz jak się zagapiłam i nie zeszłam mu z drogi uderzył mnie w twarz... Mama zarabiała na dom, pracowała na dwóch etatach. Kochała mnie, ale miłością surową, wymagająca. Najważniejsza była nauka, żebym „wyszła na ludzi” i „wyrwała się” z dzielnicy... Uczyłam się pilnie i chowałam na strychu, gdy ojciec lał mamę. Czemu zaczęłam pić? Nie wiem, skoro widziałam, co wódka zrobiła z moją rodziną. Chyba żeby zagłuszyć ból i lęk. Bałam się, że odziedziczę gen alkoholika. Każdy człowiek, którego rodzice lub dziadkowie pili ma w sobie ten gen... Łatwiej się uzależniamy, trudniej nam się rozstać z butelką. Wyszłam za mąż za pijaka. Powieliłam więc rodzinną tragedię. Urodziłam troje dzieci. Jedno nie przeżyło. Piliśmy razem z mężem, żeby zapić smutek. Tygodnie zamieniały się w miesiące, a te w lata. Zupełnie nie pamiętam, w jaki sposób znosiły to dzieci. Nie interesowały mnie. Nie pamiętam też swojego życia. Mąż dobrze zarabiał, zresztą w pracy świetnie się krył z nałogiem. Wstrząs przyszedł pewnego dnia, gdy mąż wrócił do domu, a ja leżałam na podłodze i nie oddychałam... Karetka, reanimacja. Lekarz krzyczał, że „ta kobieta jest kompletnie pijana”. Mąż opowiadał, że w tamtym momencie zobaczył z niezwykłą ostrością wystraszone dzieci, mnie umierającą, wentylowaną, podrzucaną do góry elektrowstrząsami... Pierwszy poszedł na leczenie. Długo namawiał mnie na poddanie się leczeniu, a potem długą rehabilitację, która trwa w zasadzie do dziś...

Podczas tegorocznego Tygodnia Modlitw o Trzeźwość Narodu będziemy modlić się m.in. w intencji dziewcząt, kobiet, w tym szczególnie matek. A ponadto za sprawujących władzę, za kapłanów, za ludzi kultury i nauki. Problem dotyczy ogromnej liczby Polaków –w sumie mamy ok. 10 milionów ludzi nadużywających alkoholu. Większość z nich to osoby ochrzczone, czyli członkowie Kościoła. W Polsce, oprócz zmian prawnych dotyczącego dystrybucji i reklamy alkoholu, sprawniej działających placówek medycznych z lepiej przygotowanym personelem, projektów chroniących rodziny przed alkoholizmem, potrzebna jest nade wszystko ogromna modlitwa. Bez Boga nie uda się nam zatrzymać tej lawiny, niszczącej cały naród.

2014-02-27 10:34

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ks. prof. Muszala: wyjście z nałogu pornografii czyni wolnym i zdolnym do daru z siebie

[ TEMATY ]

nałóg

© igor/Fotolia.com

Program ukierunkowany jest na osiągnięcie wolności i zdolności daru z siebie. Tylko człowiek wolny może kochać Boga, ludzi, świat – mówi o programie wyjścia z uzależnienia od pornografii ks. prof. Andrzej Muszala, bioetyk z UPJPII. W rozmowie z KAI prezentuje książkę „Wolny, aby kochać. Uwolnić się od pornografii”.

Dawid Gospodarek (KAI): Jak dużym problemem jest pornografia? I czy w ogóle jest problemem? Skoro zainteresowanie takimi materiałami wydaje się dość duże, może mamy do czynienia z zupełnie normalnym zjawiskiem?

Ks. prof. Andrzej Muszala: Problem jest duży, zwłaszcza obecnie, przy tak szerokim dostępie do Internetu i innych środków przekazu. Dodatkowo przemysł pornograficzny nakręcany jest przez ogromne zyski producentów takich treści. Oczywiście, ktoś może powiedzieć: „to nie jest problem”, ale w świetle wiary jednak jest; chrześcijaństwo opowiada się za konkretnymi wartościami i zasadami w etyce seksualnej.

W pierwszym rzędzie pornografia uderza w małżeństwo i wzajemne relacje między małżonkami. W przysiędze obie strony zobowiązują się do wierności i uczciwości małżeńskiej; jeśli ktoś ogląda pornografię, to te dwa filary zostają mocno nadwyrężone. W książce „Wolny aby kochać. Uwolnić się od pornografii”, która właśnie się ukazała, opisane są przypadki małżeństw, które rozpadły się właśnie z powodu takiego uzależnienia. Życie pokazuje prawdziwą rzeczywistość – jeżeli żona odkrywa, że mąż wchodzi na strony pornograficzne, to jak ona może się czuć? Jak może przeżywać relacje seksualne ze swoim mężem?

KAI: Co mówią polskie badania na ten temat?

- Skala problemu jest duża. Okazuje się, że prawie 40% osób, zwłaszcza młodych, korzysta z takich treści. Według badań z października 2019 r. 58% dzieci i młodzieży trafia na strony pornograficzne przypadkowo. Co trzecie z nich styka się z pornografią dzięki swoim rówieśnikom. Każdego dnia dziesiątki tysięcy ludzi wchodzi na strony internetowe o treściach erotycznych lub pornograficznych.

- Czy to właśnie skłoniło Księdza do wydania książki dla osób uzależnionych od pornografii?

- Raczej spotkania i rozmowy z ludźmi, którzy przychodzili do mnie i wyznawali, że mają z tym problem. Oczywiście istnieją poradnie psychologiczne; osoby te próbowały czasem szukać tam pomocy. Ja również skontaktowałem się z psychologiem posługującym przy Szpitalu Domowym [inicjatywa przy kościółku św. Wojciecha na krakowskim rynku, której celem jest troska o odnowę moralną miasta - przyp. KAI]. Usłyszałem, że brakuje dobrze opracowanych programów, które całościowo opisują proces wychodzenia z tego nałogu. Kiedy pokazałem psychologom książkę, o której mówimy, wyrazili się o niej z dużym uznaniem. Dostrzegli w niej program wyjścia z nałogu, może nie definitywnego, ale prowadzącego do osiągnięcia wstępnej abstynencji, która i tak jest już ogromnym sukcesem.

- Czas osiągnięcia tej wstępnej abstynencji przewidziano na 40 dni.  

- Tyle, ile trwa Wielki Post. To jest jakaś mądrość Kościoła, a właściwie samego Chrystusa. Czterdzieści dni wyznacza pewien etap drogi, która – jeśli się do tego solidnie przyłożyć – prowadzi do wstępnego uwolnienia się od uzależnienia. To ewangeliczny program odzyskiwania wolności.
Na książkę natknąłem się we Francji; opracował ją zespół z wspólnoty katolickiej „Emmanuel”. W skład autorów weszli specjaliści z różnych dziedzin: duszpasterz, psycholog, pielęgniarka, pedagog szkolny, kilku lekarzy, osoby, które wyszły z uzależnienia. Praca nad programem trwała kilka lat. Oparty on został zatem na solidnej wiedzy i doświadczeniu.

- Jak przejawia się destrukcyjność pornografii? Dla kogo jest ona szkodliwa?  

- Im młodsza osoba, tym gorzej. Pornografia podcina u korzenia kształtowanie się osobowości młodego człowieka. Jeżeli dziecko w wieku 10 czy 12 lat trafia na treści pornograficzne, odkrywa swoją seksualność w sposób niewłaściwy, wręcz patologiczny i uzyskuje zdeformowany obraz tej ważnej sfery życia. Łatwo się uzależnia, potem nie wie, jak sobie z tym poradzić. Co gorsza, często rodzice nie rozmawiają z nim o tym problemie, lub wręcz nie wiedzą o jego istnieniu. Bynajmniej nie uważam Internetu czy komórki za coś złego. Pytanie tylko, czy aby dziecko jest na tyle dojrzałe, aby używać tak niebezpiecznych w jego wieku instrumentów.

- U dorosłych uzależnienie od pornografii powoduje serię destrukcyjnych konsekwencji – osoby te często siedzą w nocy, rano trudno im wstać, spóźniają się do pracy, nie mogą się skupić, zawalają wiele rzeczy. Ciągle niewyspani, przemęczeni, źle funkcjonują fizycznie i umysłowo. Na strony pornograficzne wchodzą nawet w biurze czy w dyżurce.
Jeżeli ktoś siedzi przed ekranem przez kilka godzin, to musi się to odbić także na jego zdrowiu. W mózgu znajduje się tzw. układ nagrody; doznania w jego obszarze są bardzo mocne. Twórcy reklam starają się dotrzeć właśnie do tego układu. Dlatego uciekają się czasem do obrazów roznegliżowanych kobiet, manipulując w ten sposób odbiorcą.
W książce opisany pewien eksperyment na szczurach zamkniętych w klatkach. Podawano im jedzenie, zaś obok pojemnika znajdowała się klapka połączona z ich mózgami. Zwierzęta, przypadkowo naciskając klapkę, doznawały przyjemnych elektrowstrząsów, działających na ich układ nagrody. Okazało się, że po jakimś czasie szczury, zamiast do pojemnika, szły do klapki. Niektóre zdychały z głodu, przedkładając przyjemność nad jedzenie. Doznania w układzie nagrody okazały się tak mocne, że potrafiły nawet zniszczyć instynkt samozachowawczy. Analogicznie możemy sobie wyobrazić destrukcję człowieka, który uzależnił się od przyjemnych doznań w układzie nagrody spowodowanych przez pornografię.

- Jak do pornografii podchodzi dziś psychologia? Dostrzega się w niej coś niepokojącego dla zdrowia i rozwoju?   - Nie jestem psychologiem i nie chcę się tu wypowiadać w tej kwestii. Warto jednak wiedzieć, że istnieją różne szkoły i systemy psychologiczne. Czasem mamy do czynienia z nurtami typowo selfistycznymi, nastawionymi na łatwe, bezbolesne i bezstresowe przejście przez życie. Pornografia w takiej perspektywie może być przedstawiana jako coś pozytywnego, np. jako pomoc w rozładowaniu stresu.

- Z drugiej strony psychologia uwzględniająca antropologię chrześcijańską sięga głębiej, do warstwy wiary; wara zaś związana jest z pewną ofiarą. W życiu liczy się nie tylko przyjemność. Chrześcijaństwo oczywiście nie uważa przyjemności za coś złego, podobnie jak i nie neguje piękna relacji seksualnych, wszystko jednak winno mieścić się w granicach norm moralnych.
Doznawanie przyjemności w akcie małżeńskim jest czymś pozytywnym i pięknym. Nawet Pismo Święte, w Pieśni nad Pieśniami, wychwala miłość kobiety i mężczyzny, przejawiającą się także w zbliżeniach cielesnych. Jeżeli mają one miejsce małżeństwie, wówczas służą umacnianiu wzajemnej miłości męża i żony. Lecz jeżeli przyjemność osiągana jest w sposób egoistyczny – tzn. dla niej samej i wbrew zasadom moralnym – wówczas okazuje się destruktywna. Nazywamy to grzechem. Nie tylko sprawiamy nim przykrość Bogu, ale niszczymy samych siebie. Zauważam to jako duszpasterz: niektóre osoby, uzależnione od pornografii, kierując się zdrową intuicją moralną, przeczuwają, że nie mogą wejść w związek małżeński, dopóki nie uporządkują swej sfery seksualnej. W innym przypadku narzeczona, przerażona odkryciem u swojego narzeczonego tego nałogu, wycofała się z drogi ku małżeństwu.

- Wie Ksiądz, z jakim przyjęciem książka spotkała się we Francji?

- W trakcie rozmowy w wydawnictwie Emmanuel w Paryżu dyrektor powiedział mi znamienne słowa: „Proszę księdza, powinniśmy się cieszyć, ale my się raczej smucimy: ta książka sprzedaje się bardzo dobrze”. To znaczy, że problem jest poważny, że dotyka także katolików i osoby z wszystkich warstw społecznych: prostych ludzi, ale i osoby wykształcone, na wysokich stanowiskach; te, które żyją w małżeństwie jak i w samotności.

- Proszę powiedzieć coś więcej o samym programie zaproponowanym w książce.

- Program jest rozpisany na czterdzieści dni, zgrupowanych w sześć etapów. Pierwszą i zasadniczą kwestią jest odnalezienie sensu życia. Uzależnienie często jest tzw. „czynnikiem spustowym”. Kiedy człowiek przeżywa jakąś frustrację lub dramat życiowy, np. został opuszczony przez współmałżonka albo doznał jakiejś porażki w pracy, wówczas sięga po alkohol albo oddaje się różnym rozrywkom – „byle tylko zapomnieć”. Może też wchodzić na strony pornograficzne, by rozładować swoje napięcie. Na początku drogi trzeba zatem odnaleźć utracony sens życia.

- A kolejne etapy?

- Drugi, kilkudniowy etap ma doprowadzić do przekonania, że wyjście z uzależnienia jest możliwe. Trzeci etap polega na poznaniu funkcjonowania swojej osoby – ciała, ducha, uczuć, rozumu, woli, pamięci, relacji międzyludzkich. Czwarty etap to stopniowe przezwyciężanie i wychodzenie z nałogu. Zasadniczy i najdłuższy jest etap piąty, w którym człowiek pracuje nad odbudową czterech filarów swojego życia: relacji z Bogiem, z sobą samym, z innymi ludźmi i ze światem. Filary te zostały mocno nadwyrężone przez uzależnienie. Szósty etap polega na umocnieniu filarów i spojrzeniu w przyszłość.

- 40-dniowy program wydaje się idealny na realizowanie go w Wielkim Poście

- To prawda, ale autorzy zaznaczają, że można go rozpocząć w każdej chwili, najlepiej od razu. Wielki Post to jednak czas szczególnie sprzyjający podjęciu takiej decyzji.
Każdy dzień programu ma swoją strukturę. Na początku umieszczone jest świadectwo, które pomaga dostrzec problem i zrozumieć towarzyszące mu mechanizmy. Potem znajdujemy wskazówki lub wyjaśnienia psychologiczne, np. dlaczego nałóg tak mocno działa na człowieka i jak z niego wyjść. Kolejny punkt to „Odkrycie dnia” – myśl, do której powinno się często wracać w trakcie dnia; odnosi się ona do obszaru, nad którym obecnie pracuje dana osoba, np. uzdrawianie pamięci. Po nim odnajdujemy inspirujący fragment z Pisma Świętego. Na koniec podane są konkretne ćwiczenia, jakie należy wykonać w danym dniu; z tyłu książki znajdujemy tabelę ewaluacji wykonania owych ćwiczeń.

- Co z tego programu może sprawiać jakąś poważniejszą trudność?

- Jest pewna rzecz. Twórcy programu proponują, by znaleźć sobie powiernika. Ile razy chcieliśmy sami coś zrobić, ale przyszedł słabszy moment i upadliśmy. Jest jednak pewna pomoc: instytucja powiernika. Anonimowi alkoholicy spotykają się i opowiadają o swoim problemie jeden drugiemu. Już samo wypowiedzenie na głos: „Jestem alkoholikiem” to wielki krok na drodze do sukcesu. Podobnie jest w programie „Wolny, aby kochać. Uwolnić się od pornografii”. Osobie uzależnionej potrzebny jest milczący przyjaciel – towarzysz drogi. Może nim być dawny kolega ze szkoły lub studiów (nie żona, nie ksiądz lub ktoś zbyt bliski – wtedy relacje z tą osobą mogą zostać nadwyrężone), i to niekoniecznie ktoś wolny od nałogu. Trzeba się przełamać i iść do niego i poprosić o cotygodniowe, półgodzinne spotkanie.
Rolą powiernika jest tylko słuchać i zachować absolutną tajemnicę. Nie powinien nic mówić, co najwyżej zapewnić o wsparciu i modlitwie. Jeżeli człowiek uzależniony wie, że np. w piątek ma się spotkać z powiernikiem i opowiedzieć mu o swojej walce, wówczas mobilizuje się o wiele bardziej. Zrelacjonowanie upadku to sąd nad sobą i zrzucenie kamienia ciążącego na sercu. To nie to samo, co spowiedź, podczas której człowiek jedna się z Bogiem. Rola powiernika jest inna: ma słuchać, nie potępiać, towarzyszyć, modlić się, po prostu być. Oczywiście program można przejść samemu. Jednak rezygnacja z osoby towarzyszącej oznacza pozbawienie siebie ważnego „elementu mobilizującego”. Jeśli naprawdę chcemy osiągnąć wolność, zdecydowanie powinniśmy jej poszukać.

- Ten program pozwala poznać siebie, pewne mechanizmy stojące za uzależnieniem i wydaje się, że może być zastosowany również do innych nałogów...   - Zdecydowanie tak. Wczytując się w program, odkryłem, że nie chodzi w nim tylko o walkę z pornografią, lecz z każdym uzależnieniem: alkoholizmem, nikotynizmem, narkomanią, pracoholizmem, uzależnieniem od Internetu, konwulsyjnych zakupów, leków, kosmetyków, chorobliwej troski o swoje ciało itp. Każde z nich uderza w zdrowie ciała i duszy, w pamięć, wolę, relacje międzyludzkie. Ta książka to program wyjścia właściwie z każdego nałogu.

- Bardzo wymowny jest też tytuł książki – o wolność troszczymy się po to, by móc kochać...   - Tak, program ukierunkowany jest na osiągnięcie wolności i zdolności daru z siebie. Tylko człowiek wolny może kochać Boga, ludzi, świat. Pod koniec programu odzyskujemy dziecięcą radość z życia. Droga, która prowadzi ku temu, jest oczywiście trudna i wymagająca. O wiele trudniejsza niż piesza pielgrzymka do Częstochowy... To 40-dniowa „pielgrzymka” w sensie duchowym. Lecz, z drugiej strony, chyba nic tak nie rozwija ludzkiego wnętrza, jak wychodzenie z uzależnienia. Musimy wówczas więcej liczyć na Boga, więcej się modlić, mocniej przykładać się, aby pokonać nasze egoistyczne zachcianki. To jest właśnie niesienie krzyża za Chrystusem i zapieranie się siebie. To jest czysta Ewangelia.
Nałóg może być „błogosławioną winą”, jeżeli nie zgadzamy się na niego, jeśli rozpoczynamy drogę ku wolności. Odzyskanie zdolności kochania miłością bezinteresowną to największe dzieło w życiu. Nieporównywalne z niczym innym, nawet ze zbudowaniem kościoła czy założeniem szlachetnej fundacji. To zwycięstwo w najważniejszej bitwie.
***
„Wolny, aby kochać. Uwolnić się od pornografii”, Wyd. Pustelnia.pl, Kraków 2020

CZYTAJ DALEJ

Ukraina: abp Mieczysław Mokrzycki ustanowił sanktuarium w Tartakowie

2020-07-06 08:58

[ TEMATY ]

sanktuarium

Ukraina

abp Mieczysław Mokrzycki

Jasna Góra/Krzysztof Świertok

„Dzisiaj po wielu dziesiątkach lat, szanując wyjątkowość tego miejsca i tę wiekową tradycję, powracamy pełni ufności w odnowienie i ożywienie słów Pana Jezusa: `Byłem chory, a odwiedziliście Mnie`” – powiedział abp Mieczyław Mokrzycki 4 lipca w kościele pw. św. Michała Archanioła w Tartakowie k. Sokala. Świątynia została podniesiona do godności sanktuarium. Przywrócono też tam kult Matki Bożej Uzdrowienia Chorych. Metropolita lwowski również ustanowił odpust sanktuaryjny, który w każdą pierwszą sobotę lipca będzie Archidiecezjalnym Dniem Modlitwy za Chorych i Służbę Zdrowia.

„W tym roku naszą modlitwą obejmujemy tych, których dotknęło cierpienie pandemii koronawirusa. Spośród tej grupy, naszą szczególną uwagę przyciągają zakażeni - tak osoby świeckie, lekarze, pielęgniarki, jak również duchowni i siostry zakonne. W wielu szpitalach spotkali się oni i podjęli walkę o życie. Modlitwą ogarniamy tych, którzy tę walkę przegrali oraz ich rodziny, dotknięte cierpieniem odejścia najbliższych im osób” - zaznaczył abp Mokrzycki.

Arcybiskup przywołał słowa św. Jana Pawła II, który mówił:

"Kościół, który wyrasta z tajemnicy Odkupienia w Krzyżu Chrystusa, winien w szczególny sposób szukać spotkania z człowiekiem na drodze jego cierpienia. Na tej drodze posługi spotyka się kapłan z lekarzem, aby wspólnie posługiwać choremu, którego obszar cierpień jest zróżnicowany i wielowymiarowy, tak jak wielowymiarowa jest egzystencja człowieka. Taka wspólna posługa duszpastersko-medyczna ma szczególne znaczenie dla chorego, który zbliża się do kresu ziemskiego bytowania”.

„Idąc za myślą św. Jana Pawła II, niech właśnie to sanktuarium, stanie się miejscem spotkania kapłanów, lekarzy, pielęgniarek z ludźmi chorymi. A centrum tego spotkania niech będzie modlitwa u Matki Bożej, Uzdrowienia Chorych. Dlatego doroczny odpust w Tartakowie, będzie od dzisiaj, dniem spotkania nas wszystkich, zatroskanych o drugiego człowieka, w znaku jego cierpienia i choroby” – zaznaczył metropolita lwowski.

„Niech nasze dzisiejsze spotkanie, przy Matce Bożej, powracającej po latach w znaku Uzdrowienia Chorych, umocni tych, którzy uczestniczą w Apostolstwie Chorych, a tych, co się jeszcze zastanawiają nad drogą miłości uczynkowej, niech zachęci do podania ręki bliźniemu w potrzebie. Niech z tego miejsca znów popłyną zdroje łask, tak dla chorych, jak i dla tych, którzy są blisko nich. Niech w tym miejscu, dzięki wstawiennictwu Maryi, dokonuje się zwycięstwo miłości nad obojętnością, i w ten sposób dokonują się wielkie czyny miłości bliźniego, aby nie wierzący i wątpiący, widząc nasze czyny, mówili – patrzcie, jak oni się miłują" - –życzył na zakończenie homilii abp Mokrzycki.

Modląc się przed obrazem kopii Matki Bożej Tartakowskiej abp Mokrzycki nie krył swego wzruszenia. Oryginał tego cudownego wizerunku znajduje się w jego rodzinnej wsi Łukawiec k. Lubaczowa, gdzie po II wojnie światowej zamieszkali też Polacy wysiedleni z Tartakowa. W styczniu 2004 r. w Watykanie Jan Paweł II poświęcił korony i kopię cudownego obrazu Matki Bożej Tartakowskiej.

Ks. Kazimierz Szałaj z Sokala, który opiekuje się kościołem w Tartakowie przypomniał, że kościół pw. św. Michała Archanioła wzniesiono XVII w. Świątynia została ozdobiona malowidłami Stanisława Stroińskiego. W 1764-1944 znajdował się tam obraz Matki Boskiej Tartakowskiej Uzdrowicielki Chorych, który w 1777 r. uznano za cudowny.

Sanktuarium tartakowskie stało się miejscem pielgrzymek katolików obu obrządków z Wołynia, Galicji oraz Chełmszczyzny. Za czasów sowieckich kościół został przekształcony w spichlerz zbożowy i zdewastowany. W 2002 r. całkiem zrujnowaną świątynię władze ukraińskie najpierw przekazały prawosławnym, potem oddano ją katolikom obrządku łacińskiego. Nadal trwa renowacja świątyni.

W uroczyści uczestniczyli duchowieństwo i wierni z wielu parafii archidiecezji lwowskiej oraz grekokatolicy.

CZYTAJ DALEJ

Rowerem do Pani Jasnogórskiej

2020-07-06 22:48

Joanna Ferens

Pątnicy tuż przed wyruszeniem do tronu Pani Jasnogórskiej

Już po raz dziewiąty z Biłgoraja wyruszyła (06.07) Rowerowa Pielgrzymka na Jasną Górę.

Wydarzenie rozpoczęło się od mszy św. sprawowanej w kościele pw. Chrystusa Króla w Biłgoraju. Duchowy patronat nad pątnikami z Biłgoraja i okolic sprawuje ks. Tomasz Szumowski, wikariusz parafii Świętej Bożej Opatrzności w Zamościu. W rozmowie kapłan wyjaśniał, na czym takie nietypowe pielgrzymowanie polega: – Z pewnością, nie można tego traktować jedynie jako rajdu czy ‘wypadu rowerowego’. Oczywiście ważne są walory zdrowotne jazdy na rowerze, walory turystyczne i krajoznawcze, jakie daje rower, ale przede wszystkim, w naszym przypadku ważne są aspekty duchowe. Jest to pielgrzymka i choć przez fakt, że jedziemy na rowerze ma nieco inny wymiar niż pielgrzymki piesze, to jednak aspekt duchowej wędrówki jest najważniejszy. Każdy z pielgrzymów na bagażniku rowerowym czy w plecaku, obok rzeczy pierwszej potrzeby wiezie przede wszystkim intencje, ciężar dnia codziennego i ciężar swego sumienia – wyjaśniał.

Ze względu na pandemię pielgrzymka na nieco innych charakter – tłumaczył organizator wydarzenia, Mirosław Lipiński: – Obostrzenia dotyczą ilości osób, kwestii postojów, wspólnych posiłków, zakwaterowania czy czasu wolnego. Wszystko musi odbyć się zgodnie z wytycznymi Sanepidu i w reżimie sanitarnym. Mam jednak nadzieję, że uda nam się bez złych przygód dotrzeć na Jasną Górę. Obok intencji osobistych, jako pielgrzymce przyświeca nam modlitwa o ustanie epidemii koronawirusa – tłumaczył.

O swoich motywacjach do uczestnictwa w pielgrzymce mówiła Wiesława Siek: – Jadę już szósty raz. I podobnie jak w latach ubiegłych wiozę z sobą intencje, konkretne prośby i podziękowania, przede wszystkim osobiste i rodzinne, ale także te, które polecają mi znajomi. Chcę to wszystko, co nas trapi, co nas raduje, co przynosi nam dobro, zawieźć przed tron Matki Bożej Częstochowskiej – zaznaczała. – Mam za co Bogu dziękować, mam też wiele próśb. Życie zmienia się bardzo szybko, ciężko za wszystkim nadążyć, jest wiele spraw w rodzinie, w życiu zawodowym, które trzeba omodlić, trzeba przemyśleć, stąd razem z mężem pielgrzymujemy i podejmujemy ten trud – dodaje Dorota Żywot.

Również Andrzej Szatowski wyjaśniał, w jakiej intencji wyrusza na pielgrzymi szlak: – Wiozę prośby i podziękowania w intencji członków najbliższej rodziny, ale także i modlitwy w intencji moich uczniów. Moja klasa w tym roku zdała maturę, chcę, by wybrali mądrze drogę dorosłego życia i by byli na niej szczęśliwi, a Ojczyzna miała z nich jak najlepszy pożytek. Teraz dla uczniów klas młodszych był trudny okres zdalnego nauczania. Chcę modlić się, by dobrze wykorzystali dany im czas. Jak nauczyciel jestem przecież za nich odpowiedzialny – podkreślał.

Na pielgrzymim szlaku nie zabrakło również młodych ludzi. Wśród nich znalazła się m.in. Patrycja Dębska: – W przyszłym roku będę zdawać maturę, a po niej czeka mnie wybór kierunku studiów i pracy zawodowej. Chcę modlić się o trafny wybór i siły potrzebne do egzaminu i przygotowania się do niego. Chcę zdawać na pielęgniarstwo i pracować w szpitalu, by w ten sposób pomagać innym. Mój trud i modlitwy ofiaruję właśnie w tej intencji – przyznała.

Co roku na pielgrzymi szlak rowerowy wyrusza wójt Gminy Łukowa, Stanisław Kozyra: – Codziennie uczestniczymy we Mszy świętej, jest wspólna modlitwa, konferencje, apel jasnogórski. Jest także czas na osobistą modlitwę, bo wiele etapów jedziemy jeden za drugim i w tym przypadku nie sposób modlić się wspólnie. Wszyscy traktujemy to przede wszystkim jako wyzwanie duchowe, czas do przemyśleń, przemodlenia pewnych rzeczy – zaznaczał.

Rowerzyści dotrą na Jasną Górę w sobotę, 11 lipca. Patronat finansowy nad pielgrzymką objął starosta biłgorajski Andrzej Szarlip.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję