Reklama

Z Chrystusem wśród Papuasów

Niedziela Ogólnopolska 33/2011, str. 18-19

Bożena Sztajner/Niedziela

Ks. Marek Woldan

Ks. Marek Woldan

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Jest Ksiądz misjonarzem w Papui-Nowej Gwinei. Chrystus powiedział: „Idąc na cały świat, nauczajcie wszystkie narody” (por. Mt 28, 19-20). Nauczanie to bowiem dotyczy najważniejszej sprawy dla człowieka - jego życia w wieczności. Jak ten Chrystusowy nakaz wpisuje się w życie Księdza?

KS. MAREK WOLDAN: - Tak naprawdę misyjność Kościoła jest jego nie tyle podstawowym, ile jedynym zadaniem, i z niej wynikają wszystkie inne. Z misyjnością zetknąłem się w szkole średniej. Odczytywałem, że Pan Bóg wzywa mnie do swojej służby, i ta myśl dojrzewała, a cztery lata temu urzeczywistniła się. Kościół na różny sposób realizuje swoją misyjność. Otrzymałem łaskę cieszenia się realizowaniem misyjności na pierwszym, bezpośrednim froncie, za co Panu Bogu składam dzięki.

- Jak wyglądały bezpośrednie przygotowania do wyjazdu Księdza na misje i potem pierwsze dni realizowania się misyjnego powołania?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- Jestem człowiekiem, który raczej lubi wyzwania. Wiem, że jeśli Pan Bóg daje jakieś powołanie, to daje też potrzebne do tego dyspozycje. Toteż nie stanowiło dla mnie większego problemu, że Papua-Nowa Gwinea jest na drugiej półkuli naszego globu. Zanim wyjechałem, wielokrotnie rozmawiałem też z osobami, które doświadczyły tam misji. Nigdy jednak nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie misji takimi, jakie one są w kontekście mentalności ludzi, w sposobie działania.

- Jakie dla Księdza było pierwsze doświadczenie tamtejszego Kościoła?

Reklama

- Może zabrzmi to trochę dziwnie, ale tam czuję się chyba bliżej Kościoła, niż będąc w Polsce. Przede wszystkim ludzie są tam niesamowicie otwarci i są bardzo blisko księdza. Wielokrotnie byłem świadkiem, jak Pismo Święte tam żyje, w ich otoczce kulturowej. Czasem czytamy opisy, szczególnie w Starym Testamencie, ludzi mieszkających ze zwierzętami (przypowieść o proroku Natanie z Dawidem, o owcy, która spała z ubogim człowiekiem), a ja widzę to na co dzień. Tam najbardziej powszechnym zwierzęciem jest świnia, i to z nimi ludzie śpią w domach. Również - podobnie jak w Piśmie Świętym - nie ma tam określeń „kuzyn”, „kuzynka”. Kiedy spotykam duże rodziny i pytam o koligacje rodzinne, zawsze słyszę, że jest to brat, siostra.
W Papui-Nowej Gwinei Kościół wydaje mi się bliski z tego tytułu, że dostrzegam tam wiele elementów z naszej polskiej pobożności. Prawie w każdym kościele jest obraz Pana Jezusa Miłosiernego. W mojej parafii powstała grupa miłosierdzia, która kultywuje kult Bożego miłosierdzia. To było dla mnie szokiem, że przesłanie s. Faustyny dotarło aż tak daleko i że jest tak bardzo powszechne. Niemal każdy tam zna Koronkę do Miłosierdzia Bożego.
Wreszcie Kościół w kontekście Papui-Nowej Gwinei to żywe doświadczenie jego jedności w różnorodności. Bowiem mimo wielkiej odległości przestrzennej, jak i kulturowej, tam sprawuję tę samą Eucharystię, z tymi samym modlitwami, z tymi samymi czytaniami, z tym samym porządkiem następujących po sobie części i w końcu z tym samym Jezusem. I to naprawdę bardzo pomaga czuć się w domu, a zatem na miejscu. Doświadczenie Kościoła w Polsce i na Papui daje mi odczuć, że przynależę do Kościoła powszechnego, którego członkowie, choć tak różnorodni, mają to samo pragnienie - pragnienie nieba.

- Prosimy o słowo o diecezji, w której Ksiądz pracuje, i o swojej parafii...

- Diecezja Mendi, w której pracuję, została założona ok. 60 lat temu przez kapucynów z USA. Znajduje się w centralnej części wyspy i terytorialnie jest większa niż dwie diecezje częstochowskie razem wzięte. Mamy trzy rozległe dekanaty, liczące ok. 9-10 parafii każdy. Jeśli chodzi o liczbę wiernych, jest ich jednak dużo mniej niż w Polsce, ponieważ zaludnienie jest znacznie mniejsze.
Już konstytucja Papui-Nowej Gwinei określa ten kraj jako chrześcijański. Kościół katolicki, mimo iż najliczniejszy, stanowi tam jednak zaledwie ok. 30 proc. wierzących, a to za sprawą licznych wyznań i sekt, które mnożą się tam bez końca, z różnych, często przyziemnych powodów, jak podniesienie prestiżu rodziny czy próby wyłudzenia pieniędzy od rządu. Dla przykładu, na terenie mojej parafii, liczącej zaledwie 3 tys. katolików, znajduje się ok. 30 różnych wyznań i sekt.
Sama parafia to poza głównym kościołem jeszcze 10 kaplic dojazdowych. W niektórych z nich gromadzi się spora grupa ludzi, ale są i takie, do których na Mszę św. przychodzi do 10 osób.

- Jak nakreśliłby Ksiądz sylwetkę tubylca? Czy można porównać tych ludzi do Europejczyków?

Reklama

- Różnice są duże. Po pierwsze, ludzie ci są bardzo otwarci, co wypływa z ich wielkiej emocjonalności. Mają też swój sposób myślenia. Ilekroć wydaje mi się, że już ich rozumiem, okazuje się, że jestem w błędzie. Czasem trudno dojść do sedna ich rozumowania. Poza tym są to osoby, które trzymają się więzi naturalnych. Dla nich nie ma jednostki, wszystko robią, nawet myślą, we wspólnocie plemiennej. Podam może przykład: zachwycałem się ich zwyczajem dzielenia się między sobą wszystkim, co mają. To piękna cecha. Z czasem okazało się, że to dzielenie się różnymi rzeczami, które ktoś im przekaże czy znajdą w buszu (np. mięso), wynika z ich obaw i lęku: boją się, że jeśli się nie podzielą, to reszta rodziny, plemienia może im wyrządzić krzywdę, np. spalić dom.

- Jak u tych ludzi wygląda przeżycie religijne - modlitwa, sakramenty, poczucie Bożej Opatrzności?

- Nie wszystko, o czym mówię, odnosi się do całej Papui-Nowej Gwinei, panuje tam duże zróżnicowanie. Zasadniczo Papuas jest człowiekiem, który wierzy. Jest to człowiek modlitwy, a zatem kontaktu z Bogiem czy światem duchowym, co też wynika z wcześniej panującego tam animizmu, czyli wiary w obecność w ich życiu duchów przodków. Niestety, jest pewne zamieszanie w dziedzinie duchowej i religijności. Jeżeli na drodze, na bazarze spotykają się ludzie z ok. 30 różnych wspólnot wyznaniowych, to muszą w umysłach tych ludzi rodzić się pytania: Co jest prawdą? Zdarza się, że szczególnie młodzież czuje się w tym zagubiona i zaczyna oddalać się od Kościoła.

- Jacy są ludzie, z którymi Ksiądz spotyka się w pracy duszpasterskiej?

Reklama

- Schemat powtarza się jak wszędzie na świecie. Trzonem religijności są kobiety. Jeśli chodzi o Msze św. niedzielne, przyjmowanie sakramentów św. - mężczyzn jest nieco mniej. Bardzo wiele dzieci w mojej parafii żywiołowo podchodzi do sprawy religii, lubią niedzielne Msze św. U młodych obserwuję pewne zachwianie, o którym przed chwilą wspomniałem.
Przy naszej parafii działa wiele grup. Poza wspomnianą grupą miłosierdzia jest m.in. Legion Maryi. Stanowi on ogromną pomoc w duszpasterstwie. Cotygodniowe wyjścia parami do różnych grup społecznych - do rodziców, młodzieży, dzieci, do chorych przynoszą owoce w postaci osób chcących przyjmować sakramenty św. lub wracających po długiej nieobecności do Kościoła. Zdarzają się również wspólnoty ojców, którzy w tym czasie przemian kulturowo-ekonomicznych próbują odnaleźć własną drogę do tworzenia chrześcijańskiej rodziny. Zasadniczo bowiem kiedyś chłopcy - od 7. do 8. roku życia - byli wychowywani przez mężczyzn. W tej chwili zmienia się to dość mocno. Męskie wychowanie zostało niejako wycięte i młodzi próbują sobie to na różne sposoby rekompensować, niekoniecznie na właściwych drogach.

- Jak wygląda praca Kościoła na tym terenie? Jak funkcjonuje duszpasterstwo?

Reklama

- Duszpasterstwo przede wszystkim opiera się na współpracy ze świeckimi. Nie jestem fizycznie w stanie odprawić Mszy św. niedzielnej we wszystkich moich dziesięciu kaplicach. Toteż tam, gdzie nie dotrę, przygotowane do tego osoby prowadzą nabożeństwo, katechiści głoszą kazania, nadzwyczajni szafarze Komunii św. rozdają Pana Jezusa wiernym, a rada parafialna podaje ogłoszenia. Są także osoby odpowiedzialne za śpiew, inne za czytania, jeszcze inne za przystrojenie kościoła. Podobnie ma się sprawa z sakramentami. Nie byłbym w stanie przygotować osobiście wszystkich chętnych do chrztu, I Komunii św., spowiedzi czy małżeństwa, toteż prowadzone są szkolenia na katechistów, którzy w swoich wioskach pomagają ludziom dojrzeć do sakramentów. Ja wchodzę już na koniec, sprawdzając lub dopowiadając to, co konieczne.
Praca Kościoła w Papui to jednak nie tylko głoszenie miłującego Boga, ale również wypowiadanie tej miłości w konkretach. Od samego początku Kościół stawiał tu na różnego rodzaju pomoc socjalną, zdrowotną i edukację. Nieprzypadkowo najlepszymi szkołami są tu najczęściej katolickie szkoły. Bardzo pięknie rozwinięty jest tu również program pomocy osobom zarażonym wirusem HIV. Co jakiś czas robione są w różnych częściach diecezji testy oraz dostarczane lekarstwa hamujące rozwój tej choroby. Duszpasterze zaś muszą swoją wiedzę wyniesioną z seminarium poszerzyć nieco o sprawy związane z mechaniką samochodową, stolarstwem, elektryką, budownictwem i z innymi dziedzinami na pozór niezwiązanymi z duszpasterstwem.

- Jak żyje się w Papui-Nowej Gwinei?

Reklama

- Powiem o mojej parafii, gdyż często zupełnie inaczej jest w parafiach sąsiednich czy w miastach. Tu zdecydowana większość ludzi utrzymuje się z ogrodnictwa - sadzą przede wszystkim słodkie ziemniaki, co stanowi podstawę ich wyżywienia. Nadmiar sprzedają na bazarach. A gdy potrzebują więcej pieniędzy, to sprzedają świnię lub... córkę. Wciąż bowiem obowiązuje tu zapłata za żonę. Poza tym na terenie parafii są trzy szkoły - dwie podstawowe i jedno gimnazjum. Jest więc spora grupa nauczycieli, którzy otrzymują wypłatę. Są pewne struktury rządowe i osoby, które - pełniąc funkcje administracyjne - również zarabiają. Garstce, która w edukacji ma dobre wyniki, udaje się znaleźć pracę w mieście. Z mojej parafii - Kagua nieliczni pracują w stolicy czy poza granicami państwa i najczęściej przesyłają pieniądze swoim rodzinom. Tak mniej więcej wygląda sposób zarobkowania czy utrzymywania się Papuasów.
Jak przed wieloma laty, tak i dzisiaj w zdecydowanej większości mieszkają w domach budowanych z trzciny, pokrytych trawą, w których centralnym miejscem jest palenisko. Tam można dosłownie zrozumieć pojęcie ogniska domowego, przy którym gromadzą się członkowie rodziny i przybysze, by się ogrzać, a w ciągu dnia przyrządzić coś na ogniu czy w popiele. Zdecydowana większość ludzi to osoby biedne, aczkolwiek w jakiś sposób szczęśliwe. Mają wiele czasu, otrzymują wiele od przyrody, znajdują owoce w buszu, a zasoby uprawianych ogrodów wystarczają im na codzienny pokarm. Dzieci pierwszokomunijne cieszą się, gdy jako prezent otrzymają chińską zupkę... Po Mszy św. proszą, aby im pobłogosławić.

- Jak wygląda zwyczajne życie w tym kraju komunikacja, telefonia?

- Tu jest również wielka różnorodność. Ludzi przewożą autobusy, które de facto są ciężarówkami. Zdarza się, że ktoś ma samochód - są to zazwyczaj rodziny, w których ktoś pracuje w stolicy czy w większym mieście lub osoby, które otrzymały duże spadki. Jeśli chodzi o wynalazki techniki, takie jak np. telefony komórkowe, to z pewnością zadziwię, ale mam w domu pełny zasięg. Kilka lat temu dokonał się tam bowiem ogromny postęp techniczny. Papuasi mogą nosić trawę zamiast ubrań, ale coraz ciężej obejść im się już bez komórki. Wygląda to czasem wręcz komicznie.
Różnice są jednak ogromne. Musimy pamiętać, że postęp zawitał tam ok. 60 lat temu. To, co nasza kultura zdobywała przez 2 tys. lat lub dłużej, oni nadrabiają w ciągu ostatnich 60 lat. Z niektórymi rzeczami idzie im trochę łatwiej, z innymi trudniej. Do drugiej grupy zaliczają się na pewno drogi. To raj dla miłośników motokrosu.

- Czy misja daje kapłanowi satysfakcję, czy jest to spełnienie kapłańskie? Czy może Ksiądz powiedzieć: Jestem kapłanem misjonarzem szczęśliwym?

Reklama

- Pojmuję to w tych kategoriach. Dla mnie jest to miejsce, które Pan Bóg mi wskazuje. Byłoby wielką karą, gdyby biskup skierował mnie na studia czy jako wykładowcę w seminarium. Bardzo dobrze odnajduję się na terenach misyjnych, gdzie jestem niejako na pierwszym froncie. Oczywiście, jak wszędzie, są problemy, choć trochę w innych kategoriach. Ale Pan Bóg zawsze daje pomoc potrzebną do stawienia im czoła.
Podzielę się może moimi głównymi problemami w duszpasterstwie. Jednym z nich jest utrzymywanie się praktyk płynących z poprzednich wyznań oraz wiara w czary. Jeśli umiera ktoś w sile wieku lub dziecko, to według ludzi zawsze ktoś za tym stoi, ktoś rzucił czar. Na terenie mojej parafii doszło kiedyś do zatrważającego przypadku, kiedy to oskarżono kobietę o zabicie dziecka. Według nich, duch tej kobiety wyszedł z niej w nocy, zmienił się w kota, wszedł do domu tej dziewczynki i wyjadł jej serce. Kobieta była torturowana, powieszono ją za nogi na drzewie, rozpalono pod nią ogień i przypalano jej ciało rozgrzanymi prętami. Cudem uszła z życiem. Niestety, kilka innych osób nie miało takiego szczęścia. Dobrze, że znajdują się osoby, które potrafią myśleć. Również na kilka dni przed moim wyjazdem zdarzył się podobny przypadek oskarżenia kogoś zupełnie przypadkowo przechodzącego o spowodowanie śmierci młodego człowieka. Na szczęście lider tej społeczności przeciwstawił się temu i zdołał powstrzymać przed dokonaniem samosądu i zabiciem niewinnego. Z takimi przypadkami spotykam się często. A ostatnio nawet człowiek, który miał remontować mój rozsypujący się dom, odmówił mi pomocy, ponieważ ktoś, kto wcześniej malował fragment domu, nagle przewrócił się i zmarł. Ponieważ człowiek ten również nie był z tej miejscowości, bał się, że ludzie z zazdrości, że ma pracować przy remoncie, mogą wyrządzić mu krzywdę.
Inny problem to tzw. hauskrai - czyli obrzędowość związana z pogrzebem i uszanowaniem zmarłego. Gdy ktoś umrze, cała rodzina, plemię zbiera się, opłakuje i chowa zmarłego, ale nie rozchodzi się później do domów, tylko pozostaje tam dłuższy czas - tydzień, dwa, miesiąc - nie wolno im wtedy pracować w ogrodzie, także przychodzić na niedzielną Mszę św. Jest to trudne do zrozumienia. Staramy się wyjaśniać, że zamiast siedzieć bezczynnie na miejscu pochówku, znacznie lepiej będzie, gdy pomodlą się za tę osobę, ofiarują Mszę św. Jest to mozolna praca i czasem już przynosząca efekty, ale wciąż jeszcze są one mało widoczne.

- Jak można Księdzu pomóc?

- Chciałbym podziękować wszystkim, którzy przez 3,5 roku wspierali mnie przede wszystkim modlitwą w intencji rozwiązania problemów, o których wspominałem, a jest ich znacznie więcej. Czuję w tej pracy wielką pomoc modlitwy, której namacalnie doświadczam. Kiedy sam nie potrafię sobie wyjaśnić, dlaczego tak się wszystko dobrze ułożyło, wtedy przychodzą mi na myśl osoby, które zapewniły mnie o swojej modlitwie i wszystko jest już jasne.
Nieoceniona jest także pomoc materialna. By nasza katolicka szkoła mogła gromadzić jeszcze większą liczbę osób, kończymy budowanie nowej sali lekcyjnej. Wciąż myślimy o stworzeniu prawdziwej biblioteki, bo do właściwej edukacji potrzeba książek. Mamy ich już wiele, ale z braku miejsca leżą w kartonach.
Innym palącym problemem będzie niedługo zakup generatora dla misji. To jedyne źródło prądu, używamy je 4 godziny wieczorem. Obecny generator coraz częściej odmawia posłuszeństwa, a dokupienie części zamiennych graniczy z cudem.

- Dziękuję za rozmowę i życzę wielu osiągnięć na misyjnym terenie.

2011-12-31 00:00

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Założycielka Niepokalanek

Z osobą m. Marceliny Darowskiej zetknęłam się dwa lata temu, kiedy to zaczynałam pracę w gimnazjum. Tradycją panującą w szkole, gdzie uczę, było organizowanie dwa razy w roku spotkań rekolekcyjnych dla nauczycieli w Domu Sióstr Niepokalanek w Szymanowie. Zgromadzenie to założyła właśnie Matka Marcelina. Z wielkim zaciekawieniem obserwowałam pracę sióstr i ich uczennic. Każdy wyjazd do Szymanowa był dla mnie kolejnym cennym doświadczeniem. Po pewnym czasie bardziej zainteresowałam się osobą Matki Marceliny i postanowiłam o niej napisać. Zaczęłam wtedy czytać wszelkie publikacje na jej temat. Wydawało mi się początkowo, że nic interesującego w tych książkach nie znajdę. Bo cóż może być ciekawego w życiorysie siostry zakonnej? I tu pełne zaskoczenie. Jednym tchem przeczytałam polecone mi książki. Matka Marcelina okazała się być obdarzona niezwykle bogatą osobowością, a jej życie mogłoby posłużyć za temat filmu, który - nie mam co do tego żadnych wątpliwości - zainteresowałby niejednego współczesnego widza. Zanim Matka Marcelina została przełożoną Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek - była szczęśliwą matką i żoną. W jej życiu nie zabrakło też dramatycznych momentów. W wieku dwudziestu pięciu lat została wdową, a w niecały rok po śmierci męża straciła swego dwuletniego synka. To nie koniec jej cierpień. Musiała jeszcze walczyć o życie swojego drugiego dziecka - maleńkiej Karoliny, której lekarze nie dawali szans na przeżycie. Młoda wdowa przezwyciężyła wszelkie kłopoty. Dziecko wyzdrowiało, a jej gospodarstwo było przykładem dla okolicznych posiadłości. Przez cały ten czas trudnych doświadczeń ani razu nie zwątpiła w miłość Boga, ani razu nie zbuntowała się przeciwko Jego woli. Jakże niezwykle mocna musiała być jej wiara! Mało tego, nie mając żadnego doświadczenia zakonnego, a jedynie pragnienie służenia Bogu, odważyła się zostać przełożoną - założycielką nowo tworzonego Zgromadzenia, którego głównym zadaniem miało być wychowanie dzieci i młodzieży. Nie na życiorysie Matki Marceliny chciałabym jednak skupić swą uwagę, mimo że jest on naprawdę bardzo ciekawy. Zainteresowanych odsyłam do książek poświęconych bohaterce tego tekstu1. To, co najcenniejsze, to nauki Matki Marceliny, jej przemyślenia i refleksje, ujęte często w formę jakże trafnych i aktualnych do dziś sentencji. Znaleźć je można w wydanej w 1997 r. przez Siostry Niepokalanki książce zatytułowanej Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny Darowskiej2. Wartości szczególnie ważne dla Matki Marceliny to przede wszystkim Bóg, miłość, rodzina, Ojczyzna, praca i to, czemu poświęciła całe swoje życie, czyli wychowywanie kolejnych młodych pokoleń. Wiele jest cennych wskazówek zawartych w słowach Matki Marceliny. Mnie, jako nauczycielkę, która dopiero zaczyna swoją pracę z młodzieżą, szczególnie zainteresowały te poświęcone wychowaniu. Pierwsze słowa, jakie przeczytałam, kiedy "na chybił trafił" otworzyłam książkę z myślami Matki Marceliny, brzmiały następująco: "Zadanie wielkie, praca kolosalna - z jednej strony łatwa, z drugiej bardzo trudna. Łatwa, bo serca dzieci to wosk, na którym wszystko łatwo się wyciska. Trudna, bo wosk wystawić na gorąco ognia lub słońca, a ślad jego cały się zgładzi. Dzieci przyjmują dobre i złe wrażenia, jedne zacierają drugie". Jakże trafnie oddają one pracę wychowawcy. Czytając te zdania, uświadomiłam sobie ogromną odpowiedzialność, jaką biorę za swoich wychowanków. To, co im przekażę, będzie miało wpływ na całe ich życie. I nie najważniejsza w tym momencie jest wiedza. Moim zadaniem, jako wychowawcy, jest pokazanie tym młodym ludziom właściwych wzorców zachowań. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, kiedy wciąż słyszymy o przypadkach, gdy młodzi ludzie zabijają swoich rówieśników, często nawet nie dostrzegając zła, które wyrządzili. Matka Marcelina cały czas miała świadomość odpowiedzialności za wychowanie młodych ludzi. Dlatego też tak wiele miejsca poświęciła sprawom rodziny, a w kształceniu dziewcząt ogromną wagę przywiązywała do przygotowania ich do roli matki i żony. Wierzyła bowiem, że to właśnie kobieta jest duchem rodziny, a od tego, jakie wartości przekażemy młodym ludziom, zależy odrodzenie całego społeczeństwa. Dziś również wiele miejsca podczas publicznych debat poświęca się sprawom rodziny. Mówi się o polityce prorodzinnej i o kryzysie rodziny. Może warto zatem sięgnąć po myśli Matki Marceliny. Znajdziemy tu oczywiste - wydawałoby się - prawdy, ale jak często przez nas zapominane. Polecam tę część nauk Matki Marceliny szczególnie dziewczętom, które zamierzają w niedługim czasie założyć własną rodzinę. Naprawdę znajdziecie tu wiele wskazówek pomocnych przy budowaniu własnego domu. Jak już wspominałam wcześniej - jestem młodą nauczycielką. Nie mam zatem bogatego doświadczenia pedagogicznego, wielu rzeczy muszę się jeszcze nauczyć. Wciąż borykam się z różnymi problemami wychowawczymi. Tak jak wielu młodych nauczycieli, staram się pogłębiać swoją wiedzę pedagogiczną, czytając chociażby różne publikacje poświęcone tym zagadnieniom. Panuje obecnie moda na nowoczesne, proponowane nam przez zachodnich autorów, sposoby wychowania. Ja jednak najważniejsze wskazówki pedagogiczne znalazłam w następujących słowach Matki Marceliny: " Rozwijać - nie wysilając, ubogacać - nie przeciążając, uczyć praktyczności - nie odzierając z poezji, hartować - nie zatwardzając, oczyszczać sumienie - nie dopuszczając skrupułów, uczyć miłości - bez czułostkowości, pobożności - bez dewoterii, zniżać się do dzieci w zabawach - nie zmalając siebie, aby następnie być w stanie wznieść dzieci do wysokości zadania". Oto - zdaniem Matki Marceliny - zadania nauczyciela. Mam nadzieję, że będę w stanie im sprostać. 1 Informacje na temat życia Matki Marceliny można znaleźć m.in. w następujących publikacjach: - Ewa Jabłońska-Deptuła, Zakorzeniać nadzieję. M. Marcelina Darowska o rodzinie i dla rodziny, Lublin 1996 - Marcelina Darowska - Niepokalański charyzmat wychowania, pod red. ks. Marka Chmielewskiego, Lublin 1996 - S. Grażyna (Jordan), Wychowanie to dzieło miłości, Szymanów 1997 2 Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny Darowskiej, zebrały i opracowały s. M. Grażyna od Współpośrednictwa Matki Bożej, Anna Kosyra-Cieślak, Romana Szymczak, Szymanów 1977.
CZYTAJ DALEJ

Izrael ograniczy działalność Caritas Jerozolima w Gazie? Caritas Włochy deklaruje wsparcie

2026-01-04 10:36

[ TEMATY ]

strefa gazy

wsparcie

Caritas Jerozolima

Caritas Włochy

Caritas

Caritas Jerusalem

Caritas Jerusalem

W związku z ogłoszeniem przez Izrael środków, które mogą ograniczyć zdolność Caritas Jerozolima do udzielania pomocy humanitarnej, zastępca dyrektora Caritas Włochy - Silvia Sinibaldi wyraża poparcie katolickiej agencji pomocowej dla ratujących życie programów realizowanych przez sieć Caritas w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu.

Izrael potwierdził w czwartek zakaz działalności w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu dla 37 organizacji humanitarnych, jeśli odmówią one spełnienia nowych wymogów rejestracyjnych nałożonych przez Ministerstwo ds. Diaspory i Walki z Antysemityzmem.
CZYTAJ DALEJ

Spotkanie opłatkowe Duszpasterstwa Prawników Archidiecezji Przemyskiej

2026-01-05 09:18

Łukasz Sztolf

Uczestnicy spotkali się przy świątecznym stole

Uczestnicy spotkali się przy świątecznym stole

W niedzielę, 4 stycznia 2026 r., w siedzibie Fundacji Duszpasterskiej Troski o Rodzinę przy ul. Chopina 1 w Przemyślu odbyło się spotkanie opłatkowe prawników i wszystkich pracowników wymiaru sprawiedliwości, które zorganizowało Duszpasterstwo Prawników Archidiecezji Przemyskiej. W opłatku wziął udział abp Adam Szal.

W homilii metropolita przemyski nawiązał do hasła aktualnego roku duszpasterskiego „Uczniowie-misjonarze”. – Uświadamiamy sobie, że od chrztu świętego, z jednej strony mamy być uczniami, czyli mamy poznawać Chrystusa po to, żeby Go pokochać, żeby Go naśladować, ale jednocześnie tej prawdy o poznaniu nie możemy zachować tylko dla siebie. Mamy być misjonarzami wszędzie tam, gdzie Pan Bóg nas pośle – powiedział hierarcha zwracając się szczególnie do pracowników wymiaru sprawiedliwości z terenu archidiecezji przemyskiej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję