Reklama

Wyborcza prezydencja

Rozpoczynająca się polska prezydencja może - ale nie musi - przynieść nam korzyści. Najwięcej zależy od sprawności rządu, czy potrafi wykorzystać ją do promocji Polski, czy tylko do poprawy swojego wizerunku

Niedziela Ogólnopolska 27/2011, str. 8-9

Mateusz Banaszkiewicz

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Co pół roku kolejne kraje członkowskie Unii Europejskiej zaczynają przewodniczyć pracom Rady UE. Dla każdego kraju to wydarzenie, jednak jego znaczenie od 2009 r. - Traktatu Lizbońskiego - znacznie osłabło. Obradami Rady UE kieruje teraz stały przewodniczący, a Unia reprezentowana jest na zewnątrz przez wysokiego przedstawiciela ds. zagranicznych. Sama prezydencja ma dziś zatem znaczenie przede wszystkim prestiżowe.
Jednak nawet w tym kształcie prezydencja może przynieść korzyści sprawującemu ją krajowi. Ułatwia akcentowanie spraw, na którym mu zależy, umożliwia lobbing. Trzeba tylko chcieć. Niestety, rządzący stoją przed pokusą wykorzystania prezydencji do poprawy swojego wizerunku.
W Polsce, na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi, ta pokusa jest szczególnie silna. Tym silniejsza, że poprzedza ją erozja wizerunku rządzących m.in. z katastrofalnym stanem przygotowań do Euro 2012. - Widać, że rząd chce potraktować polską prezydencję w UE jako formę autopromocji. Wygląda na to, że ma ona przebiegać w sposób łatwy, prosty i przyjemny. Nic nie wskazuje na to, że zapisze się w jakiś istotny sposób w historii UE - ocenia europoseł Tomasz Poręba.

Strzałki do góry

Reklama

Z konkretów polskiej prezydencji najpierw było logo. Przygotował je Jacek Janiszewski, wcześniej autor m.in. logo „Solidarności”. - Autor jest ten sam, ale różnica między symbolami zasadnicza. Logo związku do dziś cieszy oko, logo prezydencji raczej próby czasu nie przetrzyma - ocenia Jan Mosiński z władz „Solidarności”. Kolorowe strzałki skierowane w górę - stanowiące symbol polskiej prezydencji - od początku prowokowały dowcipy. - Jedna strzałka to wzrost podatków, druga - wzrost bezrobocia, kolejne strzałki jako wzrost cen i większe zadłużenie - tłumaczy Mosiński.
Logo przygotowano dużo wcześniej, gorzej było ze wskazaniem priorytetów prezydencji. Z nimi rząd spóźnił się o tydzień. Zgodnie z przyjętym programem prezydencji, Polska będzie dążyć do wprowadzenia UE na tory rozwoju gospodarczo-politycznego i skupi się na trzech priorytetach: integracji europejskiej jako źródle wzrostu, bezpiecznej Europie oraz „Europie korzystającej na otwartości”.
Prawdziwy początek polskiej prezydencji odbył się w hali w Gdańsku na konwencji PO dwa tygodnie przed 1 lipca. Spotkanie pokazało, jak bardzo rządząca partia potrzebuje sukcesu. Nie ma go w reformowaniu państwa, dlatego do wyborców ma przemawiać wizerunek. Konwencja została przygotowana z pompą, balonikami i wyćwiczonymi okrzykami entuzjazmu, a dla platformersów jadących na konwencję PKP przygotowało lśniące czystością wagony.
- Europa, podzielona konfliktami, kryzysem, niepewna swej istoty, czeka dzisiaj na polską prezydencję, która może wyprowadzić Unię z wielkiego zakrętu politycznego. Polski orzeł dzisiaj naprawdę może być symbolem zjednoczonej Europy - mówił Donald Tusk, co dla wielu brzmiało jak żart.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Stracone pół roku

Reklama

Zdaniem europosła Ryszarda Czarneckiego, polska prezydencja będzie czasem straconym. Już dziś widać, że będzie pasywna, ograniczająca się jedynie do administrowania Unią w imieniu Brukseli i nieprzygotowana do walki o polskie interesy i wykorzystanie specyficznego położenia naszego kraju. Ale to nie żadna sensacja, bo taka już jest polityka zagraniczna rządu Tuska.
- Reaguje jedynie na to, co zdarzy się w Unii, na decyzje podejmowane przez Niemcy, Francję czy Wielką Brytanię. Polska podczas swojego przewodnictwa w UE będzie pełnić funkcję administratora, a nie lidera, będzie samoograniczać własną pozycję i potencjał - podkreśla Czarnecki.
Jak ocenia prof. Ryszard Terlecki, poseł PiS, w ogóle zbyt dużą wagę przywiązuje się do możliwych efektów prezydencji. Przede wszystkim dlatego, że prezydencję będzie sprawować de facto rząd PO. - Ten rząd nie jest w stanie twardo upominać się o nasze interesy. Dlatego z tego punktu widzenia będzie to stracony czas. Nadzieje, że przyniesie Polsce jakieś wymierne korzyści, są płonne - mówi.
A byłoby o co powalczyć. Do listy życzeń pod adresem prezydencji ekonomista prof. Ryszard Bugaj dorzuca to, żeby to od nas w tym czasie wyszła sugestia radykalnych zmian w UE. - Na Zachodzie Europy tego oczekują - podkreśla prof. Bugaj. Przed UE stoją ważne pytania: Czy są potrzebne wybory bezpośrednie do PE, skoro frekwencja jest niska, a koszty ogromne? Poza tym, czy biurokracja brukselska rzeczywiście powinna mieć kluczowy wpływ na redystrybucję środków europejskich? Czy nie powinno odbywać się to w kraju członkowskim? Efekt byłby większy, nie byłoby tak dużego ryzyka zmarnotrawienia pieniędzy - mówi Bugaj. Czy obecnie rządzący będą zdolni do postawienia tych spraw - profesor wątpi.

Klimat dla klimatu

Reklama

Wśród problemów, które - nie tylko zdaniem liderów PiS - powinny być zaakcentowane w czasie prezydencji, jest sprawa Pakietu Klimatyczno-Energetycznego. Prezydencja powinna przynajmniej stworzyć… klimat do przeforsowania korzystnego dla nas systemu redukcji emisji dwutlenku węgla. Musimy wytłumaczyć krajom UE, jak bardzo ten pakt jest dla Polski krzywdzący.
Pakiet, który zakłada m.in. stopniowe likwidowanie, począwszy od 2013 r., systemu bezpłatnych kwot emisji dwutlenku węgla dla elektrowni, a od 2020 r. wprowadzenie pełnej odpłatności za emisję - to duże zagrożenie dla polskiej gospodarki.
Nasza energetyka oparta jest na węglu, a produkcja energii wiąże się z emisją dwutlenku. Jeśli zapisy paktu się nie zmienią, to nasze elektrownie na prawo do emisji CO2 będą musiały wydać w ciągu najbliższej dekady miliardy euro. A to spowoduje wzrost cen energii elektrycznej, co odbije się na naszej gospodarce.
Firmy przeprowadzą się tam, gdzie będzie tańsza energia elektryczna, co z kolei doprowadzi do utraty kolejnych miejsc pracy. Według wyliczeń, prace może stracić nawet ponad 200 tys. osób. Pakt trzeba renegocjować. Jest to możliwe, tyle że potrzeba do tego dobrej woli rządzących, w tym stworzenia skutecznego lobbingu w czasie prezydencji.
Niewielu ekspertów przyznaje głośno, że realizacja priorytetów polskiej prezydencji jest mglista i niepewna, bardziej konkretne są koszty, jakie poniesie polski podatnik. Szacuje się, że prezydencja będzie nas kosztować prawie 450 mln zł, które wydamy m.in. na organizację szkoleń, spotkań, konferencji i imprez dla unijnych polityków i urzędników, na zapewnienie bezpieczeństwa unijnym delegacjom.
Według prof. Ryszarda Bugaja, wobec propagandowych interesów PO w tej prezydencji wzrasta rola opozycji: to ona powinna naciskać na rządzących, by nie zapomnieli się w PR, nie zajmowali interesem partyjnym, lecz ogólnym.

Na zielonej wyspie

Premier Donald Tusk, prezentując kilka tygodni temu logo polskiej prezydencji, nie bez kozery stwierdził, że w jej priorytetach powinno być zawarte dziedzictwo „Solidarności”. Związkowcy zrozumieli to niekoniecznie tak, jakby sobie tego premier życzył. „Solidarność” chce zwrócić uwagę na niezałatwione, a palące problemy pracownicze w czasie demonstracji, która odbędzie się w Warszawie w przeddzień przejęcia przez Polskę prezydencji.
Termin protestu nie został wybrany przypadkowo - przyznają liderzy „Solidarności”. - Rządzący chcą przed lipcem wszystkie brzydkie sprawy zamieść pod dywan. Dlatego naszym protestem chcemy pokazać, że Polska jest krajem z wieloma wciąż nierozwiązanymi problemami społecznymi - tłumaczył szef związku Piotr Duda.
- Kraj, który sprawuje prezydencję, ma szansę nagłośnić sprawy, na których mu zależy. Korzyści ze spotkań, dyskusji, konferencji itd. są nie do przecenienia - mówi Tadeusz Majchrowicz, wiceprzewodniczący „S”. - Natomiast my chcemy też pokazać, że jednak na zielonej wyspie Tuska nie jest tak różowo.
Rząd uważa, że za płacę minimalną na poziomie 1380 zł da się wyżyć, a my wiemy, że się nie da - relacjonuje Majchrowicz. - Ludzi zatrudnia się na umowy czasowe. Nie istnieją dla banków, nie mogą wziąć pożyczki. Polska przoduje w Europie pod względem liczby osób zatrudnianych na umowy czasowe i jest na szarym końcu, jeśli chodzi o średnie wynagrodzenie. Nasze płace są wielokrotnie niższe niż w wielu innych krajach. Mówimy, że trzeba je podnieść - mówi przewodniczący Majchrowicz. Czy uda się związkowcom z tym problemem przebić - to już inna sprawa.

Propaganda sukcesu

Na pewno w czasie polskiej prezydencji, zdaniem europosła Ryszarda Czarneckiego, uda się jedno: propaganda sukcesu. - Możemy się spodziewać nieustającej propagandowej paplaniny, jaki to ważny w Europie jest Donald Tusk, jak bardzo wpływową partią jest PO i jak bardzo wszyscy liczą się z naszym państwem. Tyle że nijak to się będzie miało do rzeczywistości - uważa europoseł.
Europoseł Tomasz Poręba uważa, że dla Polski będzie to swoisty „stress test”, który zadecyduje o tym, czy zdołamy wzmocnić naszą pozycję w Europie, czy na stałe znajdziemy się w drugiej, pozbawionej wpływu na kluczowe decyzje, lidze. To drugie jest bardziej prawdopodobne. Wygląda na to, że prezydencja ma przebiegać w sposób lekki, łatwy i przyjemny.
- Żadnych trudnych tematów, żadnych ambitnych programów. Za to mają być rauty z dyplomatami unijnymi, spotkania z szefami rządów i koncerty w plenerze, co ma pokazać Polakom europejską twarz PO - ocenia Poręba.
Prezydencja rusza na progu wakacji i z tego powodu - zwracają uwagę eksperci - tak naprawdę na realizację celów zostaną cztery miesiące po wakacjach. Potem jednak rozpocznie się kampania wyborcza. I zamiast sprawowania prezydencji - będzie się odbywać puszenie się polityków.

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Człowiek nie musi sam dźwigać życia. Może wejść w szkołę Serca Jezusa

[ TEMATY ]

rozważania

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Ten fragment należy do części Izajasza nazywanej niekiedy wielką apokalipsą. Słychać w niej modlitwę wspólnoty żyjącej pośród ucisku. Droga sprawiedliwego zostaje nazwana prostą. Sprawiedliwy idzie drogą wierności wobec Boga. Pan sam wyrównuje mu ścieżkę. Już tu pojawia się ważna prawda. Wierność nie jest tylko wysiłkiem człowieka. Jest także dziełem łaski. Wersety o nocy oraz poranku wyrażają duchowe czuwanie. Dusza tęskni za Bogiem nocą. Duch szuka Go od świtu. Człowiek żyje więc oczekiwaniem na rozstrzygnięcia Pana. Jego „wyroki” nie są groźbą samą w sobie. Są przejawem Bożego ładu, który porządkuje świat. Werset 12 dodaje, że Pan ustanawia pokój oraz spełnia dzieła swego ludu. Nawet to dobro, które człowiek rozpoznaje jako swoje, ostatecznie pochodzi od Boga. Kolejny obraz jest bardzo przejmujący. Wspólnota porównuje siebie do kobiety rodzącej. Był ból. Było napięcie. Nie było wybawienia z ludzkiej siły. Taki obraz uczy pokory. Człowiek nie rodzi zbawienia sam. Dlatego szczytem fragmentu jest obietnica: „Ożyją Twoi umarli”. Biblia rzadko mówi tak wyraźnie o zmartwychwstaniu. Rosa staje się tu znakiem Bożej mocy życia. W ziemi suchej rosa ocala roślinę o świcie. U Izajasza ta sama rosa dosięga prochu śmierci. Ziemia „wyda zmarłych”, jakby otworzyła łono dla nowego życia. Nadzieja obejmuje więc nie tylko los wspólnoty. Obejmuje także los pojedynczego człowieka. Dobra nowina jest ogromna. Pan potrafi podnieść nawet z prochu. Cierpliwe trwanie przy Nim nie kończy się pustką.
CZYTAJ DALEJ

Szkaplerz „kołem ratunkowym”

Szkaplerz to najpopularniejsza obok Różańca świętego forma pobożności maryjnej. Historia szkaplerza sięga góry Karmel w Ziemi Świętej, kiedy to duchowi synowie proroka Eliasza prowadzili tam życie modlitewne. Było to w XII wieku. Z powodu prześladowań ze strony Saracenów bracia Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel przenieśli się do Europy i dali początek zakonowi zwanemu karmelitańskim. W południowej Anglii w Cambridge mieszkał pewien bogobojny człowiek - Szymon Stock, generał zakonu, który dostrzegając grożące zakonowi niebezpieczeństwa, modlił się gorliwie i błagał Maryję, Najświętszą Dziewicę, o pomoc. Pewnej nocy, z 15 na 16 lipca 1251 r., ukazała mu się Najświętsza Panienka w otoczeniu aniołów. Szymon otrzymał od Maryi brązowy szkaplerz i usłyszał słowa: „Przyjmij, Synu najmilszy, szkaplerz Twego zakonu jako znak mego braterstwa, przywilej dla Ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania”. Od tamtej pory karmelici noszą szkaplerz, czyli dwa prostokątne skrawki wełnianego sukna z naszytymi wyobrażeniami Matki Bożej Szkaplerznej i Najświętszego Serca Pana Jezusa, połączone tasiemkami. Słowo „szkaplerz” pochodzi od łacińskiego słowa „scapulae” (plecy, barki) i oznacza szatę, która okrywa plecy i piersi. Papież Pius X w 1910 r. zezwolił na zastąpienie szkaplerza medalikiem szkaplerznym. Do wielkiej Rodziny Karmelitańskiej chcieli przynależeć wielcy tego świata - królowie, książęta, możnowładcy, ale i zwykli, prości ludzie. Dzięki papieżowi Janowi XXII - temu samemu, który wprowadził święto Trójcy Świętej i wyraził zgodę na koronację Władysława Łokietka - szkaplerz stał się powszechny. Papież miał objawienia. Matka Boża przyrzekła szczególne łaski noszącym pobożnie szkaplerz karmelitański. A Ojciec Święty ogłosił te łaski światu chrześcijańskiemu bullą „Sabbatina” z dnia 3 marca 1322 r. Bulla mówiła o tzw. przywileju sobotnim. Szczególne prawo do pomocy ze strony Maryi w życiu, śmierci i po śmierci mają ci, którzy noszą szkaplerz. Jest to niejako suknia Maryi, czyli znak i nieomylne zapewnienie macierzyńskiej opieki Matki Bożej. Kto nosi szkaplerz karmelitański, ten otrzymuje obietnicę, że dusza jego wkrótce po śmierci będzie wyzwolona z czyśćca. Stanie się to w pierwszą sobotę miesiąca po śmierci. Oczywiście, pod warunkiem, że ta osoba nosiła szkaplerz w należytym duchu i żyła prawdziwie po chrześcijańsku, zachowała czystość według stanu i modliła się modlitwą Kościoła. Jan Paweł II pisał do przełożonych generalnych Zakonu Braci NMP z Góry Karmel i Zakonu Braci Bosych NMP z Góry Karmel, że w znaku szkaplerza zawiera się sugestywna synteza maryjnej duchowości, która ożywia pobożność ludzi wierzących, pobudzając ich wrażliwość na pełną miłości obecność Maryi Panny Matki w ich życiu. „Szkaplerz w istocie jest «habitem» - podkreślał Ojciec Święty. - Ten, kto go przyjmuje, zostaje włączony lub stowarzyszony w mniej lub więcej ścisłym stopniu z zakonem Karmelu, poświęconym służbie Matki Najświętszej dla dobra całego Kościoła. Ten, kto przywdziewa szkaplerz, zostaje wprowadzony do ziemi Karmelu, aby «spożywać jej owoce i jej zasoby» (por. Jr 2, 7) oraz doświadczać słodkiej i macierzyńskiej obecności Maryi w codziennym trudzie, by wewnętrznie się przyoblekać w Jezusa Chrystusa i ukazywać Jego życie w samym sobie dla dobra Kościoła i całej ludzkości” (por. Formuła nałożenia szkaplerza). Papież Polak od wczesnych lat młodości nosił ten znak Maryi. I zawsze zaznaczał, jak ważny w jego życiu był czas, gdy uczęszczał do kościoła na Górce (Karmelitów) w Wadowicach. Szkaplerz przyjęty z rąk o. Sylwestra nosił do końca życia. (Szkaplerz św. Jana Pawła II znajduje się w klasztorze Karmelitów w Wadowicach.) W orędziu z okazji jubileuszu 750-lecia szkaplerza karmelitańskiego pisał, że szkaplerz „staje się znakiem przymierza i wzajemnej komunii między Maryją i wiernymi, a w rezultacie konkretnym sposobem zrozumienia słów Jezusa na krzyżu do Jana, któremu powierzył swą Matkę i naszą duchową Matkę”. Matka Boża, kończąc swe objawienia w Lourdes i w Fatimie, ukazała się w szatach karmelitańskich jako Matka Boża Szkaplerzna. Wszystkie osoby noszące szkaplerz karmelitański mają udział w duchowych dobrach zakonu karmelitańskiego. Ten, kto go przyjmuje, zostaje na mocy jego przyjęcia związany mniej lub bardziej ściśle z zakonem karmelitańskim. Rodzinę Karmelu tworzą następujące kręgi osób: zakonnicy i zakonnice, Karmelitańskie Instytuty Życia Konsekrowanego, Świecki Zakon Karmelitów Bosych (dawniej zwany Trzecim Zakonem), Bractwa Szkaplerzne (erygowane), osoby, które przyjęły szkaplerz i żyją jego duchowością w różnych formach zrzeszania się (wspólnoty lub grupy szkaplerzne) oraz osoby, które przyjęły szkaplerz i żyją jego duchowością, ale bez żadnej formy zrzeszania się. Do obowiązków należących do Bractwa Szkaplerznego należy: przyjąć szkaplerz karmelitański z rąk kapłana; wpisać się do księgi Bractwa Szkaplerznego; w dzień i w nocy nosić na sobie szkaplerz; odmawiać codziennie modlitwę zaznaczoną w dniu przyjęcia do Bractwa; naśladować cnoty Matki Najświętszej i szerzyć Jej cześć. Modlitwa do Matki Bożej Szkaplerznej O najwspanialsza Królowo nieba i ziemi! Orędowniczko Szkaplerza świętego! Matko Boga! Oto ja, Twoje dziecko, wznoszę do Ciebie błagalne ręce i z głębi serca wołam do Ciebie: Królowo Szkaplerza, ratuj mnie, bo w Tobie cała moja nadzieja. Jeśli Ty mnie nie wysłuchasz, do kogóż mam się udać? Wiem, o dobra Matko, że Serce Twoje wzruszy się moim błaganiem i wysłuchasz mnie w moich potrzebach, gdyż Wszechmoc Boża spoczywa w Twoich rękach, a użyć jej możesz według upodobania. Od wieków tak czczona, najszlachetniejsza Pocieszycielko utrapionych, powstań i swą potężną mocą rozprosz cierpienie, ulecz, uspokój mą zbolałą duszę, o Matko pełna litości! Ja wdzięcznym sercem wielbić Cię będę aż do śmierci. Na twoją chwałę w Szkaplerzu świętym żyć i umierać pragnę. Amen.
CZYTAJ DALEJ

Marcin Kwaśny o walce z uzależnieniem: "Żyję w trzeźwości od 13 lat"

2026-07-16 11:49

[ TEMATY ]

Marcin Kwaśny

zrzut ekranu/Instagram

Marcin Kwaśny

Marcin Kwaśny

„Jeśli ten film pomoże komuś wyjść z alkoholizmu, to będzie sukces” – mówi Marcin Kwaśny. Reżyser i aktor nie ukrywa, że przesłanie „Odzyskanego” jest dla niego bardzo osobiste.

– Żyję w trzeźwości 13 lat. Ten film ma przekaz dla osób uzależnionych oraz dla tych, którzy mają wokół siebie takie osoby. Jeśli ten film pomoże komuś wyjść z alkoholizmu, to będzie sukces. Mamy większe spożycie alkoholu niż za komuny. Alkoholizm to choroba duszy.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję