Reklama

Nasz Ojciec

Niedziela Ogólnopolska 32/2001

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ojciec Teofil Krauze, paulin, zmarł 1 stycznia 2001 r., a ja ciągle nie mogę uwierzyć, że nie żyje. Często, kiedy słyszę dzwonek telefonu, myślę - to chyba Ojciec - bo dawno nie dzwonił i bardzo jestem zdziwiona, gdy słyszę inny głos, niż się spodziewałam. I wtedy dociera do mnie smutna prawda. Ojciec już nigdy do mnie nie zadzwoni - umarł, nie żyje i muszę się z tym pogodzić.
A przecież wydaje się, że tak niedawno (przeszło pięćdziesiąt lat temu) poznałam Ojca Teofila. Chodziłam wtedy do klasy IX a2 Gimnazjum J. Słowackiego w Częstochowie. Mieliśmy rekolekcje, do spowiedzi wybrałam się na Jasną Górę. Stanęłam w kolejce (było to w Kaplicy - środkowy konfesjonał), bałam się, jak zwykle przed spowiedzią, ale zdziwiłam się, kiedy po wypowiedzeniu tych wszystkich formułek - ostatni raz byłam u spowiedzi itd. - usłyszałam: Jak ci na imię, aniołku? Ile masz lat? Co robisz? Gdzie mieszkasz? - a potem była miła rozmowa, która była spowiedzią. Pamiętam tę naszą pierwszą rozmowę: Co czytasz? Co cię interesuje? Kim dla ciebie jest Pan Bóg? Ponieważ lubię czytać, interesuje mnie i interesowało przede wszystkim czytanie, dlatego byłam zachwycona taką spowiedzią. Ojciec polecił mi przeczytać kilka książek - to była pokuta - i na zakończenie usłyszałam: Pamiętaj, czekam na ciebie za miesiąc - będziemy czekać razem, Pan Jezus i ja.
Biegałam do spowiedzi co miesiąc - czytałam, co mi kazano, byłam szczęśliwa. Byłam lepsza dla siebie i dla innych - bardziej chciało mi się uczyć. Nie wiedziałam, dlaczego ten Ojciec jest taki miły dla mnie, może naprawdę nie jestem taka zła i brzydka, jak wtedy o sobie myślałam.
Kiedyś koleżanka opowiadała mi, że chodzi do spowiedzi do Ojca Teofila i że on jest świetny, i że mówi do niej "aniołku". Powiedziała mi też, że wiele dziewczyn i chłopaków chodzi do spowiedzi do tego Ojca i wszyscy go bardzo lubią. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak jest. Dlaczego do jednego księdza chodzi się do spowiedzi z obowiązku i niechętnie, żeby tylko mieć to już za sobą, a do innego chętnie, nie z obowiązku, ale z potrzeby. Doszłam do wniosku, że Ojciec Teofil traktował penitenta, jak kogoś wybranego, jedynego, jak kogoś, kto był dla niego najważniejszy, a nie jak jednego z wielu spowiadających się, o których się zapomina natychmiast, jak tylko odejdą od konfesjonału.
Mówił do różnych ludzi mniej więcej to samo, używał prawie tych samych słów, ale ja wiedziałam, że kiedy klęczę przy konfesjonale - to słowa te są przeznaczone tylko dla mnie. I jeżeli będzie komuś mówił "aniołku", to ten ktoś będzie się czuł jak aniołek i będzie wiedział, że w tym momencie jest dla Ojca najważniejszy. A jeżeli jest najważniejszy dla Ojca - jest także najważniejszy dla Pana Boga.
Nie byliśmy zazdrośni o to, że wszyscy byliśmy aniołkami. Wiedzieliśmy, że tam, przy kratce konfesjonału, w chwili spowiedzi, najbardziej lubiany będzie właśnie ten, kto się spowiada.
Tymczasem biegaliśmy na Jasną Górę, bo tam Ojciec Teofil w niedziele o godz. 12.00 wygłaszał kazania. Jego kazania były tak słynne, że ówczesne władze kazały mu wyjechać z Jasnej Góry. Wyjechał do Krakowa. Jeździliśmy do niego całą paczką. Kraków był piękny, a Skałka zyskała, bo był tam Ojciec Teofil.
W 1951 r. wrócił do Częstochowy na dłużej. Był kustoszem na Jasnej Górze - chrzcił dzieci i udzielał ślubów. Ludzie, którzy się z nim przy tej okazji zetknęli, pamiętają go do dziś. Był dla nich taki, jak dla penitentów przy konfesjonale - byli dla niego jedyni i najważniejsi. Przyjeżdżali potem na Jasną Górę w swoje rocznice ślubu i bardzo się cieszyli, kiedy te rocznicowe Msze św. celebrował właśnie Ojciec Teofil.
W 1958 r. Ojcowie Paulini odzyskali w Oporowie klasztor. Przeorem został Ojciec Teofil. Pojechał do Oporowa i był tam 6 lat. Pracował razem ze swoimi ojcami bardzo ciężko. Chociaż ciągle przeszkadzały mu władze administracyjne, wyremontował kościół, zorganizował życie parafialne. Ludzie darzyli Ojca sympatią i pomagali mu we wszystkim.
Przy konfesjonale byli aniołkami i biegali do spowiedzi co miesiąc. Ojciec był szczęśliwy (bo było wiele powołań zakonnych). Jeździliśmy do niego - widzieliśmy to, chociaż on mówił, że tęskni za Częstochową i za nami. W 1963 r. został przeorem na Jasnej Górze i wrócił do Częstochowy.
Lata 1963-69, w których Ojciec był przeorem, były dla mnie bardzo trudne. Nie dlatego, że wyszłam za mąż i urodziłam dwoje dzieci, ale dlatego że przechodziłam kryzys wiary. Nie chodziłam do kościoła, nie kontaktowałam się z Ojcem. Poczułam się lepiej przed urodzeniem drugiego dziecka. (To Ojciec zdecydował, że mimo rozmaitych trudności powinnam urodzić to dziecko.) I wtedy już byłam silna - pogodzona z Panem Bogiem i Ojcem - na tyle silna, że kiedy w 1972 r. Ojciec wyjeżdżał do Chorwacji, ja już świetnie dawałem sobie radę.
Przez wszystkie lata nieobecności Ojca w Częstochowie chodziłam na Jasną Górę, bo tam jest Matka Boża w swoim pięknym obrazie, ale Jasna Góra bez Ojca Teofila była smutniejsza.
Ostatnie dwadzieścia dwa lata Ojciec spędził w Częstochowie. Raz w miesiącu miał Apel - słuchali go ludzie na całym świecie. Długo się do takiego Apelu przygotowywał. Wreszcie nagrywał na taśmy, dzwonił do mnie, kazał mi słuchać i oceniać. Ostatni raz zadzwonił w końcu listopada 2000 r., mówił, że 8 grudnia ma Apel - jeżeli dożyje - dodał. Nie miał już tego Apelu. Inny ojciec przeczytał za niego, wszyscy wiedzieli, że Ojcu coś się stało - a on zmarł 1 stycznia 2001 r.
Przez wszystkie lata znajomości Ojciec bardzo zżył się z moją rodziną. Był dla nas jak krewny. Dzieci nazywały go wujkiem. Przywoził im zabawki (gdy wracał z podróży) i musiał pamiętać, żeby były jednakowe, bo raz podarował im lwa i małpkę i oboje (syn i córka) pobili się o lwa, a biedna małpka leżała na podłodze.
Ojciec odwiedzał nas często, pisał listy, kiedy wyjeżdżał, i tęsknił za Częstochową i Polską. Interesował się moją pracą, nauką dzieci, naszym zdrowiem.
Kto mnie teraz zapyta - jak się czujesz, aniołku? - Komu opowiem, że moje starsze wnuki dostały bardzo ładne świadectwa, a Zuzia pięknie śpiewa i przydałoby się, żeby chodziła do przedszkola muzycznego, a Zosia już się przewraca na kocyku z brzuszka na plecki, chociaż ma dopiero 5 miesięcy.
I jeszcze bym opowiedziała o córce mojego brata - Joasi, która urodziła trojaczki: Olę, Małgosię i Maciusia. Dzieci są śliczne, chociaż malutkie (wcześniaki) i dobrze się czują. Ojciec lubił słuchać, jak mu opowiadałam o wszystkich swoich sprawach.
Bardzo mi go teraz brakuje. Ale ja i tak z nim rozmawiam. Ostatnio opowiedziałam mu, że moja córka nie ma pracy i bardzo się o nią martwię.
Myślę, że Ojciec wie, co się u nas dzieje i na pewno cieszy się moimi wnukami, trojaczkami Joasi, a martwi tym, że Agnieszka nie ma pracy. A ja bardzo jestem ciekawa, czy spodoba mu się to, co o nim napisałam.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2001-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dlaczego 8 września błogosławi się ziarno na zasiew?

[ TEMATY ]

Narodzenie NMP

Grażyna Kołek

8 września przypada święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Tego dnia wierni przynoszą do kościołów ziarno przeznaczone na zasiew. Skąd wywodzi się ta tradycja i dlaczego trwa? Na te pytania odpowiedział liturgista, ks. dr Ryszard Kilanowicz.

8 września obchodzone jest święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. – W Piśmie Świętym nie znajdziemy opisu narodzenia Maryi, ani informacji o jej rodzicach. Te wiadomości czerpiemy z apokryfów, zwłaszcza z Protoewangelii Jakuba z II wieku. Według niej rodzicami Maryi byli Joachim i Anna, którzy po długiej modlitwie otrzymali od Boga dar potomstwa – wyjaśnia ks. dr Ryszard Kilanowicz. – Według apokryfu z pierwszych wieków, z Ewangelii Narodzenia Maryi, Święta Rodzina, uciekając do Egiptu przed żołnierzami, spotkała rolnika, który siał pszenicę. Mężczyzna przyjął ich bardzo życzliwie i poczęstował ich tym co miał – plackami z mąki pszennej – mówi liturgista, dodając, że mężczyzna bardzo przejął się i zapytał Maryi i Józefa, co ma powiedzieć żołnierzom, gdy będą o nich pytać. – Matka Boża odpowiedziała, żeby mówił tylko prawdę, bo każde kłamstwo jest grzechem i nie podoba się ono Panu Bogu. Gdy rolnik wyjaśnił wojom, kiedy widział Świętą Rodzinę, ci zawrócili pościg za nimi. Gospodarz natomiast zobaczył wówczas, że na tym polu, które obsiał, jest już dojrzała pszennica – opowiada ks. dr Kilanowcz.
CZYTAJ DALEJ

Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

[ TEMATY ]

Matka Boża

Maryja

Narodzenie NMP

Francisco de Zurbaran

"Niepokalane Poczęcie", Francisco de Zurbaran, olej na płótnie, 1630-1635

Niepokalane Poczęcie, Francisco de Zurbaran, olej na płótnie, 1630-1635

Kościół katolicki obchodzi 8 września święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Nie wiemy dokładnie, kiedy narodziła się Maryja, a data tego święta wynika z tradycji kultu maryjnego.

Świętowanie tego wydarzenia niesie głęboką treść teologiczną. Narodzenie Maryi było bezpośrednią zapowiedzią przyjścia Zbawiciela. Ojcowie Kościoła mówili, że Maryja poprzedza przyjście Mesjasza tak jak nastanie jutrzenki zapowiada pełny blask dnia. W liturgii bizantyjskiej prawdę tę wyrażają słowa: „Narodzenie Twoje, Boża Rodzicielko, zwiastowało radość całemu światu: z Ciebie bowiem wzeszło Słońce Sprawiedliwości, Chrystus, nasz Bóg”, a w liturgii zachodniej prośba o wstawiennictwo tej, która „dla całego świata stała się nadzieją i jutrzenką zbawienia”.
CZYTAJ DALEJ

Peregrynacja w parafii Roztoki. Wziąć Maryję do siebie

2026-09-08 15:50

[ TEMATY ]

bp Ignacy Dec

Peregrynacja Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej

Roztoki

ks. Łukasz Kowalczuk

ks. Andrzej Adamiak

Bp Ignacy Dec i proboszcz ks. Łukasz Kowalczuk podczas procesyjnego wprowadzenia Jasnogórskiej Ikony do kościoła w Roztokach.

Bp Ignacy Dec i proboszcz ks. Łukasz Kowalczuk podczas procesyjnego wprowadzenia Jasnogórskiej Ikony do kościoła w Roztokach.

Trzynastą stacją peregrynacji kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej była parafia św. Marcina w Roztokach. Bp senior Ignacy Dec przypomniał, że przyjąć Maryję oznacza zaprosić Ją do swojego serca i rodziny oraz naśladować Jej wiarę, pokorę i posłuszeństwo Bogu.

Jasnogórska Ikona przybyła do Roztok 7 września, podczas trwającego w dekanacie Międzylesie etapu peregrynacji. Wizerunek Matki Bożej wraz z parafianami powitał miejscowy proboszcz ks. Łukasz Kowalczuk. W uroczystości uczestniczyli liczni kapłani z dziekanem ks. prał. Janem Maciołkiem na czele, ojcowie paulini Roman i Józef, którzy towarzyszą Ikonie na szlaku nawiedzenia, a także strażacy i wierni z okolicznych miejscowości.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję