Reklama

Polityka

Szumowski: nigdy nie nadzorowałem instytucji, z których firma mojego brata otrzymywała dofinansowanie

Na początku epidemii, praktycznie nie było wartościowych ofert masek, nie wymagających płatności z góry. Łatwo się o tym zapomina - powiedział PAP minister zdrowia Łukasz Szumowski. Dodał, że wbrew temu, co podają niektóre media, nigdy nie nadzorowałem instytucji, z których firma jego brata otrzymywała dofinansowanie.

[ TEMATY ]

Szumowski

źródło: premier.gov.pl

Minister zdrowia Łukasz Szumowski

PAP: Można odnieść wrażenie, że od kilku dni zamiast zajmować się walką z koronawirusem tłumaczy się Pan w mediach z zakupów interwencyjnych Ministerstwa Zdrowia oraz działalności biznesowej żony i brata. Nikt jeszcze nie pisał o dzieciach, a może Pana syn studiuje na przykład medycynę?

Łukasz Szumowski: Rzeczywiście, dużo czasu zajmuje mi wyjaśnianie, jak to się stało, że ministerstwo podobnie jak Komisja Europejska, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy czy spółki Skarbu Państwa zostały oszukane co do jakości zakupionych masek. Żeby była jasność – w tamtym czasie, na początku epidemii, praktycznie nie było oferentów, którzy przedstawiali wartościowe oferty, nie wymagające płatności z góry. Łatwo się zapomina, co się działo dwa miesiące temu na świecie z zakupami masek czy innych elementów odzieży ochronnej, ale rzeczywistość wyglądała nieco inaczej niż obraz rysowany przez część mediów. Podobnie temat mojej rodziny, który już był dawno wyjaśniany. Wbrew temu, co podają niektóre media, nigdy nie nadzorowałem instytucji, z których firma mojego brata otrzymywała dofinansowanie. Przychodząc do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego wspólnie z wicepremierem Gowinem zdecydowaliśmy, że nie będę podejmował żadnych decyzji związanych z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju z uwagi na działalność badawczą prowadzoną w firmie, z którą związany jest mój brat. Zaś co do syna, to tak - studiuje na pierwszym roku medycyny.

PAP: Nie sądzi Pan, że trochę trywializuje te publiczne sugestie konfliktu interesów? W jednym z wywiadów powiedział Pan: „czy biotechnologię trzeba zamknąć, bo działa tam mój brat?”.

Ł. SZ.: Czy fakt, że będąc ministrem nie podejmuję żadnych decyzji, które mogą mieć wpływ na działalność mojego brata oznacza, że mimo wszystko mój brat musi zrezygnować ze swojej aktywności zawodowej, którą prowadził zanim wszedłem do rządu? Przecież on zajmuje się z sukcesem obszarem innowacyjnych technologii znacznie dłużej niż ja polityką. Jeszcze raz podkreślę – będąc w służbie publicznej nie podejmowałem żadnych decyzji dotyczących działalności zawodowej mojego brata.

PAP: Zapewniał Pan też, że kiedy był w rządzie, to nie brał udziału w pracach, z którymi wiązały się interesy brata, a gdy zachodziła obawa, że tak może być, to Pan „natychmiast się wyłączał”. Podobnie odpowiadał Pan w sprawie „maseczek od górala”. Myśli Pan, że ludzie zasiadający np. w komisjach zatwierdzających dotacje dla firmy Pana brata, nie wiedzieli o waszym pokrewieństwie?

Ł. SZ.: Przede wszystkim to ja nie wiem, kto konkretnie zasiada w komisjach przyznających dotacje, bo takie obowiązują procedury. Ponadto każde działanie w służbie publicznej jest nadzorowane przez odpowiednie służby i dokładnie analizowane. Ogólny nadzór nad taką instytucją jak Narodowe Centrum Nauki (tę nadzorowałem) nie polega na ingerowaniu w proces przyznawania grantów. Minister nie ustala składu komisji oceniających, nie ma możliwości wpływania na recenzję pisaną przez zewnętrznych naukowców. I co chyba najbardziej znaczące - firma, którą prowadzi mój brat, dostała znacznie więcej grantów zanim pojawiłem się w rządzie.

PAP: Jako mąż i brat nie miał Pan pojęcia o interesach, które prowadzili i prowadzą wspólnie Pana żona i brat? Nigdy nie rozmawialiście o tym w domu?

Ł. SZ.: Żona nie uczestniczyła w podejmowaniu decyzji w żadnej ze spółek – nie zasiada we władzach żadnej z nich. Tego, że ma udziały, nigdy ani ja, ani ona nie kryliśmy. Szczegółów funkcjonowania spółki, której mój brat jest współwłaścicielem, nie znam. Jednak o tym, że mój brat działa w biznesie, nigdy nie ukrywałem. Tu nie było żadnych tajemnic.

PAP: Dlaczego pozbywał się Pan udziałów w spółkach przed objęciem stanowiska wiceministra w MNiSW?

Ł. SZ.: Od 2008 roku mam rozdzielność majątkową z żoną. Nie chciałem być zaangażowany w jakiekolwiek przedsięwzięcia prywatne, pełniąc funkcje publiczne. Już raz miałem przykre doświadczenia ze wspólnikiem, który okazał się być nierzetelny. W biznesie takie sytuacje mogą się zdarzyć i niestety się zdarzają.

PAP: W serwisach społecznościowych krąży schemat pajęczyny, w którą ma być Pan wplątany. Chodzi o prowadzenie interesów z Danielem O. i firmę Necor, która miała budować klinikę kardiologii. Podobno pan O. zamiast kliniki zbudował piramidę finansową. W 2018 r. aresztowano go pod zarzutem kierowania grupą przestępczą, prania pieniędzy i wielomilionowych oszustw. Na lodzie zostali także obligatariusze Necoru. Pan też został na lodzie? Znał Pan O.?

Ł. SZ.: Jestem jak wielu innych poszkodowanym w tej sprawie. Człowiek, o którego pan pyta, miał zapewnić finansowanie dla spółki, w którą ja i moi koledzy lekarze włożyliśmy wiele pracy i… nigdy tych pieniędzy nie zobaczyliśmy. Biznes nigdy nie wypalił i wiele pracy poszło na marne. Niestety ktoś, kto obiecuje złote góry, może się okazać niewiarygodny. To było bolesne doświadczenie biznesowe.

PAP: Historię oświadczeń majątkowych czy rozległych interesów Pana brata można było prześledzić już cztery lata temu, gdy zostawał Pan podsekretarzem stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a dwa lata później ministrem zdrowia. Dlaczego dopiero teraz publikowane są informacje na ten temat?

Ł. SZ.: Sam się zastanawiam, co się zmieniło, że ponownie wracamy do tych samych tematów. W ostatnich tygodniach wiele redakcji naraz zajęło się mną i moją rodziną, choć wszystkie te sprawy sprawdzane już były wielokrotnie.

PAP: Może to zemsta „górala”, czyli instruktora narciarstwa, który sprzedał Ministerstwu Zdrowia feralne maseczki za 5 mln zł i teraz musi je oddać?

Ł. SZ.: Chciałem jeszcze raz przypomnieć w jakiej sytuacji byliśmy i jak szybko należało wtedy działać, bo cały świat rywalizował o wyposażenie, którego po prostu wszędzie brakowało. W wielu przypadkach, gdy sprzęt, który kupowaliśmy nie spełniał oczekiwań, kontrahenci przyjmowali reklamacje i oddawali nam pieniądze. Ale w tej konkretnej sprawie skierowaliśmy sprawę do prokuratury. Samo to świadczy, że dla nikogo nie było taryfy ulgowej. Pamiętajmy, że w podobny sposób zostało oszukanych wiele instytucji i firm, które chciały pomóc ludziom. Oszukane zostały też inne państwa europejskie, które niejednokrotnie kupiły dużo więcej wadliwego sprzętu.

PAP: Myśli Pan, że te wszystkie publikacje są efektem nowego rozdania i zaostrzającej się rywalizacji wśród kandydatów na urząd Prezydenta RP?

Ł. SZ.: Na pewno czas nie jest przypadkowy. Przez cały okres mojej obecności w rządzie te wszystkie fakty były znane i nie budziły emocji. Z pewnością uderzenie w ministra zdrowia w czasie epidemii jest też uderzeniem w cały rząd, który na tle wielu innych krajów dość dobrze radzi sobie w zarządzaniu tym kryzysem.

PAP: W ciągu minionych kilku miesięcy stał się pan ikoną skutecznej walki z koronawirusem. Można powiedzieć, że wygraliśmy z tą epidemią w Polsce?

Ł. SZ.: Na pewno sytuacja w Polsce jest nieporównywalna z tą, jaką obserwowaliśmy we Włoszech, Francji lub Hiszpanii. Tych strasznych obrazów trumien na ciężarówkach czy pacjentów na korytarzach pod respiratorami, nam w Polsce udało się uniknąć. Zareagowaliśmy bardzo szybko, podejmując niezwykle kosztowne gospodarczo decyzje. Ale dzięki temu udało się zapobiec tragedii przepełnionych szpitali i dramatu wielu rodzin. Dziś chyba już nie pamiętamy tego strachu z początku marca, kiedy oglądaliśmy sceny z innych krajów.

Rozmawiał Wojciech Surmacz

ws/ krap/

2020-05-19 08:32

Ocena: +3 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

5 pytań do… Pana Łukasza Szumowskiego, Ministra Zdrowia

2020-07-10 10:23

[ TEMATY ]

Szumowski

5 pytań do...

Ministerstwo Zdrowia

Piotr Grzybowski w kolejnym wywiadzie z cyklu "5 pytań do..." rozmawia z Ministrem Zdrowia, Łukaszem Szumowskim.

Piotr Grzybowski: Panie Ministrze, stał się Pan symbolem walki z pandemią, chciałbym jednak powrócić do początków Pana fascynacji medycyną. Co stało za decyzją, aby zostać lekarzem?

Łukasz Szumowski: Jeszcze w szkole podstawowej nie myślałem o zawodzie lekarza. U nas w domu nie było tradycji medycznych – mama jest polonistą, tata inżynierem. Ale już wtedy miałem takie przeświadczenie, że będę lekarzem, pomimo, że to fizyka była moją miłością i była na pierwszym miejscu. Dlatego też poszedłem do „Reytana” do klasy mat-fiz. Ale fizyka w mat-fizie to nie wszystko. Trudno było myśleć o studiach z fizyki, gdy okazało się, że nie jestem wybitny z matematyki. W liceum już wiedziałem, że medycyna łączy w sobie niezwykły świat – mama dała mi wtedy książki Prof. Hellera czy Prof. Sedlaka. Ale ta świadomość, że mam być lekarzem, że mam leczyć ludzi była ze mną od podstawówki, chociaż opierałem się jak mogłem.

Mój późniejszy mentor, prof. Franciszek Walczak, uświadomił mi, że fizyka to także prądy w sercu, a jeszcze mówił o nich w tak ciekawy sposób... To on dał mi asumpt do tego by wybrać kardiologię, choć poważnie zastanawiałem się także nad anestezjologią. Dzięki pasji prof. Walczaka i mnie wciągnęło w świat prądów w sercu. Na tę nową pasję poświęcałem każdą wolną chwilę. Gdy uświadomiłem sobie ilu poważnie chorym ludziom można pomóc i zobaczyłem na przykładzie profesora Walczaka ile to daje satysfakcji, nie było już odwrotu. Ablacje, czyli zabiegi regulujące zaburzenia rytmu serca, to była logiczna konsekwencja mojego wyboru.

PG: Co jest w tym zawodzie najtrudniejsze, a co najpiękniejsze?

ŁSz: Piękne w tym zawodzie w zasadzie jest wszystko. Co może dać więcej satysfakcji, niż widok człowieka, który jeszcze niedawno był umierający, pod tlenem, a żyje i czuje się dobrze? Kiedy widzi się dzieci i staruszków, którzy mogą cieszyć się z życia, z kontaktów z bliskimi i rodziną, a jeszcze niedawno ta rodzina drżała o to życie? Ja momentami, przy stole operacyjnym spędzałem po 12-14 godzin na dobę. Poza tym na stole operacyjnym człowiek zostaje odarty z tytułów i masek. I święty, i przestępca jest po prostu człowiekiem.

A trudna zawsze jest śmierć. Z nią nigdy człowiek się nie pogodzi, nawet gdy się z nią mierzy codziennie. Gdy, mimo olbrzymiego wysiłku całego zespołu, nie daje się pomóc, to jest to dramatyczny moment. Trudna jest akceptacja tego, że się czegoś nie wie, nie rozumie co dolega pacjentowi, kiedy robimy zabieg zgodnie z naszą wiedzą i …. nie działa …

PG: Nie uciekniemy od tematu pandemii. Chciałem zapytać o ten pierwszy moment, kiedy uświadomił sobie Pan spodziewaną jej skalę, zagrożenia?

ŁSz: Skala dramatów ludzkich, która miała miejsce we Włoszech, w Lombardii, te ciała wiezione na ciężarówkach, dramatyczne decyzje o tym, kogo podłączyć do respiratora, a komu tej pomocy odmówić… Tak, to myślę był ten moment, kiedy wszyscy zobaczyliśmy, co może wydarzyć się w czarnym scenariuszu. Później mieliśmy jeszcze lotnisko w Anglii przekształcane w kostnicę i Hiszpanię, w której nie nadążano spalać zwłok ludzkich. Nie ma chyba osoby, na której nie robiłoby to wrażenia. Dziś jednak nikt z nas już o tym zdaje się nie pamiętać. Dziś jest lato, wakacje, spotkania z bliskimi. W marcu był powszechny strach, by w Polsce nie doszło do powtórzenia sytuacji z Włoch. Na dziś my tę walkę z wirusem wygrywamy. Okupiliśmy to dużym wysiłkiem, ale było warto. Nie doszło w Polsce do sytuacji, w której musielibyśmy komuś odmówić pomocy, a to był nasz priorytet.

PG: Co było, może dalej jest, największym wyzwaniem w walce z Covid-19?

ŁSz: W czasie epidemii wszystko staje się wyzwaniem. Największym jest presja czasu przy olbrzymiej skali decyzji, które trzeba podjąć. Priorytetem było maksymalne ograniczenie ekspansji wirusa, przy jednoczesnym zapewnieniu pełnej wydolności szpitali, tak by mogły przyjąć każdego wymagającego pomocy. Szybki lockdown, czyli tak naprawdę powszechne ograniczenie aktywności społecznej, przy jednoczesnym powołaniu do życia szpitali jednoimiennych, izolatoriów dla chorych nie wymagających hospitalizacji, to były decyzje, które dawały nam przewagę nad wirusem – jeżeli tak obrazowo mogę powiedzieć. Poza tym zakupy… W marcu i kwietniu na rynku brakowało wszystkiego. Państwa prześcigały się w kupowaniu każdej dostępnej rzeczy: maseczek, kombinezonów, respiratorów – dosłownie wszystkiego. My też o każdy zakup musieliśmy walczyć. Dziś posłowie Koalicji Obywatelskiej zarzucają nam, że za maski przepłaciliśmy, że respiratory były za drogie. A ja odpowiadam: nikt w Polsce nie umarł z powodu braku sprzętu, a w innych państwach takie rzeczy były codziennością. My ratowaliśmy ludzkie życie. Pamiętam poczucie bezsilności i goryczy kiedy maseczki, które miały przylecieć do Polski zostały podkupione przez inne państwa…

PG: Jak by Pan zachęcił dzisiejszych maturzystów do wyboru studiów medycznych?

ŁSz: Zawód lekarza to jeden z najpiękniejszych zawodów. Można by powiedzieć cynicznie – wykonujesz swoją prace, a niejako przy okazji – jako bonus - pomagasz ludziom. Choć oczywiście pomoc drugiemu człowiekowi jest sednem tej pracy. To zawód, którego nie można go wykonywać mechanicznie. Tu nie ma miejsca na rutynę. Zawód lekarza to zawód, któremu trzeba się w pełni poświęcić, ale on dużo daje w zamian. Satysfakcję, codzienną przygodę poznawania nieodkrytych obszarów ludzkiego organizmu. Jesteśmy w stanie polecieć na księżyc, a nie wiemy jak wyleczyć raka…

Medycyna to naprawdę odkrywanie nowych lądów i wielka przygoda.

Poza tym, ja na studiach medycznych zyskałem coś najcenniejszego – moją żonę.

CZYTAJ DALEJ

W czwartek inauguracja II kadencji prezydenta Andrzeja Dudy

2020-08-05 16:51

[ TEMATY ]

prezydent

Andrzej Duda

Krzysztof Sitkowski KPRP

Andrzej Duda złoży w czwartek przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym i rozpocznie drugą, pięcioletnią kadencję prezydencką; wygłosi orędzie przed ZN i przejmie zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi. Z uwagi na epidemię koronawirusa podczas uroczystości w Sejmie obowiązywać będą szczególne środki ostrożności.

12 lipca odbyła się druga tura wyborów prezydenckich, w której Andrzej Duda zdobył 51,03 proc. (10 mln 440 tys. 648 głosów), uzyskując reelekcję. Kandydat KO Rafał Trzaskowski osiągnął wynik 48,97 proc. (10 mln 18 tys. 263 głosy). W poniedziałek Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego w pełnym składzie orzekła o ważności wyboru Andrzeja Dudy na prezydenta.

W czwartek 6 sierpnia zakończy się pierwsza kadencja Andrzeja Dudy i tego właśnie dnia odbędzie się uroczystość jego zaprzysiężenia na drugą pięcioletnią kadencję na stanowisku prezydenta RP.

O godz. 10 na sali plenarnej Sejmu rozpocznie się posiedzenie Zgromadzenia Narodowego (wspólne obrady Sejmu i Senatu), przed którym Andrzej Duda złoży przysięgę oraz wygłosi orędzie inaugurujące drugą kadencję. Zgodnie z konstytucją, prezydent obejmuje urząd po złożeniu wobec ZN następującej przysięgi: "Obejmując z woli Narodu urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem". Przysięgę można zakończyć słowami: "Tak mi dopomóż Bóg".

O złożenie przysięgi poprosi prezydenta marszałek Sejmu Elżbieta Witek. Ona też będzie odczytywała kolejne fragmenty przysięgi, Andrzej Duda będzie powtarzał je za nią.

Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski przekazał PAP, że po zakończeniu ZN prezydent spotka się z Konwentami Seniorów Sejmu i Senatu.

W związku z epidemią koronawirusa w czwartek w Sejmie będą obowiązywały szczególne środki ostrożności. Ograniczeń dotyczących liczby uczestników jednak nie ma, ponieważ - jak tłumaczyła wicemarszałek Sejmu Małgorzata Gosiewska (PiS) - możliwości takiej nie przewiduje regulamin Zgromadzenia Narodowego.

Szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska przekazała, że podczas Zgromadzenia będą przestrzegane wszelkie procedury sanitarno-epidemiologicznymi; każdy z parlamentarzystów i zaproszonych gości będzie miał mierzoną temperaturę i otrzyma maskę. W liście do posłów minister poprosiła, aby na korytarzach i po zakończeniu uroczystości zachowywać dystans społeczny. W dniu Zgromadzenia Narodowego, dla osób niebędących parlamentarzystami, wejście będzie możliwe tylko za okazaniem zaproszenia. Przez wejście główne wchodzić będą goście VIP zaproszeni na Galerię i zajmą tam co drugie miejsce. Dla pozostałych gości zostaną przygotowane dwie sale odsłuchowe: Salę Kolumnową oraz salę nr 118.

Kaczmarska przekazała też, że każdy klub parlamentarny będzie miał swój sektor na sali plenarnej i to przewodniczący klubów będą decydować jak rozmieszczą parlamentarzystów podczas Zgromadzenia Narodowego.

Do marszałek Sejmu Elżbiety Witek, Główny Inspektor Sanitarny Jarosław Pinkas przesłał rekomendacje dot. środków bezpieczeństwa podczas Zgromadzenia. Są to m.in.: zapewnienie dodatkowych pojemników z płynem dezynfekującym oraz wyposażenie uczestników w rękawiczki i maseczki ochronne o klasie bezpieczeństwa co najmniej FFP2, dokładne wywietrzenie pomieszczeń na dwie godziny przez rozpoczęciem uroczystości, a w trakcie Zgromadzenia - zapewnienie zachowanie niezbędnego dystansu, a po opuszczeniu Zgromadzenia zapobieżenie "tworzeniu się naturalnych spontanicznych grup w kuluarach i na korytarzach".

Pinkas zwrócił się też do marszałek Sejmu o przekazanie informacji, aby parlamentarzyści podejrzewający u siebie choroby układu oddechowego powstrzymali się od udziału w uroczystości.

Według informacji PAP, na Zgromadzeniu Narodowym będzie obecna zdecydowana większość parlamentarzystów PiS. "Do tej pory nie otrzymałem żadnych sygnałów ze strony naszych parlamentarzystów, żeby miało ich nie być. Oczywiście mogą być takie sytuacje, że ktoś w ostatniej chwili nie przyjdzie albo ma jakieś obawy zdrowotne, ale raczej będą to pojedyncze przypadku w klubie PiS" - zadeklarował jeden z członków władz klubu.

Prezydium klubu Koalicji Obywatelskiej podjęło decyzję, że klub KO wyśle na Zgromadzenie Narodowe niewielką delegację pod przewodnictwem marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego i wicemarszałek Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. W delegacji nie będzie liderów partii tworzących KO, m.in. szefa PO Borysa Budki. Rzeczniczka Lewicy Anna Maria Żukowska powiedziała PAP, że większość posłów i senatorów klubu Lewicy - ok. 40 osób - weźmie udział w ZN. Klub Koalicji Polskiej-PSL-Kukiz15 ma reprezentować ok. 15 parlamentarzystów, m.in.: prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, Paweł Kukiz oraz Stanisław Tyszka.

Szef sejmowego koła Konfederacji Jakub Kulesza przekazał PAP, że w posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego oprócz niego wezmą udział posłowie Janusz Korwin-Mikke, Krzysztof Bosak (b. kandydat na prezydenta), Grzegorz Braun, Artur Dziambor, Michał Urbaniak, Krystian Kamiński i Krzysztof Tuduj.

Z informacji PAP wynika, że w obradach Zgromadzenia Narodowego nie wezmą udziału byli prezydenci Lech Wałęsa i Bronisław Komorowski, byli premierzy: Ewa Kopacz, Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz oraz były marszałek Sejmu i b. szef MSZ Radosław Sikorski, b. marszałek Sejmu i b. szef PO Grzegorz Schetyna, a także prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Obecny ma być były prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Po uroczystości w Sejmie Andrzej Duda uda się do Pałacu Prezydenckiego, gdzie o godz. 11.15 odbierze meldunki od dowódcy Garnizonu Warszawa gen. dyw. Roberta Głąba oraz komendanta Służby Ochrony Państwa majora SOP Pawła Olszewskiego.

Po tej uroczystości prezydent uda się do Archikatedry św. Jana Chrzciciela, gdzie w południe zostanie odprawiona msza św. w intencji ojczyzny i prezydenta. Mszy będzie przewodniczył, podobnie jak pięć lat temu, przewodniczący KEP apb Stanisław Gądecki.

Szczerski poinformował, że po zakończeniu mszy św. prezydent odda hołd swoim nieżyjącym poprzednikom na urzędzie prezydenta RP; złoży wieńce i kwiaty w miejscach upamiętnienia Gabriela Narutowicza, Stanisława Wojciechowskiego, Ignacego Mościckiego i Lecha Kaczyńskiego.

O godz. 14 na Zamku Królewskim odbędzie się uroczystość ponownego objęcia przez Andrzeja Dudę przewodnictwa w kapitułach Orderu Orła Białego oraz Orderu Odrodzenia Polski. Pięć lat temu uroczystość ta była połączona z odznaczeniem prezydenta oboma orderami, tym razem Andrzej Duda obejmie ponownie przewodnictwo w kapitułach tych orderów. Zgodnie z ustawą o orderach i odznaczeniach, prezydent z tytułu wyboru na ten urząd staje się Kawalerem Orderu Orła Białego, Wielkim Mistrzem Orderu i przewodniczy Kapitule Orderu. Staje się też Kawalerem Orderu Odrodzenia Polski klasy I i przewodniczy Kapitule jako Wielki Mistrz Orderu.

Później, o godz. 15.30, na pl. Piłsudskiego odbędzie się uroczystość przejęcia przez Andrzeja Dudę zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi. Przewidziano wystąpienie prezydenta.

Głowa państwa jest najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych. Mianuje szefa Sztabu Generalnego i innych dowódców, nadaje stopnie wojskowe. W czasie pokoju sprawuje pieczę nad wojskiem za pośrednictwem ministra obrony narodowej, zaś na czas wojny - mianuje, na wniosek premiera, Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych. To właśnie prezydent, także na wniosek premiera, w razie bezpośredniego, zewnętrznego zagrożenia, zarządza powszechną lub częściową mobilizację i użycie sił zbrojnych do obrony RP. (PAP)

autor: Karol Kostrzewa

kos/ mro/ ipa/ mrr/ par/

CZYTAJ DALEJ

Polonijna nowenna do „Matki emigrantów"

2020-08-06 17:36

[ TEMATY ]

uchodźcy

Polonia

Maryja

II wojna światowa

Anglia

Vatican News

Polska Misja Katolicka w Anglii i Walii zaprasza do wspólnej modlitwy przed uroczystością Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. 6 sierpnia rozpoczyna się specjalna nowenna, w której w trudnym czasie pandemii o wstawiennictwo proszona będzie Matka Boża Kozielska Zwycięska, zwana „Matką emigrantów”. Jej wizerunek znajduje się w kościele św. Andrzeja Boboli w Londynie.

Maryja wybrała sobie to miejsce w 1961 roku, kiedy polscy uchodźcy kupili od szkockich prezbiterian opuszczony budynek ich dawnej świątyni, tworząc miejsce, w którym tysiące naszych rodaków oddawało i wciąż oddaje Bogu chwałę.

W czasach komunistycznego zniewolenia był duchową siedzibą rządu na uchodźstwie. Zwano go „katedrą wolnej Polski”. To właśnie stąd miliony Polaków na całym świecie słuchało transmisji Mszy św. w Radiu Wolna Europa. Tutaj swój dom znalazła najważniejsza relikwia emigracji niepodległościowej.

Stworzona potajemnie w 1941 roku, w sowieckim obozie dla polskich oficerów, wyszła spod dłuta żołnierza-rzeźbiarza, porucznika Tadeusza Zielińskiego. Autora m.in. „polskiej" stacji drogi krzyżowej w Jerozolimie. Jesienią ukaże się w Polsce obszerna monografia tego wizerunku: „Historia cudownej płaskorzeźby Matki Boskiej Kozielskiej Zwycięskiej i jej kultu”, której autorem jest historyk polskiej emigracji na Wyspach Brytyjskich, dr Andrzej Suchcitz. „Obecnie objęci pandemią koronawirusa, która sieje spustoszenie niemal w każdym kraju świata modlitwy o wstawiennictwo Matki Boskiej Kozielskiej Zwycięskiej wzrastają, tak jak wzrosną dziękczynienia za wszelkie łaski, uzyskane podczas, jak i po ustąpieniu pandemii” napisał we wstępie do książki.

Matka Boża Kozielska-Zwycięska inspiruje kolejne pokolenia Polaków. Nowenna, która rozpocznie się w Święto Przemienienia Pańskiego, będzie odmawiana wszędzie tam, gdzie ze swoim posłannictwem dociera Polska Misja Katolicka. Zostanie odmówiona po raz pierwszy i wraz z litanią napisaną w 2019 roku jest efektem działania Maryi w pokoleniu, które w Anglii osiedliło się już w XXI wieku. Inicjatorem tego modlitewnego szturmu jest parafia św. Andrzeja Boboli, skąd kontynuując tradycję Wolnej Europy Msze święte transmitowane są na cały świat przez Radio Bobola. Drogą online będzie można wziąć udział również w nowennie do „Matki emigrantów”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję