Reklama

Polityka

Ambasador Iranu przy ONZ: Nie zamierzamy podejmować nowych działań wojskowych.

Iran już dokonał zemsty za zabicie generała Kasema Sulejmaniego i nie będzie podejmował nowych działań wojskowych, jeśli nie będzie agresji ze strony Stanów Zjednoczonych - powiedział ambasador Iranu przy ONZ, odpowiadając na pytanie agencji TASS o reakcję Iranu na wystąpienie prezydenta USA Donalda Trumpa, po ataku sił irańskich na bazy amerykańskie w Iraku.

[ TEMATY ]

ONZ

Donald Trump

Iran

atak

źródło: wPolityce.pl

Wszystkie nasze wojskowe działania były proporcjonalne do zabicia Kasema Sulejmaniego. One zostały zakończone. Jeśli Stany Zjednoczone więcej nie będą podejmować wojskowych działań wobec Iranu, to z naszej strony też ich nie będzie—zapewnił Madżid Tacht Rawanczi.

W nocy z wtorku na środę z terytorium Iranu wystrzelono ponad 20 pocisków rakietowych na cele Stanów Zjednoczonych w Iraku - bazę wojskową Ain Al-Asad, położoną 160 km na zachód od Bagdadu, oraz bazę w Irbilu, w irackim Kurdystanie na północy kraju.

Iran przeprowadził ostrzał w odwecie za zeszłotygodniowy atak dronów USA w Bagdadzie, w którym zginął generał Kasem Sulejmani, dowódca elitarnej irańskiej jednostki wojskowej Al-Kuds.

Reklama

Według irańskiej telewizji państwowej w nalotach odwetowych zginęło 80 „amerykańskich terrorystów” oraz „poważnie uszkodzone” zostały śmigłowce i sprzęt wojskowy.

W ataku Iranu na amerykańskie bazy w Iraku nie ma ofiar śmiertelnych ani znacznych strat, udało się ocalić personel wojskowy baz dzięki systemowi ostrzegania przed atakiem - oświadczył w środę w Białym Domu amerykański prezydent Donald Trump.

W pierwszej publicznej wypowiedzi po ataku na amerykańskie bazy wojskowe w Iraku Trump zapowiedział nałożenie nowych sankcji na Iran. Zadeklarował też, że nie pozwoli na to, by kraj ten uzyskał broń atomową.

2020-01-09 10:17

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Śmierć, która podpaliła Amerykę

2020-06-30 18:57

[ TEMATY ]

USA

Donald Trump

zamieszki

"Foto by: "Niepoprawny Dyplomata" - kanał YouTube

8 minut i 46 sekund – tyle czasu potrzebował Derek Chauvin, były już policjant z Minneapolis w stanie Minnesota, by udusić 46-letniego czarnoskórego Amerykanina George’a Floyda.

Około 2 i pół minuty ofiara funkcjonariusza pozostawała nieprzytomna, a mimo tego kontynuował on duszenie poprzez nacisk swoim kolanem na tętnicę szyjną zatrzymanego. Całość zarejestrował jeden z cywilnych świadków zajścia przy pomocy telefonu komórkowego, a udostępnione nagranie to wstrząsający obraz skrajnej niekompetencji oficerów policji, którzy brali udział w feralnym zatrzymaniu. W materiale widzimy człowieka leżącego twarzą do ziemi i trzymanego przez czterech funkcjonariuszy. Jeden z nich – Derek Chauvin, policjant z 19-letnim stażem – poddusza zatrzymanego, który chwilę przed utratą przytomności zdąży jeszcze rozpaczliwe zawołać: „Nie mogę oddychać!”. Słowa te staną się później hasłem przewodnim masowych protestów, które swym zasięgiem szybko ogarnął całą Amerykę.

Joe Biden, były wiceprezydent w administracji Baracka Obamy, a obecnie kandydat na prezydenta z ramienia partii demokratycznej stwierdził, że zabójstwo Floyda wywołało w Ameryce większe reperkusje i silniejsze reakcje społeczne, niż morderstwo Martina Luthera Kinga 4 kwietnia 1968 roku.

W Waszyngtonie na Kapitolu amerykańscy kongresmeni rozpoczęli prace nad wprowadzeniem prawa reformującego funkcjonowanie policji, pomiędzy republikanami i demokratami brak jest natomiast jednomyślności w wielu kwestiach dotyczących tego, jak ulepszyć działanie służb porządkowych. Konserwatyści zarzucają liberałom uleganie przestępcom i niszczenie policji poprzez obcinanie jej budżetów, a w skrajnych przypadkach nawet głosowanie za rozwiązaniem lokalnych departamentów policji tak, jak miało to miejsce w Minneapolis w stanie Minnesota.

Na antenie prawicowej telewizji Fox News, prezydent Donald Trump zabójstwo Floyda nazwał „hańbą” i zapowiedział, że zreformuje amerykańską policję. Trump przedstawił swój specjalny plan „Siła ze współczuciem”, który zakłada m.in. większe inwestycje w treningi funkcjonariuszy oraz szkolenia dla pracowników socjalnych, by ci mogli uczestniczyć w niektórych akcjach służb mundurowych.


Koniec duszenia

Widoczny na nagraniu z zatrzymania George’a Floyda zastosowany typ duszenia, jest standardową procedurą policyjną stosowaną w sytuacji, gdy zatrzymany stawia zdecydowany opór i stanowi zagrożenie – dla funkcjonariuszy lub osób postronnych. W tym przypadku nie było o tym mowy, bowiem George Floyd leżał na ziemi z rękami skutymi kajdankami. W dodatku, gdy podejrzany krzyczy, że nie może oddychać, policjanci zobowiązani są reagować. Niezależnie od wyroku sądowego, z przekonaniem graniczącym z pewnością, można stwierdzić, że procedury zostały złamane, a stróże prawa ignorując zasady i ludzkie życie doprowadzili do tragedii.

„Patrząc na policjanta który założył duszenie to oprócz duszenia swoim kolanem jest w stanie złamać mu kark (procedura swojego bezpieczeństwa). Jednak bez względu na to, które duszenie założymy na przeciwniku, nigdy nie wyczujemy momentu kiedy on zostaje uduszony. I tak to się właśnie zadziało w tym przypadku. Adrenalina robi swoje”. – mówi „Niedzieli” trener JUDO i polski weteran wojny w Afganistanie, który pragnie zachować anonimowość.

„Żadne duszenie nie jest bezpieczne bo każdy ma inną budowę ciała, jednej osobie można założyć duszenie i bardzo szybko się podda a z inną można "walczyć” i się podda po dłuższym czasie albo i wcale.” – dodaje.

Prezydent USA podpisał specjalny dekret, który wzywa departamenty policji do zaprzestania stosowania techniki duszenia, chyba że wymaga tego ochrona życia funkcjonariusza. Dokument zachęca także do zwiększenia treningów dla oficerów oraz wzywa służby mundurowe, by współpracowały z pracownikami socjalnymi oraz psychiatrami i psychologami, gdy odpowiadają na wezwanie do osoby bezdomnej, cierpiącej na problemy psychiczne czy uzależnionej od alkoholu, leków lub narkotyków.

Republikański kongresmen ze stanu Ohio Jim Jordan nazwał prezydencki dekret mianem ogromnego kroku w kierunku poprawy działania policji oraz polepszenia relacji pomiędzy funkcjonariuszami a lokalnymi społecznościami, którym służą.

Przemoc policji?

Na prezydenta Donalda Trumpa spadła fala krytyki po tym, jak opublikował on na swoim profilu na Twitterze kontrowersyjny wpis odnoszący się do incydentu z udziałem policji z miasta Buffalo w stanie Nowy Jork. Dwóch jej funkcjonariuszy zostało przez lokalną prokuraturę oskarżonych o napaść na 75-letniego Martina Gugino, aktywistę społecznego obecnego na protestach w Buffalo. Na nagraniu zamieszonym w Internecie widać, jak mężczyzna podchodzi do policyjnego kordonu trzymając w ręku najprawdopodobniej hełm policyjny, który miał chcieć oddać w ręce oficerów. Słychać, jak ci krzyczą do niego, by odszedł od linii policyjnego kordonu, a po chwili jeden z policjantów popycha starszego człowieka, który w wyniku tego czynu upada i rozbija sobie głowę o chodnik. Zdaniem prokuratury, drugi z funkcjonariuszy przeszedł obok leżącego człowieka nie udzielając mu pomocy, dlatego również usłyszał zarzuty. Wcześniej policjanci zostali zawieszeni. W geście solidarności ze swoimi kolegami, z pracy w jednostce reagowania specjalnego zwolniło się 57 funkcjonariuszy, pozostali jednak na służbie w policji oddając się do dyspozycji swoich przełożonych.

Prezydent Trump stwierdził za pośrednictwem Twittera, że całe zdarzenie mogło być prowokacją ANTIFY, skrajnie lewicowej organizacji anarchistycznej, która odpowiada w Stanach Zjednoczonych za liczne akty przemocy i wandalizmu, podsycanie niepokojów społecznych oraz organizowanie pełnych przemocy zamieszek i burd ulicznych.

Trump stwierdził w swoim wpisie, że 75-letni mężczyzna mógł być członkiem ANTIFY i prowokatorem, który upadł „teatralnie”, zdaniem amerykańskiego prezydenta, zdecydowanie bardziej poważnie, niż wynikałoby to z siły z jaką został pchnięty przez policjantów. Donald Trump został oskarżony o rozpowszechnianie teorii spiskowych, na które nie przedstawił żadnych dowodów. Andrew Cuomo, demokratyczny gubernator stanu Nowy Jork, wezwał gospodarza Białego Domu do przeprosin stwierdzając, że jest zniesmaczony komentarzem prezydenta.

Tymczasem policjanci pozostają w stanie oskarżenia, chociaż wielu ekspertów zaznacza, że tak naprawdę wykonywali oni swoją pracę i działali zgodnie z procedurami. Kiedy na ulicach panują zamieszki i chaos, a do linii policyjnego kordonu zbliża się niepożądany człowiek, którego intencji policjanci nie znają, krzyczą do niego, by się oddalił. Kiedy obywatel nie reaguje na polecenia funkcjonariuszy, nie tylko mogą oni czuć się zagrożeni, ale także zaczynają stosować tzw. przymus bezpośredni. Wówczas łatwo o wypadek. Pchnięty przez policjantów 75-latek z Buffalo nie reagował na krzyki policji wzywające go do odsunięcia się od kordonu. Samo odepchnięcie mężczyzny nie miało wyrządzić mu krzywdy i zdaniem części komentatorów było w takiej sytuacji uzasadnione, a jego groźnie wyglądający upadek miał być wynikiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, a nie wypadkową siły z jaką popchnęli go funkcjonariusze. Konserwatywny dziennik „The Wall Street Journal” na swoich łamach cytował opinie ekspertów, którzy bronili reakcji policjantów z Buffalo twierdząc m.in., że policjanci reagują w taki sposób często z tego powodu, że są notorycznie demonizowani, antagonizowani, a także atakowani. Tylko na przełomie maja i czerwca rannych zostało ok. 300 policjantów z Nowego Jorku.

Jednocześnie, ci sami eksperci byli bardzo krytyczni wobec funkcjonariuszy z Minneapolis, którzy doprowadzili do śmierci George’a Floyda.

Jak twierdzi Maria Haberfeld, ekspertka od szkolenia policji z nowojorskiej szkoły John Jay College of Criminal Justice, funkcjonariusze działają tak, jak są szkoleni – wydają jasne polecenia niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa sobie i innym ludziom, a gdy ktoś nie reaguje i np. nadal się do nich zbliża, odpychają go, a gdy zagrożenie jest poważniejsze stosują ostrzejsze formy przymusu bezpośredniego – w skrajnych przypadkach z użyciem broni palnej włącznie.

Masowe protesty w USA wywołały ogromną falę hejtu na tamtejszą policję, powszechne wśród części protestujących i skrajnej lewicy stało się obrażanie policjantów, demonizowanie ich oraz wrzucanie wszystkich do jednego worka za grzechy pojedynczych oficerów. Przedstawiciele służb policyjnych apelują, by pamiętać, że ogromna większość funkcjonariuszy to uczciwi patrioci, którzy robią co mogą, by służyć społeczeństwu, a obelgi i zarzucanie im potwornych intencji są niegodne i nieuzasadnione.

W Ameryce zdarzają się co jakiś czas pojedyncze przypadki, gdy funkcjonariusz policji przekroczy swoje uprawnienia lub złamie prawo, doprowadzając np. do morderstwa niewinnego człowieka. Często jednak, osoba kontrolowana przez policjanta ginie w wyniku policyjnej interwencji z powodu własnego zachowania i niestosowania się do poleceń oficerów.

Taki los spotkał w 2014 roku czarnoskórego Michaela Browna z Ferguson w stanie Missouri, który w trakcie akcji zatrzymania za podejrzenie kradzieży w sklepie, nie zatrzymał się, gdy policjant krzyczał w jego kierunku: stój! Zamiast tego Brown zbliżał się do funkcjonariusza, który w takiej sytuacji był zmuszony strzelać.

Mężczyzna mógł przecież posiadać broń, choćby nóż. Śmierć Michaela Browna również wywołała w Ameryce wielką falę protestów. Tymczasem sąd w tym przypadku uniewinnił policjanta przyznając, że działał on w obronie własnej, zgodnie z procedurami.

Niedawno w Atlancie w stanie Georgia policjant śmiertelnie postrzelił 27-letniego czarnoskórego Rayshard’a Brooksa. Wywołało to kolejną falę protestów, dolewając oliwy do trapiących Amerykę niepokojów społecznych. Ze strony wielu środowisk lewicowych posypały się słowa krytyki i zarzuty pod adresem policjanta, który pociągnął za spust. Zdaniem przedstawicieli ruchu Black Lives Matter i jej podobnych organizacji, śmierć Brooksa to kolejny przykład systemowego rasizmu w amerykańskiej policji. Tymczasem, funkcjonariusz zachował się dokładnie tak, jak w takiej sytuacji przewidują to procedury. Najpierw rozpoczął pościg za uciekającym mężczyzną, a na strzał w jego kierunku zdecydował się dopiero wówczas, gdy ten wyszarpał mu policyjny paralizator i wycelował go w jego stronę. Mieliśmy zatem jasną sytuację bezpośredniego zagrożenia życia policjanta. Niestety w Ameryce, tego typu uzasadnione przez prawo postrzelenia również wywołują protesty i są wykorzystywane do narzucania narracji o rzekomym instytucjonalnym rasizmie oraz do podgrzewania w społeczeństwie sporów na tle rasowym. Dlaczego? Jest to bowiem opłacalne politycznie – partia demokratyczna zbija na tym konkretny kapitał wyborczy.

„W USA każdy wie, że polecenie policjanta trzeba wykonać, a jeśli jest ono bezpodstawne, to potem najwyżej adwokat wymusi dla nas odszkodowanie. Natomiast z policjantem podczas zatrzymania się nie dyskutuje i wykonuje dokładnie wszystkie jego polecenia.” – mówi „Niedzieli” Bogumił Olewiński, ekspert od USA, członek amerykańskiej Polonii mieszkający wiele lat w New Jersey.

„Policjant w USA to osoba, która zawsze Ci pomoże. Kiedy jednak złamiesz prawo i będziesz się rzucał, to bardzo szybko pożałujesz, że go poznałeś i przekonasz się, że może on być także twoim najgorszym wrogiem. To jak z Toba postąpi zależy tylko od tego jak zaczniesz z nim rozmowę i czy będziesz stosował się do jego poleceń.” – dodaje.


Geneza uprzedzeń

W Stanach Zjednoczonych istnieje zjawisko uprzedzenia do osób czarnoskórych oraz powiązana z tym obawa przed wchodzeniem do tzw. „czarnych dzielnic”, które są zamieszkane głównie przez Afroamerykanów. Czarnoskóra społeczność Ameryki boryka się bowiem z poważnym problemem wysokiego wskaźnika przestępczości.

Stanowiąc zaledwie 13 proc. amerykańskiego społeczeństwa, czarni odpowiedzialni są za 53 proc. wszystkich morderstw oraz 60 proc. kradzieży. Republikanie często zwracają uwagę, że ruch Black Lives Matter zamiast skupiać się wyłącznie na amerykańskiej policji powinien w większym stopniu akcentować problem zabijania czarnych przez czarnych. Dane są bezlitosne – 93 proc. Afroamerykanów ginie z ręki innych Afroamerykanów.

Wysoką przestępczość wśród czarnych Amerykanów należy w dużym stopniu tłumaczyć biedą, która bardzo często ma charakter dziedziczny, powodujący zjawisko tzw. „szklanego sufitu” i braku perspektyw. Głównymi przyczynami takiego stanu rzeczy są niewolnictwo i lata dyskryminacji rasowej, a także uzależnienie czarnoskórych obywateli od zasiłków socjalnych i pomocy państwa, co nastąpiło w latach 60-tych XX wieku za kadencji demokratycznego prezydenta Lyndona B. Johnsona. Arcyważnym problemem jest tutaj także poważny kryzys rodziny, który obserwujemy w Ameryce wśród Afroamerykanów. Dane są tragiczne. Aż 64 proc. czarnych dzieci wychowuje się bez ojca, a 72 proc. rodzi się w związkach niemałżeńskich. Amerykańskie badania dowodzą, że takie dzieci są 4 razy bardziej narażone na biedę, 7 razy bardziej narażone na zajście w ciążę w wieku nastoletnim, kiedy nie są jeszcze gotowe na rodzicielstwo oraz mają większe ryzyko wkroczenia na drogę przestępczości, trafienia do więzienia, a także wpadnięcia w szpony uzależnień od alkoholu i narkotyków. Tak tworzy się błędne koło, z którego niezwykle trudno się wyrwać. Kiedy instytucja rodziny jest rozbita, czarna młodzież często wpada w ręce licznych gangów, które okradają ją z szansy na lepsze jutro. Kluczem do poprawy sytuacji Afroamerykanów jest zatem odbudowa wśród tej społeczności tradycyjnych wartości społeczeństwa amerykańskiego – przywrócenie zdrowego modelu rodziny.

Rozmawiam ze znanym polskim jutuberem i byłym urzędnikiem chicagowskiego ratusza.

„Oczywiście absolutnie nie bronię policyjnych oprawców, ale gdybym na miejscu chicagowskiego policjanta dostał zgłoszenie na interwencję poniżej 71-ej Alei, czułbym się uprzedzony. Nie dlatego, że są tam gangi czarnoskórych bandytów tylko dlatego, że po prostu są tam gangi.” – tłumaczy „Niedzieli” Mikołaj „Vonsky” Teperek, ekspert od stosunków międzynarodowych i twórca popularnego kanału na YouTube „Niepoprawny Dyplomata”.

„Myślę, że tak samo czułbym się przerażony, gdybym 20 lat temu musiał pojechać na interwencję policyjną na warszawską Pragę. Czy to dlatego, że mieszkali tam czarnoskórzy Amerykanie? Nie. Dlatego, że były tam gangi i tzw. "dresiarze". – dodaje.

Mikołaj Teperek przyznaje, że problem rasizmu istnieje w Ameryce, jednak jest to sprawa bardzo złożona, której nie rozwiążą ani agresja, ani akty wandalizmu.

„W ostatni majowy weekend w Chicago spłonął historyczny i najstarszy sklep ze sprzętem fotograficznym, w którym niegdyś kupiłem zabytkowy aparat z 1944 roku.” – opowiada nam Mikołaj Teperek.

„Nie chcę nawet myśleć, jakie jeszcze antyki tam spłonęły. Czekam tylko, aż tym bandytom przyjdzie do głowy rabować muzea z dzieł sztuki. Dla wielu, te aparaty właśnie nimi były.” – dodaje.

W wyniku masowych protestów, które szybko przeradzały się także w pełne przemocy uliczne zamieszki i rozróby, amerykańskie miasta zaczęły przypominać strefy działań wojennych, a mieszkańcy i właściciele lokalnych biznesów robili co mogli, by zabezpieczyć swój majątek. Bogatsze dzielnice, jeden za drugim, w popłochu opuszczały drogie, sportowe samochody – ich posiadacze wywozili je daleko za miasto, gdzie nie było ryzyka zamieszek. Obawy te były w pełni uzasadnione, bowiem obrazki spalonych i zdewastowanych aut obiegły cały kraj, stając się jednym z symboli protestów.

Na niektórych zabarykadowanych witrynach sklepowych pojawiały się napisy sugerujące, że właściciel biznesu jest czarnoskóry. Miało to uchronić lokal przed dewastacją i włamaniami dokonywanymi przez rozwścieczony tłum i wszelkiej maści kryminalistów żerujących na wybuchu masowych protestów.


Kryzys wartości?

„To, czego jesteśmy świadkami, jest wynikiem destrukcji oraz zinfiltrowania naszych instytucji. To się zaczęło dwa pokolenia temu. Osłabiono naszą kulturę. Nasze instytucje straciły legitymizację i szacunek. Rodzina, Kościół, rząd. Marksizm i Teoria Krytyczna urosły niczym nowotwór. Kościół został zastąpiony religią "budzenia się". – mówi w rozmowie z „Niedzielą” Amerykanin Garrett Monti, członek partii republikańskiej i były elektor stanu Luizjana, który w 2016 roku w głosowaniu Kolegium Elektorów poparł kandydaturę Donalda Trumpa.

„Stany Zjednoczone walczą teraz z tymi samymi wrogami wolności, których tak niedawno pokonały kraje byłego bloku sowieckiego. Bardzo martwię się o moją ojczyznę.” – dodaje.

Mój rozmówca zdaje się być nie tylko zatroskany o przyszłość swojego kraju, ale także wyraźnie przygnębiony. Staram się podbudować go na duchu. Zwracam uwagę, że Ameryka to silny kraj i wielki naród, który z Bożą pomocą przezwyciężał w swojej historii wiele problemów. Stwierdzam, że i tym razem będzie podobnie.

„Tym razem na to nie wygląda. Wyobrażam sobie, że tak właśnie musiał wyglądać upadek Rzymu.” – studzi mój optymizm Garrett Monti.

Zapewnia mnie, że na jesieni prezydent Trump odniesie zwycięstwo i zagwarantuje sobie reelekcję, ale mimo to nie pozwolą mu rządzić i reformować kraju w spokoju. Zdaniem mojego rozmówcy, społeczne niepokoje, chaos i rzucanie kłód pod nogi prezydenta będzie trwało do końca jego drugiej kadencji w Białym Domu.


Wojsko na pomoc

Prezydent Donald Trump w specjalnym orędziu do Narodu, które wygłosił na początku czerwca z Ogrodu Różanego znajdującego się na terenie Białego Domu, wezwał władze stanowe, by wyprowadziły na ulicę Gwardię Narodową i w ten sposób opanowały chaos i dantejskie sceny rozgrywające się na ulicach amerykańskich miast. Żołnierze Gwardii Narodowej USA są częścią amerykańskich sił zbrojnych wchodzącą w skład Armii Stanów Zjednoczonych, jednak w przeciwieństwie do zwykłych żołnierzy podlegają bezpośrednio pod stanowych gubernatorów, a nie władze federalne – Pentagon i prezydenta.

Jednocześnie Trump zagroził użyciem armii do stłumienia zamieszek, władze samorządowe nie będą podejmować niezbędnych kroków, by zażegnać niepokoje społeczne.

„Jeśli miasto lub stan odmówi podjęcia niezbędnych działań, by chronić życie swoich mieszkańców oraz ich własność prywatną, wtedy rozlokuję wojsko Stanów Zjednoczonych i szybko rozwiążę dla nich ten problem” – oznajmił prezydent USA.

Zgodnie z amerykańskim prawem z 1878 roku „Posse Comitatus Act”, zabronione jest wykorzystywanie federalnych sił zbrojnych USA do przywracania porządku publicznego lub innego działania noszącego znamiona typowych zadań policyjnych na terytorium Stanów Zjednoczonych np. dokonywać zatrzymań oraz aresztowań. Amerykańscy żołnierze nie mogą być także wykorzystywani do tłumienia zamieszek czy walki z obywatelami USA stanowiącymi zagrożenie np. rebelianci, zadymiarze. Aby to umożliwić prezydent musi powołać się na specjalne prawo „Insurrection Act” z 1807 roku. Wyjątkiem są właśnie żołnierze Gwardii Narodowej, którzy na rozkaz stanowego gubernatora mogą działać w charakterze policji, gdy jej zwykli oficerowie nie dają sobie rady z utrzymaniem porządku i bezpieczeństwa. Mogą oni jednak operować wyłącznie w obrębie swojego stanu lub stanu z nim sąsiadującego, gdy jego gubernator poprosi o taką pomoc i zaprosi do siebie gwardzistów. Powołując się na „Insurrection Act”, prezydent Donald Trump mógłby nie tylko użyć armii USA w charakterze służb policyjnych, lecz także przejąć kontrolę nad całą Gwardią Narodową i nadać jej tymczasowo charakter jednostek federalnych, zdolnych operować na terenie całego kraju i podlegających bezpośrednio pod rozkazy prezydenta.

W amerykańskich warunkach taki scenariusz, z uwagi na zasady poszanowania wolności i niezależności poszczególnych stanów, uchodzi za ostateczność. Nie jest to jednak prawo ani martwe, ani archaiczne – również w najnowszej historii USA mamy przykłady, gdy sytuacja z zamieszkami wymykała się spod kontroli, a prezydent przywołał „Insurrection Act”. Ostatnim razem miało to miejsce w Kalifornii w maju 1992 roku za kadencji prezydenta George’a H.W. Busha, kiedy w następstwie absurdalnego werdyktu sądowego, 4 funkcjonariuszy departamentu policji z Los Angeles zostało uniewinnionych po pobiciu czarnoskórego Rodney’a Kinga zatrzymanego wcześniej do kontroli drogowej. Ówczesne protesty, podobnie jak ma to miejsce dzisiaj w Ameryce, szybko przerodziły się także w uliczne zamieszki, atakowanie ludzi, włamania i niszczenie prywatnego mienia. Prezydent Bush był zmuszony działać, by przywrócić porządek na ulicach Los Angeles. Ostatecznie, dwóch policjantów biorących udział w pobiciu zostało skazanych, a poszkodowany Rodney King otrzymał prawie 4 miliony dolarów odszkodowania.

„Gubernatorzy ze stanów kontrolowanych przez demokratów robią co w ich mocy, by zablokować użycie Gwardii Narodowej do tłumienia zamieszek. Prezydent Trump będzie krytykowany w przypadku, gdy wykorzysta żołnierzy Gwardii Narodowej, ale także wówczas, gdy nie zdecyduje się na ten krok”. – tłumaczy "Niedzieli" Garrett Monti.

W skrócie: i tak źle i tak niedobrze. Po drugiej stronie Atlantyku, relacje na linii Biały Dom - opozycja przybierają formę bezrefleksyjnej krytyki wszystkiego, co zrobi Trump. Demokraci przywdziali szaty opozycji totalnej, a ich narracja coraz rzadziej przypomina konstruktywną krytyką, czy faktyczną kontrolą władzy. Partia demokratyczna demonizuje administrację USA, w szczególności Donalda Trumpa, na każdym niemal kroku. W takich warunkach prowadzenie debaty politycznej, sprawne rządzenie krajem i wspólne rozwiązywanie jego problemów, stają się znacznie utrudnione, a niekiedy niemalże niemożliwe.

„Jeżeli [Donald Trump] wyśle gwardzistów, będzie panem sytuacji. Jeffery Shaun King (amerykański pisarz i aktywista społeczny walczący z rasizmem – przyp. red.) skomentował na Twitterze, że głosowanie na demokratów nie rozwiązało problemów czarnych Amerykanów. Trump ma tutaj zatem okazję, by wypaść całkiem dobrze”. – dodaje Monti.

Faktycznie, wielu komentatorów w Stanach Zjednoczonych zauważa, że czarnoskórzy wyborcy popierając od dekad partię demokratyczną, niewiele na tym zyskali. Chodzi przede wszystkim o to, że nadal wielu z nich tkwi w biedzie, mając ograniczone perspektywy poprawy swojej sytuacji zawodowo-społecznej. Zdaniem dużej części republikanów, powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że partii demokratycznej, obiecującej większe zasiłki socjalne, opłaca się nie walczyć z biedą wśród czarnych Amerykanów, ponieważ w ten sposób stają się oni niejako uzależnieni od głosowania na lewicę, czyli tę opcję polityczną, która po drugiej stronie Atlantyku gwarantuje zasiłki socjalne, kartki żywnościowe i budowę państwa opiekuńczego, któremu sprzeciwiają się republikanie. Tymczasem, amerykańska prawica akcentuje walkę z biedą w zupełnie inny sposób. Jej przedstawiciele postulują obniżanie podatków i zmniejszanie regulacji, tak by stwarzać ludziom szanse na lepszą pracę, by sami, niezależnie od pomocy polityków, budowali swój dobrobyt. Wówczas stają się bardziej wolni i niezależni, a tego, zdaniem republikańskich komentatorów, obawiają się demokraci w coraz większym stopniu zdominowani przez ideę socjaldemokracji – do niedawna marginalną filozofię społeczno-polityczną w USA.


Więźniowie na wolności?

Czy część z osób, które wykorzystują dzisiaj protesty i zamieszki w USA, by dokonywać aktów wandalizmu, włamań, pobić, a nawet zabójstw, mogą stanowić kryminaliści, których z zakładów karnych wypuściły niedawno lewicowe władze samorządowe?

Szalejąca za oceanem epidemia chińskiego koronawirusa SARS-Cov-2 spowodowała, że wielu więźniów z amerykańskich więzień zostało wypuszczonych do tzw. „aresztu domowego”. Była to polityka praktykowana przez stany i miasta, w których władzę sprawowali demokraci. Jednocześnie działania te zdecydowanie krytykowała partia republikańska, której przedstawiciele alarmowali, że może to doprowadzić do utraty kontroli nad osadzonymi, którzy uciekną ze swoich domów i wrócą na ulice amerykańskich miast. Założenie było takie, by ochronić więźniów przed możliwością zakażenia się koronawirusem.

„Z medycznego punktu widzenia jest to oczywisty absurd, bo przecież cela więzienna i szpital więzienny są najwygodniejszymi miejscami dla odseparowania chorych od zdrowych.” – mówi „Niedzieli” Zygmunt Staszewski, znany działacz polonijny w USA, członek zarządu krajowego organizacji Coalition of Polish Americans, dyrektor krajowy Kongresu Polonii Amerykańskiej i współprzewodniczący Komitetu Dialogu Polsko-Żydowskiego w Nowym Jorku.

„Tu oczywiście chodziło o coś całkiem innego – więcej kryminalistów na ulicach to znakomita okazja do wywołania rozruchów.” – dodaje.

Mój rozmówca zwraca uwagę, że w stanie Nowy Jork w styczniu tego roku demokratyczne władze wprowadziły prawo, które nakazuje, by wszyscy aresztowani byli wypuszczani na wolność bez konieczności wpłacenia kaucji. Nawet wówczas, gdy mowa o ciężkich przestępstwach takich jak gwałty i pobicia. Natomiast w Kalifornii, jak twierdzi, policja miała dostać rozkaz, aby nie aresztować drobnych złodziei.

„Te trzy fakty wyraźnie wskazują na to, że zamieszki w roku wyborów prezydenckich w USA były z góry zaplanowane.” – uważa Zygmunt Staszewski.


Rasista Trump?

Wielu komentatorów w USA podkreśla, że w całej sprawie tak naprawdę nie chodzi o walkę z rzekomym instytucjonalnym rasizmem obecnym, zdaniem protestujących, w szeregach amerykańskiej policji, Jak twierdzą, masowe protesty, które wybuchły w Ameryce po śmierci czarnoskórego George’a Floyda są wykorzystywane przez przeciwników prezydenta Donalda Trumpa do obalenia jego prezydentury. Na szeroko rozumianej amerykańskiej lewicy pojawiło się, jednoczące te środowiska, zjawisko silnej niechęci do obecnego gospodarza Białego Domu. Na kanwie tego procesu zwiększyła się także aktywność ANTIFY – niezwykle groźnej, skrajnie lewicowej organizacji anarchistycznej. Po drugiej stronie Atlantyku jej aktywność przybrała na sile zwłaszcza po wygranych przez Trumpa wyborach prezydenckich z 2016 roku. Przeciwnicy republikańskiego prezydenta są oskarżani o granie kartą rasową i podgrzewanie sporów rasowych oraz antagonizmów obecnych wśród części społeczeństwa amerykańskiego. Przeciwnicy często obarczają Donalda Trumpa winą za pojedyncze przypadki skandalicznych i nielegalnych działań niektórych funkcjonariuszy służb policyjnych, którzy dopuszczą się przestępstwa wobec czarnoskórych obywateli amerykańskich. Część środowisk lewicowych w USA ma także skłonność do niesprawiedliwej generalizacji, gdy chodzi o amerykańską policję. Tak oto odpowiedzialność za niewątpliwe grzechy i zbrodnie kilku funkcjonariuszy jest zrzucana na całą społeczność policyjną, którą w większości, co szczególnie podkreślają republikanie, tworzą przecież uczciwi i praworządni oficerowie – patrioci oddani swoim społecznościom i codziennie ryzykujący dla nich własnym życiem. Według danych udostępnionych przez FBI, w 2018 roku na służbie życie straciło 106 funkcjonariuszy amerykańskiej policji, co oznacza 13 proc. wzrost względem roku poprzedniego. Brutalnie zamordowanych przez bandytów zostało 55 oficerów, a 51 zmarło w różnego rodzaju wypadkach. Średni wiek zabitych policjantów to 37 lat.

Trudno winić prezydenta Trumpa za przypadki nieuzasadnionych przez prawo zabójstw czarnych Amerykanów przez pojedynczych policjantów. Tego typu tragedie zdarzały się również za kadencji Baracka Obamy, a statystyki dowodzą, że wówczas było ich nawet więcej, niż obecnie. Słowem, prezydent urzędujący w Waszyngtonie nie ponosi żadnej odpowiedzialności za przestępstwa popełnione przez poszczególnych funkcjonariuszy. I nie ma tu znaczenia, czy jest to republikanin czy demokrata.

CZYTAJ DALEJ

Zmiany wikariuszy i proboszczów w 2020 r.

Niedziela warszawska 28/2004

Adobe.Stock

Czerwiec to miesiąc personalnych zmian wśród duchownych. Biskupi kierują poszczególnych księży na nowe parafie. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

•Zmiana księży w archidiecezji BIAŁOSTOCKIEJ
• Zmiana księży w diecezji BIELSKO-ŻYWIECKIEJ
• BYDGOSKA – diecezja
• CZĘSTOCHOWSKA – archidiecezja
• DROHICZYŃSKA diecezja
• ELBLĄSKA diecezja
• EŁCKA diecezja
• Zmiana księży w archidiecezji GDAŃSKIEJ
• Zmiana księży w diecezji GLIWICKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji GNIEŹNIEŃSKIEJ
• KALISKA diecezja
• KATOWICKA archidiecezja
• KIELECKA diecezja
• KOSZALIŃSKO – KOŁOBRZESKA diecezja
• Zmiany księży w archidiecezji KRAKOWSKIEJ
• Zmiana księży w diecezji LEGNICKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji LUBELSKIEJ
• ŁOMŻYŃSKA diecezja
• ŁOWICKA diecezja
• Zmiana księży w archidiecezji ŁÓDZKIEJ
• Zmiana księży w diecezji OPOLSKIEJ
• PELPLIŃSKA diecezja
• Zmiana księży w diecezji PŁOCKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji POZNAŃSKIEJ
• PRZEMYSKA archidiecezja
• RADOMSKA diecezja
• RZESZOWSKA diecezja
• SANDOMIERSKA diecezja
• SIEDLECKA diecezja
Zmiana księży w diecezji SOSNOWIECKIEJ
• SZCZECIŃSKO-KAMIEŃSKA archidiecezja
• ŚWIDNICKA diecezja
• Zmiana księży w diecezji TARNOWSKIEJ

• TORUŃSKA diecezja
Zmiana księży w archidiecezji WARMIŃSKIEJ
Zmiana księży w archidiecezji WARSZAWSKIEJ
Zmiana księży w diecezji WARSZAWSKO-PRASKIEJ
Zmiana księży w diecezji WŁOCŁAWSKIEJ
• WROCŁAWSKA archidiecezja
Zmiana księży w diecezji ZAMOJSKO-LUBACZOWSKIEJ
Zmiana księży w diecezji ZIELONOGÓRSKO-GORZOWSKIEJ

CZYTAJ DALEJ

Pielgrzymkowe wyzwania.

2020-07-04 19:35

[ TEMATY ]

abp Wacław Depo

Ks. Jarosław Grabowski

pielgrzymowanie

Niedziela TV

Abp Wacław Depo metropolita częstochowski w rozmowie z ks. Jarosławem Grabowskim redaktorem naczelnym „Niedzieli” porusza temat pielgrzymowania w obliczu pandemii. Pełny zapis rozmowy TUTAJ

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję