Reklama

Niedziela Częstochowska

Prezes PiS w Częstochowie

Dziś tradycyjna polskość i duchowość jest kwestionowana z taką siłą i bezwzględnością, z jaką dotychczas się nie spotkaliśmy, może poza okresem stalinizmu albo okupacji; odpowiedź Polaków powinna być jednoznaczna - powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w czwartek na konwencji partii w Częstochowie.

[ TEMATY ]

Kaczyński Jarosław

Facebook

Prezes PiS zaznaczył, że Częstochowa to „duchowa stolica” Polski; mówił, że w związku z tym uważa, że warto w tym miejscu zastanowić się nad tym, co określa duchowość Polaków. Zaznaczył, że jest szereg zachowań i motywacji, które budują normalne, dobrze funkcjonujące społeczeństwo. Jak ocenił, jest to „wielkie dziedzictwo, o którego zachowanie prosił przed przeszło 40 laty św. Jan Paweł II”.

Jarosław Kaczyński ocenił, że 13 października Polacy będą musieli odpowiedzieć na pytanie o swój stosunek do tego dziedzictwa. Przekonywał, że dziś „ta polskość, ta tradycyjna polskość, ta duchowość jest kwestionowana z taką siłą, energią i taką bezwzględnością, z jaką dotychczas się nie spotkaliśmy, może poza okresem stalinizmu albo okupacji”.

Zobacz zdjęcia: Prezes PiS w Częstochowie

Ocenił, że jeśli odpowiedź Polaków nie będzie jednoznaczna, to w Polsce znacznie się „proces niszczenia fundamentów”, szczególnie rodziny. Wyraził w swym wystąpieniu pogląd, że w Polsce obecnie atakowane jest wiele wartości i „oczywistości” naszego życia, jak choćby kwestia „podziału ludzi na kobiety i mężczyzn”.

Reklama

Jeśli nie potrafimy się temu oprzeć, to będziemy mieli tutaj straszny kryzys, który obejmie wszystkie dziedziny życia. I 13 października także w tej, niezwykle ważnej, fundamentalnej, chociaż może nie zawsze do końca rozumianej sprawie, będziemy podejmowali decyzje: tak lub nie, za lub przeciw, plus lub minus — mówił prezes PiS.

Dodał, że „Polska plus” to między innymi podtrzymanie naszej tradycji i fundamentów życia społecznego, podtrzymanie rodziny oraz nieuleganie „szaleństwu”, które - według niego - jest „nam narzucane”.

Powtarzam - w tym wszystkim jest z jednej strony plan tych, którzy chcą społeczeństwami manipulować, panować, ale z drugiej strony jest w tym też bardzo silny pierwiastek szaleństwa —ocenił Kaczyński.

Reklama

Wezwał jednocześnie, aby w dniu wyborów uczynić wszystko, co jest możliwe, aby powiedzieć „tak” kontynuacji „tego wszystkiego, co pozwoliło nam trwać jako naród i co może nam pozwolić budować naprawdę piękną przyszłość”.

Wskazywał, że celem PiS na następne lata jest to, aby w Polsce żyło się „równie dostatnio i bezpiecznie jak u naszych zachodnich sąsiadów”.

Jesteśmy odważni i chcemy realizować wielkie cele. Nasz niezmiernie utalentowany i energiczny premier (Mateusz Morawiecki) twierdzi nawet, że można to zrobić szybciej i ja chętnie się do niego przyłączam— powiedział Kaczyński.

Jak dodał, aby zrealizować założone cele należy - poza ochroną polskiej duchowości i polskiej tradycji - mieć plan.

Trzeba mieć logiczny pomysł, (…) to znaczy taki, który na zasadzie przyczyn i skutków określa, w jaki sposób ten cel można osiągnąć. My ten plan mamy, jeszcze w zarysie, ale mamy, a na następne cztery lata jest dość konkretny — zapewnił prezes PiS.

Kaczyński mówił, że jeśli Polska chce się rozwijać, to musi dokonywać się postęp w sferze technologii i organizacji pracy.

Ten postęp może następować tylko wtedy, jeżeli się to opłaca, jeżeli przedsiębiorcom się to opłaca. A kiedy się opłaca? Kiedy praca jest przynajmniej stosunkowo droga — mówił prezes PiS.

My musimy raz za zawsze odrzucić tę koncepcję, że Polska ma być krajem taniej siły roboczej, że to jest nasz mechanizm napędowy. To już dawno jest nieprawda, to nam szkodzi, to szkodzi także każdemu dobremu przedsiębiorcy, który myśli o przyszłości, który chciałby, żeby jego przedsiębiorstwo się rozwijało i było konkurencyjne — mówił Kaczyński.

Dodał, że inwestycje w technologię i organizację pracy „nakręcają” rozwój gospodarczym.

Kolejnym elementem, który nakręca rozwój gospodarczy jest popyt i ten popyt też chcemy budować — podkreślił prezes PiS.

Mówił też, że trzeba „obudzić” kapitał przedsiębiorstw dla „polskiego rozwoju” jednocześnie tworząc jak najlepsze warunki dla polskich przedsiębiorców.

Prezes PiS przekonywał, że potrzebne są wielkie inwestycje organizowane przez państwo.

Ich symbolem może być Centralny Port Komunikacyjny, czyli ogromne lotnisko połączone z kolejami, z węzłami autostradowymi — mówił. Zaznaczył, że jego budowa niedaleko Warszawy jest już planowana.

Kaczyński zaznaczył jednocześnie, że dużych przedsięwzięć jest o wiele więcej. Wymienił m.in. wielkie inwestycje dotyczące gospodarki morskiej.

Sto tysięcy miejsc pracy w gospodarce morskiej to są dalsze dziesiątki, nawet setki tysięcy miejsc pracy w innych częściach kraju — zaznaczył. Wspomniał również o innych inwestycjach, odnoszących się do konkretnych zakładów pracy, np. do budowy elektrowni, rozbudowy przemysłu chemicznego i petrochemicznego.

Jest tu cały wielki plan, całe wielkie przedsięwzięcie, które ma także wspierać rozwój gospodarczy, chociaż chcę mocno podkreślić: to nie oznacza żadnej etatyzacji naszej gospodarki, czyli jej ponownego upaństwowienia — przekonywał lider PiS.

My chcemy gospodarki prywatnej, bo całe doświadczenie ludzkości pokazuje, że tylko taka się naprawdę sprawdza. I my ją będziemy podtrzymywać — zadeklarował.

My chcemy, żeby Polska była krajem ludzi przedsiębiorczych, ale to nie oznacza, żeby państwo miało zrezygnować z tych dziedzin aktywności, gdzie polski - jeszcze ciągle niewielki kapitał - nie jest w stanie tego zrobić — podkreślił Kaczyński.

Prezes PiS przekonywał w czwartek w Częstochowie, że wygranie wyborów pozwoliłoby PiS „budować naprawdę piękną przyszłość”. Zaznaczył, że Częstochowa jest miejscem szczególnie symbolicznym, a jednym z symbolicznych wydarzeń jej obrona przed Szwedami.

Kiedy prowadzono tę obronę, to z jednej strony używano siły, broni, ale z drugiej strony używano też głowy. (…) To było połączenie czynu i myśli, pewnej nawet przebiegłości, i to przyniosło właśnie dobry rezultat — ocenił.

Przekonywał, że „fundamentem wszelkich działań społecznych, fundamentem całego porządku społecznego jest sfera duchowa. Inaczej sądzą marksiści, materialiści. (…) Ale po to, aby sfera duchowa mogła trwać, mogła się rozwijać, musi być też odpowiednie wsparcie, musi rozwijać się także sfera materialna, musi rozwijać się ta sfera, która buduje dobrobyt społeczeństwa, buduje różne jego funkcje usługowe wobec jednostek i rodzin, i grup społecznych, która buduje tę pomyślność w najbardziej potocznym tego słowa znaczeniu” - zaznaczył prezes PiS.

Kaczyński ocenił, że PiS „w ciągu ostatnich 4 lat zdobyło, budując właśnie tę pomyślność, (…) wiarygodność, która jest fundamentem demokracji”.

Bez wiarygodnych zapowiedzi przed wyborami, bez ich realizacji, demokracja staje się czystą procedurą, która nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia, staje się po prostu rytuałem i staje się oszustwem— podkreślił.

My jesteśmy pierwszymi, którzy wykorzystali te 4 lata, żeby udowodnić, że polityka nie musi opierać się na oszustwie, że można wykonywać swoje zobowiązania — dodał.

Kaczyński przyznał, że sondaże są dobre dla Prawa i Sprawiedliwości, ale - jak zaznaczył - to nie sondaże wygrywają wybory.

Ja od dawna się interesuję polityką i pamiętam niejedne wybory. Nie w Polsce, ale gdzie indziej, gdzie sondaże tak, a wynik tak, zupełnie inaczej — dodał.

I dlatego proszę o pełną mobilizację — apelował.

Zaapelował do członków i sympatyków PiS, aby starali się przekonywać jak największą liczbę ludzi do głosowania na Prawo i Sprawiedliwość.

Pamiętajcie państwo - jeden głos może zdecydować o tym czy nasz kandydat zostanie posłem czy jakiś inny zostanie posłem i kto będzie miał przewagę w danym okręgu wyborczym. A tysiąc głosów może doprowadzić do tego, że jedna partia będzie miała większość w parlamencie, czyli Prawo i Sprawiedliwość, albo że nie będzie miała tej większości — przestrzegał Kaczyński.

Dlatego - przekonywał - ważny jest każdy głos.

Trzeba zabiegać o głosy, nawet w takich przygodnych rozmowach, już nie mówiąc o kręgu przyjaciół, znajomych, rodzinie, sąsiadach. Trzeba zabiegać, bo nawet jeżeli się zdobędzie tylko jednego człowieka, to też już jest duże osiągnięcie — powiedział lider PiS.

Prosił, aby o głosy dla Prawa i Sprawiedliwości walczyć do północy 11 października, do początku ciszy wyborczej.

Jeżeli nasz elektorat, który jest na pewno dzisiaj w Polsce dominujący, pójdzie do wyborów, nie uzna, że są już wygrane, to wtedy na pewno… I chciałbym tym słowem zakończyć to wystąpienie. Jakie to słowo? Zwyciężymy — powiedział prezes PiS. „Zwyciężymy, zwyciężymy” - skandowali zebrani na sali członkowie i sympatycy PiS.

Prezes PiS mówił, że rozsądną politykę gospodarczą jest w stanie w Polsce prowadzić jedna formacja i jest nią Prawo i Sprawiedliwość.

Ja prowadzę kampanię pozytywną, rzadko mówię o naszych przeciwnikach, chociaż można by mówić o nich bardzo długo— zaznaczył.

Ale tutaj muszę jednak powiedzieć, że alternatywy nie ma, dlatego że nasi przeciwnicy ani nie potrafią - co już udowodnili wielokrotnie - ani nie chcą, ani nie mogą— przekonywał Kaczyński.

Musieliby się całkowicie zmienić, musieliby zacząć traktować władzę poważnie, a nie jako zabawę, jako haratanie w gałę, palenie cygar i picie dobrego wina— ocenił.

Musieliby zerwać różne wewnętrzne i międzynarodowe związki i musieliby jeszcze do tego uznać, że mają do czynienia w Polsce z obywatelami a nie z ludnością— stwierdził prezes PiS.

Dlatego - jak przekonywał prezes PiS - wybór 13 października jest tak ważny.

Bo z jednej strony rysuje się naprawdę optymistyczny obraz rozwoju naszego kraju (…) i odparcia tej fatalnej ofensywy LGBT i tych wszystkich innych, bardzo dziwnych pomysłów, a z drugiej strony mamy niebezpieczeństwo, bardzo poważne, że (…) jeśli oni wygrają wybory, to będzie dużo gorzej niż było— przekonywał Kaczyński.

2019-10-04 08:31

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kaczyński dla PAP: rekonstrukcja rządu we wrześniu lub na początku października

2020-08-05 07:17

[ TEMATY ]

Kaczyński Jarosław

Fot. wybierzpis.pl

Rekonstrukcja rząd odbędzie się we wrześniu lub najdalej na początku października; plan zakłada zmniejszenie liczby resortów do 12; liczę, że negocjacje umowy koalicyjnej w ramach Zjednoczonej Prawicy w przyszłym miesiącu zakończą się sukcesem - mówił PAP lider PiS Jarosław Kaczyński.

PAP: Coraz mniej dni zostało do września, a więc do zapowiadanej rekonstrukcji rządu. Premier Mateusz Morawiecki w jednym z ostatnich wywiadów mówił, że celem rekonstrukcji jest przyśpieszenie działania, uproszczenie procesu decyzyjnego i zwiększenie skuteczności rządu. Czy już wiadomo kiedy miałoby do niej dokładnie dojść, jak miałaby wyglądać nowa struktura rządu?

Jarosław Kaczyński: Mogę mówić o pewnym planie, który byłby zrealizowany we wrześniu, być może ostatecznie na początku października. To jest plan, który obejmuje daleko idące zmniejszenie liczby ministerstw. Połączenie różnych działów, tak żeby ich nadzorcą był jeden minister.

Chodzi o to, aby nie było tak jak jest dzisiaj, że pewne decyzji odnoszące się np. do spraw ochrony środowiska są w trzech różnych ministerstwach, bo to do niczego dobrego nie prowadzi.

Takie łączenie przyniesie też pewne oszczędności, ale nie jest to najważniejsze, bo to nie będą jakieś wielkie oszczędności. Najważniejsze jest to, że procesy decyzyjne będą przebiegać szybciej i bardziej sprawnie. Na to właśnie liczymy.

Po zmianie będzie to rząd łatwiejszy do kierowania jako całość. Jednocześnie będzie to rząd, w ramach którego poszczególne ministerstwa mając tak duże możliwości decyzyjne będą mogły zarówno podejmować decyzje odpowiednio szybko, sprawnie i merytorycznie, ale także będą za nie odpowiadać.

Dzisiaj ta odpowiedzialność jest często bardzo rozmyta. Co do szczegółów nie chcę się wypowiadać, bo to są kwestie jeszcze uzgadniane. Jedno jest w tej chwili pewne, że rekonstrukcja nie obejmie stanowiska premiera, którym pozostanie Mateusz Morawiecki.

Mówi pan o daleko idącym zmniejszeniu liczby ministerstw. Plan zakłada, że ile ich będzie?

J.K.: Nie będę się w tej chwili upierał przy jakiejś liczbie, z tym że ona by na pewno oscylowała wokół 12. Ten najbardziej radykalny plan mówi o nawet 11 ministerstwach, ale nie sądzę, że to się uda. Klasyczne ministerstwa takie jak spraw zagranicznych, obrony, spraw wewnętrznych czy sprawiedliwości oczywiście pozostaną.

Media spekulują, że miałby powstać +super resort+ w skład którego miałoby wejść kilka dotychczasowych ministerstw, a kierować miałby nim wicepremier Piotr Gliński.

J.K.: Zobaczymy jak to będzie. Uważam, że to jest wyjście, które byłoby najbardziej obiecujące, ale w żadnym wypadku nie można tego traktować jako jakiejś już podjętej decyzji.

Zmiany w rządzie wiążą się z renegocjacją umowy koalicyjnej w ramach Zjednoczonej Prawicy. Na jakim etapie są obecnie negocjacje?

J.K.: Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, jest to proces niełatwy. Ale mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu skończy się on sukcesem.

Koalicjanci z Solidarnej Polski i Porozumienia otrzymają po jednym resorcie?

J.K.: Przy takiej liczbie ministerstw, to po prostu wynika ze zwykłej arytmetyki, i to tak traktowanej bardzo - można powiedzieć - szczodrze dla naszych koalicjantów.

Czyli okres wakacyjny w pracy.

J.K.: Do tej pory nie byłem na żadnym urlopie, ale mam nadzieję, że jednak jakąś chwilę znajdę. Czy to się jednak uda, zobaczymy.

Podczas kampanii prezydenckiej zarówno prezydent Andrzej Duda, jak i premier Mateusz Morawiecki akcentowali konieczność dużych inwestycji, które miałyby pobudzić gospodarkę i tworzyć nowe miejsca pracy. Czy w ten plan wpisują się również działania największych spółek Skarbu Państwa, np. Orlenu, który po przejęciu Energi, planowanej fuzji z Lotosem chce też przejąć PGNiG?

J.K.: To jest dzisiaj kwestia o ogromnym, priorytetowym znaczeniu. Jestem bardzo wdzięczny prezesowi Danielowi Obajtkowi za to, że to tak wszystko energicznie prowadzi. Zdecydowanie i jednoznacznie wspieram te działania.

Uważam, że są one bardzo potrzebne. Wpisują się w to wszystko, co ma służyć rozwojowi polskiej gospodarki, a także jej umacnianiu w sferze międzynarodowej. Chodzi o tworzenie podmiotów, a w tym wypadku największego podmiotu, który będzie miał możliwość wejścia w takie dziedziny jak energetyka, a z drugiej strony także zmiany w znacznej mierze profilu produkcyjnego w sferze chemii. Po prostu dlatego, że nasza przyszłość – jak wszystko na to wskazuje – to są samochody elektryczne, być może także napędzane wodorem, przy spadającym w dalszym okresie zapotrzebowaniu na benzynę. Wobec tego trzeba po prostu myśleć o głębszej przeróbce, o petrochemii sensu stricto i w tym kierunku to wszystko będzie szło.

W ostatnich dniach pojawiły się sugestie, że zmianie mógłby ulec sposób realizacji programu 500plus – zamiast przelewu środków na konto, "wypłata" w formie bonu. Czy taki pomysł jest rozważany wewnątrz Zjednoczonej Prawicy?

J.K.: Nie jest brany pod uwagę. To jest chyba po prostu zła interpretacja wypowiedzi pani premier Jadwigi Emilewicz. Skądinąd rozmawiałem z nią nawet dzisiaj i nie ma nawet cienia tego rodzaju planów. To jest jakieś wielkie nieporozumienie lub fake news.

W czwartek podczas Zgromadzenia Narodowego zostanie zaprzysiężony na II kadencję prezydent Andrzej Duda. Według zapowiedzi na uroczystości nie pojawi się m.in. kontrkandydat prezydenta Rafał Trzaskowski i wielu innych polityków związanych z opozycją. Ponadto np. posłanka Koalicji Obywatelskiej Kamila Gasiku-Pihowicz stwierdziła, że po pseudodemokratycznych wyborach uznanych za ważne przez pseudosędziów SN, będziemy mieli pseudoprezydenta. Jak pan to skomentuje?

J.K.: To stara taktyka naszych przeciwników, którzy po prostu nie uznają wyników wyborczych, nie uznają podstawowych mechanizmów demokratycznych, bo ich zdaniem demokracja jest tylko wtedy kiedy oni rządzą. Do tego się to sprowadza.

Jeśli chodzi o pseudo sędziów, to ja każdemu kto o tym mówi radzę lekturę zapisów rozmów Sławomira Neumanna, bo to jest znakomity opis tego, jak to naprawdę w Polsce jest z sądami, kto rzeczywiście jest pseudo sędzią. Bo ci którzy - według zapewnień tego pana – mieli zawsze roztaczać parasol ochronny nad ludźmi Platformy Obywatelskiej, to są rzeczywiście pseudosędziowie. I my niestety widzimy, że takich w polskim wymiarze sprawiedliwości nie brakuje. Ilu ich jest? Trudno nam powiedzieć, ale na pewno nie jest to grupa jakaś niewielka, marginalna.

Natomiast jeśli chodzi o nieobecności na zaprzysiężeniu, to oczywiście takiego obowiązku nie mają. Zdarza się jednak, że próbuje się to usprawiedliwiać moją nieobecnością w 2010 r. na zaprzysiężeniu Bronisława Komorowskiego. Przypomnę jednak, że w 2010 r. mieliśmy tragedię smoleńską i cały ciąg niebywałych, skandalicznych zachowań wobec tych którzy wtedy zginęli, wobec tych, którzy chcieli czcić ich pamięć. W tym wszystkim pewną, ale bardzo mało chwalebną rolę odegrał także pan Komorowski. W związku z tym moja nieobecność z tego wynikała.

Nigdy jednak nie kwestionowałem wyników tamtych wyborów. Pogratulowałem zwycięstwa Komorowskiemu już w noc wyborczą, kiedy nawet do końca nie były obliczone wyniki wyborów. (PAP)

Autor: Rafał Białkowski

CZYTAJ DALEJ

Od 25 lat chodzi z krzyżem po Polsce i Europie, wcześniej był rolnikiem

2020-08-07 11:48

[ TEMATY ]

pielgrzymka

krzyż

pokuta

Pielgrzymka 2020

facebook.com/NowinyGliwickie

Pan Mieczysław pochodzi spod Elbląga, ma prawie 70 lat i od 25 lat chodzi z krzyżem po Polsce jak i całej Europie. Najdalej był w Paryżu. Jak sam o sobie mówi: Nawróciłem się. Chcę ludziom przybliżyć Jezusa, chcę im przekazać, żeby strzegli się grzechu, że człowiek, który przesiąknie grzechem jest stracony, ale może się zawsze od niego uwolnić – czytamy w Dzienniku Elbląskim.

Pielgrzym, który wcześniej był rolnikiem chodzi ubrany w pokutną szatę, na barkach niesie drewniany krzyż, a na plecach niewielkich rozmiarów plecak, w którym jak mówi nosi ze sobą swój nocleg. Ma śpiwór, bieliznę, folię przeciwdeszczową. Dużą uwagę przywiązuje do pism ewangelizacyjnych, którymi może pomagać innym.

 — Jezus daje mi znaki. Czasem w drodze dzieją się cuda, to daje mi wiarę w sens tej pielgrzymki — mówi p. Mieczysław w Dzienniku Elbląskim.

Spotyka przyjaciół krzyża, ale są też i jego wrogowie, którzy krzyczą „do tartaku idziesz z tym drzewem?” — I takich trzeba wysłuchać — podsumowuje z uśmiechem pan Mieczysław.

Pan Mieczysław swoje pielgrzymowanie finansuje z własnej emerytury, czasem dostaje od ludzi także drobne datki i wsparcie.

- Moje ciało jest niczym, a ja tylko imieniem - bez Boga nie byłoby mnie, to niesamowite, jak wypełnia moje ciało i pozwala mu żyć – mówi pokutnik.

— Nawróciłem się. Chcę ludziom przybliżyć Jezusa, chcę im przekazać, żeby strzegli się grzechu, że człowiek, który przesiąknie grzechem jest stracony, ale może się zawsze od niego uwolnić.

— Piłem, żyłem w grzechu. Było źle. Wtedy przyszedł do mnie Pan Jezus i zrozumiałem, że tak dalej być nie może. Bóg mnie uzdrowił i poczułem się zobowiązany, by głosić ludziom Jego imię — czytamy w Dzienniku Elbląskim.

Przeczytaj także: 27-latek idzie z krzyżem przez Polskę. Modli się o nawrócenie narodu

- Pana Mieczysława z krzyżem i różańcem w ręku, ubranego niczym ksiądz Robak, zauważyłem na ulicy 31 Stycznia. Szedł od skrzyżowania w stronę starostwa. Zanim zawróciłem i zostawiłem samochód na parkingu zdążył wejść do sklepu spożywczego. Jednak wiedziałem, gdzie jest. Pod sklepem zostawił oparty o ścianę duży drewniany krzyż. – Dzień dobry – powiedziałem, gdy wyszedł z drobnymi zakupami spożywczymi – czytamy na portalu chojnice.com opis jednego ze spotykających go ludzi.

Dokąd zmierza? Kogo spotyka? – Nie wiem dokąd idę, o tym czasami decyduje ułamek chwili, jakaś rozmowa – mówi pan Mieczysław. Uważa, że w życiu nie ma nic bez sensu, że wszystko dzieje się po coś. Ludzie, których niby przypadkiem spotyka i którym pomaga, są mu przeznaczeni. Chociażby jeden z rozmówców, który pomylił wagony i zamiast do 12 przyszedł do 15. I już został, bo wciągnął się w rozmowę z panem Mieczysławem i poczuł ulgę, gdy wydusił z siebie swoje problemy.

Pan Mieczysław w miejscowościach które odwiedza szuka kościołów w których może się pomodlić. Nie narzuca się przechodniom, nie wciska nic na siłę. Czeka aż ktoś sam podejdzie, zacznie rozmowę. Dzieli się swoim świadectwem wiary, przekazuje to, co ma najcenniejsze.

 – Wiele razy poczułem, że to co robię ma sens, bo ludzie nawracali się, wracali do Kościoła po wielu latach rozłąki z Bogiem – wyznaje p. Mieczysław.

Pan Mieczysław spotkał się w ostatnich dniach z Michałem, który w te wakacje przemierza Polskę z 3m. krzyżem na plecach.

facebook.com/PanstwoBoze

Przeczytaj także: 27-latek idący z krzyżem przez całą Polskę dotarł na Giewont!
CZYTAJ DALEJ

MSW potwierdziło śmierć demonstranta; ranni na stacji metra Puszkińska

2020-08-11 08:14

PAP

Podczas protestów w Mińsku zginął mężczyzna, który - zdaniem białoruskiego MSW - usiłował odpalić ładunek wybuchowy. W poniedziałek w stolicy Białorusi doszło do starć z milicją, na ulice wyszły też wojska wewnętrzne. Są ranni - m.in. przy metrze Puszkińska.

"Do zdarzenia (śmierci demonstranta) doszło ok. godz. 23:00 w centrum, na ulicy Prytyckaha, gdzie tłum usiłował zablokować ruch uliczny, tworząc prowizoryczne barykady" - podano w komunikacie.

Na miejscu był oddział specnazu, który przybył, by odblokować plac i rozproszyć tłum.

Media niezależne na bieżąco informują o tym, gdzie spontanicznie gromadzą się ludzie i gdzie rozpoczynają się interwencje OMON-u. Przy metrze Puszkińska, gdzie doszło do poważnych starć z policją, było 14 rannych - poinformowali niezależni blogerzy. OMON był także przy galerii handlowej Ryga (ulica Surhanawa), gdzie protestujący zbudowali barykady, za którymi schronili się przed naporem funkcjonariuszy struktur siłowych.

"OMON rozpędził ludzi, zburzył barykady, ale ci znowu zaczęli się zbierać" – powiedział PAP uczestnik tamtejszych wydarzeń Anton.

Rozproszono ludzi stojących przy metrze Uschod, a kilka kilometrów dalej korespondentka PAP widziała kompanię wojsk wewnętrznych uzbrojonych w karabiny maszynowe.

Nie potwierdziła się podana wcześniej informacja o kolumnie demonstrantów, zmierzających do budynku telewizji na ulicy Makajonka. Budynek telewizji po północy był otoczony przez kordon OMON-u, ale oprócz niewielkich grupek młodzieży w pobliżu nie było żadnych innych ludzi.

Siły specjalne milicji stosowały granaty hukowe, gaz łzawiący i armatki wodne. Milicjanci ścigali demonstrantów uciekających na okoliczne podwórka. W internecie – działającym mimo blokady – pojawiały się informacje z kodami wejścia do poszczególnych klatek schodowych – by można było uniknąć zatrzymania.

W poniedziałek protesty rozlały się po mieście, pomimo tego, że struktury siłowe zamknęły szczelnie wszystkie drogi prowadzące do centrum. Ok. godz. 19 rozpoczęły się zatrzymania, w tym przypadkowych osób.

Poniedziałek był drugim dniem protestów i zatrzymań na Białorusi po niedzielnych wyborach prezydenckich na Białorusi. Demonstracje rozpoczęły się po niedzielnych wyborach prezydenckich, które - według oficjalnych wyników - wygrał prezydent Alaksandr Łukaszenka. Niezależni obserwatorzy twierdzą, że w czasie wyborów dochodziło do licznych nieprawidłowości, a frekwencja w lokalach wyborczych była zawyżana.

Poniedziałkowe protesty w Mińsku koncentrowały się w trzech miejscach: przy stacji metra Puszkińska, przed centrum handlowym Ryga i na ulicy Kalwaryjskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję