Reklama

Aktualności

Franciszek do biskupów Madagaskaru: bądźcie siewcami pokoju i nadziei

„Jesteśmy wezwani do rozsypywania ziaren wiary i nadziei na tej ziemi” – powiedział Ojciec Święty spotykając się z biskupami Madagaskaru w katedrze Andohalo w Antananarywie.

[ TEMATY ]

Franciszek

Madagaskar

www.papafranciscoencolombia.co

Papież przypomniał, że tematem tej wizyty słowa: „Siewca pokoju i nadziei”, który może dobrze odzwierciedlać misję powierzoną biskupom. „My, biskupi, na obraz Siewcy, jesteśmy wezwani do rozsypywania ziaren wiary i nadziei na tej ziemi” – powiedział Franciszek. Zachęcił hierarchów do poznawania problemów współczesnego człowieka i wypowiadania się na temat wydarzeń, które interesują obywateli. Podkreślił konieczność owocnej współpracy z władzami państwowymi i społeczeństwem obywatelskim w poszukiwaniu dobra wspólnego. „Obrona osoby ludzkiej stanowi inny wymiar naszego obowiązku duszpasterskiego”- stwierdził Ojciec Święty, zachęcając, by jako pierwsi głosić Ewangelię ubogim. Wskazał na „szczególny obowiązek solidarności i ochrony wobec ubogich, usuniętych na margines i maluczkich, dzieci i osób najbardziej narażonych, ofiar wykorzystania i nadużyć”.

Franciszek zachęcił biskupów do szczególnej bliskości względem swych kapłanów, dodając im otuchy i wspierając w drodze, zwłaszcza gdy przeżywają chwilę trudności. Podkreślił szczególny obowiązek troski o autentyczność powołań do życia konsekrowanego i do kapłaństwa, które są przede wszystkim powołaniami do świętości. Papież zaznaczył, że do obowiązków biskupów należy też ludzi świeckich, powołanych do apostolstwa.

Reklama

Ojciec Święty zaapelował do biskupów o dbałość o dialog braterski między sobą a także biskupami regionu Oceanu Indyjskiego. „Podobieństwo wyzwań duszpasterskich, takich jak ochrona środowiska w duchu chrześcijańskim lub problem imigracji, wymaga wspólnych refleksji i zharmonizowania działań na dużą skalę w celu skutecznego podejścia” - powiedział.

Franciszek poprosił biskupów o przekazanie pozdrowień kapłanom, zakonnikom i zakonnicom chorym i dotkniętych starością. Wskazując na dwie niewiasty - błogosławioną Wiktorię Rasoamanarivo, przede wszystkim Maryję Pannę papież zachęcił pasterzy do poszerzania swego serca i okazywania współczucia zapomnianym na ziemi.


Publikujemy tekst papieskiego przemówienia.

Reklama

Publikujemy pełny tekst papieskiego przemówienia.

Dziękuję, księże kardynale za twoje słowa powitania wypowiedziane w imieniu wszystkich braci. Jestem również wdzięczny, że tymi słowami chciałeś ukazać, jak rozwija się misja, którą postanawiamy żyć pośród sprzeczności: bogata ziemia i dużo ubóstwa; kultura i mądrość odziedziczona po przodkach, sprawiające, że doceniamy życie i godność osoby ludzkiej, ale także stwierdzenie nierówności i korupcji. W tych okolicznościach zadanie pasterza jest trudne. Podobnie z nierównościami: pasterz podejmuje ryzyko pójścia w jedną stronę i pozostawienie innych. A także z korupcją: nie mówię, że pasterz staje się człowiekiem skorumpowanym, ale istnieje niebezpieczeństwo… „Uczynię to dzieło, i kolejne…” i zostanę aferzystą; lub dokonam tej wymiany, drugiej, tej kolejnej ... i ostatecznie ten dobry pasterz okazuje się zbrukany korupcją. To się dzieje, tak się dzieje. Takie rzeczy mają miejsce na świecie. Miejcie oczy otwarte!

„Siewca pokoju i nadziei” to temat wybrany na tę wizytę, który może być odzwierciedleniem powierzonej nam misji. Istotnie jesteśmy siewcami, a ten, kto sieje, czyni to w nadziei. Czyni to, licząc na swój wysiłek i swoje zaangażowanie osobiste, ale wiedząc, że istnieje wiele czynników, które muszą współdziałać, aby ziarno wykiełkowało, wzrosło, stało się kłosem i wreszcie obfitym żniwem. Siewca zmęczony i zmartwiony nie poddaje się. Słowo to musi nam zawsze towarzyszyć, zarówno w życiu czynnym, jak i kontemplacyjnym, jak widzieliśmy dzisiaj [podczas spotkaniu z zakonnicami klauzurowymi]: bądźcie odważni, bądź człowiekiem odważnym. Odwaga. Siewca zmęczony i zmartwiony nie zniechęca się, a tym bardziej nie pali swojego pola, gdy coś pójdzie nie tak... Potrafi czekać, ufa; bierze na siebie rozczarowanie nasieniem, ale nigdy nie przestaje miłować tego pola powierzonego jego opiece. Nawet jeśli ma pokusę, nie ucieka, by powierzyć je komuś innemu.

Siewca zna swoją glebę, „dotyka” jej, „czuje” ją i przygotowuje, aby mogła wydać z siebie to, co najlepsze. My, biskupi, na obraz Siewcy, jesteśmy wezwani do rozsypywania ziaren wiary i nadziei na tej ziemi. W tym celu musimy rozwinąć ten „węch”, który pozwoli nam lepiej ją poznać, a także odkryć to, co zagraża, przeszkadza lub niszczy ziarna. Nos pasterza. Pasterz może być bardzo inteligentny, posiadać tytuły akademickie, brać udział w wielu międzynarodowych kongresach, wiedzieć wszystko, przestudiować wszystko, nawet być dobrym człowiekiem, dobrą osobą, ale jeśli nie będzie miał nosa, nigdy nie będzie dobrym pastorem. Węch. Dlatego właśnie „pasterze, korzystając ze zdobyczy różnych nauk, mają prawo wydawać opinię na temat wszystkiego, co dotyczy życia osób, ponieważ zadanie ewangelizacji zakłada i wymaga integralnej promocji każdego człowieka. Nie można już twierdzić, że religia powinna się ograniczać do sfery prywatnej i że istnieje tylko po to, by przygotować dusze do nieba. Oto prawda pozostawiona przez neoliberalne Oświecenie: działali także dla ludu, tak, wszystko dla ludu, ale nic z ludem! Bez relacji z ludem, bez nosa ... Natomiast prawdziwy pasterz jest pośród ludu, zanurzony wśród ludzi, w miłości swego ludu, ponieważ go rozumie. Wiemy, że Bóg pragnie szczęścia swoich dzieci także na tej ziemi, chociaż powołane są do wiecznej pełni, ponieważ stworzył On wszystko «do użytkowania» (1 Tym 6, 17), aby wszyscy mogli z tego korzystać. Stąd nawrócenie chrześcijańskie domaga się, byśmy rozważyli ponownie «w pierwszym rzędzie to, co dotyczy ładu społecznego i realizacji dobra wspólnego». W rezultacie nikt nie może od nas domagać się, abyśmy usuwali religię w przestrzeń tajemniczego wnętrza osób bez żadnego jej wpływu na życie społeczne i narodowe, nie przejmując się kondycją instytucji społeczeństwa świeckiego, nie wypowiadając się na temat wydarzeń, które interesują obywateli” (Adhort. apost. Evangelii gaudium, 182–183). Pasterz pośród ludu. Pasterz, który potrafi słuchać języka ludu. Pasterz namaszczony przez lud, któremu służy, którego jest sługą.

Wiem, że istnieje wiele powodów do niepokojów, i że między innymi nosicie w waszych sercach odpowiedzialność, by czuwać nad godnością waszych braci, domagających się budowy państwa coraz bardziej zjednoczonego i dostatniego, posiadającego solidne i stabilne instytucje. Czyż pasterz godny tego imienia może być obojętny na wyzwania stojące przed swymi współobywatelami wszystkich kategorii społecznych, niezależnie od ich przynależności religijnej? Czy pasterz na wzór Jezusa może być obojętny na życie powierzonych mu osób?

Wymiar proroczy związany z misją Kościoła wymaga zawsze i wszędzie rozeznania, które na ogół nie jest łatwe. W związku z tym stałym wyzwaniem jest dojrzała i niezależna współpraca między Kościołem a państwem, ponieważ groźba zmowy nigdy nie jest daleka, zwłaszcza jeśli zatracimy „ewangeliczny pazur”. Słuchając zawsze tego, co mówi Duch do Kościołów (por. Ap 2,7), będziemy mogli uciec od pułapek i wyzwolić zaczyn Ewangelii, w celu owocnej współpracy ze społeczeństwem obywatelskim w poszukiwaniu dobra wspólnego. Cechą charakterystyczną tego rozeznania będzie to, że głoszenie Ewangelii obejmie troskę o wszystkie formy ubóstwa: nie tylko „o zapewnienie wszystkim pokarmu lub «godnego utrzymania», ale żeby cieszyli się «dobrobytem, nie wyłączając żadnego dobra». Zakłada to edukację, dostęp do opieki zdrowotnej, a zwłaszcza pracę, ponieważ to w pracy wolnej, kreatywnej, zakładającej uczestnictwo i solidarnej, człowiek wyraża i powiększa godność swojego życia. Sprawiedliwy zarobek pozwala na odpowiedni dostęp do innych dóbr przeznaczonych do wspólnego użytku” (Adhort. apost. Evangelii gaudium, 192).

Obrona osoby ludzkiej stanowi inny wymiar naszego obowiązku duszpasterskiego. By być pasterzami według serca Bożego, musimy być pierwszymi w decyzji głoszenia Ewangelii ubogim: „Nie powinno być wątpliwości ani tłumaczeń osłabiających to tak jasne przesłanie. Dzisiaj i zawsze «ubodzy są uprzywilejowanymi adresatami Ewangelii», a ewangelizacja skierowana do nich bezinteresownie jest znakiem Królestwa, które Jezus przyszedł przynieść. Należy stwierdzić bez zbędnych słów, jak nauczają biskupi północno-wschodnich Indii, że «istnieje nierozerwalna więź między naszą wiarą i ubogimi». Nie pozostawmy ich nigdy samych” (tamże, 48). Innymi słowy, mamy szczególny obowiązek solidarności i ochrony wobec ubogich, usuniętych na margines i maluczkich, dzieci i osób najbardziej narażonych, ofiar wykorzystania i nadużyć, ofiar dzisiejszej kultury odrzucenia. Dzisiaj światowość doprowadziła nas do włączania w programy społeczne, programy rozwojowe odrzucenia jako możliwości: odrzucenia tych, którzy mają się narodzić, i odrzucenia tych, którzy mają umrzeć, aby przyspieszyć ich odejście.

To ogromne pole jest nie tylko oczyszczane i użyźniane duchem prorockim, ale oczekuje także nasienia rzuconego w ziemię z chrześcijańską cierpliwością, będąc między innymi świadomymi, że nie mamy ani kontroli ani odpowiedzialności za cały proces. Pasterz, który sieje, unika kontrolowania wszystkiego. Tak nie można. Pasterz każdego dnia nie kopie w ziemi, by zobaczyć jako rośnie ziarno. Pasterz unika kontrolowania wszystkiego – pasterze-kontrolerzy nie pozwalają wzrastać - stwarza klimat i przestrzeń dla inicjatyw, pozwala wzrastać w różnych okresach czasu – nie wszyscy mają równe tempo rozwoju i nie dąży do jednolitości; jednolitość nie jest życiem. Życie jest zróżnicowane, każdy ma swój sposób bycia, swój sposób wzrastania, własny sposób bycia osobą. Jednolitość nie jest drogą chrześcijańską. Prawdziwy pasterz nie żąda więcej niż powinien, ani też nie gardzi pozornie szczuplejszymi efektami. „Tym razem poszło tak ... ale idźmy spokojnie dalej! Innym razem będzie lepiej”. Umie zawsze przyjmować rezultaty takie, jakimi są. Pozwólcie, że wam powiem, jaki obraz przychodzi mi na myśl, gdy myślę o życiu pasterza. Pasterz musi brać życie tam, skąd ono pochodzi, z rezultatami, jakie wypływają. Pasterz jest jak bramkarz drużyny futbolowej: łapie piłkę z miejsca, z którego ją strzelają. Wie, jak się poruszać, jak przyjmować rzeczywistość taką, jaka jest. I później poprawić sprawy, ale w danej chwili bierze życia takim, jakie jest. To jest miłość pasterza. Mówi ona o wierności Ewangelii, która czyni nas także pasterzami bliskimi ludowi Bożemu, poczynając od naszych braci kapłanów, będących naszymi najbliższymi braćmi, którzy powinni uzyskać od nas szczególną troskę.

Pasterz musi być blisko Boga, swoich kapłanów, blisko ludu. Trzy bliskości pasterza. Blisko do Boga w modlitwie. Nie zapominajmy, że kiedy Apostołowie „wymyślili” diakonów - wielokrotnie to powtarzałem - Piotr, wyjaśniając ten nowy wynalazek diakonów, mówi: „My zaś [Apostołowie] oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa” (Dz 6,4). Pierwszym zadaniem pasterza jest modlitwa. Niech każdy z was zadaje sobie pytanie: czy się modlę? jak długo? w jaki sposób? Bliskość Boga, bliskość kapłanów: kapłani są najbliżsi biskupowi. „Zadzwoniłem do biskupa, sekretarz odebrał telefon i powiedział mi, że przez trzy miesiące nie ma czasu na spotkanie”. Braterska rada: jeśli stwierdzisz, że w automatycznej sekretarce jest nieodebrane połączenie od twego księdza, to tego samego dnia, lub najpóźniej następnego do niego oddzwoń. Możesz nie mieć czasu, żeby go przyjąć, ale oddzwoń. Ten ksiądz będzie wiedział, że ma ojca! I trzecia bliskość: bliskość ludu. Pasterz, który oddala się od ludu, który traci woń ludu, kończy jako „Monsieur l'Abbé”, urzędnik dworski ... dworu papieskiego, ważny, ale zawsze w końcu dworu, a to nie jest potrzebne.

Jakiś czas temu podzieliłem się z biskupami włoskimi troską, aby nasi kapłani mogli znaleźć w swoim biskupie starszego brata i ojca, który dodaje im otuchy i wspiera w drodze (Przemówienie do Konferencji Episkopatu Włoch, 20 maja 2019 r.). To właśnie jest duchowe ojcostwo, które pobudza biskupa, aby nie zostawiał swoich kapłanów osieroconymi i które może „dotykać ręką” nie tylko w zdolności otwierania drzwi dla wszystkich kapłanów, ale także w zdolności wyruszenia na ich poszukiwanie, by im towarzyszyć, gdy przeżywają chwilę trudności.

W radościach i trudnościach związanych z posługą, , kapłani muszą zawsze znaleźć w was, drodzy biskupi, ojców, którzy zawsze są dostępni, umiejący dodawać otuchy i wspierać, potrafiących docenić wysiłki i towarzyszyć możliwemu rozwojowi. Sobór Watykański II odnośnie do tego dokonał specjalnej uwagi: „Szczególną miłością niech zawsze [biskupi] otaczają kapłanów, zwłaszcza że oni podejmują po części ich zadania i troski i spełniają je gorliwie z codzienną starannością. Dlatego niech się starają być zawsze gotowi, by ich wysłuchać, a poprzez pełen zaufania stosunek do nich, troszczyć się o pracę duszpasterską w całej diecezji” (Dekr. Christus Dominus, 16).

Zatroszczenie się o ziemię oznacza również cierpliwe oczekiwanie na procesy. Pasterz potrafi oczekiwać na proces. I podczas żniwa rolnik ocenia także jakość robotników. Narzuca to wam, jako pasterzom pilny obowiązek – mówię o jakości robotników - pilny obowiązek towarzyszenia i rozeznania, zwłaszcza w odniesieniu do powołań do życia konsekrowanego i do kapłaństwa. Ma to zasadnicze znaczenie dla zapewnienia autentyczności tych powołań. A w tym proszę bądźcie ostrożni. Nie dajcie się zwieść potrzebie i liczbie: „Potrzebujemy kapłanów, a ponieważ potrzebuję, przyjmuję powołania nie rozeznając”. Nie wiem, sądzę, że u was nie jest to bardzo powszechne, ponieważ macie powołania, a zatem macie pewną swobodę, aby iść powoli, rozeznając. Ale w niektórych krajach europejskich jest to godne ubolewania: brak powołań pobudza biskupa, by brać stąd, stamtąd, stamtąd, nie widząc życia takim, jakie jest; biorą ludzi „wydalonych” przez inne seminaria, „usuniętych” z życia zakonnego, których usunięto z powodu niemoralności lub ze względu na inne uchybienia. Proszę bądźcie ostrożni. Nie pozwólcie wilkowi wejść do stada. Żniwo jest wielkie, a Pan - który może jedynie pragnąć autentycznych robotników - nie daje się ograniczać w sposobach powoływania, zachęcania do wielkodusznego daru ze swego życia. Po wyborze, formacja kandydatów do kapłaństwa i życia konsekrowanego słusznie ma na celu zapewnienie dojrzewania i oczyszczenia intencji. W związku z tym, w duchu adhortacji apostolskiej Gaudete et exsultate, chciałbym podkreślić, że podstawowym powołaniem, bez którego inne nie mają racji bytu, jest powołanie do świętości i że ta „świętość jest najpiękniejszym obliczem Kościoła” (n. 9). Doceniam wasze wysiłki mające na celu zapewnienie formacji autentycznych i świętych robotników na obfite żniwo na niwie Pańskiej.

Ponadto chciałbym podkreślić postawę, która mi się nie podoba, ponieważ nie pochodzi ona od Boga: surowość. Dziś jest modne, nie wiem czy tutaj, ale gdzie indziej modne jest spotykanie osób surowych. Młodzi, surowi kapłani, którzy chcą zbawiać poprzez surowość, być może nie wiem, ale przyjmują postawę surowości a czasami – wybaczcie - z muzeum. Boją się wszystkiego, są surowi. Uważajcie i wiedzcie, że za każdą surowością kryją się poważne problemy.

Wysiłek ten musi rozciągnąć się także na rozległy świat laikatu. Również świeccy są posłani na żniwa, są wezwani do wzięcia udziału w połowach, do zarzucenia sieci i poświecenia czasu na „różnorodną działalność apostolską, tak w Kościele, jak i w świecie” (SOBÓR WATYKAŃSKI II, Dekr. Apostolicam actuositatem, 9). W całej swojej rozciągłości, swojej problematyce i przemianach świat stanowi specyficzną niwę apostolstwa, na której są oni powołani do hojnej i odpowiedzialnej pracy, wnosząc weń zaczyn Ewangelii. Dlatego chciałbym pogratulować wam wszystkich inicjatyw, które podejmujecie jako pasterze na rzecz formacji świeckich – dziękuję wam za to -, aby nie zostawiać ich samymi w misji bycia solą ziemi i światłem świata, żeby przyczynić się do przemiany społeczeństwa i Kościoła na Madagaskarze. I pamiętajcie, proszę was: nie klerykalizujcie osób świeckich. Świeccy są ludźmi świeckimi. W mojej poprzedniej diecezji słyszałem takie propozycje: „Księże biskupie, mam w parafii wspaniałą osobę świecką: działa, organizuje wszystko ... czy uczynimy go diakonem?”. Zostaw go tam, nie rujnuj mu życia, pozostaw go świeckim. A mówiąc o diakonach: diakoni często odczuwają pokusę klerykalizmu, czują się jak niedoszli prezbiterzy lub biskupi ... Nie! Diakon jest strażnikiem służby w Kościele. Nie trzymajcie diakonów na ołtarzu: niech wykonają pracę na zewnątrz, w służbie. Jeśli będą musieli iść na misję aby chrzcić, niech chrzczą: w porządku. Ale niech służą, a nie czynicie z nich niedoszłych kapłanów.

Drodzy bracia w biskupstwie, cała ta odpowiedzialność na polu Bożym musi rzucić nam wyzwanie, abyśmy mieli otwarte serce i umysły, aby odeprzeć krępujący nas lęk i przezwyciężyć pokusę izolacji: braterski dialog między wami – jest on ważny- , a także dzielenie się darami i współpraca między Kościołami partykularnymi regionu Oceanu Indyjskiego niech będą drogą nadziei. Dialog i nadzieja. Podobieństwo wyzwań duszpasterskich, takich jak ochrona środowiska w duchu chrześcijańskim lub problem imigracji, wymaga wspólnych refleksji i zharmonizowania działań na dużą skalę w celu skutecznego podejścia.

Wreszcie, za waszym pośrednictwem pragnę w sposób szczególny pozdrowić kapłanów, zakonników i zakonnice, którzy są chorzy lub dotknięci starością. Zostawiam każdemu z was pytanie: czy ich odwiedzam? Proszę was, abyście wyrazili im nie tylko moje uczucia i zapewnienia o modlitwie, ale także czule o nich się troszczyli i pocieszyli w tej pięknej misji orędownictwa.

Dwie niewiasty chronią tę katedrę: w kaplicy tu obok spoczywają szczątki błogosławionej Wiktorii Rasoamanarivo, która potrafiła czynić dobro, bronić i szerzyć wiarę w trudnych czasach oraz obraz Maryi Panny, która z otwartymi ramionami ku dolinie i wzgórzom zdaje się wszystko ogarniać. Prośmy je, aby zawsze poszerzały nasze serce, by nauczyły nas współczucia płynącego z łona matki, które kobieta i Bóg odczuwają w obliczu zapomnianych na ziemi, oraz aby pomogły nam zasiewać pokój i nadzieję.

I wam, jako znak mego serdecznego i wiernego wsparcia, udzielam błogosławieństwa, błogosławię was jako brat i tym błogosławieństwem obejmuję wasze diecezje.

Proszę was bardzo, nie zapomnijcie za mnie się modlić i zachęcać do modlitwy w mojej intencji!

2019-09-07 16:23

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Więźniowie nie mieli dokąd pójść, przygarnął ich Papież

2020-09-26 16:08

[ TEMATY ]

Franciszek

więźniowie

Ks. Tomasz Lubaś

Dzięki pomocy Papieża Franciszka i jego jałmużnika, w Rzymie powstał ośrodek, w którym więźniowie będą mogli odbywać resztę kary w warunkach aresztu domowego. Możliwość taka dają nowe rozporządzenia, które w obawie przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa, starają się ograniczyć liczbę więźniów w zakładach penitencjarnych. W praktyce z możliwości tej mogli dotychczas korzystać jedynie ludzie posiadający własny dom lub rodzinę. Inni nadal musieli pozostać w więzieniu. Dotyczy to w szczególności obcokrajowców, którzy stanowią 40 proc. więźniów w Rzymie.

Dom o nazwie „Rozpoczynamy na nowo” prowadzą wspólnie rzymska Caritas oraz kapelani więzienni Wiecznego Miasta. Lokale użyczyły siostry ze zgromadzenia Córek Chrystusa Króla, a koszty niemal w całości pokrywa papieski jałmużnik. „Jest to – powiedział podczas inauguracji kard. Konrad Krajewski – dom nadziei, który otwiera przed wami drzwi do świata. Wychodząc stąd na nowo możecie rozpocząć wasze życie”.

Ośrodek gwarantuje nie tylko dach nad głową i wyżywienie, ale również ma pomóc byłym więźniom w rozpoczęciu nowego życia – powiedział ks. Benoni Ambarus, dyrektor rzymskiej Caritas.

„Nie dajemy jedynie miejsca do spania i wyżywienia. Przyjęcie musi być całkowite, z uwzględnieniem wszystkich ludzkich potrzeb. Chodzi tu zatem o pomoc w wypracowaniu nowych planów na życie, towarzyszenie w powrocie do społeczeństwa, aby nasi podopieczni po zakończeniu kary czy aresztu domowego mogli być w pełni samowystarczalni. Jest to piękny gest ze strony Papieża. W kontekście tego wszystkiego, co się teraz dzieje, my w tym ośrodku namacalnie możemy poczuć miłość Papieża“ – powiedział Radiu Watykańskiemu dyrektor rzymskiej Caritas.

CZYTAJ DALEJ

Apokalipsa ks. Dolindo. Czasy ostateczne oczami wielkiego mistyka z Neapolu

2020-09-25 09:56

[ TEMATY ]

Pismo Święte

o. Dolindo

esprit.com.pl

„Apokalipsa ks. Dolindo. Czasy ostateczne oczami wielkiego mistyka z Neapolu” to nowość Wydawnictwa Esprit, przekazująca komentarze ks. Dolindo do ostatniej księgi Nowego Testamentu. Co najbardziej chciał nam przekazać autor słynnej modlitwy „Jezus, Ty się tym zajmij”?

Książka o sposobie komentowania Apokalipsy św. Jana, ostatniej i najtrudniejszej księgi Nowego Testamentu, odsłaniającej Boży sens historycznych wydarzeń, w których żyje Kościół i które będą miały wpływ na jego przyszłość, została napisana przez katolickiego dziennikarza, który na co dzień zajmuje się omawianiem w mediach aktualnych doniesień z kraju i ze świata.

Jan Paweł II uważał, że Kościół potrzebuje dziennikarzy, którzy będą potrafili odczytać sens zdarzeń w duchu wiary. Zresztą, nie chodzi tu tylko o dziennikarzy. Wybitny biblista Alfred Cholewiński SJ lubił powtarzać, że dzisiejszy chrześcijanin i głosiciel Ewangelii nie powinien nigdy wypuszczać z jednej ręki Pisma Świętego, a z drugiej gazety.

Był to obrazowy sposób powiedzenia, że Bóg jest Panem historii przemawiającym do nas przez konkretne wydarzenia. Potrzebujemy uważnego wsłuchania się w głos Biblii, by zrozumieć, że Bóg wciąż rozmawia z nami nie tylko przez starożytne teksty, lecz także przez aktualne dzieje świata oraz okoliczności życia. Wiedział o tym ks. Dolindo Ruotolo, który pozostawił nam trzydzieści trzy tomy komentarzy do całego Pisma Świętego, z których ostatni, napisany w 1944 roku, a wydany trzydzieści lat później, dotyczył Księgi Apokalipsy.

Grazia Ruotolo, żyjąca krewna ks. Dolindo i kustosz jego pamięci, podczas mojego pierwszego z nią spotkania w Neapolu powiedziała mi, że najgorętszym pragnieniem ks. Dolindo było to, by Biblia powróciła materialnie do rąk wszystkich katolików. Ksiądz Dolindo był w tym względzie absolutnym prekursorem Soboru Watykańskiego II, którego jednym z podstawowych postulatów było przywrócenie słowu Boga należnego mu centralnego miejsca w liturgii i życiu wiernych:

W księgach świętych Ojciec, który jest w niebie, spo­tyka się miłościwie ze swymi dziećmi i prowadzi z nimi rozmowę. Tak wielka zaś tkwi w słowie Bo­żym moc i potęga, że jest ono dla Kościoła podporą i siłą żywotną, a dla synów Kościoła utwierdzeniem wiary, pokarmem duszy oraz źródłem czystym stałym życia duchowego.

„Chrześcijaństwo jest religią słowa Bożego” – napisał Benedykt XVI w adhortacji Verbum Domini [nr 7] i dodał: „Realistą jest ten, kto w słowie Bożym rozpoznaje fundament wszystkiego” [nr 10]. Słowo Boga zawarte w Piśmie Świętym jest tak ważnym pokarmem duchowym dla chrześcijanina, iż, jak się wyraził papież Benedykt, niekorzystanie z tej łaski winno być wyznawane jako grzech na spowiedzi.

Apokalipsa jest podręcznikiem przetrwania dla synów i córek Bożych. Życie nasze przesuwa się po drukowanych stronicach Pisma Świętego. Nie są to jedynie litery, układające się w zwykłe, choćby najpiękniej brzmiące słowa, ale to Słowo Życia. Bóg przynagla: „Stań się czujnym i umocnij resztę, która miała umrzeć” [Ap 3, 2]. Apokalipsa jest księgą pocieszenia, ale i ostrzeżenia. Swój szczyt osiąga w Chrystusowym zapewnieniu: „Przyjdę niebawem” [Ap 22, 20].

Ta ostatnia księga Nowego Testamentu, choć obfituje w opisy wojen, gróźb ze strony Boga i zapowiedzi nieszczęść, jest przede wszystkim przesłaniem Apostoła Miłości, św. Jana, który podczas ostatniej wieczerzy spoczywał na piersi Jezusa i poznał z bliska bicie Jego serca. Spisana przezeń księga jest opowieścią o miłości Chrystusa do Kościoła, swej mistycznej Oblubienicy. Wizje w niej zawarte miały pocieszyć uczniów Zmartwychwstałego poddawanych próbom i prześladowaniom.

Znamienne, że owe „próby i prześladowania” Katechizm Kościoła katolickiego umieszcza w aktualnych czasach, ostrzegając:

Przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która zachwieje wiarą wie­ lu wierzących. Prześladowanie, które towarzyszy jego pielgrzymce przez ziemię, odsłoni „tajemnicę bezbożności” pod postacią oszukańczej religii, da­jącej ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy. Największym oszu­stwem religijnym jest oszustwo Antychrysta, czyli oszustwo pseudomesjanizmu, w którym człowiek uwielbia samego siebie zamiast Boga i Jego Mesja­ sza, który przyszedł w ciele [nr 675].

Świat liberalnej demokracji to świat zsekularyzowanego mesjanizmu. Wielu uważa, że zwycięstwo dobra nad złem dokona się w nim na drodze ewolucji bądź rewolucji opartych na wierze w człowieka, który potrafi zbawić sam siebie. „Dzieci, jest już ostatnia godzina” – woła św. Jan [1 J 2, 18]. Szatan wydaje się nie tylko uwolniony z łańcuchów, w które zakuto go po odkupieniu człowieka, lecz sprawia wręcz wrażenie posiadania pełni władzy nad tym światem.

_______________________

Artykuł zawiera fragmenty wstępu ks. Roberta Skrzypczaka do książki Jakuba Jawłowiczora "Apokalipsa ks. Dolindo. Czasy ostateczne oczami wielkiego mistyka z Neapolu", wyd. Esprit 2020. Zobacz więcej: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Na drodze do świętości

2020-09-26 22:24

[ TEMATY ]

Jasna Góra

św.Ojciec Pio

Grupy Modlitwy

Przeprośna Górka

Beata Pieczykura/Niedziela

Grupy Modlitwy św. Ojca Pio z całej Polski czuwają na modlitwie w dniach 26-27 września. Pierwsza część spotkania odbyła się na Górce Przeprośnej (Koronka do Bożego Miłosierdzia, Droga Krzyżowa, Różaniec, Msza św.). Teraz na Jasnej Górze trwa nocne czuwanie. Po Apelu Jasnogórskim pielgrzymi przeżywają konferencje i o godz. 24 Mszę św.

Spotkali się, aby pogłębić więź z Bogiem i realizować swoje powołanie. Pragną bowiem upodobnić się do Ukrzyżowanego przez miłosierdzie i modlitwę. Dlatego wpatrują się w św. Ojca Pio i pamiętają jego słowa: „Niech Serce Jezusa będzie centrum wszystkich twoich inspiracji”.

– Życie św. Ojca Pio było czytelnym znakiem obecności Boga w świecie – mówił ks. prał. Włodzimierz Kowalik, proboszcz bazyliki archikatedralnej Świętej Rodziny w Częstochowie, do członków Grup Modlitwy św. Ojca Pio 26 września w sanktuarium św. Ojca Pio na Górce Przeprośnej. Kapłan przewodniczył Mszy św. i wygłosił słowo Boże w miejscu, gdzie jest czczony święty stygmatyk. Przypomniał istotne rysy św. Ojca Pio na jego drodze do świętości, takie jak: modlitwa, pokora, przebaczenie, zgłębianie tajemnicy krzyża i cierpienia, umiłowanie Eucharystii i konfesjonału – miejsca leczenia dusz z ran grzechu, troska o zbawienie ludzi oraz świadczenie miłosierdzia. Kaznodzieja przypomniał, że święty kochał Maryję, a u kresu życia apelował: „Miłujcie Maryję, szerzcie miłość do Niej, odmawiajcie zawsze Różaniec”. Ks. prał. Kowalik zwrócił uwagę na cechy charakterystyczne grup modlitwy, którymi są miłosierdzie i modlitwa. Dlatego ich członkowie mają świadomość, że królestwo Boże buduje nieustanna, pokorna i oddana modlitwa, „modlitwa, która jest obecnością przed Panem, staje się też drogą, sposobem uprasza nawrócenia, uzdrawiania wnętrza ludzkiego”. Z modlitwy rodzą się potrzeba miłości i dobroci. Na zakończenie kaznodzieja pytał: – Co by powiedział dziś św. Ojciec Pio, czy tej modlitwy, fundamentu życia, jest wystarczająco dużo?

O. Eugeniusz Maria Lorek, kustosz sanktuarium św. Ojca Pio, zachęca pielgrzymów, by na wzór św. Ojca Pio rozważnie używali darów Bożych, charyzmatów. W tym duchy wyjaśnia: – Staramy się ukazać, że święty to nie ten, który nie ma problemów, ale ten, którego Bóg powołuje i umacnia do pokonywania trudności.

Mówią pielgrzymi

Członkowie grup jednogłośnie twierdzą, że św. Ojciec Pio pomaga im w życiu i jest bardzo skuteczny, o czym nie raz mogli się przekonać.

Danuta i Władysław z sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Kałkowie, który przybyli do sanktuarium św. Ojca Pio na Górce Przeprośnej, uważają, że „Ojciec Pio był tak dobry i kochany. I prowadzi nas. Idziemy jego drogą, drogą prawdy, miłości. To jest coś pięknego.

– Wielu z nas ufa i zawierza Miłości, która nas powołała do życia, zawierza troski, ufając, że może odwrócić zło i nauczyć miłości podobnej to tej, którą nasz Stworzyciel i Ojciec nas obdarza, i przekazywać ją dalej. Kiedy człowiek spojrzy na życiorys Ojca Pio, to zauważy trochę podobieństw. W jego życiu były takie chwile, kiedy przeżywał ciemne noce, wątpił, a część osób z naszej grupy jest po różnych przeżyciach, przejściach, pokiereszowanych przez życie, ale, jak to mówią, upaść siedem razy, a powstać osiem i tego mnie nauczył święty – powiedziała „Niedzieli” Aleksandra z parafii Chrystusa Króla w Gliwicach, której towarzyszyły Elżbieta i Barbara.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję