Znamy takich pasterzy, znamy takich kapłanów. Jeden z nich, Jan Paweł II w 2005 r. w Wielki Piątek opierał się na krzyżu, jak na pasterskiej lasce. Znamy pasterzy, którzy nie śpią, bo spowiadają, odwiedzają chorych, prowadzą wspólnoty, nie zamykają drzwi plebanii.
A przecież bardzo trudno jest być dobrym pasterzem. Tym, który idzie na czele owczarni i prowadzi owce: do dobrego życia, do właściwych wyborów, do zbawienia wreszcie. Pasterz musi wiedzieć więcej, niż jego stado. Musi być czujny, bo „przeciwnik jego diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć”. Musi być wierny, wciąż trzymać kurs. Musi umieć nakłonić do powrotu te, które chcą opuścić stado. Odszukać te, które już się zgubiły. Ale nade wszystko musi „znać swoje owce i musi mu na nich zależeć”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
„Wierni oczekują od kapłanów tylko jednej rzeczy: aby byli specjalistami w temacie spotkania człowieka z Bogiem. Od księdza nie wymaga się, aby był ekspertem w dziedzinie ekonomii, budownictwa czy polityki” – mówił Benedykt XVI w 2006 r. Wierni oczekują od kapłanów, by byli jak Jezus – dobrymi pasterzami.
Ale czy to jest możliwe, aby Twój i mój proboszcz, Twój i mój wikary, byli pasterzami dobrymi, jak Jezus?
Tak, to jest możliwe, ale nigdy nie stanie się to o własnych siłach. Twój i mój proboszcz potrzebują modlitwy – własnej i naszej. Św. Faustyna nieustanie namawia w „Dzienniczku” do modlitwy za kapłanów. Jezus odsłania jej zagrożenia i trudności, które piekielny Nieprzyjaciel spiętrza na drodze Jego wybranych – i nie pozostawia złudzeń: kapłani potrzebują naszej modlitwy.
Czy modlimy się za swoich proboszczów i wikarych? Czy ofiarowujemy w ich intencji dar postu? A może jesteśmy już tak zniechęceni, że nie wierzymy w moc naszej modlitwy za drugiego? Dziś, w Niedzielę Dobrego Pasterza, warto zrobić z tego rachunek sumienia.