Reklama

Polska

Bp Miziński o deprawacji człowieka już w wieku dziecięcym

– W tym „nowym” świecie, w oparciu o współczesne ideologie gotowi jesteśmy, w imię tzw. walki o równość, tolerancję, antydyskryminację i różnorodność, niszczyć małżeństwo, będące trwałym związkiem mężczyzny i niewiasty, czy deprawować człowieka już w wieku dziecięcym, pozbawiając go prawa do wychowania zgodnie z wolą rodziców, w oparciu o wyznawane przez nich wartości – powiedział bp Artur Miziński, Sekretarz Generalny Konferencji Episkopatu Polski na Mszy św. w intencji śp. Gen. Fieldorfa i żołnierzy wyklętych sprawowanej na warszawskim Gocławiu.

[ TEMATY ]

Warszawa

bp Artur Miziński

BP KEP

Bp Artur Miziński

Sekretarz Generalny Episkopatu podkreślił wartość prawa Bożego i prawa naturalnego. „Ludzie, którzy myślą, że nie muszą liczyć się z Bożym prawem, chcą jak Bóg decydować o ludzkim życiu, o kształcie świata, nawet jeśli daleki jest on od natury rzeczy i pozbawiony jakiejkolwiek logiki. W tym „nowym” świecie nie ma już miejsca dla ochrony ludzkiego życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Nie ma miejsca na postrzeganie człowieka zgodnie z jego naturą i na ochronę jego godności. (...) W tej nowej mentalności dziecko zostaje wykorzystane przez dorosłych dla zaspokojenia ich haniebnych, zwyrodniałych zachcianek” – powiedział bp Miziński.

W nawiązaniu do Ewangelii do Pierwszej Niedzieli Wielkiego Postu zaznaczył potrzebę wierności Bogu. „Nie możemy zapomnieć, że wszystkie tego rodzaju pomysły, a potem projekty, rodzą się najpierw w sercu człowieka które, albo jest zdolne wytrwać w pokusie i pozostać wierne Bożemu prawu, albo ulegając podszeptom szatana staje się narzędziem w jego ręku. Stąd też słuchając dzisiaj tego fragmentu Ewangelii trzeba nam wchodzić w głąb naszych serc i pytać się na ile pozostajemy wierni Bożemu prawu? Na ile potrafimy oprzeć się pokusom, posiadania, władzy i pychy żywota? Niejednokrotnie trzeba nam będzie się przyznać, że nie daliśmy rady, że ulegliśmy, okazaliśmy się zbyt słabi. Było to zawsze wtedy, kiedy uwierzyliśmy zbyt mocno w siebie i nie zwracaliśmy się do Chrystusa o pomoc w pokusie” – mówił Sekretarz Generalny Episkopatu.

Biskup Miziński, komentując Ewangelię, zwrócił się z prośbą do zebranych: „Kochani jesteśmy zbyt słabi, by o własnych siłach wygrać walkę z tym, który ośmielił się kusić nawet Bożego Syna. Dowód na to otrzymaliśmy już w rajskim ogrodzie. Ale nie będziemy zbyt słabi, gdy mocą Chrystusa będziemy pokonywać wszelkie podszepty szatana. Do tego jesteśmy wezwani. Dlatego przybliżajmy się z ufnością do Niego. Umacniajmy się Jego słowem, posilajmy się Jego Ciałem w Eucharystii i naśladujmy Go w naszym codziennym życiu. Jeśli tak będziemy postępować, oprzemy się szatańskim pokusom, zachowamy godność dzieci Bożych i obronimy Boży plan, który jest planem naszego zbawienia” – powiedział w homilii bp Artur Miziński.

Reklama

Publikujemy pełną treść homilii:

I Niedziela W. Postu „C” – Warszawa, św. O. Pio, (Gen. „Nil”), 10.03.2019r.

Jeszcze kilka tygodni temu w kościołach śpiewaliśmy piękne kolędy, patrzyliśmy na Chrystusa nowonarodzonego, jak rodzice przynieśli Go do świątyni, aby ofiarować Bogu. Jeszcze kilka dni temu brzmiały radosne dźwięki zabaw karnawałowych. A w dzisiejszą niedzielę zupełnie inny nastrój. Niby taka sama niedziela, kolejna w naszym życiu, a jednak przeżywana już w atmosferze Wielkiego Postu. Wielki Post to okres, w którym w szczególny sposób jesteśmy wezwani do nawrócenia i pokuty oraz do wewnętrznego przygotowania się na przeżycie świąt paschalnych.

Reklama

Ten wyjątkowy okres rozpoczyna się obrazem kuszenia Chrystusa przez szatana. Chrystus i szatan - to dwie postacie, z którymi związana jest historia życia każdego człowieka. Wszyscy bowiem jesteśmy kuszeni i stawiani wobec wyboru: Chrystus albo szatan, dobro albo zło. I trzeba podjąć decyzje i opowiedzieć się po jednej ze stron.

„Powiedz żeby te kamienie stały się chlebem” (Mt 4,3); „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół!” (Mt 4,6); „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon” (Mt 4,9). Nigdzie nie spotka się chyba opowiadania, które by trafniej i zwięźlej opisywało pokusy człowieka, każdego człowieka, wszystkich czasów.

Kuszenie Chrystusa dokonuje się na pustyni. To jest miejsce, które ma istotne znaczenie w historii narodu wybranego od czasu wędrówki do ziemi obiecanej. Pustynia jest tym surowym i tajemniczym miejscem, gdzie człowiek zdany jest praktycznie na swoje siły. Jest on poddany władzy słońca, wystawiony na liczne niebezpieczeństwa. Równocześnie pustynia dla Izraelity była miejscem spotkania Boga, miejscem doniosłych wydarzeń w życiu narodu, doniosłych wyborów i decyzji. Te wybory decydowały bowiem o „być albo nie być” narodu, o jego życiu lub śmierci. Przebywanie na pustyni było więc czasem wielkich szans albo wielkich klęsk.

Jezus przezwyciężył pokusy, bo dotyczyły one najświętszej sprawy - Jego wspólnoty życia z Ojcem. A w tej więzi z Ojcem znajduje swój fundament Jezusowa wolność, godność, przyszłość - słowem Jego misja. Polega ona właśnie na tym, aby ludziom ukazać życie w odpowiedniej perspektywie, podnieść ich na właściwy poziom istnienia. Ukazać, czym jest wolność i godność i do czego one prowadzą.

Aby wypełnić taką misję, potrzebny jest Ktoś, kto jest mocniejszy od tego, który „mąci” w głowach, kusi i wystawia na próbę. Jest nim Jezus i tylko On, odpowiadający na pokusy szatanowi: „Nie samym chlebem żyje człowiek”; „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”; „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”.

Oczywiście Jezus rozumie, że człowiek potrzebuje chleba, aby żyć, ale wie też, że człowiek „nie samym chlebem żyje”, że sensu życia ludzkiego nie można zamknąć tylko w odżywianiu się. Człowiek potrzebuje miłości, piękna, sprawiedliwości, pokoju, wspólnoty z kochającym go Bogiem i człowiekiem.

Jezus rozumie potrzebę władzy. Ale pojmuje ją jako służbę dla innych ludzi i zawsze w odniesieniu do Władcy, który ziemskiej władzy nadaje właściwe wymiary. Panujący stoją zawsze przed osądem Boskim, a także przed historią.

Jezus wie, że Bóg ochrania i prowadzi ludzi. Ale wie też, że Boża Opatrzność nie zwalnia od odpowiedzialności. Czekanie tylko na cud, nie jest oznaką pobożności, ale wymówką, którą chcemy usprawiedliwić swoje lenistwo. Jest kuszeniem samego Boga. To człowiek w swej wolności jest odpowiedzialny za wszystkie swe czyny.

Kuszenie Jezusa jest również naszym kuszeniem. Nasz czas jest naznaczony zagubieniem i zatratą wartości i autorytetów. Dlatego tak łatwo dochodzą do głosu fałszywi mesjasze na gruncie polityki, gospodarki, a także religii. Na pustyni naszych czasów potrzeba ludzi, którzy potrafią się opowiedzieć po właściwej stronie. Ewangelia mówi, że Jezus „pełen Ducha Świętego” przybył nad Jordan. Na początku tego Wielkiego Postu prośmy o dar Ducha Świętego. Życie uczy nas, że bez Niego upadniemy już w czasie pierwszej próby.

Dlatego Kościół daje nam ten święty czas Wielkiego Postu. Daje nam czas pustyni, byśmy weszli w nas samych i odkrywali, co w nas z Boga, a co ze świata. Byśmy rozpoznawali w naszym sercu Boży głos i odróżniali go od szatańskich poszeptów, od pokus, które nam w kłamliwy sposób przedstawia. Ten, który nie powstrzymał się kusić samego Syna Bożego, na pewno nie powstrzyma się, by kusić każdego z nas i walczyć o to, by oderwać nas od źródła Życia, którym jest Bóg.

Dlatego czas Wielkiego Postu ma być czasem naszej wewnętrznej walki z pokusami, z grzechem, który jest przede wszystkim zdradą Bożej miłości, odejściem od niej, powiedzeniem Bogu – nie chcę cię słuchać, sam wiem co jest dla mnie dobre, a co złe. Jakże często gubimy się w tych naszych codziennych wyborach i nawet, jeśli życiowo powiedzieliśmy Bogu tak, w drobnych rzeczach nie jesteśmy już tak jednoznaczni. A świat nas nie pozostawia samych, kusi i narzuca zupełnie inny, pozbawiony Bożej obecności model życia. Trzeba głębokiej wiary i wielkiej roztropności, by nie upaść.

Każdy Wielki Post jest więc wezwaniem do czujności wobec przebiegłego szatana. Jest on wezwaniem do szukania sensu swojego życia. Do refleksji nad własnym postępowaniem, nad swoją wiarą i miłością do Boga. Niech ten wyjątkowy okres będzie dla nas czasem uważnego słuchania słowa Bożego, częstej modlitwy, przyjmowania sakramentów świętych oraz dobrowolnie podjętej pokuty. Niech będzie czasem naszych małych i wielkich zwycięstw.

W modlitwie, którą Jezus dał swym uczniom, mówimy codziennie: I nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale zachowaj nas od Złego (Mt 6,13). „Zły” oznacza tu szatana. Jeżeli Jezus kazał nam się modlić o zachowanie od Złego, to znaczy, że my również musimy się liczyć z kuszeniem szatana. Diabeł nie tylko jest wrogiem Chrystusa - antychryst, ale również wrogiem człowieka - antyczłowiek. Jakie wnioski wyciągniemy z tego dla nas?

Wniosek pierwszy – „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie!” W życiu chrześcijańskim trzeba się poważnie liczyć z możliwością kuszenia. Kto stoi, niech uważa, by nie upadł. Jeśli Zły ośmielił się kusić naszego Pana, to może i nas. Trzeba skończyć z nonszalanckim podejściem do tych spraw. Jesteśmy dziećmi XX wieku, który charakteryzował się niewiarą w szatana. W Listach starego diabła do młodego Lewisa, czytamy, że „największym osiągnięciem szatana XX wieku jest wmówienie ludziom, że go nie ma”. Dopiero ujawnienie się satanizmu, przypadki opętań zaczęły zmuszać ludzi do myślenia. Co jakiś czas dochodzą do nas makabryczne wieści o wyczynach satanistów. Czuwajcie!

Wniosek drugi - Do uczniów w Getsemani Jezus powiedział: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” (Mt 26,41). Jesteśmy dziećmi pierwszych rodziców, którzy ulegli pokusie szatana. Jezus, nowy Adam, usprawiedliwił nas, tj. wyzwolił z pierworodnej winy i obdarzył obficie łaską, ale została w nas rana, skłonność do złego. Każdy ma własną piętę Achillesa. Zły wykorzystuje te nasze słabości. Potrzebna czujność i modlitwa. Kto zacznie ze Złym paktować skończy jak nasza matka Ewa. Kto podaje Złemu palec, On chwyta za rękę. Uczmy się zdecydowania od Jezusa: „Idź precz szatanie”.

Wniosek trzeci i najważniejszy. Ojcowie Kościoła, interpretując opis kuszenia Jezusa, pisali: maior Satana Christus, co znaczy „Chrystus jest większy od Szatana”. Nie tylko odrzucił szatana, lecz zwyciężył go przez śmierć krzyżową i zmartwychwstanie. Szatan został przez Jezusa pokonany. Jezus - potomstwo niewiasty, tj. nowej Ewy, Maryi zmiażdżył głowę starodawnego węża, tj. szatana. Kto jest zjednoczony z Jezusem, przez wiarę, chrzest, miłość, ten nie potrzebuje bać się szatana. Wraz z Jezusem zwycięży każdą pokusę szatańską.

Zapewnia nas o tym św. Paweł w drugim dzisiejszym czytaniu. „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. (…) Żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony (…) Albowiem «każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony»”.

Tak wiec nie bójmy się, że w chwilach prób i doświadczeń jesteśmy sami, Pan jest z nami, bo On jest światłem i zbawieniem człowieka, On obrońcą życia, przed kim miałbyś czuć trwogę? Warto więc uświadomić sobie, jeszcze i to, że doświadczenie pokusy, cierpienia i krzyża przybliża nas do Boga. Niech ta świadomość niech nigdy nie opuszcza nikogo z nas.

II – Z drugiej zaś strony trzeba nam pamiętać, że szantan nigdy nie zmęczył się i nie zniechęcił w kuszeniu człowieka. Nigdy nie zabrakło też ludzi, którzy tym pokusom się oparli, ale i nie zabrakło tych, którzy im ulegli. Tak było w czasie po II wojnie światowej, kiedy to nowa antyludzka ideologia komunistyczna, w celu absolutnego podporządkowania sobie i swoim ideom wszystkiego i wszystkich, łamała ludzkie sumienia a opornych, bez skrupułów, często po kaźniach, pozbawiała życia. W tym samym czasie nie zabrakło ludzi, którzy niezłomnie trwali przy niezmiennych wartościach i w ich obronie gotowi byli poświęcić wszystko, nawet własne życie. Nie ulegli pokusom, nie ulękli się, pozostali wierni Bogu, Ojczyźnie i zachowali dobre imię i honor aż do męczeńskiej śmierci.

Takim niezłomnym, choć „wyklętym” był August Emil Fieldorf (pseudonim Nil) – generał brygady Wojska Polskiego, dowódca Kedywu Armii Krajowej, jeden z najbardziej zasłużonych żołnierzy Armii Krajowej i polskiego podziemia niepodległościowego.

Urodził się 20 marca 1895 w Krakowie. W latach 1914-1917 walczył w Legionach Polskich, następnie był członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej. W listopadzie 1918 roku znalazł się w szeregach Wojska Polskiego. Od 1938 roku pełnił funkcję dowódcy 51. Pułku Strzelców Kresowych w Brzeżanach, na czele którego walczył w wojnie obronnej w 1939 roku.

Po zakończeniu działań zbrojnych przez Węgry przedostał się do Francji, a po jej klęsce ewakuował się do Wielkiej Brytanii. W lipcu 1940 roku, jako pierwszy emisariusz Naczelnego Wodza i rządu Rzeczpospolitej od czasu wybuchu wojny na Zachodzie, został wysłany do kraju. Do okupowanej Polski dotarł na początku września 1940 roku. W sierpniu 1942 roku został mianowany dowódcą Kedywu - Komendy Głównej AK, którym dowodził do marca 1944 roku, używając pseudonimu „Nil”.

Po Powstaniu Warszawskim, został wyznaczony na zastępcę komendanta Głównego AK. 7 marca 1945 gen. Fieldorf został przypadkowo aresztowany przez NKWD w Milanówku pod okupacyjnym nazwiskiem Walenty Gdanicki. Nierozpoznany przez władze sowieckie został zesłany do obozu pracy na Uralu.

Po odbyciu kary, w październiku 1947 roku powrócił do Polski i osiedlił się pod fałszywym nazwiskiem w Białej Podlaskiej. Przebywał następnie w Warszawie i Krakowie, w końcu zamieszkał w Łodzi. W odpowiedzi na ogłoszoną w 1947 roku amnestię ujawnił się w lutym 1948 roku. 9 listopada 1950 gen. Fieldorf został zatrzymany przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

Proces gen. Fieldorfa był parodią. Generał został skazany na śmierć. Nie pomogła prośba, o akt łaski do prezydenta Bieruta, 87 letniego ojca i żony generała. Wyrok śmierci, po torturach i upokorzeniach, został wykonany na podstawie sfabrykowanego oskarżenia. Po 4 latach, niestety już po wykonaniu wyroku, śledztwo w sprawie rzekomych przestępstw gen. Nila zostało umorzone z powodu braku dowodów winy. Do dziś trwają poszukiwania miejsca pochówku gen. Augusta Emila Fieldorfa.

Oto do jakich tragicznych skutków może doprowadzić uleganie kłamliwym podszeptom szatana, obecnym już w rajskim ogrodzie: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3,4-5); czy w kuszeniu Chrystusa, o którym w dzisiejszym fragmencie Ewangelii: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon” (Mt 4,9).

A i dziś nie jest inaczej. Ludzie, którzy myślą, że nie muszą liczyć się z Bożym prawem, chcą jak Bóg decydować o ludzkim życiu, o kształcie świata, nawet jeśli daleki jest on od natury rzeczy i pozbawiony jakiejkolwiek logiki. W tym „nowym” świecie nie ma już miejsca dla ochrony ludzkiego życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Nie ma miejsca na postrzeganie człowieka zgodnie z jego naturą i na ochronę jego godności. W tym „nowym” świecie, w oparciu o współczesne ideologie gotowi jesteśmy, w imię tzw. walki o równość, tolerancję, antydyskryminację i różnorodność, niszczyć małżeństwo, będące trwałym związkiem mężczyzny i niewiasty, czy deprawować człowieka już w wieku dziecięcym, pozbawiając go prawa do wychowania zgodnie z wolą rodziców, w oparciu o wyznawane przez nich wartości. W tej nowej mentalności dziecko zostaje wykorzystane przez dorosłych dla zaspokojenia ich haniebnych, zwyrodniałych zachcianek.

Nie możemy jednak zapomnieć, że wszystkie tego rodzaju pomysły, a potem projekty, rodzą się najpierw w sercu człowieka które, albo jest zdolne wytrwać w pokusie i pozostać wierne Bożemu prawu, albo ulegając podszeptom szatana staje się narzędziem w jego ręku. Stąd też słuchając dzisiaj tego fragmentu Ewangelii trzeba nam wchodzić w głąb naszych serc i pytać się na ile pozostajemy wierni Bożemu prawu? Na ile potrafimy oprzeć się pokusom, posiadania, władzy i pychy żywota? Niejednokrotnie trzeba nam będzie się przyznać, że nie daliśmy rady, że ulegliśmy, okazaliśmy się zbyt słabi. Było to zawsze wtedy, kiedy uwierzyliśmy zbyt mocno w siebie i nie zwracaliśmy się do Chrystusa o pomoc w pokusie. Kochani jesteśmy zbyt słabi, by o własnych siłach wygrać walkę z tym, który ośmielił się kusić nawet Bożego Syna. Dowód na to otrzymaliśmy już w rajskim ogrodzie. Ale nie będziemy zbyt słabi, gdy mocą Chrystusa będziemy pokonywać wszelkie podszepty szatana. Do tego jesteśmy wezwani. Dlatego przybliżajmy się z ufnością do Niego. Umacniajmy się Jego słowem, posilajmy się Jego Ciałem w Eucharystii i naśladujmy Go w naszym codziennym życiu. Jeśli tak będziemy postępować, oprzemy się szatańskim pokusom, zachowamy godność dzieci Bożych i obronimy Boży plan, który jest planem naszego zbawienia. Amen.

2019-03-10 15:27

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sekretarz Generalny KEP po śmierci red. Karnacewicza: To wielka strata dla Polski i Polaków

2020-06-14 12:22

[ TEMATY ]

bp Artur Miziński

Magdalena Wojtak/Niedziela

Śmierć redaktora Stanisława Karnacewicza to wielka strata dla Polski i Polaków - powiedział Sekretarz Generalny Konferencji Episkopatu Polski bp Artur Miziński, wspominając zmarłego 13 czerwca br. wieloletniego dziennikarza Polskiej Agencji Prasowej, który od 29 lat zajmował się w PAP tematyką kościelną.

Sekretarz Generalny KEP powiedział, że wiadomość o śmierci Stanisława Karnacewicza, mimo że chorował, była dla niego zaskoczeniem. „Był zawsze tam, gdzie działy się rzeczy najważniejsze dla Kościoła w Polsce. Trudno uwierzyć, że go zabraknie” - podkreślił. „Pamiętam go doskonale z aktywnej obecności na konferencjach prasowych w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski. Trudno przypomnieć sobie konferencję prasową bez jego udziału” - powiedział bp Miziński. „Przychodził jako jeden z pierwszych, zawsze życzliwy, uśmiechnięty, pogodny, otwarty” - wspominał.

Jak podkreślił, to, że z PAP wychodziły rzetelne informacje o tym, czym żyją ludzie wiary, to w dużej mierze zasługa red. Karnacewicza. Bp Miziński przypomniał, że przez prawie 30 lat swojej pracy w PAP, w której zajmował się przede wszystkim sprawami Kościoła, Stanisław Karnacewicz zyskał umiejętności i doświadczenie, które pozwalały mu szybko i profesjonalnie przekazywać informacje. „Doceniono to m.in. poprzez uhonorowanie go nagrodą specjalną Ślad w 2016 roku czy też złotą odznaką PAP dla najbardziej zasłużonych pracowników” - powiedział. „Można powiedzieć, że już za życia pan Stanisław Karnacewicz był legendą i wzorem dla kolejnych pokoleń dziennikarzy zajmujących się tematyką kościelną. Bardzo cenne dla Kościoła było, że to on relacjonował wydarzenia z jego życia” – dodał.

Sekretarz Generalny KEP zaznaczył, że Stanisław Karnacewicz był znanym i cenionym dziennikarzem zarówno przez księży biskupów, z którymi często przeprowadzał wywiady, jak i w środowisku dziennikarskim. „Potrafił zbudować zaufanie do siebie, szczególnie przez to, że pisał rzetelnie. Udzielałem mu wywiadów i mogłem być pewny, że słowa nie zostaną zmienione czy zniekształcone, dlatego nie potrzebowałem autoryzować wypowiedzi” – podkreślił bp Miziński. „Stanisław Karnacewicz mówił, że relacjonowanie wydarzeń z życia Kościoła jest dla niego nie tylko pracą, ale też misją. Kochał to, co robił i kochał Kościół, o którym pisał” – dodał hierarcha. „Będzie nam go bardzo brakowało" - powiedział.

CZYTAJ DALEJ

Ukraina: abp Mieczysław Mokrzycki ustanowił sanktuarium w Tartakowie

2020-07-06 08:58

[ TEMATY ]

sanktuarium

Ukraina

abp Mieczysław Mokrzycki

Jasna Góra/Krzysztof Świertok

„Dzisiaj po wielu dziesiątkach lat, szanując wyjątkowość tego miejsca i tę wiekową tradycję, powracamy pełni ufności w odnowienie i ożywienie słów Pana Jezusa: `Byłem chory, a odwiedziliście Mnie`” – powiedział abp Mieczyław Mokrzycki 4 lipca w kościele pw. św. Michała Archanioła w Tartakowie k. Sokala. Świątynia została podniesiona do godności sanktuarium. Przywrócono też tam kult Matki Bożej Uzdrowienia Chorych. Metropolita lwowski również ustanowił odpust sanktuaryjny, który w każdą pierwszą sobotę lipca będzie Archidiecezjalnym Dniem Modlitwy za Chorych i Służbę Zdrowia.

„W tym roku naszą modlitwą obejmujemy tych, których dotknęło cierpienie pandemii koronawirusa. Spośród tej grupy, naszą szczególną uwagę przyciągają zakażeni - tak osoby świeckie, lekarze, pielęgniarki, jak również duchowni i siostry zakonne. W wielu szpitalach spotkali się oni i podjęli walkę o życie. Modlitwą ogarniamy tych, którzy tę walkę przegrali oraz ich rodziny, dotknięte cierpieniem odejścia najbliższych im osób” - zaznaczył abp Mokrzycki.

Arcybiskup przywołał słowa św. Jana Pawła II, który mówił:

"Kościół, który wyrasta z tajemnicy Odkupienia w Krzyżu Chrystusa, winien w szczególny sposób szukać spotkania z człowiekiem na drodze jego cierpienia. Na tej drodze posługi spotyka się kapłan z lekarzem, aby wspólnie posługiwać choremu, którego obszar cierpień jest zróżnicowany i wielowymiarowy, tak jak wielowymiarowa jest egzystencja człowieka. Taka wspólna posługa duszpastersko-medyczna ma szczególne znaczenie dla chorego, który zbliża się do kresu ziemskiego bytowania”.

„Idąc za myślą św. Jana Pawła II, niech właśnie to sanktuarium, stanie się miejscem spotkania kapłanów, lekarzy, pielęgniarek z ludźmi chorymi. A centrum tego spotkania niech będzie modlitwa u Matki Bożej, Uzdrowienia Chorych. Dlatego doroczny odpust w Tartakowie, będzie od dzisiaj, dniem spotkania nas wszystkich, zatroskanych o drugiego człowieka, w znaku jego cierpienia i choroby” – zaznaczył metropolita lwowski.

„Niech nasze dzisiejsze spotkanie, przy Matce Bożej, powracającej po latach w znaku Uzdrowienia Chorych, umocni tych, którzy uczestniczą w Apostolstwie Chorych, a tych, co się jeszcze zastanawiają nad drogą miłości uczynkowej, niech zachęci do podania ręki bliźniemu w potrzebie. Niech z tego miejsca znów popłyną zdroje łask, tak dla chorych, jak i dla tych, którzy są blisko nich. Niech w tym miejscu, dzięki wstawiennictwu Maryi, dokonuje się zwycięstwo miłości nad obojętnością, i w ten sposób dokonują się wielkie czyny miłości bliźniego, aby nie wierzący i wątpiący, widząc nasze czyny, mówili – patrzcie, jak oni się miłują" - –życzył na zakończenie homilii abp Mokrzycki.

Modląc się przed obrazem kopii Matki Bożej Tartakowskiej abp Mokrzycki nie krył swego wzruszenia. Oryginał tego cudownego wizerunku znajduje się w jego rodzinnej wsi Łukawiec k. Lubaczowa, gdzie po II wojnie światowej zamieszkali też Polacy wysiedleni z Tartakowa. W styczniu 2004 r. w Watykanie Jan Paweł II poświęcił korony i kopię cudownego obrazu Matki Bożej Tartakowskiej.

Ks. Kazimierz Szałaj z Sokala, który opiekuje się kościołem w Tartakowie przypomniał, że kościół pw. św. Michała Archanioła wzniesiono XVII w. Świątynia została ozdobiona malowidłami Stanisława Stroińskiego. W 1764-1944 znajdował się tam obraz Matki Boskiej Tartakowskiej Uzdrowicielki Chorych, który w 1777 r. uznano za cudowny.

Sanktuarium tartakowskie stało się miejscem pielgrzymek katolików obu obrządków z Wołynia, Galicji oraz Chełmszczyzny. Za czasów sowieckich kościół został przekształcony w spichlerz zbożowy i zdewastowany. W 2002 r. całkiem zrujnowaną świątynię władze ukraińskie najpierw przekazały prawosławnym, potem oddano ją katolikom obrządku łacińskiego. Nadal trwa renowacja świątyni.

W uroczyści uczestniczyli duchowieństwo i wierni z wielu parafii archidiecezji lwowskiej oraz grekokatolicy.

CZYTAJ DALEJ

Rowerem do Pani Jasnogórskiej

2020-07-06 22:48

Joanna Ferens

Pątnicy tuż przed wyruszeniem do tronu Pani Jasnogórskiej

Już po raz dziewiąty z Biłgoraja wyruszyła (06.07) Rowerowa Pielgrzymka na Jasną Górę.

Wydarzenie rozpoczęło się od mszy św. sprawowanej w kościele pw. Chrystusa Króla w Biłgoraju. Duchowy patronat nad pątnikami z Biłgoraja i okolic sprawuje ks. Tomasz Szumowski, wikariusz parafii Świętej Bożej Opatrzności w Zamościu. W rozmowie kapłan wyjaśniał, na czym takie nietypowe pielgrzymowanie polega: – Z pewnością, nie można tego traktować jedynie jako rajdu czy ‘wypadu rowerowego’. Oczywiście ważne są walory zdrowotne jazdy na rowerze, walory turystyczne i krajoznawcze, jakie daje rower, ale przede wszystkim, w naszym przypadku ważne są aspekty duchowe. Jest to pielgrzymka i choć przez fakt, że jedziemy na rowerze ma nieco inny wymiar niż pielgrzymki piesze, to jednak aspekt duchowej wędrówki jest najważniejszy. Każdy z pielgrzymów na bagażniku rowerowym czy w plecaku, obok rzeczy pierwszej potrzeby wiezie przede wszystkim intencje, ciężar dnia codziennego i ciężar swego sumienia – wyjaśniał.

Ze względu na pandemię pielgrzymka na nieco innych charakter – tłumaczył organizator wydarzenia, Mirosław Lipiński: – Obostrzenia dotyczą ilości osób, kwestii postojów, wspólnych posiłków, zakwaterowania czy czasu wolnego. Wszystko musi odbyć się zgodnie z wytycznymi Sanepidu i w reżimie sanitarnym. Mam jednak nadzieję, że uda nam się bez złych przygód dotrzeć na Jasną Górę. Obok intencji osobistych, jako pielgrzymce przyświeca nam modlitwa o ustanie epidemii koronawirusa – tłumaczył.

O swoich motywacjach do uczestnictwa w pielgrzymce mówiła Wiesława Siek: – Jadę już szósty raz. I podobnie jak w latach ubiegłych wiozę z sobą intencje, konkretne prośby i podziękowania, przede wszystkim osobiste i rodzinne, ale także te, które polecają mi znajomi. Chcę to wszystko, co nas trapi, co nas raduje, co przynosi nam dobro, zawieźć przed tron Matki Bożej Częstochowskiej – zaznaczała. – Mam za co Bogu dziękować, mam też wiele próśb. Życie zmienia się bardzo szybko, ciężko za wszystkim nadążyć, jest wiele spraw w rodzinie, w życiu zawodowym, które trzeba omodlić, trzeba przemyśleć, stąd razem z mężem pielgrzymujemy i podejmujemy ten trud – dodaje Dorota Żywot.

Również Andrzej Szatowski wyjaśniał, w jakiej intencji wyrusza na pielgrzymi szlak: – Wiozę prośby i podziękowania w intencji członków najbliższej rodziny, ale także i modlitwy w intencji moich uczniów. Moja klasa w tym roku zdała maturę, chcę, by wybrali mądrze drogę dorosłego życia i by byli na niej szczęśliwi, a Ojczyzna miała z nich jak najlepszy pożytek. Teraz dla uczniów klas młodszych był trudny okres zdalnego nauczania. Chcę modlić się, by dobrze wykorzystali dany im czas. Jak nauczyciel jestem przecież za nich odpowiedzialny – podkreślał.

Na pielgrzymim szlaku nie zabrakło również młodych ludzi. Wśród nich znalazła się m.in. Patrycja Dębska: – W przyszłym roku będę zdawać maturę, a po niej czeka mnie wybór kierunku studiów i pracy zawodowej. Chcę modlić się o trafny wybór i siły potrzebne do egzaminu i przygotowania się do niego. Chcę zdawać na pielęgniarstwo i pracować w szpitalu, by w ten sposób pomagać innym. Mój trud i modlitwy ofiaruję właśnie w tej intencji – przyznała.

Co roku na pielgrzymi szlak rowerowy wyrusza wójt Gminy Łukowa, Stanisław Kozyra: – Codziennie uczestniczymy we Mszy świętej, jest wspólna modlitwa, konferencje, apel jasnogórski. Jest także czas na osobistą modlitwę, bo wiele etapów jedziemy jeden za drugim i w tym przypadku nie sposób modlić się wspólnie. Wszyscy traktujemy to przede wszystkim jako wyzwanie duchowe, czas do przemyśleń, przemodlenia pewnych rzeczy – zaznaczał.

Rowerzyści dotrą na Jasną Górę w sobotę, 11 lipca. Patronat finansowy nad pielgrzymką objął starosta biłgorajski Andrzej Szarlip.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję