Reklama

Wiadomości

Karski w Białym Domu

Minęło właśnie siedemdziesiąt pięć lat od bezprecedensowego wydarzenia historycznego. 28 lipca 1943 roku Jan Karski emisariusz polskiego Państwa Podziemnego i Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Wychodźstwie osobiście raportował prezydentowi Stanów Zjednoczonych Franklinowi Delano Rooseveltowi, który zaprosił go do Białego Domu.

[ TEMATY ]

Jan Karski

Materiały Wydawnictwa Insignis

Franklin D. Roosevelt i Jan Karski w 1943 roku.

Amerykanin był wtedy najpotężniejszym człowiekiem na świecie decydującym o jego losach, dwudziestodziewięcioletni Polak, dwukrotny już kawaler orderu Virtuti Militari, jedną z ostatnich „kart” jaką rząd londyński używał w grze o przyszłość okupowanej Polski i powstrzymanie dokonującego się na jej terenie hitlerowskiego planu zgładzenia narodu żydowskiego.

Spotkanie z przywódcą amerykańskim było finałem misji rozpoczętej przez Karskiego w kwietniu roku poprzedniego, a uruchomionej formalnie przez Cyryla Ratajskiego, szefa Delegatury Rządu na Kraj przy zdecydowanej inspiracji Romana Knolla odpowiadającego w niej za sprawy zagraniczne.

Zasadniczym motywem misji było przekazanie zachodnim przywódcom alianckim pełnej informacji na temat organizacji i funkcjonowania w okupowanej Polsce - Państwa Podziemnego, unikalnej struktury samoorganizacji społeczeństwa i walki z najeźdźcą. Przede wszystkim przedstawienie projektu Polski Podziemnej, jako skutecznego, reprezentatywnego i zasługującego na pełne wsparcie polityczne, militarne i finansowe. Było to niezmiernie ważne, bowiem Moskwa systematycznie podważała i dyskredytowała w Londynie i Waszyngtonie znacznie konspiracyjnych struktur rządu Władysława Sikorskiego, przeciwstawiając im kreowane przez siebie – Polską Partię Robotniczą i jej „zbrojne ramię” Gwardię Ludową. Innym problemem była skala działania agentury sowieckiej siejącej dezinformację, dywersję i utrzymującej własną partyzantkę. Było to dość przejrzyste konstruowanie zaplecza dla spodziewanego wkroczenia Armii Czerwonej i zagrożenie przejecie władzy w wyzwalanej Polsce przez Stalina.

Reklama

Prócz prezentacji Państwa Podziemnego, jako warunku zachowania powojennej niepodległości Polski, emisariusz miał raportować o tragedii mordowanego na oczach świata narodu żydowskiego i domagać się od koalicji alianckiej konkretnych czynów ratunku. Wbrew spotykanej niekiedy narracji, uzupełnienie misji o tematykę żydowską nie odbyło się bez wiedzy władz podziemnych. Zgodę na spotkania z żydowskimi przywódcami i przyjmowania od nich raportów do przekazania dalej wydał Cyryl Ratajski.

Jak wspominał Jan Karski, był to zbieg kilku czynników. Po pierwsze, formalnie chodziło o obywateli Polski pochodzenia żydowskiego posiadających takie same prawa, jak wszyscy inni obywatele RP. Po drugie, skala ich cierpienia i tragedii przekraczała wszelkie wyobrażenia, bo ginęli masowo nie, dlatego, że trwała wojna, ale tylko, dlatego, że po prostu… byli. Po trzecie, rząd Sikorskiego i władze konspiracyjne zadawały sobie sprawę z potrzeby podjęcia działań ratunkowych. Po czwarte, oczekiwały tego także władze brytyjskie systematycznie i efektywnie wspomagające Państwo Podziemne.

Realizując swoją misję, Karski nie tylko został doskonale zaopatrzony w wiedzę ze źródeł Delegatury i Komendy Głównej AK oraz kierownictw poszczególnych stronnictw politycznych okupowanego kraju, ale także w doświadczenia naocznego świadka. W przypadku sytuacji żydowskiej były to dwa konspiracyjne wejścia do getta warszawskiego w ostatnich dniach sierpnia i obozu tranzytowego w Izbicy koło Krasnegostawu, ostatniego etapu przez obozem zagłady w Bełżcu w pierwszych dniach października czterdziestego drugiego. Udawał się do Londynu naprawdę dobrze przygotowany do swego zadania.

Reklama

Po przybyciu do stolicy Wielkiej Brytanii 25 listopada 1942 roku od razu rozpoczął raportowanie w tym premierowi Władysławowi Sikorskiemu udającemu się właśnie z wizytą do Stanów Zjednoczonych, szefowi dyplomacji Edwardowi Raczyńskiemu oraz żydowskim przedstawicielom we polskich władzach wychodźczych – Ignacemu Szwarcbartowi i Szmulowi Zygielbojmowi.

Szczególne znaczenie miały spotkania z Raczyńskim, który znał doskonale Karskiego z jego przedwojennej londyńskiej praktyki dyplomatycznej, darzył sympatią i zaufaniem. Raczyński przygotowywał właśnie tekst noty polskiego rządu do narodów zjednoczonych, jak nazywano wówczas państwa koalicji antyfaszystowskiej, o zbrodniach popełnianych na narodzie żydowskim. W dużej mierze dokument opierał się na materiałach dostarczonych przez emisariusza, stąd też minister treść poufnie z nim konsultował.

Oprócz danych dokumentujących hitlerowską zbrodnię, bardzo istotne były informacje o pomocy Żydom. Wręcz kluczowy fakt, włączenie ratowania ich do oficjalnej strategii Państwa Podziemnego.

- Od 27 września 1942 roku funkcjonował Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom imienia Konrada Żegoty stworzony i kierowany przez socjalistkę Wandę Krahelską-Filipowicz i narodową katoliczkę Zofię Kossak-Szczucką. Organizacja była finansowana w ogromnej mierze przez Delegaturę, ale nie była w jej strukturze. Dla większej czytelności sytuacji i w odpowiedzi na brytyjskie pytania, postanowiono kwestię uczytelnić. Kiedy dotarłem do Londynu właśnie na to oczekiwano. 4 grudnia 1942 roku w miejsce Komitetu powołano Radę Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu RP na Kraj z nowym już kierownictwem Julianem Grobelnym z Polskiej Partii Socjalistycznej i jego zastępcami Tadeuszem Rekiem ze Stronnictwa Ludowego i Leonem Feinerem z ramienia żydowskiego Bundu. Fakt, że pomoc przestaje być sprawą społecznego odruchu, a staje się polityką rządu nabierał oczywistego znaczenia. Mógł być wykorzystywany przez Sikorskiego i jego ekipę w rozmowach i relacjach z Brytyjczykami i Amerykanami. Do powołania Komitetu czekano też z publikacją noty Raczyńskiego. Nastąpiło to 10 grudnia… – wspominał Karski.

Londyńskie spotkania emisariusza z osobistościami brytyjskiego establishmentu sięgnęły ministra spraw zagranicznych i szefa Gabinetu Wojennego lorda Anthony Edena. Zapewnił on Karskiego, że premier Winston Churchill zna „raport Karskiego” i wysoce go ceni.

W galerii osób, jakie spotykał był także ostatni przed wojną ambasador amerykański w Warszawie, a aktualnie przy rządzie londyńskim Anthony Jospeh Drexel Biddle. Raportem emisariusza był poruszony i skonstatował, że powinien go wysłuchać osobiście prezydent Stanów Zjednoczonych. Dodał, że ponieważ dobrze zna Franklina Delano Roosevelta zarekomenduje mu Karskiego. Ten natychmiast przekazał konkluzję najbliższemu człowiekowi Sikorskiego, Józefowi Retingerowi. Musiała wywrzeć wrażenie na premierze, bo rozpoczęto planowanie wyjazdu Karskiego do Ameryki. Dotarł tam wiosną czterdziestego trzeciego.

W Waszyngtonie emisariusz został otoczony opieką ambasadora Jana Ciechanowskiego, którego syn niedawno zginął śmiercią lotnika na Anglią, a ich relacja nabrała w krótkim czasie charakteru niemal rodzinnego.

Zorientowawszy się jaki potencjał ma raport Karskiego, Ciechanowski od razu zaczął organizować mu spotkania. Jednym z pierwszych słuchających polskiego emisariusza był sędzia Sądu Najwyższego Felix Frankfurter, Żyd i postać niezwykle szanowana w Ameryce. Porażony przekazem na temat eksterminacji żydowskiej oraz jej metodami powiedział, iż nie jest w stanie uwierzyć w to, co słyszy, ale równocześnie nie twierdzi, że Karski mówi nieprawdę. Po prostu to go przerasta.

2018-08-16 14:54

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Holocaust. Drugi grzech pierworodny

[ TEMATY ]

Auschwitz

Jan Karski

Mazur/episkopat.pl

Auschwitz-Birkenau

Uznając, że o zbrodni Holocaustu, która powraca do nas w 75. Rocznicę oswobodzenia obozu śmierci KL Auschiwtz-Bireknau, powiedziano już wszystko lub niemal wszystko, chcemy przytoczyć słowa Jana Karskiego. Bohaterskiego emisariusza Polskiego Państwa Podziemnego, który Holcaust próbował powstrzymać.

Jako żarliwy katolik odpowiedzialność za tę zbrodnię przyrównywał do drugiego grzechu pierworodnego. Biorąc także ów grzech na siebie.

Na międzynarodowej konferencji wyzwolicieli obozów koncentracyjnych, czterdzieści lat temu dramatycznie komunikował:
"Moja wiara każe mi mówić, że ludzkość popełniła drugi grzech pierworodny,
dopuszczając do Zagłady.
Z nakazu lub zaniedbania, z samonarzuconej niewiedzy czy nieczułości,
z egoizmu czy hipokryzji albo z zimnego wyrachowania.
Ten grzech będzie prześladował ludzkość do końca świata.
Prześladuje i mnie. Chcę, by tak zostało”.

Towarzystwo Jana Karskiego uważa, że słowa te w dniu dzisiejszym powinny wybrzmieć jeszcze donośniej.

CZYTAJ DALEJ

Kościół mnie uratował

2020-06-17 11:08

Niedziela Ogólnopolska 25/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

świadectwo

Adobe Stock.pl

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczeło. Pamiętam od zawsze. Pamiętam też, że nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc.

Przykro mi, że moim oprawcą był mój ojciec. Przykro mi, że był tylko wiecznie bezrobotnym murarzem, alkoholikiem. Gdyby to był ktoś inny, być może pan Sekielski by mnie wysłuchał. Gdyby moim oprawcą był ksiądz, każdy by mi współczuł. Ojciec nie wzbudza już żadnej sensacji, nikogo nie obchodzi... Takich jak ja jest wiele i czujemy się gorsze od najgorszych.

Gehenna

Urodziłam się w bardzo dysfunkcyjnej rodzinie. Byłam dla wszystkich ogromnym rozczarowaniem. Moja mama spodziewała się syna, a urodziły się bliźnięta. Był to stan wojenny, zima. Półtora kilograma nieszczęścia, które każdemu w mojej rodzinie na całe życie pokrzyżowało plany. Ciągle chora i ciągle płacząca. Kula u nogi, jak to zwykle mawiali moi rodzice. Moja mama nigdy mnie nie przytuliła, nie wzięła na ręce. Nie usłyszałam od niej, że mnie kocha. Zwracała się do mnie zawsze bezosobowo – w najlepszym wypadku. Zawsze, kiedy ojciec wracał pijany do domu, brała mojego brata i uciekała.

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczęło. Pamiętam od zawsze. Nie miało znaczenia, czy był pijany czy trzeźwy. Ja ze swoim oprawcą i katem mieszkałam przez 13 lat pod jednym dachem. Wiedziałam, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć. Raz próbowałam. Moja matka wyciągnęła mnie wtedy za włosy z wanny i skatowała. Wielokrotnie razem z moim ojcem przekonywali znajomych, że jestem kłamczuchą, że wymyślam, że sprawiam kłopoty. Myślę, że każdy wiedział, co się działo w naszym domu – łącznie z matką, ale każdy udawał, że tego nie widzi. Na początku płakałam, później zrozumiałam, że to gorzej, że moje cierpienie wzbudza w moim ojcu jeszcze większą agresję, że wszystko trwa przez to dłużej.

Tak samo było z biciem. Katowali mnie na zmianę, kijem od szczotki, smyczą, kablem od grzałki... Miałam ciągle powyrywane włosy, poprzecinane dłonie, którymi zakrywałam twarz, ponadrywane uszy.

Spadłam na samo dno

Kiedy byłam starsza, liczyłam w myślach od jednego do dziesięciu. To pozwoliło mi przetrwać w ciszy. Było szybciej... Kiedy ojciec miał wrócić do domu, ulgę sprawiało mi wyrywanie włosów z głowy i wykręcanie palców. Wiedziałam, że za chwilę znów „to” będzie. Byłam małą dziewczynką. Kiedy sytuacja stawała się niebezpieczna dla matki, zabierała mojego brata i uciekała. Ja sama musiałam uspokoić ojca. Na Boga, miałam tylko kilka lat!

Kiedy miałam ok. 13 lat, moja matka ostatecznie wyrzuciła ojca z domu. Było to krótko przed moją pierwszą próbą samobójczą. W wieku 14 lat byłam już uzależniona od alkoholu, a gdy miałam 17 lat, zaczęłam się leczyć psychiatrycznie na depresję. Później doszły narkotyki, leki, kolejne próby samobójcze... Spadłam na samo dno. Zatrudniłam się w nocnym klubie jako telefonistka, czyli ogólnie rzecz biorąc, jako stręczyciel. W tamtym czasie czułam się bardzo dobrze w takim środowisku. Kiedy nie było pracy, siedziałyśmy razem z dziewczynami w moim „biurze” i opowiadałyśmy sobie wzajemnie o swoim tragicznym, parszywym życiu. Prawie każda z nas przeszła to samo. Tatuś, wujek, dziadziuś, prokurator, przyjaciel rodziny... Tabletki gwałtu i gwałty... Chleb powszedni. Znam dziewczynę, która wraz z siostrą rodziła swojemu ojcu dzieci. Każdy się domyślał, cała wieś, wiedziała matka. Nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc. Nikt nie chciał się wtrącać...

Kiedy poznałam tę dziewczynę, jej ojciec był już bardzo chory. Prosiłam ją, żeby mimo wszystko zawiadomiła policję. Odmówiła. Powiedziała, że bardzo kocha ojca. To właśnie robi z głową molestowanie. Znam dziesiątki, jeśli nie setki podobnych historii, z wieloma dziewczynami utrzymuję kontakt, ale nigdy nie słyszałam, żeby którakolwiek z nich była molestowana przez księdza.

Ocalone życie

Rok 2012. Pierwsza Komunia św. mojego syna. Byłam wtedy daleko od Boga, bo to Jego obwiniałam za całe to bagno. Po tej uroczystości mój syn zdecydował, że zostanie ministrantem. Bałam się. Poprosiłam znajomą, żeby prowadzała go do kościoła i pilnowała. Płaciłam jej za to, z czasem jednak musiałam zacząć chodzić z nim sama. Dla mnie nieważne było, czy to ksiądz, kościelny czy nawet organista – każdy był podejrzany, każdy był wrogiem. Zaczęłam jednak się modlić, korzystać z tego, co ofiarowuje Kościół. Przez wcześniejsze lata bezskutecznie szukałam terapii dla ofiar pedofilii.

Swoją pracę rzuciłam w czasie pobytu na Jasnej Górze. Zadzwoniłam do szefowej i powiedziałam, że więcej tam nie wrócę. Za ostatnie pieniądze kupiłam sobie Pismo święte i wróciłam do domu.

Dalej jednak nie potrafiłam przebaczyć. Nie chciałam. To mnie rujnowało, ale podejmowałam walkę. Rekolekcje, rekolekcje, rekolekcje... Msza św. z modlitwą o uzdrowienie wspomnień, relacji rodzice – dzieci, dzieci – rodzice. Wyjechałam do Medjugorie. Przebaczyłam. Korzystałam również z pomocy księży egzorcystów. Wiem, że moje koleżanki znalazły pomoc w Magdalence podczas rekolekcji uzdrowienia wspomnień. Dziś też śmiało mogę powiedzieć, że mojego syna wychował Kościół. Częste rekolekcje, wyjazdy w góry, ogniska, wycieczki, podczas których spał również w seminarium. Dużo rozmawiamy o pedofilii, mój syn nigdy nie był jej ofiarą, świadkiem, nie słyszał wśród swoich kolegów o molestowaniu. Dziś jest prawie dorosłym, zrównoważonym człowiekiem. Nie pije, nie pali, nigdy nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych. Po pierwszym filmie Sekielskiego przestał chodzić w tygodniu do kościoła, bo bał się, że będzie napiętnowany przez rówieśników. W gimnazjum wielokrotnie był prześladowany za wiarę. Brzydzę się kłamstwem i manipulacją, którymi posłużył się pan Sekielski w swoich filmach. Mnie, ofierze pedofilii, i mojej rodzinie Kościół uratował życie! Dzięki niemu dziś, od 7 lat, jestem normalnym człowiekiem. Jestem matką. Pracuję i wychowuję dzieci. Staram się pomagać w wielu fundacjach działających na rzecz obrony życia i pomocy dzieciom. W ten sposób pragnę podziękować Bogu za łaski, które otrzymałam. Zawsze będę chodzić do kościoła. Pedofil to nie ksiądz, pedofil to pedofil! Pójdzie zawsze tam, gdzie są dzieci pozostawione bez opieki. I bez względu na to, jaką pełni funkcję, należy mu się kara.

Przykro mi tylko, że wszyscy ci, którzy obrzucają kamieniami Kościół, słysząc za ścianą krzywdę innego dziecka, mówią, że to nie ich sprawa.

CZYTAJ DALEJ

Uratowali dla przyszłych pokoleń

2020-07-06 23:10

Łukasz Michalak

Tkaniny zdobiące ściany kapitularza Krakowskiej Kapituły Katedralnej odzyskały pierwotne piękno! Realizatorem projektu UPJPII. 6 VII 2020

6 lipca 20202 r.  - ten dzień trzeba zapamiętać! Nastąpił finalny odbiór trwających trzy lata prac konserwatorskich, których zadaniem było uratowanie przed całkowitą degradacją obić ściennych reprezentacyjnego pomieszczenia w katedrze na Wawelu.

Próby ratowania zabytkowych tkanin przez lata nie przynosiły większego efektu. Dopiero otwarty trzy lata temu projekt dał szansę zachowania obiektu. Dzięki finansom Unii Europejskiej, wkładowi Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, który stał się jego beneficjentem oraz pomocy Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa dziś można mówić o wielkim sukcesie!

Nad realizacją projektu czuwała dr Natalia Krupa z Wydziału Historii i Dziedzictwa Kulturowego UPJPII, pracę specjalistów z Krakowa, Warszawy, Wrocławia organizowała Sabina Szkodlarska, nadzorem konserwatorskim zamierzenie ze strony UPJPII objęła Anna Drzewiecka.

Już na pierwszym etapie prac – badań od strony historycznej spotkano się z wielkim zaskoczeniem. Obicia ścian okazały się historycznie starsze niż uprzednio przypuszczano. Datowano je bliżej XVIII wieku, a pochodzenia upatrywano na Bliskim Wschodzie. Zespół Archiwum Krakowskiej Kapituły Katedralnej podjął się zrekonstruowania historii pomieszczenia i tkanin. Kompozycja wzorów, naleciałości stylowe, naśladownictwo układów kompozycyjnych pochodzących z okresu renesansu z II poł. XVI wieku pozwoliły określić wiek tkanin na początek XVII stulecia. Prace badawcze ukazały też, że jest to dzieło włoskie, weneckie. Trudno jednak je z jakimikolwiek porównać, takie same nie są znane!

- To, że pochodzą z takiego źródła nałożyło na konserwatorki tkanin jeszcze większe zobowiązanie – mówi ks. prof. dr hab. Jacek Urban, dziekan Krakowskiej Kapituły Katedralnej – dzięki melanżowi zainteresowanych tym pomieszczeniem stron (UE, UPJPII, SKOZK) udało się ten cały proces przeprowadzić… To pomieszczenie jest używane zgodnie z jego założeniem najwyżej kilkanaście razy w roku. Tu spotyka się kapituła, udostępniane jest w celach badawczych studentom polskim i zagranicznym, ks. proboszcz spotyka się tu z pracownikami katedry. Na co dzień bywają tu jedynie pracownicy Archiwum…

Od dłuższego czasu miejsce jedwabnych, zdobnych, zabytkowych obić zastępował współczesny len. Trzy lata pracy to także przeanalizowanie remontów kapitularza na przestrzeni lat czemu służyła także istniejąca dokumentacja fotograficzna, świadcząca, podobnie jak analiza ścian pod tkaninami, o wielu remontach, przebudowaniach, choćby zmianach ogrzewania, które nie służyły tkaninom obiciowym.

- Ukazały nam się prace konserwatorskie niestety o różnym stopniu profesjonalizmu, wtedy dopiero mogliśmy zaobserwować stopień zniszczeń faktyczny. Pod odjęciu dawnych napraw, cerowań, przeszyć okazało się, że obiekt jest w 80% stopniach zniszczony, z ubytkami całkowitymi, ze zniszczonymi osłonami, z wykruszonymi fragmentami wątków. Musieliśmy podjąć decyzję jak ten program naprawczy poprowadzić, by tkaniny mogły wrócić na ściany. Zadecydowaliśmy później, by przy instalowaniu tych tkanin były one od siebie niezależne, jako układane panele, a każdy wykonany na osobnym krośnie. Tym samym pozyskaliśmy efekt na kształt ekspozycji muzealnej. To daje też możliwość zareagowania w każdej chwili, gdyby z czasem cokolwiek mogło się przydarzyć jakiemuś fragmentowi obić - mówi dr Natalia Krupa, kierownik projektu.

Konserwatorki intensywnie pracowały dwa lata.

- Taki fragmencik, ot 10 centymetrów – pokazuje Sabina Szkodlarska – to parę dni pracy, niezwykle precyzyjnej. Podziwiam cierpliwość, wytrwałość konserwatorek. Większość odbywała się w Pracowni Konserwacji Tkanin Zabytkowych UPJPII, pozostałe panie pracowały w swoich pracowniach. One pracowali nad jedną sprawą w wielu miejscach. Podziwiam.

W pracowni UPJPII przeprowadzane były badania techniki wykonania i technologii.

- W pracowni na UPJPII dysponujemy bardzo nowoczesnym sprzętem – mówi dr Natalia Krupa - m.in. zautomatyzowanym mikroskopem cyfrowym z oprogramowaniem 3D, co bardzo dokładnie pozwoliło zdiagnozować stan zachowania tkanin, a przy usuwaniu każdej z warstw aparat cyfrowy na sliderze nad stanowiskiem pracy konserwatorów pozwalał na rejestrowanie wszystkich elementów prac w czasie.

- Mimo tak ogromnych zniszczeń chcieliśmy by była to jednak konserwacja a nie retusz estetyczny. Jestem pełna podziwu dla pań, które się tym zajmowały, bo to ogromna praca…a efekt jest fantastyczny. Tkaniny są dobrze zabezpieczone, należy teraz, co jest sprawą kluczową, ochrona tego wnętrza, by zapewnić stabilne warunki mikroklimatyczne, jest to w trakcie badań - podkreśla Anna Drzewiecka.

- My od dziesiątków lat jesteśmy przekonani, że tu jest mikroklimat, dlatego, że tu znakomicie się zachowują zarówno skóra, pergamin, papier, klisza fotograficzna. A przecież każde z nich potrzebuje innych warunków. Dlatego tu wykonaliśmy jakiś czas temu szafy na te archiwalia, które nie czują się dobrze w innych pomieszczeniach Archiwum. W tym wyjątkowym miejscu, będąc obok siebie, nic złego im się nie dzieje - dodaje ks. prof. Jacek Urban, przekonany, że dziś jest prawdziwie wielki dzień.

Część historii udało się przebadać, przywrócić jej świetność, uratować dla przyszłych pokoleń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję