Reklama

Wiadomości

Jak przypisano Janowi Karskiemu "polski obóz śmierci"?

Niedawno niektóre media w tonie sensacji podały, że autorem terminu „polskie obozy śmierci” jest… Jan Karski. Dlaczego? Bo w tytule artykułu jego autorstwa opublikowanego przez amerykański magazn „Collier’s Weekly” z 14 października 1944 roku użyty został tytuł „Polish Death Camp”. Wystarczyło. Między innymi do tego, aby snuć zjadliwe dywagacje czy aby Karski, aż takim wielkim bohaterem był.

[ TEMATY ]

Jan Karski

Archiwum

Jan Karski na terenie muzeum obozy zagłady w Bełżcu w czasie zdjęć do filmu „Moja misja” Waldemara Piaseckiego i Michała Fajbusiewicza

Jako autor trylogii biograficznej „Jan Karski. Jedno życie” otrzymałem dwa zapytania polskich redakcji dotyczące wspomnianej publikacji.

Odpowiedziałem, że nie będę komentował spekulacji, bowiem dobrze znałem stosunek bohatera zarówno do swobody w operowaniu terminem „Holocaust”, jak i „polskie obozy koncentarcyjne”. Dotyczy tego znaczna część jednego z rodziałów w trzecim tomie „Manhattan” wspomnianej trylogii. Stwierdziłem, iż nie jest moim zdaniem możliwe, by taki tytuł Karski sam zaproponował.

Czym innym jednak stan wiedzy i przekonań, a czym innym twarde fakty. Mieszkający w Sztokholmie Jacek Gancarson, pasjonat historii, który jako pierwszy publikował po szwedzku raport Jana Karskiego, wraz z żoną Natalią Zaytsevą dotarli do materiałów archiwalnych „Collier’s Weekly” w New York Public Library, w tym do korekty redakcyjnej maszynopisu tekstu Jana Karskiego. Ich trud, warty najwyższego uznania, daje jednoznaczne świadectwo prawdy. Oni sami dokonali ważnego odkrycia archiwalnego tę prawdę dokumentującego.

Reklama

Repr.: Crowell-Collier Publishing Company records. Manuscripts and Archives Division.

Powyżej: początek artykułu w wersji drukowanej. Niżej : Jacek Gancarson i jego odkrycie…

O wszystkim traktuje artykuł ich obojga przygotowany do druku w języku angielskim The real source of misnomer "Polish Death Camps". Autorzy pokazuję w nim redakcyjną obróbkę tekstu oraz szerzej odnosza się do samego zgadnienia. Publikcja ta, którą już warto polecić, powinna zostać w możliwie jak najkrótszym czasie udostępniona także po polsku.

Publikacja w amerykańskim magazynie jest dowolnym wyborem fragmentów jednego z rozdziałów wojennego bestselleru Jana Karskiego „Story of a Scert State”. Ze skrótami i przeredagowaniami w paru akapitach.

Reklama

Historia powstawania książki, jej redagowania oraz akcji promocyjnej jest detalicznie przedstawiona w drugim tomie „Inferno” biografii „Jan Karski. Jedno życie”. Warto wiedzieć, iż dzieło książkowe polskiego emisariusza od początku znajdowało się w rekach jego agenta autorsko-wydawniczego Emery Reevesa (tę samą role pełnił w przypadku wydawanych w USA książek Winstona Churchilla), redaktora Williama Postera oraz agenta promocyjnego Clarke’a Gettsa. Kiedy ostateczna wersja tekstu została zaakceptowana przez wydawcę, Reeves z Gettsem rozesłali fragmenty książki do wszystkich liczacych się ogólnoamerykańskich tytułów amerykańskiej prasy oraz stacji radiowych, a także do najwazniejszych tytułów prasy stanowej. W grubo ponad dwieście miejsc. Każdy odbiorca miał prawo poddawania otrzymanego tekstu własnej redakcji. Ani Getts, ani Reeves, ani tym bardziej Karski nie miał na to wpływu.

Tak było również w przypadku magazynu „Collier’s”. Redaktor majacy przed sobą maszynopis o tytule „In the Belzec Deathcamp”, zapewne zmienił tytuł na coś więcej, w jego rozumieniu, mówiący czytelnikom. Lokalizujący obóz w konkretnym kraju, a nie enigmatycznym miejscu „Belzec”.

Jak wielokrotnie wspominał Jan Karski, podczas jego spotkań autorskich, po ukazaniu się książki, używanie przez ich uczestników terminu „Polish camp” było częste i wcale nie wynikało z chęci przypisania Polakom obsługi tych straszliwych miejsc zbrodni, a tylko lokalizację geograficzną, bez cienia złej woli. To, co mogło razic Polaka, dla Amerykanina było rozumieniem potocznym.

Tyle w temacie jak to Karski wymyślił „polskie obozy”. Oczywiście, komu i po co taka interpretacja jest dziś po drodze jest już tematem osobnym.

2018-04-30 14:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Warszawa: hołd Janowi Karskiemu w miejscu wojennej działalności

2020-07-15 16:25

[ TEMATY ]

Warszawa

Jan Karski

Jerzy Kozielewski

Miejsce uroczystość przed budykiem, gdzie w czasie wojny Jan karski prowadził swą konspiracyjną działalność.

Obchody dwudziestej rocznicy śmierci generała Jana Karskiego 13 lipca otrzymały szczególną oprawę pod tablicą upamiętniającą jego działalność konspiracyjna na warszawskim Powiślu w budynku przy ulicy Czerwonego Krzyża 6 (podczas okupacji nr 11).

W którym wraz z docentem doktorem medycyny Jerzym Choróbskim, pionierem polskiej neurochirurgii prowadzili niezwykle ważną działalność konspiracyjną od czerwca 1941 roku do sierpnia roku następnego.

Nim o samej ceremonii, nieco historii. Wiosną 1941 roku w Warszawie pojawił się, przybyły z Krakowa, Jan Karski (Kozielewski), poprzednio uwolniony z rąk gestapo w Nowym Sączu. Karski zaproponował nową formę wykorzystania tłumaczeń nasłuchów poprzez redagowanie z nich specjalnego biuletynu dla ścisłego kierownictwa KG ZWZ-AK i Delegatury Rządu. Pomysł został zatwierdzony, a młody konspirator skierowany do docenta Choróbskiego, by pracowali razem. Nakład publikacji liczył od 40 do 50 numerowanych egzmplarzy. Adresatom był dostarczany przez łączników i łączniczki. Tylko do rąk własnych i tylko na czas potrzebny do przeczytania. Początkowa nazwa brzmiała „Biuletyn Sztabowy”, ale po trzech miesiącach została zmieniona na „Biuletyn”. Chodziło o niesugerowanie w nazwie powiązań z wojskowych ze względów konspiracyjnych, choć także pod wpływem cywilnego kierownictwa Państwa Podziemnego niezwykle wyczulonego na relacje z kierownictwem wojskowym i uważające, że pełni nad nim kierownictwo polityczne. Komenda Główna ZWZ-AK nie zamierzała się podporządkowywać cywilom o co przez całą okupację toczył się zacięty spór. Oczywiście spór dotyczył tego, ile egzemplarzy „Biuletynu” ma dostawać Komenda Główna, a ile Delegatura Rządu. Wydawnictwo było niezwykle prestiżowe, bowiem dostarczało informacji na ogół trudno lub w ogóle niedostępnych.

Najpierw Choróbski i Karski pracowali na radioodbiorniku „Philipsa” ukrywanego w specjalnej skrytce pod podłogą jednego z pokoi mieszkania. Kiedy jednak w budynku doszło do serii rewizji w poszukiwaniu odbiorników, aparat uległ przeróbce. Wnętrze wyjęte z oryginalnej obudowy zostało umieszczone w obudowie… kuchenki elektrycznej. Dokonali tego specjaliści służby technicznej AK. Co warte podkreślenia bez jakiegokolwiek spadku jakości nasłuchu. Z tym jednak, że teraz musiał być prowadzony wyłącznie w słuchawkach.

W sierpniu 1942 roku, Jan Karski został skierowany do innych zadań. Rozpoczął przygotowania do wyjazdu w charakterze emisariusza do Londynu. W ramach zadań także m.in. do wejścia w przebraniu do getta i obozu przejściowego w Izbicy nad Wieprzem. Ostatecznie dotarł do Londynu w końcu listopada 1942 roku. Do Polski po wojnie nie powrócił.

Kim był konspiracyjny partner Karskiego? W 1926 roku, po doktoracie z medycyny, wybitnie zdolny Jerzy Choróbski marzący o specjalizacji w nowatorskiej ówcześnie neurochirurgii wyjechał na stypendium do Paryża, gdzie uczył się u słynnego profesora Józefa Babińskiego. W 1930 roku otrzymał stypendium w Klinice Neurologii i Neurochirurgii Uniwersytecie Mc Gill w Montrealu pod kierunkiem światowej sławy prof. Wildera Penfielda.

Tam dokonał odkrycia istnienia włókien nerwowych, które decydują o rozszerzaniu się naczyń krwionośnych w ludzkim mózgu. Po dwuletnim pobycie wyjechał do Chicago na zaproszenie Kliniki Neurochirurgii Northwestern University Medical School w Chicago, gdzie pracował tam pod kierunkiem prof. Loyala Davisa. Po roku przyznano Jerzemu Choróbskiemu stypendium Fundacji Rockefellera, które umożliwiło mu kontynuować specjalizację w dziedzinie neurochirurgii.

W 1934 roku, na prośbę Marszałka Józefa Piłsudskiego i po długich naleganiach szefa służby zdrowia Wojska Polskiego generała Stanisława Roupperta, przeprowadził się do Warszawy by tu zakładać nowoczesny ośrodek neurochirurgiczny w Klinice Chorób Nerwowych Uniwersytetu Warszawskiego. Zamieszkał w eleganckim budynku Spółdzielni Mieszkaniowej „Domostwo” przy ulicy Czerwonego Krzyża 11.

Tam zastała go wojna. Natychmiast wszedł do konspiracji. W związku z biegłą znajomością języków: francuskiego, angielskiego i niemieckiego, skierowany został do Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej ZWZ-AK. Powierzono mu prowadzenie nasłuchów radiowych stacji zagranicznych, w głównej mierze brytyjskiej BBC, francuskiego Radio Londres oraz okazjonalnie amerykańskich - CBS i NBC. Dołączył do niego Karski.

Docent Choróbski walczył w powstaniu warszawskim, podczas którego kierował szpitalem polowym wykonując setki operacji chirurgicznych. Został odznaczony przez generała Tadeusza Bora-Komorowskiego Srebrnym Krzyżem Orderu Virtiti Militari.

Po wojnie pozostał w kraju. Jego światowa pozycja naukowa i brak specjalistów o takich kwalifikacjach były wystarczającymi argumentami, aby nowe władze dały mu spokój. W 1947 stworzył na Uniwersytecie Warszawskim pierwszą w historii klinikę neurochirurgiczną. W 1949 uzyskał tytuł profesora. Do przejścia w 1969 roku na emeryturę związany był z Akademią Medyczną w Warszawie. W 1981 roku otrzymał jej doktorat honoris causa. Wcześniej, bo w 1958 roku taki sam tytuł z montrealskiego McGill University. Zmarł w 1986 roku mając 84 lata.

Wiosną 2016 roku, dzięki zabiegom Towarzystwa Jana Karskiego przy współudziale Wspólnoty Mieszkańców i muzeum powstania Warszawskiego na budynku przy ulicy Czerwonego Krzyża odsłonięto tablicę pamiątkową upamiętniająca obu bohaterów.

Pozostaje ona do dziś jedynym miejscem w Warszawie w rzeczywisty sposób związanym z wojenną działalnością legendarnego emisariusza. Nic dziwnego, że najważniejsza część obchodów miała tu właśnie miejsce. Ceremonia otrzymała pełną oprawę wojskową, a włączyła się do niej także policja dla podkreślenia związków z tą formacją brata Jana Karskiego, pułkownika Mariana Kozielewskiego, przedwojennego komendanta stołecznego PP, zaś w czasie okupacji organizatora i komendanta Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa, policji Państwa Podziemnego.

Władze państwowe reprezentował podczas ceremonii minister Jan Józef Kasprzyk, szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Reprezentowane były ambasady Stanów Zjednoczonych i Izraela, państw, których obywatelstwo posiadał Jan Karski oraz Ambasady Republiki Federalnej Niemiec. W imieniu nieobecnych tego dnia w Warszawie ambasadorów reprezentowali ich: Radca do Spraw Politycznych Ambasady USA Yuriy Fedkiw, Państwa Izraela – Attaché ds. Dyplomacji Publicznej Irit Yakhnes oraz Niemiec – Attaché ds. Kultury Siljia Waibel. Przybyli członkowie rodziny i Towarzystwa Jana Karskiego oraz społeczność lokalna.

Po odegraniu hymnu, głos zabrał minister Jan Józef Kasprzyk. "Oddajemy dziś hołd bohaterowi Polski, Izraela, ale tak naprawdę bohaterowi ludzkości. Jan Karski, gdy deptana była godność człowieka, stanął odważnie po stronie wartości, które od wieków stanowiły fundament nie tylko starego kontynentu, ale fundament świata. Stanął po stronie dobra: rzymskiego poczucia prawa, greckiego poczucia piękna, chrześcijańskiej miłości bliźniego, judeochrześcijańskiego poszanowania drugiego człowieka. Jan Karski był człowiekiem niezwykłej odwagi. Ryzykując własne życie, starał się, poprzez swoją działalność ocalić życie setek tysięcy Żydów, prześladowanych przez narodowych niemieckich socjalistów – mówił.

Reprezentujący panią ambasador Georgette Mosbacher, radca Yuri Fedkiw, odczytał jej list skierowany z okazji rocznicy do przewodniczącego Towarzystwa Jana Karskiego Waldemara Piaseckiego.

Dziękując rodzinie i Towarzystwu Jana Karskiego za kultywowanie pamięci bohatera i podkreślała jak ważne jest zachowanie wiecznie żywym jego dziedzictwa. Podkreślała, że jako naturalizowany Amerykanin, Jan Karski stał się powszechnie znany w Stanach Zjednoczonych i uhonorowany najwyższym cywilny odznaczeniem państwowym – Prezydenckim Medalem Wolności w 2012 roku. Przypomniała karierę akademicką na Uniwersytecie Georgetown i wpływ na kształcenie na tamtejszym Wydziale Służby Zagranicznej wielu przyszłych dyplomatów amerykańskich. Stwierdzała w konkluzji, że Jan Karski pozostanie pamiętany jako człowiek honoru, odwagi i poświęcenia nie tylko dla swojej ojczyzny, ale jest inspiracją dla wszystkich poprzez swą siłę ducha, zdolność samopoświęcenia i przywiązania do wyższych celów.

Irit Yakhnes podkreślała monumentalne znaczenie Jana Karskiego, jako człowieka który próbował powstrzymać Holocaust dla Żydów i Państwa Izrael co znalazło wyraz w nadaniu mu honorowego obywatelstwa. Dodała, że pamięć o nim w narodzie żydowskim trwać będzie wiecznie.

Siljia Waibel mówiła o polskim bohaterze, jak także bohaterze dzisiejszego państwa niemieckiego, który z heroizmem i determinacją stawał przeciwko hitlerowskiej Trzeciej Rzeszy oraz szatańskiemu planowi ludobójstwa narodu żydowskiego i bestialskiej okupacji Polski. Niemcy o tym pamiętają i bardzo dobrze rozumieją sens misji Jana Karskiego.

Przewodniczący Towarzystwa Jana Karskiego Waldemar Piasecki przypominał w odczytanym wystąpieniu symbolikę miejsca uroczystości: „Nie jest to jakieś miejsce wydumane i przyozdobione ‘elementem dekoracyjnym małej architektury’ jak języku urzędniczym nazywa się na przykład tzw. ławeczki Karskiego. Legendarny emisariusz w tym domu, w mieszkaniu docenta medycyny Jerzego Choróbskiego prowadził wraz z nim nasłuchy radiowe stacji brytyjskich i amerykańskich. W Muzeum Powstania Warszawskiego zachował się nawet radioodbiornik, który temu służył. Następnie sporządzał bieżący przegląd treści nasłuchu dla ścisłego kierownictwa politycznego i wojskowego Państwa Podziemnego. Miało to formę biuletynu dostarczanego do rąk własnych czterdziestu adresatów. Można powiedzieć bez wielkiej przesady, że Karski i Choróbski formowali w ten sposób poglądy kierowniczej elity Polski zmagającej się z okupacja hitlerowską, bowiem to oni decydowali, co jest warte umieszczenie w biuletynie.”

Konkludował: „Jak Karski chciał zainteresować przywódcze elity alianckie tym, co miał im do powiedzenia. I co z jego wiedzą zrobiono, a właściwie czego nie zrobiono. Nazwał to po latach „drugim grzechem pierworodnym ludzkości”. Wstrząsnął sumieniem świata.

W 1998 roku, w 50. Rocznicę proklamowania Państwa Izrael Jan Karski został nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Za to, co zrobił dla ratowania Narodu Żydowskiego, który mógł wreszcie po tragicznym doświadczeniu Holocaustu stworzyć własne państwo zdolne do obrony swego ludu. Niestety, nagrody tej nie otrzymał. Trafiła do dwóch liderów irlandzkich, którzy właśnie przestali prowadzić bratobójczą wojnę. Komitet Noblowski wybrał polityczną koniunkturę,a nie ponadczasowe przesłanie ludzkich wartości. Przesłanie mówiące, jak jeden chrześcijanin chciał uratować naród poprzez który Bóg się ludziom objawił. Bo to właśnie uznał za kwintesencję wiary katolickiej, w której Go wychowano. Gdyby wtedy Jan Karski został uhonorowany tą Nagrodą, być może żylibyśmy w innym, lepszym świecie. Na pewno, mniej antysemickim.

Specjalne przesłanie na rocznicę skierował także z Nowego Jorku Abraham Foxman, długoletni lider Ligi Przeciw Zniesławianiu (ADL). Polski Żyd ocalały z Holocaustu dzięki Polsce, która go ukryła jako własnego syna. Bliski przyjaciel Jana Karskiego.

Jego słowa robiły szczególne wrażenie:

„Miałem wielkie szczęście i zaszczyt znać Jana Karskiego. Spędzałem z nim czas w Stanach Zjednoczonych, a nawet podczas specjalnych wydarzeń w Polsce. Nigdy tego nie zapomnę. Nie ma zapewne w historii XX wieku człowieka, który nie będąc Żydem tak wiele dla Żydów by uczynił. Uczynił to czasie największego horrendum. Kiedy Hitler przygotował Żydom „Ostateczne Rozwiązanie” i przeprowadzał na nich zbrodnię Holocaustu, Karski podjął misję jej powstrzymania. Uratowania wszystkich jeszcze żyjących Żydów. Jako pierwszy zaapelował do przywódców Wielkiej Brytanii i USA o radykalną zmianę strtegii wojennej, tak aby jednym z jej głównych celów stało się powstrzymanie Holocaustu. Nigdy się tak nie stało. Karski pozbawiał świat alibi wobec bezczynności towarzyszącej Holocaustowi. Karski stał się autorytetem moralnym, a opinia światowa oddał mu spóźniony, ale jakże zasłużony hołd.

Time Magazine układając u schyłku 1999 roku listę stu najbardziej zasłużonych ludzi XX wieku umieścił na niej trzech pochodzących z Polski. Jana Pawła II, papieża, Lecha Wałęsę, który wyzwolił Polskę z dominacji ZSRR i właśnie Jana Karskiego. W 2014 roku, kiedy świat odchodził 100-lecie urodzin Jana Karskiego, zaapelowałem do ówczesnego Prezydenta Polski, aby przychylił się prośbom pośmiertnego nominowania Bohatera do stopnia generała. Argumentowałem, iż byłby to pierwszy w historii przypadek, kiedy ktoś, kto walczył o ratunek Żydów otrzymał od swej Ojczyzny taki honor wojskowy. Z bólem musiałem się pogodzić, że tak się nie stało. Sprawiedliwe zadośćuczynienie nastąpiło dopiero w 2016 roku.

Odwołując się tylko do tych atrybutów, wartości i motywacji Jana Karskiego, które pisały karty współczesnej historii Polski, pragnąłbym życzyć wszystkim Polakom, by rozpoznawali, uznawali i doceniali Jego bohaterstwo, odwagę i szlachetność, jak na to zasłużył. Życzę, aby Jan Karski był zawsze doceniany w Polsce, tak jak w wielu miejscach za granicą. Potrzebujemy w dzisiejszych czasach zagrożeń praw ludzkich więcej Janów Karskich.

Dziś staję więc na baczność przed pamięcią Generała Karskiego, pośród Was wszystkich na Powiślu. W miejscu, gdzie mój Przyjaciel Jan w konspiracyjnym lokalu prowadził nasłuch anglojęzycznych stacji radiowych i sporządzał na ich podstawie biuletyn dla ścisłego kierownictwa Polski Podziemnej. Z takiego właśnie nasłuchu dowiedzieli się m.in. o napaści Japonii na Stany Zjednoczone. Staję i wołam – Generale Karski nigdy Ci tego nie zapomnimy. Naród żydowski zachowa Cię po wsze czasy w pamięci, sercu i modlitwie.

Niech Jego pamięć będzie błogosławieństwem dla nas wszystkich.

Niech na zawsze pozostanie On adwokatem sprawiedliwości i uczciwości.

I niech nas reprezentuje w lepszym świecie ponad nami.

Wierzymy, Drogi Janie, że Twój własny naród podzieli ów podziw za to co zrobiłeś dla narodu żydowskiego.

Pamiętajmy my Żydzi i Polacy o Jego dziele, które łączy nas jak nic innego. Niech patrząc na nas, pamiętają inne narody. Wówczas świat naprawdę może okazać się lepszy, a przestroga „Nigdy więcej” zabrzmieć prawdziwie czystym dźwiękiem".

Uroczystość zakończyło złożenie pod tablicą wieńców od władz RP i ambasadorów USA, Izraela i Niemiec. Wzruszającym akcentem muzycznym była słynna amerykańska pieśń „My Way” Franka Sinatry w polskiej wersji Michała Bajora.

CZYTAJ DALEJ

Białoruś: Protesty katolików i prawosławnych przeciwko „fałszerstwom wyborczym”

2020-08-10 21:50

[ TEMATY ]

Białoruś

PAP/Anna Ivanova

Białoruscy katolicy zorganizowali w mediach społecznościowych kampanię - "Fałszerstwo – ciężki grzech”. Podobnie około 30 duchownych Egzarchatu Białoruskiego Patriarchatu Moskiewskiego uczestniczy w proteście „Prawosławni przeciwko falsyfikacjom” skierowanym przeciwko sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich na Białorusi.

Białoruska rozgłośnia Radio „Swoboda” poinformowała, że w niedzielę 9 lipca późnych godzinach wieczornych, grupa katolików białoruskich ogłosiła w internecie kampanię "Fałszerstwo – ciężki grzech”. Jej inicjatorzy - niestety rozgłośnia nie podała nazwisk - zwrócili się do członków Centralnej Komisji Wyborczej z prośbą o sprawiedliwe i uczciwe liczenie głosów. W wieczornych niedzielnych wiadomościach „Swoboda” podała również, że tego samego wieczora szereg księży Białoruskiego Kościoła Prawosławnego PM włączyło się do protestu „Prawosławni przeciwko fałszerstwom”, zorganizowanego w sieciach społecznościowych przeciwko manipulacjom dokonanym w trakcie głosowania w wyborach na prezydenta Republiki Białoruś.

Inicjatorem protestu jest diakon z Grodna Źmicier Pawlukiewicz, autor umieszczonego w internecie plakatu, na którym za pomocą cytatów z Biblii wyjaśnia, dlaczego wyznawcy prawosławia muszą przeciwstawiać się fałszerstwom, poniżaniu jednostki i wywieraniu na nią nacisku.

Do internetowego protestu przyłączył się cały szereg kapłanów Białoruskiego Kościoła Prawosłąwnego z Mińska, Homla, Grodna, Zasławia, Lidy, Rohaczowa, Borysowa, powiatu Małoryckiego. Do późnych godzin wieczornych w niedzielę 9 bm., pod protestem podpisało się ponad 30 duchownych prawosławnych.

Należy przypomnieć, że w pierwszych dniach lipca, według niezależnych badań, zamiar głosowania na Aleksandra Łukaszenkę zgłaszało około 3% respondentów. Nazajutrz po wyborach, w poniedziałek 10 lipca, w pełni od niego zależna Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła zwycięstwo A. Łukaszenki z więcej niż 80% głosów.

Na Białorusi funkcjonuje nieogłoszony stan wojenny. OMON (odpowiednik oddziałów prewencyjnych policji) patrolujący ulice białoruskich miast, otrzymywał wsparcie wojska w postaci czołgów i transporterów opancerzonych. Mimo to, nocą z 9 na 10 lipca, ulicami wszystkich większych miastach Białorusi przeszły masowe akcje protestacyjne. Na razie wiemy, że jeden protestujący został zabity przez milicję.

CZYTAJ DALEJ

Dolnośląskie: Ognisko koronawirusa w Zakładzie Leczniczo-Opiekuńczym w Piszkowicach

2020-08-11 09:38

[ TEMATY ]

pomoc

koronawirus

Adobe.Stock.pl

U 26 osób - w tym u siedmiorga dzieci - potwierdzono dotychczas zakażenie koronawirusem w prowadzonym przez siostry zakonne Zakładzie Leczniczo-Opiekuńczym w Piszkowicach na Dolnym Śląsku. Placówka szuka wolontariuszy, którzy mogą pomóc w opiece nad dziećmi.

Marta Koczwara z Powiatowej Stacji Sanitarno–Epidemiologicznej w Kłodzku poinformowała PAP, że na początku sierpnia pierwsze wyniki dodatnie w kierunku Covid-19 potwierdzono u pięciu sióstr zakonnych. Od tego czasu siostry przebywają w izolacji domowej.

W związku z tym pod koniec ubiegłego tygodnia przeprowadzono testy wśród wszystkich podopiecznych ośrodka i części personelu, którzy mogli mieć kontakt z siostrami zakażonych koronawirusem. Wynik dodatni potwierdzono wówczas u 14 osób z personelu i siedmiorga dzieci. Wszystkie dzieci, u których wykryto zakażenie przebywają w ośrodku. W poniedziałek materiał do badań został pobrany jeszcze pięciu osobom z personelu.

Ze względu na sytuację, w której znalazł się ośrodek w Piszkowicach, o pomoc dla jego mieszkańców zaapelował m.in. starosta kłodzki Maciej Awiżeń i biskup Świdnicki Marek Mendyk. Potrzebni są wolontariusze z przygotowaniem medycznym do opieki nad niepełnosprawnymi dziećmi.

Od kilku dni kłodzki sanepid szuka także osób, które uczestniczyły w mszach świętych w kościele św. Jana Chrzciciela w Piszkowicach w związku ze stwierdzeniem koronawirusa u miejscowego proboszcza.

Poszukiwane są osoby uczestniczące w mszach odprawianych przez proboszcza od 19 lipca do 2 sierpnia i mające bezpośredni z nim kontakt. Apel skierowany został także do osób, które miały bezpośredni kontakt z księdzem w innych okolicznościach. "Kontakt bezpośredni to kontakt z osobą zakażoną w odległości mniejszej niż dwa metry" – podał w komunikacie kłodzki sanepid.

"Do stacji sanepidu cały czas zgłaszają się osoby, przeprowadzane są wywiady epidemiologiczne i na ich podstawie sanepid występuje z wnioskiem o wykonanie wymazów" - powiedziała Koczwara. Dodała, że ksiądz miał kontakt z siostrami zakonnymi pracującymi w ośrodku w Piszkowicach.(PAP)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję