Reklama

Francja

Francja: Kościół uznał oficjalnie 70. cud w Lourdes

W święto objawień Matki Bożej z Lourdes 11 lutego biskup diecezji Beauvais - Jacques Benoit-Gonin ogłosił niewytłumaczalne z lekarskiego punktu widzenia uzdrowienie s. Bernadette Moriau, obecnie 79-letniej. Jest to 70. cud, uznany i potwierdzony oficjalnie przez Kościół katolicki, za wstawiennictwem Maryi Niepokalanej z Lourdes od pierwszego ukazania się Jej św. Bernardecie Soubirous 11 lutego 1858.

[ TEMATY ]

cuda

Lourdes

Francja

Graziako/Niedziela

Francuska zakonnica ze Zgromadzenia Oblatek Najświętszego Serca Jezusowego s. Bernadette (a więc imienniczka świętej wizjonerki) Moriau cierpiała od końca lat sześćdziesiątych na paraliż okolic lędźwiowych i krzyżowych, zwany też „zespołem ogona końskiego”. Przejawia się on w niedowładzie kończyn dolnych z towarzyszącymi temu licznymi innymi zaburzeniami typu nerwowego. Od 1987 roku chora nie mogła się niemal zupełnie poruszać. Do cudownego uzdrowienia doszło 11 lipca 2008, ale wiadomość o tym biskup przekazał dopiero dzisiaj, we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes i w Światowym Dniu Chorego oraz w 160. rocznicę pierwszego ukazania się Maryi w tym miejscu.

Sama uzdrowiona wypowie się publicznie w tej sprawie 13 lutego w Beauvais, gdyż na terenie tej diecezji mieszka. Diecezja upowszechniła już jednak wideo, na którym zakonnica mówi, że w lutym 2008 jej lekarz zaprosił ją na pielgrzymkę diecezjalną do Lourdes w dniach 3-7 lipca. „Nigdy wcześniej nie byłam tam jako chora (...), udałam się do tego miejsca, dzieląc radość wszystkich pielgrzymów, poza tym w 2008 obchodziliśmy 150. rocznicę objawień” – wspominała s. Bernadette. Zaznaczyła, że gdy była w Grocie Objawień poczuła „tajemniczą obecność Maryi i małej Bernardki”, dodając, że „w żadnym wypadku” nie prosiła o uzdrowienie, ale raczej chciała „nawrócenia serca i siły w dalszym znoszeniu choroby”.

Po powrocie do swej wspólnoty zakonnej w Besles koło Beauvais nastąpiło to, co Kościół katolicki uznał obecnie za 70. cud z Lourdes w ciągu 160 lat. „11 lipca, w czasie naszej godziny adoracji i w łączności z sanktuarium, gdy ponownie przeżywałam w swym sercu tę mocną chwilę przeżywaną w czasie błogosławienia chorych Najświętszym Sakramentem, gdy naprawdę odczuwałam obecność Jezusa, to doświadczenie się powtórzyło. Pod koniec adoracji doświadczam w swym sercu wrażenia ciepła i odprężenia całego mego bytu. Czuję się dobrze” – opowiadała francuska oblatka.

Reklama

Dalszy ciąg wydarzeń opisał bp Benoit-Gonin w oświadczeniu oficjalnym nt. cudu. Po adoracji siostra wróciła do swego pokoju i tam usłyszała wewnętrzne wezwanie do zdjęcia z siebie tego wszystkiego, co miało jej choć trochę ułatwiać życie z chorobą: gorsetu, szyn podtrzymujących jej zwiotczałe kolana, wyłączenia stymulatora nerwowego itd. Uczyniła to i nagle zaczęła chodzić, bez niczyjej pomocy, całkowicie swobodnie. Na świadków poprosiła swe siostry, które nie mogły uwierzyć w to, co się stało – relacjonował biskup.

Dodał, że zakonnica natychmiast udała się do swego lekarza, który potwierdził zmianę. Podobne orzeczenie wydali specjaliści. Potem uzdrowiona zakonnica stawiła się w Międzynarodowym Biurze Medycznym w Lourdes, które postanowiło rozpocząć procedurę stwierdzenia i określenia cudu.

Nastąpiła długa seria licznych ekspertyz i badań. Po zgromadzeniu wszystkich materiałów wspomniane Biuro, złożone z lekarzy i specjalistów z wielu krajów jeszcze raz zbadało sprawę i na swym dorocznym zebraniu w dniach 18-19 listopada 2016 niemal jednogłośnie (przy jednym głosie sprzeciwu) orzekło, że uzdrowienie s. Bernadette „jest niewytłumaczalne przy obecnym stanie naszej wiedzy naukowej”.

Reklama

Ale ostateczne uznanie tego orzeczenia lekarskiego za cud należy do władzy kościelnej, która musi to rozpatrzyć z teologicznego punktu widzenia. Biskup Beauvais wyjaśnił, że o całej sprawie powiadomiono go w lutym 2017 i znów musiało upłynąć kilka miesięcy żmudnych i szczegółowych badań, prowadzonych przez specjalnie powołaną przezeń komisję diecezjalną, która pracowała w ścisłym kontakcie z Biurem w Lourdes. Należało też ustalić związek między uzdrowieniem a pielgrzymką siostry do tego sanktuarium, aby ostatecznie potwierdzić „cudowny i niezwykły charakter” uzdrowienia.

W rozmowie z paryskim dziennikiem „Le Figaro” hierarcha zapewnił, że nie znał wcześniej s. Bernadette, nie mógł więc wypowiadać się na temat jej doświadczeń i osobistych przeżyć. Jednocześnie podkreślił, że „dla Kościoła cud jest działaniem Boga, które mówi coś o Nim i o Jego planie wobec ludzkości”. Dodał, że cuda nierzadko dokonują się za pośrednictwem świętego, do którego się dana osoba modli. „W tym wypadku Bóg zadziałał przez Maryję Pannę, czczoną w Lourdes” – zauważył biskup Beauvais.

Za pierwszy cud zdziałany w Lourdes uchodzi przypadek 38-letniej Francuzki Catherine Latapie z Loubajac, która półtora roku cierpiała na paraliż łokcia i niedowład ramion. Została uzdrowiona około 1 marca 1858, gdy trwały jeszcze objawienia. Diecezja Tarbes (na jej terenie leży Lourdes) uznała to za cud po prawie 4 latach – 18 stycznia 1862 r. Poprzednie, 69. oficjalnie uznane tego rodzaju wydarzenie dotyczy 43-letniej wówczas Włoszki Danili Castelli cierpiącej na nadciśnienie tętnicze z ciężkimi i nawracającymi kryzysami. Nastąpiło to 4 maja 1989 a za cud uznała go diecezja Pawia 20 czerwca 2013.

Oprócz wspomnianych oficjalnie uznanych uzdrowień do Biura w Lourdes wpłynęło dotychczas ponad 7 tys. wiadomości o różnych uzdrowieniach, które się dokonały za wstawiennictwem czczonej tam Maryi. Warto jeszcze dodać, że przeszło 80 proc. oficjalnie uznanych cudów dotyczy kobiet, najmłodsza osoba uzdrowiona miała w chwili odzyskania zdrowia 2 lata, a najwięcej dotychczas uzdrowionych (nie licząc najnowszego przypadku) pochodzi z Francji – 55, następnie z Włoch – 8, Belgii – 3 oraz z Austrii, Niemiec i Szwajcarii – po 1. Sześć osób doznało cudownego uzdrowienia, gdy nie były w Lourdes, a większość uzdrowień (50) wydarzyło się po kontakcie z wodą w tym miejscu, głównie w tamtejszym basenie.

2018-02-11 18:47

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Francja: Premier Edouard Philippe podał się do dymisji

2020-07-03 11:19

[ TEMATY ]

Francja

PAP/EPA/IAN LANGSDON

Premier Francji Edouard Philippe podał się w piątek do dymisji, która została przyjęta przez prezydenta Emmanuela Macrona, będzie jednak sprawował urząd do czasu utworzenia nowego gabinetu - poinformował Pałac Elizejski.

Prezydent zapowiedział w czwartek, że na ostatnie dwa lata jego obecnej kadencji powołany zostanie nowy rząd. O dymisji premiera oraz niektórych ministrów jego rządu prasa spekulowała już od kilku tygodni.

Jak podaje stacja BFM TV, w piątek część ministrów została poinstruowana, by nie uczestniczyć w posiedzeniu rządu.

Premier odniósł znaczące zwycięstwo w niedzielnych wyborach samorządowych (II tura) we Francji. W Hawrze, gdzie startował, uzyskał 59 proc. głosów, pokonując Jean-Paula Lecoqa z Francuskiej Partii Komunistycznej.

Komentatorzy wskazują, że dobry wynik oznaczało de facto umocnienie pozycji premiera i potwierdzenie społecznej aprobaty dla jego rządu w kwestii zarządzania kryzysem Covid-19, co nie jest na rękę prezydentowi.

"Zwycięstwo premiera stawia Emmanuela Macrona w kłopotliwej sytuacji" – ocenił w rozmowie z PAP dyrektor badań w Narodowym Centrum Badań Naukowych (CNRS) politolog prof. Luc Rouban.

„Premier ma obecnie dużo większe poparcie w sondażach niż prezydent. Uważany za stabilnego i uczciwego, Philippe jest silny politycznie, był silny podczas kryzysu wywołanego pandemią, przez co trudno będzie go zastąpić na stanowisku, o czym od tygodni się spekuluje, zauważając napięcia między szefem rządu a prezydentem” – wyjaśnił Rouban.

Macron w udzielonym w czwartek wywiadzie dla francuskiej prasy regionalnej mówił o nowym etapie rządzenia krajem i nowych celach oraz metodach; zapowiedział, że za odbudowę kraju po kryzysie będzie odpowiadał nowy zespół.

Macron poinformował również, że jedną z reform, które chciałby przeprowadzić w ostatnich dwóch latach swej kadencji, jest naprawa systemu emerytalnego.

Kontrowersyjna ustawa wprowadzająca reformę emerytalną, którą forsował prezydent i rząd Philippe’a, utknęła w parlamencie i zaprzestano jej dalszego procedowania w związku z epidemią Covid-19.

Propozycja reformy spowodowała dwumiesięczne strajki związków zawodowych na przełomie roku oraz wywołała zdecydowany protest społeczny.

„Po wyborach samorządowych widzimy, że Francuzi oczekują poważnych zmian i równowagi między gospodarką a transformacją ekologiczną” – skomentował dymisję premiera sekretarz generalny koalicji Zielonych „Europa Ekologia Zieloni” Julien Bayou.

Zieloni, jak wskazują komentatorzy, liczą na wejście do rządu po uzyskaniu dobrego wyniku w wyborach samorządowych.

Komentatorzy oceniają, że obecnie silną pozycję w oczach prezydenta i szansę na pozostanie w rządzie mają: minister obrony Florence Parly, minister ds. równouprawnienia Marlene Schiappa oraz minister gospodarki i finansów Bruno Le Maire.

Z Paryża Katarzyna Stańko (PAP)

ksta/ fit/ akl/

CZYTAJ DALEJ

Prezydent zabezpiecza rodziny przed LGBT i gender

2020-07-03 13:39

[ TEMATY ]

komentarz

prezydent

gender

LGBT

Andrzej Duda

KPRP

Andrzej Duda w ramach prezydenckiej inicjatywy ustawodawczej złożył projekt zmian prawnych, które zwiększają kompetencje rodziców w decydowaniu o tym, jakich treści uczone są ich dzieci w szkole. Nowe regulacje zabezpieczą rodziny przed takimi pomysłami jak karta LGBT i gender.

Inicjatywa ustawodawcza jest odpowiedzią prezydenta na postulaty zgłaszane przez środowiska prorodzinne, by ustawowo wzmocnić konstytucyjne prawa rodziców do wychowania. Podobne rozwiązania prawne były dyskutowane od czasu, gdy Rafał Trzaskowski wprowadził w Warszawie Kartę LGBT. Jednym z punktów programowych tej karty była progresywna seksedukacja szkolna według standardów WHO. Złożona przez prezydenta RP ustawa skutecznie zabezpieczy rodziny w całej Polsce przed podobnymi niebezpieczeństwami.

Gdy ustawa wejdzie w życie, to rodzice będą decydować o tym, czego i kto będzie uczył ich dzieci w ramach zajęć dodatkowych. Każdorazowo przed takimi zajęciami rodzice będą miały wgląd w program lekcji, ich materiały oraz dowiedzą się, kim jest osoba ucząca ich dzieci. Bez zgody rodziców w zajęciach nie będą mogły uczestniczyć ich dzieci.

To bardzo ważne i oczekiwane rozwiązanie, które wzmacnia konstytucyjne prawa rodziców do wychowania dzieci. W Polsce coraz większym problemem stawały się bowiem lewicowe organizacje, które podstępnie wchodziły do szkół organizując zajęcia dodatkowe. Rodzice nie mieli wystarczającej kontroli nad tym, co dzieje się na zajęciach i jakie treści były przekazywane.

Nowe prawo powinno skutecznie zabezpieczyć dzieci np. przed seksualną deprawacją oraz ideologią gender. Zdecydowana większość Polaków nie zgodzi się bowiem na lansowane przez lewicę programy, gdy pozna ich treść i zdobędzie wiedzę, kto ma uczyć ich dzieci.

CZYTAJ DALEJ

130 lat temu na Wawelu uroczyście pochowano Adama Mickiewicza

2020-07-04 07:36

[ TEMATY ]

historia

Adam Mickiewicz

Walenty Wańkowicz, „Portret Adama Mickiewicza na Judahu skale”, 1827-28

4 lipca 1890 r. w Krakowie odbył się drugi pogrzeb Adama Mickiewicza - nazywany „narodowym”. Było to „uroczyste zwłok przeniesienie i podniesienie podobne temu, jakie obchodzi Kościół Boży, kiedy relikwie świętych z jednego miejsca na drugie przenosi” - ocenił świadek wydarzeń Karol Suchodolski.

<
p>Adam Mickiewicz zmarł w Stambule 26 listopada 1855 r. Pochowano go 21 stycznia 1856 r. na tzw. polskim cmentarzu w Montmorency we Francji.

W XIX w. Kraków, miasto koronacyjne i królewska nekropolia, stał się ogólnopolskim centrum życia narodowego i kulturalnego, co w 1869 r. tak opisał Michał Bałucki: „opatrzność i poeci skazali Kraków na miasto grobów, na urnę pamiątek i popiołów”. A Stanisław Estreicher nazywał Kraków „matecznikiem Polski, do którego przybywają na starość wielkie lwy, orły i niedźwiedzie (choć czasem i lamparty), by tu złożyć swe kości” (1932).

Aby krzewić idee patriotyczne, Kraków zaczął organizować narodowo-religijne spektakle. „Ustalił się pewnego rodzaju archeologiczny patriotyzm, polegający na uroczystym obchodzeniu rocznic narodowych i celebrowaniu pogrzebów zasłużonych Polaków” - napisała Bernadetta Wilk („Sławne pogrzeby w XIX-wiecznym Krakowie”, 2006).

Zamiar sprowadzenia prochów Mickiewicza do kraju dojrzewał przez dziesiątki lat. W 1869 r. po pogrzebie Kazimierza Wielkiego, autor, ukryty pod pseudonimem „Litwin”, wydrukował w krakowskiej gazecie „Kraj” artykuł pt. „Zanieśmy Mickiewicza na Wawel”. Odpowiedni wniosek złożył wtedy na posiedzeniu Rady Miasta prezydent dr Józef Dietl, jednak sprawę odłożono na później. Nie zapomniano jednak o Mickiewiczu w Krakowie - w rocznicę śmierci poety organizowano uroczyste wieczorki ku jego czci. Dochody z nich przeznaczano na budowę pomnika; założono też oprocentowane książeczki oszczędnościowe gromadzące środki na sarkofag oraz sprowadzenie zwłok poety do kraju.

Wniosek o pogrzebanie prochów Mickiewicza ponowił w 1883 r. dr Mieczysław Bochenek, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tym razem zawiązał się komitet organizacyjny, zgromadzono ok. 7 tys. zł. reńskich i uzyskano zgodę Kościoła na złożenie szczątków Mickiewicza w krypcie wawelskiej katedry. Urzędowe pozwolenie na sprowadzenie zwłok nadeszło z Wiednia dopiero 20 czerwca 1890 r. Już trzy dni później ruszyła z Krakowa do Paryża delegacja, 27 i 28 czerwca odbyła się w Montmorency ekshumacja, której świadkiem był m.in. Adam Asnyk.

„Cynkowa trumna wieszcza, po odgarnięciu z niej warstwy ziemi i prochu (…) okazała się pękniętą u góry przez całą długość, a przegryzioną rdzą i podziurawioną w podstawie” – czytamy w relacji naocznego świadka. Podczas przekładania zwłok do nowej ołowianej trumny stwierdzono, że zabalsamowane ciało spoczywało na przegniłym posłaniu z morskich traw. „Niestety zabalsamowanie to okazało się bezskutecznem i nic nie pozostało z wielbionych przez nas rysów”.

W starej trumnie znaleziono jeszcze metalowego Chrystusa, który prawdopodobnie był częścią rozsypanego w proch krzyżyka, monetę i biały, porcelanowy guziczek od koszuli. Te pamiątki zabrał Władysław Mickiewicz. Cynkową trumnę Mickiewicza grabarze paryscy pocięli na kawałeczki i „w kilka dni po ekshumacji za pół franka można było nabyć taką pamiątkę” – napisał Stanisław Rosiek („Mickiewicz po śmierci. Studia i szkice nekrograficzne”, 2013).

Podczas uroczystości w Zurychu – na trasie przewozu zwłok - „wygłoszono nad zwłokami dziewięć mów, w tej liczbie jednę po francusku, jednę po niemiecku, jednę po włosku, jednę po rosyjsku, a nawet jednę po bułgarsku” – odnotowała „Książka pamiątkowa z 22 ilustracyami”. W Wiedniu natomiast obyło się bez uroczystości. „Pod nieobecność rodziny i członków delegacyi, bez świadków” przełożono trumnę wieszcza z pociągu francuskiego do austriackiego. Zarząd kolejowy (Nordbahn) sprzeciwił się składaniu wieńców u trumny „pod pozorem, że zbyteczne przepełnienie wagonu mogłoby spowodować w drodze pożar”.

W Wadowicach powstał Ludowy Komitet przy Towarzystwie Ochrony Ziemi, który 19 maja 1890 r. wydał ogólnopolską odezwę, zachęcając do nadsyłania wieńców i materiałów na wieńce - na swój adres, zwłaszcza z miejscowości, nie mogących przysłać delegacji na pogrzeb wieszcza. „Miał bowiem naród wielu i wielkich królów i książąt, miał wiele i najszlachetniejszych królowych, miał wielkich biskupów i kapłanów, nieustraszonych wodzów i bohaterów, miał Kazimierzów Wielkich, królewny Jadwigi, Sobieskich, Kościuszków, Kilińskich i Bartoszów, ale przez całe wieki, przez długi tysiąc lat miał tylko jednego Adama Mickiewicza” - uzasadniono.

Do Wadowic zaczęły spływać przesyłki pocztowe z kłosami, liśćmi i szarfami, z wierszami i dedykacjami, a także wieńce ze wszystkich ziem polskich – z Litwy i Królestwa Polskiego, z Wielkopolski, Prus i Górnego Śląska, z Galicji i Śląska Austriackiego. Franciszek Zalański, sekretarz Komitetu, sporządził spis ponad 4 tys. przesyłek.

30 czerwca 1890 r. w wadowickiej szkole ludowej ruszyła produkcja - setki mieszkańców miasta i okolicznych wsi splatały wieńce, mocowały szarfy, tworzyły napisy. 2 lipca wieczorem, tłumy obejrzały na wadowickim rynku prezentację 44 wieńców: każdy zaopatrzony w jedną wielką literę. 43 litery tworzyły napis: „Adamowi Mickiewiczowi lud wszystkich ziem Polski”. „Głoski napisu wite były z mieszanego-materyału całej Polski, tylko pierwsza +A+ z samych kłosów i borów litewskich oraz z gałązek modrzewia, sadzonego przez króla Sobieskiego, pierwsze +I+ uwite było z traw od Gopła i Kruszwicy, głoska +U+ (utrapienie) z samych kłosów z Królestwa Polskiego, pierwsze +S+ z kłosów pruskiego i austryackiego Szląska, a drugie +S+ z bardzo pięknych traw Białowiejskiej Puszczy, wreszcie jedno +W+ z kłosów i zieleni z Wielkopolski” – napisał Zalański.

44 element stanowił „srebrzysty sierp oświecony gwiazdą postępu” czyli godło wadowickiego Towarzystwa Ochrony Ziemi przymocowane do wieńca splecionego z kłosów całej Polski, i zaopatrzonego w trójkolorową szarfę „o barwach polskich, małoruskich i krajowych, z napisem (…) +Tyś Jozue narodu, prowadź nas do szczęśliwszej przyszłości!+” - opisał sekretarz.

By wysłać wieńce do Krakowa, na stację kolejową w Wadowicach wyruszył kilkutysięczny pochód „wśród okrzyków i nietłumionej radości, że tak wspaniałe dzieło doszło szczęśliwie do skutku” - podsumował Zalański.

3 lipca wieczorem do Krakowa dotarła trumna ze szczątkami Mickiewicza. Złożono ją na przechowanie w składzie zbożowym przy ul. Warszawskiej 21. W piątek, 4 lipca 1890 r., była piękna pogoda. Kraków miał wygląd odświętny, wzdłuż trasy pochodu zawieszono na słupach biało-czerwone chorągiewki i flagi. Słupy zostały połączone girlandami z zieleni. Ustawiono też ozdobne pylony, na których podczas pochodu płonęło purpurowe światło. „W ulicy Sławkowskiej olbrzymie chorągwie zwieszały się gęsto ze wszystkich domów, tak, że sięgały poniżej trumny, jakby ścieląc się pod nią” - opisywano. W Rynku Głównym, naprzeciw wylotu ul. Siennej wzniesiono obelisk, ozdobiony lirą i medalionem z podobizną Wieszcza.

Trumnę ustawiono na karawanie, zaprzęgniętym w sześć karych koni - miał kształt ściętej piramidy, obity był purpurową materią, ozdobiony obrazami Matki Boskiej Ostrobramskiej i Częstochowskiej. „Na szczycie dla trumny urządzono posłanie z kwiatów polnych, rodzimych, które tak pięknie opiewał wieszcz nasz w poezyach swoich: kąkol, bławaty i rumianek przeplatane śnieżystemi pękami lilii” - odnotowali kronikarze wydarzeń. Nad trumną zawieszono baldachim z purpurowego pluszu, ozdobionego ręcznie malowanymi kwiatami oraz napisem: „O grób dla kości naszych w ziemi naszej prosimy Cię Panie”.

Po przemówieniach Władysława Mickiewicza i hr. Jana Tarnowskiego, w takt dzwonów bijących w kościele św. Floriana – rozpoczął się przemarsz pogrzebowego orszaku. Trasa wiodła z ul. Szlak przez ul. Warszawską, Basztową i Sławkowską do Rynku Głównego. Na czele kroczyła orkiestra lwowskiej „Harmonii”, za nią - zastępy ochotniczych strażaków z Galicji „w błyszczących kaskach i w różnobarwnych mundurach”.

Następnie szła deputacja z 44 wieńcami uwitymi w Wadowicach – a za nimi kilkaset delegacji z trzech zaborów i spoza granic. Na pogrzeb przyjechali mieszkańcy Królestwa Polskiego, Litwy, Ukrainy, Wołynia, Podola, Poznańskiego, Śląska, Warmii oraz Polacy z emigracji. Delegatów przysłali także Ukraińcy, Czesi, Serbowie i Bułgarzy.

„W ogromnym orszaku mieniły się tysiączne wspaniałe barwy: świt włościańskich, krakowskich, ruskich, góralskich, huculskich. Obok świt włościańskich i sukman zmieszane razem z nimi i wśród nich stroje narodowe szlachty, charakterystyczne kapoty mieszczan. Ponad tym strzelają czaple kity, mienią się brylantowe ich zapinki, błyszczą kaski strażaków. Na czele duchowieństwa w imponującej liczbie przeszło 500 kapłanów, profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego i Lwowskiego w togach i z insygniami, posłowie sejmowi. Słowem, kiedy się powiodło okiem po tych tysiącach widziało się jasno i dobitnie, że cały naród, wszystkie jego stany, stawiły się na uroczystą chwilę” - napisał świadek tamtych chwil. Pochód zamykały delegacje Uniwersytetu Lwowskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Za nimi, tuż przed karawanem - szedł jedynie arcybiskup.

Przemarsz trwał blisko godzinę. Gdy czoło pochodu było u Kościoła Mariackiego, trumna dopiero ruszyła z miejsca. Za karawanem kroczyła rodzina poety, Wydział Krajowy oraz posłowie do rady państwa i sejmu. Orszak zamykały straże pożarne.

Rodzina Juliusza Kaden-Bandrowskiego mieszkała wtedy przy Rynku. „Ludzi na Rynek wysypało się bez końca — a jeszcze ilu do nas na obiad zaproszonych? Ludzi, ludzi, ludzi. Chodzą, stoją, wiszą na latarniach, siedzą na wszystkich słupach. (…) Jadą banderie krakusów, chłopi z kosami, różne cechy, różni zakonnicy. Idą szlachcice w kontuszach” – czytamy „W cieniu zapomnianej olszyny” (1928).

Także w salonie Kaden-Bandrowskich stały kosze i beczka z kwiatami. Matka chwyciła synka oburącz za ramiona i odwróciła ku oknu, aby zapamiętał podniosłą chwilę. „Pochód sunął w najlepsze, u brzegu naszego domu, pośród tłumu zobaczyłem górę drżących kwiatów. Rzucali je wszyscy ze wszystkich stron, ojciec ze swego okna wysypywał koszyki jeden za drugim. Nie wiem, czy tę górę kwiatów wlokło sześć koni, czy też ją ludzie dźwigali? Pamiętam, z całego widoku, że szpaler strażaków raz za razem przerywał się i pękał. Wtedy tłum opływał zewsząd ten kwiecisty pagórek”.

Matka pisarza, spłakana ze wzruszenia, zanurzyła ręce w beczułce z kwiatami. „I rzuciła gałązki w powietrze. Nie w dół na chodnik, ale przed siebie w powietrze, jakby na ślepo — nikomu. Przechylona daleko za okno, zawołała wreszcie: +Mickiewicz! Mickiewicz! Mickiewicz!+. Ani jednego słowa więcej. Odebrało jej głos. Same łzy” – zakończył Kaden.

Przed kościołem Mariackim prochy wieszcza powitał pieśniami Moniuszki ponad 200-osobowy chór z połączonych towarzystw śpiewaczych, a na czele konduktu arcybiskupa Issakowicza zastąpił arcybiskup lwowski Seweryn Tytus Morawski. Na ul. Bernardyńskiej trumnę przeniesiono na mary, które poniosła do katedry wawelskiej młodzież akademicka. Ledwo zdjęto trumnę, „publiczność rozebrała na pamiątkę obicie karawanu i wszystkie kwiaty”.

W południe trumna dotarła pod katedrę. W tej chwili z zachmurzonego na moment nieba ozwały się grzmoty – a jednocześnie zaczął bić Zygmunt. Pierwszy przemawiał poeta Adam Asnyk. Opowiedział jak „po utracie naszej niepodległości, gdy zabrakło nam dawnych królów i hetmanów (…) opatrzność zesłała nowego wodza. Wódz ten podniósł padający sztandar pokonanego narodu (…) i rozwinął w błękitach na takich wyżynach, na jakich go już dosięgnąć nie mogły żadne nieprzyjazne moce”.

Wrażenie spotęgowała sama natura. Gdy Asnyk mówił o cierpieniach przeszłości – niebo „zawrzało gromem, jednym i drugim, jak gdyby głosem tym chciało potwierdzić prawdę słów mówcy (…) Gdy mówca z kolei przyszedł na nadzieje nasze i zapowiadał ich spełnienie, niebo przed chwilą grożące burzą i deszczem, rozjaśniło się zupełnie i piękna pogoda powróciła” - odnotowali świadkowie.

Ostatnie słowo należało do prof. dr. Stanisława hr. Tarnowskiego. „Jak zaś w modlitwie przy konających Kościół wzywa Świętych różnych, żeby duszę chrześcijańską u wrót Raju powitali, tak nam godzi się powiedzieć: +Niech Cię tu przyjmie i powita duch Łokietka, jedności Państwa odnowiciela, Ciebie, coś jedność ducha utwierdził; — duch Kaźmierza, co urządzał i oświecał, Ciebie, coś jaśniał niewidzianą przedtem u nas światłością, i smugę jej po sobie zostawił. Niech Cię — Litwina — przyjmie pierwszy nasz Litwin Jagiełło, i jego Jadwiga: Ciebie, coś jest znakiem, dowodem, stwierdzeniem i utwierdzeniem świętego Litwy z Koroną małżeństwa” – powiedział.

Gdy trumnę wniesiono do katedry, przed ołtarzem klęczał już kardynał Albin Dunajewski. Pośrodku nawy głównej wybudowano 3-metrowy podest, na który wiodły od bramy kościoła szerokie schody o kilkunastu stopniach - całość obita była ciemno-wiśniowym pluszem. Właściwy katafalk, wzniesiony na postumencie, miał ok. 2 m wysokości. Wykonali go architekt Teodor Talowski i artysta malarz Piotr Stachiewicz. Także był obity bordowym pluszem, okolony wieńcem kwiatów i makatą ze złotymi ornamentami.

Na frontowej części katafalku jaśniał złocisty wieniec. A ponad nim górowały dwa olbrzymie sztandary, pomiędzy którymi wisiał dwustronny obraz. Od strony bramy oglądało się Matkę Boską Ostrobramską, a od strony kaplicy św. Stanisława, Matkę Boską Częstochowską.

„Katafalk ten zbudowany w imponujących oryginalnością i wielkością rozmiarach, miał kształty monumentalne, przeważnie spiż imitujące; robił wrażenie, jakby był stałą od wieków ozdobą katedry; była to tymczasem budowa wykonana w ciągu jednego tygodnia” - relacjonował „Czas”.

Około godz. 15 trumnę złożono w krypcie. „Stanęli wszyscy oddać hołd temu co ukochał naród cały, cierpiał za miliony i wieszczył im świetlaną przyszłość” – napisał Kazimierz Bartoszewicz w broszurze „Mickiewicz na Wawelu. Album pamiątkowe złożenia zwłok wieszcza w krypcie katedralnej” (1890).

Nie był to zwykły pogrzeb, ale „uroczyste zwłok przeniesienie i podniesienie podobne temu, jakie obchodzi Kościół Boży, kiedy relikwie świętych z jednego miejsca na drugie przenosi” – ocenił Karol Suchodolski w „Pamiątce podniesienia relikwii Adama Mickiewicza z dodatkiem najpiękniejszych wyjątków z jego Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” (1890).

Pamiątki z krakowskiego pogrzebu Adama Mickiewicza znajdują się obecnie w magazynie Muzeum Narodowego w Krakowie „w dobrym stanie zachowania, pod stałą opieką konserwatorską i udostępniane są zainteresowanym podczas kwerend” - poinformowała PAP kustosz Monika Paś. „Aktualnie w stałej ekspozycji, w Galerii Rzemiosła Artystycznego w Gmachu Głównym w gablocie z pamiątkami po Adamie Mickiewiczu, znajduje się jeden wieniec srebrny z napisem dedykacyjnym: +Szkoły żeńskie krakowskie 4/VII 1890 Adamowi Mickiewiczowi+” - dodała.

Iwona L. Konieczna (PAP)

ilk/ pat/ aszw/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję