Reklama

Wiadomości

Misja Jana Karskiego upamiętniona w Izbicy

[ TEMATY ]

Jan Karski

Dawid Kostecki

Dr Wiesława Kozielewska-Trzaska, bratanica i córka chrzestna bohatera odsłania monument...

W Izbicy koło Krasnegostawu w województwie lubelskim odsłonięto w niedzielę monument upamiętniający misję Jana Karskiego i jej szczególne brawurowy akt, jakim było przedostanie się emisariusza do zlokalizowanego w tym miasteczku getta – obozu tranzytowego.

Karski dokonał tego w pierwszych dniach 1942 roku przebrany w mundur ukraińskiego strażnika formacji pomocniczej SS. Wiedzę naocznego świadka przekazywał następnie w swoim raporcie przywódcom i ośrodkom opiniotwórczym Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.

Niedzielne wydarzenie, prowadzone przez aktora teatru Osterwy i profesor sztuki teatralnej Witolda Kopcia, odbywało się z pełnym ceremoniałem wojskowym. Poczet flagowy kompanii honorowej odciągnął na maszt flagę państwową. Rozbrzmiał hymn państwowy podjęty natychmiast przez kilkuset uczestników uroczystości.

Reklama

Jako pierwsze odczytane zostało okolicznościowe przesłanie prezydenta RP Andrzeja Dudy, honorowego patrona obchodów 75-lecia Misji Jana Karskiego, który nie mógł przybyć osobiście do Izbicy ze względu na inne obowiązki w stolicy. Zaprezentował je doradca prezydenta Tadeusz Deszkiewicz.

„Misja Jana Karskiego należy do najbardziej znaczących epizodów drugiej wojny światowej. Choć na tle bitew z udziałem milionów żołnierzy, które rozstrzygały o losach wojny, misja jednego skromnego człowieka przemawiającego w imieniu polskiego Państwa Podziemnego z pozoru przedstawia się mało znacząco – to przecież dotyczyła ona jednej z najbardziej wstrząsających tragedii w historii ludzkości. Dzięki świadectwu Jana Karskiego być może tej tragedii udałoby się skuteczne i przeciwdziałać. Niestety, ci którzy mieli możliwości działania, nie zareagowali na raport polskiego emisariusza. Polski krzyk o Zagładzie Żydów spotkał się z obojętnością świata” – usłyszeli zebrani.

Zabierająca głos w imieniu rodziny bohatera, jego bratanica i córka chrzestna dr Wiesława Kozielewska-Trzaska przywoływała samą okoliczność niedzielnego zgromadzenia:

Reklama

„Oczywiście Stryj nie spadł tu, w Izbicy, z nieba. Wcześniej trafił do Krasnegostawu, gdzie przygotowywał się do akcji i oczekiwał na stosowną do niej okazję. Było to możliwie dzięki organizacji i koordynacji przedsięwzięcia przez jego Brata – pułkownika Mariana Kozielewskiego, wówczas komendanta głównego Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa czyli konspiracyjnej policji Polski Podziemnej, a przed wojną komendanta stołecznego Policji Państwowej. Zapewne nie byłoby możliwe, gdyby nie kontakty i pomoc na miejscu ludzi związanych z wywodzącymi się z tych stron nadkomisarzem Eugeniuszam Motoczyńskim i ostatnim przedwojennym komendantem powiatowym policji w Krasnymstawie komisarzem Aleksandrem Głowaczem. Mówiąc po prostu sprawa była ułożona przez konspirację policyjną. Oczywiście znaczący był inspirujący udział w akcji Leona Feinera, przywódcy żydowskich socjalistów z Bundu, ale bez wspomnianej policyjnej roboty konspiracyjnej nic by nie było.

Chcę i muszę o tym powiedzieć, bowiem bohaterskie i patriotyczne zaangażowanie polskich policjantów w Państwo Podziemne przez całe dziesięciolecia przysłaniała czarna propaganda Policji Granatowej. O sprawiedliwość dla policjantów-patriotów czas się wreszcie upominać. To także historia naszej Rodziny. Obok mego Stryja pułkownika Mariana Kozielewskiego, w Podziemiu działali także dwaj inni Stryjowie-policjanci z garnizonu warszawskiego Edmund i Józef oraz Stryjenka-policjantka Laura, szyfrantka w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Po wojnie, Marian, Edmund i Józef ścigani przez polską bezpiekę i sowieckie NKWD, wydostali się na Zachód, a potem do Kanady, Stanów Zjednoczonych i Argentyny. Ojczyzny już nigdy nie zobaczyli. Laura w Polsce długo musiała mylić ślady. Na obczyźnie zmarł mój ojciec Stefan. Służył w polskiej marynarce. Potem brytyjskiej i amerykańskiej. Pływał w konwojach wojennych. Dwukrotnie jego jednostki były zatapiane. Cudem ocalał. Przeżył nawet, kiedy okręt poszedł na dno, a na oceanie płonęło paliwo, jakie przewoził, a on walczył o życie z ogniem i wodą.

Dawid Kostecki

Ważnym elementem idei pomnika jest ręka sięgająca ku niebu po ratunek...

Ornamentem naszej rodziny Kozielewskich jest naturalnie stryj Jan, znany całemu światu. Walczyli i cierpieli za Ojczyznę, z dala od niej umierając, także inni Kozielewscy. Nie mogę o nich dziś nie wspomnieć u stóp tego monumentu.”

Kończyła zaś przywołaniem słów kard. Stanisława Dziwisza:

„Karski szedł tam, gdzie posłała jego Ojczyzna. Misja Jana Karskiego była jednak także tryumfem człowieczeństwa w formacji, jaką Jan Karski otrzymał. Jako katolik i Sodalis Mariański swój udział w misji ratowania ginącego na jego oczach narodu żydowskiego uznawał za najświętszy obowiązek płynący z nakazu wierzy chrześcijańskiej. Aby być godnym słowa katolik musiał ratować naród poprzez który Bóg nam się objawił. Myślę, że ta konkluzja Księdza Kardynała powinna również i na zawsze nam towarzyszyć. Ona bowiem także definiuje misję Jana Karskiego. Misję kompletną i zupełną. W historii Polski nie było takich misji w nadmiarze.”

Reprezentująca lubelską społeczność żydowską profesor Luba Matraszek zaprezentowała niezwykle impresyjne wystąpienie ocalonego z Holocaust polskiego Żyda Abrahama Foxmana, długoletniego dyrektora Ligi Przeciw Zniesławianiu (ADL), przyjaciela Jana Karskiego. Mogliśmy usłyszeć:

„Nie ma zapewne w historii XX wieku człowieka, który nie będąc Żydem tak wiele dla Żydów by uczynił. Uczynił to czasie największego horrendum. Kiedy Hitler przygotował Żydom „ostateczne rozwiązanie” i przeprowadzał na nich zbrodnię Holocaustu, Karski podjął misję jej powstrzymania. Uratowania wszystkich jeszcze żyjących Żydów. […]

Jako pierwszy zaapelował do przywódców Wielkiej Brytanii i USA o radykalną zmianę strategii wojennej, tak aby jednym z jej głównych celów stało się powstrzymanie Holocaustu. Nigdy się tak nie stało. […]

Karski pozbawiał świat alibi wobec bezczynności towarzyszącej Holocaustowi. Karski stał się autorytetem moralnym, a opinia światowa oddał mu spóźniony, ale jakże zasłużony hołd.

2017-12-04 11:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Holocaust. Drugi grzech pierworodny

[ TEMATY ]

Auschwitz

Jan Karski

Mazur/episkopat.pl

Auschwitz-Birkenau

Uznając, że o zbrodni Holocaustu, która powraca do nas w 75. Rocznicę oswobodzenia obozu śmierci KL Auschiwtz-Bireknau, powiedziano już wszystko lub niemal wszystko, chcemy przytoczyć słowa Jana Karskiego. Bohaterskiego emisariusza Polskiego Państwa Podziemnego, który Holcaust próbował powstrzymać.

Jako żarliwy katolik odpowiedzialność za tę zbrodnię przyrównywał do drugiego grzechu pierworodnego. Biorąc także ów grzech na siebie.

Na międzynarodowej konferencji wyzwolicieli obozów koncentracyjnych, czterdzieści lat temu dramatycznie komunikował:
"Moja wiara każe mi mówić, że ludzkość popełniła drugi grzech pierworodny,
dopuszczając do Zagłady.
Z nakazu lub zaniedbania, z samonarzuconej niewiedzy czy nieczułości,
z egoizmu czy hipokryzji albo z zimnego wyrachowania.
Ten grzech będzie prześladował ludzkość do końca świata.
Prześladuje i mnie. Chcę, by tak zostało”.

Towarzystwo Jana Karskiego uważa, że słowa te w dniu dzisiejszym powinny wybrzmieć jeszcze donośniej.

CZYTAJ DALEJ

Święty Tomasz Apostoł

Audiencja generalna, 27 września 2006 r.

Drodzy Siostry i Bracia!

Kontynuując nasze spotkania z dwunastoma Apostołami, wybranymi bezpośrednio przez Jezusa, dziś poświęcimy naszą uwagę apostołowi Tomaszowi. Jest on zawsze obecny na czterech listach sporządzonych na podstawie Nowego Testamentu, w pierwszych trzech Ewangeliach umieszczony jest obok Mateusza (por. Mt 10, 3; Mk 3, 18; Łk 6, 15), Dzieje Apostolskie natomiast umieszczają go blisko Filipa (por. Dz 1, 13). Jego imię pochodzi od rdzenia hebrajskiego ta’am, co oznacza „bliźniak”. W rzeczywistości Ewangelia św. Jana wiele razy nazywa go imieniem „Didymos” (por. J 11, 16; 20, 24; 21, 2), które po grecku znaczy dokładnie „bliźniak”. Dla nas nie jest jasne, dlaczego nosił taki przydomek.


Czwarta Ewangelia przynosi nam trochę wiadomości, które ukazują kilka znaczących cech jego osobowości. Pierwsza dotyczy napomnienia, jakiego udzielił on innym Apostołom, gdy Jezus w krytycznym momencie swego życia zdecydował się pójść do Betanii, aby wskrzesić Łazarza, zbliżając się w ten sposób niebezpiecznie do Jerozolimy (por. Mk 10, 32).

Przy tej okazji Tomasz powiedział do swoich współuczniów: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć” (J 11, 16). Ta jego determinacja w naśladowaniu Mistrza jest zaprawdę wzorcowa i daje nam cenną naukę: objawia całkowitą dyspozycyjność w przylgnięciu do Jezusa, aż po identyfikowanie własnego losu z Jego losem oraz chęć podzielenia z Nim najwyższego doświadczenia śmierci. Najważniejsze jest nigdy nie oderwać się od Jezusa. Gdy Ewangelie używają słowa „naśladować”, oznacza to, że chcą powiedzieć, iż tam, gdzie udaje się Jezus, musi iść również Jego uczeń. W ten sposób życie chrześcijańskie definiuje się jako życie z Jezusem Chrystusem, życie do przemierzenia razem z Nim. Św. Paweł pisze analogicznie, gdy zapewnia chrześcijan w Koryncie: „pozostajecie w naszych sercach na wspólną śmierć i wspólne z nami życie” (2 Kor. 7, 3).

To, co realizuje się między Apostołem a jego chrześcijanami, dotyczy przede wszystkim związków między chrześcijanami a samym Jezusem: razem umrzeć, razem żyć, trwać w Jego sercu tak, jak On trwa w naszym.
Druga interwencja Tomasza ma miejsce podczas Ostatniej Wieczerzy. Przy tej okazji Jezus, przepowiadając bliskie swe odejście, ogłasza, że idzie przygotować miejsce dla uczniów, aby również oni znajdowali się tam, gdzie On będzie. Wyjaśnia im: „Znacie drogę, dokąd Ja idę” (J 14, 4).

Wówczas Tomasz interweniuje, mówiąc: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” (J 14, 5). Tym powiedzeniem Tomasz sytuuje się na poziomie bardzo niskiego zrozumienia; jednakże jego słowa stwarzają Jezusowi okazję do wypowiedzenia słynnej definicji: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6). Pierwotnie to objawienie zostało przekazane Tomaszowi, jednakże ważne jest ono dla nas wszystkich oraz dla ludzi wszystkich czasów.

Za każdym razem, gdy słyszymy czy też czytamy te słowa, możemy naszą myślą stanąć obok Tomasza i wyobrazić sobie, że Pan mówi również do nas w ten sposób, w jaki mówił do niego. Jednocześnie jego pytanie daje również nam prawo - by tak powiedzieć - do proszenia Jezusa o wytłumaczenie.

Często nie rozumiemy tego. Miejmy odwagę powiedzieć: Nie rozumiem Cię, Panie, wysłuchaj mnie, pomóż mi zrozumieć. W ten sposób, z tym spokojem, który jest prawdziwym sposobem modlitwy, rozmowy z Jezusem, wyrażamy małość naszej zdolności rozumienia, ale równocześnie stajemy w postawie ufności człowieka, który oczekuje światła i siły od Tego, który może mu to dać.
Bardzo znana, a nawet przysłowiowa, jest scena z niewiernym Tomaszem, która miała miejsce osiem dni po wydarzeniu Paschy. Najpierw nie uwierzył on w Jezusa, który ukazał się podczas jego nieobecności, i powiedział: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę” (J 20, 25).

Z tych słów płynie przekonanie, że Jezus jest już rozpoznawalny nie tyle z oblicza, co ze swoich ran. Tomasz uważa, że znakami istotnymi dla tożsamości Jezusa są teraz przede wszystkim Jego rany, w których objawia się, jak bardzo nas umiłował. W tym Apostoł się nie myli. Jak wiemy, osiem dni później Jezus ponownie ukazał się pośród swoich uczniów, i tym razem Tomasz był obecny. Jezus mówi mu: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym” (J 20, 27). Tomasz reaguje wspaniałym wyznaniem wiary w całym Nowym Testamencie: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20, 28).


Św. Augustyn komentuje w ten sposób: Tomasz „widział i dotknął człowieka, ale wyznawał swoją wiarę w Boga, którego nie widział, ani nie dotykał. Jednak, gdy widział i dotykał Go, chciał wierzyć w to, w co aż do tej chwili wątpił” (In Johann. 121, 5). Ewangelista kończy ostatnim słowem Jezusa do Tomasza: „Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 29). To zdanie można również powiedzieć w czasie teraźniejszym: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, jednakże wierzą”.


Jezus wypowiada tu podstawową zasadę dla chrześcijan, którzy przyjdą po Tomaszu, a zatem dla nas wszystkich. I warto zauważyć, jak inny Tomasz, wielki średniowieczny teolog z Akwinu, zbliży do tej formuły błogosławieństwa inną formułę, pozornie przeciwną, przytoczoną przez Łukasza: „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie” (Łk 10, 23). Jednakże Akwinata komentuje: „Zasługuje o wiele bardziej ten, kto wierzy bez widzenia, od tego, kto nie wierzy, pomimo że widzi” (In Johann. XX lectio VI par. 2566). W rzeczywistości List do Hebrajczyków, powołując się na wielu starożytnych Patriarchów biblijnych, którzy wierzyli w Boga, nie widząc wypełnienia się Jego obietnic, definiuje wiarę jako „porękę tych dóbr, których się spodziewamy, oraz dowód tych rzeczywistości, których nie widzimy” (por. Hbr 11, 1).

Przypadek apostoła Tomasza ważny jest dla nas przynajmniej z trzech powodów: po pierwsze dlatego, że nas umacnia w naszych niepewnościach; po drugie dlatego, że pokazuje nam, iż każda wątpliwość może być doprowadzona do świetlanego rozwiązania, ponad wszelką wątpliwość; wreszcie dlatego, że słowa skierowane do niego przez Jezusa przypominają nam prawdziwy sens wiary dojrzałej i dodają nam odwagi do działania mimo trudności na naszej drodze przylgnięcia do Jezusa.


Ostatnia uwaga na temat Tomasza została zachowana dla nas w Czwartej Ewangelii, która przedstawia go jako świadka Zmartwychwstałego, po cudownym połowie ryb na Jeziorze Tyberiadzkim (por. J 21, 2). Z tej okazji jest on wspomniany nawet zaraz po Szymonie Piotrze: to ewidentny znak wielkiej ważności, jaką cieszył się on w środowisku pierwszych wspólnot chrześcijańskich. W rzeczywistości pod jego imieniem zostały napisane później Dzieje oraz Ewangelia Tomasza, oba teksty apokryficzne, jednakże bardzo doniosłe dla studiów początków chrześcijaństwa. Przypominamy wreszcie, że według starożytnej tradycji, św. Tomasz ewangelizował najpierw Syrię oraz Persję (tak referuje już Orygenes, cytowany przez Euzebiusza z Cezarei, Hist. eccl. 3, 1), zaś później wybrał się do Indii Środkowych. W tej perspektywie misjonarskiej kończymy naszą refleksję, wyrażając życzenie, aby przykład św. Tomasza umacniał zawsze naszą wiarę w Jezusa Chrystusa, naszego Pana i naszego Boga.

Z oryginału włoskiego tłumaczył o. Jan Pach OSPPE

Audiencja generalna

O postaci św. Tomasza Apostoła mówił Benedykt XVI podczas audiencji generalnej w Watykanie. Papież kontynuował cykl środowych katechez poświęconych Apostołom. Na Placu św. Piotra zgromadziło się 30 tys. pielgrzymów z całego świata, w tym wielu z Polski, do których Ojciec Święty powiedział: „Pozdrawiam pielgrzymów z Polski i z innych krajów. «Pan mój i Bóg mój!» - w tych słowach św. Tomasz daje świadectwo o zmartwychwstaniu Chrystusa. Przyjmujemy z wdzięcznością to wyznanie. Niech kształtuje naszą wiarę, umacnia nadzieję i rozpala miłość. Serdecznie Wam błogosławię”.

CZYTAJ DALEJ

Prezydent przedstawił Eko-Kartę, czyli deklarację wsparcia inicjatyw ekologicznych

2020-07-03 20:05

[ TEMATY ]

ekologia

kampania

Andrzej Duda

PAP

Szklarska Poręba wizyta prezydenta Dudy

Prezydent Andrzej Duda przedstawiał w piątek Eko-Kartę będącą - jak mówił - deklaracją jego zdecydowanego wsparcia dla inicjatyw na rzecz czystego powietrza, energii odnawialnej, efektywnego wykorzystywania zasobów wody, właściwej gospodarki odpadami i zwiększenia nakładów na edukację ekologiczną.

Prezydent odwiedził w piątek popołudniu Dolnośląskie Centrum Sportu, gdzie przedstawił "Eko-Kartę" zawierającą propozycje dla Polaków dotyczące ochrony środowiska naturalnego.

"To jest deklaracja mojego zdecydowanego wsparcia dla inicjatyw już rozpoczętych i tych przyszłych na rzecz czystego powietrza, rozwoju źródeł energii odnawialnej, efektywnego wykorzystywania zasobów wody, ochrony przyrody i właściwej gospodarki odpadami, a także obietnica podejmowania kolejnych działań na rzecz zwiększenia nakładów na edukację ekologiczną i promocję tych wartości wśród dzieci i młodzieży" - powiedział Duda.

Wskazywał, że już dziś wdrażany jest "cały szereg programów o charakterze ekologicznym, mających chronić powietrze i klimat". "Mamy nadzieję, że co najwyżej do 2035 roku połowa produkowanej energii elektrycznej to będzie energia produkowana ze źródeł odnawialnych, tzw. zielona energia. To będzie energia pochodząca z fotowoltaiki, z ferm wiatrowych, a także ze wszystkich innych zielonych źródeł, jakie tylko będziemy mogli wykorzystać" - powiedział prezydent.

Jak zaznaczył, chodzi też o realizację przyjętych dwa lata temu założeń nowego miksu energetycznego dla Polski. Wskazał też na programy: "Czyste powietrze" - zakładający termomodernizację budynków i wymianę palenisk; "Twój Prąd", czyli dofinasowanie instalacji paneli fotowoltaicznych; "Miasto z klimatem" i "Dom z klimatem", czyli tworzenie przyjaznej przestrzeni miejskiej, gdzie jest więcej zieleni i zbiorników wodnych.(PAP)

autor: Marzena Kozłowska, Piotr Doczekalski

mzk/ pdo/ mok/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję