Reklama

Miał serce prawdziwego ojca

Niedziela we Włoszech 12/2004

Śp. o. Tomasz Roztworowski

Śp. o. Tomasz Roztworowski

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Z ks. Kazimierzem Przydatkiem SI - na temat współpracy z o. Tomaszem Rostworowskim oraz pracy duszpasterskiej w Rzymie - rozmawia Magdalena Sikorska

Magdalena Sikorska: - Od wielu lat przebywa Ojciec w Rzymie. Z pewnością było wiele okazji do spotkań z o. Tomaszem Rostworowskim?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ks. Kazimierz Przydatek SI: - Moja znajomość z o. Tomaszem sięga roku 1948, w którym to podczas wakacji udałem się do Nowego Sącza w celu wstąpienia do Małego Seminarium Ojców Jezuitów. W drodze powrotnej pociąg bardzo był przepełniony. Zanosiło się więc na całonocne stanie w korytarzu. W pewnym momencie otworzyły się drzwi od pobliskiego przedziału i ujrzałem dobrą i radosną twarz księdza. - Chodź do nas chłopcze, tu jest moja grupa młodzieży, z którą wędruję. Ściśniemy się i będzie też miejsce dla ciebie. Jak ci na imię i skąd jedziesz? - padło zaproszenie. - Wracam z Nowego Sącza od ojców jezuitów przy ulicy Piotra Skargi. Zapisałem się tam do Małego Seminarium - odpowiedziałem. Nieznajomy ksiądz rozłożył szeroko ramiona i zawołał ze szczerą radością: - O jakże się cieszę. Będziesz moim współbratem.
Musiałem, więc opowiadać o sobie, gdzie mieszkam, dokąd jadę, gdzie uczęszczałem dotąd do szkoły. O. Tomasz przerywał pogaduszkę śpiewem i częstował owocami. Nigdy nie zapomnę tego pierwszego spotkania.

Reklama

- A kiedy Ojcowie spotkali się po raz drugi?

- Drugie spotkanie nastąpiło po wyjściu o. Tomasza z więzienia, a było to jeszcze w Krakowie. Rozeszła się wiadomość po kolegium, że o. Tomasz Rostworowski wyszedł po sześciu latach z więzienia i przed Wielkanocą będzie udzielał na Wydziale Filozofii kilkudniowych rekolekcji. Po pierwszym dniu nie wytrzymałem i wieczorem podszedłem do niego po wyjściu z kaplicy, zagadując: - Ojcze, czy przypomina sobie Ojciec podróż z Nowego Sącza do Krakowa z grupą młodzieży akademickiej, do której przygarnął Ojciec niejakiego Kazia? - Ależ naturalnie. To ty jesteś? Jak się cieszę, że się znowu spotykamy już we wspólnym Domu.
Nauki rekolekcyjne o. Tomasza były wspaniałe, oparte głównie na jego doświadczeniach wyniesionych z więziennych murów. Większość uwięzionych cierpiała tam niewinnie.

- Kiedy nastąpiło Ojców pierwsze spotkanie w Rzymie?

Reklama

- Przybyłem do Rzymu w połowie grudnia 1964 r. O. Tomasz Rostworowski odwiedziwszy swoich krewnych w Argentynie, wracał przez Rzym i tu zatrzymali go przełożeni, aby pomógł o. Józefowi Chechelskiemu, który będąc ciężko chory, potrzebował zastępstwa w Radiu Watykańskim. Wkrótce też o. Chechelski zmarł. O. Tomasz objął jego stanowisko, pozostając sam. Znalazł się w trudnej sytuacji i szukał pomocy. Dowiedziawszy się, że przyjechałem do Kolegium Bellarminum, zwrócił się do mnie z prośbą o współpracę. W tym czasie Papież Paweł VI zamierzał odwiedzić Fatimę i o. Tomasz miał mu towarzyszyć w tej podróży. W czasie swojej nieobecność prosił, abym zastąpił go w Radiu. Przyjąłem propozycję. Śledząc wiadomości z Fatimy, co godzinę nadawałem komunikat do Polski o tym, jak przebiegała papieska podróż. To właśnie był początek mojej wieloletniej współpracy z o. Tomaszem.

- Jak układała się współpraca z o. Rostworowskim?

- Wyśmienicie. Miał on serce prawdziwego Ojca, zwłaszcza, gdy musiał poprawiać teksty przygotowywane do radiowej transmisji. Kiedy przerabiał je czy skracał, czynił to z wielką życzliwością i łagodnością, tak że nie odczuwało się wcale żadnej przykrości. Dzięki niemu nauczyłem się ujmować trudne tematy krótko i zwięźle, jak tego wymaga praca w Radiu.
Był to jednak okres trudny dla wszystkich Polaków pracujących w Rzymie. Było nas niewielu, a liczba polskich turystów indywidualnych czy grupowych wzrastała. Wielu z nich szukało polskich informacji o Rzymie dotyczących zwiedzania, zakupów i wszystkiego, co tylko można było sobie wyobrazić. Nie istniały jeszcze nowe Ośrodki dla Pielgrzymów, dlatego kościół polski na via Botteghe Oscure 15 był oblegany przez turystów. Drugim więc punktem oparcia stało się Radio Watykańskie, bo słuchała je cała Polska. Stąd o. Tomasz był rozrywany na wszystkie strony, a mając dobre serce, nikomu nie umiał odmówić pomocy. Nic dziwnego, że nie rzadko dobiegał do mikrofonu zadyszany, bo nie miał chwili czasu, aby odsapnąć i nabrać trochę głębszego oddechu.

- Jak długo Ksiądz współpracował z o. Tomaszem?

Reklama

- Moja praca w Radiu trwała około 8 lat, dokładnie od 1966 do 1973 r. Tygodniowo wygłaszałem dwie prelekcje. W sobotę podawałem refleksje na temat niedzielnej liturgii, w niedziele natomiast prowadziłem cykle katechez dla osób dorosłych, ujęte w ramy Historii Zbawienia. Był to dość długi okres, podczas którego miałem dużo okazji, aby dobrze poznać o. Tomasza. Kiedy on pojechał po raz pierwszy w odwiedziny do Polski, rozchorował się tam i już nie wrócił do Włoch. Wówczas odszedłem z Radia. Wkrótce bp Władysław Rubin zaangażował mnie do pracy przy polskich turystach i pielgrzymach, a potem po dziesięciu latach przeszedłem do pracy z młodzieżą włoską przy kościele św. Andrzeja na Kwirynale, gdzie spoczywają relikwie św. Stanisława Kostki, Patrona młodzieży polskiej.

- Czy o. Tomasz wywarł wpływ na dalszą Ojca pracę duszpasterską w Rzymie?

- Oczywiście i to wielki. Często widywałem go w rozmowach z indywidualnymi gośćmi, ale najbardziej imponował mi w kontaktach z młodszymi księżmi studiującymi w Rzymie. Raz do roku Siostry Nazaretanki zapraszały do siebie wszystkich księży z okazji Bożego Narodzenia na smaczną kolację i kolędy, podobnie jak Siostry Zmartwychwstanki na Wielkanoc. W obu przypadkach o. Tomasz był głównym animatorem tych spotkań. Posiadał dar dowcipnego opowiadania swoich doświadczeń, szczególnie z okresu więzienia, a jego gra na fortepianie i śpiew wytwarzały niepowtarzalną atmosferę odświętnej radości. Ten pogodny nastrój udzielał się młodym kapłanom i sprawiał, że młodzi lgnęli do niego.
Obcując tak blisko z o. Tomaszem zrozumiałem doniosłą rolę śpiewu i muzyki w jej oddziaływaniu na ludzi, zwłaszcza młodych.

- W czym jeszcze przejawiał się wpływ o. Tomasza Rostworowskiego na Ojca pracę z młodzieżą?

Reklama

- Radosne podejście o. Tomasza do życia nauczyło mnie pogody ducha w spotkaniu z chorymi ludźmi w klinice, gdzie stale kapelanuję, a potem z pielgrzymami, zwłaszcza z grupami polskiej młodzieży, którą miałem okazję poznawać przez długie lata. I chociaż osobiście nie gram na żadnym instrumencie i nie śpiewam, idąc za przykładem o. Tomasza starałem się animować innych do śpiewu. Po przygotowaniu grup na spotkanie z Ojcem Świętym, organizowałem na campingach długie wieczory śpiewu, spędzając czas z grupami młodzieży do późnych godzin nocnych. Szczytem tej animacji było zorganizowanie Międzynarodowego Przeglądu Piosenki Religijnej z okazji Roku Świętego 1983 na temat Nawrócenia do wiary, transmitowanego przez telewizję włoską na cały świat.

- Czy posłużył się Ojciec tą samą metodą w pracy z młodzieżą włoską?

- Owszem, jak najbardziej. Aby pogłębić oficjalne przygotowanie narzeczonych do małżeństwa, od 18 lat organizowałem spotkania dla wszystkich par raz w miesiącu. Podczas Mszy św. mówiłem młodym o roli Eucharystii w życiu małżeńskim. Elementem skutecznie przyciągającym młodych do tych spotkań była po Mszy św. prezentacja muzyki i śpiewów przewidzianych do liturgii ślubów.
Jeżeli chodzi o polskie grupy pielgrzymkowe, to wiadomo, że w zdecydowanej większości są one rozśpiewane i przyciągają obcokrajowców swoją modlitewną postawą wraz ze śpiewem. Dlatego też, kiedy około 1992 r. polska grupa modlitewna działająca w Rzymie - „Salvator” - poprosiła mnie o możliwość urządzania swoich spotkań w kościele Patrona młodzieży polskiej, chętnie zgodziłem się na nie i trwały one często od 18.00 do 22.00.

- Czy może Ojciec przybliżyć swoją obecną działalność w kościele na Kwirynale? Wiele mówi się o chórze „Vox Poloniae”, którego Ojciec jest autorem i opiekunem.

Reklama

- Nie nazwałbym siebie autorem, lecz raczej animatorem, naśladując w tym o. Tomasza. Trzy lata temu zapytałem obecnych na Mszy św. Polaków, czy nie zechcieliby mi pomóc w zorganizowaniu chóru z prawdziwego zdarzenia. Był to dzień imienin Ojca Świętego. Zgłosiło się aż dwadzieścia pięć osób i stały się one jakby darem dla Papieża. Cały trud utworzenia chóru w Rzymie spadł na barki mgr Marii Gromnickiej, która w krótkim terminie utworzyła chór „Vox Poloniae”.
Aby potwierdzić efektywność pracy całego zespołu, należy wspomnieć o koncertach, które spotkały się z przychylnym przyjęciem polskiej i włoskiej publiczności. Co roku z okazji świąt Bożego Narodzenia odbywały się po dwa koncerty. W pierwszym roku chór wykonał polskie kolędy. W następnym 2002 r. było to Misterium Bożego Narodzenia, natomiast w 2003 r. Boże Narodzenie w Apokalipsie. Wykonanie kolęd było przeplatane odpowiednią refleksją w dwu językach oraz inscenizacją. Chór był parokrotnie zapraszany, aby uświetniać spotkania wigilijne w Ambasadzie RP na via Rubens, a także w Ambasadzie Polskiej przy Watykanie. Stało się też tradycją, że „Vox Poloniae” koncertował z okazji świąt narodowych, jak też i innych, nawet w TV RAI.

- W tych pięknych osiągnięciach widać wielką chęć włączenia młodych do nowej ewangelizacji, czy to przez śpiew, radio, czy też zwykły kontakt z drugim człowiekiem. Byłam także świadkiem interesującego wydarzenia w kościele św. Andrzeja. Mam na myśli sztukę teatralną poświęconą życiu św. Stanisława w reżyserii Alberto Macchi.

- Na kanwie występów chóru i jego sukcesów zrodziła się myśl powrotu do dawnej metody „Ratio Studiorum” Towarzystwa Jezusowego, które od początku zalecało całemu Zakonowi wykorzystanie teatru i sztuki jako skutecznej metody nauczania Bożych prawd. Prowokując wszystkich do współpracy, udało mi się połączyć w jedną harmonijną całość trudną sztukę chóralnego śpiewu a cappella z deklamacją słowa. Chór stał się bazą muzycznej oprawy dla sztuki napisanej specjalnie przez włoskiego reżysera. Jednoaktowa sztuka została wystawiona w formie ruchomych scen odegranych w różnych pomieszczeniach kościelnych, gdzie żył, modlił się i umierał św. Stanisław Kostka. Rzeczywiście zrobiło to niezwykłe wrażenie. Obecnym na przedstawieniu był włoski prowincjał o. Michał Lawra SI, który wyraził bardzo duże zadowolenie, zachęcając mnie do kontynuowania duszpasterstwa w tym kierunku. Opinię tę potwierdziły recenzje prasowe i inne.

Reklama

- Sztukę kończy wystąpienie Ojca, w którym mówi Ojciec o związkach duchowości młodego Świętego i obecnego Papieża. Proszę to przybliżyć.

Reklama

- Muszę od razu przypomnieć, że przedstawienie teatralne zostało zorganizowane z okazji obchodów 25-lecia Pontifikatu Ojca Świętego Jana Pawła II, dlatego spektakl był tak pomyślany, aby podkreślić to, co łączy duchowo Ojca Świętego z naszym kościołem św. Andrzeja na Kwirynale w Rzymie.
Na pierwszym miejscu do tego duchowego związku należy zaliczyć szczególne nabożeństwo Papieża do św. Stanisława Kostki. Wystarczy wspomnieć dzień 13 listopada 1988 r., kiedy Ojciec Święty przybył do naszego kościoła jakby „przymuszony wewnętrzną koniecznością i potrzebą serca”. Pragnął pomodlić się przy grobie Patrona polskiej młodzieży, chcąc w ten sposób rozpocząć drugie dziesięciolecie swojego Pontyfikatu.
Jeśli spojrzymy teraz na same tylko obchody Papieskiego Jubileuszu, znajdujemy zdumiewającą bliskość duchową Papieża z osobą św. Stanisława Kostki: jak św. Stanisław Kostka - pielgrzymujący do Rzymu, aby wypełnić swoje powołanie, tak i Papież - pielgrzym jubileuszowego Pontifikatu, odbywa setną misyjną pielgrzymkę, pomimo zdrowotnych trudności. Jak św. Stanisław Kostka, czciciel Maryi, tak i Papież - Jej wielki czciciel ogłasza Rok Jubileuszowy, Rokiem Różańca Świętego. Jak św. Stanisław Kostka, który miał wielki kult dla Eucharystii, tak i Papież w tym też Roku Jubileuszowym ogłasza encyklikę poświęconą właśnie Eucharystii.
Ten zbieg wydarzeń nie można nazwać przypadkiem, lecz celowym przypomnieniem polskiej młodzieży duchowego ideału św. Stanisława Kostki, który ma pozostać dla niej zawsze aktualny i być wzorem do naśladowania.
Wracając do o. Tomasza Rostworowskiego, jestem pewien, że gdyby dzisiaj żył i widział to, czego jesteśmy świadkami, cieszyłby się tym ogromnie i swoim zwyczajem szybko usiadłby do fortepianu, aby radosną melodią podziękować za to Bogu.

- Widzę z tego, że o. Tomasz był skutecznym animatorem swoich czasów i potrafił pozostawić po sobie innego animatora, który działa dziś u św. Stanisława Kostki na Kwirynale. Czy podziela Ojciec to zdanie?

- Chyba tak, ale najlepiej, jeżeli fakty mówią za siebie. Przykładem tego niech będzie moje doświadczenie. Współpracując z o. Tomaszem Rostworowskim uwrażliwiłem się na wewnętrzną moc, jaką zawiera w sobie piękna muzyka i śpiew w duszpasterskiej pracy z młodymi. Za ilustrację tego doświadczenia może posłużyć i to, że starałem się stosować jego metodę duszpasterstwa zarówno w pracy z pielgrzymami, jak i z młodzieżą polską oraz włoską w kościele na Kwirynale. Tutaj spoczywają relikwie Patrona polskiej młodzieży, którą tak bardzo ukochał o. Tomasz. Dziękuję Bogu, że przez tyle lat mogę w pewnym sensie kontynuować jego pracę w miejscu, które on tak chętnie odwiedzał z młodzieżą i w którym dokonywał nagrań radiowych podczas polskich nabożeństw.

- Dziękuję Ojcu za rozmowę i życzę owocnej kontynuacji pracy duszpasterskiej.

Magdalena Sikorska jest współredaktorką polskiego miesięcznika Quo Vadis w Rzymie

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Jan Maria Vianney inspiruje współczesnych księży

2026-08-04 15:29

[ TEMATY ]

św. Jan Maria Vianney

Vatican Media

4 sierpnia Kościół powszechny obchodzi wspomnienie św. Jana Marii Vianneya, Proboszcza z Ars, ogłoszonego w 1929 roku przez Piusa XI „patronem wszystkich proboszczów świata". W rozmowie z mediami watykańskimi rektor sanktuarium w Ars, ks. Rémi Griveaux, opowiada o wsparciu, jakie u tego świętego odnajdują współcześni kapłani, zmagający się z wewnętrznymi kryzysami i trudnościami w otoczeniu.

Św. Jan Maria Vianney, znany jako Proboszcz z Ars (1786-1859), pochodził ze skromnej rodziny i miał tak duże trudności w nauce, że wątpiono, czy poradzi sobie z przygotowaniem do kapłaństwa. Ostatecznie jednak przyjął święcenia w 1815 roku, a posługa, jaką pełnił w niewielkiej francuskiej miejscowości Ars i okolicznych wioskach, wydała niezwykłe owoce, szczególnie poprzez sakrament pojednania i świadectwo zanurzenia w modlitwie. W ostatnich latach jego życia odwiedzało go ok. 100 tys. osób rocznie, a dziś do sanktuarium w Ars, w którym jest pochowany przybywają liczne grupy z całego świata, a wśród nich wielu kapłanów. Także ostatni papieże przybliżali tę postać Kościołowi: w 150-lecie jego śmierci (2009 r.) Benedykt XVI ogłosił Rok Kapłański, któremu patronował francuski święty, zaś 10 lat później Franciszek poświęcił mu obszerne fragmenty okolicznościowego listu, skierowanego do kapłanów.
CZYTAJ DALEJ

„Mam powołanie do pielgrzymowania” – od 65 lat na szlaku Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej

2026-08-04 18:12

[ TEMATY ]

pielgrzymka

Julia Czernik

Hanna Kurek na Warszawskiej Pielgrzymce Pieszej wychowała dzieci, szła 52 razy. Na pielgrzymkę wyciągnął ją chłopak, który został jej mężem. Andrzej Kurek twierdzi, że ma powołanie do pielgrzymowania, chodzi od dziecka. Już 6 sierpnia wyruszy ze stolicy 315. Warszawska Pielgrzymka Piesza z hasłem: „Oto Matka Twoja”, a w niej ci, którzy rozpoczynają pielgrzymią przygodę, i tacy jak państwo Kurkowie, dla których „Warszawska to życie”. Matka Boża mnie przywołała…

Pan Andrzej jako dziecko odprowadzał z mamą ojca i rodzeństwo, którzy wychodzili „z Warszawą”. Był zwyczaj, że na ostatnim „odpoczynku” wszyscy siadali, ciotki przywoziły zupy, kotlety i odbywał się piknik. Tak wyglądało pożegnanie pielgrzymów. Chłopczyk kategorycznie stwierdził, że idzie dalej z pielgrzymami. Miał 6 lat i podjął decyzję. Dał nurka w tłum. - Tyle było po mnie. I tak do dzisiaj po prostu chodzę. A mamie zrobiłem kłopot, bo musiała zorganizować jakieś ubranka dla mnie i dostarczyć na pierwszy nocleg. Udało się, widocznie tak Matka Boża przywołała - wspomina pątnik.
CZYTAJ DALEJ

Abp Galbas: wiara nie rozprasza wszystkich ciemności, ale pozwala odkryć obecność Boga

2026-08-05 08:09

[ TEMATY ]

Jasna Góra

pielgrzymka warszawska

Bożena Sztajner/Niedziela

Wiara nie jest światłem rozpraszającym wszystkie nasze ciemności, ale pozwala odkryć obecność Boga, który nam towarzyszy – powiedział do uczestników 46. Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej na Jasną Górę abp Adrian Galbas. Zachęcił, aby mimo przeciwności prosili Chrystusa o pomoc.

W środę rano Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna wyruszyła ze stołecznego Kościoła św. Anny przy Krakowskim Przedmieściu w drogę do Częstochowy. W tym roku idzie pod hasłem „Moc w słabości”. Zdanie pochodzi z Drugiego Listu do Koryntian, w którym św. Paweł Apostoł cytuje słowa Chrystusa: „Wystarczy ci mojej łaski, moc bowiem w słabości się doskonali”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję