Obserwator
Co najmniej 8 tys. zatrzymanych i 164 zabitych – taki ma być bilans fali protestów, które wybuchły 2 stycznia i przerodziły się w gwałtowne starcia z siłami bezpieczeństwa. Te liczby nie są jednak pewne: tygodniowe demonstracje zakończyły się falą represji. Nikt dokładnie nie wie, ile osób zginęło, ilu jest rannych i zatrzymanych. Zanim manifestanci zaczęli głosić swoje żądania polityczne, protestowali przeciwko drastycznej podwyżce cen gazu. Prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew ogłosił stan wyjątkowy i nakazał strzelać bez ostrzeżenia do protestujących, których nazwał terrorystami. Na jego wniosek do kraju przybyli żołnierze m.in. z Rosji, Armenii, Białorusi i Tadżykistanu, którzy działają w ramach sił Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB). Tokajew, jak podkreślają eksperci, wykorzystał niepokoje, by odsunąć Nursułtana Nazarbajewa – byłego prezydenta, który jako szef Rady Bezpieczeństwa Kazachstanu miał spory wpływ na władze.
CZYTAJ DALEJ