Siedemnaście miliardów dolarów. To kwota przypisana bardzo przyziemnemu doświadczeniu: odruchowemu sięganiu ręką po telefon, kolejnemu „scrollowi”, kolejnemu „jeszcze tylko jeden filmik”. To nie jest grzywna za abstrakcyjną „politykę prywatności”, rachunek za lata świadomego projektowania środowiska, które miało wciągać nastolatków w nieskończony strumień treści i uzależniać, a jednocześnie „karmić” reklamodawców precyzyjnymi danymi o ich nastrojach, lękach i pragnieniach.
W dokumentach zawartej niedawno ugody, którą firma Meta (właściciel Facebooka, Instagrama i WhatsAppa) zawarła ze stanami w USA, zapisano zasady, które dla wielu rodziców brzmiałyby jak marzenie: domyślny limit 2 godzin dziennie na Facebooka i Instagrama, blokada dostępu od północy do 6 rano, wyciszanie powiadomień w godzinach szkolnych, ukryte liczniki „lajków” i okrojone „filtry upiększające”. Jakby ktoś nagle odkrył, że istnieje prosty związek między liczbą migających powiadomień a tym, czy nastolatek ma szansę spokojnie przespać noc. Jakby prawnicy z Kalifornii przeczytali podręczniki psychologii rozwojowej i potraktowali je serio.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
