Ilekroć poruszam temat zachwiania proporcji między zagranicznym a rodzimym produktem show-biznesu, wspominam wizytę jednej z naszych gwiazd w popularnym programie radiowym, w którym celebryci prezentują swoje ulubione płyty i hity. Gwiazda najpierw odsądziła od czci i wiary twórców radiowych playlist, wytykając preferowanie zagranicznych hitów kosztem polskich artystów, i nagle sama sobie strzeliła w stopę. Jak? Otóż przez całą 2-godzinną audycję prezentowała ulubione piosenki, w tym ani jednej polskiej – same zagraniczne hity! Signum temporis? A może branżowa schizofrenia?
Od tego czasu minęło ponad 5 lat. Nasza scena przeszła niezwykłą metamorfozę. To profesjonalizacja, zaniechanie przypadkowości na rzecz analitycznego podejścia do rynku muzycznego. Najlepiej widać to po wielkich trasach koncertowych, na których przestały królować jedynie zachodnie nazwiska, a na równoprawnych zasadach gigantyczne tłumy na stadiony przyciągają polscy artyści. Tak, ta profesjonalizacja najlepiej widoczna jest w megaprodukcjach w stylu Sanah, Dawida Podsiadły, Taco Hemingwaya czy Maty. Polscy fani przestali iść drogą bezkrytycznego zasłuchania w to, co zagraniczne. Ba! To właśnie polska muzyka bryluje w gronie najczęściej odtwarzanych piosenek w rozgłośniach, a rynek muzyczny w naszym kraju rozwija się szybciej niż w innych częściach świata. Serio!
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Jak podaje na swojej stronie Związek Producentów Audio Video (ZPAV), rok 2025 był kolejnym rokiem dynamicznego wzrostu branży, napędzanego przede wszystkim przez rozwój streamingu. W ciągu ostatnich 4 lat wartość światowego rynku fonograficznego niemal się podwoiła, co potwierdza długofalowy trend wzrostowy sektora. W tym samym czasie, zgodnie z Global Music Report 2026, wartość rynku fonograficznego na świecie wzrosła o 6,4%, przekraczając 30 mld dol. A to oznacza, że tempo wzrostu w Polsce wyraźnie przewyższa globalną dynamikę branży. A jaki jest ten wynik w naszym kraju? To samo źródło podaje, że nasz rodzimy rynek nagrań muzycznych osiągnął w minionym roku wartość blisko 971 mln zł, co oznacza, że rośnie w tempie 14,2% rok do roku. To (mocno podkreślają analitycy) zbliża nas do historycznej granicy 1 mld zł i czyni 16. rynkiem muzycznym świata.
Gdy patrzy się na to z boku, łatwo wyciągnąć wnioski, że taki wzrost popytu to efekt zainteresowania i poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego. Ot, na bilet, płytę czy dostęp streamingowy potrzebne są pieniądze. A muzyka nie jest dobrem pierwszorzędnym. Owszem, młodzi ludzie muzyki szukają (i odnajdują) w sieci. Radio najczęściej jest używane w samochodach. Rozwój technologii DAB+, a tym samym jakości dźwięku, zapewne temu sprzyja. Mnożą się też cyfrowi nadawcy, którzy kompletnie nie są zainteresowani tradycyjnym rozsiewaniem swoich treści przez klasyczne FM. Śmiało można powiedzieć, że w stosunku do tradycyjnych rozgłośni radiowych, tych odbieranych „przez antenę”, zaistniał rynek alternatywny. To jest pole łowów młodych słuchaczy. A to oni wraz z klasą średnią tworzą docelowych odbiorców, tzw. target.
Optymistycznie wygląda zatem zestawienie luminarzy radiowych playlist. W 2025 r. wygrał Dawid Podsiadło, na drugim stopniu podium znalazł się Damiano David (wokalista zespołu Maneskin), trzecie miejsce przypadło Oskarowi Cymsowi, który – o czym pewnie niewielu wie – zaczynał od śpiewania na ulicach Sopotu, a przez aktywność na TikToku dotarł do okraszonej platynowymi i złotymi płytami pozycji jednego z liderów rynku. Daria Zawiałow uplasowała się na 5. miejscu, Sylwia Grzeszczak – na 8., a pierwszą dziesiątkę zamyka Sanah. W pierwszej setce jest łącznie 36 polskich artystów. Co ciekawe, ich obecność opiera się często na kilku utworach goszczących w ramówkach równolegle, podczas gdy zagraniczne gwiazdy mają raczej pojedyncze strzały, ot jeden mocny hit w danym czasie (np. Ed Sheeran, David Guetta czy Lady Gaga).
I przyznam, że polskie piosenki znowu zaczynają być „o czymś”. Dobre, osadzone w tym, co tu i teraz, teksty to nierzadko opowieści, w których przegląda się jak w lustrze codzienność pokolenia Z. Ale to temat na całkiem inne pisanie.
