Monika Jaworska: Skąd pomysł, by w natłoku codziennych spraw i pracy zawodowej inżyniera, założyć wspólnie z żoną Joanną Fundację Subeo o profilu prorodzinnym?
Marek Szafraniec: Przez około 15 lat aktywnie działałem w strukturach chrześcijańskich, w Szkołach Nowej Ewangelizacji, głównie muzycznie, więc środowisko wspólnotowe zawsze było mi bliskie. Przez wiele lat byłem harcerzem, udzielałem się w alpinizmie, spadochroniarstwie. To wszystko budowało we mnie pewien potencjał. Pomysł na fundację narodził się jednak z obserwacji defektów społecznych, które dostrzegliśmy z żoną, wychowując własne dzieci. Zauważyliśmy, jak często dzieciom, nawet już 2-3-letnim rodzice dają telefony, takie „cyfrowe smoczki”, zamiast poświęcać im czas, oraz w jak opłakanym stanie są relacje małżeńskie, które przecież są fundamentem poczucia bezpieczeństwa dziecka. Zaczęliśmy zgłębiać wiedzę na Studium Teologii Rodziny w Bielsku-Białej i postanowiliśmy wówczas stworzyć coś, co będzie wspierać rodziny, przestrzeń do budowania relacji „face to face” przez wspólne działania i wspólne uczenie się, bez podawania „cyfrowych smoczków”.
Co oznacza nazwa „Subeo”?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
To nazwa zapożyczona z mojej dawnej drużyny harcerskiej, wywodząca się z języka plemienia z Ameryki Południowej, oznaczająca „ludzi, których nie ma”. Interpretujemy to dwutorowo. Po pierwsze, jako ideał – nie ma idealnego męża, żony czy dziecka, ale to nie zwalnia nas z dążenia do tego ideału. Po drugie, nazwa ta uderza w bolesny problem: rodziców często nie ma w życiu dzieci, co sprawia, że czują się one niewidzialne. Brak tej obecności i stabilności to jeden z głównych powodów kryzysów psychicznych i samookaleczeń wśród młodzieży. Często też uciekają wtedy w świat cyfrowy i media społecznościowe, co buduje w nich pewien rodzaj cyfrowej demencji i odbiera poczucie sprawczości. Kluczowe jest jednak to, że dzieci – szczególnie do 10. roku życia – nie mają jeszcze wypracowanych mechanizmów, które pozwalałyby im radzić sobie ze skrajnymi emocjami. Dla nich jedynym sposobem na rozładowanie tego ogromnego napięcia i bólu psychicznego staje się ból fizyczny. Skala tego zjawiska jest zatrważająca – statystyki pokazują mnóstwo takich przypadków, w tym próby samobójcze, które w dużej mierze dotyczą dziewcząt. Właśnie dlatego tak bardzo zależy nam na odbudowie fundamentu więzi rodzinnych, co jest jednym z filarów naszej fundacji, by małżonkowie mogli zbliżyć się do siebie, a dzieci mogły czuć się w swoich domach bezpiecznie i miały przestrzeń do budowania zaufania.
Wspomniał Pan o „cyfrowych smoczkach”. Jak fundacja zamierza przeciwdziałać temu zjawisku?
Jestem inżynierem i technologia nie jest mi obca. Technologia to narzędzie, jak młotek, którym można zbudować dom albo zabić. Problem polega na tym, że jako społeczeństwo tworzymy konsumentów, a nie twórców. Europa i Polska są w ogonie innowacyjności: uczymy dzieci korzystać z aplikacji, ale nie ich tworzenia. Naszym drugim filarem jest budowanie odkrywczości. Chcemy przywrócić dzieciom naturalną chęć odkrywania świata i poczucia sprawczości, pokazać, że technologia powinna być narzędziem, a nie zapychaczem czasu. Jeśli dziecko żyje w ciągłym stresie i „kwasie” rodzinnym, nie będzie miało głowy do budowania rakiet z klocków czy odkrywania świata – będzie tylko walczyć o przetrwanie kolejnego dnia. Jeżeli nasze dzieci nie będą twórcami, odkrywcami, to będą towarem, będą rynkiem zbytu. Dlatego chcemy pomóc rodzinom przez różnego rodzaju aktywności na nowo zapalić w sobie ducha odkrywczości, siłę sprawczości i wiarę w to, że naprawdę każdy z nas może wiele. Zdrowa rodzina jest najlepszym miejscem do odkrywania tych wartości.
Jak rozumiem, dzieci będą uczestniczyć w zajęciach z rodzicami?
Reklama
Tak, i to się wpisuje w kolejny filar fundacji, jakim jest budowanie wspólnotowości. Fundacja opiera się na wartościach chrześcijańskich, ale dąży do budowania szerokiej wspólnoty otwartej na wszystkich, którzy chcą pielęgnować dobre wartości w rodzinie. Celem jest zapalenie innych rodzin do wspólnego działania i wzajemnego wsparcia. Mamy tutaj żelazną zasadę – tworząc zajęcia dla dzieci, zakładamy, że dziecko przychodzi albo z rodzicem, albo w ogóle. Nie chcemy być kolejną przechowalnią, na którą rodzice wysyłają dziecko. Chodzi o to, by rodzic i dziecko coś zrobili razem, budując więź przez wspólne działanie.
Niedawno zainaugurowaliście działalność w Skoczowie spotkaniem poświęconym Camino. Dlaczego właśnie Droga św. Jakuba stała się symbolem początku fundacji?
Sam przeszedłem Camino dwukrotnie i ta tematyka drogi jest mi bardzo bliska. Rozpoczęcie działalności fundacji to też pewna droga – nie obiecujemy cudownych, natychmiastowych rozwiązań na kryzysy, ale obiecujemy, że chcemy iść razem w konkretnym kierunku, którym jest rodzina. Podczas inauguracji, obok prelekcji filmu, prowadziliśmy panel dyskusyjny z osobami, które przeszły Camino, co było metaforą rozmowy przy schroniskowej ławie.
Jakie są najbliższe plany Fundacji Subeo?
Na razie działamy lokalnie w Skoczowie, gdzie mamy ogromne wsparcie burmistrza i Miejskiego Domu Kultury. 20 lutego zaprosiliśmy do Biblioteki Publicznej na spotkanie „Rodzice Dzieciom”, podczas którego w nastrojowym klimacie rodzice czytali książki dzieciom i był czas na wymianę wrażeń.
Planujemy cztery główne warsztaty: o językach miłości, kryzysach w rodzinie, uzależnieniach cyfrowych oraz etapach rozwoju człowieka. Myślę raz na kwartał jedna inicjatywa. O terminach wydarzeń informujemy w mediach społecznościowych Fundacji Subeo. Chcemy też zorganizować rodzinny bieg na orientację „Poszukiwacze Skarbów”. Choć na razie fundację tworzymy tylko we dwójkę z żoną, nasze marzenia są globalne.
Globalne? To odważne stwierdzenie.
Podzieliłem się z paroma instytucjami i osobami na etapie tworzenia fundacji naszą diagnozą problemów społecznych. Jedna z odpowiedzi, która najbardziej mnie zaskoczyła, to list z Londynu, od księcia Williama i księżnej Kate, w którym wyrazili radość z powstania fundacji i potwierdzili, że problemy, którymi chcemy się zająć, mają charakter międzynarodowy. To dało nam poczucie, że nasz głos jest ważny nie tylko w Skoczowie, ale może wybrzmieć szerzej. Budujemy struktury powoli, chcemy zapalić inne rodziny, by do nas dołączyły, bo pomysłów mamy mnóstwo – od trzech wyjazdowych turnusów rekolekcji dla małżeństw o nazwach: „Ja”, „Ty” oraz „My” po cykliczne spotkania caminowe. Nie poddajemy się. Chcemy po prostu pchać ten wózek do przodu.

