Niech Rok Jubileuszowy będzie szansą dla nas, naszych rodzin, wspólnot, w których żyjemy, ale także dla naszego narodu, abyśmy z odwagą wznieśli krzyż, znak nadziei – mówił bp Józef Szamocki w toruńskiej katedrze.
Kapłani, siostry zakonne, przedstawiciele wspólnot, ruchów, stowarzyszeń oraz liczni wierni zgromadzili się 29 grudnia ub.r. w sanktuarium św. Jakuba, aby zainaugurować Rok Jubileuszowy. – Z tego kościoła wychodzili pielgrzymi, którzy przemierzali szlak, aby dojść do Santiago de Compostela. Wychodzili z nadzieją na szczęśliwy powrót do rodzinnego domu, ale zwłaszcza z nadzieją na nawrócenie, odpokutowanie grzechów, zanurzenie się w Bożej miłości, a przede wszystkim na osiągnięcie celu, jakim jest zbawienie – tłumaczył bp Szamocki.
Krzyż – brama zbawienia
Po rozpoczęciu Liturgii wierni przeszli w procesji ulicami Starego Miasta do toruńskiej katedry. – Droga ta miała być pierwszym znakiem nadziei, która jednoczy nas, ludzi wierzących, i pomaga odkryć, że jesteśmy pielgrzymami nadziei. Wiele osób, patrząc na nas, nie tylko zatrzymywało się, zasłuchując w nasz śpiew i modlitwę, ale także żegnało się i klękało przed krzyżem. Może i my daliśmy im znak nadziei? – pytał bp Szamocki. Procesję prowadził krzyż – symbol jubileuszu, który był niesiony przez kapłanów, siostry zakonne, a także rodziny diecezji. – Krzyż stał się bramą. To najdrogocenniejszy znak wiary w Boga, który posłał na świat swojego Syna, aby przywrócić nam łaskę zbawienia – podkreślał hierarcha.
Mszy św. w bazylice katedralnej przewodniczył i homilię wygłosił bp Szamocki. – Każdy z nas jako Boże dziecko musi nosić w swoim sercu dar, jakim jest łaska nadziei – mówił. Dodał, że papież Franciszek pragnie, aby jubileusz stał się dla nas, chrześcijan, rokiem świętym, charakteryzującym się nadzieją, która nie gaśnie. Podkreślił również, że w jednym ze swoich dokumentów papież stwierdził, że świat wykradł nam już słowa takie jak „wiara” i „miłość”. – Każdy rozumie te słowa zupełnie inaczej, zwłaszcza w zlaicyzowanym świecie. Papież podkreśla, abyśmy nie dali wyrwać sobie nadziei, tej złożonej w Bogu – zaznaczył biskup.
Na zakończenie bp Józef zwrócił się do wiernych: – Wędrujemy do nieba we wspólnocie: diecezji, parafii, a zwłaszcza w rodzinach. Aby odnaleźć na nowo Jezusa, potrzebujemy tajemnicy, do której zostaliśmy wezwani, by nie zgubić nadziei. Musimy pojednać się ze sobą, porzucić grzech, ożywić pragnienie czynienia dobra, zaczynając od najbliższych – zakończył.
Czas łaski
Wierni diecezji toruńskiej pragną dobrze przeżyć Rok Jubileuszowy. – Chcę, aby był to dla mnie czas odnowy duchowej. Abym, budując relację z Chrystusem, mógł dawać jeszcze lepsze świadectwo innym, a przede wszystkim samemu doskonalić się w tym, co dobre, i wystrzegać się tego, co od Boga oddala – podkreślił Paweł. – Mówi się, że chrześcijanin to człowiek nadziei. W Roku Jubileuszowym pragnę odkrywać to zawołanie, aby innym nieść nie tylko wiarę i miłość, ale także szczerą nadzieję – dodał Jakub. – To dla mnie wyjątkowy czas łaski i miłosierdzia. Czuję, że to okazja, by jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga i otworzyć serce na Jego działanie. Chcę przeżyć ten rok, skupiając się na modlitwie. Planuję również wziąć udział w pielgrzymce do miejsca świętego – dodała Klaudia. – Żyjemy w świecie, gdzie coraz częściej zapomina się o wartości ludzkiego życia. Hasło „Pielgrzymi nadziei” przypomina mi, że jako chrześcijanin mam obowiązek być znakiem nadziei dla moich dzieci i otoczenia. W Roku Jubileuszowym chcę uczyć moje dzieci szacunku do drugiego człowieka – podsumował Zbigniew.
Na stronie internetowej diecezji w zakładce „Rok Jubileuszowy” znajdują się niezbędne informacje dotyczące tego świętego czasu, w tym lista kościołów stacyjnych. Duszpasterstwo Młodzieży „Kotwica” zaprasza do udziału w pielgrzymce na Jubileusz Młodych w Rzymie, która odbędzie się w dniach 26 lipca – 5 sierpnia. Zapisy: tel. 697 495 951.
W parafii św. Andrzeja ojcowie uczą się, jak być lepszym tatą
Dobrzy ojcowie trzymają się razem – to hasło, o którym pamiętamy w ojcowskim klubie Tato OK. Naszym celem jest budowanie zaangażowanego ojcostwa, którego efektem ma być stawanie się lepszym mężem i tatą. O czym mówiliśmy w lutym?
Podczas spotkania 11 lutego w grupie ojców nastolatków rozmawialiśmy o zmianach w mózgu, jakie zachodzą u młodych ludzi. Taka wiedza to konieczny fundament dla zrozumienia wielu zachowań nastolatka – zarówno dobrych, jak i przede wszystkim tych trudnych.
O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić
czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku
do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.
Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym,
i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter.
Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez
warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest.
Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem
w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości.
Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest
w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi
ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło
i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość
Panu Bogu".
Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często
są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet
stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla".
Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się
nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość,
bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali".
Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności
w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności
są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy.
Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest
miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
Bp Teodoro Gómez Rivera, ordynariusz diecezji Choluteca w Hondurasie, zmarł nagle 28 września na lotnisku w Madrycie. 63-letni hierarcha podróżował do Rzymu na wizytę „ad limina” biskupów Hondurasu u papieża Leona XIV.
Bp Teodoro Gómez Rivera był biskupem Choluteki, wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Hondurasu w kadencji 2025–2028, a także przewodniczącym Caritas Honduras i administratorem apostolskim diecezji Danlí.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.