Reklama

Niedziela Przemyska

Przez mękę Sybiru do klasztoru w Afryce

Od pamiętnej nocy z 9 na 10 lutego 1940 r., która dla wielu Polaków na Kresach Wschodnich była początkiem gehenny, strasznej poniewierki i eksterminacji minęły już 83 lata.

Niedziela przemyska 7/2023, str. IV

[ TEMATY ]

Sybiracy

Archiwum rodzinne

Z rodzinnych stron zostały nam tylko wspomnienia i fotografie

Z rodzinnych stron zostały nam tylko wspomnienia i fotografie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Historię taką o swojej rodzinie opowiedziała mi w 1989 r. s. Maria Teresa Pawlaczek, gdy odwiedziła mnie wraz z s. Heleną Kołcz, moją parafianką, z którą razem pracowały na misjach w RPA. I wtedy na moją prośbę spisała historię wywiezienia swojej rodziny na Sybir. Za jej zgodą, notatki te uporządkowałem i uzupełniłem o informacje nadesłane do mnie w późniejszej korespondencji.

Droga na Sybir

Reklama

O godz. 5 rano 10 lutego 1940 r. – pisze s. Maria – moja starsza siostra Jancia wyszła na podwórze i powróciła z wiadomością, że wywożą osadników, do których i nasza rodzina należała. Nasz dom był już otoczony żołnierzami sowieckimi. Przy każdym oknie i drzwiach stanął jeden żołnierz z bronią gotową do strzału, a trzech, wraz z miejscowym Żydem, weszło do środka. Tatuś później miał żal do tego Żyda, bo żyliśmy z nim dobrze, a on wydał nas w ręce Rosjan. Żołnierze w naszym przypadku zachowali się po ludzku – nie bili nas, ani nie popychali. Dali tatusiowi 30 minut na załadowanie sanek żywnością i odzieżą. Potem całą naszą rodzinę: rodziców i sześcioro dzieci (Stanisława, Władysława, Janinę, Romualda, Marię i zaledwie 2,5-letnią Helenę) zaprowadzili do pobliskiej szkoły. Wieczorem załadowano nas do towarowych wagonów tak ciasno, że mężczyźni musieli stać obok siebie jak śledzie w beczce, a tylko kobiety z małymi dziećmi miały miejsce na pryczach nad głowami mężczyzn. Wodę mieliśmy z sopli lodu, które dzieci odrywały przez szpary w ścianach wagonu. Raz tylko, na stacji w Moskwie, dali nam zupę. Za ubikację wszystkim służyło wiadro w kącie, jedno na cały wagon, bez żadnego parawanu. Tylko ciągle na nowo nas wszystkich spisywali.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Zsyłka

Wreszcie dojechaliśmy na Sybir. Nasz nowy adres brzmiał: Swierdłowskaja obłaść, Kuszweński rajon, posiołek Juriwka. Zgromadzili nas w barakach. Całe szczęście, że były one ogrzewane, bo mróz był -40° C. Nasza kwatera miała mniej więcej 6 x 4 metry. Przez całą szerokość były prycze, na których w nocy spaliśmy pokotem.

Gdy skończyły się zabrane z Polski zapasy żywności, nastał wielki głód. Wielu ludzi umierało. Pamiętam, jak jedna 15-letnia dziewczynka, w ciągu miesiąca utraciła obydwoje rodziców. Odtąd pogrzeb kogoś z bliskich już nie był żadną nowością. Najstarszy brat Janek słał nam z Polski stukilogramowe paczki z żywnością i jakoś, Bogu dziękować, dochodziły do nas. Do kogokolwiek przyszła paczka, jedliśmy wszyscy razem, ale bardzo oszczędnie, aby na długo starczyło. Pamiętam, że mamusia brała tylko jedną łyżkę mąki do młodej lebiody na wiosnę i taka polewka-zupa, była jedynym w ciągu dnia posiłkiem, wraz z kromką chleba. Gdy przyszło lato, w lesie pokazały się grzyby, maliny i borówki oraz czerwone jagody nazywane tam „klukwie”. Las był dla nas łaskawy, obfitował w darmowe jedzenie.

Innym sposobem na przeżycie była uprawa. Rosjanie wydzielili każdej rodzinie działki lasu do wykarczowania. Jedni drugim pomagali w karczowaniu i w krótkim czasie, polskie osiedle uzyskało spory kawał ziemi uprawnej, na której zasadzono głównie ziemniaki.

Amnestia?

Reklama

W październiku 1941 r. zwołano głowy poszczególnych rodzin i ogłoszono amnestię, że będziemy mogli się poruszać po Rosji bez przepustki i osiedlać w dowolnym miejscu. Ponieważ tam już była zima w pełni i to surowa, nikt się nie ruszył z miejsca.

Na wiosnę kilka rodzin z sąsiedniego posiołka wybrało się w drogę, by zgodnie z tą amnestią, osiedlić się gdzie indziej. My mieliśmy wyruszyć na noc. Tymczasem wieczorem przyszła wiadomość, że te rodziny z sąsiedniego posiołka, które już wyruszyły w drogę, zostały zatrzymane. Wszystkich zdolnych do pracy aresztowano, a kobiety z małymi dziećmi odesłano na ich stare miejsce pobytu na Syberii. I tak nigdzie nie pojechaliśmy. Żywności już nie mieliśmy i nastał straszny głód. Było dobrze, gdy mamusia ugotowała zupę z trzech ziemniaków na siedem osób.

Brat Staszek poszedł na ochotnika do formującego się na południu Rosji polskiego wojska. Pamiętam, jak zabrał najgorsze ubranie z nadzieją, że dostanie mundur, a jego dobre ubranie rodzice będą mogli zamienić na żywność. I tak, dzięki Bożej Opatrzności, po wielu trudach i tułaczce dostał się do polskiego wojska pod dowództwem gen. Andersa.

Moje wewnętrzne nawrócenie

Reklama

W końcu udało się i nam ruszyć na południe. Znajdowałam się z rodziną w wagonie pociągu towarowego. Przez trzy dni nic nie mieliśmy w ustach. Myślałam, że umrę z głodu. Miałam wtedy 11 lat. Poczułam w sobie jakiś żal i bunt. Tu, w Rosji, nie będą się poniewierać moje kości! Kto mi pomoże, abym tu nie umarła? Wówczas zwróciłam się do Boga. Zawarłam z Nim taką jakby umowę: „Boże, daj mi jeść, a ja za to będę dobra!” Dotrzymywałam z łaski Bożej tej obietnicy, a Pan zawsze przez ludzi dawał mi coś do jedzenia. W dniu mojej „umowy” z Bogiem brat Władek wybiegł z pociągu i zdobył buraki cukrowe, które natychmiast upiekliśmy na piecyku, który znajdował się pośrodku tego towarowego wagonu.

15 sierpnia 1942 r. dotarliśmy do placówki dla rodzin wojskowych. Miałam już trzech braci w tym wojsku, dlatego dostaliśmy się na okręt, którym nas przewieziono przez Morze Kaspijskie do Pahlevi w Persji. Tam dzieci poczęstowano garnuszkiem mleka i jajkiem ugotowanym na twardo. W Persji, 17 września 1942 r., zmarł mój tatuś. Został pochowany bez ubrania, we wspólnym grobie. Nie mogliśmy nawet być na jego pogrzebie. Stamtąd przewieziono nas do Teheranu w Iranie i umieszczono w obozie dla Polaków. Odtąd już Polacy przejęli nad nami opiekę. Z Teheranu przewieziono nas do Ahwazu, potem do Indii, a z Indii do Północnej Rodezji w Afryce. Tam ukończyłam szkołę podstawową, a w grudniu 1945 r. opuściłam rodzinę i udałam się do Lusaki w Północnej Rodezji. 8 sierpnia 1948 r. w Johannesburgu wstąpiłam do Sióstr Służebniczek (Starowiejskich). W styczniu 1989 r. przyjechałam do Polski, skąd we wrześniu tegoż roku zostałam przeniesiona do USA.

Moje rodzeństwo zostało rozrzucone po całym świecie. Zostało nas przy życiu tylko troje: brat Romuald w Anglii, najmłodsza siostra Helena i ja – w Ameryce. Tato umarł jeszcze w Persji w 1942 r., w 1952 r. najstarszy brat Janek, w 1955 r. zmarła mama w Anglii, Staszek także w Anglii w 1983 r., Władek w Australii w 1984 r. i Jancia w Ameryce 1992 r.

A s. Maria Teresa Pawlaczek dołączyła do nich 7 stycznia 2010 r. w Stanach Zjednoczonych.

2023-02-07 13:53

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sybiracy na modlitwie

Niedziela sandomierska 10/2013, str. 7

[ TEMATY ]

Sybiracy

Piotr Jackowski

Sybiracy wraz z młodzieżą przed kościołem św. Floriana w Stalowej Woli

Sybiracy wraz z młodzieżą przed kościołem św. Floriana w Stalowej Woli
Za Polaków, którzy zginęli na Syberii oraz za żyjących Sybiraków, modlono się w kościele św. Floriana.
CZYTAJ DALEJ

Bp Lityński do kleryków: Wzrastajcie, pomimo przeszkód – łaski Pana wam nie zabraknie!

2026-10-13 17:48

[ TEMATY ]

inauguracja roku akademickeigo

Wyższe Seminarium Duchowne w Gorzowie Wlkp.

Karolina Krasowska

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

W Wyższym Seminarium Duchownym w Gorzowie Wlkp. 13 października odbyła się uroczysta inauguracja roku akademickiego. Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków.

Tegoroczna inauguracja odbyła się po raz 80. w historii Zielonogórsko-Gorzowskiego Wyższego Seminarium Duchownego. Rozpoczęła się w seminaryjnej kaplicy od Mszy św., której przewodniczył bp Tadeusz Lityński. Homilię wygłosił bp Adrian Put, który podkreślił, że decyzja o kapłaństwie musi dokonać się w wolności kandydata. - 6 lat tego czasu tutaj jest po to, żeby dojrzeć do tej wolności, którą przynosi nam Ewangelia. "Czy chcesz?" Nie czy będziesz dobry księdzem, nie czy będziesz duże grupy prowadził formacyjne, nie czy będziesz piękne kościoły budował albo świetne grupy Caritas prowadził. Na początku będzie ciebie biskup pytał: "czy chcesz?", "czy jest w tobie tyle wolności, która płynie z Ewangelii, aby podjąć się tego zadania?" – mówił bp Adrian Put. - Wiecie, że czasami są bracia, którzy z różnych powodów mówią: "A jednak nie". To ja dzisiaj was proszę i dzisiaj do was kieruję to słowo. To zanim będziesz odpowiadał biskupowi w katedrze i będziesz słyszał ten głos pełen ufności, wiary, nadziei, ale i trochę lęku, to dojrzyj do tego, żeby odpowiadać w wolności: "tak, chcę". Bo dzisiaj nikt ci nie zagwarantuje, co będziesz robił – kontynuował biskup. - Z biskupem diecezjalnym mamy takie doświadczenia, jak jeździmy po wizytacji szczególnie w tym okresie albo w okresie zimowym, ilu naszych braci w tym okresie tak naprawdę stać tylko na to, żeby ogrzać sypialnię i trochę łazienki, ale są wśród tych ludzi. Ilu naszych braci zmaga się z wieloma remontami, różnymi trudnościami, ale są, bo odpowiedzieli sobie na pytanie, dlaczego chcę, jaka jest moja wolność. Są takie wioski ciągle na naszym terenie, gdzie państwa polskiego już dawno nie ma. Nie ma policji, nie ma szkoły, nie ma poczty, nie ma nawet przystanku autobusowego, ale jest kościół, do którego systematycznie przyjeżdża ksiądz. Tam nawet młodych już nie ma, ale przyjeżdża ksiądz, który głosi Ewangelię Bożą i ile razy było słychać, że tylko ksiądz nam tutaj został – zauważył bp Put. - Więc ja wam nie zagwarantuje, biskup diecezjalny wam nie zagwarantuje tego czy będziecie pracowali na wielkiej parafii i mieli sukcesy, czy będziecie na małej wspólnocie parafialnej, gdzie trzeba będzie troszkę walczyć też o byt. Niczego wam zagwarantować nie możemy poza Ewangelią Jezusa Chrystusa i poza wolnością, do której wzywa nas Chrystus. Więc bardzo pokornie was proszę, abyście ten czas seminaryjny wykorzystali na to, aby dojrzeć w wolności do odpowiedzi na pytanie: "czy chcesz?". Nikt ciebie do święceń nie będzie popychał. To musi być twoja i tylko wyłącznie twoja wolna wola. Chcę, bo wiem, że skoro chcę, to Pan ma dla mnie jakiś plan. I czy będę tam, czy będę gdzie indziej. Czy będę w takiej wspólnocie, czy innej, czy będę miał takie zadanie czy inne, to będzie to moje miejsce zbawienia w wolności – podkreślił biskup.
CZYTAJ DALEJ

Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji i czuwanie modlitewne pod Sejmem RP

2026-10-13 16:20

[ TEMATY ]

modlitwa

różaniec

czuwanie

aborcja

Adobe Stock

W środę 21 października w g. 17-19 pod Sejmem odbędzie się Publiczny Różaniec o Zatrzymanie Aborcji i czuwanie modlitewne. Fundacja Życie i Rodzina zaprasza na nie wszystkich Polaków, którym zależy na życiu najmłodszych dzieci i którzy sprzeciwiają się aborcji.

„Projekty ustaw aborcyjnych, które przyjęła Sejmowa Komisja Nadzwyczajna, są nie tylko nieetyczne, ale i niezgodne z Konstytucją, która gwarantuje prawo do życia od poczęcia. Jawnie ignorują też wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r. o zakazie aborcji eugenicznej” - stwierdza Fundacja Życie i Rodzina.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję