Reklama

Niedziela w Warszawie

Dar od Boga

Gdy usłyszeli diagnozę – Zespół Downa, nie dowierzali lekarzom. Dziś Irena i Jan Kacperscy nie wyobrażają sobie życia bez Karola.

Niedziela warszawska 18/2021, str. V

[ TEMATY ]

rodzina

dziecko

zespół Downa

Archiwum rodzinne

Karol jest wielkim darem dla rodziny. – Motywuje nas do życia – mówią Irena i Jan Kacperscy

Karol jest wielkim darem dla rodziny. – Motywuje nas do życia – mówią Irena i Jan Kacperscy

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

To siódme, najmłodsze dziecko Kacperskich. Małżonkowie zawsze byli otwarci na życie. Karol urodził się 26 lat temu, gdy jego mama była już po czterdziestce. Na potwierdzenie ciąży poszła pod koniec pierwszego trymestru. – Nigdy nie chcieliśmy usłyszeć, że możemy dokonać aborcji, gdyby okazało się, że nasze dziecko ma wadę genetyczną. To były czasy kiedy proponowanie aborcji przez ginekologa było czymś oczywistym, dlatego w poprzednich ciążach również na wizytę u lekarza szłam dopiero w trzecim miesiącu błogosławionego stanu – opowiada pani Irena.

Kłótnia z Panem Bogiem

Karol urodził się przed planowanym terminem porodu. Był wcześniakiem. Przyszedł na świat półtora miesiąca wcześniej. – Gdy wykonano cesarskie cięcie i zobaczyłam go powiedziałam: – O jaki ładny! – wspomina mama chłopca. Na sali wśród lekarzy zapadła cisza. Jedna z lekarek powiedziała pani Irenie, że prawdopodobnie urodziła dziecko z Zespołem Downa. Trisomię 21 potwierdziły badania.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Szok, niedowierzanie, rozpacz, a także bunt. Matka nie potrafiła zaakceptować choroby syna. – Kłóciłam się z Panem Bogiem. Dopiero, gdy Karol skończył cztery miesiące, powiedziałam pozostałym dzieciom o tym, że ma Zespół Downa – wspomina pani Irena. Rodzeństwo przyjęło tę informację ze spokojem. Najstarszy syn zapytał tylko, czy jest to wyleczalna wada.

Reklama

Gdy Karol był niemowlakiem, okazało się, że nie słyszy. Nic nie było w stanie go obudzić. Ani przelatujący samolot, ani włączony odkurzacz. Małżeństwo Kacperskich razem z synem trafiło do Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie. Gdy Karol miał 5 lat, podczas jednego z badań okazało się, że słuch zaczął samoczynnie poprawiać się. – Doktor powiedziała nam, że tego typu poprawa słuchu zdarza się dzieciom z Zespołem Downa – wspominają Kacperscy.

Rodzice wiele modlili się o to, aby syn słyszał. Zanim usłyszeli dobrą wiadomość, wcześniej uczestniczyli we Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu, gdzie obecnie znajduje się sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Chłopiec o wielkim sercu

Pani Irenie trudno było zaakceptować Zespół Downa syna. Mimo to rozpoczęła intensywne z nim ćwiczenia już od pierwszego roku życia. Rehabilitacji uczyła się od prywatnej fizjoterapeutki, do której jeździła razem z mężem i ich najmłodszym dzieckiem. – Ćwiczenia w domu były bolesne, ale ja byłam gotowa zrobić wszystko, aby syn był zdrowy – wyznaje pani Irena.

Gdy Karol miał rok i poważnie zachorował, doświadczyła tego, co oznaczałaby jego strata. Maluch trafił do szpitala w ciężkim stanie. Oprócz obustronnego zapalania płuc pojawiła się także niewydolność krążenia. Nie można było zostawać wtedy z dziećmi na noc. Pani Irena, gdy następnego dnia z mężem przyjechała do szpitala, zapomniała, na której sali znajduje się jej najmłodsze dziecko. Z niepokojem zaczęła szukać syna na oddziale. – Wtedy właśnie uświadomiłam sobie, jak jest dla mnie ważny i co byłoby, gdyby nie pojawił się w naszym życiu – opowiada.

Reklama

Karol powrócił do zdrowia. Zaczął psocić i bawić się ze swoim rodzeństwem. Był pogodnym chłopcem. Lgnął do ludzi. Swojej mamy uczył odwagi w nawiązywaniu relacji z innymi. – Gdy podróżowałam z nim pociągiem, zawierałam nowe znajomości, ponieważ Karol był empatycznym chłopcem. Podchodził do innych pasażerów, uśmiechał się, zagadywał, dostawał cukierki – wspomina pani Irena.

Wrażliwy fotograf

Życzliwości małżeństwo Kacperskich doświadczało nie tylko od nieznajomych, ale także od sąsiadów i bliskich. Na szczególne wsparcie mogli liczyć także wśród członków neokatechumenatu. Od 40 lat należą do tej wspólnoty. Przed pandemią Karol chętnie brał udział w spotkaniach modlitewnych, katechezach, a także pomagał w przygotowaniu liturgii.

Jest wrażliwy na otaczającą go rzeczywistość. Fotografowanie, obok muzyki, to jego pasja. Uwielbia robić zdjęcia podczas rodzinnych wycieczek, a także uwieczniać aparatem przyrodę.

Chętnie pomaga także rodzicom w domowych pracach. – Obiera ziemniaki, rozwiesza pranie, pomaga w kuchni czy robieniu zakupów. Mamy z niego wielką radość – opowiadają małżonkowie. – Do niczego go nigdy nie zmuszaliśmy. Karol uwielbia kosić trawę czy grabić liście. Uczy się przez obserwację – dodają Kacperscy.

Małżeństwo cieszy się nie tylko siedmiorgiem dzieci, lecz także dwanaściorgiem wnucząt. Prawie wszystkie starsze pociechy Ireny i Jana opuściły już dom i mają własne rodziny. Ale o Karolu zawsze pamiętają. Tradycją jest raz w roku wspólny wyjazd całego rodzeństwa po to, aby Karol mógł cieszyć się obecnością swoich sióstr i braci. Okazuje im wiele miłości, a w trudnych chwilach troszczy się o nich. – Czasami mówi, że idzie pomodlić się za któreś ze swojego rodzeństwa – opowiadają małżonkowie.

Nauka miłości

Reklama

Karol jest wielkim darem dla nich. – Mimo że jesteśmy seniorami, motywuje nas do życia – wyznają Irena i Jan Kacperscy. Nie wyobrażają sobie życia bez najmłodszego syna. – W czasie pandemii chronimy go jak tylko możemy. Z pozostałymi dziećmi spotykamy się na dworze, unikamy dużych skupisk ludzi – relacjonują małżonkowie.

Syn z Zespołem Downa uczy swoich rodziców bezinteresownej i szczerej miłości. – Często mięknie mi serce, gdy jestem zdenerwowana i mówię podniesionym głosem, a Karol wtedy zwraca się do mnie uspakajającymi słowami: – Mama, nie krzycz – mówi ze wzruszeniem pani Irena.

Karol razem z rodzicami należy do Katolickiego Stowarzyszenia Niepełnosprawnych Archidiecezji Warszawskiej. Przed pandemią uczestniczył w Warsztatach Terapii Zajęciowej tego stowarzyszenia w filii WTZ w Górze Kalwarii. Teraz spotkania odbywają się przez internet. Rodzinie bliskie jest także Stowarzyszenie Dobra Wola pomagające niepełnosprawnym intelektualnie.

Małżeństwo Kacperskich robi wszystko, aby Karol był samodzielny. Rodzice Karola myślą o tym, jak będzie wyglądać jego życie, gdy ich zabraknie. Nie chcą, aby syn z Zespołem Downa był dla kogoś ciężarem. Ufają, że tak wychowali starsze dzieci, aby ich najmłodszy brat zawsze mógł liczyć na wsparcie swojego rodzeństwa, które bardzo kocha.

2021-04-27 12:57

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sosnowiec: dziecko w Oknie Życia

[ TEMATY ]

Okno Życia

dziecko

Caritas.sosnowiec.pl

W poniedziałek wieczorem o godz. 21.35 w sosnowieckim Oknie Życia zostawione zostało dziecko. Chłopiec nie miał jeszcze odciętej pępowiny, ale według lekarzy, którzy zgodnie z procedurą zajęli się malcem, jest on zdrowy. Dzięki Oknu Życia prawdopodobnie uniknął trafienia na śmietnik, znalazł bezpieczny kąt i ma szansę znaleźć nową rodzinę. To pierwsze dziecko od czasu powstania okna w 2009 r.

W Sosnowcu okno życia powstało dzięki diecezjalnej Caritas. Opiekują się nim siostry karmelitanki od Dzieciątka Jezus. "W OKNIE ŻYCIA możesz bezpiecznie zostawić dziecko, nie narażając je na śmierć lub inne niebezpieczeństwa. W ciągu pięciu minut dziecko zostanie otoczone opieką, a w przeciągu piętnastu – będzie już absolutnie bezpieczne, pod fachową opieką lekarzy. OKNA ŻYCIA „czynne” są non stop" - czytamy na stronie Caritas.
CZYTAJ DALEJ

Św. Dobry Łotrze! Czy Ty naprawdę jesteś dobry?

Niedziela Ogólnopolska 13/2006, str. 16

pl.wikipedia.org

To - wbrew pozorom - bardzo trudne i poważne pytanie. Przecież w głowie się nie mieści zestawienie razem dwóch słów: „dobry” i „łotr”. Za życia byłem pospolitym kakoűrgos, czyli kryminalistą i recydywistą zarazem. Byłem po prostu ZŁOCZYŃCĄ (por. Łk 23,39-43). Wstyd mi za to. Naprawdę... Nie czyniłem dobra, lecz zło. Dlatego też do tej pory czuję się zażenowany, kiedy ludzie nazywają mnie Dobrym Łotrem... W moim życiu nie mam właściwie czym się pochwalić, więc wolę o nim w ogóle nie mówić. Nie byłem przykładem do naśladowania. Moje prawdziwe życie zaczęło się dopiero na krzyżu. Faktycznie zacząłem żyć na parę chwil przed śmiercią. Obok mnie wisiało Dobro Wcielone - Nauczyciel z Nazaretu, który przeszedł przez życie „dobrze czyniąc” (por. Dz 10,38). Zrozumiałem wtedy, że aby naprawdę ŻYĆ, to wpierw trzeba po prostu umrzeć! I ja umarłem! Naprawdę umarłem! Wtedy wreszcie dotarło do mnie, że totalnie przegrałem życie... Właśnie w tym momencie Jezus wyciągnął do mnie pomocną dłoń, choć ta nadal tkwiła przymocowana do poprzecznej belki krzyża. Właśnie w tej chwili poczułem na własnej skórze siłę miłości i przebaczenia. Poczułem moc, którą dać może tylko świadomość bycia potrzebnym i nadal wartościowym, nadal użytecznym - człowiekiem... W końcu poczułem, że ŻYJĘ naprawdę! Wcielona Miłość tchnęła we mnie ISTNIENIE! Może więc dlatego niektórzy uważają mnie za pierwszego wśród świętych. Osobiście sądzę, że to lekka przesada, lecz skoro tak myślą, to przecież nie będę się im sprzeciwiał. W tradycji kościelnej nadano mi nawet imię - Dyzma. Pochodzi ono z greki (dysme, czyli „zachód słońca”) i oznacza: „urodzony o zachodzie słońca”. Przyznam, iż jest coś szczególnego w znaczeniu tego imienia, bo rzeczywiście narodziłem się na nowo, właśnie o zachodzie słońca, konając po prawej stronie Dawcy Życia. Jestem patronem więźniów (również kapelanów więziennych), skazańców, umierających, pokutujących i nawróconych grzeszników. Oj! Sporo ludzi obrało mnie za orędownika. Ci pierwsi wydają nawet w Polsce specjalne pismo redagowane właśnie przez nich, które nosi tytuł... Dobry Łotr. Sztuka przedstawia mnie na wiele sposobów. Raz jestem młodzieńcem, innym razem dojrzałym mężczyzną. W końcu zaś mam wygląd zmęczonego życiem starca. Co artysta to inna wizja... Któż może nadążyć za sztuką?.. Na pewno nie ja! Zwykle moim jedynym strojem bywa opaska na biodrach lub tunika. Natomiast na ikonach jestem ubrany w czerwoną opończę. Krzyż, łańcuch, maczuga, miecz lub nóż stały się moimi atrybutami. Cóż takiego mogę jeszcze o sobie powiedzieć? Chyba tylko tyle, że Bóg każdemu daje szansę. KAŻDEMU! Skoro dał ją mnie, to może również dać ją i Tobie! Nikt nigdy przed Bogiem nie stoi na straconej pozycji! I tego się w życiu trzymajmy! Z wyrazami szacunku - św. Dobry Łotr
CZYTAJ DALEJ

Abp Przybylski do nauczycieli: musimy bronić krzyża

2026-03-26 21:04

[ TEMATY ]

krzyż

abp Andrzej Przybylski

BP KEP

Abp Andrzej Przybylski

Abp Andrzej Przybylski

- Jak bumerang czasem wraca w historii naszej ojczyzny katolickiej Polski historia obrony krzyża. Ktoś ciągle musi bronić krzyża, bo ktoś ciągle ten krzyż chce wyrzucić ze szkolnej sali - mówił w czasie wielkopostnego dnia skupienia dla nauczycieli abp Andrzej Przybylski, metropolita katowicki i delegat KEP ds. Duszpasterstwa Nauczycieli.

W czwartkowy wieczór 26 marca Wydział Katechetyczny Kurii Metropolitalnej w Katowicach zaprosił nauczycieli, wychowawców i pedagogów do przeżycia tradycyjnego wielkopostnego dnia skupienia. Jednym z punktów była Msza św. sprawowana w kaplicy Wyższego Śląskiego Seminarium w Katowicach pod przewodnictwem abp. Andrzeja Przybylskiego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję