Całe lato przesiedzieli na tym przystanku, a nawet przeleżeli, bo często po prostu spali na ławce.
Oczywiście, tutaj też spożywali swoje posiłki oraz popijali napoje. No i prowadzili między sobą konwersacje. Gdy któryś z nich dochodził lub odchodził – serdecznie witali się i żegnali uściskami. Czasem zagadywali do przechodniów, też życzliwie i radośnie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Jest ich kilku, czasem się zmieniają. Pod ławką mają poutykane pełne torby ze swoim dobytkiem. Obecnie są po dwie wiaty na każdym przystanku – oni zajmują tę drugą, rzadziej używaną, bez rozkładów jazdy.
Zatrzymuje się przy niej końcowy wagon długiego składu tramwajowego albo po prostu drugi pojazd. Ponieważ z ostatniego podestu mam bliżej do mojego skrzyżowania, wysiadam najczęściej właśnie przy tej ławce. Natychmiast uderza mnie silny odór wlokący się za mną jeszcze przez jakiś czas. To panowie z przystanku tak wonieją. Pod ławką dodatkowo jest mokro, nawet w słoneczne dni.
Co będzie w zimie? A nawet nie w zimie, ale już teraz, gdy nastają jesienne chłody? Gdzie oni nocują?
Gdzie spędzą zimę, gdy przesiadywanie na powietrzu nie będzie możliwe? Czy ktoś się zastanawia, gdzie się podzieją ci ludzie? Bo to przecież są ludzie, choć różnie się ich określa... Te określenia dalekie są od szacunku należnego ludzkim istotom, Bożym istotom...
Co zatem zrobić, gdy nie jesteśmy decydentami, a nasze datki to najwyżej skromna odpowiedź w ramach niektórych zbiórek pieniędzy, bo na więcej nas nie stać?...