Reklama

Rodzina

Małżeńskie tańce

Całe nasze życie jest swego rodzaju tańcem. Koniecznie trzeba znać pierwsze kroki. Tymi krokami są dialog, podstawowa wiedza z zakresu psychologii komunikacji i świadomość działania łaski Bożej. Reszta jest własnym rytmem i stylem wypracowanym w każdym małżeństwie.

Zadzwoniłem kiedyś do naszych znajomych. – Rodziców nie ma, poszli na tańce. Wrócą po dziesiątej – zabrzmiał w słuchawce głos ich nastoletniej córki. Nie ukrywam, że zaskoczyła mnie ta informacja. To raczej młodzież chodzi na tańce, na dyskoteki, ale żeby „normalni małżonkowie”... A potem okazało się, że więcej spośród naszych znajomych chodzi nawet co tydzień potańczyć i że jest to ważne miejsce ich szczególnego dialogu.

Taniec ułatwia kontakt

– Od kilku miesięcy raz w tygodniu chodzimy na tańce – powiedział nam potem Michał. – To ważna okazja, żebyśmy byli razem. Z jednej strony to ruch, którego nam bardzo potrzeba, a z drugiej – rzadki czas bycia dla siebie. Taniec jest dla mnie jak dialog: musimy uważać na siebie nawzajem, dbać o własny krok przez wzgląd na partnera. Musimy współbrzmieć ze sobą i uważać, żeby się nie podeptać. Dawniej trudne uczucia tak bardzo mnie przygniatały, że nawet nazwanie ich, nie mówiąc o podzieleniu się nimi z żoną, było dla mnie zbyt trudne. Taniec pozwala nie przeżywać ich tak intensywnie. Ułatwił mi kontakt z Beatą. Łatwiej nam się potem rozmawia. Taniec daje poczucie swobody, przynosi lekkość i rozluźnienie, budzi we mnie zapał, chwile beztroski, ale też namiętność... Oczywiście, nie zatańczyłbym tak z nikim innym poza Beatą...

– W tańcu zrzucam z siebie strach, złość, rozdrażnienie, stres, niepewność – dodała Beata. – Dopiero potem uświadamiam sobie, ile tego ze mnie wychodzi. Nasz taniec czasem jest spokojny, a czasem wprost szaleńczy, to swego rodzaju wibracja życia aż do ekstazy. Przynosi mi poczucie wiary we własne siły, odnawia nadzieję, że różne nasze zamierzenia mogą się udać, a co najważniejsze – nasza więź może być mocniejsza. Nasz taniec jest w kategoriach figur i kroków, ale uprawiamy także rodzaj tańca twórczego, spontanicznego... To – można powiedzieć – taniec naszego wnętrza. Odnajdujemy własny rytm i krok. Pozostajemy cały czas ze sobą w relacji, w kontakcie wzrokowym. To jest bardzo fajne! Ma dobry wpływ na nasze życie codzienne w domu.

Reklama

Za blisko podchodzisz

Z zupełnie innej części świata usłyszałem podobną opowieść. – Oboje lubimy tańczyć – powiedziała Magda – ale na różnych imprezach do niedawna tańczyliśmy raczej tańce zbiorowe, grupowe. Jeżeli tańczyłam w parze, to nie z moim mężem. Najgorzej wychodziło nam tango. Bo to jest taniec relacji. Brak wspólnego kroku wywoływał nieustanne pretensje, wymówki. Zauważyłam, że odreagowuję wtedy inne napięcia, które są między nami.

„Za blisko podchodzisz” – mówiłam mężowi w czasie tanga, a tak naprawdę bałam się jego bliskości w ogóle. W czasie tanga ujawniały się nasze dawne urazy, pretensje, zadawnione konflikty.

Przyjaciele namówili nas na kurs tańca. Poszliśmy. Trzeba się było poddać trenerowi. Zaczęła się szkoła tanga argentyńskiego. Uczyłam się wyczuwać mojego męża, a on mnie. Potem był swing. Tam określonych jest tylko kilka podstawowych kroków. Reszta to improwizacja. Chodzenie na tańce stawało się stopniowo naszą taneczną rozmową. To była mordercza praca przez cały rok. Aż się dziwię, że nie zrezygnowaliśmy w trakcie. Ale to dzięki temu kursowi tańca przebaczyłam sobie samej i przebaczyłam mojemu mężowi zadawnione zranienia. Tańce zbliżyły nas do siebie – podsumowała Magda.

Te tańce były wyrazem miłości bliźniego i choć nie zostało to tak nazwane wprost, były równocześnie chwaleniem Boga „bębnem i tańcem” (Ps 50, 4), bo doprowadzały do umocnienia miłości.

Reklama

Jak stawiać pierwsze kroki

Pamiętam, jak w czasach szkolnych koleżanka uczyła mnie tańczyć. Zanim zatańczyłem z nią, ona uczyła mnie, jak mam stawiać kroki tanga i walca. To było strasznie nudne: dwa kroki do przodu, jeden w tył, znowu dwa do przodu i jeden w tył. – Uważaj na mój krok... – mówiła jakoś tak. – Następnie prawą ręką pętla nad moją głową, potem zmiana ręki... I tak w kółko. Ale potem już było łatwiej, kroki przychodziły same. Przypominam to sobie dziś, gdy uczymy na Spotkaniach Małżeńskich nazywania uczuć, nieoceniania siebie, wyrażania różnych elementów komunikacji. Wielu, po opadnięciu pierwszej ciekawości, mówi: trudne, nudne, w kółko to samo. A jednak przynosi owoce. Muszę wciąż na nowo się uczyć i przypominać sobie te kroki. Muszę najpierw spotkać się z samym sobą – zatańczyć sam ze sobą – żeby móc się spotkać ze współmałżonkiem i tańczyć z nim.

Warto poznać swego rodzaju zasoby swojej duszy, ewangeliczne talenty, które można mnożyć w miłości. Warto poznać swoją osobowość: ekspresję uczuć i ich rolę budującą, ale i destrukcyjną, potrzeby psychiczne, temperament. Ważnym krokiem tej małżeńskiej nauki tańca jest zobaczenie dobra, które jest we mnie. Żeby pokochać drugiego, trzeba najpierw polubić siebie, czyli być sobą. Pan Jezus uczył, by miłować bliźniego jak siebie samego.

A przecież jest mnóstwo spraw, miejsc we mnie samym, których nie lubię, uczuć, których nie chcę przeżywać, sposobów zachowania, które mnie drażnią, spraw, z którymi nie potrafię sobie poradzić i spycham je czasem do jakiegoś wewnętrznego śmietnika. To w nim nie ginie, ale wręcz ze zdwojoną siłą oddziałuje na mój sposób reagowania wobec najbliższego człowieka – męża, żony. Im bardziej będę spychał do podświadomości te trudne sprawy, tym bardziej będą one wyłazić i zakłócać nasze relacje. One przeszkadzają mi być sobą. Zazwyczaj te śmietniki porządkuje miłość małżeńska: ogrzanie uczuciami, rozmowy. Ale nie zawsze tak się dzieje. Czasem potrzebna jest terapia. Chodzi o to, by odnaleźć pierwotne dobro, które jest w każdym z nas, czasem wręcz się do niego dokopać. Właśnie po to, żeby być sobą.

Nasze życie jest tańcem

Przyglądanie się dobru i zauważanie go w sobie nawzajem, częste mówienie, co nam się w sobie podoba, ale także dzielenie się tym, co trudne, dołujące w naszych relacjach – to wszystko buduje więź, nadaje harmonię i płynność krokom tańca.

Poznawanie drugiego człowieka z miłością i dialog z nim prowadzą do znajdowania wspólnej strategii działania.

Jeżeli ja z czegoś zrezygnuję, jeżeli coś w sobie zmienię, to nie będzie to ustępstwo na rzecz drugiego, ale świadomy wybór dobra większego – bo lepszego zarówno dla mnie, jak i dla współmałżonka. I to buduje więź. Tędy prowadzi droga dialogu jako duchowości w małżeństwie.

Nie ma lekko: zawsze będziemy sobie deptać po palcach. W małżeńskich relacjach – ostrym słowem, zniecierpliwieniem czy osądem. Ale nauka pierwszych kroków życiowego tańca nie powinna pójść w las. Wtedy w naszych relacjach, jak w tańcu, zwykłe „przepraszam” pozwala powrócić do harmonii.

Mąż i żona wśród codziennych wyzwań i obowiązków niczym na parkiecie? Rozumieją się bez słów, wiedzą, kiedy zrobić krok w przód, a kiedy się wycofać... – czyli jak mimo deptania sobie po palcach zatańczyć najpiękniejsze małżeńskie tango.

Autor jest współzałożycielem, wraz z żoną Ireną, ruchu rekolekcyjnego Spotkania Małżeńskie. Zaangażowany w organizowanie małżeńskich rekolekcji oraz tworzenie programów formacyjnych. Jest moderatorem i promotorem duchowości małżeńskiej opartej na dialogu. Więcej informacji o ruchu, terminach rekolekcji i spotkań na: www.spotkaniamalzenskie.pl .

2020-01-28 11:31

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zatańczyli i pomogli

Niedziela bielsko-żywiecka 23/2020, str. VII

[ TEMATY ]

taniec

pomoc

100‑lecie urodzin Jana Pawła II

Stowarzyszenie Persette

Stowarzyszenie Persette z Jaworza wsparło siostry zakonne

Grupa młodych tancerzy skupionych w Stowarzyszeniu Persette z Jaworza wraz z ks. Marcinem Pomprem zatańczyła dla papieża Jana Pawła II.

Młodzież wraz z dorosłymi ze stowarzyszania od 7 lat tańczy w różnych miejscach w ramach akcji „Cała Polska tańczy dla św. Jana Pawła II”. W diecezji można ich było spotkać w Jaworzu, Skoczowie czy w Kętach. – To były tańce we wspólnocie – razem uwielbialiśmy Pana Boga w osobie Papieża Polaka. W tym roku z powodu epidemii koronawirusa nie mieliśmy możliwości zgromadzić się w jednym miejscu, ale nie poddaliśmy się i zaproponowaliśmy, aby zatańczyć… online i wyrazić tym także swoją chrześcijańską radość – mówi ks. Marcin Pomper, który w tym roku zatańczył z siostrzenicami.

Dołączyli do nich młodzi ludzie pozostający w domach. Każdy w swoim domu nagrał taniec na wideo. Zostało to zmontowane i udostępnione w internecie. Więcej – organizatorzy zaprosili internautów, aby i oni zatańczyli w swoich domach, a następnie podzielili się nagraniami na Facebooku. Nagranie można obejrzeć na YouTube: „Persette – Cała Polska tańczy dla św Jana Pawła II #zostańwdomu 18.05.2020”.

Taniec dla papieża jest również promocją spotkań młodzieży na Polach Lednickich, które w tym roku miały się odbyć 6 czerwca. – Chcieliśmy pojechać, ale z powodu istniejącej sytuacji epidemicznej spotkamy się też online. Tęsknimy za Lednicą – dopowiada ks. Marcin Pomper.

W czasach pandemii stowarzyszenie nie tylko aktywnie tańczy online, ale i aktywnie pomaga – w rzeczywistości. Tym razem swoim wsparciem otoczyli siostry zakonne i prowadzone przez nie placówki. – Przekazaliśmy maseczki, rękawiczki jednorazowe, płyny dezynfekcyjne i inne środki czystości do Domu Opieki Społecznej Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczetej w Skoczowie oraz Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego prowadzonego przez Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Cieszynie – informuje ks. Marcin Pomper.

CZYTAJ DALEJ

Indie: maoiści zamordowali chrześcijańskiego misjonarza

2020-07-14 14:30

[ TEMATY ]

prześladowania

aingnamma/pixabay.com

W indyjskim stanie Maharasztra zamordowano chrześcijańskiego misjonarza. Zginął, ponieważ po swym nawróceniu opuścił komunistyczno-maoistowską rebelię i głosił Chrystusa w najbardziej ubogich regionach Indii. 28-letni Munshi Dev Tado zginął z ręki swych byłych towarzyszy, którzy nie mogli mu przebaczyć przejścia na chrześcijaństwo.

Mężczyzna został porwany w czasie pracy na polu przez grupę uzbrojonych mężczyzn, którzy zawlekli go na skraj dżungli i zastrzelili. Przy ciele protestanckiego misjonarza, którego opłakuje żona i czworo osieroconych dzieci, znaleziono kartkę, że zginął ponieważ współpracował z policją.

Miejscowi chrześcijanie są jednak przekonani, że jego śmierć była zemstą za przejście na chrześcijaństwo i radykalną zmianę stylu życia. Rebelianci wielokrotnie mu grozili, że jeśli nie wróci w ich szeregi i nie wyrzeknie się wiary, spotka go zasłużona kara.

„Zginął ponieważ głosił Chrystusa i nie dał się zastraszyć swym dawnym kompanom” – podkreśla przewodniczący Ogólnoindyjskiej Rady Chrześcijan. Sajan K. George zauważa, że region, w którym doszło do tragedii, znajduje się na celowniku nie tylko maoistów, ale i fundamentalistów wdrażających zasady nacjonalistycznej ideologii hindutwy – Indie tylko dla wyznawców hinduizmu.

„Nie można przyzwolić na to, by chrześcijaństwo było widziane jako zagrożenie dla przyszłości tego kraju. Nasza konstytucja gwarantuje nam wolność religii i trzeba się o nią upominać” – podkreśla Sajan K. George. Ponieważ nie jest to pierwsze morderstwo chrześcijanina na tym terenie, wzywa policję do przeprowadzenia przejrzystego śledztwa i ukarania winnych tej zbrodni.

CZYTAJ DALEJ

Ukraina: pierwsza Msza św. w zwróconym kościele w Bohorodczanach

2020-07-14 21:31

[ TEMATY ]

Ukraina

wikipedia.org

„Maryjo powracająca do Bohorodczan, jesteś nam potrzebna na czas niepewności, jaki przeżywamy i na czas szczęśliwy, o który się nieustannie modlimy” – powiedział metropolita lwowski abp Mieczysław Mokrzycki w Bohorodczanach koło Iwano-Frankiwska. 12 lipca dokonał tam ponownego poświęcenia XVII-wiecznego kościoła pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, który władze ukraińskie przekazały w nieodpłatne użytkowanie Kościołowi łacińskiemu na Ukrainie. We wspólnej modlitwie uczestniczyli też grekokatolicy i prawosławni.

Hierarcha przewodniczył Mszy św. i wygłosił homilię. „Przez wieki w tym kościele czczony był obraz Matki Bożej, który po wojnie, opuszczający te ziemie Polacy, zabrali ze sobą – mówił abp Mokrzycki. - Wzięli Matkę, przy której wzrastali do wiary, dojrzewali do zawierania małżeństwa, chrzcili swoje dzieci i żegnali umierających. Dzisiaj ten obraz znajduje się w Korbielowie, na terenie diecezji bielsko-żywieckiej, gdzie otoczony wielkim szacunkiem, odbiera należną mu cześć. Do nas powraca wierna kopia, która tak jak przez wieki, tak i teraz, jest w głównym ołtarzu. Możemy zatem powiedzieć – Matko witaj w domu! Witaj pośród swego ludu! Witaj w Bohordczanach, aby znowu uczyć nas drogi zaufania i pełnego oddania się Bogu!”.

Po zakończeniu liturgii abp Mokrzycki wręczył listy dziękczynne i medale pamiątkowe obecnym duchownym Prawosławnego Kościoła Ukrainy i Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, przedstawicielom władz obwodu iwano-frankowskiego i rejonu bohorodczańskiego oraz wiernym.

„Bardzo cieszymy się, że nasi wierni znów będą modlić się w tej świątyni. We wrześniu zostanie mianowany kapłan do Bohorodczan, aby Msza św. była sprawowana codziennie i ażeby wierni mogli się modlić i wypraszać pokój tak niezbędny dla naszej Ojczyzny, i modlić się o pokonanie pandemii” – zaznaczył metropolita lwowski.

Ks. Władysław Iwaszczak, który dojeżdża z Iwano-Frankiwska, wyjaśnił KAI, że do tej pory z budynku kościoła korzystali prawosławni, a rzymscy katolicy gromadzili się na modlitwy w kaplicy greckokatolickiej. 16 czerwca decyzję o przekazaniu budynku kościoła w bezpłatne korzystanie przez rzymskich katolików podjął szef państwowej administracji obwodowej w Iwano-Frankiwsku Witalij Fedoriw.

Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny konsekrowano w 1775 r. Fundatorem był Stanisław Kostka Kossakowski, kasztelan kamieński. Obok wzniesiono klasztor oo. dominikanów. W kościele znajdował się cudowny obraz Matki Boskiej, który po II wojnie światowej został wywieziony przez parafian do Jarosławia, a obecnie znajduje się w Korbielowe k. Żywca. Podczas I wojny światowej kościół poważnie ucierpiał (zniszczeniu uległa fasada, zawaliły się sklepienia i spłonął dach). Odbudowa trwała do 1933 r. Za czasów sowieckich kościół użytkowano jako magazyn, a na początku lat 90. świątynię przekazano prawosławnym Patriarchatu Moskiewskiego. Jest to zabytek architektury o znaczeniu krajowym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję