Reklama

Niedziela w Warszawie

Ocaliliśmy figurę Pana Jezusa

Z Barbarą Gancarczyk ps. „Pająk”, sanitariuszką harcerskiego batalionu AK „Wigry”, rozmawia Magdalena Kowalewska-Wojtak

Niedziela warszawska 35/2019, str. 6-7

[ TEMATY ]

Powstanie Warszawskie

figura

Łukasz Krzysztofka

W Muzeum Archidiecezji Warszawskiej trwają prace konserwacyjne zabytkowej rzeźby

W Muzeum Archidiecezji Warszawskiej trwają prace konserwacyjne
zabytkowej rzeźby

– Podczas Powstania Warszawskiego ratowała Pani słynącą łaskami figurę Jezusa, która znajdowała się w palącej archikatedrze warszawskiej. Cudowny krucyfiks poddawany jest obecnie konserwacji. Jak wspomina Pani ten czas?

– Pamiętam, gdy 16 sierpnia 1944 r. katedra stanęła w ogniu. Mimo, że wcześniej płonęła kilkakrotnie, udawało się ugasić pożar. Tymczasem ogień, który pojawił się tego dnia, strawił ją doszczętnie. Niemcy podpalali pociskami zapalającymi domy po drugiej stronie ul. Dziekanii. Wskutek silnego wiatru ogień przenosił się szybko na boczną kaplicę, prezbiterium i nawy. Grupa mężczyzn próbowała go gasić. Ktoś przyniósł nawet wąż strażacki. Jednak znikome ilości wody unicestwiały wszelkie wysiłki. Zgromadzone książki, drewniane boazerie, ławki, obicia stopniowo zaczęły się palić.
Rano razem z Teresą Potulicką-Łatyńską zostałam odkomenderowana do drugiego plutonu por. „Andrzeja”, który zmieniał oddział broniący katedry św. Jana. Znalazłyśmy się wewnątrz katedry, dlatego że chciałyśmy prawdopodobnie przejść przez podwórko z ul. Świętojańskiej na ul. Jezuicką, jednak obrzucane ono było granatnikami i weszłyśmy do świątyni. Paliła się prawa nawa. Ogień był już widoczny w prezbiterium. W kościele było pełno dymu. Znalazłyśmy się w lewej nawie. Zobaczyłyśmy wówczas w kaplicy Baryczków kapłana, który próbował zdjąć z ołtarza znajdujący się tam krzyż z figurą Pana Jezusa. Myślałyśmy, że to jeden z ojców jezuitów. Po latach okazało się, że był to ks. Wacław Karłowicz. Stał przodem do krzyża z uniesionymi rękami i próbował zdjąć krucyfiks. Podbiegłyśmy do niego. Szklana gablota z wotami, które znajdowały się za krzyżem, była rozbita. Wota rozsypane były na podłodze, leżały sponiewierane w piachu. Wśród nich były m.in. krzyże Virtuti Militari. Ksiądz w pewnym momencie zdjął figurę Pana Jezusa, która w łatwy sposób była przymocowana. Stałyśmy przy ołtarzu, kapłan podał nam figurę. Przez korytarz znajdujący się obok zakrystii wynieśliśmy ją na ul. Jezuicką.

– Jakie były dalsze losy uratowanej przez Was cudownej figury Pana Jezusa?

– Mijaliśmy powstańczą barykadę, gdzie akurat trwał atak Niemców. Trzeba było bardzo ostrożnie przechodzić. Weszliśmy za najbliższą bramę przy ul. Jezuickiej. Ksiądz położył figurę na posadzce. Odjął ręce Jezusa od korpusu figury dlatego, że dalej musieliśmy ją nieść przez piwniczne korytarze. Pozostałą część figury niósł wspomniany kapłan z którymś z kolegów. W podwórku zaplecza kościoła ojców jezuitów weszliśmy do piwnic.
Miałam okazję przyjrzeć się tej figurze Pana Jezusa. Robiła na mnie niesamowite wrażenie. Przyglądałam się znajdującym się na niej włosom i koronie cierniowej. Od wieków rzeźba była otaczana wielką czcią. Modlili się przed nią polscy królowie, wodzowie wielu narodowych powstań: Tadeusz Kościuszko, Romuald Traugutt. Modlił się także król Jan Sobieski przed swoją wyprawą pod Wiedeń, a także po powrocie, dziękując za zwycięstwo.
W piwnicach była ciemność. Gdzieniegdzie tylko paliła się świeczka. Korytarze były zawalone ludnością cywilną. Nie można było przejść. Szłam na czele z rękoma Pana Jezusa. Prosiłam o zrobienie miejsca. Mówiłam, że niesiemy cudowną figurę Chrystusa. Przebywający tam ludzie rozstępowali się. Płakali, klękali, modlili się. Donieśliśmy figurę do jednej z kamieniczek, w której było wyjście na zewnątrz rynku Starego Miasta. Znajdowała się ona u zbiegu ul. Jezuickiej i rynku Starego Miasta. Musiałam wracać do oddziału. Przekazałam figurę jakiejś osobie cywilnej. Ksiądz szedł dalej. Dołączali się podobno inni ludzie, którzy na zmianę pomagali nieść Pana Jezusa. Następnie przeniesiono figurę do kaplicy sióstr szarytek i tam złożono. Dwa dni później bombardowano to miejsce. Figurę trzeba była przenieść w inne miejsce. Jeden z księży przeniósł ją do kościoła dominikanów. Mimo, że świątynia razem ze znajdującym się tam szpitalem została także zbombardowana, figura Pana Jezusa ocalała. Krucyfiks przeniesiono później do kościoła karmelitów bosych, dzisiejszego seminaryjnego kościoła.

– Stare Miasto podczas Powstania Warszawskiego broniło się ponad miesiąc...

– Niemcy zajęli Starówkę 2 września 1944 r. w porannych godzinach. Po południu zaczęły się straszne egzekucje, których byłam świadkiem. Ludność cywilna musiała opuścić Stare Miasto w przeciągu dziecięciu minut. Natomiast rannych Niemcy podpalali. Do godziny trzeciej po południu był względny spokój, nawet można było opatrywać rannych.
Nasze dowództwo nakazało sanitariuszkom razem z innymi powstańcami, opuścić Starówkę. Widziałyśmy z koleżankami, że pozostali ranni koledzy, których nie dalibyśmy rady transportować kanałami. Postanowiłyśmy wbrew rozkazowi zostać. Z Janką Gruszczyńską odłączyłyśmy się w ostatniej chwili od grupy i przyszłyśmy do naszych kolegów. Dzięki innym sanitariuszkom udało nam się jeszcze uratować kilkadziesiąt osób. W piwnicach przebywali ranni, którzy nie mieli żadnej opieki. Wyciągałyśmy ich z koleżanką z płonących domów. Przeniosłyśmy pięciu kolegów ze znajdującego się naszego powstańczego szpitala przy ul. Kilińskiego do szpitala przy Długiej 7. Tak nam poradził ojciec Tomasz Roztworowski, kapelan batalionów „Wigry” i „Gustaw”. Powiedział nam też o innych rannych chłopcach „Gustawa”, którzy znajdowali się w oficynie jednego z płonących budynków przy ul. Kilińskiego 3.
Razem z Janką po kolei przenosiłyśmy tych chłopców. Ojciec Roztworowski razem z przebywającym lekarzem w szpitalu przy Długiej dobrze znali język niemiecki. Mówili Niemcom, że znajduje się tam szpital cywilny i nie ma tutaj powstańców, których Niemcy traktowali jak bandytów.

– Skąd młode sanitariuszki czerpały siłę?

– Gdy opuszczaliśmy Stare Miasto pędzili nas Mariensztatem w kierunku Wisły. Zobaczyłam nagle kobietę niosącą na plecach mężczyznę. Trzymała go za ręce. Gdy obróciła się bokiem, poznałam, że to jest Janka, która przy Placu Zamkowym nie mogła mnie znaleźć. Niosła tak tego chłopca od Mariensztatu, przez Powiśle, Bednarską, Plac Piłsudskiego, Ogród Saski, Elektoralną, Chłodną aż do Woli. Siły w obliczu zagrożenia znajdywały się same. Przy Żelaznej Janka zobaczyła dwukołowy wózek, gdzie wiezieni byli ranni, wsadziła tam tego mężczyznę. Ciągnęła go aż do pociągu do Pruszkowa.

– Trafiłyście obie do obozu w Pruszkowie?

– Tak, poszłam tam za wozem konnym, gdzie byli składowani ranni i starsi ludzie. Miałam nadzieję, że dojadę do szpitala, gdzie spotkam moje koleżanki. Wóz zatrzymał się przed halą numer dwa albo jeden. To były jedyne hale skąd oficjalnie zwalniano ludzi z obozu. Tam był nasz personel, nie tylko niemiecki, ale przede wszystkim polski, który starał się o przepustki głównie dla młodzieży. Janka po wybuchu czołgu miała zabandażowaną głowę. Ja wyglądałam jak siedem nieszczęść. Polka, która była tłumaczką, powiedziała Niemcom, że mam gruźlicę. W ten sposób razem z Janką wydostałyśmy się z tego obozu, ale wkrótce podczas łapanki w prywatnym mieszkaniu w Pruszkowie, wywieźli nas do obozu we Wrocławiu. Tam byłyśmy trzy miesiące i planowałyśmy ucieczkę od samego początku. Udało się zbiec dopiero za drugim razem. Znalazłyśmy się w Sosnowcu, a potem przeszłyśmy przez zieloną granicę do Krakowa i Nowego Targu. W Nowym Targu Janka miała rodzinę. Byłyśmy tam do wejścia wojsk radzieckich. Do stolicy przybyłyśmy 10 lutego 1945 r.

– Rozmawiamy w 80. rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej. Jakie refleksje nasuwają się Pani, gdy ponownie stają przed oczami ofiary tego dramatycznego czasu?

– Chciałabym, aby to i kolejne pokolenia nigdy nie doczekały wojny, która niesie ze sobą wielką tragedię i rozpacz. Ważne jest, aby młodzi kochali swoją ojczyznę. Ja doświadczałam szczęśliwego dzieciństwa do czasu wybuchu wojny. Miałam wspaniałą rodzinę i rodzeństwo. Nagle 1 września 1939 r., gdy miałam szesnaście lat, wszystko zmieniło się. Nasz dom na Saskiej Kępie, nieopodal Ronda Waszyngtona, już 10 września został zrównany z ziemią. Zostaliśmy bez dachu nad głową. W domu mieszkały moje ciotki, stryj i ja z rodzicami. Nagle zostaliśmy bezdomnymi nędzarzami. Ale cieszyliśmy się z tego, że nikt z nas nie zginął. Dwa dni wcześniej ojciec, abyśmy przenieśli się do znajmych w głąb Saskiej Kępy. W ten sposób ocaliliśmy.
Podczas drugiej wojny światowej udało się przeżyć mi i rodzicom. Jednak niemal prawie jak w każdej polskiej rodzinie, i w naszej nie brakowało ofiar. Jeden z wujów zginął w Starobielsku, z kolei inny wuj Włodzimierz Szaniawski, który był wicekomisarzem rządu RP w Gdyni, został rozstrzelany w Lasach Piaśnickich, koło Wejherowa.

2019-08-27 12:56

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Matka Boża Lipińska Królowa

Niedziela rzeszowska 32/2020, str. I

[ TEMATY ]

Matka Boża

figura

Figura Matki bożej

Figura Matki bożej

Długa była droga do tego wezwania. Pani mgr Barbara Brach napisała w ułożonej przez siebie pieśni: „Wiek czternasty odkrył twarz”.

Chodzi o Matkę Bożą w znaku figury, która wtedy powstała, a nieco dalej lokalizuje Matkę Bożą: „Tu w Lipinkach masz swój tron”. Na tej drodze do chwały koronacji i pełni tytułu ważny był XVIII w., kiedy to narodziła się pierwsza lokalna pieśń ku czci Matki Bożej Lipińskiej: „Witaj Pani Niebieska, o Maryjo Lipińska, Świadczysz wiele w tym kościele, Panno Maryjo”. Piękna, ale i trudna była droga Matki Bożej Lipińskiej do koronacji na przestrzeni ponad pięciu wieków historii. Ta swoista peregrynacja zaczęła się w Bieczu, potem Męcina Wielka i wreszcie Lipinki. Tam miała cztery miejsca pobytu, które wyznaczały kolejne świątynie. Przełomowy okazał się 1939 r., kiedy powrócił do Lipinek rodak tej parafii, ks. kanonik Jan Patrzyk, kapłan diecezji przemyskiej, proboszcz w Medenicach za Sanem. On to na prośbę lipińskiego proboszcza ks. Jana Rysiewicza, porządkując archiwum parafialne, odkrył wspomnianą pieśń z XVIII w. i całą historię dawnego kultu lipińskiej figury. Jego opracowanie, przetłumaczone na język łaciński zostało przesłane do Rzymu, by zaowocować dekretem Kapituły Bazyliki Watykańskiej z 13 lipca 1969 r., pozwalającym na papieską koronację: „Czcigodnej Figury w Lipinkach”. Mimo dotkliwego pożaru ówczesnego kościoła parafialnego wraz z cudowną figurą w 1972 r., papieskiej koronacji zrekonstruowanej figury dokonano 17 sierpnia 1980 r. W obecności około 120 tys. wiernych, ponad 20 biskupów i setek kapłanów oraz sióstr zakonnych, bp Jerzy Ablewicz ukoronował łaskami słynącą figurę, a kazanie wygłosił ówczesny biskup przemyski Ignacy Tokarczuk.

CZYTAJ DALEJ

Daj mi poznać Twoje drogi, Panie

Niedziela Ogólnopolska 40/2017, str. 33

[ TEMATY ]

Ewangelia

Charles Le Brun, fragment obrazu „Aniołowie usługują Chrystusowi”(XVII wiek)

Charles Le Brun, fragment obrazu „Aniołowie usługują Chrystusowi”(XVII wiek)

Księga Ezechiela, z której pochodzi pierwsze czytanie mszalne, powstała w warunkach potężnego kryzysu duchowego biblijnego Izraela. Prorok kieruje swe orędzie do rodaków, którzy w początkach VI wieku przed Chrystusem przeżyli zagładę zgotowaną przez Babilończyków, a w tym, co ich spotkało, dopatrują się niesprawiedliwości ze strony Boga. Oczekują, że będzie On bezwzględnie karał grzeszników i nagradzał sprawiedliwych – nawet jeżeli jedni i drudzy radykalnie zmienili swoje postępowanie. Odpowiadając na te głosy, prorok podkreśla, że liczy się nie to, co było i co należy do przeszłości, lecz aktualna postawa, w której wyraża się osobiste odniesienie do dawnych zasług czy grzechów. Jeżeli diametralnie się zmienia, wtedy liczy się decyzja, na której opiera się przyszłość. Bóg nie chce śmierci grzesznika, ale nie może też nagradzać sprawiedliwego, który odstąpił od sprawiedliwości. Właśnie takie są drogi Boże, trzeba je cierpliwie poznawać i przyjąć.

Dla chrześcijan wzorem właściwego postępowania jest przede wszystkim Jezus Chrystus. Moralność chrześcijańska ma charakter chrystomorficzny, to znaczy polega na naśladowaniu Chrystusa. Apostoł Paweł zaleca ją Filipianom, z którymi łączyły go niezwykle serdeczne więzi. Ukazuje wartość pokory, która „ocenia drugich za wyżej stojących od siebie” oraz sprzyja temu, by każdy respektował „nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich”. Taki wzór dał Chrystus, co potwierdza tajemnica Wcielenia, w której „ogołocił samego siebie”, wzywając nas do szczerego i gruntownego nawrócenia.

Jezus rozwija spojrzenie na naturę i wartość nawrócenia. Jego przypowieść o ojcu i dwóch synach została skierowana do arcykapłanów i starszych ludu, czyli słuchaczy szczególnie odpowiedzialnych za duchowy stan wiernych. Opisuje sytuację, która nie tylko po wielekroć powtarza się w życiu rodzinnym i religijnym, lecz ma wydźwięk profetyczny. Syn, który wyraził gotowość pracy w winnicy, ale do niej nie poszedł, to obraz tej części Izraela, która będąc ludem Bożego wybrania, odmówiła uznania Jezusa za Mesjasza, czyli w gruncie rzeczy powiedziała Bogu swoje „nie”. Syn, który się wzbraniał przed pójściem do winnicy, ale postąpił inaczej, niż wcześniej deklarował, stanowi obraz celników i nierządnic, a następnie pogan, nieznających Boga tak jak Izraelici, lecz podatnych na Jego miłosierdzie okazane w Chrystusie. Obraz jest dosadny i mocny, bo Jezus chciał wstrząsnąć sumieniami słuchaczy. Nie mogło być inaczej, skoro chodzi o to, co najważniejsze, a mianowicie o prawdziwą wierność Bogu. Arcykapłani i starsi ludu pozostali jednak niewzruszeni, a wkrótce ich gniew dotkliwie skierował się przeciw Jezusowi, co potwierdza, że nie jest tak, iż Bóg ma w świecie samych tylko przyjaciół.

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: rozpoczęła się Pielgrzymka Małżeństw i Rodzin

2020-09-26 19:54

[ TEMATY ]

rodzina

pielgrzymka

Karol Porwich

O tym, że siła Kościoła i narodu zależy przede wszystkim od kondycji rodziny przypomniał za kard. Stefanem Wyszyńskim bp Wiesław Śmigiel, przewodniczący Rady KEP ds. Rodziny. Na Jasnej Górze rozpoczęła się Pielgrzymka Małżeństw i Rodzin. Oprócz modlitwy zaplanowano też dyskusję na temat zadań duszpasterstwa rodzin na najbliższe lata; wśród poruszanych tematów znajdą się m.in. kwestie bioetyczne jak aborcja, poronienie czy zapłodnienie in vitro.

  • Bp Śmigiel przypomniał za kard. Stefanem Wyszyńskim, że siła Kościoła i narodu zależy przede wszystkim od kondycji rodziny
  • Za św. Janem Pawłem II przypomniał, że nie sposób pogodzić ekologii z zabijaniem nienarodzonych dzieci.

W homilii bp Wiesław Śmigiel, przewodniczący Rady KEP ds. Rodziny nawiązał do obrazu trzech stołów z programu formacyjnego rodzinnej gałęzi Ruchu Światło – Życie: stołu eucharystycznego, stołu rodzinnego i stołu małżeńskiego czyli łoża, wspólnoty miłości. – Każdy z tych stołów jest ważny i razem umacniają małżeństwo i rodzinę oraz dają siłę do chrześcijańskiego świadectwa – przekonywał kaznodzieja.

Twitter/Jasna Góra

Nawoływał do rodzinnego uczestnictwa w niedzielnej i świątecznej Eucharystii, która jest obowiązkiem życia chrześcijańskiego; prowadzi do dojrzałości w wierze, jest wyznaniem wiary, umacnia, pozwala doświadczyć wspólnoty, jedności, daje siłę do codziennego życia. – Bez tej jedności nie obronimy się przed duchem współczesności, który niesie podziały, rywalizacje, spory, kłótnie i wywyższanie jednych kosztem drugich – uczył kaznodzieja.

Karol Porwich

Duchowny, odnosząc się do potrzeby pielęgnowania wspólnoty stołu, wspólne zasiadanie rodziny do posiłków nazwał naturalną lekcją miłości i radości, a „dziś bardzo potrzeba nam powrotu do źródeł chrześcijańskiej radości”- podkreślił bp Śmigiel.

Przypomniał za kard. Stefanem Wyszyńskim, że siła Kościoła i narodu zależy przede wszystkim od kondycji rodziny

Przewodniczący Rady KEP ds. Rodziny zwrócił uwagę na potrzebę katechezy w rodzinie. – Parafia i szkoła nie są w stanie zastąpić katechezy mamy i taty, babci i dziadka, rodziców chrzestnych – zauważył.

Bp Śmigiel ukazując prawdę, że „pierwszym zadaniem chrześcijańskich małżonków jest tworzenie nierozerwalnej jedności w miłości, a drugim służba życiu”, stąd - podkreślił - wynika ważne zadanie tworzenia małżeństwom takiego środowiska, aby były otwarte na życie, budzenie klimatu szacunku dla życia. – Dlatego rodziny otwarte na życie, również wielodzietne, domagają się uznania, szacunku, gdyż nie tylko dbają o swoje szczęście, ale też budują przyszłość następnych pokoleń. Zapaść demograficzna to potężny i wielowymiarowy problem, który doprowadzi, a właściwie już prowadzi, do jeszcze większego kryzysu – przekonywał przewodniczący Rady KEP ds. Rodziny.

- Wydaje się, że już jesteśmy na tyle dojrzałym społeczeństwem. Mamy tyle odwagi i roztropności, by z większą wrażliwością spojrzeć na takie rodziny. Dotyczy to nas wszystkich, ale zwłaszcza pracodawców, przełożonych, również tych, którzy stanowią prawo – uwrażliwiał kaznodzieja.

Za św. Janem Pawłem II przypomniał, że nie sposób pogodzić ekologii z zabijaniem nienarodzonych dzieci – Dzisiaj tyle dyskusji wokół tego zagadnienia, trzeba nam o tym pamiętać.

Bp Śmigiel podziękował za piękne, otwarte na życie małżeństwa i rodziny. – Sprzed tego tronu matki Bożej zabierzemy do naszych domów przesłanie troski o życie duchowe, życie słowem Bożym i sakramentami, troski o relacje rodzinne, wspólne rozmowy, bycie razem w modlitwie i działaniu, że w naszych rodzinach potrzeba głębokich więzi, miłości, która zakłada bliskość, czułość, pomoc, wrażliwość i otwarcie na życie.

Uczestnicy 36. Ogólnopolskiej Pielgrzymki Małżeństw i Rodzin będą też zgłębiać przesłanie o rodzinie zawarte w nauczaniu Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, stąd hasłem pielgrzymki jest jego przekonanie, że „największym skarbem narodu jest rodzina”.

W ramach pielgrzymki odbywa się też jesienna Sesja Duszpasterstwa Rodzin, podczas której podjęte zostają zadania na najbliższe lata; wśród poruszanych tematów są m.in. kwestie bioetyczne jak aborcja, poronienie czy zapłodnienie in vitro. Spotkanie służy wypracowaniu strategii duszpasterstwa rodzin uwzględniającej specyfikę religijną poszczególnych diecezji, zwracana jest uwaga na potrzebę zwiększenia liczby katolickich poradni służących profesjonalną pomocą w kwestiach bioetycznych.

Rada KEP do Spraw Rodziny koordynuje duszpasterstwa rodzin na terenie Polski; jest pomysłodawcą wielu projektów i przedsięwzięć mających na celu wsparcie małżeństwa i rodziny. Organem wykonawczym Rady jest Krajowy Ośrodek Duszpasterstwa Rodzin (KODR).

Poradnictwo rodzinne stanowi uprzywilejowaną dziedzinę apostolatu świeckich, zwłaszcza małżonków. Stąd poradnie parafialne życia rodzinnego są pierwszoplanowym wymogiem duszpasterstwa oferującego pomoc w różnych problemach, (poradnictwo psychologiczne, pedagogiczne, prawne, medyczne, duszpasterskie). Powinny one znajdować się w każdej większej parafii, a tam, gdzie to niemożliwe, w przynajmniej każdym dekanacie.

Dyrektora takiej poradni powołuje biskup diecezjalny, a jej pracami kieruje diecezjalny duszpasterz rodzin.

Potrzeba pomocy rodzinom poprzez tworzenie specjalistycznych poradni powstała w Polsce jako efekt narastających po drugiej wojnie światowej zagrożeń małżeństwa i rodziny (rozwody, zabijanie dzieci nienarodzonych) i coraz trudniejszych nowych wyzwań stających przed rodzinami. Ważne stało się przygotowywanie narzeczonych i małżonków do realizacji odpowiedzialnego rodzicielstwa.

Pierwsze Katolickie Poradnie Rodzinne w Polsce powstawały już na początku lat 50-tych. Dynamiczny ich rozwój przypadł jednak na okres po wprowadzeniu w Polsce w 1956 r. ustawy dopuszczającej zabijanie nienarodzonych dzieci.

Wśród szerokiego zakresu zadań, jakie stoją przed Katolickimi Poradniami Rodzinnymi, należy wymienić szczególnie: ukazywanie właściwego wymiaru miłości małżeńskiej i rodzinnej, w tym czystości przedmałżeńskiej i małżeńskiej; uwrażliwianie na godność każdego człowieka od chwili poczęcia do naturalnej śmierci; kształtowanie postaw prorodzinnych; nauczanie zasad odpowiedzialnego rodzicielstwa, w tym metod diagnostycznych rozpoznawania okresów płodności małżeńskiej; pomoc w rozwiązywaniu konfliktów małżeńskich, rodzinnych oraz problemów wychowawczych i religijnych. Służy bezpłatną pomocą młodzieży, małżonkom, rodzicom, osobom samotnym poprzez posługę wolontariuszy świeckich (pedagogów, psychologów, prawników i lekarzy oraz przedstawicieli stowarzyszeń i organizacji pozarządowych), młodzieży i kapłanów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję