Reklama

Felietony

Bernini i Całun Turyński

Praca nad posągiem Zbawiciela była dla Berniniego przygotowaniem się do przejścia na tamten świat, a zarazem modlitwą o dobrą śmierć

Niedziela Ogólnopolska 16/2019, str. 35

[ TEMATY ]

całun turyński

Ireneusz Kajdana

Dla wielu podróż do Turynu i zobaczenie Całunu Turyńskiego jest spełnieniem marzeń

Dla wielu podróż do Turynu i zobaczenie Całunu Turyńskiego jest spełnieniem marzeń

W 2016 r. w rzymskiej bazylice św. Sebastiana za Murami odbywała się wystawa prac włoskiej fotograf Danieli di Sarra. W pewnym momencie zwróciła ona uwagę na niezwykłe popiersie Jezusa znajdujące się w świątyni. Autorem rzeźby był jeden z największych rzeźbiarzy w historii – Giovanni Lorenzo Bernini, autor m.in. słynnej „Ekstazy św. Teresy z Ávila” oraz kolumnady okalającej Plac św. Piotra w Rzymie. Wiadomo, że był on bardzo pobożnym człowiekiem. Ostatnim dziełem, które wykonał przed śmiercią, było właśnie wykute w marmurze popiersie Zbawiciela. Przez kilka wieków uchodziło ono jednak za zaginione. Zostało odnalezione dopiero w 2001 r. w zakrystii bazyliki św. Sebastiana za Murami przez włoskiego architekta Francesca Petrucciego. Tam też można je oglądać do dziś.

Daniela di Sarra dostrzegła niezwykłe podobieństwo twarzy Jezusa wyrzeźbionej przez Berniniego z obliczem Chrystusa na Całunie Turyńskim. Zrobiła fotografię posągu i nałożyła ją komputerowo na wizerunek utrwalony na płótnie pogrzebowym Zbawiciela. Okazało się, że pasują one do siebie idealnie, łącznie z proporcjami i szczegółami anatomicznymi obu twarzy. To skłoniło dociekliwą Włoszkę do studiów, które dałyby odpowiedź na pytanie o zadziwiające podobieństwo między obu obliczami.

Reklama

Efektem jej pracy stała się wydana niedawno książka pt. „Całun i Bernini. Mąż boleści, najpiękniejszy z synów ludzkich”. Autorka opisuje, że w 1655 r. król Francji Ludwik XIV zaprosił słynnego rzeźbiarza na swój dwór, by zaprojektował wschodnią fasadę Luwru. Prócz tego twórca wykonał ołtarz do kościoła Val-de-Grce oraz popiersie Króla Słońce, które możemy podziwiać dziś w Wersalu.

W drodze powrotnej Bernini zatrzymał się na dłużej w Turynie, gdzie akurat budowano kaplicę dla Całunu po przewiezieniu tej relikwii z Chambéry. Tam studiował postać mężczyzny widocznego na płótnie. Towarzyszył mu francuski zakonnik Pierre Cureau de la Chambre, ekspert w dziedzinie fizjonomii, który przyjechał razem z nim z Paryża. Już wcześniej artysta wiele słyszał o Całunie od swej powiernicy, szwedzkiej królowej Krystyny – jedynej władczyni w historii, która abdykowała, gdyż wybrała katolicyzm zamiast panującego w jej kraju protestantyzmu. Na obczyźnie w Rzymie odnalazła w Berninim bratnią duszę.

Kilkanaście lat później, czując, że zbliża się śmierć, artysta postanowił stworzyć ostatnie dzieło swego życia. Praca nad nim była dla niego przygotowaniem się do przejścia na tamten świat, a zarazem modlitwą o dobrą śmierć. W oparciu o szkice sporządzone jeszcze w Turynie w 1679 r. Bernini wyrzeźbił popiersie Zbawiciela, które pozostawił w testamencie królowej Krystynie. Swemu synowi Domenicowi miał powiedzieć, że w owym posągu zawarł całą swoją sztukę. Zmarł rok później.

Gdy Daniela di Sarra przygotowywała swą książkę, wiedziała, że ma białaczkę i może wkrótce pożegnać się z tym światem. To sprawiło, że postać Berniniego, a przede wszystkim postać Człowieka z Całunu stały się jej niezwykle bliskie. W ten sposób praca zamieniła się w rekolekcje „ars moriendi”. Być może znajdzie się polski wydawca, który przybliży nam to dzieło.I

Grzegorz Górny
Reporter, eseista, autor wielu książek i filmów dokumentalnych, stały publicysta tygodnika „Sieci”

2019-04-16 18:54

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Włochy: miliony wiernych na całym świecie modliły się wirtualnie przed Całunem Turyńskim

[ TEMATY ]

całun turyński

www.wikipedia.org

W trudnych dniach największego nasilenia pandemii koronawirusa, gdy wymuszona kwarantanna unieruchomiła w domach miliony ludzi na całym świecie, doszło do niezwykłego wydarzenia o zasięgu globalnym. Otóż w różnych krajach 11 kwietnia modlono się on-line przed wizerunkiem Całunu Turyńskiego, przy czym – jak twierdzi watykański dziennik „L’Osservatore Romano” – uczestniczyli w tym nie tylko wierzący, ale nawet osoby dalekie od wiary. Według pisma było to jedno z największych wydarzeń medialnych w okresie „zamknięcia się” świata z powodu pandemii.

W Wielką Sobotę 11 kwietnia po południu metropolita Turynu i papieski kustosz Całunu abp Cesare Nosiglia przewodniczył adoracji tej niezwykłej relikwii chrześcijańskiej. Z tej okazji została ona wystawiona publicznie niejako „pozaprogramowo”, gdyż wcześniej tego nie planowano. Nabożeństwo adoracyjne transmitowały watykańskie środki przekazu, włoska Mondovisione i sieci społecznościowe na całym świecie.

Sam arcybiskup przyznał, że ogólnoświatowa transmisja tej uroczystości była inicjatywą oddolną, dodając, że być może było to pierwsze przedsięwzięcie medialne o takim zasięgu. Oznajmił, że otrzymał tysiące listów i przesłań od ludzi każdego wieku, zdrowych i chorych, którzy prosili go, „aby w chwili tak wielkich trudności, jak obecne, można było pomodlić się w Wielkim Tygodniu przed Całunem, aby wybłagać od Chrystusa zmarłego i zmartwychwstałego, który na tym Świętym Płótnie ukazuje się nam w sposób tak prawdziwy i konkretny, łaskę pokonania tego zła, jak uczynił to On sam, ufając dobroci i miłosierdziu Boga”.

O rozmiarach i zasięgu wydarzenia wielkosobotniego świadczą ujawnione obecnie liczby. Okazuje się, że na YouTubie i Facebooku nabożeństwo śledziło 2,3 mln ludzi, do czego trzeba dodać niemożliwą do ustalenia z całą pewnością ilość telewidzów, którzy oglądali transmisje w różnych zakątkach na całym świecie. Nadzwyczajne wystawienie Całunu i towarzyszące temu nabożeństwo były więc jeszcze jedną okazją do przekonania się, że to Święte Płótno nie jest tylko przedmiotem badań naukowych, ale także, a może nawet przede wszystkim rzeczywistością, która może pomóc wspierać modlitwę osobistą.

Jest o tym przekonany przewodniczący Diecezjalnej Komisji ds. Całunu Turyńskiego prał. Roberto Gottardo. „Czas pandemii sprzyjał zwracaniu się do Świętej Tkaniny, gdyż widzimy w niej podobieństwo między tym, co przeżył Jezus, a tym, co przeżywaliśmy my: zamknięci tak, jak On był zamknięty, osamotnienie tak, jak On był pozostawiony sam sobie. Łatwo mogliśmy przekonać się na własnej skórze o tym, co Pan pokazuje nam za pomocą obrazu na Całunie” – oświadczył kapłan.

Jego zdaniem siła oblicza i ciała, odciśniętych na tkaninie, „przypominają o istocie naszej wiary chrześcijańskiej, którą przeżywa się przed obliczem”. A Całun ukazuje i twarz, i ciało – zaznaczył ks. Gottardo. Zwrócił uwagę, że wierzymy nie „w jakieś odległe i nieznane bóstwo, ale jest to nasza modlitwa przed szczególnym obliczem – Jezusa”.

Po zniesieniu części ograniczeń powróciły również do normalnego rytmu pielgrzymki do katedry turyńskiej, w której od wieków przechowywana jest ta szczególna relikwia, przed która trwa ciągła modlitwa i do której nie ustaje napływ pątników.

Dyrektor Muzeum Całunu, przylegającego do kościoła, prof. Nello Balossino uważa, że najbardziej do tego Płótna przyciąga to, że „jest tam utrwalone cierpienie i śmierć, ale również nadzieja i siła, toteż każdy, kto znajdzie się przed nim, zaczyna się modlić o pomoc, aby mógł stawić czoła kłopotom, problemom i trudnościom”. Według profesora do tego obrazu ludzie zbliżają się także sercem. „I nasze serce odczytuje znaki, które widzą oczy, w sposób szczególny, jedyny, który naprowadza mnie do stwierdzenia, że istnieje nie jeden Całun, ale jest ich tyle, ile osób na niego spogląda” – powiedział dyrektor Muzeum. Jego zdaniem gorąca modlitwa w tragicznych chwilach kwarantanny nie zostanie zapomniana, gdy wrócimy do normalności. Podkreślił, że „gdy się stało przed Całunem, trudno jest, aby efekt tego z czasem zanikł”.

O sile modlitwy przed tym wizerunkiem można się było przekonać także 4 maja, gdy przypada święto Całunu. Ocenia się, że w tym dniu wyłącznie za pośrednictwem internetu i telewizji modliło się przed nim ponad milion osób. Sprawowanej wówczas Mszy św. towarzyszyły wirtualnie wielkie rzesze ludzi.

Tak jak w przeszłości również obecnie Całun stanowi cenną pomoc duchową – twierdzi Gian Maria Zaccone, dyrektor Międzynarodowego Centrum Syndonologii w Turynie. Jako historyk z wykształcenia przytoczył jedno z tysięcy świadectw z przeszłości o stanie duszy poruszonej głęboko modlitwą w tym miejscu. „W 1627 biskup Agassino Solaro z Moretty napisał traktat, w którym pytał o cuda Calunu. Ktoś mógłby zapytać, czy wskrzesza on z martwych. Nie wiem tego, stwierdził biskup, ale jestem pewien, że wiele zmarłych dusz zmartwychwstały w świetle Całunu” – zacytował Zaccone wypowiedź sprzed prawie czterech wieków.

Syndonolożka Emanuela Marinelli zwróciła uwagę na podobieństwa między ideą Całunu jako żagla, który chwytamy na morzu w czasie burzy a tuniki Jezusa, której dotknęła chora kobieta. Ucieleśniają one koncepcję ludzkości, która – dręczona bólem podstępnej i niespodziewanej pandemii – rozpaczliwie szukała pocieszenia płynącego z tego obrazu człowieka bólu, przebitego gwoździami krzyża, ale który jest w stanie szerzyć pokój i nadzieję. „I to właśnie się wydarzyło: w miesiącach naszej izolacji od świata otrzymaliśmy wsparcie, spoglądając na Całun w czasie tego nadzwyczajnego wystawienia go w Wielką Sobotę” – powiedziała Marinelli. Dodała, że oczywiście „nasza wiara nie opiera się na tym, ale jest to wielka pomoc, która pozwala też rozważać miłosierdzie Boga, które przez Jezusa możemy oglądać zamkniętymi oczyma, jakbyśmy nie chcieli widzieć grzechów świata".

Nową okazją do adorowania Calunu będzie przewidziane na przełom tego i przyszłego roku europejskie spotkanie młodych, organizowane przez Wspólnotę Taizé właśnie w Turynie.

CZYTAJ DALEJ

Lublin: Zaprezentowano lek na COVID-19 wyprodukowany z osocza

2020-09-23 13:58

[ TEMATY ]

leki

koronawirus

krew

PAP

Jako pierwsi na świecie mamy lek na COVID-19 – poinformował w środę senator Grzegorz Czelej. Lek wyprodukowała lubelska spółka biotechnologiczna z osocza ozdrowieńców lub tych, którzy przeszli COVID-19 bezobjawowo. Teraz lek trafi do badań klinicznych.

„Jako pierwsi na świecie mamy lek na COVID-19, lek który działa, lek zawierający przeciwciała neutralizujące koronawirusa, czyli te, które zabijają koronawirusa” – powiedział senator Czelej w środę na konferencji prasowej w Lublinie, podczas której zaprezentował ampułkę z preparatem. Lek ma być podawany pacjentom domięśniowo.

Lek wytworzony został przez spółkę Biomed Lublin w wyniku frakcjonowania osocza ozdrowieńców lub tych, którzy przeszli COVID-19 bezobjawowo. Zawiera immunoglobuliny specyficzne anty SARS-CoV-2. Spółka poinformowała, że w środę zakończyła produkcję pierwszej serii leku przeznaczonego do niekomercyjnych badań klinicznych, na które Samodzielnemu Publicznemu Szpitalowi Klinicznemu nr 1 w Lublinie grant przyznała Agencja Badań Medycznych.

Biomed poinformował, że wyprodukowanych zostało ponad trzy tysiące ampułek Immunoglobuliny anty SARS-CoV-2, które zostaną przekazane do badań klinicznych.

Laboratoryjne badania aktywności wyizolowanych przeciwciał w preparacie i ich skuteczności w zwalczaniu wirusa przeprowadzano w Małopolskim Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. „Wyniki, które otrzymaliśmy, wskazują, że ta aktywność jest bardzo wysoka” - powiedział na konferencji prasowej prof. Krzysztof Pyrć z Centrum.

Badania kliniczne będą prowadzone w czterech ośrodkach: w Lublinie, Bytomiu, Białymstoku i Warszawie. Szef Kliniki Chorób Zakaźnych uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie prof. Krzysztof Tomasiewicz powiedział, że lek podany zostanie pacjentom zakażonym koronawirusem. „Nie spodziewamy się większych problemów z bezpieczeństwem preparatu, bo my takie preparaty, immunoglobuliny, stosujemy do wielu lat. Jesteśmy optymistycznie do tego nastawieni” – powiedział.

Jak dodał, badania kliniczne obejmą grupę około 400 pacjentów. „Na chwile obecną mamy zaplanowane cztery ośrodki do prowadzenia tych badań. Jeśli rekrutacja pacjentów do badania przebiegałaby wolnej - ale myślę, że będzie to raczej szybciej niż wolnej – to zawsze możemy skorzystać jeszcze z innych ośrodków. Jestem po rozmowie z wieloma kolegami w Polsce, wyrażają naprawdę duże zainteresowanie tym projektem, tym lekiem” – dodał Tomasiewicz.

Lek zostanie podany pierwszym pacjentom jeszcze tym roku. Prof. Tomasiewicz podkreślił, że badanie kliniczne muszą być przeprowadzone bardzo precyzyjnie. „Jeżeli ta rekrutacja pacjentów będzie przebiegała szybko, a także późniejsza analiza wyniku (…) to pozwoli w ciągu paru miesięcy takie badania ukończyć z ostatecznymi wnioskami. Myślę, że przyszły rok, początek przyszłego roku to jest ten moment, kiedy chcielibyśmy mieć ten lek dostępny dla szerszego grona pacjentów” – powiedział prof. Tomasiewicz.

Czelej powiedział, że produkcja leku przebiegała prawidłowo, a dawek wyprodukowano nieco więcej niż się spodziewano. „Zawdzięczamy to przede wszystkim górnikom, którym chciałbym serdecznie podziękować. To głównie z ich osocza jest ten lek. Ze 150 litrów osocza, ponad 100 litrów otrzymaliśmy z akcji górników z Jastrzębskiej Spółki Węglowej, którzy oddali osocze” – powiedział senator.

Według senatora, nowy lek będzie „naszym dobrem narodowym, ponieważ jest produkowany z krwi naszych obywateli”. Jak dodał przy rejestracji leku będzie potrzebna dla niego nazwa i zaproponował, aby została ona wyłoniona w konkursie. „Nazwa zostanie ustalona, czy wybrana, spośród wszystkich ofert, jakie do nas napłyną” – zapowiedział senator.

Członek Zarządu Biomed Lublin Piotr Fic podkreślił, że nowy preparat produkowany jest z osocza, którego nie da się sztucznie wyprodukować. „Jedynym dawcą osocza jest człowiek, dlatego prosimy dawców o zgłaszanie się, bo to osocze jest potrzebne bądź do osoczoterapii, bądź do produkcji naszego leku” - podkreślił.

Jak tłumaczył, tylko regionalne centra krwiodawstwa mogą takie osocze pobierać, natomiast Biomed, aby wyprodukować lek, musi to osocze kupić za zgodą ministra zdrowia i Narodowego Centrum Krwi. „Nie mamy jeszcze jasnej deklaracji, czy i kiedy kolejne partie osocza do nas dotrą. Wstępne informacje, które posiadamy mówią, że osocze jest dostępne i mogłoby nam być przekazane” – zaznaczył Fic.

Po przeprowadzeniu badań klinicznych może rozpocząć się procedura dopuszczenia leku do szerszego użytku dla większej grupy pacjentów. Senator Czelej powiedział, że możliwe jest jej przyspieszenie i dopuszczenie leku „w trybie epidemiologicznym”. „Procedura dopuszczania trwa bardzo długo, apeluję do stosownych władz o maksymalne skrócenie tego terminu” – powiedział senator.

Projekt powstania leku na COVID-19 został zainicjowany w marcu przez senatora Czeleja oraz członka Rady Nadzorczej Biomed Lublin Waldemara Sierockiego. 21 maja 2020 r. Agencja Badań Medycznych podpisała umowę z Samodzielnym Publicznym Szpitalem Klinicznym nr 1 w Lublinie o dofinansowaniu kwotą 5 mln zł projektu pn. „Badania nad wytworzeniem swoistej immunoglobuliny ludzkiej z osocza dawców po przebytej infekcji wirusowej SARS-CoV-2 i jej zastosowaniem terapeutycznym u pacjentów z COVID 19”.

W projekcie uczestniczy też Instytut Hematologii i Transfuzjologii, który w badaniach klinicznych, wykonuje specyfikację osocza oraz walidację i wdrożenie badań laboratoryjnych dotyczących procesu produkcji immunoglobulin oraz kontroli jakości.

Na zbiórkę osocza do produkcji leku Ministerstwo Zdrowia zezwoliło w czerwcu. Osocze w ilości 150 litrów zostało ostatecznie zebrane przez siedem Regionalnych Centrów Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (z Raciborza, Radomia, Bydgoszczy, Kalisza, Lublina, Szczecina i Wrocławia). 18 sierpnia 2020 r. Biomed Lublin S.A., rozpoczął etap produkcji leku do badań klinicznych.(PAP)

Autorka: Renata Chrzanowska

ren/ ktl/ krap/

CZYTAJ DALEJ

Obudzić w sobie olbrzyma

2020-09-25 20:51

[ TEMATY ]

Caritas

Caritas Polska

Ks. Paweł Dzierzkowski

Ks. Paweł Dzierzkowski

O tym jak skutecznie pomagać, o miłosierdziu przekraczającym granice, o tym, czego nauczyli go bezdomni i o co prosił tych, którzy gratulowali mu objęcia nowej funkcji – opowiada ks. Paweł Dzierzkowski, od września zastępca dyrektora Caritas Polska, a wcześniej – zastępca dyrektora Caritas Archidiecezji Częstochowskiej.

W orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy papież Franciszek przywołuje obraz Świętej Rodziny uciekającej przed Herodem do Egiptu i zestawia go z losem współczesnych rodzin przesiedlonych wewnętrznie, szukających schronienia przed wojną, głodem i innymi zagrożeniami. Nawołuje do tego, aby w każdym z tych ludzi rozpoznać Chrystusa – głodnego, chorego, obcego – i przypomina wyzwanie duszpasterskie, na które odpowiedź zawiera się w czterech czasownikach: przyjmować, chronić, promować i integrować. Jak widzi Ksiądz realizację tych zaleceń w działalności Caritas?

Jako Caritas Polska dobrze wpisujemy się w to papieskie orędzie za sprawą swojej codziennej działalności – przyjmujemy drugiego człowieka, staramy się go chronić, promować i integrować. Jest to związane z troską o człowieka i wyraża się w reagowaniu na bieżące potrzeby.
Jako przykład można wskazać choćby pomoc dla ofiar wojny w Syrii – organizowaną zarówno na miejscu, w Aleppo, w ramach naszego największego zagranicznego programu „Rodzina Rodzinie”, jak i w Jordanii, gdzie schronienie znalazło wiele syryjskich rodzin, ale ze względu na trudne warunki wymagają wsparcia. Dzięki ofiarności polskich rodzin, wspierających nasze programy, możemy przekazywać rodzinom syryjskim środki na żywność, leczenie, czy – jak w przypadku Syryjczyków w Jordanii – na opłacenie czynszu. Oprócz prowadzenia licznych programów na całym świecie, także w Polsce pomagamy migrantom i uchodźcom. Naszym zadaniem jest być przy człowieku, który potrzebuje pomocy przekraczając granicę. Kościół i miłosierdzie również przekraczają granice. Kiedy idziemy w kierunku drugiego człowieka, którego czasem może się lękamy – nie możemy się zatrzymać, czy wycofać. Ważne, aby ten lęk, który czasami po ludzku odczuwamy, był rozpraszany dzięki temu, że ufamy Panu Bogu, Jego łasce, która jest przy nas i która prowadzi nas ku drugiemu człowiekowi. Jak pisze św. Paweł w liście do Galatów: „jeden drugiego brzemiona noście”. Wiemy, że te brzemiona są różne, ale nie możemy ich unikać, bo postępowalibyśmy wbrew Ewangelii.

Trzeba znać, żeby zrozumieć – pisze Ojciec Święty. Ma na myśli migrantów, ale to uniwersalna zasada, można ją odnieść do pomagania w szerszym znaczeniu. Ksiądz, jako dotychczasowy wicedyrektor Caritas Archidiecezji Częstochowskiej, był blisko ludzi, którzy na co dzień potrzebują pomocy. W wywiadach, udzielanych po ogłoszeniu nominacji na stanowisko zastępcy dyrektora Caritas Polska, wraca Ksiądz do wątku pracy z osobami bezdomnymi. Czego nauczył Księdza kontakt z nimi?

Ich również często się lękamy – bo, nie daj Boże, poproszą o jedzenie, o pieniądze, bo coś będą od nas chcieli. Zwłaszcza teraz, podczas epidemii, kiedy byli często wskazywani jako potencjalne zagrożenie, co jest kompletnym pomyleniem pojęć, bo przecież każdy z nas może być w czasie epidemii zagrożeniem dla innych. Moje pierwsze kontakty z osobami bezdomnymi, którym posługiwałem jako zastępca dyrektora Caritas Archidiecezji Częstochowskiej, nie były łatwe, popełniłem wiele błędów. Wydawało mi się, kiedy na nich patrzyłem, że mam gotowe rozwiązania, wiem, jak im pomóc – zamiast najpierw wsłuchać się w te osoby, dowiedzieć się, czego rzeczywiście chcą, czego pragną, czego potrzebują. Oni nauczyli mnie szacunku, wrażliwości, otwartości na drugiego człowieka. I nieoceniania. Bo nigdy nie wiemy, w jakiej sytuacji sami się znajdziemy. Znów przywołam św. Pawła, bo jego listy są mi bardzo bliskie w Piśmie Świętym: stoisz? Bacz, abyś nie upadł. Te relacje z osobami bezdomnymi były dla mnie bardzo ważne, nawet okazyjne spotkania, gdzieś na ulicy. Jak mówi papież Franciszek – popatrz w oczy, zatrzymaj się przy tym człowieku. To pozwala inaczej spojrzeć, nie tylko na niego, ale i na to, jak można mu pomóc. Nie zawsze chodzi o to, żeby coś natychmiast dać. Oczywiście, były sytuacje, kiedy trzeba było szybko reagować, ale chodzi też o taką integralną pomoc, udzielaną oczywiście z poszanowaniem wolności. Bo to, co w osobach bezdomnych jest uderzające, to ich poczucie wolności. Nawet, jak ma tylko ten plecak, czy reklamówkę, czy nic niema – to on jest wolny i często nieufnie podchodzi do tych, którzy chcą mu pomóc. Może to wynikać z wcześniejszego odrzucenia, jakichś życiowych niepowodzeń, ale też z ich świadomości błędów, jakie sami kiedyś popełnili, bo przecież w wielu przypadkach oni też nie są bez winy. W tym spotkaniu z nimi ważne jest więc, aby doprowadzić do tego, żeby spojrzeli na samych siebie z szacunkiem.

Caritas Polska realizuje bądź koordynuje szereg projektów we współpracy z Caritas diecezjalnymi. Przypomnijmy, że wśród obszarów, którymi będzie Ksiądz zajmował się merytorycznie w Caritas Polska, oprócz pomocy migrantom są również sprawy seniorów, pomocy żywnościowej, działań na rzecz dzieci, osób niepełnosprawnych i wykluczonych z różnych powodów. Jak, w odczuciu Księdza, doświadczenia zdobyte w Caritas Archidiecezji Częstochowskiej przełożą się na współkierowanie Caritas Polska? Czy patrząc z perspektywy swojej archidiecezji miał Ksiądz spostrzeżenia i pomysły, które mogą teraz zaowocować w którejś z wymienionych dziedzin?

Rzeczywiście tych zadań jest dużo, przy czym uważam, że obecnie szczególnym wyzwaniem dla nas jest pomoc osobom starszym. Z myślą o nich jest realizowanych wiele projektów, my w Caritas Częstochowa już od dawna dowoziliśmy na przykład seniorom posiłki, ale to, co wydaje najważniejsze, to ich aktywizacja. Chodzi o to, żeby wychodzili z tych swoich mieszkań, co w niektórych przypadkach, choćby seniorów mieszkających na wyższych piętrach w niewielkich nawet, czteropiętrowych blokach – bywa poważnym problemem.

Tylko jak to zrobić, zwłaszcza teraz, w dobie pandemii – jak ich wydostać z tych czterech ścian, w których zamyka ich często nie tylko jak dotąd – samotność, ale także lęk przed chorobą?

U nas, w Częstochowie, punktem wyjścia był często właśnie wspomniany posiłek. Znajdując osoby potrzebujące pomocy w takiej właśnie postaci, staraliśmy się, o ile to było możliwe, zachęcić je do wizyty w parafii, w salce parafialnej. I tam powoli zawiązywały się relacje między nimi. Dołączali do działających klubów seniora, gdzie mieli z kim się spotkać, porozmawiać, czasami ponarzekać, ale też mogli wziąć udział w wyjazdach, które im proponowaliśmy, na przykład do naszego ośrodka Święta Puszcza w Olsztynie koło Częstochowy. Tam mogli pospacerować w pięknej okolicy, spotkać się przy ognisku, wspólnie pośpiewać… Zabieraliśmy ich też do teatru, szukaliśmy różnych pomysłów – wiedząc, że z wiekiem człowiek ma niekiedy coraz mniejszą chęć do aktywności, co jest związane z różnymi chorobami, dolegliwościami. Ale dobra propozycja, skuteczna zachęta – sprawiały, że korzystali z tych zajęć i byli bardzo zadowoleni. Zwłaszcza dla osób z mniejszych miejscowości takie wyjazdy były czymś nowym, ciekawym. To też ważne, aby mówiąc o seniorach i starając się do nich dotrzeć, nie ograniczać się do dużych miast, ale pamiętać również o wsi i małych miasteczkach. Tam też są osoby samotne, żyją często z niewielkich rent lub emerytur rolniczych i pomoc im jest istotnym wyzwaniem. To temat do przemodlenia, do przemyśleń i do omówienia w gronie, do którego powinniśmy też zaprosić samych seniorów. Bo znów – to co my, młodzi, możemy wymyślić, nie musi przystawać do ich rzeczywistości, a osoba mieszkająca w mieście będzie miała inne potrzeby niż ta, która mieszka na wsi. I te ich potrzeby musimy właściwie odczytać.

Działalność Caritas Polska to nie tylko programy adresowane do całych grup społecznych potrzebujących wsparcia. Pomoc jest udzielana także osobom indywidualnym szczególnie pokrzywdzonym przez los. Są to często osoby chore lub niepełnosprawne, wymagające kosztownego leczenia bądź rehabilitacji. Ich historie są przedstawiane w serwisie internetowym, Uratujecie.pl i znanym telewizyjnym programie „Sprawa dla reportera”. To również zagadnienia, którymi będzie się Ksiądz zajmował i z pewnością będzie to poważne wyzwanie. Podobnych historii jest bowiem bardzo dużo i pojawia się pytanie: jak skutecznie pomagać ludziom, którzy sami nie są w stanie zebrać środków na operacje ratujące życie, czy sprzęt, dzięki któremu mogą żyć godnie? Jak budzić wrażliwość na los innych w czasie, kiedy tak dużo wokół nieszczęść i indywidualnych dramatów?

Ludzie najchętniej pomagają, kiedy widzą dziecko. Ujmuje ich jego bezbronność i łatwiej jest przemówić do ich wrażliwości, przekonać ich do pomocy. Trudniej jest pomagać osobom dorosłym, ale mam takie doświadczenie, że kiedy ta potrzeba wsparcia jest dobrze wytłumaczona, wyraźnie pokazana, to ludzie otwierają serca i okazują ofiarność w taki wymierny sposób, pomagając materialnie. Nie tylko w nagłych przypadkach – zawsze byłem pod wrażeniem drobnych ofiar, które, jak widziałem, wpływają regularnie, na przykład co miesiąc – na konkretny cel, na konkretną osobę. Ten darczyńca niejako brał od opiekę taką osobę potrzebującą i towarzyszył jej przez dłuższy czas. Rzeczywiście, nieustannie widzimy w telewizji, czytamy w gazetach, czy internecie, jak ktoś prosi o pomoc. A naszym zadaniem jest budzenie w ludziach olbrzyma, odkrywanie tego potencjału, który drzemie w każdym z nas, dzięki któremu możemy komuś pomóc. Bo przecież pomagając nic nie tracimy, przeciwnie – otrzymujemy. Nie tylko szczęście w pomaganiu, otwartość na drugiego człowieka, ale też pewność, że dobro, którym się dzielimy – powraca do nas. Bo ono powróci! Nie wiemy, w którym momencie, niekoniecznie odbędzie się to w wymiarze materialnym, ale na przykład w wymiarze relacji z drugim człowiekiem, w postaci jego życzliwości dla nas.

„Jako ludzie przyznający się do Jezusa nie możemy zatrzymać się na wspaniałych teoriach, bo one nie zbawiają świata. „Wyobraźnia miłosierdzia”, o której mówił św. Jan Paweł II, stanowi dla nas wyzwanie także i dziś, a może szczególnie dziś, aby od pięknych słów o miłosierdziu przejść do działania” – to słowa Księdza, pochodzące z homilii na uroczystą Mszę św. w ramach ubiegłorocznej akcji Caritas „Kromka chleba dla sąsiada”. Czego Księdzu życzyć, albo o co modlić się dla Księdza, w obliczu nowych zadań, jakie czekają Księdza w Caritas Polska?

Kiedy dowiedziałem się, że mam objąć to stanowisko, przyjść do Warszawy, to osoby, które mi gratulowały, prosiłem o modlitwę za to, żeby ta praca biurowa, którą też trzeba wykonać, nie sprawiła, że zamknę się na drugiego człowieka. Na szczęście jest tu obszar, w którym mogę służyć jako kapłan, bo przecież jestem księdzem – i to jest najważniejsze moje zadanie, do którego zostałem powołany. A funkcja, która przyszła dość niespodziewanie, jest tylko pewnym etapem na mojej drodze. Ważne, żeby to był etap, który jeszcze bardziej mnie otworzy na drugiego człowieka. I w tym modlitwa, świadomość, że zawsze ktoś mnie wspiera, jest bardzo pomocna. Myślę, że nie tylko dla mnie, bo przecież Caritas to nie tylko dyrekcja, to przede wszystkim cały zespół ludzi – i w Caritas Polska i w Caritas diecezjalnych, dzięki którym możemy realizować swoją misję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję