Ks. Adrian Put: – Jak rozpoczęła się Księdza przygoda z harcerstwem? To doświadczenie ostatnich lat czy może działał w nim Ksiądz już przed seminarium?
Ks. Michał Gławdel: – Harcerstwo to przygoda, do której zaprosił mnie mój przyjaciel jeszcze w gimnazjum. Na początku miała to być tylko zabawa, ale z biegiem czasu odkryłem, że to dobry sposób na kształtowanie swojej osobowości. Stopnie harcerskie i sprawności pozwalają młodemu człowiekowi pracować nad sobą i poszerzać swoje zainteresowania, zaś drużyna harcerska i zastęp zapewniają przyjaźnie na całe życie. Nie ukrywam, że właśnie to mnie wciągnęło i sprawiło, że z biegiem czasu sam zostałem drużynowym i instruktorem harcerskim.
– Jaka jest rola kapelana w ZHP? To ktoś, kto pełni tylko reprezentacyjne funkcje w związku, czy też jest to konkretna praca wychowawcza?
– Kapelan ZHP to funkcja instruktorska i, co z tym się wiąże, funkcja, która jak każda inna w Związku ma za zadanie realizować jego misję: „wychowywanie młodego człowieka, czyli wspieranie go we wszechstronnym rozwoju i kształtowaniu charakteru przez stawianie wyzwań”. Ta wszechstronność w skautingu dotyczy także rozwoju religijnego i duchowego. Harcerz nie może pomijać tej sfery swojego życia. Zgodnie z porozumieniem między ZHP i Konferencją Episkopatu Polski, za troskę nad wychowaniem religijnym rzymskokatolickich członków ZHP odpowiadają mianowani przez biskupów kapelani ZHP i duszpasterze. Kapelan jako instruktor uczestniczy w całym życiu Związku, jak np. uczestniczy w szkoleniach kadry i sam się szkoli, ale jednocześnie ma swoje specyficzne kapłańskie zadania: duszpasterstwo obozowe, organizacja eventów, takich jak Betlejemskie Światło Pokoju, czy odpowiedzialność za współpracę swojej jednostki z władzami kościelnymi. Wielu kapelanów odpowiada za pracę Zespołów ds. Wychowania Religijnego i Duchowego swoich jednostek, w naszej chorągwi służbę tę pełni ks. phm. Adam Żygadło.
– Obok zadań kapelana działa Ksiądz także aktywnie w Radzie Chorągwi. Co należy do Księdza obowiązków?
– Rada Chorągwi jest władzą uchwałodawczą, zajmuje się wieloma sprawami, takimi choćby jak ocena działalności komendy chorągwi, opiniowanie budżetu chorągwi czy planowanie jej pracy, w tym planu kształcenia. Naszym zadaniem jest tak współpracować i wspierać naszego komendanta i komendę, aby zapewnić możliwości działania i sprostać potrzebom i oczekiwaniom instruktorów bezpośrednio pracującym z harcerzami w drużynach i lokalnych hufcach. To często praca na dokumentach i analizach, ale ten namysł jest potrzebny, aby nasze zadania wychowawcze realizować na najwyższym poziomie.
– Jak udaje się to wszystko godzić z obowiązkami na parafii?
Reklama
– Nie jest to łatwe. Pierwszym zleconym obowiązkiem przez księdza biskupa jest posługa jako wikariusza i katechety. Parafia i szkoła to wielka moja pasja, ale i instruktorska służba jest moim powołaniem. Tak więc trzeba często dzielić serce i czas, choć jest to zapewne uczucie towarzyszące każdemu instruktorowi i instruktorce ZHP. Jesteśmy przecież w tej służbie świadomymi wolontariuszami, którzy dobrowolnie przyjmują na siebie obowiązki harcerskiego wychowawcy i opiekuna. Dzięki wyrozumiałości proboszcza udaje mi się to zrobić. Nie mogę też zapomnieć o współpracy z wieloma kapłanami włączającymi się w pracę z harcerzami: ks. Paweł Bryk, ks. Adam Żygadło, ks. Piotr Gniewaszewski, o. Kazimierz Golec, czy współpracy środowisk harcerskich z parafiami, tak jak np. w przypadku szczepu „Sulima” z parafią pw. Matki Bożej Szkaplerznej w Czarnowie. Wsparciem są też sami instruktorzy ZHP czy członkowie naszej lubuskiej chorągwianej komendy. To dzięki nim wszystkim mam świadomość, iż jako kapelan nie jestem sam i w różnych sprawach mam na kogo liczyć.
– W tym roku nasza Ojczyzna świętuje stulecie odzyskania niepodległości. To także ważny rok dla polskiego harcerstwa. Jak harcerze będą świętowali ten szczególny jubileusz?
– Dla nas stulecie niepodległości wiąże się nieodzownie z powstaniem naszej organizacji, bowiem ZHP zostało założone już 1 listopada 1918 r., z połączenia wszystkich wcześniej działających organizacji harcerskich i skautowych na terenie trzech zaborów. Z tej okazji w wakacje wybieram się na zlot całego ZHP do Gdańska. To będzie święto całego harcerstwa. W trakcie zlotu Wyspa Sobieszewska zamieni się w miasto harcerzy.
Ten zlot jest dla harcerzy i harcerek wezwaniem do szerszego spojrzenia na otaczający nas świat i podjęcia prawdziwych działań. Ma ich zainspirować. Przez 11 dni wakacji więcej niż 10 tys. harcerzy ze wszystkich zakątków Polski, również z Ziemi Lubuskiej, będzie razem uczyć się, bawić i na nowo odkrywać, czym jest braterstwo, praca nad sobą i służba.
– Czy w naszej diecezji także odbędą się jakieś uroczystości?
– Tak, oprócz Zlotu w Gdańsku we wrześniu we wszystkich hufcach, w każdej miejscowości, gdzie działają harcerze, będziemy organizować wspólne świętowanie tego wydarzenia, jakim jest stulecie naszego Związku. Chcemy się też włączyć w wydarzenia diecezjalne, które w czerwcu będą miały miejsce w Rokitnie, gdzie we wspólnocie diecezjalnej będziemy dziękować Bogu za dar niepodległości. Oczywiście nie zabraknie również harcerzy podczas samych uroczystości 11 listopada.
"Pragnąłbym, żeby uroczystości kanonizacyjne służyły nie tylko oddaniu hołdu dwóm papieżom, którzy już otoczeni są chwałą w niebie, ale by uczyniły nasze narody mądrymi, wielkodusznymi, otwartymi" - powiedział abp Loris Francesco Capovilla. Kardynał-nominat, wieloletni sekretarz i najbliższy współpracownik najpierw patriarchy Angelo Giuseppe Roncallego, a następnie papieża Jana XXIII mówi w rozmowie z KAI m. in. o świętości papieża Jana, jego umiłowaniu Polaków, bliskich relacjach z kard. Stefanem Wyszyńskim, podobieństwach i różnicach osobowości i pontyfikatu papieża-Włocha i papieża-Polaka. Mówiąc m. in. o bł. Janie Pawle II stwierdził: "Był heroiczny i święty. To jego świadectwo wystarcza, by zgiąć przed nim nasze kolana i dziękować krajowi, który go wydał, wychował, umiłował, kocha i będzie kochał".
KAI: Eminencja, 22 lutego zostanie włączony do Kolegium Kardynalskiego. Jakie myśli towarzyszą w tej historycznej chwili byłemu osobistemu sekretarzowi najpierw patriarchy Angelo Giuseppe Roncallego, a następnie od 28 października 1958 r. papieża Jana XXIII?
Abp Loris Francesco Capovilla: Kiedy Ojciec Święty 12 stycznia w południe ogłaszał nazwiska nowych kardynałów byłem tutaj, w swoim pokoju w Sotto il Monte, śledząc jak zwykle z radością papieskie rozważanie poprzedzające modlitwę „Anioł Pański”. Tak z wielkim wzruszeniem czynię każdej niedzieli. Kiedy na zakończenie ogłosił nazwiska nowych kardynałów, słuchałem ich w spokoju. Wreszcie na zakończenie Papież powiedział, że do grona tego włączy także trzech biskupów emerytowanych, ale kiedy wypowiedział moje: Loris Francesco Capovilla pomyślałem o moim ojcu i mamie, o moich wychowawcach w seminarium, wszystkich osobach, jakie spotkałem, wszystkich dobrodziejach mojej duszy i rzecz jasna. Pomyślałem też, iż jest to gest uznania dla milczącej, pokornej, naznaczonej pokorą służby u boku Jana XXIII. Posłuszeństwa papieżowi i Kościołowi powszechnemu, posłuszeństwa Kościołowi i Chrystusowi. Nie odczułem nic innego, poza wzruszeniem, żadnej satysfakcji osobistej. Poczułem się też w jedności z wszystkimi ludźmi dobrej woli, szukającymi Boga, jeśli są chrześcijanami - starającymi się żyć radami ewangelicznymi. Wyznam bowiem szczerze, że w moim długim życiu spotkałem więcej osób dobrych, niż złych. Przyznam, że Kościół w którym się urodziłem, w którym żyłem jako dziecko był Świętym Kościołem Rzymskim, Katolickim ale ten w którym jestem dziś wydaje mi się wspanialszy. Również moja ojczyzna przeszła przez wiele trudności. Nadal nie jest łatwo, ale jestem przekonany, że dokonaliśmy kilku kroków na drodze ku sprawiedliwości, zarówno we Włoszech, w Europie jak i na całym świecie.
KAI: Czy współpracując z Janem XXIII miał Ksiądz Kardynał wrażenie, że jest to osoba święta?
- Tak, bo był on jakby otwartą księgą. Opowiedział mi całe swoje życie: dzieciństwo, młodość . Mówił mi o swojej posłudze kapłańskiej. Wszystkim radzę, by przeczytali w jego "Dzienniku duszy", który jest odzwierciedleniem jego duszy kursu rekolekcji prywatnych, jakie odbył ze swym spowiednikiem przygotowując się do osiemdziesiątych urodzin. Rozpoczyna od rachunku sumienia. Mówi o pokorze, czystości, ubóstwie, posłuszeństwie, i dla każdego z tych paragrafów powiada - nic nie znajduję niczego w mym życiu przeciw tym cnotom. To dotyczy każdego z nas, także ludzi świeckich, a nie tylko duchowieństwa, kiedy słyszymy jak papież Jan powiada, że jego długim życiu - nigdy, nic nie było takiego, co byłoby sprzeczne z czystością, do której został powołany. Kiedy spojrzymy na to wyznanie, to wydaje mnie się jakby cudem światła rzucanym na nasz wiek.
KAI: Co zdaniem Eminencji było najbardziej godne podziwu w osobowości Jana XXIII?
- Najlepiej to chyba wyraził wielki francuski pisarz Georges Bernanos, gdy postawiono mu pytanie: kim jest święty? Czy też w kategoriach świeckich: kto jest bohaterem nauki, patriotyzmu czy kultury? "Świętym jest ten, który nigdy nie przestał być dzieckiem". Ale to dziecięctwo jest stopniowym dojrzewaniem do swego powołania i misji. Papież Jan myślał jednie o tym, żeby być księdzem, myślał tylko o tym by sprawować Bożą służbę przy ołtarzu, na którym znajduje się mszał - zawierający Słowo Boże, Boże objawienie i kielich - służący do sprawowania najwznioślejszego z sakramentów. Dla niego przewodnikiem były słowa św. Jana Chryzostoma: być prostym i roztropnym - to szczyt życia chrześcijańskiego. I dodawał - i to jest życie anielskie, to oznacza żyć tak, jak aniołowie.
KAI: 27 kwietnia w niedzielę Miłosierdzia Bożego Jan XXIII zostanie ogłoszony świętym razem z naszym rodakiem, Janem Pawłem II. Czy są jakieś elementy łączące tych dwóch wielkich ludzi Kościoła?
- Muszę powiedzieć, że poznałem biskupa Karola Wojtyłę, wraz z kard. Stefanem Wyszyńskim podczas II Soboru Watykańskiego. W sierpniu 1979 roku zostałem przyjęty na audiencji w Castel Gandolfo. Jan Paweł II określił wówczas Jana XXIII prorokiem. I dodał, że prorocy cierpią, ale on miał rację i żyjemy dziś w nowych, zainaugurowanych przezeń czasach.
Chciałbym też zaznaczyć, że obydwaj żyli w innej epoce, że chodzi o inne środowisko wychowawcze, pochodzenie, doświadczenia życiowe. Ale z pewnością podziwiamy dwóch ludzi Kościoła, którzy oddali się bez reszty Bogu i ludzkości. Papież Jan, będąc dobrym Włochem kochał swoją ojczyznę i z nakazu papieża Benedykta XV po I wojnie światowej dokonał wizytacji wszystkich diecezji włoskich, by rozbudzić ducha misyjnego, który zawsze był pośród naszego narodu żywy. Później, w 1925 roku Pius XI wysłał go do Bułgarii. Jak mawiam, miał kapelusz w dłoni, zawsze podchodził z wielkim szacunkiem dla chrześcijan wschodnich. Nigdy nie nazywał ich "prawosławnymi", ale mówił "moi bracia". Kiedy pewien prawosławny powiedział do niego: "Panie przedstawicielu papieża, chciałbym pojechać na studia do Rzymu, jeśli uzyska Pan dla mnie stypendium, to jestem gotów stać się nawet katolikiem". Będąc wówczas młodym papieskim przedstawicielem abp Roncalli wyraźnie stwierdził, że nie chce, aby ktokolwiek odniósł wrażenie, że przybył do Bułgarii, aby uprawiać prozelityzm. Zwracając się do tego młodego, 22- letniego alumna prawosławnego seminarium w Sofii powiedział: "Niech pan nauczy się miłować Jezusa, swój naród i jemu służyć. A skoro stwarza mi pan okazję, to chciałbym jasno powiedzieć, że my katolicy i prawosławni nie jesteśmy nieprzyjaciółmi, lecz braćmi. Łączy nas Księga Bożego Objawienia, chrzest, sakramenty, a zwłaszcza Msza św., nabożeństwo do Matki Bożej. Rzeczywiście istnieje kwestia jedności, prymatu Piotra, ale to rozdarcie nastąpiło tysiąc lat temu. Ci którzy do niego doprowadzili, już nie żyją, minęły wieki. Dzisiaj naszym zadaniem - pana prawosławnego i mnie katolika jest czynienie siebie Chrystusem, mamy upodobnić się do Chrystusa wraz z naszą wspólnotą. Kiedy upodobnimy się do Chrystusa, jedność będzie faktem". Jest to cud, którego obecnie oczekujemy, za naszych dni pod przewodnictwem naszego papieża Franciszka. Chciałbym dodać, że pontyfikat Jana XXIII trwał mniej niż 5 lat, zaś Jana Pawła II niemal 27 lat. Łatwiej jawić się jako osoba wybitna w krótkim okresie, niż w tak długim, jak papież Polak. Jan Paweł II bardzo ukochał ludzkość i w swoich pielgrzymkach dotarł do najbardziej odległych zakątków ziemi, aby zanieść Jezusa, Jego nauczanie - miłości i pokoju. Wszyscy pamiętamy to tragiczne wydarzenie na placu św. Piotra z 13 maja 1981 roku - zamach na papieża. Działo się to w czasie audiencji - spotkania z ludźmi, którzy go kochali. Natychmiast przebaczył zamachowcowi. Pewnie ktoś powie - to przecież obowiązek chrześcijanina, ale w przebaczeniu Jana Pawła II było coś więcej: bo po wielu latach, w roku 2002 powiedział to w Bułgarii, że nigdy nie sądził, aby ktoś z Bułgarów mógł spiskować przeciw niemu. Był w tym heroiczny i święty. To jego świadectwo wystarcza, by zgiąć przed nim nasze kolana i dziękować krajowi, który go wydał, wychował, umiłował, kocha i będzie kochał.
KAI: Dla Polaków niezmiernie ważnym jest niesłychanie życzliwy stosunek Jana XXIII do Polski. To on w październiku 1962 r., przyjmując delegację naszego episkopatu, przybyłą na Sobór, powiedział o ziemiach zachodnich jako "po wiekach odzyskanych" - na długo przed oficjalnym uznaniem tego faktu przez wspólnotę międzynarodową. Powszechnie znany był jego bardziej niż życzliwy stosunek do kard. Wyszyńskiego, który był ostatnim hierarchą spoza Kurii Rzymskiej, którego przyjął umierający papież - 20 maja 1963 r. Skąd brała się u niego ta życzliwość i sympatia?
- Po pierwsze: Jan XXIII znał historię. Kto ją zna, zdaje sobie sprawę z perturbacji, słabości i grzechów, ale potrafi także docenić dobro, męstwo i cnotę. Ostatnim jego sekretarzem w Paryżu był ks. Bolesław Szkiłądź. Ówczesny substytut w sekretariacie stanu, ks. prałat Montini (późniejszy Paweł VI) bardzo go cenił, jego znajomość języków, jego męstwo i dobroć. Polecił go abp Roncallemu, aby zorientował się, czy mógłby on pracować w dyplomacji watykańskiej. Poznałem, go, był naprawdę wielkim świętym. Niestety zmarł wkrótce po wyborze Jana XXIII, 8 listopada 1958 roku w Paryżu, na skutek wypadku drogowego. Nie wiem, czy panowie wiedzą, że w 1929 roku, kiedy abp Roncalli obchodził 25-lecie święceń kapłańskich to udał się na Jasną Górę i do Krakowa. Ale już wcześniej w 1912 roku gdy przebywał w Wiedniu to ks. Roncalli pojechał stamtąd na Węgry a następnie do Krakowa, gdzie w katedrze wawelskiej odprawił Mszę św. Po latach upamiętniono to wydarzenie.
Trzeba też pamiętać, że jako patriarcha Wenecji kard. Roncalii w 1957 roku gościł prymasa Polski, kard. Stefana Wyszyńskiego. Są zdjęcia ukazujące ich wspólną przejażdżkę gondolą po Canale Grande. Nie wiem, czy panowie wiedzą, że 28 października 1958 roku, kiedy został wybrany papieżem o 5.30 w kaplicy św. Matyldy w Watykanie sprawował Mszę św. kard. Roncalli, któremu służyłem, następnie o 6.00 odprawiał kard. Stefan Wyszyński, a o 6.30 ja. Byłem świadkiem wielu ich rozmów. Po zakończeniu konklawe Jan XXIII ofiarował kard. Wyszyńskiemu monstrancję odziedziczoną po Piusie XII, aby zawiózł ją na Jasną Górę. Prymas zapewnił, że każdego dnia na Jasnej Górze sprawowana będzie Msza św. w intencji Ojca Świętego i cały świat katolicki. Takich rzeczy się nie zapomina.
KAI: Co chciałby Eminencja przekazać Polakom w przeddzień kanonizacji Jana XXIII i Jana Pawła II?
- Pragnąłbym, żeby uroczystości kanonizacyjne służyły nie tylko oddaniu hołdu dwóm papieżom, którzy już otoczeni są chwałą w niebie, ale by uczyniły nasze narody mądrymi, wielkodusznymi, otwartymi. Polakom, podobnie jak i Włochom życzę, aby przyjęli zachętę papieża Jana, który mawiał, że aby być księdzem, ale także katolikiem świeckim trzeba być wspaniałomyślnym i spoglądać na to co wyniosłe i przekraczające nasze ograniczenia, także poza Europę, zapatrzoną w chwałę przeszłości, swych zasług, ale potrzebującą spojrzenia, ku temu, za czym wszyscy tęsknimy, by biec, nie tylko podążać, ku ciągle odległym celom cywilizacji miłości.
Rozmawiali: Krzysztof Tomasik, o. Stanisław Tasiemski
Abp Loris Francesco Capovilla, arcybiskup tytularny Mesembria (Włochy). Urodził się 14 października 1915 w Pontelongo koło Padwy. Następnie jego rodzina przeniosła się w Wenecji-Mestre. 23 maja 1940 przyjął święcenia kapłańskie. W 1949 został redaktorem diecezjalnego tygodnika „La voce di S. Marco”. Przez ponad 10 lat, najpierw w Wenecji, a następnie w Watykanie był osobistym sekretarzem najpierw patriarchy Angelo Giuseppe Roncallego, a następnie 28 października 1958 r. papieża Jana XXIII. W latach 1963-1967 był ekspertem II Soboru Watykańskiego. 26 czerwca 1967 r. Paweł VI mianował prałata Capovillę biskupem Chieti i sam udzielił mu sakry biskupiej 16 lipca 1967 r.
25 września 1971 został promowany na arcybiskupa tytularnego Mesembria i mianowany prałatem Loreto. Zrezygnował z funkcji prałata Loreto w grudniu 1988, a jego następcą został prałat Pasquale Macchi, który był osobistym sekretarzem Pawła VI. 1 kwietnia ub. roku papież Franciszek odbył z nim rozmowę telefoniczną. Mieszka obecnie w rodzinnej miejscowości bł. Jana XXIII - Sotto il Monte koło Bergamo w północnych Włoszech. 22 lutego 2014 roku zostanie włączony do Kolegium Kardynalskiego, którego będzie najstarszym członkiem.
Papież błogosławi sukienkę obrazu Matki Bożej Skalmierzyckiej
Z okazji jubileuszu koronacji obrazu proboszcz parafii w Skalmierzycach przywiózł do Rzymu niezwykły dar przygotowany przez parafian i pielgrzymów. Papież pobłogosławił sukienkę podczas środowej audiencji. „To było bardzo wzruszające i oczekiwane spotkanie" - mówi ks. Sławomir Nowak.
16 września sukienka dla obrazu Matki Bożej Skalmierzyckiej została przedstawiona Papieżowi Leonowi XIV, który ją pobłogosławił.
Św. Stanisław Kostka do dziś inspiruje wielu, nie tylko młodych
„Mam duszę, mam serce i tam w głębi samego siebie mogę prowadzić dialog z Kimś istotnym, poważnym, czyli z samym Panem Bogiem” – mówi pomocniczy biskup lubelski Adam Bab. W święto św. Stanisława Kostki biskup, który sam pielgrzymował jego śladami do Rzymu i odebrał relikwie patrona młodzieży, wskazuje, że także dziś XVI-wieczny święty ma młodym ludziom wiele do powiedzenia.
Dla bp. Baba Stanisław Kostka nie jest jedynie postacią z odległej historii. „To nie jest postać tylko z przeszłości, a ktoś, kto w naszej kościelnej wspólnocie wciąż jest obecny jako świadek” – podkreśla. Relikwie świętego zostały przekazane diecezjalnym strukturom Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Wrześniowe wspomnienie liturgiczne jest okazją, by przy nich się modlić, ale – jak zaznacza biskup – przede wszystkim przeżywać tajemnicę świętych obcowania.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.