Reklama

Wiadomości

Agnieszka Porzezińska, Dziennikarka, scenarzystka, w TVP ABC prowadzi program „Moda na rodzinę”

Syndrom ocaleńca

Przez 40 lat, od 1956 r., ludzie w Polsce masowo korzystali z „dobrodziejstwa” powszechnej dostępności aborcji. W tym czasie miliony osób straciło życie, jeszcze zanim się narodziło, a to oznacza, że z syndromem ocaleńca może żyć dzisiaj znaczna część naszego narodu. Z Agatą Rusak – psychologiem, psychoterapeutą – rozmawia Agnieszka Porzezińska

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Osoby, które stanęły w obliczu realnej groźby śmierci, np. uczestnicząc w katastrofie samolotowej czy kolejowej, są otaczane opieką psychologów i najczęściej potrzebują czasu na powrót do w miarę normalnego życia. Dużo mniej oczywiste jest to, że podobnej pomocy potrzebują dzieci, które zostały ocalone z grożącej im katastrofy aborcji albo które doświadczyły śmierci własnego rodzeństwa...

AGATA RUSAK: – To jest chyba atrybut naszego człowieczeństwa, że przecenia się rzeczy widzialne, a lekceważy te, które choć bardzo logiczne, to jednak są mało dostrzegalne. Badania naukowe dotyczące syndromu osoby ocalonej od aborcji są dość nieliczne, jednak ich wyniki oraz doświadczenie wielu psychoterapeutów potwierdzają istnienie specyficznych problemów u osób ocalonych. Czasem już u małych dzieci można zauważyć pewne symptomy bycia ocaleńcem.

– Jakie?

– Możemy być zaniepokojeni choćby wówczas, gdy widzimy lub dowiadujemy się, że dziecko ma wielokrotnie powtarzające się sny lub fantazje o zagładzie ludzi lub zwierzątek, z których część zostaje uratowanych, a część ginie. Podobny rodzaj przeżywania niepokoju możemy zaobserwować w rysunkach dziecka czy tematach jego zabaw, z tym, że w dzisiejszych czasach, przepełnionych strasznymi kreskówkami i grami komputerowymi, te objawy przestają być tak oczywiste.

– Kogo konkretnie może dotknąć syndrom ocaleńca?

– Przede wszystkim osoby, wobec których prowadzono aktywne starania, żeby się nie narodziły. Syndrom ocaleńca mogą mieć także osoby, które w wyniku aborcji straciły rodzeństwo przed lub po własnym narodzeniu. Ktoś nie przeżył, bo ja już żyłem albo odwrotnie – ja żyję, bo mój brat albo siostra nie przeżyli. Trzeba też jasno powiedzieć, że nie jest ocaleniem sytuacja, w której matka, dowiadując się, że jest w ciąży, przeżywa ogromne lęki, bezsilność czy nawet złość. Pewien etap szoku jest dość częsty. Towarzyszą mu myśli: jak sobie poradzę poradzimy; co będzie lepsze dla naszej rodziny; co się zmieni; czy damy radę. Pod wpływem emocji mogą przychodzić do głowy różne rozwiązania, które jednak zwykle bardzo szybko przemieniają się w decyzję o przyjęciu dziecka. Mówię o tym, bo zauważam ostatnio pewną niebezpieczną modę na mówienie, że „byłem niechciany”.

– Przez 40 lat, od 1956 r., ludzie w Polsce masowo korzystali z „dobrodziejstwa” powszechnej dostępności aborcji. W tym czasie miliony osób straciło życie, jeszcze zanim się narodziło, a to oznacza, że z syndromem ocaleńca może żyć dzisiaj znaczna część naszego narodu…

– To bardzo możliwe, że żyjemy wśród rzeszy ludzi przeżywających nadmierny lęk przed życiem czy o życie oraz noszących wiele innych trudnych konsekwencji tamtej swobody dokonywania wyboru co do urodzenia dziecka. Trudno sobie pewnie wyobrazić, jak wyglądałoby nasze życie społeczne, gdyby tamta ustawa nie weszła w życie, jakim bylibyśmy narodem, jakimi kobietami i mężczyznami, rodzicami... Piętno strat wojennych zostało dopełnione usankcjonowanym i zawoalowanym traceniem dzieci.

– Czy każdy psycholog, psychiatra lub psychoterapeuta jest w stanie wychwycić syndrom ocaleńca?

– Oczywiście, że nie. Prowokuje mnie Pani. Wielu psychologów, psychiatrów i psychoterapeutów zaprzecza istnieniu syndromu postaborcyjnego, który jest naukowo dużo lepiej przebadany niż syndrom ocaleńca, więc o czym tu mówić. Nie przeczę, że dobra terapia może człowiekowi pomóc lepiej funkcjonować w wielu obszarach życia, ale tylko ktoś, kto bierze pod uwagę informacje dotyczące strat prokreacyjnych w rodzinie, jest w stanie wyłapać z mozaiki przedstawionych przez pacjenta problemów konkretny obraz syndromu ocaleńca.

– Jakie konkretnie mogą być objawy syndromu ocaleńca u dorosłych?

– Człowiek, który miał się nie urodzić, doświadczył niepewności swojej egzystencji jako osoba, jako konkretna dziewczynka czy chłopiec. Zachwiane poczucie bezpieczeństwa, niepewność, co do tego, czy ma prawo żyć oraz kim jest w swojej kobiecości czy męskości, wreszcie nadmierna wdzięczność i lojalność, czasem nawet niemożność odejścia od rodziców i rozpoczęcia własnego życia, mieszająca się z dogłębnym poczuciem osamotnienia i nieumiejętnością tworzenia ciepłych, pełnych zaufania więzi, za którymi przecież się tęskni. Człowiek wybrany do życia spośród innego rodzeństwa przeżywa bardzo często poczucie winy z powodu tego, że żyje, z powodu tego, jak żyje. Ma poczucie winy i czuje się odpowiedzialny, gdy jego bliscy przeżywają trudne sytuacje.

– Co jeszcze?

– Ocaleniec ma poczucie, że musi zasługiwać na życie, które zostało mu darowane. Ktoś nie przeżył, więc on musi uczynić zadość; musi być dobry, wręcz perfekcyjny, uległy wobec innych, potulny. Bardzo się stara być szczęśliwy, a i tak pozostaje smutny, niespełniony, ma poczucie bezsensu życia. Istnieje jeszcze wiele innych objawów syndromu ocaleńca, wymieniłam tylko część z nich. Chcę jeszcze dodać – wydaje mi się to ważne – że wiele osób ocalonych podświadomie boi się uwolnienia, zdrowia, bo boi się odpowiedzialności za własne życie, konsekwencji własnych decyzji. Te osoby chowają się za poczuciem niemocy, często przerywają terapię czy inną pomoc, mają swoiste zyski wtórne z bycia ocaleńcami i nie do końca chcą pozbyć się tej etykiety, która pozwala im winą za swoje kłopoty obarczać rodziców.

– Czy dziecko, mimo że obecnie czuje się kochane, może nosić w sobie piętno odrzucenia z życia prenatalnego?

– Piętno odrzucenia nie jest jakimś widocznym znamieniem na skórze, ono rozgrywa się w głębi człowieczeństwa. Nawet nie na poziomie cech osobowości, choć tam widoczne są już jego objawy. Niewinność, a nawet swego rodzaju naiwność życia została rozedrgana przez aborcję i nic tego nie cofnie. Jednocześnie jakość relacji rodzinnych w kolejnych latach życia dziecka w dużej mierze stanowi o rozwoju poszczególnych sfer.

– W jaki sposób?

– Gdy dziecko będzie rosło, słysząc, że było niechciane, że przeszkadza, że jest złe, że przez niego są w domu kłopoty, że jest nieudacznikiem, że nie da sobie rady w życiu, a przy tym będzie doświadczać złych więzów rodzinnych, to nawet jeśli nie będzie ofiarą czy świadkiem drastycznej przemocy, ukształtuje się jako człowiek niepewny, lękowy, z niskim poczuciem wartości, często zaniedbujący własne potrzeby, nieumiejący cieszyć się życiem, samotny i niespełniony. Inne zaś dziecko, również będące ocaleńcem od aborcji, ale wzrastające w domu, w którym w jakiś sposób, lepiej lub gorzej, dbało się o relacje, rozmawiało, wspierało (czasem nawet zdecydowanie zbyt ambicjonalnie), będzie zdrowsze psychicznie i będzie lepiej radziło sobie w świecie. Sam fakt ocalenia może przejawiać się w życiu w bardzo różnych odmianach jego skutków. Dlatego właśnie wiele osób powątpiewa w istnienie specyficznego syndromu ocaleńca.

– Dlaczego osobom, które dokonały aborcji, ciężko jest tworzyć pozytywne relacje ze swoimi dziećmi, które żyją?

– Wiele osób, które mówiły mi wprost o dokonanej przez siebie aborcji, przyznawało się, że wobec żyjących dzieci nie czują się dobrymi rodzicami. Doświadczają trudności w okazywaniu czułości, za to nadmiernie chronią i kontrolują zdrowie dziecka, jego zachowanie, wyniki w nauce. Są niecierpliwe, gdy dzieci chcą im opowiadać o swoich emocjach, zwierzać się – ciężko im tego słuchać. Wymagają podwójnie albo wcale nie wymagają. Dzieje się tak dlatego, że każde poczęte dziecko biologicznie, a więc również emocjonalnie, istnieje już w psychice matki. Kształtuje się jej macierzyństwo, czy tego chce, czy nie. Zawsze już pozostanie matką, choćby nie miała żadnego urodzonego dziecka. Jeśli wychowuje inne dzieci, to gdy godzi się na aborcję, wówczas urodzone dziecko zostaje obdarzone jakby podwójną ilością opieki, kontroli, ale też oczekiwań matki. Bywa, że ocaleniec staje się dzieckiem „pod kloszem”, które ma być grzeczne, zdolne, najlepsze w klasie, idealne. Można wtedy nie zauważyć, że to dziecko ma swoje tempo rozwoju, swoją niepowtarzalną emocjonalność, swoje pasje, być może inne od tych, które mają rodzice. Często dopiero z czasem rodzice, bo przecież nie tylko matki, widzą, że bardziej chcieli uformować swoje dziecko niż towarzyszyć mu w jego odrębności.

– Dramat osób z syndromem ocaleńca polega chyba na tym, że one często nie dostrzegają, iż właśnie doświadczenie aborcji jest przyczyną przeżywanych przez nie dolegliwości – czy tak?

– Tak, wiele osób szuka odpowiedzi na dręczące i bardzo poważne pytania o swoje życie przez całe lata. Jedni szukają tej odpowiedzi w duchowości, inni w filozofii, terapii, a jeszcze inni starają się zagłuszyć swój egzystencjalny niepokój szybkim tempem życia, pracą, wielością kontaktów lub choćby telewizorem, komputerem, alkoholem...

– Czy istnieje jakaś konkretna terapia dla osób z syndromem ocaleńca?

– Specyficzna terapia tego syndromu nie miałaby sensu, gdyż w ciągu życia u każdej osoby układa się zupełnie inna konstelacja skutków aborcji w rodzinie. Potrzebny jest wtedy pewien generalny przegląd życia, dotknięcie całości, a nie tylko poszczególnych zepsutych elementów. Trzeba spojrzeć na siebie w bardzo szerokiej perspektywie i bardzo głęboko. Aborcja w rodzinie ma przecież nie tylko wielowymiarowe skutki, ale ma również przyczyny zakorzenione w poprzednich pokoleniach oraz w środowisku. Aborcja lub jej zamiar nie jest żadną winą pojedynczej osoby. Do tego dramatu przyczynia się wiele osób; te, które nie przekazały kobiecie odwagi bycia matką, te, które do aborcji namawiały, także te, które swoją biernością i milczeniem nie powstrzymały kobiety. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za życie w nas i wokół nas.

2017-09-13 11:20

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wiceszef MSZ: Białoruś głównym tematem polsko-litewskich konsultacji międzyrządowych

2020-09-15 16:37

[ TEMATY ]

Polska

Polska

Białoruś

rozmowa

Litwa

Adobe Stock

Sytuacja na Białorusi będzie głównym tematem polsko-litewskich konsultacji międzyrządowych - powiedział we wtorek wiceszef MSZ Paweł Jabłoński. Rolą Polski, Litwy i całej UE jest zagwarantowanie narodowi białoruskiemu respektowania jego głosu w wyborach - podkreślił.

W pierwszym w historii wspólnym posiedzeniu rządów Litwy i Polski, które odbędzie się w czwartek w Wilnie weźmie w nim udział ponad 20 ministrów Litwy i Polski. Będą mu przewodniczyć szefowie rządów Saulius Skvernelis i Mateusz Morawiecki.

"Jeśli chodzi o jutrzejsze spotkanie na Litwie (...) tak naprawdę zasadniczą kwestią, najważniejszą w tym momencie jest oczywiście sytuacja na Białorusi" - powiedział Jabłoński, pytany na konferencji prasowej o tematy planowanych konsultacji.

Wiceminister spraw zagranicznych podkreślił, że rządy Polski i Litwy są jednymi z najbardziej zaangażowanych, jeśli chodzi o "kwestie przypominania i dbania o to, żeby to prawo Białorusinów do tego, by sami mogli zdecydować o swojej przyszłości, było gwarantowane". Zaznaczył, że to prawo musi być respektowane przez społeczność międzynarodową, przez Unię Europejską.

"To w żadnym razie nie jest tak, jak próbuje zarzucać nam i jeszcze kilku innym państwom propaganda białoruska czy propaganda rosyjska, że to jest mieszanie się w wewnętrzne sprawy Białorusi. Wręcz przeciwnie. W wewnętrzne sprawy Białorusi jasno swój zamiar interweniowania deklaruje rząd rosyjski" - oświadczył Jabłoński.

"Rolą Polski, rolą Litwy, rolą każdego innego państwa Unii Europejskiej, rolą UE jako całości jest zagwarantowanie narodowi białoruskiemu, który domaga się prawa do decydowania o swojej przyszłości, by głos wyrażony w wyborach był respektowany i aby - jeśli naród białoruski chce zmiany - by ta zmiana mogła zaistnieć. Naszą rolą jest zagwarantowanie, by to prawo mogło zostać zrealizowane" - wskazywał.

Podkreślił, że rozmowy podczas konsultacji będą dotyczyły nie tylko aspektu polsko-litewskiego, ale przede wszystkim aspektu "koordynacji naszej polityki, naszych działań w ramach UE".

"Oczywiście, jeśli chodzi o agendę unijną tych tematów jest znacznie więcej - jest kwestia budżetowa, jest także kwestia migracyjna, bo to również jest tematem w Unii Europejskiej. Natomiast najważniejszym w tej chwili bez wątpienia tematem jest sprawa sytuacji na Białorusi i tego, jak Unia Europejska może zareagować, co UE może zaoferować w tej sytuacji, by była rzeczywiście obecna i na to wyzwanie, niewątpliwie wyzwanie międzynarodowe tuż przy naszych granicach mogła skutecznie odpowiedzieć" - powiedział.

Premier Litwy Saulius Skvernelis, którego we wtorek cytuje komunikat litewskiego rządu, powiedział że "wspólne posiedzenie jest podkreśleniem znaczenia dwustronnej współpracy we wszystkich dziedzinach". Premier wskazał, że "jest to nowa karta w rozwoju stosunków między obu krajami". "Rozmawiamy i zgadzamy się absolutnie we wszystkich kwestiach stosunków dwustronnych i polityki sąsiedzkiej" - podkreślił Skvernelis.

Podczas wspólnej sesji oraz zaplanowanych dwustronnych rozmów premierów i ministrów zostanie podsumowany postęp w rozwoju partnerstwa strategicznego. Wiele uwagi zamierza się poświęcić umacnianiu więzi kulturowych i wspólnej polityce pamięci historycznej, a także ścisłej współpracy w dziedzinie oświaty. Ministrowie zdrowia omówią kwestie zarządzania pandemią Covid-19.

Planowane jest omówienie realizacji strategicznych projektów infrastruktury transportowej i energetycznej, w szczególności dotyczących rozwoju rafinerii Orlen Lietuva oraz współpracy przedsiębiorstw kolejowych obu krajów. Tematem dyskusji mają być też m.in. odpowiedzialność regionalna Litwy i Polski i mobilizacja poparcie społeczności międzynarodowej dla narodu białoruskiego.

Na Białorusi od kilku tygodni trwają protesty po wyborach prezydenckich 9 sierpnia, w których według oficjalnych danych ubiegający się o reelekcję Alaksandr Łukaszenka miał zdobyć 80,1 proc., a kandydatka opozycji Cichanouska - 10,1 proc. głosów. Wielu Białorusinów uważa, że wyniki zostały sfałszowane.
(PAP)

Autorki: Sylwia Dąbkowska-Pożyczka, Aleksandra Akińczo

sdd/ aki/ kar/ mhr/ godl/

CZYTAJ DALEJ

Trump do ONZ: chrońcie dzieci nienarodzone i religijne mniejszości

2020-09-23 10:32

[ TEMATY ]

ONZ

Donald Trump

Wikipedia

O kontynuacji wysiłków na rzecz ochrony dzieci nienarodzonych zapewnił prezydent USA Donald Trump we wtorkowym przemówieniu do Zgromadzenia Ogólnego ONZ. W nagranym wcześniej w Białym Domu wystąpieniu prezydent wskazał też na, jego zdaniem, realne problemy świata, którym należy stawić dziś czoła: walkę z terroryzmem, handel ludźmi i niewolnictwo seksualne, prześladowania religijne oraz czystki etniczne mniejszości religijnych.

„Ameryka zawsze będzie liderem w dziedzinie praw człowieka” – zapewnił Trump, przypominając, że jego administracja zaangażowana jest w rozwijanie wolności religijnej, podnoszenie szans dla kobiet, dekryminalizację homoseksualizmu, zwalczanie handlu ludźmi i ochronę nienarodzonych dzieci. Prezydent wezwał ONZ do „skoncentrowania się na rzeczywistych problemach świata”.

Jak zauważają obrońcy życia, słowa Trumpa, który nie po raz pierwszy podnosi na forum międzynarodowym temat prawa nienarodzonych do życia, są kolejnym etapem wojny, jaka toczy się między amerykańską administracją a promującą aborcję ONZ. Wcześniej w tym miesiącu sekretarz generalny ONZ António Guterres oświadczył, że kierowana przez niego organizacja będzie „walczyć” z rządami, takimi jak administracja Trumpa, które zdecydowały o „dalszym ograniczeniu dostępu do aborcji” podczas wybuchu pandemii Covid-19.

Administracja Trumpa w ramach konkretnych działań w celu zwalczania aborcji na świecie przywróciła i rozszerzyła tzw. politykę Mexico City, która obecnie uniemożliwia przekazanie przez USA 8,8 mld dolarów pomocy zagranicznej podmiotom związanym z przemysłem aborcyjnym. W ubiegłym tygodniu administracja zaproponowała dodatkową zasadę, która umożliwia zastosowanie „polityki Mexico City” do umów międzynarodowych, grantów i umów o współpracy.

Na konieczność poszanowania prawa do życia i wolności religijnej wskazał też w swoim wystąpieniu sprzed kilku dni z okazji 75. rocznicy utworzenia ONZ sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin.

„ONZ stara się bronić powszechnych praw człowieka, które obejmują również prawo do życia i wolność wyznania, ponieważ są one niezbędne do tak bardzo potrzebnej promocji świata, w którym godność każdej osoby ludzkiej jest chroniona i rozwijana” – stwierdził kard. Parolin.

CZYTAJ DALEJ

„Męskie oblężenie” na Jasnej Górze

2020-09-26 22:01

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Karol Porwich/Niedziela

O potrzebie realizowania w życiu mężczyzn maryjnego charyzmatu pokory i odwagi mówił do uczestników „Męskiego Oblężenia Jasnej Góry” bp Andrzej Przybylski z Częstochowy.

To już czwarte spotkanie, którego celem było odkrywanie roli mężczyzn jako duchowych liderów i kapłanów rodzin biorących odpowiedzialność za życie wiarą swych najbliższych. Oblężenie ma budować męskie środowiska w parafiach, dlatego w tym roku, również ze względu na epidemię, panowie zbierali się wcześniej w swych kościołach, by modlić się i rozważać tematy o odpowiedzialności.

Jasna Góra/twitter

Mszy św. przewodniczył bp Andrzej Przybylski, bp pomocniczy arch. częstochowskiej. W homilii podpowiadał mężczyznom, by nie bali się uczyć od kobiety, od Maryi. Wskazał na dwie cechy Matki Chrystusa, które są także niezwykle ważne w męskim rozwoju i dojrzałości; to pokora, „która jest jak kropla, która drąży ocean”, jest ona prawdą o sobie, oraz odwaga, która nie jest brawurą, a przejawia się spełnianiu woli Bożej.

Zobacz zdjęcia: Męskie oblężenie Jasnej Góry

- Może sobie ktoś myśleć, że my mężczyźni powinniśmy iść z pielgrzymka do jakiegoś męskiego sanktuarium, z męskim patronem, bohaterem wiary i Kościoła, a my przyszliśmy do Maryi Służebnicy Pańskiej, kobiety dzielnej...Bo my mężczyźni tak naprawdę dojrzewamy, spełniamy się najpełniej w relacji do kobiety – mówił bp Przybylski.

Pielgrzymkę zakończył Apel Jasnogórski pod przewodnictwem abp. Grzegorza Rysia , metropolity łódzkiego. – Chcemy się od Ciebie Maryjo uczyć takiej miłości, kiedy się trzyma Boga w rękach. Chcemy się od Ciebie uczyć miłosierdzia, wtedy kiedy jest nam dane trzymać Twojego Syna w naszych rękach, kiedy przychodzi do nas taki zawierzający się naszym dłoniom jako Eucharystia, jako dziecko, jako potrzebujący, jako Kościół zawierzony naszej odpowiedzialności. Chcemy się od Ciebie Matko nauczyć trzymać Boga w swoich dłoniach z miłosierdziem. Uproś nam to, aby Twój Syn był bezpieczny w naszych dłoniach, tak jak jest bezpieczny w Twoich – modlił się w rozważaniu apelowym abp Ryś.

Jak zauważył Andrzej Lewek, jeden z liderów z grupy Mężczyźni św. Józefa, społeczne pojmowanie męskości zostało dziś zredukowane jedynie do zarabiania pieniędzy, a Jezus zaprasza mężczyzn do pełnienia o wiele ważniejszych ról. – Mężczyzna jest w rodzinie liderem, obrońcą i żywicielem. Pokazuje kierunek, patrzy w horyzont, żeby znaleźć ten punkt, do którego zmierzamy. Jest obrońcą, czyli wcześniej dostrzega zagrożenia, by na nie reagować i jest żywicielem, który zaopatruje rodzinę nie tylko w dobra materialne, ale te w o wiele szerszym znaczeniu – wyjaśniał Lewek.

Męskie Oblężenie na Jasnej Górze to modlitwa i konferencje. Mowa była m.in. o mężczyźnie jako kapłanie i liderze w rodzinie, o dorastania do odpowiedzialności, budowania relacji małżeńskich i wychowania dzieci. W warsztatach wśród prowadzących byli m.in. autor licznych publikacji o tematyce rodzinnej Jacek Pulikowski, terapeuci Monika i Marcin Gajdowie, ojciec dziesięciorga dzieci Janusz Wardak i muzyk Robert Friedrich.

Podprzeor Jasnej Góry o. Marcin Ciechanowski nazwał to spotkanie „Zdobywaniem Serca Maryi przez mężczyzn”.

Do tej pory mężczyźni czuli się najlepiej "pod chórem". Od kilu lat zaczyna się to zmieniać. Mężczyźni chcą pracować nad sobą, formować się i wypełniać Kościół też w pierwszych ławkach. W przeciągu ostatnich lat obserwuje się wzrost typowo męskich grup w Kościele w Polsce. Przed ponad 10 laty powstała wspólnota Mężczyźni św. Józefa. Prężnie, w coraz większej liczbie polskich diecezji, działają Rycerze Kolumba, największa męska organizacja katolicka na świecie.

Wśród męskich organizacji i stowarzyszeń kościelnych działają m.in. Mężczyźni Świętego Józefa, Mężczyźni Pustelni, Mężczyźni Boga, Bractwo św. Pawła, Rycerze Kolumba, Rycerze Jana Pawła II, Męskie Plutony Różańca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję