Reklama

Wiadomości

Nadchodzi największa wojna

Niedziela Ogólnopolska 38/2017, str. 41

[ TEMATY ]

ludzie

Christian Müller/Fotolia.com

Żyjemy w epoce największej walki. Czasem może to nawet wyglądać na symptomy zbliżania się ostateczności. Dlaczego? Walka toczy się dziś bowiem o początek i koniec, o najważniejsze – o panowanie nad słowem! Jeszcze nigdy człowiek nie był tak zasypany chcianymi i niechcianymi wiadomościami i rzeczami chytrze imitującymi informacje, które w istocie zakładają mu kolczyk na nos i wiodą tam, gdzie zechcą, chytrzy prestidigitatorzy.

Kiedyś większość informacji i życiowych mądrości pochodziła z bezpośredniego doświadczenia, które stale uzupełniane było przekazem doświadczeń poprzednich pokoleń. Człowiek może niezbyt pojmował, jak wygląda mechanika kosmosu i całego świata, ale za to doskonale rozumiał przyrodę, cykle życiowe i nieuchronność, która wisiała nad nim od narodzin. Śmierć była czymś naturalnym i powszechnie doznawanym. Ludzie powoli uczyli się żyć, a – w pewnym momencie – i odchodzić. Ludzie szanowali swoich nauczycieli, bowiem od nich właśnie czerpali najbardziej praktyczne, najpotrzebniejsze umiejętności.

Reklama

Pierwsza epoka wyszydzenia starości nastąpiła w momencie, gdy rozpętało się kino. Potem media, coraz bardziej wyrafinowanie, coraz skuteczniej odrywały człowieka od doświadczania codzienności, przenosiły go w krainy nieznane, niemniej budzące narkotyczne pragnienie. Za sprawą mediów ludzie poczuli się bardziej nieszczęśliwi niż kiedyś. Zobaczyli, jak wiele brakuje im do stanu szczęścia propagowanego przez rozrastający się przemysł propagandy i reklamy.

Nigdy jednak człowiek nie był tak zniewolony, przemocą napompowany strumieniami przekazów – jak dziś! Żyjemy w epoce przemocy, dokonywanej przy użyciu strumieni przekazów, które – czy tego chcemy, czy nie – płyną w naszą jaźń przez wszelkie urządzenia, które wydają się nam dziś niezbędne: odkąd zwykły telefon stał się medialnym kombajnem, nikt już nie jest w stanie wyabstrahować się, wyrwać się z nieustannie podgrzewanej kadzi globalnych przekazów. Władzę zdobyli ci, którzy siedzą przy informacyjnych cieśninach, przez które płyną morza informacji, pseudoinformacji, kłamstw i przeprogramowanych komunikatów.

Niedawno amerykańscy dyplomaci pracujący na Kubie zaczęli uskarżać się na tajemnicze dolegliwości – nie mogli spać, ich stan zdrowia stale się pogarszał. W końcu po całych USA gruchnęła wieść, że jankescy dyplomaci byli atakowani za pomocą... infradźwięków – fal akustycznych o tak niskim gradiencie, że nie były wychwytywane przez uszy, powodowały jednak niebezpieczne wibracje, były w stanie uszkodzić organy wewnętrzne i znacząco oddziaływać na psychikę.

Reklama

Często odnoszę wrażenie, że nieustannie jesteśmy atakowani takim właśnie podprogowym, niekontrolowanym przez naszą świadomość, przekazem bodźców i wizji, które mają – w sposób utajony – kształtować przede wszystkim nasze postawy emocjonalne. Istnieje – dobrze opisane w literaturze psychologicznej – zjawisko, które można opisać młodzieżowym zdaniem: Tego, co się zobaczyło, nie da się już odzobaczyć! Nic nie da się wymazać z naszej świadomości. Jesteśmy atakowani obrazami, sfilmowanymi postępkami, których czasem wcale nie chcielibyśmy widzieć. One gniją potem gdzieś w naszej duszy, nie potrafimy się z nich wyzwolić.

I tu wkraczamy w opis tej najcięższej z trapiących ludzkość wojen – wojny o słowa i ich podstawowe znaczenia. Najdynamiczniej rozwijające się i kurczące świat, zmieniające go w ustandaryzowaną gumę do żucia, sposoby przenoszenia bodźców to dziś media społecznościowe. Wszystkie z nich kontrolują – usadowili się w pozycji anonimowych administratorów kontrolujących newralgiczne cieśniny przepływu przekazów – ludzie o nastawieniu neolewicowym. Niektórzy z nich (np. nominalny twórca Facebooka – Mark Zuckerberg) już całkiem otwarcie deklarują swoje polityczne ambicje. Neolewica kontroluje dziś kluczowe hasła w Wikipedii, neolewica podsuwa każdemu pod nos wybrane linki, gdy szybko poszukujemy wiedzy w przeglądarkach takich jak Google. Przeglądarki, portale społecznościowe gromadzą o nas tak głębokie i profilowe informacje, że w pewnym momencie rozgryzają naszą strukturę psychiczną, zainteresowania i zaczynają sterować tym, o czym i jak mamy myśleć. Podsyłają odpowiednie bodźce, sterują naszymi poszukiwaniami w necie. Powstała olbrzymia, przez nikogo niekontrolowana, machina, od której uwolnić nas może jedynie udanie się na cyfrową banicję, wyrzeczenie się uczestnictwa w globalnej sieci. Swoiste cyfrowe pustelnictwo. Czyżby znów na znaczeniu zaczęły zyskiwać ośrodki samodzielnej myśli – pozbawione łączności z netem – eremy?

Sieć sprawia wrażenie pozornej wolności, spontanicznego rozwoju, nawet jawi się nam jako buntownicza i odrobinę anarchiczna. To jednak tylko pozory. Nie na darmo w samym tylko dawnym Związku Sowieckim i później w Rosji działało i działa do dziś kilkadziesiąt instytutów naukowych zajmujących się utajonym oddziaływaniem i programowaniem ludzkiej psychiki. Daleko w tyle nie pozostają ani Amerykanie, ani Chińczycy.

Skoro wojna, z otwartej przestrzeni fizycznej konfrontacji, przeniosła się na skomplikowane łąki naszej psychiki i świadomości, to i strategie jej prowadzenia oraz używany oręż uległy zmianie i skutecznemu zakamuflowaniu. Najbardziej lukratywne posady zdobywają dziś chytrzy złodzieje słów, którzy specjalizują się w stosowaniu zdradzieckiego symulakrum – nieujawnionej podmianie tradycyjnych znaczeń konkretnych pojęć. Powstaje cały arsenał słów ukradzionych, które używane są do ściśle zaprogramowanych akcji bojowych.

Od dłuższego już czasu ślęczę nad notatkami, które kiedyś posłużą mi do stworzenia „Słownika wyrazów ukradzionych”. Pytacie o przykład. Ot, pierwszy z brzegu: „miłość” (słowo o jednej z najmocniejszych wartości kształtujących masywne postawy). Dotychczas kojarzyło się z miłością Boga do ludzi, przywodziło na myśl poświęcenie Jezusa Chrystusa, myśląc: „miłość” widzimy obrazy matki pochylającej się nad maleńkim dzieckiem, młodzieńca czule obejmującego swą ukochaną, widzimy kochające się rodziny, widzimy zdolność do poświęcenia i czystość, która nie jest w stanie „urodzić” najdrobniejszego posądzenia. Tymczasem dziś słowo „miłość” zostało uprowadzone do budowania opowieści o związkach sodomickich, wszelkiego rodzaju dewiacjach, „miłość” została zgwałcona w tysiącach reklam. Podobnie złachmanione zostały słowa: „przyjaźń”, „braterstwo”, „wolność”. Wszystko to zmierza do pozbawienia nas pewności sądzenia, do uczynienia z nas uzależnionych od medialnych protez kalek, które same z siebie nie potrafią już niczego osądzić ani wybrać.

Prawda ma stracić walor swojego niewzruszalnego istnienia, ma być ubrana w kontekst „narracji”. Prawda już nie będzie kształtować przekazu, to przekaz będzie ociosywał samo jej istnienie. Prawda ma być sprostytuowana do tego stopnia, aby utraciła swój walor, aby już nikomu nie przyszło do głowy, by bić się o prawdę. Przecież o dziewkę spod latarni nikt się nie pojedynkuje.

Nihiliści, słudzy pana ciemności, dobrali się do trzewi naszej duszy. Wreszcie odnaleźli narzędzia, którymi mogą w niej gmerać, bez budzenia naszej świadomości. Wdzierają się do naszych snów, marzeń i pragnień, sprytnie omijając wszelkie systemy alarmowe, które dotąd zabezpieczały nas przed niekontrolowanym modelowaniem wewnętrznym.

Idzie walka o Słowo. O początek wszystkiego. Właśnie głowię się nad sposobem organizowania i trenowania naszych wojsk. Obiecuję, że i o tym napiszę. Jeśli tylko zdążę...

Witold Gadowski, Dziennikarz

2017-09-13 11:20

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szczęście w kolorze biało-czerwonym

2020-09-23 09:43

Niedziela Ogólnopolska 39/2020, str. 20-21

[ TEMATY ]

ludzie

Anna Bandura

Natalia Kostina, projektantka mody i jej 12-letnia córka Alina znalazły swój nowy, polski dom w Krakowie

Natalia Kostina, projektantka mody
i jej 12-letnia córka Alina znalazły
swój nowy, polski dom w Krakowie

Polska jest dla nich wzorem troski o rodzinę, strażnikiem chrześcijańskich wartości, a także doskonałą przestrzenią do pracy i rozwoju. Tutaj chcą budować swoje życie, na nowo.

Obywatelka Kirgistanu, etniczna Ukrainka, Natalia Kostina, z wykształcenia muzykoznawca i projektantka mody, od półtora roku mieszka w Krakowie. Artiom i Anastazja, młodzi rodzice z Białorusi, 2 miesiące temu osiedlili się w Białymstoku. Dzień Migranta i Uchodźcy, obchodzony w Kościele 29 września, jest doskonałą okazją, by poznać ich historie.

CZYTAJ DALEJ

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy – w niedzielę zbiórka do puszek i modlitwy za uchodźców

2020-09-25 20:59

[ TEMATY ]

migranci

imigranci

Adobe Stock

Zbiórka do puszek na potrzeby uchodźców z obozu Moria na wyspie Lesbos, którzy doświadczyli tragicznego pożaru odbędzie się pod kościołami w całej Polsce w niedzielę 27 września. W tym dniu przypada 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy.

Od 27 do 4 października trwać będzie Tydzień Modlitw za Uchodźców organizowany przez Wspólnotę Sant’Egidio i objęty patronatem Rady KEP ds. Migracji Turystyki i Pielgrzymek. Wspólnota Sant’Egidio zaprasza wszystkich chętnych do włączenia się w tę modlitwę. Podczas nabożeństwa „Umrzeć z nadziei” organizowanego w Warszawie, członkowie wspólnoty opowiedzą o konkretnych osobach poznanych podczas „alternatywnych wakacji” , które odbyły się w tym roku wśród uchodźców w obozie Moria.

W niedzielę 27 września, która obchodzona jest jako 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy w wielu parafiach w Polsce odbędzie się pod kościołami zbiórka do puszek na potrzeby uchodźców z obozu Moria na wyspie Lesbos, którzy doświadczyli tragicznego pożaru. Z apelem do biskupów o wyrażenie zgody na tę zbiórkę zwróciła się 17 września w porozumieniu z Prezydium Konferencji Episkopatu Polski Rada KEP ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek. Zbiórka organizowana będzie za pośrednictwem Caritas Polska.

- To może być nasz gest solidarności z ludźmi, którzy są pozbawieni nie tylko dachu nad głową. Ta pomoc jest teraz naszym fundamentalnym zadaniem - powiedział przewodniczący Rady KEP ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek bp Krzysztof Zadarko podczas konferencji prasowej zorganizowanej 21 września w Episkopacie Polski przed 106. Światowym Dniem Migranta i Uchodźcy.

Zdaniem biskupa, Polska mogłaby partycypować w przyjęciu przynajmniej części spośród 1500 dzieci, które w dramatycznych warunkach przebywają na greckich wyspach. Polskie władze musiałyby się jednak zgodzić na stworzenie korytarzy humanitarnych, ale na razie jest to niemożliwe - jak powiedział bp Zadarko - "bardziej ze względów politycznych niż merytorycznych".

Obchodzony 27 września 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy rozpocznie Tydzień Modlitw za Uchodźców, który potrwa do 4 października . Inicjatorem i organizatorem Tygodnia jest Wspólnota Sant’Egidio. Nabożeństwo w intencji uchodźców „Umrzeć z nadziei” wspólnota przygotowuje od 2015 r., gdy w Europie wybuchł największy jak dotąd kryzys migracyjny, a wody Morza Śródziemnego pochłonęły 3771 istnień ludzkich. Od 1990 r. w „podróżach nadziei” do Europy zginęło blisko 41 tys. uchodźców.

Tydzień Modlitw za Uchodźców objęty jest patronatem Rady KEP ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek. W czasie odbywających się w całym kraju nabożeństw „Umrzeć z nadziei” wymieniane będą imiona i krótkie historie uchodźców, którzy stracili życie w drodze do Europy, jak 19 Syryjczyków, których mała łódź wywróciła się 11 stycznia tego roku w okolicach wybrzeża Izmiru w Turcji, w drodze do greckiej wyspy Chios. W tym wypadku zginęło ośmioro dzieci. Tylko w minionym roku na wodach między Turcją a Grecją zginęło 140 osób. Wspólnota Sant’Egidio zaprasza diecezje, parafie i wspólnoty do włączenia się w tę modlitwę. Materiały potrzebne do zorganizowania nabożeństwa „Umrzeć z nadziei” można otrzymać pisząc na adres: santegidio.waw@gmail.com.

Modlitwa organizowana przez warszawską wspólnotę Sant’Egidio odbędzie się we wtorek 29 września o godz. 19 w kościele św. Barbary przy ul. Nowogrodzkiej 51 w Warszawie. Modlitwie będzie przewodniczył kard. Kazimierz Nycz.

Delegacja Wspólnot Sant’Egidio spędziła w tym roku na Lesbos „solidarne wakacje” towarzysząc z misją humanitarną uchodźcom z obozu Moria. „Wróciliśmy z Lesbos z sercami pełnymi nadziei na zmianę losu poznanych tam przez nas kobiet, mężczyzn i dzieci. Z ogromną potrzebą modlitwy za nich i mówienia o sytuacji uchodźców, którzy dziś mają dla nas imiona i twarze konkretnych osób. Opowiemy o nich w czasie nabożeństwa! Wróciliśmy z peryferii Europy przekonani o tym, że jeśli każdy zrobi coś, to razem, solidarnie, będziemy w stanie zrobić bardzo dużo” – przekonują członkowie wspólnoty.

Modlitwy za uchodźców organizowane będą w tym roku w Warszawie, w Nowym Dworze Mazowieckim, w Poznaniu, w Słupsku, w Brzegach k. Wieliczki, w Gdyni, w Koszalinie i w Opolu. Wezmą w nich udział m.in., bp Damian Bryl, bp Krzysztof Zadarko i bp Andrzej Czaja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję