Reklama

Wiadomości

Był więcej niż dziennikarzem

Niedziela Ogólnopolska 38/2017, str. 12-15

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Archiwum Joaquína Navarro - Vallsa

Jan Paweł II ze swoim rzecznikiem prasowym Joaquínem Navarro-Vallsem w czasie wakacji w górach

Jan Paweł II ze swoim rzecznikiem prasowym
Joaquínem Navarro-Vallsem
w czasie wakacji w górach

Valentina Alazraki jest legendą wśród watykanistów. Rozpoczęła swoją karierę dziennikarską bardzo wcześnie, w 1974 r., za pontyfikatu Pawła VI - pracowała jako korespondentka z Watykanu dla meksykańskiej telewizji „Noticieros Televisa”, dla której pracuje do dzisiaj. Kiedy papież Paweł VI zmarł, relacjonowała wydarzenia z konklawe i krótki pontyfikat Jana Pawła I, a następnie śledziła cały pontyfikat Jana Pawła II, z którym podróżowała po całym świecie. Uczestniczyła w 100 - ze 104 - zagranicznych podróżach Papieża Polaka i była pierwszym dziennikarzem, który przeprowadził z nim wywiad w samolocie - było to podczas pierwszej podróży zagranicznej Jana Pawła II - do Meksyku w styczniu 1979 r. W ciągu ponad 26 lat działalności Papież z Polski stał się dla niej osobą bardzo bliską, nie tylko zawodowo. Kontynuowała pracę, gdy na Stolicy Piotrowej zasiadł Benedykt XVI, a po jego ustąpieniu z urzędu ster Kościoła przejął pierwszy w historii papież z Ameryki Łacińskiej, skąd i ona pochodzi. Jak do tej pory Valentina uczestniczyła we wszystkich podróżach Franciszka.

Oczywiście, znała Joaquína Navarro-Vallsa, który stał się „głosem Jana Pawła II”. Spotkałem się z Valentiną, aby powspominać tego wielkiego dziennikarza i sługę Kościoła, który zmarł w Rzymie 5 lipca 2017 r.

W. R.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Joaquín Navarro-Valls przyjechał do Rzymu z Hiszpanii w latach 70. XX wieku, aby współpracować z Josemaríą Escrivą de Balaguerem, założycielem Opus Dei, w dziedzinie środków społecznego przekazu. Jako odpowiedzialnemu za kontakty z mediami przyszło mu poinformować o śmierci założyciela Dzieła (26 czerwca 1975 r.), a następnie o wyborze jego następcy – Álvara del Portilla, dziś błogosławionego. W tych latach i Ty przyjechałaś do Rzymu...

VALENTINA ALAZRAKI: – Zaczęłam uczęszczać do rzymskiego Biura Prasowego dla dziennikarzy zagranicznych w 1977 r., ale z Navarro-Vallsem spotkałam się osobiście na początku lat 80. ubiegłego wieku, kiedy pracował jako korespondent hiszpańskiej gazety „ABC”.

– Oboje byliście akredytowani przy Biurze Prasowym, w którym Navarro-Valls w 1983 r. został wybrany na prezesa stowarzyszenia korespondentów zagranicznych w Rzymie, a na sekretarza stowarzyszenia dziennikarze wybrali Ciebie, czyli w praktyce byłaś zastępczynią Joaquína. Dlaczego Navarro-Valls był tak ceniony przez 500 kolegów z całego świata?

– Wybrali Joaquína, ponieważ był człowiekiem poważnym, wiarygodnym i przez to bardzo cenionym. Miał dobre relacje z różnymi środowiskami włoskimi i kościelnymi oraz duże umiejętności organizacyjne. Ale funkcję prezesa pełnił tylko rok, bo w 1984 r. został mianowany przez Jana Pawła II dyrektorem Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej.

– Jak działało Biuro Prasowe Watykanu do czasu nominacji Joaquína?

– Mylnie powiedziano, że Navarro-Valls był pierwszym świeckim, który kierował Biurem Prasowym w Watykanie. Już w latach 1970-76 dyrektorem był Federico Alessandrini, wieloletni wicedyrektor „L’Osservatore Romano”. Ale przed 1984 r. biuro wydawało jedynie codzienne biuletyny, które były źródłem informacji dla dziennikarzy. Oczywiście, od czasu do czasu były też konferencje prasowe. Ale nie było funkcji rzecznika Papieża. Gdy dyrekcję objął Joaquín, zmieniło się wiele rzeczy. Przede wszystkim zmodernizował on biuro, wprowadzając je w erę cyfrową. Był dziennikarzem, dlatego doskonale znał potrzeby dziennikarzy. Prawdziwa zmiana dotyczyła jednak jego roli: po raz pierwszy szef Biura Prasowego stał się również rzecznikiem Jana Pawła II. Często spotykał się z Papieżem, dyskutował z nim i rozmawiał na temat sposobów przekazywania informacji dziennikarzom. Do tego czasu Biuro Prasowe podlegało Sekretariatowi Stanu, od którego otrzymywało wiadomości do przekazania wiernym. Z Janem Pawłem II i Navarro-Vallsem sytuacja się zmieniła, ponieważ między nimi była współpraca, która nie istniała wcześniej, a źródłem wiadomości był sam Papież.
Druga zmiana polegała na rozszerzeniu roli rzecznika Papieża, który stał się ważną postacią na arenie dyplomatycznej. Navarro-Valls aktywnie uczestniczył w konferencjach ONZ, wchodząc w skład delegacji watykańskiej – wystarczy wspomnieć o jego roli na konferencjach w Pekinie czy Kairze. Ta rola mediacji była również widoczna, gdy Navarro-Valls wyjechał na Kubę, aby spotkać się z Fidelem Castro.

– Mój ostatni wywiad z Joaquínem przeprowadziłem po śmierci Castro, aby przypomnieć właśnie jego misję na Kubie, dokąd udał się w imieniu Papieża...

– Rozmawiał z Castro przez kilka godzin. Powiedział mi, że Fidel był zafascynowany postacią Jana Pawła II, czytał jego encykliki i dokumenty, ale chciał wiedzieć od Joaquína, jaki jest Papież jako człowiek. Można więc powiedzieć, że nikt przed Navarro-Vallsem nie miał tak ważnej funkcji, która została utworzona tylko dla niego – on odgrywał rolę podobną do rzecznika prezydenta Stanów Zjednoczonych czy Rosji.

– Ale czy nie prowadziło to do napięć z Sekretariatem Stanu?

– Z pewnością ta wielka autonomia rzecznika, która wynikała z jego bliskich kontaktów z Papieżem, nie podobała się Sekretariatowi Stanu i stwarzała pewne rozbieżności.

– Papież darzył Joaquína Navarro-Vallsa absolutnym zaufaniem. Zasługiwał na takie zaufanie?

– Myślę, że Joaquínowi zależało przede wszystkim na tym, by być pomocnym Papieżowi i dbać o jego sprawy. Ale jak sam powtarzał, Jan Paweł II nie potrzebował nikogo – ani jego, ani dziennikarzy – bo nawet jeśli nie byłoby Navarro-Vallsa, sam potrafił bardzo przyciągać uwagę widzów. Dlatego Joaquín traktował swoją pracę tylko jako wsparcie dla Papieża, który miał tak wielką łatwość komunikowania się z ludźmi.

– Czasami jednak krytykowano Navarro-Vallsa, np. za to, że przekazał dziennikarzom informację o chorobie Papieża...

– To prawda. Pamiętam, że podczas jednego z lotów papieskich ujawnił, iż Jan Paweł II cierpi na chorobę Parkinsona. Nigdy wcześniej taka wiadomość nie była podana przez Biuro Prasowe Watykanu, ponieważ zdrowie papieży było tematem tabu: papieże umierali, ale nikt nigdy nie mówił o ich chorobach. Wraz z Janem Pawłem II zmieniło się wszystko – to on sam ogłosił swoją hospitalizację w poliklinice Gemellego i mówił o swojej chorobie; nie chciał niczego ukrywać. Navarro-Valls zdał sobie sprawę, że nie może milczeć. Ale został za to zganiony przez Sekretariat Stanu i papieskiego lekarza i od tej pory wiadomości o zdrowiu Ojca Świętego były przekazywane za pośrednictwem biuletynów dr. Buzzonettiego.

– Mówiłaś o wielkim uczuciu, jakim Joaquín darzył Jana Pawła II. Kiedyś wyznał: „Wiem, że będę musiał zdać Bogu sprawę z tego wielkiego daru, jakim było móc pracować blisko człowieka, wokół którego odczuwa się działanie łaski. Co więcej, można ją dostrzec w głębi jego modlitwy i w decyzjach, jakie podejmuje w następstwie tej modlitwy”. Czy dziennikarze, którzy byli przyjaciółmi Navarro-Vallsa, tak jak Ty, zdawali sobie sprawę z jego uczuć wobec Papieża?

– Oczywiście, że tak. Wielokrotnie rozmawialiśmy z nim na ten temat. Kiedyś powiedział mi, jak wielkie wrażenie robił na nim Papież, który modlił się sam w prywatnej kaplicy. Gdy miał podejmować ważne decyzje, zawsze się modlił. Wiara i modlitwa były źródłem jego decyzji, były motorem jego działań. Jan Paweł II powiedział kiedyś Joaquínowi, że nie można go zrozumieć „z zewnątrz”, ale tylko „od wewnątrz”. Inną rzeczą, która go uderzała w Papieżu, była jego pokora i naturalność. Navarro-Valls był w stanie lepiej poznać Jana Pawła II, gdyż spędzał z nim wakacje w górach. I tam zrozumiał np., że dla Papieża podziwianie i kontemplowanie gór było doświadczeniem mistycznym, sposobem na zbliżenie się do Boga. W długim okresie choroby poznał natomiast prawdziwą siłę Jana Pawła II. Człowiek tak niezależny jak Karol Wojtyła musiał doświadczyć wszystkich ograniczeń spowodowanych przez chorobę (chodzenie z laską, używanie wózka inwalidzkiego, drżenie ręki, problemy z mową), ale robił to w perspektywie Drogi Krzyżowej, aby dać przykład innym.

– Człowiekowi, który był lekarzem, musiało być szczególnie trudno przeżywać chorobę, a następnie agonię Papieża...

– Z pewnością Navarro-Valls cierpiał, widząc Jana Pawła II w takim stanie. Pamiętam, że podczas konferencji prasowej na dzień przed śmiercią niemiecki kolega zapytał go, co osobiście czuje, widząc umierającego Papieża. I nie odpowiedział – ze łzami w oczach wstał i wyszedł. Cierpiał tym bardziej, że był przekonany, iż umierał człowiek święty.

– Na krótki czas Navarro-Valls pozostał szefem Biura Prasowego również za pontyfikatu Benedykta XVI. Oczywiście, stosunki z nowym papieżem były inne. W styczniu 2007 r. powrócił do swojego pierwszego zawodu, pełnił obowiązki przewodniczącego rady doradczej Uniwersytetu Campus Bio-Medico w Rzymie.
Czy pozostaliście w kontakcie?

– Tak, byliśmy w kontakcie – spotykaliśmy się często, rozmawiałam z nim wielokrotnie, aby przypomnieć ten historyczny okres jego życia, który spędził u boku Jana Pawła II. Wiedziałam, że był chory – bardzo chory w ostatnich dwóch, trzech miesiącach, ale prosił dziennikarzy, aby o tym nie mówić, bo chciał umrzeć bez reflektorów skierowanych na swoją osobę. Dla mnie to było coś, co zmuszało do refleksji: człowiek, który był w centrum uwagi podczas całego pontyfikatu Jana Pawła II i sprawił, że również życie Papieża w ostatnich latach było w centrum uwagi, ponieważ, jak powtarzał, Papież chciał dzielić się z ludźmi wszystkim, łącznie z chorobą – chciał pozostać w cieniu. Navarro-Valls dokonał całkiem innego wyboru – chciał odejść sam, w całkowitym milczeniu.
Przedstawiono mi wzruszający fakt – Joaquín na stoliku, przy łóżku, chciał mieć zdjęcie Jana Pawła II w górach, modlącego się przy krzyżu. Ponieważ Papież modlił się wtedy bardzo długo i intensywnie, na Navarro-Vallsie zrobiło to duże wrażenie i zrobił mu zdjęcie. Zmarł praktycznie przy tym zdjęciu „swojego” Papieża. Nawet ten drobny fakt świadczy o więzi, która do końca łączyła go z Janem Pawłem II.

– Czy można powiedzieć, że Joaquín Navarro-Valls był katolickim dziennikarzem?

– Z pewnością. Był niezwykle nowoczesnym profesjonalistą, posiadającym duże umiejętności organizacyjne, a jednocześnie osobą głęboko wierzącą, należącą do Opus Dei. Łączył w sobie zawód i wiarę. Navarro-Valls nie byłby tym, kim był, bez swojej wiary i zaangażowania jako katolik.

– Podczas pogrzebu Joaquína ks. prał. Mariano Fazio – wikariusz generalny Prałatury Opus Dei, powiedział, że Navarro-Valls był człowiekiem lojalnym: „Lojalnym wobec Boga, którego nauczył się kochać od dziecka w rodzinie chrześcijańskiej; lojalnym w swym powołaniu do Opus Dei, aby uświęcać się pośród świata; lojalnym w służbie Kościołowi, zwłaszcza od kiedy Jan Paweł II zlecił mu pełnienie funkcji odpowiedzialnego za Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej”. Czy zgadzasz się z tym obrazem Joaquína?

– Tak, był on człowiekiem lojalnym wobec Kościoła, Opus Dei, Jana Pawła II, ale chciałabym dodać, że również wobec Benedykta XVI, któremu służył na początku jego trudnego pontyfikatu. Navarro-Valls nigdy nie powiedział słowa, które mogłoby zaszkodzić Kościołowi lub Papieżowi, chociaż z pewnością wiedział o poważnych lub trudnych sprawach.

– Joaquín opowiadał Ci wiele faktów z życia Jana Pawła II. Który z epizodów najbardziej utkwił w pamięci?

– W ostatnich latach życia Jan Paweł II cierpiał na chorobę Parkinsona, która usztywniała mięśnie twarzy i pozbawiła go charakterystycznego, pięknego uśmiechu. Podczas górskich wakacji Joaquín robił zdjęcia Papieżowi i żeby w jakiś sposób „zmusić” go do uśmiechu, kupił sobie duży, czerwony nos klauna. Wiedział, że klauni rozbawiali Papieża, który w ich obecności śmiał się aż do łez. Dlatego stawał przed nim z aparatem fotograficznym i nałożonym okrągłym nosem klauna, mając nadzieję, że na papieskiej twarzy pojawi się uśmiech. To bardzo wzruszający fakt, który najlepiej pokazuje, jakie były stosunki między nimi.

2017-09-13 11:20

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wiceszef MSZ: Białoruś głównym tematem polsko-litewskich konsultacji międzyrządowych

2020-09-15 16:37

[ TEMATY ]

Polska

Polska

Białoruś

rozmowa

Litwa

Adobe Stock

Sytuacja na Białorusi będzie głównym tematem polsko-litewskich konsultacji międzyrządowych - powiedział we wtorek wiceszef MSZ Paweł Jabłoński. Rolą Polski, Litwy i całej UE jest zagwarantowanie narodowi białoruskiemu respektowania jego głosu w wyborach - podkreślił.

W pierwszym w historii wspólnym posiedzeniu rządów Litwy i Polski, które odbędzie się w czwartek w Wilnie weźmie w nim udział ponad 20 ministrów Litwy i Polski. Będą mu przewodniczyć szefowie rządów Saulius Skvernelis i Mateusz Morawiecki.

"Jeśli chodzi o jutrzejsze spotkanie na Litwie (...) tak naprawdę zasadniczą kwestią, najważniejszą w tym momencie jest oczywiście sytuacja na Białorusi" - powiedział Jabłoński, pytany na konferencji prasowej o tematy planowanych konsultacji.

Wiceminister spraw zagranicznych podkreślił, że rządy Polski i Litwy są jednymi z najbardziej zaangażowanych, jeśli chodzi o "kwestie przypominania i dbania o to, żeby to prawo Białorusinów do tego, by sami mogli zdecydować o swojej przyszłości, było gwarantowane". Zaznaczył, że to prawo musi być respektowane przez społeczność międzynarodową, przez Unię Europejską.

"To w żadnym razie nie jest tak, jak próbuje zarzucać nam i jeszcze kilku innym państwom propaganda białoruska czy propaganda rosyjska, że to jest mieszanie się w wewnętrzne sprawy Białorusi. Wręcz przeciwnie. W wewnętrzne sprawy Białorusi jasno swój zamiar interweniowania deklaruje rząd rosyjski" - oświadczył Jabłoński.

"Rolą Polski, rolą Litwy, rolą każdego innego państwa Unii Europejskiej, rolą UE jako całości jest zagwarantowanie narodowi białoruskiemu, który domaga się prawa do decydowania o swojej przyszłości, by głos wyrażony w wyborach był respektowany i aby - jeśli naród białoruski chce zmiany - by ta zmiana mogła zaistnieć. Naszą rolą jest zagwarantowanie, by to prawo mogło zostać zrealizowane" - wskazywał.

Podkreślił, że rozmowy podczas konsultacji będą dotyczyły nie tylko aspektu polsko-litewskiego, ale przede wszystkim aspektu "koordynacji naszej polityki, naszych działań w ramach UE".

"Oczywiście, jeśli chodzi o agendę unijną tych tematów jest znacznie więcej - jest kwestia budżetowa, jest także kwestia migracyjna, bo to również jest tematem w Unii Europejskiej. Natomiast najważniejszym w tej chwili bez wątpienia tematem jest sprawa sytuacji na Białorusi i tego, jak Unia Europejska może zareagować, co UE może zaoferować w tej sytuacji, by była rzeczywiście obecna i na to wyzwanie, niewątpliwie wyzwanie międzynarodowe tuż przy naszych granicach mogła skutecznie odpowiedzieć" - powiedział.

Premier Litwy Saulius Skvernelis, którego we wtorek cytuje komunikat litewskiego rządu, powiedział że "wspólne posiedzenie jest podkreśleniem znaczenia dwustronnej współpracy we wszystkich dziedzinach". Premier wskazał, że "jest to nowa karta w rozwoju stosunków między obu krajami". "Rozmawiamy i zgadzamy się absolutnie we wszystkich kwestiach stosunków dwustronnych i polityki sąsiedzkiej" - podkreślił Skvernelis.

Podczas wspólnej sesji oraz zaplanowanych dwustronnych rozmów premierów i ministrów zostanie podsumowany postęp w rozwoju partnerstwa strategicznego. Wiele uwagi zamierza się poświęcić umacnianiu więzi kulturowych i wspólnej polityce pamięci historycznej, a także ścisłej współpracy w dziedzinie oświaty. Ministrowie zdrowia omówią kwestie zarządzania pandemią Covid-19.

Planowane jest omówienie realizacji strategicznych projektów infrastruktury transportowej i energetycznej, w szczególności dotyczących rozwoju rafinerii Orlen Lietuva oraz współpracy przedsiębiorstw kolejowych obu krajów. Tematem dyskusji mają być też m.in. odpowiedzialność regionalna Litwy i Polski i mobilizacja poparcie społeczności międzynarodowej dla narodu białoruskiego.

Na Białorusi od kilku tygodni trwają protesty po wyborach prezydenckich 9 sierpnia, w których według oficjalnych danych ubiegający się o reelekcję Alaksandr Łukaszenka miał zdobyć 80,1 proc., a kandydatka opozycji Cichanouska - 10,1 proc. głosów. Wielu Białorusinów uważa, że wyniki zostały sfałszowane.
(PAP)

Autorki: Sylwia Dąbkowska-Pożyczka, Aleksandra Akińczo

sdd/ aki/ kar/ mhr/ godl/

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do … Pana Szymona Szynkowskiego vel Sęka

2020-09-26 08:01

[ TEMATY ]

wywiad

5 pytań do...

Archiwum prywatne

Szymon Szynkowski

Szymon Szynkowski

5 pytań do … Pana Szymona Szynkowskiego vel Sęka – sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, pełnomocnika rządu do spraw polskiego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej

Piotr Grzybowski:Panie Ministrze, zacznijmy od chyba najgorętszego dziś tematu: protestów społecznych po - w powszechnej ocenie uznanych za sfałszowane - wyborach prezydenckich na Białorusi. Czy dla naszych służb dyplomatycznych było to zaskoczeniem?

Szymon Szynkowski vel Sęk: Dla nas nie było to zaskoczenie. Wiedzieliśmy, że jest niestety duże prawdopodobieństwo, że wybory nie będą przeprowadzone w sposób przejrzysty i demokratyczny, i że napotka to na opór białoruskiego społeczeństwa. Natomiast – dla nas nie, ale dla niektórych naszych zachodnich partnerów z UE myślę, że skala i długotrwałość tych protestów była zaskoczeniem. Przecież wiadomo, że wcześniejsze wybory również budziły wątpliwości, choć skala fałszerstw nie była aż tak duża, jak w przypadku tych ostatnich, więc teraz zarówno skala manipulacji, jak i skala oporu wobec manipulacji jest bardzo duża. My przyglądamy się sytuacji na Białorusi od wielu lat, więc trudno, żebyśmy w tej kwestii byli czymś zaskoczeni.

PG: Czy w związku z tym MSZ ma wypracowane scenariusze, które Polska będzie realizować?

SSvS: Tak, oczywiście. My nie poruszamy się tylko w sferze ogólnych deklaracji politycznych, potępiających to, co wydarzyło się w trakcie wyborów na Białorusi, czy wspierających dialog ze społeczeństwem i domagających się tego dialogu i rezygnacji z użycia siły, czy represji. To byłoby zbyt mało. My proponujemy bardzo konkretny plan działań dla Białorusi, z konkretnym finansowaniem na poziomie na razie naszego planu krajowego - ok. 12 mln euro, czyli 50 mln zł. Natomiast będziemy też proponować wspólnie z Grupą Wyszehradzką, bo w tej chwili finalizowane są uzgodnienia w zakresie propozycji tzw. Planu Marshalla, czyli czegoś, co jest nazywane Planem Marshalla dla Białorusi, takiej wielopunktowej propozycji wsparcia, która mogłaby zostać zaoferowana w sytuacji, w której na Białorusi doszłoby do demokratycznych zmian. Mowa tutaj zarówno o liberalizacji wizowej, jak i ułatwieniach dla małych i średnich przedsiębiorstw i specjalnym funduszu wsparcia. To zostało już zaprezentowane przez Premiera Mateusza Morawieckiego szefowej Komisji Europejskiej i będzie prezentowane przez całą Grupę Wyszehradzką, której przewodzimy, na forum Rady Europejskiej w najbliższych dniach.

PG: Pytanie już do Pana jako pełnomocnika rządu do spraw polskiego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej: czy jest realne wypracowanie planu działania Grupy wobec sytuacji na Białorusi?

SSvS: Tak. Dzisiaj Grupa Wyszehradzka finalizuje prace nad tym bardzo konkretnym planem wsparcia ze strony UE dla Białorusi na poziomie gospodarczym. To jest jeden z elementów, który chcemy oferować Białorusi, ale – co ważne - w ramach współpracy Wyszehradzkiej, bo w ten sposób możemy łatwiej na poziom unijny przenieść naszą propozycję. Oczywiście na poziomie krajowym mamy 5-punktowy plan, który dzisiaj jest realizowany, zarówno w zakresie wsparcia NGO, jak i wspierania dostępności rynku pracy dla osób, które muszą wyjechać z Białorusi, chcą przyjechać do Polski. Propozycje na poziomie unijnym liberalizacji wizowej wynikają też z tego, że jest ok. 800 tys. wiz unijnych wydanych w ostatnich latach. 400 tys. tych wiz wydały polskie konsulaty, więc to Polska jest krajem, który najaktywniej wspiera Białoruś, także w zakresie wsparcia dla obywateli tego kraju, jak również możliwość ich przyjazdu do Unii Europejskiej, czy pracy w UE. Chcemy, żeby było to wsparcie systemowe, w które zaangażują się wszyscy nasi unijni partnerzy. Wokół tego udało się, co też jest sukcesem Polski, wybudować konsensus Grupy Wyszehradzkiej. Przecież wiemy, że mamy w Grupie Wyszehradzkiej przyjaciół, partnerów, ale bywają także różnice zdań. W tej sprawie nie ma różnicy zdań. Grupa Wyszehradzka będzie prezentowała to wsparcie za tydzień, na forum Rady UE.

PG: Końcem lipca powołano nową inicjatywę - Trójkąt Lubelski. W jakim celu?

SSvS: Jak się okazało, Trójkąt Lubelski powołany w drugiej połowie lipca, swoją zasadność funkcjonowania dowiódł już w pierwszych tygodniach, bo chwilę później rozpoczął się kryzys na Białorusi, związany właśnie z niedemokratycznymi wyborami i w tym formacie są również prowadzone dyskusje. Litwa, Polska i Ukraina to kraje sąsiedzkie Białorusi, w których interesie leży stabilność sytuacji w tym kraju. Litwa i Polska dyskutują o wyzwaniach w różnych innych formatach, np. „Bukaresztańskiej 9” w kontekście bezpieczeństwa, w ramach współpracy Polski z krajami bałtyckimi. Ukraina była z tych dyskusji do tej pory wyłączona, bo w tych formatach nie uczestniczy. W związku z tym uznaliśmy, że trzeba stworzyć format sąsiedzki, który będzie właśnie miejscem do włączania również Ukrainy w dyskusję na tematy bieżące. Takim najbardziej bieżącym tematem, siłą rzeczy niestety dla Trójkąta Lubelskiego oczywistym jest sytuacja na Białorusi, ale też szerzej dyskusje o polityce bezpieczeństwa w regionie, w gronie krajów, które mają podobne spojrzenie na zagrożenia, które płyną ze wschodu. Dzisiaj Trójkąt, który koordynuje pan wiceminister Marcin Przydacz jest doskonałym formatem do tego, żeby koordynować też działania z ważnym państwem nieunijnym, czyli Ukrainą.

PG: Wrócił Pan minister kilka dni temu z Wilna, gdzie podpisane zostało Strategiczne Partnerstwo Polsko-Litewskie. Czy to początek Unii Lubelskiej 2.0?

SSvS: Nie, choć nawiązań historycznych podczas tego spotkania było całkiem sporo, począwszy od tego, że na początku swojego wystąpienia Pan Premier Skvernelis wskazał, że to pierwsze takie spotkanie od 230 lat. Po drugie, w wystąpieniach premierów obecne były nawiązania do wspólnych tegorocznych obchodów rocznicy Bitwy pod Grunwaldem i planowanych przyszłorocznych obchodów Konstytucji 3 maja, jak to się mówi zaręczenia wzajemnego obu narodów. To będzie też taka historyczna okazja do podkreślania tego, co nas łączy. Natomiast to jest tylko fundament do budowania dzisiaj naszej bardzo bliskiej współpracy, która już ma swój dorobek. Współpracujemy znowu w wielu formatach międzynarodowych ważnych UE, NATO, ale także regionalnych: Trójmorze, współpraca Bałtycka, czy choćby ten najnowszy wspomniany wcześniej Trójkąt Lubelski. To jest oczywiście tylko narzędzie do osiągania konkretnych celów. Te cele dzisiaj Litwa i Polska potrafią definiować: to jest wspólne wspieranie Białorusi. Litwa też tu jest bardzo aktywnym aktorem, przypomnę, że przed chwilą Minister Spraw Zagranicznych Litwy Pan Linkieviczus był w Waszyngtonie, rozmawiał o tych sprawach, więc koordynujemy tutaj działania wspólne. Na forum Rady Europejskiej także Polska i Litwa mówią w tych sprawach wspólnym, bardzo mocnym głosem, ale też w ogóle koordynujemy współpracę gospodarczą.
Konsultacje międzyrządowe, co bardzo jest ważne, żeby podkreślić miały swój bardzo konkretny wymiar: podpisano dwie umowy z zakresu współpracy przy rozbudowie infrastruktury transportowej, kolejowej, podpisano deklarację o współpracy strategicznej przez Premierów, podpisano bardzo ważny harmonogram wdrażania zmian oświatowych, które sprawią, że Polacy mieszkający na Litwie będą mieli zwiększoną dostępność do nauczania języka polskiego, co jest problemem od lat niezałatwionym. Tutaj jest duża szansa na postęp. Wreszcie jest TVP Wilno i przy okazji już nie samych konsultacji, ale też w związku z wizytą w Wilnie Pana Premiera, mieliśmy okazję podpisać list intencyjny, który po roku funkcjonowania z dużymi sukcesami TVP Wilno da w przyszłości tej telewizji nową siedzibę, w Domu Polskim w Wilnie, rozbudowanym ze środków MSZ. Wejdzie tam telewizja, młody zespół dziennikarzy z Wileńszczyzny, który już dzisiaj mówi ciekawie o życiu na Wileńszczyźnie, ale też mówi dobrze o Polsce, o polskiej historii, kulturze, tradycji. Jak Pan widzi w czasie tej bardzo intensywnej wizyty wiele spraw zostało nie tylko poruszonych ale i załatwionych. Naprawdę byłem pod wrażeniem, jak skuteczna może być dyplomacja w kontekście konsultacji międzyrządowych. Pod wodzą Premiera kilkunastu ministrów, każdy z konkretną agendą spraw, które chce załatwić, jedzie tam, sprawy mają postęp i wracamy z konkretnym dorobkiem. To w dyplomacji nie jest reguła, bo czasami kończy się na jakiś ogólnych dyskusjach, tu zaś mamy solidny konkret.

CZYTAJ DALEJ

„Męskie oblężenie” na Jasnej Górze

2020-09-26 22:01

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Karol Porwich/Niedziela

O potrzebie realizowania w życiu mężczyzn maryjnego charyzmatu pokory i odwagi mówił do uczestników „Męskiego Oblężenia Jasnej Góry” bp Andrzej Przybylski z Częstochowy.

To już czwarte spotkanie, którego celem było odkrywanie roli mężczyzn jako duchowych liderów i kapłanów rodzin biorących odpowiedzialność za życie wiarą swych najbliższych. Oblężenie ma budować męskie środowiska w parafiach, dlatego w tym roku, również ze względu na epidemię, panowie zbierali się wcześniej w swych kościołach, by modlić się i rozważać tematy o odpowiedzialności.

Jasna Góra/twitter

Mszy św. przewodniczył bp Andrzej Przybylski, bp pomocniczy arch. częstochowskiej. W homilii podpowiadał mężczyznom, by nie bali się uczyć od kobiety, od Maryi. Wskazał na dwie cechy Matki Chrystusa, które są także niezwykle ważne w męskim rozwoju i dojrzałości; to pokora, „która jest jak kropla, która drąży ocean”, jest ona prawdą o sobie, oraz odwaga, która nie jest brawurą, a przejawia się spełnianiu woli Bożej.

Zobacz zdjęcia: Męskie oblężenie Jasnej Góry

- Może sobie ktoś myśleć, że my mężczyźni powinniśmy iść z pielgrzymka do jakiegoś męskiego sanktuarium, z męskim patronem, bohaterem wiary i Kościoła, a my przyszliśmy do Maryi Służebnicy Pańskiej, kobiety dzielnej...Bo my mężczyźni tak naprawdę dojrzewamy, spełniamy się najpełniej w relacji do kobiety – mówił bp Przybylski.

Pielgrzymkę zakończył Apel Jasnogórski pod przewodnictwem abp. Grzegorza Rysia , metropolity łódzkiego. – Chcemy się od Ciebie Maryjo uczyć takiej miłości, kiedy się trzyma Boga w rękach. Chcemy się od Ciebie uczyć miłosierdzia, wtedy kiedy jest nam dane trzymać Twojego Syna w naszych rękach, kiedy przychodzi do nas taki zawierzający się naszym dłoniom jako Eucharystia, jako dziecko, jako potrzebujący, jako Kościół zawierzony naszej odpowiedzialności. Chcemy się od Ciebie Matko nauczyć trzymać Boga w swoich dłoniach z miłosierdziem. Uproś nam to, aby Twój Syn był bezpieczny w naszych dłoniach, tak jak jest bezpieczny w Twoich – modlił się w rozważaniu apelowym abp Ryś.

Jak zauważył Andrzej Lewek, jeden z liderów z grupy Mężczyźni św. Józefa, społeczne pojmowanie męskości zostało dziś zredukowane jedynie do zarabiania pieniędzy, a Jezus zaprasza mężczyzn do pełnienia o wiele ważniejszych ról. – Mężczyzna jest w rodzinie liderem, obrońcą i żywicielem. Pokazuje kierunek, patrzy w horyzont, żeby znaleźć ten punkt, do którego zmierzamy. Jest obrońcą, czyli wcześniej dostrzega zagrożenia, by na nie reagować i jest żywicielem, który zaopatruje rodzinę nie tylko w dobra materialne, ale te w o wiele szerszym znaczeniu – wyjaśniał Lewek.

Męskie Oblężenie na Jasnej Górze to modlitwa i konferencje. Mowa była m.in. o mężczyźnie jako kapłanie i liderze w rodzinie, o dorastania do odpowiedzialności, budowania relacji małżeńskich i wychowania dzieci. W warsztatach wśród prowadzących byli m.in. autor licznych publikacji o tematyce rodzinnej Jacek Pulikowski, terapeuci Monika i Marcin Gajdowie, ojciec dziesięciorga dzieci Janusz Wardak i muzyk Robert Friedrich.

Podprzeor Jasnej Góry o. Marcin Ciechanowski nazwał to spotkanie „Zdobywaniem Serca Maryi przez mężczyzn”.

Do tej pory mężczyźni czuli się najlepiej "pod chórem". Od kilu lat zaczyna się to zmieniać. Mężczyźni chcą pracować nad sobą, formować się i wypełniać Kościół też w pierwszych ławkach. W przeciągu ostatnich lat obserwuje się wzrost typowo męskich grup w Kościele w Polsce. Przed ponad 10 laty powstała wspólnota Mężczyźni św. Józefa. Prężnie, w coraz większej liczbie polskich diecezji, działają Rycerze Kolumba, największa męska organizacja katolicka na świecie.

Wśród męskich organizacji i stowarzyszeń kościelnych działają m.in. Mężczyźni Świętego Józefa, Mężczyźni Pustelni, Mężczyźni Boga, Bractwo św. Pawła, Rycerze Kolumba, Rycerze Jana Pawła II, Męskie Plutony Różańca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję