Reklama

Kościół nad Odrą i Bałtykiem

Pragniemy im zastąpić matkę

Z okazji 100. rocznicy objawień Matki Bożej w portugalskiej Fatimie 14-osobowa rodzinka im. Matki Bożej Fatimskiej Domu Pomocy Społecznej w Moryniu zorganizowała wzruszającą uroczystość patronalną

Niedziela szczecińsko-kamieńska 32/2017, str. 6-7

[ TEMATY ]

niepełnosprawni

dom pomocy społecznej

Moryń

Bogdan Nowak

Podopieczne domu w Moryniu z s. Damaris Małgorzatą Kałdowską

Najpierw na porannej Mszy św. celebrowanej w domowej kaplicy wszyscy domownicy modlili się w intencji mieszkanek i opiekunek rodzinki, a potem radośnie świętowali ten wyjątkowy dzień przy starannie przygotowanych stołach z deserowym menu. Uczestniczyła w tym święcie s. Damaris Małgorzata Kałdowska, dyrektor tego domu, wraz z pracowitym personelem rodzinki. Wszyscy podopieczni cieszyli się przede wszystkim z faktu, że mają zapewnione bezpieczne, dobre warunki, traktowanie, stałe miejsce dozgonnego bytu wraz z właściwą opieką lekarsko-pielęgniarską.

Mieszkanki domu spontanicznie wyrażały swoje przywiązanie do sióstr benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego, które niestrudzenie kierują tą placówką opiekuńczą od 1949 r., a więc nawet w czasach stalinowskich nie pozbawiano kierownictwa domu zakonnic zgromadzenia powołanego przez sługę Bożą matkę Wincentę Jadwigę Jaroszewską (1900-37). Nie mogło być inaczej, skoro ten dom, w nadgranicznym Moryniu, zbudowany z czerwonej cegły i granitu, powstał jeszcze w roku 1874 jako Zakład Opiekuńczy z inicjatywy doktora prawa Christiana Friedricha Kocha. Początkowo w nim znajdowało schronienie 80 sierot. Fundator domu, którego popiersie z brązu stoi przed okazałym gmachem, w testamencie napisał: „Pragnę, by dom ten służył przez wszystkie lata dzieciom nieszczęśliwym i sierotom”.

Zgodnie z wolą Kocha, spełniał przez dziesiątki lat swoją wychowawczo-opiekuńczą służbę wobec dzieci upośledzonych umysłowo w różnym stopniu.

Reklama

Właścicielem domu wraz z zapleczem jest Starostwo Powiatowe w Gryfinie, na którego obszarze funkcjonuje ta dobroczynna placówka, będąca największym pracodawcą w Moryniu. Według obecnych przepisów, powiat co pięć lat ma możliwość powierzenia na nowo zadania prowadzenia domu Zgromadzeniu Sióstr Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego.

W ostatnich latach Dom Pomocy Społecznej w niewielkim Moryniu zmienił swój charakter, stając się dożywotnim schronieniem dla 120 niepełnosprawnych intelektualnie osób dorosłych.

Dalej kontynuowana jest cierpliwa praca terapeutyczno-opiekuńcza według systemu rodzinkowego, zalecanego przez największą polską samarytankę Matkę Wincentę.

Reklama

To właśnie ona prosiła swoje duchowe córki, czyli benedyktynki samarytanki: „Musimy mu zastąpić matkę… Nie tylko dać kawałek chleba, ale wczuwać się w jego radość i smutek, musimy poznać jego życie. I dlatego system rodzinkowy musi się rozwijać”.

Są zatem matkami także dla dorosłych podopiecznych, które na podstawie decyzji lekarskich znalazły w Moryniu swój dom. Ta 120-osobowa społeczność żyje w dziewięciu rodzinkach (osiem to same kobiety w wieku powyżej 18 lat, jedna rodzinka ma charakter męski, ustanowiona tylko dla siedmiu mężczyzn). W każdej rodzince kilkunastoosobowa grupa mieszkańców ma wszystko, co konieczne do trwania w domowej, rodzinnej atmosferze: sypialnie dwu- lub trzyosobowe, jadalnia, kuchnia, łazienka, pomieszczenia gospodarcze.

Wystrój tych izb – wielobarwny, pobudzający do optymizmu, przypominający mieszkanie lub dom z dzieciństwa. Zawsze mogą liczyć na wieloraką pomoc pielęgniarek lub opiekunek. Są tutaj również osoby leżące, o które szczególnie troszczą się opiekunki. W porze posiłków są karmione indywidualnie. Nieraz tylko łzy w oczach leżących osób są wyrazem wdzięczności za tę nieustanną służbę przy ich łóżkach.

– Dawniej w tym domu było nawet siedemnaście sióstr – przypomina s. Damaris. – Obecnie z powodu znacznego zmniejszenia się powołań i powstawania nowych placówek w naszym zgromadzeniu w moryńskim domu jest nas tylko trzy: pielęgniarka – siostra Adriana, opiekunka – siostra Weronika i ja. Wspiera nas w tym trudzie służebnym 80 pracowników świeckich, coraz bardziej rozumiejących charyzmat naszej posługi. Staramy się, aby personel domu stanowił jedną rodzinę samarytańską.

Justyna pozbawiona miłości rodzicielskiej przez jakiś czas była wychowywana przez swoją babcię, była w domu dziecka, ale najbardziej cieszy się, że Pan Bóg przyprowadził ją do spokojnego domu kierowanego przez Zgromadzenie Sióstr Samarytanek. Najbardziej lubi fotografować swoim telefonem (jak to nastolatka). Z wielką satysfakcją pochwaliła się, że ostatnio nawet zrobiła sobie zdjęcie z Prezydentem Rzeczpospolitej Andrzejem Dudą, gdy wraz z innymi mieszkankami domu i siostrą dyrektor brała udział we Mszy św. na wojskowym cmentarzu w 72. rocznicę bohaterskich walk w Siekierkach nad Odrą.

Justyna mocno przytula się do siostry dyrektor, bo głód miłości matczynej ciągle u niej dominuje nad innymi uczuciami.

Nie inaczej bywa w pozostałych rodzinkach (każda ma swego Bożego patrona), w których panie – choć pełnoletnie, a niektóre nawet w wieku emerytalnym, łakną dobrego słowa z ust siostry, serdecznego uścisku czy choćby życzliwego spojrzenia.

Sławek swoje lata szkolne spędził w specjalnym ośrodku wychowawczym prowadzonym przez Braci Szkolnych w Częstochowie, w którym pracowały też siostry samarytanki. Dzięki nim, gdy uzyskał pełnoletniość, przeniósł się do rodzinki męskiej w Moryniu.

– Jestem ministrantem, nie tylko w naszym domu, ale także w kościele parafialnym w Moryniu – dumnie opowiada Sławomir. – W czasie Drogi Krzyżowej w naszym miasteczku niosłem dużą świecę, bacząc, by nie zgasła. Chętnie uczestniczę w różnych pielgrzymkach, jak choćby w Krakowie w czasie Światowych Dni Młodzieży, na corocznych czuwaniach młodych w Lednicy i w wielu innych. Dzięki takiej religijnej obecności wszędzie czuję się coraz lepiej i integruję się ze zdrowymi, pełnosprawnymi. Na swoje imieniny zamówiłem nawet Mszę św. w naszym kościele, no i przyszedłem zaprosić siostrę dyrektor, naszą duchową matkę.

Ktoś inny wspomina pobyt w Moryniu Marka Dąbrowskiego, wielokrotnego mistrza świata w rajdach motocyklowych, który uczestniczył też we Mszy św. polowej, budząc tym większy podziw zebranych na niej mieszkańców domu. Ten ceniony sportowiec zorganizował również materialne wsparcie dla podopiecznych samarytanek. S. Małgorzata Kałdowska nie ukrywa, że powołanie zakonne zawdzięcza atmosferze religijnej swojego domu rodzinnego: – Gdy miałam pięć lat, zmarł mój ukochany tato. Miałam jeszcze dwie siostry i dwóch braci. Cały ciężar utrzymania nas spadł na mamę. Wprawdzie wyszła powtórnie za mąż, ale po sześciu latach sakramentalnego małżeństwa Bóg ją ponownie doświadczył, bo ojczym zmarł. Innym krzyżem dla naszej rodziny była nagła śmierć mojego najmłodszego brata, odbywającego zasadniczą służbę wojskową. Mój starszy brat Grzegorz został księdzem Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny. On swoim wewnętrznym szczęściem wskazał mi, iż ideału wśród ludzi nie znajdę; jedynym jest sam Jezus Chrystus. Jedna z koleżanek zaprosiła mnie na pierwsze w życiu rekolekcje, które prowadziła siostra ze Zgromadzenia Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego. Zachwyciły mnie swoją trudną, ale niezwykle piękną misją. Zapragnęłam zajmować się tymi, którzy potrzebują jeszcze więcej miłości – dziećmi i młodzieżą niepełnosprawną. Tym bardziej, że jako świecka osoba marzyłam o tym, aby pomagać innym i zostać pielęgniarką. Benedyktynką samarytanką jestem już trzydzieści lat. Przedtem pracowałam w różnych placówkach jako opiekunka i wychowawca, a przez ponad osiem lat dane mi było prowadzić podobny dom dla blisko setki chłopców niesprawnych intelektualnie na Mazowszu.

Tamże w roku 2009 za swoje apostolstwo wśród cierpiących została wyróżniona przez ówczesnego Prezydenta RP Złotym Krzyżem Zasługi.

Rok temu wraz ze wspólnotą zakonną odebrała z rąk Metropolity Szczecińsko-Kamieńskiego zaszczytny Dyplom Benemerenti (co znaczy – dobrze czyniący) dla sióstr swego zgromadzenia za wieloletnie poruszające świadectwo dzieła miłosierdzia łączące najpiękniejsze i najbardziej wzniosłe poruszenia ludzkiego serca z praktyczną troską o niepełnosprawnych intelektualnie i fizycznie.

Z drobnej postaci s. Damaris emanuje wielka energia życia, chęć bycia z wszystkimi i z każdym osobiście (co zauważalne jest w jej codziennym życiu, a wyjątkowo w tych ważnych chwilach takich jak choćby w czasie Wigilii Bożego Narodzenia, śniadania wielkanocnego czy też imienin, gdy każdej składa życzenia dobra). Zwraca uwagę, by wszyscy realizowali się w rozmaitych grupach terapeutycznych. W domu jest kilka terapii, które proponują różne zajęcia: jedni więc lubią malować, inni wyszywać, a jeszcze inni fotografować. Ktoś uczy się obsługi komputera, inny śpiewu lub języka angielskiego… Poddają się też specjalnie dobranym ćwiczeniom rehabilitującym ciała w formie indywidualnej i zespołowej. Wyjeżdżają na bardzo różne spotkania, festiwale, zawody… Co roku w czerwcu organizowane są również imprezy integracyjne na terenie domu: EURO MORYŃ, RIO, w ubiegłym roku RABAN w MORYNIU – ŚDM (to był taki „mały Kraków”). Obecnie moryński DPS przygotowuje spotkanie misyjne „Tańcem przez świat”.

Codziennie ponad trzydziestu mieszkańców domu bierze udział w porannej Najświętszej Ofierze, znajdując w kaplicy uzdrawiający spokój i niewidoczne spojrzenie samego Chrystusa.

W moryńskim domu nikt nie może czuć się samotny.

– Nikt z nas nie żyje dla siebie – podpowiada s. Damaris – czy to w rodzinie zakonnej, czy w małżeństwie bądź rodzinie naturalnej, zawsze służymy innym. Kochając innych zapewniamy przez to sobie szczęście. Egoizm zamyka nas przed bliźnimi.

Człowiek rodzi się w domu i od miłości domowników jest zależny jego dalszy los. Pragnienie domu jest szczególnie wyczuwane przez słabych intelektualnie i fizycznie. Wszyscy idziemy do domu Ojca, o czym tak często mówił największy z Polaków – św. Jan Paweł II.

2017-08-03 11:17

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jubileusz Chóru „Sanctus” z Morynia

Niedziela szczecińsko-kamieńska 2/2018, str. III

[ TEMATY ]

jubileusz

chór

Moryń

ks. Robert Gołębiowski

Jubileuszowy występ Chóru „Sanctus” z Morynia

Chrześcijańska kultura niesie ze sobą wieloraki wymiar form i treści, których fundamentem jest uwielbienie Boga szczególnie poprzez muzykę i śpiew chóralny. Jest niezwykłym bogactwem naszej archidiecezji to, że w wielu wspólnotach parafialnych bardzo ważną posługę pełnią liczne zespoły chóralne, schole czy zespoły wokalne. Jest ich coraz więcej, a niektóre z nich obchodzą co jakiś czas swoje piękne jubileusze istnienia. Niedawno dziesięciolecie pracy ewangelizacyjnej poprzez śpiew obchodził Chór „Sanctus”, działający przy parafii Świętego Ducha w Moryniu.

Początki wspólnego uwielbiania Boga poprzez wykonywanie utworów związanych szczególnie z ubogaceniem czasu Triduum Paschalnego, a dokładniej Liturgii Wigilii Paschalnej sięgają w Moryniu Wielkiej Nocy roku Pańskiego 2007. Wówczas to młody wikariusz tej parafii ks. Marian Augustyn zaprosił pasjonatów śpiewu chóralnego, aby wykonali kilka utworów, które miały upiększyć duchowo Wielką Sobotę. Bardzo gustowne ich wykonanie oraz wdzięczne przyjęcie przez wiernych oraz ks. kan. Tadeusza Marszelewskiego, proboszcza parafii, sprawiło, że zapadła decyzja, aby stworzyć większą grupę i pokusić się o zbudowanie zrębów większego projektu wokalnego. Tak powstał zespół chóralny, który przyjął nazwę „Sanctus” i zaczął wyznaczać sobie coraz większe wyzwania do realizacji. Nieustannie był chórem parafialnym, który z czasem uczestniczył we wszystkich ważnych uroczystościach, świętach czy wydarzeniach związanych z życiem również całego miasta. Rolę dyrygenta przejęła Ilona Włodarczyk, która całym sercem zaangażowała się w podnoszenie walorów artystycznych chóru i wyszukiwanie coraz ambitniejszych utworów, przez które stał się on rozpoznawalny w coraz szerszym kręgu. Niezwykle ważnymi i można śmiało rzec przełomowymi momentami w historii chóru były kolejne występy u boku Marka Siwka, dyrygenta pochodzącego z Morynia. Pierwszy koncert miał miejsce 6 kwietnia 2011 r. w kościele pw. Świętego Ducha w Moryniu w pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej. Przedstawione zostało Requiem Gabriela Faure pod dyrekcją Marka Siwki. Ponadto w programie zaprezentowano utwory: G. Cacciniego; T. Albioniego, W. A. Mozarta, F. Chopina, H. Czyża. Chór „Sanctus” wystąpił wówczas przed koncertem głównym, promując przy tym swoją pierwszą płytę pt. „Adoramus” – od męki do zmartwychwstania. Kolejne wydarzenia to coroczne koncerty papieskie oraz 13 kwietnia 2013 r. szczególny dzień dla młodej morynianki Jagody Włodarczyk, studentki Akademii Sztuki w Szczecinie, córki dyrygentki chóru, która także przeżywała egzamin dyplomowy. „Sanctus” zaśpiewał utwory Jana Campanusa Vodnansky’ego, Mariana Sawy, Luigiego Cherubiniego, a na koniec Henry’ego Manciniego – słynną melodię „Moon River” z filmu „Śniadanie u Tiffany’ego”. Na Festiwalu Kolęd i Pastorałek w Będzinie w 2012 r. chórzyści zajęli III miejsce w kategorii: chóry – dorośli. Chór posiada w swoim repertuarze pieśni i utwory muzyczne uznanych kompozytorów polskich i zagranicznych. Jest ich w sumie ponad dwieście. Przez wszystkie lata swojej działalności ubogacał Msze św. nie tylko w kościele parafialnym, ale także w wielu innych miejscach na terenie diecezji. Wydał także dotychczas dwie płyty CD z pieśniami pasyjnymi oraz kolędami.

Obchody jubileuszu trwały niemal cały rok, a grudniowy koncert w Moryniu zgromadził grono wielu zaszczytnych gości i stał się okazją do zaprezentowania bogatego przekroju wrażliwości artystycznej wykonawców. Chórowi „Sanctus” akompaniował również kwartet smyczkowy Sedinum Chamber Orchestra. W trzyczęściowym koncercie usłyszeliśmy m.in. takie utwory, jak: „Gaude Mater”, „Veni Jesu”, „Ty jesteś, Panie, Bogiem łaski”, „Panis Angelicus”, „Jezu, ufam Tobie”, „Ave Verum”, „Oto są Baranki młode”.

Opiekunowi duchowemu ks. kan. Marianowi Augustynowi, dyrygent Ilonie Włodarczyk i wszystkim chórzystom życzymy dalszych długich, błogosławionych lat ewangelizacyjnej posługi poprzez śpiew chóralny!

CZYTAJ DALEJ

Tragedia w Bejrucie. Caritas Polska rusza z pomocą

2020-08-05 13:31

[ TEMATY ]

Liban

Caritas

wybuch

PAP

Ponad 4000 osób zostało rannych, a co najmniej 100 zginęło we wczorajszym wielkim wybuchu w Bejrucie. Caritas Polska uruchamia pomoc dla pogrążonych w żałobie mieszkańców Libanu. Organizacja przeznaczyła na ten cel już 100 tys. zł z własnych środków i rusza ze zbiórką apelując o wsparcie wszystkich przejętych losem poszkodowanych wskutek eksplozji.

Do wybuchu doszło we wtorek po godz. 17.00 czasu polskiego w dzielnicy portowej Bejrutu, znajdującej się blisko centrum miasta. Jak poinformował media prezydent Libanu Michel Aoun, katastrofę spowodowała eksplozja 2 750 ton azotanu amonu składowanego od sześciu lat w portowym magazynie. Skutki wybuchu są tragiczne. Co najmniej 100 osób straciło życie, a ponad 4000 odniosło obrażenia. Liczby te mogą jednak znacznie wzrosnąć, gdyż ze względu na trwającą akcję poszukiwawczą i przerwy w dostawach prądu liczenie ofiar jest obecnie utrudnione. W Libanie został ogłoszony dwutygodniowy stan wyjątkowy oraz trzydniowa żałoba narodowa.

Od pierwszych chwil po wybuchu do pomocy poszkodowanym przystąpiła Caritas Liban, mimo iż biuro organizacji dosięgła fala uderzeniowa. Na szczęście pracownicy organizacji opuścili budynek tuż przed eksplozją, dzięki czemu nikt z nich nie ucierpiał i mogli niezwłocznie przystąpić do działania. W tej chwili koncentrują się na udzieleniu pomocy medycznej oraz zapewnieniu schronienia ofiarom katastrofy.

Zobacz

- Dzisiaj oczy świata zwrócone są w kierunku Bejrutu. Tragedia, której doświadczyli mieszkańcy tego już bardzo doświadczonego miasta dotknęła nas wszystkich. Dlatego dziś chcemy wysłać z Warszawy - miasta, które najlepiej wie, co to cierpienie - jasny sygnał, że solidaryzujemy się z nimi i mogą liczyć na nasze wsparcie. Na początek przekazujemy 100 tys. zł dla Caritas Liban na zabezpieczenie najważniejszych potrzeb. Jednocześnie uruchamiamy zbiórkę, dzięki której każdy z nas będzie miał możliwość dołożenia swojej cegiełki do odbudowy Bejrutu - mówi ks. Marcin Iżycki, dyrektor Caritas Polska.

Środki ze zbiórki uruchomionej przez Caritas Polska przeznaczone będą w pierwszej kolejności na: dystrybucję żywności dla osób z dzielnicy, które zostały bez niczego, pomoc medyczną ofiarom oraz sprzątanie ulic. Za koordynację działań na miejscu będą odpowiedzialni pracownicy Caritas Liban.

Jak wesprzeć akcję pomocy dla mieszkańców Bejrutu?

Przekazując darowiznę na stronie www.caritas.pl/bejrut

Wysyłając SMS o treści BEJRUT pod numer 72052 (koszt 2,46 zł)

Wpłacając dowolną kwotę na konto 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384 (tytuł: BEJRUT)

CZYTAJ DALEJ

Pielgrzymi gnieźnieńscy już na Jasnej Górze

2020-08-06 17:38

[ TEMATY ]

Jasna Góra

pielgrzymka

Gniezno

Bożena Sztajner/Niedziela

Przedstawiciele trzech kolumn: promienistej, kolorowej i rowerowej w ramach Pieszej Pielgrzymki Archidiecezji Gnieźnieńskiej w jednej grupie dotarli na Jasną Górę. Przyszło zaledwie kilkadziesiąt osób, ale kolejne przemierzyły duchową drogę trwając w modlitewnej łączności i rozważając słowa: „Zostań z nami Panie”.

W ramach 38. Pieszej Pielgrzymki Arch. Gnieźnieńskiej część pielgrzymów wyruszyła w niewielkich grupach, w różnych terminach i z różnych parafii archidiecezji, idąc promieniście do częstochowskiego sanktuarium. Główny trzon pielgrzymki miał natomiast charakter sztafety. Pielgrzymka sztafetowa wyruszyła z Gniezna 29 lipca trasą grup kolorowych.

Szczęściarze, którym dane było znaleźć się na trasie, jak pani Stanisławie, zapewniają, że na Jasną Górę nieśli wszystkie intencje złożone do ich serc i plecaków. - Pamiętaliśmy o was, otaczaliśmy naszą modlitwą, oplataliśmy różańcem do Matki Bożej, byliśmy z wami, można powiedzieć i w dzień i w nocy - podkreślała pątniczka.

W grupie promienistej ze Strzelna przyszło zaledwie 7 osób. Jak podkreśla przewodnik ks. Daniel Leszczyński pątnicy starli się dochować wszelkich wymogów sanitarnych. - Ze względu na obostrzenia nie mogliśmy korzystać z gościny, tak jak to było w latach wcześniejszych, musieliśmy korzystać z noclegów komercyjnych, jeżeli chodzi o jedzenie to też każdy indywidualnie, jednorazowe sztućce itd., każdy sam sobie, trochę to była pielgrzymka w duchu de camino czyli postawione na indywidualność, że każdy sam o siebie w tych kwestiach newralgicznych musi się o siebie zatroszczyć - mówił przewodnik.

Choć tegoroczne pielgrzymowanie różni się od minionych, to dla gnieźnieńskich pątników niezmienne pozostało wielkie wołanie za Ojczyznę, o jedność Narodu i Kościoła, czego symbolem jest wspólne składanie na placu jasnogórskim przyniesionych od grobu św. Wojciecha elementów krzyża.

Po złożeniu pielgrzymkowego krzyża pątnicy udali się na Mszę św. do kaplicy Matki Bożej. W Eucharystii pod przewodnictwem bpa Bogdana Wojtusia, uczestniczyli reprezentanci wszystkich grup pielgrzymki gnieźnieńskiej oraz inni wierni, którzy przybyli własnymi środkami transportu.

Pielgrzymów witał o. Samuel Pacholski, przeor Jasnej Góry. - Dziękuję wam wszystkim za to, że w tak specyficznych i niełatwych warunkach podjęliście się trudu pielgrzymowania. Życzę wam, dobrego pobytu, niech Maryja wynagrodzi wasz trud. Zabierzcie Jej miłość, Jej czułość, ze sobą do domu, pewni tego, że Ona zawsze jest z wami - mówił jasnogórski przeor.

Bp senior Bogdan Wojtuś przypomniał w kazaniu, że pielgrzymka gnieźnieńska wychodzi z „polskiego gniazda, gdzie wszystko się zaczęło, gdzie rozbrzmiewa Bogurodzica i skąd zmierzamy do Maryi, by Jej się zawierzyć i prosić Ją o wsparcie”.

Podkreślał, że dotarcie na Jasną Górę nie jest końcem a jedynie pewnym etapem na naszej drodze do nieba. - Maryja wskazuje na Jezusa. Jego śmierć nie końcem, bo jest zmartwychwstanie. I my mamy pielgrzymować dalej z tym Jezusem, którego przyjmujemy w komunii. Mamy poddać się przemianie i mamy iść, by innym pomóc, by i w ich życiu dokonała się przemiana - mówił bp Wojtuś i dodawał „idźcie i przemieniajcie ten świat i niech nam pomoże Matka Boża”.

Wczoraj, 5 sierpnia, pod Szczyt jasnogórski docierali pielgrzymi 'promieniści'. Wśród nich pielgrzymi rowerowi - 30 osób, 7-osobowa grupa pieszych pielgrzymów ze Strzelna, a także ok. 20-osobowa grupa kleryków z Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego.

- Z jednej strony cieszymy się, że ta pielgrzymka w ogóle wyszła, ale z drugiej strony był to smutny obraz, takiej małej grupy, delegacji zaledwie, która mogła w tym roku wyjść – powiedział ks. Andrzej Nowicki, ojciec duchowny w Prymasowskim Wyższym Seminarium Duchownym. Jak podkreślił nieśli „wszystkie intencje archidiecezji, polecając księdza prymasa, biskupów, kapłanów, ale szczególnie, jako grupa kleryków, w tym roku prosimy o nowe powołania, bo wiemy, że jest to trudne”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję