Reklama

Wiadomości

Lepszy realny niż wirtualny

Źródłami uzależnienia są samotność i brak rodziców w życiu dziecka. Uzależnienie z czegoś się przecież wzięło.
Z Jarkiem Żylińskim – psychologiem i terapeutą rodzin – rozmawia Agnieszka Porzezińska

Niedziela Ogólnopolska 44/2016, str. 26-27

[ TEMATY ]

nałóg

Alex Ishchenko/fotolia.com

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Czy na przestrzeni lat widzi Pan zmianę w zakresie problemów, z jakimi zgłaszają się rodzice?

JAREK ŻYLIŃSKI: – Zdecydowanie tak. Pierwszy problem to zanik więzi z rodzicami, drugi – to uzależnienie od sprzętów elektronicznych. Dzieci coraz wcześniej rozpoczynają kontakt ze światem wirtualnym. Rodzice są dumni, gdy ich półtoraroczne dziecko palcem potrafi uruchomić aplikację w smartfonie. Zwykle jednak rodzice nie zdają sobie sprawy, że ich dziecko jest uzależnione, dopiero z czasem zaczynają dostrzegać symptomy i z tym się zgłaszają.

– Jakie to symptomy?

– Dziecko jest agresywne, nic mu się nie chce, nie potrafi się na niczym skoncentrować, nie nawiązuje relacji społecznych. Rysujemy wtedy zegar czasu i okazuje się, że dziecko nie może mieć zainteresowań, bo w przypadku starszego dziecka spędza ono przed komputerem czasem nawet 35 godzin w tygodniu.

– A od kiedy można pozwalać dziecku na kontakt z elektroniką?

– Trudno określić dokładny wiek. Do 6. roku życia kontakt z urządzeniami elektronicznymi jest zbędny i zbyt wczesny, a przez to szkodliwy.

– Jeśli do 6. roku życia lepiej nie pozwalać dziecku na kontakt z urządzeniami elektronicznymi, to rodzic ma poważny problem, jak zorganizować dziecku wolny czas od rana do wieczora...

– Poświęcanie dziecku czasu jest zbawienne, gdyż kontakt z elektroniką przyzwyczaja je do silnych bodźców, bardziej wciągających i z czasem uzależniających. W konsekwencji dziecko nie jest w stanie funkcjonować w spokojnym, wolnym tempie. Nie potrafi spokojnie jeść czy bez pośpiechu budować z klocków. Staje się coraz mniej aktywne i twórcze. Wyłącza się z rzeczywistości, a mózg dostosowuje się do praw świata wirtualnego. Dziecko „wychowywane” przez przeróżne sprzęty nie będzie potrafiło być samo ze sobą. Jeśli nie damy mu dostępu do komputera przez pierwszych kilka lat życia, naprawdę nie znaczy, że dziecko będzie upośledzone. Obsługi komputera można się nauczyć w każdym wieku, relacji – nie.

– Czy uzależnienie zdarza się już dzieciom?

– Bardzo często. To nowa rzecz w klasyfikacji chorób dziecięcych, czyli właśnie uzależnienie od komputera. Parę lat temu tego nie było.

– W jakim wieku są najmłodsze z uzależnionych dzieci?

– To dzieci 4-letnie.

– Aż trudno w to uwierzyć...

– A jednak takie są fakty. Uzależnienie sprawia, że inne sprawy schodzą na dalszy plan: relacje z bliskimi, zdrowie, poznawanie realnego świata.

– Po czym można rozpoznać, że 4-latek jest uzależniony od urządzeń elektronicznych?

– Po tym, że nie jest już w stanie funkcjonować normalnie bez tego sprzętu. Jest nerwowy, pobudzony, ma jeszcze większe problemy z koncentracją niż jego rówieśnicy. Nie potrafi nawet jeść bez telewizora czy komputera. Ma kłopoty ze snem. Łatwo się wybudza, śpi niespokojnie. Uzależnione dziecko potrafi powiedzieć rodzicowi, że go nienawidzi, jeśli tata czy mama zabiera mu telefon czy grę komputerową. Świat wirtualny i słodycze to dwa najniebezpieczniejsze dziecięce narkotyki XXI wieku.

– A jakie są objawy wchodzenia w uzależnienie, które powinny zaniepokoić?

– Agresywna reakcja dziecka na odebranie mu sprzętu albo informację o końcu czasu gry. Inny znak to nieumiejętność skoncentrowania się na jedzeniu. Dziecko kręci głową, rozgląda się, potrzebuje, żeby cały czas coś się działo. Jego mózg już działa zbyt szybko. Następuje zaburzenie uwagi, bo dziecko szuka już tylko kontaktu z silnymi bodźcami. W przypadku małego dziecka początki uzależnienia są dosyć proste do rozpoznania, natomiast starsze dzieci potrafią się maskować, manipulować, kłamać. Są sprytniejsze w ukrywaniu swojego uzależnienia. Mimo to dosyć łatwo da się zauważyć, że straciły zainteresowanie relacjami, szkołą, codziennym życiem.

– Rodzice zwykle cieszą się, że ich dziecko siedzi w domu. Wydaje im się, że jest wtedy pod ich kontrolą, nie obraca się w złym towarzystwie...

– Przeraża mnie, gdy rodzice są dumni, że ich dziecko godzinami przesiaduje przed komputerem. Zastanawiam się – o jakie cele życiowe chodzi takim ludziom? Czy chcą, żeby ich dziecko dojrzało do poważnego związku, założyło rodzinę, nauczyło się funkcjonować w grupie społecznej i umiało rozwiązywać problemy, czy też ważniejsze jest życie wirtualne?

– Może tacy rodzice myślą, że ich dziecko zostanie informatykiem i zdobędzie wiedzę potrzebną w pracy zawodowej?

– Takie dziecko prędzej zostanie youtuberem niż informatykiem. Programowanie wymaga cierpliwości, a nie szukania atrakcji, mocnych bodźców. Uzależnienie niszczy zainteresowania. Dziecko przestają cieszyć wyjścia ze znajomymi czy przebywanie z rodziną. Nie interesują go sukcesy szkolne. Bardzo trudno jest znaleźć coś, co daje takiemu dziecku radość czy satysfakcję. Ośrodek zadowolenia leży tylko w komputerze, tablecie albo grach komputerowych.

– Czy uzależnienie od urządzeń elektronicznych pociąga uzależnienie od pornografii?

– Rodzice nie zgłaszają się zwykle z takimi problemami. Albo się wstydzą, albo nie widzą w tym problemu. Badania Zimbardo pokazują jednak, że ten problem jest i że dotyczy głównie chłopców. Gdy dzieci mają dostęp do komputera w sposób swobodny, często jest to kwestia jednego przypadkowego kliknięcia. Później trudno się do tego przyznać z powodu poczucia wstydu czy winy. Może się to stać źródłem zupełnie wypaczonego obrazu ludzkiej seksualności. Telefony nie są dobrze zabezpieczone przed pornografią, a producenci takich bodźców natarczywie szukają klientów. Dziecko, które ma telefon na własność, najprawdopodobniej ma dostęp do Internetu, więc, jak pokazują badania, w ciągu paru miesięcy raczej na pewno trafi na twardą pornografię i to nie dlatego, że jej szuka, ale dlatego, że producenci mają w tym interes i podłożą mu ją pod nos.

– Czy rodzice mają problem z przyjęciem prawdy? Odpowiedź jest przecież także oceną ich rodzicielstwa...

– Gdy rodzic przychodzi do psychologa, z reguły ma już w sobie pokorę do przyznania się, że popełnił błąd i że coś jest nie tak...

– Co pan zaleca, gdy razem z rodzicem zgodzicie się, że dziecko jest uzależnione np. od gier komputerowych?

– Często konieczne jest radykalne, całkowite ich odstawienie, totalny detoks i ograniczenie wolności dziecka, dopóki mózg się nie wyciszy. W skrajnych przypadkach konieczna może być terapia w ośrodku zamkniętym.

– Trzeba zacząć być z dzieckiem bardzo intensywnie...

– Tak, to jest bardzo trudne, bo często źródłami uzależnienia są samotność i brak rodziców w życiu dziecka. Uzależnienie z czegoś się przecież wzięło. To oznacza diametralną zmianę stylu życia całej rodziny.

– Czy dziecko ma szansę odzyskać po terapii zdolność normalnego kontaktu ze światem wirtualnym?

– Jeśli było uzależnione, to po odstawieniu pojawi się straszna pustka. Dziecko nie będzie miało motywacji, radości życia, realnych i prawdziwych relacji. Trzeba najpierw zapełnić tę pustą przestrzeń. To nie zawsze jest kwestia miesiąca czy dwóch, ale czasem nawet roku, dwóch, może pięciu lat. Dopiero radość z normalnego życia da szansę „normalnego” kontaktu ze światem wirtualnym.

– Ktoś może powiedzieć, że bez ćwiczenia dziecko nie nauczy się tego, o czym pan mówi – mądrego używania...

– Zastanawiam się, czy taki sam argument jest podawany w przypadku picia alkoholu. Czy dziecko ma się nauczyć pić przez podawanie małych dawek? No nie. Chodzi o umiejętność szerszego spojrzenia. Myślenie abstrakcyjne rozwija się w wieku 11-12 lat. To wtedy dziecko jest w stanie powiedzieć, że przesadziło, ocenić siebie z dystansu, spojrzeć z szerszej perspektywy. To my, rodzice, pomagamy dziecku kontrolować jego zachowania, póki nie wykształcą się w nim intelektualne narzędzia samokontroli. Jestem zdania, że dziecko można dopuścić do sprzętów elektronicznych – telefonu, tabletu, komputera, kiedy potrafi ich używać. A potrafi ich używać wtedy, kiedy potrafi je sobie samo ograniczać, dawkować.

– Czy nie jest tak, że jakość sprzętu, jego marka wyznaczają miejsce dziecka w grupie społecznej?

– Tak mówią nastolatki, gdy chcą namówić rodziców do kupna jak najlepszego sprzętu. Ale to nieprawda. Miejsce w grupie społecznej wyznaczają umiejętności miękkie, takie jak pewność siebie, komunikacja, poczucie humoru. Problem polega na tym, że bardzo dużo dzieci, zwłaszcza chłopaków, jest uzależnionych od gier komputerowych, a trudno jest funkcjonować w świecie uzależnionych, nie będąc uzależnionym. Trudno jest funkcjonować z narkomanami, nie będąc narkomanem, z alkoholikami, nie będąc alkoholikiem, bo to wymaga ogromnej dojrzałości i siły. Dzieci wolne od uzależnień są w stanie zbudować sobie relacje nawet w małej grupce podobnie myślących, ale żeby tak się stało, muszą najpierw zbudować poczucie własnej wartości, pewność siebie.

– W jaki sposób?

– To są dzieci od małego uczone, na czym polega ich wartość. One są pewne siebie w tym najlepszym tego słowa znaczeniu. Potrafią doceniać siebie, widzieć własne sukcesy, ale nie na bazie zarzucania pochwałami, lecz na zasadzie samodzielnego dostrzeżenia swoich osiągnięć, np. przez realizowanie celów, które sobie wyznaczyły. To czasami wymaga zostawienia dziecka z wyzwaniem, bo tylko wtedy będzie w stanie odnieść swój własny sukces, a nie nasz.

– Ale chyba trzeba dziecko wesprzeć w wyznaczeniu realnych celów? Porażki nie wpływają dobrze na poczucie własnej wartości...

– Niekoniecznie. Porażki pokazują nie tylko to, co umiem, ale też to, czego nie potrafię. Jeżeli wiem, czego nie potrafię, to zderzenie z tym mnie nie zrani. Dziecko potrzebuje wsparcia, a nie nadopiekuńczości. Najważniejsze w wychowaniu jest to, żeby dziecko było kompetentne społecznie, rozwinięte intelektualnie, oczytane. Gdy będzie kiedyś czegoś potrzebowało, to samo sobie kupi, będzie chciało się czegoś nauczyć – to się nauczy. Natomiast relacji społecznych, pewności siebie nie kupi, a bardzo ciężko jest to wypracować w dorosłym życiu.

– Czy uważa pan, że współcześni rodzice zdają sobie sprawę z zagrożenia, jakie niesie nieumiejętne korzystanie ze sprzętów elektronicznych?

– Nie wierzę, że rodzic, który zdaje sobie z nich sprawę, zgodziłby się świadomie na to spustoszenie. Myślę, że to jest błąd nieświadomości, a nie świadome przyzwolenie. Gdy pokazuję rodzicom, że problemy ich dzieci mają źródło w swobodzie dostępu do sprzętów elektronicznych, biorą odpowiedzialność i ruszają do walki. Jestem pewien, że gdyby rodzice wiedzieli o tym wcześniej, zareagowaliby szybciej. Jest to temat lekceważony społecznie, a producenci bezlitośnie wykorzystują nasze dzieci.

* * *

Agnieszka Porzezińska
Dziennikarka, scenarzystka, w TVP ABC prowadzi program „Moda na rodzinę”

2016-10-26 08:07

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ks. prof. Muszala: wyjście z nałogu pornografii czyni wolnym i zdolnym do daru z siebie

[ TEMATY ]

nałóg

© igor/Fotolia.com

Program ukierunkowany jest na osiągnięcie wolności i zdolności daru z siebie. Tylko człowiek wolny może kochać Boga, ludzi, świat – mówi o programie wyjścia z uzależnienia od pornografii ks. prof. Andrzej Muszala, bioetyk z UPJPII. W rozmowie z KAI prezentuje książkę „Wolny, aby kochać. Uwolnić się od pornografii”.

Dawid Gospodarek (KAI): Jak dużym problemem jest pornografia? I czy w ogóle jest problemem? Skoro zainteresowanie takimi materiałami wydaje się dość duże, może mamy do czynienia z zupełnie normalnym zjawiskiem?

Ks. prof. Andrzej Muszala: Problem jest duży, zwłaszcza obecnie, przy tak szerokim dostępie do Internetu i innych środków przekazu. Dodatkowo przemysł pornograficzny nakręcany jest przez ogromne zyski producentów takich treści. Oczywiście, ktoś może powiedzieć: „to nie jest problem”, ale w świetle wiary jednak jest; chrześcijaństwo opowiada się za konkretnymi wartościami i zasadami w etyce seksualnej.

W pierwszym rzędzie pornografia uderza w małżeństwo i wzajemne relacje między małżonkami. W przysiędze obie strony zobowiązują się do wierności i uczciwości małżeńskiej; jeśli ktoś ogląda pornografię, to te dwa filary zostają mocno nadwyrężone. W książce „Wolny aby kochać. Uwolnić się od pornografii”, która właśnie się ukazała, opisane są przypadki małżeństw, które rozpadły się właśnie z powodu takiego uzależnienia. Życie pokazuje prawdziwą rzeczywistość – jeżeli żona odkrywa, że mąż wchodzi na strony pornograficzne, to jak ona może się czuć? Jak może przeżywać relacje seksualne ze swoim mężem?

KAI: Co mówią polskie badania na ten temat?

- Skala problemu jest duża. Okazuje się, że prawie 40% osób, zwłaszcza młodych, korzysta z takich treści. Według badań z października 2019 r. 58% dzieci i młodzieży trafia na strony pornograficzne przypadkowo. Co trzecie z nich styka się z pornografią dzięki swoim rówieśnikom. Każdego dnia dziesiątki tysięcy ludzi wchodzi na strony internetowe o treściach erotycznych lub pornograficznych.

- Czy to właśnie skłoniło Księdza do wydania książki dla osób uzależnionych od pornografii?

- Raczej spotkania i rozmowy z ludźmi, którzy przychodzili do mnie i wyznawali, że mają z tym problem. Oczywiście istnieją poradnie psychologiczne; osoby te próbowały czasem szukać tam pomocy. Ja również skontaktowałem się z psychologiem posługującym przy Szpitalu Domowym [inicjatywa przy kościółku św. Wojciecha na krakowskim rynku, której celem jest troska o odnowę moralną miasta - przyp. KAI]. Usłyszałem, że brakuje dobrze opracowanych programów, które całościowo opisują proces wychodzenia z tego nałogu. Kiedy pokazałem psychologom książkę, o której mówimy, wyrazili się o niej z dużym uznaniem. Dostrzegli w niej program wyjścia z nałogu, może nie definitywnego, ale prowadzącego do osiągnięcia wstępnej abstynencji, która i tak jest już ogromnym sukcesem.

- Czas osiągnięcia tej wstępnej abstynencji przewidziano na 40 dni.  

- Tyle, ile trwa Wielki Post. To jest jakaś mądrość Kościoła, a właściwie samego Chrystusa. Czterdzieści dni wyznacza pewien etap drogi, która – jeśli się do tego solidnie przyłożyć – prowadzi do wstępnego uwolnienia się od uzależnienia. To ewangeliczny program odzyskiwania wolności.
Na książkę natknąłem się we Francji; opracował ją zespół z wspólnoty katolickiej „Emmanuel”. W skład autorów weszli specjaliści z różnych dziedzin: duszpasterz, psycholog, pielęgniarka, pedagog szkolny, kilku lekarzy, osoby, które wyszły z uzależnienia. Praca nad programem trwała kilka lat. Oparty on został zatem na solidnej wiedzy i doświadczeniu.

- Jak przejawia się destrukcyjność pornografii? Dla kogo jest ona szkodliwa?  

- Im młodsza osoba, tym gorzej. Pornografia podcina u korzenia kształtowanie się osobowości młodego człowieka. Jeżeli dziecko w wieku 10 czy 12 lat trafia na treści pornograficzne, odkrywa swoją seksualność w sposób niewłaściwy, wręcz patologiczny i uzyskuje zdeformowany obraz tej ważnej sfery życia. Łatwo się uzależnia, potem nie wie, jak sobie z tym poradzić. Co gorsza, często rodzice nie rozmawiają z nim o tym problemie, lub wręcz nie wiedzą o jego istnieniu. Bynajmniej nie uważam Internetu czy komórki za coś złego. Pytanie tylko, czy aby dziecko jest na tyle dojrzałe, aby używać tak niebezpiecznych w jego wieku instrumentów.

- U dorosłych uzależnienie od pornografii powoduje serię destrukcyjnych konsekwencji – osoby te często siedzą w nocy, rano trudno im wstać, spóźniają się do pracy, nie mogą się skupić, zawalają wiele rzeczy. Ciągle niewyspani, przemęczeni, źle funkcjonują fizycznie i umysłowo. Na strony pornograficzne wchodzą nawet w biurze czy w dyżurce.
Jeżeli ktoś siedzi przed ekranem przez kilka godzin, to musi się to odbić także na jego zdrowiu. W mózgu znajduje się tzw. układ nagrody; doznania w jego obszarze są bardzo mocne. Twórcy reklam starają się dotrzeć właśnie do tego układu. Dlatego uciekają się czasem do obrazów roznegliżowanych kobiet, manipulując w ten sposób odbiorcą.
W książce opisany pewien eksperyment na szczurach zamkniętych w klatkach. Podawano im jedzenie, zaś obok pojemnika znajdowała się klapka połączona z ich mózgami. Zwierzęta, przypadkowo naciskając klapkę, doznawały przyjemnych elektrowstrząsów, działających na ich układ nagrody. Okazało się, że po jakimś czasie szczury, zamiast do pojemnika, szły do klapki. Niektóre zdychały z głodu, przedkładając przyjemność nad jedzenie. Doznania w układzie nagrody okazały się tak mocne, że potrafiły nawet zniszczyć instynkt samozachowawczy. Analogicznie możemy sobie wyobrazić destrukcję człowieka, który uzależnił się od przyjemnych doznań w układzie nagrody spowodowanych przez pornografię.

- Jak do pornografii podchodzi dziś psychologia? Dostrzega się w niej coś niepokojącego dla zdrowia i rozwoju?   - Nie jestem psychologiem i nie chcę się tu wypowiadać w tej kwestii. Warto jednak wiedzieć, że istnieją różne szkoły i systemy psychologiczne. Czasem mamy do czynienia z nurtami typowo selfistycznymi, nastawionymi na łatwe, bezbolesne i bezstresowe przejście przez życie. Pornografia w takiej perspektywie może być przedstawiana jako coś pozytywnego, np. jako pomoc w rozładowaniu stresu.

- Z drugiej strony psychologia uwzględniająca antropologię chrześcijańską sięga głębiej, do warstwy wiary; wara zaś związana jest z pewną ofiarą. W życiu liczy się nie tylko przyjemność. Chrześcijaństwo oczywiście nie uważa przyjemności za coś złego, podobnie jak i nie neguje piękna relacji seksualnych, wszystko jednak winno mieścić się w granicach norm moralnych.
Doznawanie przyjemności w akcie małżeńskim jest czymś pozytywnym i pięknym. Nawet Pismo Święte, w Pieśni nad Pieśniami, wychwala miłość kobiety i mężczyzny, przejawiającą się także w zbliżeniach cielesnych. Jeżeli mają one miejsce małżeństwie, wówczas służą umacnianiu wzajemnej miłości męża i żony. Lecz jeżeli przyjemność osiągana jest w sposób egoistyczny – tzn. dla niej samej i wbrew zasadom moralnym – wówczas okazuje się destruktywna. Nazywamy to grzechem. Nie tylko sprawiamy nim przykrość Bogu, ale niszczymy samych siebie. Zauważam to jako duszpasterz: niektóre osoby, uzależnione od pornografii, kierując się zdrową intuicją moralną, przeczuwają, że nie mogą wejść w związek małżeński, dopóki nie uporządkują swej sfery seksualnej. W innym przypadku narzeczona, przerażona odkryciem u swojego narzeczonego tego nałogu, wycofała się z drogi ku małżeństwu.

- Wie Ksiądz, z jakim przyjęciem książka spotkała się we Francji?

- W trakcie rozmowy w wydawnictwie Emmanuel w Paryżu dyrektor powiedział mi znamienne słowa: „Proszę księdza, powinniśmy się cieszyć, ale my się raczej smucimy: ta książka sprzedaje się bardzo dobrze”. To znaczy, że problem jest poważny, że dotyka także katolików i osoby z wszystkich warstw społecznych: prostych ludzi, ale i osoby wykształcone, na wysokich stanowiskach; te, które żyją w małżeństwie jak i w samotności.

- Proszę powiedzieć coś więcej o samym programie zaproponowanym w książce.

- Program jest rozpisany na czterdzieści dni, zgrupowanych w sześć etapów. Pierwszą i zasadniczą kwestią jest odnalezienie sensu życia. Uzależnienie często jest tzw. „czynnikiem spustowym”. Kiedy człowiek przeżywa jakąś frustrację lub dramat życiowy, np. został opuszczony przez współmałżonka albo doznał jakiejś porażki w pracy, wówczas sięga po alkohol albo oddaje się różnym rozrywkom – „byle tylko zapomnieć”. Może też wchodzić na strony pornograficzne, by rozładować swoje napięcie. Na początku drogi trzeba zatem odnaleźć utracony sens życia.

- A kolejne etapy?

- Drugi, kilkudniowy etap ma doprowadzić do przekonania, że wyjście z uzależnienia jest możliwe. Trzeci etap polega na poznaniu funkcjonowania swojej osoby – ciała, ducha, uczuć, rozumu, woli, pamięci, relacji międzyludzkich. Czwarty etap to stopniowe przezwyciężanie i wychodzenie z nałogu. Zasadniczy i najdłuższy jest etap piąty, w którym człowiek pracuje nad odbudową czterech filarów swojego życia: relacji z Bogiem, z sobą samym, z innymi ludźmi i ze światem. Filary te zostały mocno nadwyrężone przez uzależnienie. Szósty etap polega na umocnieniu filarów i spojrzeniu w przyszłość.

- 40-dniowy program wydaje się idealny na realizowanie go w Wielkim Poście

- To prawda, ale autorzy zaznaczają, że można go rozpocząć w każdej chwili, najlepiej od razu. Wielki Post to jednak czas szczególnie sprzyjający podjęciu takiej decyzji.
Każdy dzień programu ma swoją strukturę. Na początku umieszczone jest świadectwo, które pomaga dostrzec problem i zrozumieć towarzyszące mu mechanizmy. Potem znajdujemy wskazówki lub wyjaśnienia psychologiczne, np. dlaczego nałóg tak mocno działa na człowieka i jak z niego wyjść. Kolejny punkt to „Odkrycie dnia” – myśl, do której powinno się często wracać w trakcie dnia; odnosi się ona do obszaru, nad którym obecnie pracuje dana osoba, np. uzdrawianie pamięci. Po nim odnajdujemy inspirujący fragment z Pisma Świętego. Na koniec podane są konkretne ćwiczenia, jakie należy wykonać w danym dniu; z tyłu książki znajdujemy tabelę ewaluacji wykonania owych ćwiczeń.

- Co z tego programu może sprawiać jakąś poważniejszą trudność?

- Jest pewna rzecz. Twórcy programu proponują, by znaleźć sobie powiernika. Ile razy chcieliśmy sami coś zrobić, ale przyszedł słabszy moment i upadliśmy. Jest jednak pewna pomoc: instytucja powiernika. Anonimowi alkoholicy spotykają się i opowiadają o swoim problemie jeden drugiemu. Już samo wypowiedzenie na głos: „Jestem alkoholikiem” to wielki krok na drodze do sukcesu. Podobnie jest w programie „Wolny, aby kochać. Uwolnić się od pornografii”. Osobie uzależnionej potrzebny jest milczący przyjaciel – towarzysz drogi. Może nim być dawny kolega ze szkoły lub studiów (nie żona, nie ksiądz lub ktoś zbyt bliski – wtedy relacje z tą osobą mogą zostać nadwyrężone), i to niekoniecznie ktoś wolny od nałogu. Trzeba się przełamać i iść do niego i poprosić o cotygodniowe, półgodzinne spotkanie.
Rolą powiernika jest tylko słuchać i zachować absolutną tajemnicę. Nie powinien nic mówić, co najwyżej zapewnić o wsparciu i modlitwie. Jeżeli człowiek uzależniony wie, że np. w piątek ma się spotkać z powiernikiem i opowiedzieć mu o swojej walce, wówczas mobilizuje się o wiele bardziej. Zrelacjonowanie upadku to sąd nad sobą i zrzucenie kamienia ciążącego na sercu. To nie to samo, co spowiedź, podczas której człowiek jedna się z Bogiem. Rola powiernika jest inna: ma słuchać, nie potępiać, towarzyszyć, modlić się, po prostu być. Oczywiście program można przejść samemu. Jednak rezygnacja z osoby towarzyszącej oznacza pozbawienie siebie ważnego „elementu mobilizującego”. Jeśli naprawdę chcemy osiągnąć wolność, zdecydowanie powinniśmy jej poszukać.

- Ten program pozwala poznać siebie, pewne mechanizmy stojące za uzależnieniem i wydaje się, że może być zastosowany również do innych nałogów...   - Zdecydowanie tak. Wczytując się w program, odkryłem, że nie chodzi w nim tylko o walkę z pornografią, lecz z każdym uzależnieniem: alkoholizmem, nikotynizmem, narkomanią, pracoholizmem, uzależnieniem od Internetu, konwulsyjnych zakupów, leków, kosmetyków, chorobliwej troski o swoje ciało itp. Każde z nich uderza w zdrowie ciała i duszy, w pamięć, wolę, relacje międzyludzkie. Ta książka to program wyjścia właściwie z każdego nałogu.

- Bardzo wymowny jest też tytuł książki – o wolność troszczymy się po to, by móc kochać...   - Tak, program ukierunkowany jest na osiągnięcie wolności i zdolności daru z siebie. Tylko człowiek wolny może kochać Boga, ludzi, świat. Pod koniec programu odzyskujemy dziecięcą radość z życia. Droga, która prowadzi ku temu, jest oczywiście trudna i wymagająca. O wiele trudniejsza niż piesza pielgrzymka do Częstochowy... To 40-dniowa „pielgrzymka” w sensie duchowym. Lecz, z drugiej strony, chyba nic tak nie rozwija ludzkiego wnętrza, jak wychodzenie z uzależnienia. Musimy wówczas więcej liczyć na Boga, więcej się modlić, mocniej przykładać się, aby pokonać nasze egoistyczne zachcianki. To jest właśnie niesienie krzyża za Chrystusem i zapieranie się siebie. To jest czysta Ewangelia.
Nałóg może być „błogosławioną winą”, jeżeli nie zgadzamy się na niego, jeśli rozpoczynamy drogę ku wolności. Odzyskanie zdolności kochania miłością bezinteresowną to największe dzieło w życiu. Nieporównywalne z niczym innym, nawet ze zbudowaniem kościoła czy założeniem szlachetnej fundacji. To zwycięstwo w najważniejszej bitwie.
***
„Wolny, aby kochać. Uwolnić się od pornografii”, Wyd. Pustelnia.pl, Kraków 2020

CZYTAJ DALEJ

Zmiany wikariuszy i proboszczów w 2020 r.

Niedziela warszawska 28/2004

Adobe.Stock

Czerwiec to miesiąc personalnych zmian wśród duchownych. Biskupi kierują poszczególnych księży na nowe parafie. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

•Zmiana księży w archidiecezji BIAŁOSTOCKIEJ
• Zmiana księży w diecezji BIELSKO-ŻYWIECKIEJ
• BYDGOSKA – diecezja
• CZĘSTOCHOWSKA – archidiecezja
• DROHICZYŃSKA diecezja
• ELBLĄSKA diecezja
• EŁCKA diecezja
• Zmiana księży w archidiecezji GDAŃSKIEJ
• Zmiana księży w diecezji GLIWICKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji GNIEŹNIEŃSKIEJ
• KALISKA diecezja
• KATOWICKA archidiecezja
• KIELECKA diecezja
• KOSZALIŃSKO – KOŁOBRZESKA diecezja
• Zmiany księży w archidiecezji KRAKOWSKIEJ
• Zmiana księży w diecezji LEGNICKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji LUBELSKIEJ
• ŁOMŻYŃSKA diecezja
• ŁOWICKA diecezja
• Zmiana księży w archidiecezji ŁÓDZKIEJ
• Zmiana księży w diecezji OPOLSKIEJ
• PELPLIŃSKA diecezja
• Zmiana księży w diecezji PŁOCKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji POZNAŃSKIEJ
• PRZEMYSKA archidiecezja
• RADOMSKA diecezja
• RZESZOWSKA diecezja
• SANDOMIERSKA diecezja
• SIEDLECKA diecezja
Zmiana księży w diecezji SOSNOWIECKIEJ
• SZCZECIŃSKO-KAMIEŃSKA archidiecezja
• ŚWIDNICKA diecezja
• Zmiana księży w diecezji TARNOWSKIEJ

• TORUŃSKA diecezja
Zmiana księży w archidiecezji WARMIŃSKIEJ
Zmiana księży w archidiecezji WARSZAWSKIEJ
Zmiana księży w diecezji WARSZAWSKO-PRASKIEJ
Zmiana księży w diecezji WŁOCŁAWSKIEJ
• WROCŁAWSKA archidiecezja
Zmiana księży w diecezji ZAMOJSKO-LUBACZOWSKIEJ
Zmiana księży w diecezji ZIELONOGÓRSKO-GORZOWSKIEJ

CZYTAJ DALEJ

Kraków: wracają kierunki lotnicze związane z miejscami kultu religijnego

2020-07-03 20:12

[ TEMATY ]

Kraków

lotnisko

miejsca kultu religijnego

niepodlegla.gov.pl

Z lotniska Kraków-Balice można już polecieć do wielu miejsc w Europie, także tych związanych z miejscami kultu religijnego, np. do sanktuarium Lourdes we Francji. Do stolicy Małopolski drogą lotniczą przybywają natomiast pielgrzymi z całej Europy, którzy pragną poznać ziemie rodzinne św. Jana Pawła II w setną rocznicę urodzin papieża, który patronuje krakowskiemu lotnisku.

- Robimy wszystko co w naszej mocy, aby przywrócić jak najwięcej połączeń, także tych związanych z miejscami kultu religijnego w Europie, to rejsy bezpośrednie, ale i na całym świecie. Musimy pamiętać cały czas o obostrzeniach związanych z pandemią - mówi KAI Radosław Włoszek, prezes Kraków Airport.

Port lotniczy w podkrakowskich Balicach zainaugurował 3 lipca połączenie z Paryżem, realizowane wykonywane przez linię Air France. Do tej pory francuski przewoźnik oferował loty z Polski z dwóch miast – z Warszawy i Wrocławia, przez krótki czas był też obecny w Krakowie z sezonowym połączeniem podczas Światowych Dni Młodzieży w 2016 roku.

- To wielki potencjał dla całego regionu Małopolski. Ciągle jestem pytany przez Francuzów o możliwość jak najatrakcyjniejszego zwiedzania Polski. Wiele osób koniecznie chce mieć w punkcie wycieczki sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Francuzi odkrywają na nowo postać świętej Siostry Faustyny - zauważa w rozmowie z KAI Julien Hallier z Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.

Radosław Włoszek podkreśla, że wielkim powodzeniem od kilku lat, także w tym sezonie cieszy się połączenie Kraków-Lourdes-Kraków wykonywane przez tanią linię lotniczą Ryanair. Lotnisko we Francji oddalone jest zaledwie kilka minut jazdy samochodem od sanktuarium w Lourdes. Linia lotnicza ma również dogodne godziny rejsów, które wykonywane są dwa razy w tygodniu.

- Samoloty startują od nas w czwartki i w niedzielę, więc można zaplanować sobie pobyt weekendowy w Lourdes - mówi KAI Radosław Włoszek. W siatce połączeń jest sporo kierunków związanych także z miejscami bardzo zabytkowymi. W ramach akcji LOT na wakacje polski narodowy przewoźnik lata bezpośrednio z Małopolski do Dubrownika.

W czerwcu z usług krakowskiego lotniska skorzystało 14 398 pasażerów - to o 98 % mniej w stosunku do czerwca 2019 roku.

Zarząd i pracownicy lotniska pamiętają o patronie portu, którym jest św. Jan Paweł II. - Pandemia pokrzyżowała nam wiele planów związanych z setnymi urodzinami Jana Pawła II. Pracownicy portu uczestniczyli już w Mszy św. dziękczynnej na terenie terminalu - zaznacza Radosław Włoszek.

Jan Paweł II wielokrotnie jako biskup, potem metropolita krakowski korzystał jako pasażer z portu w Balicach. Tutaj, w 2002 r. zakończył też swoją ostatnią pielgrzymkę do Polski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję