Reklama

Wiara

Drogi do świętości

Kochaj jak Ojciec Pio

Wciąż fascynuje, rodzi kontrowersje, wzbudza ciekawość. Jeden z najciekawszych ludzi XX wieku. Choć niemal całe życie spędził w jednym miejscu, choć nie zdobywał tytułów naukowych, choć nie piął się po szczeblach kariery. Jego misja to miłość – do Pana Boga i człowieka. Jej podporządkował swoje życie, które rozciągnął między ołtarz i konfesjonał. A w tym czasie w świecie trwały dwie wojny, zmieniał się obraz państw

Niedziela Ogólnopolska 38/2016, str. 50-51

[ TEMATY ]

O. Pio

Pio

Niedziela Młodych

Mariusz Włoga

„O. Pio” - rys. Mariusz Włoga

Święty Ojciec Pio. Kapucyn, mistyk, stygmatyk. Przyjeżdżali do niego z całego świata – zwyczajni, prości ludzie, artyści, księża. Ci, którzy chcieli zmienić swoje życie, nawrócić się, i ci, którymi kierowała jedynie ciekawość. A on przez 52 lata trwania w konfesjonale widział ich jakby od środka. Potrafił rozpoznać prawdziwe intencje. Był jak ojciec, który albo przytula i pociesza, albo nie szczędzi ostrych napomnień. To przy konfesjonale nawróciły się tysiące ludzi.

Każda Msza św., w której dobrze i pobożnie się uczestniczy, jest przyczyną cudownych działań w naszej duszy, obfitych łask duchowych i materialnych, których my sami nawet nie znamy. (Ojciec Pio)

Sensem jego życia była Msza św. Przygotowywał się do niej już w środku nocy, odprawiał trzy godziny, a po jej zakończeniu spędzał długi czas na modlitwie dziękczynnej. Wobec tego nie można było pozostać obojętnym. Wszyscy czuli, że prawdziwie z Chrystusem przeżywa mękę i przybicie do krzyża. Kapłani przyznawali, że dopiero dzięki Ojcu Pio zrozumieli, czym jest Eucharystia.

Reklama



Dusza moja musi znosić nieustanny ból. Nie widzę innego wyjścia jak rzucić się w ramiona Jezusa, w których często Jezus pozwala mi zasnąć. (Ojciec Pio)

Cierpienie zaś to rzeczywistość, która była nieodłącznym elementem życia Ojca Pio. Od stygmatów począwszy, przez ataki szatana i cierpienia wewnętrzne, aż po niezrozumienie i niedowierzanie to dla niego rys prawdziwej miłości do Pana Boga. Wierzył, że przyjmowanie ich ze względu na Niego jest drogą do świętości.

Nic bardziej nie może ciebie czynić naśladowcą Chrystusa jak troska o innych. Jeśli nie troszczysz się o bliźnich to oddalasz się od obrazu Chrystusa. (Ojciec Pio)

Reklama

W każdym chorym – przekonywał Ojciec Pio – trzeba dostrzec obraz cierpiącego Chrystusa i jednocześnie zrobić wszystko, co możliwe, żeby mu ulżyć. Stąd właśnie Dom Ulgi w Cierpieniu, który do dziś istnieje w San Giovanni Rotondo. Miejsce, w którym leczy się nie tylko ciało, ale i serce i duszę. A ponieważ „cały świat potrzebuje modlitwy każdego dnia”, święty z Pietrelciny powołał grupy modlitwy, które rozprzestrzeniły się na cały świat i wciąż skupiają tych, dla których najważniejsze jest bycie z drugim człowiekiem w krzyżu, pomocna dłoń, pamięć o nim w modlitwie.

Modlitwa jest najlepszą bronią, jaką mamy, kluczem, który otwiera Serce Boga. (Ojciec Pio)

Dobro drugiego człowieka obok pragnienia chwały Bożej było dla Świętego z San Giovanni Rotondo najważniejsze. Jemu właśnie służyły dary i charyzmaty, które otrzymał. Dzięki możliwości obecności w dwóch miejscach jednocześnie przynosił tym, którzy nawet go nie znali i przebywali setki kilometrów od Włoch, pocieszenie, ratunek i uzdrowienie. Niektórzy odczuwali jego obecność dzięki szczególnemu zapachowi fiołów, który był jego znakiem rozpoznawczym. A jego modlitwa była i jest chyba szczególnie bliska Panu Bogu, bo do dzisiaj ludzie modlący się za jego wstawiennictwem doświadczają wielu łask.

Nie kładź się nigdy do łóżka bez wcześniejszego zrobienia rachunku sumienia z całego minionego dnia i zwrócenia wszystkich swoich myśli do Boga. Następnie oddaj i poświęć siebie, a także wszystkich chrześcijan, Bogu. Ponadto ofiaruj na chwałę Jego majestatu odpoczynek, który rozpoczynasz i nie zapominaj nigdy o Aniele Stróżu, który jest zawsze z tobą. (Ojciec Pio)

2016-09-14 08:23

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W niebie zrobię większy hałas

– Najistotniejszy przekaz filmu, ale przede wszystkim najważniejsza nauka Ojca Pio brzmi: być szczęśliwym, dlatego że się cierpi – mówi „Niedzieli” José Maria Zavala. Hiszpański pisarz, dziennikarz, reżyser filmu „Tajemnica Ojca Pio” gościł, na zaproszenie „Rafaela”, w Polsce i uczestniczył w pokazach filmu o świętym z Pietrelciny. Z José Marią Zavalą rozmawia Maria Fortuna-Sudor

MARIA FORTUNA-SUDOR: – José, przyjechałeś do Polski, aby dać świadectwo...

JOSÉ MARIA ZAVALA: – Jestem szczęśliwy, że mogę z żoną i córkami być w ojczyźnie Karola Wojtyły. Kocham gorąco św. Jana Pawła II. Wczoraj byliśmy w Wadowicach. Tam mogłem uklęknąć i pocałować miejsce, gdzie został ochrzczony nasz Ojciec Święty Jan Paweł II. To są dla mnie niezwykle cenne chwile. Wierzę w Opatrzność Bożą. Wierzę, że mnie tutaj przyprowadzili Karol Wojtyła i Ojciec Pio, że zostałem zaproszony, aby dać świadectwo, jakie zmiany dokonały się w moim życiu dzięki Ojcu Pio.

– A dlaczego hiszpański dziennikarz, pisarz tworzy film o Ojcu Pio?

– Przez 15 lat byłem poza Kościołem, aż nastąpił moment, kiedy Ojciec Pio zmienił moje życie. Poszedłem się wyspowiadać, przeprosiłem Jezusa Chrystusa i po tylu latach obrażania Pana Boga stałem się duchowym synem Ojca Pio ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dzisiaj, w czasach postępującej sekularyzacji, Ojciec Pio jest naszym wielkim orędownikiem w niebie. Jeszcze za życia zapowiadał: „W niebie będę robił większy hałas niż na ziemi”. Uważam, że to święty na dzisiaj.

– Jakie cechy powinien mieć święty, którego przykład pociągnie współczesnego człowieka?

– Za pośrednictwem internetu otrzymuję tysiące prywatnych wiadomości od osób, które są bezrobotne, które poważnie chorują, od matek, które cierpią z powodu uzależnienia swych dzieci, od ludzi tak bardzo oddalonych od Boga... Oni opowiadają o swym cierpieniu, bo zauważyli, że mówię o Bogu, o Matce Bożej, o Ojcu Pio i przekonuję, że od cierpienia nikt nie ucieknie. Taka jest prawda – nikt się nie uwolni od cierpienia. Kiedy byłem oddalony od Boga, cierpiałem. Teraz, gdy jestem blisko Boga, też cierpię, chociaż jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Jak to cierpienie przyjmować, znosić, jak cierpieć z Jezusem Chrystusem – uczy nas Ojciec Pio. To przykład człowieka, który zaufał Bogu.

– Kto jest adresatem Twojego filmu?

– To nie jest mój film. To film Ojca Pio. Prawdziwym lektorem tego dokumentalnego obrazu jest Ojciec Pio. Ja byłem tylko narzędziem. A film przedstawiający prawdziwą historię Ojca Pio powstał z myślą o ludziach, którzy nie znają świętego z Pietrelciny. Nie można o nim mówić w kategorii „superczłowiek”. Ojciec Pio za życia cierpiał, był niesprawiedliwie atakowany przez niektóre osoby będące częścią Kościoła. Co w związku z tym robił? Przekonywał wszystkich, aby ufali Bogu. Ojciec Pio nigdy się nie bronił. Modlił się i ofiarował swoje cierpienie w intencji nawrócenia prześladowców. Powtarzał: „Módlcie się, wierzcie, czekajcie!”. Wiesz, poznałem osoby, które weszły do kina przez przypadek. One były zupełnie oddalone od Boga i nie znały historii Ojca Pio, a po obejrzeniu tego filmu poszły się wyspowiadać. Na temat Ojca Pio napisałem 3 książki, dzięki którym grupa osób się nawróciła. I oni, i ja jesteśmy narzędziami Ojca Pio. Ale nie znałem prawdziwego Ojca Pio, póki nie nakręciłem tego filmu. To właśnie na sali montażowej zrozumiałem, dlaczego Ojciec Pio jest prawdziwym świętym...

– Dlaczego?

– To jest najistotniejszy przekaz filmu, ale przede wszystkim najważniejsza nauka Ojca Pio: być szczęśliwym, dlatego że się cierpi.

– To trudna droga, zwłaszcza dla współczesnego człowieka...

– Trudno jest zrozumieć krzyż, który Pan Bóg chce dać każdemu z nas. Nie ten krzyż, który my byśmy chcieli sobie wybrać. A Ojciec Pio powiedział Jezusowi Chrystusowi: Tak, zaufał Mu i cierpiał. Nauczał, że do nieba idzie się drogą modlitwy i codziennego mówienia Bogu: tak.

– Jak film został odebrany w innych krajach?

– To było niesamowite, gdy na premierze filmu w San Giovanni Rotondo zebrało się w sali ponad 500 osób, a wśród nich duchowe dzieci Ojca Pio – jego synowie i córki. Te osoby, które znały Ojca Pio, po obejrzeniu filmu płakały i mówiły, że to jest obraz pokazujący prawdę o świętym z Pietrelciny. W Meksyku dokument obejrzało ponad 100 tys. widzów. Obecnie mogą go oglądać widzowie w 30 krajach świata.

– Dlaczego warto obejrzeć prawdziwą historię Ojca Pio?

– To film, w którym widzimy, że na przekór wszystkiemu dobro zwycięża zło. A Ojciec Pio, mimo że tak bardzo cierpiał i tak wiele zła doświadczał od innych, nie tylko nie tracił ducha, ale też potrafił żartować, był człowiekiem pełnym wiary i miłości. Wierzę, że ten film wpłynie na życie wielu ludzi.

CZYTAJ DALEJ

130 lat temu na Wawelu uroczyście pochowano Adama Mickiewicza

2020-07-04 07:36

[ TEMATY ]

historia

Adam Mickiewicz

Walenty Wańkowicz, „Portret Adama Mickiewicza na Judahu skale”, 1827-28

4 lipca 1890 r. w Krakowie odbył się drugi pogrzeb Adama Mickiewicza - nazywany „narodowym”. Było to „uroczyste zwłok przeniesienie i podniesienie podobne temu, jakie obchodzi Kościół Boży, kiedy relikwie świętych z jednego miejsca na drugie przenosi” - ocenił świadek wydarzeń Karol Suchodolski.

<
p>Adam Mickiewicz zmarł w Stambule 26 listopada 1855 r. Pochowano go 21 stycznia 1856 r. na tzw. polskim cmentarzu w Montmorency we Francji.

W XIX w. Kraków, miasto koronacyjne i królewska nekropolia, stał się ogólnopolskim centrum życia narodowego i kulturalnego, co w 1869 r. tak opisał Michał Bałucki: „opatrzność i poeci skazali Kraków na miasto grobów, na urnę pamiątek i popiołów”. A Stanisław Estreicher nazywał Kraków „matecznikiem Polski, do którego przybywają na starość wielkie lwy, orły i niedźwiedzie (choć czasem i lamparty), by tu złożyć swe kości” (1932).

Aby krzewić idee patriotyczne, Kraków zaczął organizować narodowo-religijne spektakle. „Ustalił się pewnego rodzaju archeologiczny patriotyzm, polegający na uroczystym obchodzeniu rocznic narodowych i celebrowaniu pogrzebów zasłużonych Polaków” - napisała Bernadetta Wilk („Sławne pogrzeby w XIX-wiecznym Krakowie”, 2006).

Zamiar sprowadzenia prochów Mickiewicza do kraju dojrzewał przez dziesiątki lat. W 1869 r. po pogrzebie Kazimierza Wielkiego, autor, ukryty pod pseudonimem „Litwin”, wydrukował w krakowskiej gazecie „Kraj” artykuł pt. „Zanieśmy Mickiewicza na Wawel”. Odpowiedni wniosek złożył wtedy na posiedzeniu Rady Miasta prezydent dr Józef Dietl, jednak sprawę odłożono na później. Nie zapomniano jednak o Mickiewiczu w Krakowie - w rocznicę śmierci poety organizowano uroczyste wieczorki ku jego czci. Dochody z nich przeznaczano na budowę pomnika; założono też oprocentowane książeczki oszczędnościowe gromadzące środki na sarkofag oraz sprowadzenie zwłok poety do kraju.

Wniosek o pogrzebanie prochów Mickiewicza ponowił w 1883 r. dr Mieczysław Bochenek, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tym razem zawiązał się komitet organizacyjny, zgromadzono ok. 7 tys. zł. reńskich i uzyskano zgodę Kościoła na złożenie szczątków Mickiewicza w krypcie wawelskiej katedry. Urzędowe pozwolenie na sprowadzenie zwłok nadeszło z Wiednia dopiero 20 czerwca 1890 r. Już trzy dni później ruszyła z Krakowa do Paryża delegacja, 27 i 28 czerwca odbyła się w Montmorency ekshumacja, której świadkiem był m.in. Adam Asnyk.

„Cynkowa trumna wieszcza, po odgarnięciu z niej warstwy ziemi i prochu (…) okazała się pękniętą u góry przez całą długość, a przegryzioną rdzą i podziurawioną w podstawie” – czytamy w relacji naocznego świadka. Podczas przekładania zwłok do nowej ołowianej trumny stwierdzono, że zabalsamowane ciało spoczywało na przegniłym posłaniu z morskich traw. „Niestety zabalsamowanie to okazało się bezskutecznem i nic nie pozostało z wielbionych przez nas rysów”.

W starej trumnie znaleziono jeszcze metalowego Chrystusa, który prawdopodobnie był częścią rozsypanego w proch krzyżyka, monetę i biały, porcelanowy guziczek od koszuli. Te pamiątki zabrał Władysław Mickiewicz. Cynkową trumnę Mickiewicza grabarze paryscy pocięli na kawałeczki i „w kilka dni po ekshumacji za pół franka można było nabyć taką pamiątkę” – napisał Stanisław Rosiek („Mickiewicz po śmierci. Studia i szkice nekrograficzne”, 2013).

Podczas uroczystości w Zurychu – na trasie przewozu zwłok - „wygłoszono nad zwłokami dziewięć mów, w tej liczbie jednę po francusku, jednę po niemiecku, jednę po włosku, jednę po rosyjsku, a nawet jednę po bułgarsku” – odnotowała „Książka pamiątkowa z 22 ilustracyami”. W Wiedniu natomiast obyło się bez uroczystości. „Pod nieobecność rodziny i członków delegacyi, bez świadków” przełożono trumnę wieszcza z pociągu francuskiego do austriackiego. Zarząd kolejowy (Nordbahn) sprzeciwił się składaniu wieńców u trumny „pod pozorem, że zbyteczne przepełnienie wagonu mogłoby spowodować w drodze pożar”.

W Wadowicach powstał Ludowy Komitet przy Towarzystwie Ochrony Ziemi, który 19 maja 1890 r. wydał ogólnopolską odezwę, zachęcając do nadsyłania wieńców i materiałów na wieńce - na swój adres, zwłaszcza z miejscowości, nie mogących przysłać delegacji na pogrzeb wieszcza. „Miał bowiem naród wielu i wielkich królów i książąt, miał wiele i najszlachetniejszych królowych, miał wielkich biskupów i kapłanów, nieustraszonych wodzów i bohaterów, miał Kazimierzów Wielkich, królewny Jadwigi, Sobieskich, Kościuszków, Kilińskich i Bartoszów, ale przez całe wieki, przez długi tysiąc lat miał tylko jednego Adama Mickiewicza” - uzasadniono.

Do Wadowic zaczęły spływać przesyłki pocztowe z kłosami, liśćmi i szarfami, z wierszami i dedykacjami, a także wieńce ze wszystkich ziem polskich – z Litwy i Królestwa Polskiego, z Wielkopolski, Prus i Górnego Śląska, z Galicji i Śląska Austriackiego. Franciszek Zalański, sekretarz Komitetu, sporządził spis ponad 4 tys. przesyłek.

30 czerwca 1890 r. w wadowickiej szkole ludowej ruszyła produkcja - setki mieszkańców miasta i okolicznych wsi splatały wieńce, mocowały szarfy, tworzyły napisy. 2 lipca wieczorem, tłumy obejrzały na wadowickim rynku prezentację 44 wieńców: każdy zaopatrzony w jedną wielką literę. 43 litery tworzyły napis: „Adamowi Mickiewiczowi lud wszystkich ziem Polski”. „Głoski napisu wite były z mieszanego-materyału całej Polski, tylko pierwsza +A+ z samych kłosów i borów litewskich oraz z gałązek modrzewia, sadzonego przez króla Sobieskiego, pierwsze +I+ uwite było z traw od Gopła i Kruszwicy, głoska +U+ (utrapienie) z samych kłosów z Królestwa Polskiego, pierwsze +S+ z kłosów pruskiego i austryackiego Szląska, a drugie +S+ z bardzo pięknych traw Białowiejskiej Puszczy, wreszcie jedno +W+ z kłosów i zieleni z Wielkopolski” – napisał Zalański.

44 element stanowił „srebrzysty sierp oświecony gwiazdą postępu” czyli godło wadowickiego Towarzystwa Ochrony Ziemi przymocowane do wieńca splecionego z kłosów całej Polski, i zaopatrzonego w trójkolorową szarfę „o barwach polskich, małoruskich i krajowych, z napisem (…) +Tyś Jozue narodu, prowadź nas do szczęśliwszej przyszłości!+” - opisał sekretarz.

By wysłać wieńce do Krakowa, na stację kolejową w Wadowicach wyruszył kilkutysięczny pochód „wśród okrzyków i nietłumionej radości, że tak wspaniałe dzieło doszło szczęśliwie do skutku” - podsumował Zalański.

3 lipca wieczorem do Krakowa dotarła trumna ze szczątkami Mickiewicza. Złożono ją na przechowanie w składzie zbożowym przy ul. Warszawskiej 21. W piątek, 4 lipca 1890 r., była piękna pogoda. Kraków miał wygląd odświętny, wzdłuż trasy pochodu zawieszono na słupach biało-czerwone chorągiewki i flagi. Słupy zostały połączone girlandami z zieleni. Ustawiono też ozdobne pylony, na których podczas pochodu płonęło purpurowe światło. „W ulicy Sławkowskiej olbrzymie chorągwie zwieszały się gęsto ze wszystkich domów, tak, że sięgały poniżej trumny, jakby ścieląc się pod nią” - opisywano. W Rynku Głównym, naprzeciw wylotu ul. Siennej wzniesiono obelisk, ozdobiony lirą i medalionem z podobizną Wieszcza.

Trumnę ustawiono na karawanie, zaprzęgniętym w sześć karych koni - miał kształt ściętej piramidy, obity był purpurową materią, ozdobiony obrazami Matki Boskiej Ostrobramskiej i Częstochowskiej. „Na szczycie dla trumny urządzono posłanie z kwiatów polnych, rodzimych, które tak pięknie opiewał wieszcz nasz w poezyach swoich: kąkol, bławaty i rumianek przeplatane śnieżystemi pękami lilii” - odnotowali kronikarze wydarzeń. Nad trumną zawieszono baldachim z purpurowego pluszu, ozdobionego ręcznie malowanymi kwiatami oraz napisem: „O grób dla kości naszych w ziemi naszej prosimy Cię Panie”.

Po przemówieniach Władysława Mickiewicza i hr. Jana Tarnowskiego, w takt dzwonów bijących w kościele św. Floriana – rozpoczął się przemarsz pogrzebowego orszaku. Trasa wiodła z ul. Szlak przez ul. Warszawską, Basztową i Sławkowską do Rynku Głównego. Na czele kroczyła orkiestra lwowskiej „Harmonii”, za nią - zastępy ochotniczych strażaków z Galicji „w błyszczących kaskach i w różnobarwnych mundurach”.

Następnie szła deputacja z 44 wieńcami uwitymi w Wadowicach – a za nimi kilkaset delegacji z trzech zaborów i spoza granic. Na pogrzeb przyjechali mieszkańcy Królestwa Polskiego, Litwy, Ukrainy, Wołynia, Podola, Poznańskiego, Śląska, Warmii oraz Polacy z emigracji. Delegatów przysłali także Ukraińcy, Czesi, Serbowie i Bułgarzy.

„W ogromnym orszaku mieniły się tysiączne wspaniałe barwy: świt włościańskich, krakowskich, ruskich, góralskich, huculskich. Obok świt włościańskich i sukman zmieszane razem z nimi i wśród nich stroje narodowe szlachty, charakterystyczne kapoty mieszczan. Ponad tym strzelają czaple kity, mienią się brylantowe ich zapinki, błyszczą kaski strażaków. Na czele duchowieństwa w imponującej liczbie przeszło 500 kapłanów, profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego i Lwowskiego w togach i z insygniami, posłowie sejmowi. Słowem, kiedy się powiodło okiem po tych tysiącach widziało się jasno i dobitnie, że cały naród, wszystkie jego stany, stawiły się na uroczystą chwilę” - napisał świadek tamtych chwil. Pochód zamykały delegacje Uniwersytetu Lwowskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Za nimi, tuż przed karawanem - szedł jedynie arcybiskup.

Przemarsz trwał blisko godzinę. Gdy czoło pochodu było u Kościoła Mariackiego, trumna dopiero ruszyła z miejsca. Za karawanem kroczyła rodzina poety, Wydział Krajowy oraz posłowie do rady państwa i sejmu. Orszak zamykały straże pożarne.

Rodzina Juliusza Kaden-Bandrowskiego mieszkała wtedy przy Rynku. „Ludzi na Rynek wysypało się bez końca — a jeszcze ilu do nas na obiad zaproszonych? Ludzi, ludzi, ludzi. Chodzą, stoją, wiszą na latarniach, siedzą na wszystkich słupach. (…) Jadą banderie krakusów, chłopi z kosami, różne cechy, różni zakonnicy. Idą szlachcice w kontuszach” – czytamy „W cieniu zapomnianej olszyny” (1928).

Także w salonie Kaden-Bandrowskich stały kosze i beczka z kwiatami. Matka chwyciła synka oburącz za ramiona i odwróciła ku oknu, aby zapamiętał podniosłą chwilę. „Pochód sunął w najlepsze, u brzegu naszego domu, pośród tłumu zobaczyłem górę drżących kwiatów. Rzucali je wszyscy ze wszystkich stron, ojciec ze swego okna wysypywał koszyki jeden za drugim. Nie wiem, czy tę górę kwiatów wlokło sześć koni, czy też ją ludzie dźwigali? Pamiętam, z całego widoku, że szpaler strażaków raz za razem przerywał się i pękał. Wtedy tłum opływał zewsząd ten kwiecisty pagórek”.

Matka pisarza, spłakana ze wzruszenia, zanurzyła ręce w beczułce z kwiatami. „I rzuciła gałązki w powietrze. Nie w dół na chodnik, ale przed siebie w powietrze, jakby na ślepo — nikomu. Przechylona daleko za okno, zawołała wreszcie: +Mickiewicz! Mickiewicz! Mickiewicz!+. Ani jednego słowa więcej. Odebrało jej głos. Same łzy” – zakończył Kaden.

Przed kościołem Mariackim prochy wieszcza powitał pieśniami Moniuszki ponad 200-osobowy chór z połączonych towarzystw śpiewaczych, a na czele konduktu arcybiskupa Issakowicza zastąpił arcybiskup lwowski Seweryn Tytus Morawski. Na ul. Bernardyńskiej trumnę przeniesiono na mary, które poniosła do katedry wawelskiej młodzież akademicka. Ledwo zdjęto trumnę, „publiczność rozebrała na pamiątkę obicie karawanu i wszystkie kwiaty”.

W południe trumna dotarła pod katedrę. W tej chwili z zachmurzonego na moment nieba ozwały się grzmoty – a jednocześnie zaczął bić Zygmunt. Pierwszy przemawiał poeta Adam Asnyk. Opowiedział jak „po utracie naszej niepodległości, gdy zabrakło nam dawnych królów i hetmanów (…) opatrzność zesłała nowego wodza. Wódz ten podniósł padający sztandar pokonanego narodu (…) i rozwinął w błękitach na takich wyżynach, na jakich go już dosięgnąć nie mogły żadne nieprzyjazne moce”.

Wrażenie spotęgowała sama natura. Gdy Asnyk mówił o cierpieniach przeszłości – niebo „zawrzało gromem, jednym i drugim, jak gdyby głosem tym chciało potwierdzić prawdę słów mówcy (…) Gdy mówca z kolei przyszedł na nadzieje nasze i zapowiadał ich spełnienie, niebo przed chwilą grożące burzą i deszczem, rozjaśniło się zupełnie i piękna pogoda powróciła” - odnotowali świadkowie.

Ostatnie słowo należało do prof. dr. Stanisława hr. Tarnowskiego. „Jak zaś w modlitwie przy konających Kościół wzywa Świętych różnych, żeby duszę chrześcijańską u wrót Raju powitali, tak nam godzi się powiedzieć: +Niech Cię tu przyjmie i powita duch Łokietka, jedności Państwa odnowiciela, Ciebie, coś jedność ducha utwierdził; — duch Kaźmierza, co urządzał i oświecał, Ciebie, coś jaśniał niewidzianą przedtem u nas światłością, i smugę jej po sobie zostawił. Niech Cię — Litwina — przyjmie pierwszy nasz Litwin Jagiełło, i jego Jadwiga: Ciebie, coś jest znakiem, dowodem, stwierdzeniem i utwierdzeniem świętego Litwy z Koroną małżeństwa” – powiedział.

Gdy trumnę wniesiono do katedry, przed ołtarzem klęczał już kardynał Albin Dunajewski. Pośrodku nawy głównej wybudowano 3-metrowy podest, na który wiodły od bramy kościoła szerokie schody o kilkunastu stopniach - całość obita była ciemno-wiśniowym pluszem. Właściwy katafalk, wzniesiony na postumencie, miał ok. 2 m wysokości. Wykonali go architekt Teodor Talowski i artysta malarz Piotr Stachiewicz. Także był obity bordowym pluszem, okolony wieńcem kwiatów i makatą ze złotymi ornamentami.

Na frontowej części katafalku jaśniał złocisty wieniec. A ponad nim górowały dwa olbrzymie sztandary, pomiędzy którymi wisiał dwustronny obraz. Od strony bramy oglądało się Matkę Boską Ostrobramską, a od strony kaplicy św. Stanisława, Matkę Boską Częstochowską.

„Katafalk ten zbudowany w imponujących oryginalnością i wielkością rozmiarach, miał kształty monumentalne, przeważnie spiż imitujące; robił wrażenie, jakby był stałą od wieków ozdobą katedry; była to tymczasem budowa wykonana w ciągu jednego tygodnia” - relacjonował „Czas”.

Około godz. 15 trumnę złożono w krypcie. „Stanęli wszyscy oddać hołd temu co ukochał naród cały, cierpiał za miliony i wieszczył im świetlaną przyszłość” – napisał Kazimierz Bartoszewicz w broszurze „Mickiewicz na Wawelu. Album pamiątkowe złożenia zwłok wieszcza w krypcie katedralnej” (1890).

Nie był to zwykły pogrzeb, ale „uroczyste zwłok przeniesienie i podniesienie podobne temu, jakie obchodzi Kościół Boży, kiedy relikwie świętych z jednego miejsca na drugie przenosi” – ocenił Karol Suchodolski w „Pamiątce podniesienia relikwii Adama Mickiewicza z dodatkiem najpiękniejszych wyjątków z jego Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” (1890).

Pamiątki z krakowskiego pogrzebu Adama Mickiewicza znajdują się obecnie w magazynie Muzeum Narodowego w Krakowie „w dobrym stanie zachowania, pod stałą opieką konserwatorską i udostępniane są zainteresowanym podczas kwerend” - poinformowała PAP kustosz Monika Paś. „Aktualnie w stałej ekspozycji, w Galerii Rzemiosła Artystycznego w Gmachu Głównym w gablocie z pamiątkami po Adamie Mickiewiczu, znajduje się jeden wieniec srebrny z napisem dedykacyjnym: +Szkoły żeńskie krakowskie 4/VII 1890 Adamowi Mickiewiczowi+” - dodała.

Iwona L. Konieczna (PAP)

ilk/ pat/ aszw/

CZYTAJ DALEJ

Premier: w czasie kryzysu i kampanii wyborczej najwyższą wartością wciąż pozostaje rodzina

2020-07-04 20:46

[ TEMATY ]

premier

Facebook.com

W tym trudnym, emocjonalnym czasie kryzysu, koronawirusa i kampanii wyborczej najwyższą wartością wciąż pozostaje rodzina, a spory, które prowadzimy, mają tak naprawdę jeden cel – bezpieczną i szczęśliwą przyszłość naszych dzieci – napisał na Facebooku premier Mateusz Morawiecki.

W sobotę szef rządu poinformował na swoim profilu na Facebooku o otrzymaniu zaproszenia na 10. urodziny Kaliny, mieszkanki gminy Pieniężno. Dziewczynka postanowiła wykorzystać to, że w dniu jej urodzin premier przebywał z wizytą w województwie warmińsko-mazurskim.

"Tort był pyszny, a radość Kaliny i jej mamy na długo pozostaną mi w pamięci. Warto sobie uświadomić, że w tym trudnym, emocjonalnym czasie kryzysu, koronawirusa i kampanii wyborczej najwyższą wartością wciąż pozostaje rodzina, a spory, które prowadzimy, mają tak naprawdę jeden cel – bezpieczną i szczęśliwą przyszłość naszych dzieci" – napisał Morawiecki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję