Reklama

Niedziela Świdnicka

Czas inauguracji

Tuż przed inauguracją nowego roku akademickiego odwiedziłem świdnicki „Annus propedeuticus”, żeby z opiekunem pierwszego rocznika ks. Tomaszem Federkiewiczem porozmawiać o tym, jak zmienili się kandydaci do kapłaństwa na przestrzeni ostatnich 20 lat, jak na tę zmianę odpowiedziało seminarium, a także o to, czy funkcjonujący od kilkunastu lat „rok wstępny” sprawdza się w praktyce

Niedziela świdnicka 43/2015, str. 1, 4-5

[ TEMATY ]

seminarium

Ks. Sławomir Marek

Ks. Tomasz Federkiewicz z klerykami I roku

Ks. Tomasz Federkiewicz z klerykami I roku

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

KS. SŁAWOMIR MAREK: – W tym roku minęło dokładnie dwadzieścia lat, od kiedy rozpocząłem seminarium, jesteśmy w podobnym wieku. Jak ocenia Ksiądz różnice między materiałem, jaki do formowania dostali nasi przełożeni, a tymi młodymi ludźmi, którzy rozpoznali swoje powołanie w tym roku i wstąpili do Wyższego Seminarium Duchownego w Świdnicy, aby rozpocząć swoją formację intelektualną i duchową?

Reklama

KS. TOMASZ FEDERKIEWICZ: – Kiedy przychodziłem do seminarium, to traktowałem je jako pewien rodzaj klasztoru. Tym bardziej, że my rzeczywiście przyszliśmy do klasztoru w Henrykowie. Człowiek wchodził w ciszę, stare mury, skrzypiące podłogi, stare kotary, zabytkowe przedmioty. Od progu człowiek czuł atmosferę takiej tajemniczości, której nie znał wcześniej. Wchodziło się w pewne misterium, tajemnicę – to pierwsza rzecz, jaka przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o pierwszych chwilach w seminarium – wejście w wielką ciszę. Kiedy w czasie „silentium sacrum” [„święte milczenie” obowiązuje w seminarium duchownym od godz. 22 do 6 rano, czas w którym nie wolno rozmawiać, używać sprzętu elektronicznego ani nawet czytać przy włączonym świetle – przypis red.]. Wydaje mi się, że większość moich kolegów wchodziło w tę ciszę ukształtowani przez duchowość Liturgicznej Służby Ołtarza – powiedziałbym nawet jako czyste tablice, gotowe do zapisania filozoficzno-teologiczną treści. Wszystko wydawało nam się nowe, ciekawe i warte zapamiętania.

– A teraz?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Jestem prefektem dopiero drugi rok, ale wyraźnie widzę, że obecne pokolenie przychodzi do seminarium już naznaczone różnymi duchowościami, już doświadczeni uczestnictwem w różnych wspólnotach kościelnych.

– Pomimo młodego wieku? Bo chyba nadal w polskich seminariach dominują maturzyści – nie tak jak na zachodzie Europy, gdzie powołanie odkrywa się dopiero w dojrzałym wieku?

– W tym roku większość to maturzyści, czasem zdarzają się klerycy przychodzący po roku czy dwóch spędzonych na innej uczelni. Jednak spora grupa z nich przychodzi już z konkretnych grup – z Oazy, Odnowy w Duchu Świętym czy wspólnoty „Przystań”, a co za tym idzie, z konkretną duchowością, której już zasmakowali w tych grupach. Czasem te grupy są bardzo zaskakujące. Trzech kleryków z poprzednich roczników spotkało się w Medjugorie i tam postanowili wstąpić do seminarium. Wielu nosi szkaplerze. My przychodząc na pierwszy rok, często nie wiedzieliśmy, co to jest szkaplerz. Nas trzeba było uczyć podstaw duchowości. To nam bardziej potrzeba było wprowadzenia w chrześcijaństwo. Ale z drugiej strony, byliśmy bardziej otwarci na to, co przełożeni chcieli nam przekazać, bo nie mieliśmy swojej wizji seminarium. Wizji swojej – jak mogłoby być inaczej.

– Większa skłonność do dyskusji?

Reklama

– O, zdecydowanie. Ja nie wyobrażam sobie, żebyśmy 20 lat temu wchodzili w dialog z przełożonym. Prefekt przekazywał prawdy objawione, których należało słuchać. Teraz natychmiast wchodzą w interakcję i pojawia się: „Dlaczego? Może lepiej byłoby tak?” (śmiech). To jest chyba świadomość naszych czasów. To, co nam powiedziano, przyjmowaliśmy za dobrą monetę. Dziś też są grzeczni i posłuszni, ale nasza wizja była otwarta na sugestie: „Chcę być księdzem, pokażcie mi, jak nim być!”. To po seminarium spodziewaliśmy się wyznaczenia drogi formacji i poprowadzenia w nieznane. Dzisiaj klerycy pierwszego roku mają już swoją wizję kapłaństwa, a tutaj przychodzą po wiedzę i ogładę. O ile my byliśmy gliną, którą można dowolnie kształtować, dziś są to już w jakiś sposób ukształtowani ludzie, którym trzeba nadać odpowiedni szlif. Niewątpliwie dla nas, przełożonych, jest to wyzwanie – jak mówią budowlańcy – dużo łatwiej robić nowe niż remontować już zrobione. To pytanie naszych czasów – formacja czy modelowanie, szlifowanie? Nie da się tego zepsuć i robić od nowa. Trzeba się dopasować do tego, co już mamy i kształtować, drobnymi krokami dochodzić do tego, co chce Kościół. Nie byłem formatorem wcześniej, za naszych czasów, ale wydaje mi się, że teraz trzeba być dużo uważniejszym, żeby nie wylać dziecka z kąpielą.

– Kandydaci się zmienili. To ustaliliśmy. Czy seminarium też się zmieniło?

Reklama

– Pierwsza największa różnica, jaka przychodzi mi na myśl, to relacja przełożony – kleryk. Dziś dużo większa grupa alumnów angażuje się w życie seminaryjne, w to, co się w seminarium dzieje. Praktycznie każdy z nich jest odpowiedzialny za którąś z agend. Z pewnością wynika to z proporcji. Za naszych czasów było nas 160 czy 170, więc ta grupa kleryków, która była jakoś bliżej wszystkiego, była znacznie mniejsza. Teraz jest ich ok. 50, więc to oczywiste, że każdy musi się angażować. Ale to nie tylko liczba. Wyraźny też jest inny poziom zaangażowania. We Wrocławiu klerycy mieli zakaz wstępu na poziom, gdzie pracowała kuchnia, wielu kleryków przeszło przez seminarium, nie znając wszystkich pracowników, bo bezpośredni kontakt mieli jedynie z siostrą, która wszystkim zawiadywała przy okienku. Tutaj po kilku tygodniach wszyscy żyją jak w rodzinie. Rozróżniają po przyprawach w zupie, kto ma dyżur. Podobnie w relacji do przełożonych. Za naszych czasów im mniej rozmawiało się z przełożonymi, tym bezpieczniej się kroczyło do kapłaństwa (śmiech). Panowało przeświadczenie, że jak prefekt nie wie, jak mam na imię, to jest bardzo dobrze, bo mnie nie kojarzy, czyli w niczym nie podpadłem. Tu często czują się niedocenieni, jeśli przełożony raz w tygodniu zapyta, jak się czują. Dzisiaj ci młodzi chłopcy bez problemu rozmawiają z katechetą czy wikariuszem w parafii i oczekują, że przełożony seminarzystów będzie podobnie dostępny.

– Nie zraża ich nawet podział na przełożonych zewnętrznych i wewnętrznych?

– Tu powołam się na ks. Mirosława Rakoczego, który bardzo nie lubi tego podziału. Zresztą sam tego doświadczyłem – klerycy dzisiaj przychodzą z problemami również do przełożonych zewnętrznych. Ta różnica nie jest już taka czarno-biała. Ojciec duchowny może upomnieć, jeśli widzi jakieś nadużycia, a prefektowi czy rektorowi nieraz zdarza się prowadzić nabożeństwo czy dzień skupienia. Oczywiście, są sprawy, które wymagają dyskrecji czy prowadzenia duchowego, ale sami klerycy tę różnicę zacierają, chcieliby zagrać w piłkę i z ojcem duchownym, i z prefektem.

– Od kilkunastu lat funkcjonuje idea „Annus propedeuticus” – czasu wstępnego przygotowania. Czy w sytuacji tych już „uformowanych wstępnie kleryków” ma to sens?

Reklama

– W jakiś sposób z pewnością tak. Czy cały rok to kwestia do dyskusji. Wejście za mury seminarium z pewnością jest większym szokiem niż było 20 lat temu. Dziś młodzi ludzie żyją w „biegu medialnym”. Informacja, która ujrzy światło dzienne za oceanem, za 10 minut jest na ich smartfonach, laptopach, Twitterach i Facebookach. Odnośnie ich przyjaciół, znajomych, świata itd. W takiej sytuacji wyhamowanie, jakiego się tutaj spodziewamy, często jest ponad ich siły. Dla maturzystów przychodzących na pierwszy rok jest to poważny problem. Dziś nie ma problemu z zachowaniem „silentium” w postaci „niegadania”, bo i tak nie rozmawiają, młodych najwyżej kciuki bolą od rozmowy, nie usta. Będą mieli mniej zmarszczek (śmiech). Problem jest w odłączeniu się od urządzeń technicznych, które w ich życiu były od zawsze. Staram się ich uwolnić od tego uderzenia świata, który na nas tak nie napierał. W naszym seminarium w całym Henrykowie był jeden aparat telefoniczny, z którego można było w czasie rekreacji do mamy zadzwonić. Oni nie pamiętają świata bez komórek i komputerów.

– Prosta recepta – świat bez prądu?

– Księdzu Rektorowi marzy się taki wstępny czas. Czas rekolekcji, może poza murami, czas wyjazdowych rekolekcji w ciszy, gdzie młodzi mogliby otrząsnąć się z tego nadmiaru informacji, który ich otacza. Bez mediów, za to z nastawieniem na drugiego człowieka.

* * *

Odprowadzając Księdza Prefekta do sali wykładowej, postanowiłem o pierwsze wrażenia, o ich spojrzenie na dzisiejszą formację zapytać kleryków – Grzegorza, kleryka II roku z Ratajna, i Łukasza z Dzierżoniowa, który przyszedł właśnie na pierwszy rok.

– Starałem się nie mieć oczekiwań – zaczął Łukasz. – Zaskoczyło mnie, jak łatwo przychodzi mi zmienić swój plan dnia. Wstać rano, pójść do kaplicy, rozmyślać. Największą trudnością jest z pewnością „silentium”. Przychodzi czas, kiedy chciałoby się pogadać i zobaczyć, co dzieje się w świecie, a tu trzeba być cicho. Przez te pierwsze tygodnie nie zauważyłem innych trudności. Największym zaskoczeniem są regularne posiłki i błyskawiczne tempo ukształtowania pozytywnej grupy.
Podobne odczucia ma też Grzegorz. Po roku dostrzega wartość wstępnej formacji w czasie na obumarcie świata, który przychodzi z zewnątrz. Oczyścił się obraz seminarium, ludzi w seminarium i samego siebie. Dystans, jaki dzieli budynek pierwszego roku, pozwala zintegrować rocznik jako całość, a także wyrównać poziom przygotowania, chociażby liturgicznego. – Po tym roku czuję się bogatszy i potrafię zauważyć wiele rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałem – kończy optymistycznie.

2015-10-22 12:02

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ks. prof. Krzysztof Pawlina: seminaryjna formacja księży nie wystarcza

[ TEMATY ]

seminarium

Archiwum PWTW

Uczelnie dzisiaj bardzo często przekazują tylko informacje, nie interesują się formacją człowieka – mówi ks. prof. Krzysztof Pawlina

Uczelnie dzisiaj bardzo często przekazują tylko informacje, nie interesują się formacją człowieka –
mówi ks. prof. Krzysztof Pawlina

Życie pokazuje, że seminaryjna formacja księży nie wystarcza; "Dzisiaj mentalność młodzieży zmienia się tak szybko, że młody człowiek, który przyszedł do seminarium, po sześciu latach już młodych ludzi nie rozumie" - mówi w rozmowie z KAI ks. prof. Krzysztof Pawlina, rektor Papieskiego Wydziału Teologii w Warszawie.

Ks. prof. Krzysztof Pawlina: Badania pokazują, że młodzi ludzie szukają duchowości, że jest w nich dostrzegalna tęsknota za Bogiem, a z drugiej strony jest ich coraz mniej w Kościele, jakby ten Kościół nie był dla nich miejscem spotkania z Bogiem. Dlatego uznałem, że warto przemyśleć, jak przygotować albo „przebudować” część duszpasterzy po to, żeby tę tęsknotę za Bogiem młodzi mogli zrealizować. Bo najwidoczniej coś z nami, duszpasterzami, jest nie tak, skoro nie potrafimy znaleźć wspólnego języka albo nie potrafimy być dobrymi świadkami, a może nie mamy właściwych narzędzi. To pokazuje konieczność dobrego przygotowania duszpasterzy do profesjonalnej pracy z młodzieżą, która stanowi przecież specyficzną, niejednorodną i ciągle zmieniającą się grupę.
CZYTAJ DALEJ

Modlitwa św. Jana Pawła II o pokój

Boże ojców naszych, wielki i miłosierny! Panie życia i pokoju, Ojcze wszystkich ludzi. Twoją wolą jest pokój, a nie udręczenie. Potęp wojny i obal pychę gwałtowników. Wysłałeś Syna swego Jezusa Chrystusa, aby głosił pokój bliskim i dalekim i zjednoczył w jedną rodzinę ludzi wszystkich ras i pokoleń.
CZYTAJ DALEJ

"Spalić kościoły, połamać krzyże". Skandal na finale WOŚP w Jaśle

2026-02-04 15:49

[ TEMATY ]

skandal

Jasło

nawoływanie do palenia kościołów

finał WOŚP

Karol Porwich/Niedziela

Do skandalicznej sytuacji miało dojść podczas 34. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Jaśle. Ze sceny jeden z zespołów nawoływał do palenia kościołów i łamania krzyży - podaje portal wirtualnejaslo.pl.

W sieci pojawiły się nagrania, na których słychać, jak jeden z zespołów podczas finału WOŚP w Jaśle wykrzykuje hasła "spalić kościoły" i "połamać krzyże". Wszystkiemu przysłuchiwały się także dzieci i młodzież, uczestniczące w koncercie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję