Reklama

Niedziela Przemyska

Zawsze pod znakiem Maryi

We wtorek 8 września obchodzić będziemy święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. To dobra okazja do przemyślenia naszej maryjności. Na prośbę pątników zamieszczamy obszerne fragmenty homilii Metropolity Przemyskiego wygłoszonej w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na Kalwarii Pacławskiej

Niedziela przemyska 36/2015, str. 1, 4-5

[ TEMATY ]

Maryja

Paweł Bugira

Od początku w tradycji Kościoła obecna jest prawda o cudownym zaśnięciu Maryi

Od początku w tradycji Kościoła obecna jest prawda o cudownym zaśnięciu Maryi

Przychodzimy dzisiaj oddać hołd Bogu w Jego zbawczych zamiarach, bo w nich mieści się każdy z nas. Słyszeliśmy przed chwilą niezwykłą historię Arki Pana, która mieściła Boże przykazania, była symbolem obecności Bożej między Izraelitami. To bardzo czytelny obraz tego, że prawdziwą Arką Pana, którą tamta Dawidowa Arka zapowiada, jest Maryja. (...) W Maryi realizuje się niezniszczalność Bożych planów. Bóg chce zbawić człowieka i mimo buntu pierwszych rodziców, mimo naszych codziennych upadków i grzechów, wskazuje nam drogę, daje nam pomoc Jezusa Chrystusa, którego otrzymaliśmy dzięki Maryi. Dlatego pobożność do Maryi jest podstawą wiary Kościoła katolickiego i naszego Narodu.

Dzisiaj czcimy Matkę Najświętszą u kresu Jej ziemskiego życia, które się nie kończy, ale zacznie się w nowy sposób przez Jej zabranie do nieba z ciałem i duszą. Nas czeka jeszcze po śmierci sąd ostateczny i zmartwychwstanie. Maryja już z ciałem i duszą, w pełnej osobie, uwielbia Boga. Jest zjednoczona z Tym, którego była Arką Przymierza. Przeniosła Boga z nieskończonej wiekuistości do rzeczywistości ziemskiej i teraz uwielbia Go w niebie.

Reklama

Od początku w tradycji Kościoła obecna jest prawda o wniebowzięciu, o zabraniu Matki Bożej do nieba, o Jej cudownym zaśnięciu. Św. German z Konstantynopola pisze, że „było niemożliwym, aby to mieszkanie Boga, ta żywa świątynia Jednorodzonego (Syna Bożego) stała się łupem śmierci w grobie” (PG 98, 348). Bóg, w oparciu o zasługę męki Chrystusa, uczynił Maryję niepokalaną, uprzedził Ją w odkupieniu i uczynił Jej drogę do Boga otwartą tak, że poprzez śmierć, natychmiast przeszła do wieczności, żyjąc całe życie w zjednoczeniu z Bogiem.

Trzeba też pamiętać, że w niebie Maryja nieustannie wzrasta w miłości Boga. Święci rozwijają się w wieczności. (...) To jest czas rozwoju dodatkowego, niezwykłego, aż w nieskończoność. Ten rozwój jest możliwy dla tych, którzy się na ziemi nauczyli rozwijać przed Bogiem, a człowiek te lekcje bierze przez miłość.

(...) błogosławieni ci, którzy słuchają Słowa Bożego i zachowują je. Oto istota wiary w Jezusa. Oto istota wiary chrześcijańskiej. To tędy idzie główny podział między ludźmi prawdziwie wierzącymi, a tymi nie w pełni wierzącymi. Nawet w naszym Kościele, nawet wśród ochrzczonych, nawet wśród przystępujących do spowiedzi i Komunii św. (...) To jest droga naszego życia, że jesteśmy prawdziwie błogosławieni przez Jezusa, że On nas uznaje za godnych słuchaczy, godnych nadziei i zbawienia – kiedy staramy się słuchać, czyli wiedzieć wiele, znać naszą wiarę, ale także, kiedy staramy się żyć według tego, cośmy poznali. Błogosławieni, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je.

Reklama

(...) Postawmy sobie pytanie, czy rzeczywiście znamy naszą wiarę. Według statystyk 71% Polaków (a ochrzczonych jest przecież ponad 90%) uznaje, że in vitro to metoda godziwa, że to jest coś szlachetnego. Co to znaczy? To znaczy, że nie znamy zasad moralnych, płynących z naszej wiary, że wolimy słuchać fałszywych proroków. Kościół jest wierny Arce Przymierza, w której są zamknięte przykazania Boże, jest wierny Matce Najświętszej, która nosi i daje nam Pana Jezusa. On nie opuści człowieka w jego trudnościach i z grzechu go dźwignie, ale trzeba starać się iść w życiu według Bożych przykazań. Poczęcie człowieka, zgodnie z planem Bożym, ma się odbywać według natury, czyli ma być aktem miłości dwojga ludzi, mężczyzny i kobiety. Boży plan trzeba realizować według Bożych praw i nie zakłamywać swoich słabości, ale je leczyć. Na metodę in vitro nie może się zgodzić żaden uczciwy człowiek, dlatego że ona przekracza prawo naturalne i przekreśla prawo Boże. Ponadto trzeba wiedzieć, że aby według tej metody mogło się począć jedno życie, trzeba zabić wiele innych tuż obok poczętych. W samej Polsce przechowuje się w płynnym azocie dziesiątki tysięcy tych poczętych ludzi. A potem się ich niszczy albo sprzedaje. Chrystus i Kościół broni człowieka najsłabszego, broni go i ochrania przez miłość ojca i matki. Domaga się niekiedy ofiary od małżonków, którzy nie otrzymali daru rodzicielstwa, ale przecież mają serce, które mogą otworzyć na innych. Ilu jest starszych ludzi potrzebujących serca i miłości, ile jest sierot, ile jest dzieci potrzebujących miłości rodzicielskiej. To dla nich są zarezerwowane serca tych małżonków.

Czy znamy słowo Boże i czy zachowujemy je w życiu codziennym, w naszych programach życiowych, w naszych decyzjach, w wychowaniu naszych dzieci? Tu chodzi o etykę chrześcijańską, o styl, który trzeba w naszym życiu zachować i który trzeba przekazać następnym pokoleniom.

Wspominamy dzisiaj w liturgii św. Maksymiliana Kolbego. To człowiek niezwykłej ofiarności, poświęcenia, którego się uczył w swoim rodzinnym domu, w skromnej polskiej rodzinie. To człowiek, który zdobył się na szaleństwo Bożej gorliwości. Misje, publicystyka, „Rycerz Niepokalanej”, Niepokalanów, Rycerstwo Niepokalanej – wszystko dla Niepokalanej, wszystko dla Maryi, wszystko dla człowieka. Kiedy wybuchła wojna ponad 1200 Żydów ukrywał przez pewien czas w Niepokalanowie. To jest właśnie Rycerz Niepokalanej, to jest sługa Maryi. A gdzie On się tego nauczył? Od swojej matki i ojca, w swojej rodzinie.

Dzisiaj wspominamy też rocznicę Cudu nad Wisłą. Tam przecież decydowały się losy naszej Ojczyzny. Lenin stwierdził wtedy, w 1920 r., że pod Warszawą znajduje się centrum całego współczesnego systemu imperialistycznego. Lenin wiedział, że Polska jest przedmurzem zachodniej Europy, że zdobyć Warszawę to zrobić krok po rewolucji październikowej na Zachód. Europę uratował przed tą nawałą Cud nad Wisłą. A skąd się polscy żołnierze i obrońcy nauczyli miłości do Ojczyzny? Dlaczego to zwycięstwo było możliwe? Dlatego, że cały naród stanął przeciwko najeźdźcy, choć był jeszcze bardzo osłabiony, bo przecież minęły dopiero dwa lata od odzyskania wolności i już trzeba było stawić czoła nieprzyjacielowi. Naród wydobył z siebie siły ofiarnej miłości do Ojczyzny, a jednocześnie walczył wiarą, walczył w oparciu o pomoc Bożą. Matka Najświętsza, jak mówią świadkowie, nie odmówiła tej pomocy. Myślę, że takich świadectw zrywu narodowego jest w naszej historii niemało. Wystarczy wspomnieć „Solidarność” – to także było wielkie świadectwo wobec całego świata. Cały naród zrozumiał kłamstwo ideologii bezbożnej i postanowił je odrzucić, a Bóg przyszedł z pomocą, otworzył też umysły prześladowców, że nie rozlewali krwi, że zrozumieli, że dalej tak nie można, że trzeba przystąpić do rozmów i dokonać przemian, bez wymuszania ich karabinem.

Dlaczego to mówimy? Trzeba to dzisiaj powiedzieć, bo chcemy dziękować Bogu i Matce Najświętszej za opiekę nad naszym narodem. Jesteśmy tu po to, żeby powiedzieć, że i dalej ufamy, że Bóg uczciwych ludzi nie opuści, ale trzeba, żebyśmy starali się być uczciwi w naszym myśleniu, w naszej wierze, którą stosujmy w życiu.

W 1976 r., podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych, a więc krótko przed wyborem na Stolicę Piotrową, kard. Karol Wojtyła wygłosił przemówienie do Polonii: „Stoimy dziś wobec największej konfrontacji, jaką kiedykolwiek przeżyła ludzkość. Stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a antykościołem, Ewangelią i jej zaprzeczeniem. Ta konfrontacja została wpisana w plany Boskiej opatrzności. Jest to czas próby, w którą musi wejść cały Kościół, a polski Kościół w szczególności. Jest to nie tylko próba naszego narodu i Kościoła. Jest to w pewnym sensie test na dwutysiącletnią kulturę i cywilizację chrześcijańską ze wszystkimi jej konsekwencjami, ludzką godnością, prawami osoby, prawami społeczeństw i narodów” (GW 8.05.2015). Bardzo mądre dalekosiężne i ważne słowa. Papież Jan Paweł II przez cały pontyfikat był wierny tym zaleceniom, próbował przypominać o potrzebie odrodzenia wiary i wierności Bogu. Dzisiaj w naszym państwie ustanawia się prawa wbrew naturze, a jeśli ktoś chce żyć według Bożego prawa, to jest wyśmiewany. Znalazłem parę dni temu w jednej z gazet świadectwo dawnego działacza „Solidarności”, znanego profesora Ryszarda Bugaja. Oto jego słowa: „Nie jestem człowiekiem Kościoła. Zawsze sądziłem, że każdy Kościół powinien przestrzegać prawa. Dziś jednak, czytając «Gazetę Wyborczą», nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że jest tam prowadzona zmasowana kampania propagandowa wymierzona w Kościół” (wSieci, 29.06.2015). Zdarza się, że i człowiek niewierzący wskazuje, gdzie jest źródło walki z Kościołem, gdzie jest antykościół. Takich centrów antykościoła jest wiele, w których się ośmiesza i systematycznie atakuje Chrystusa, wyśmiewa się to, co mówił Papież, co mówią księża. Dzisiaj niektórzy próbują fałszywie odnawiać czy reformować Kościół. Czynią to nawet niektórzy duchowni. Jesteśmy tego świadkami. Dlatego potrzebna jest tym większa nasza wierność Bogu i Maryi w naszych rodzinach i codziennym myśleniu.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że największym zagrożeniem naszego narodu nie jest fakt rozbrojenia, a to, że nie posiadamy armii, nie mamy środków, żeby zabezpieczyć bezpieczeństwo zewnętrzne, o czym ze wstydem piszą dzisiaj uczciwi ludzie. Największym zagrożeniem jest rozbrojenie wewnętrzne narodu, wyśmiewanie patriotyzmu, co robi „Gazeta Wyborcza”, liczne pisma liberalne, stacje TV, a nawet niektóre pseudokatolickie gazety. Musimy wiedzieć, gdzie jest nasza busola, drogowskaz prawdy. Ksiądz Prymas Wyszyński tuż przed swoją śmiercią, w Lublinie wygłosił przemówienie, w którym powiedział: „Jak ongiś narzekano na szlachtę polską, że nierządem stoi i doprowadziła do upadku Polski, tak dzisiaj można powiedzieć: ktokolwiek przyczynia się do tego nierządu, chrześcijanie czy komuniści, liberałowie czy ktokolwiek inny, każdy będzie odpowiedzialny za losy Ojczyzny, która jest bodaj bardziej zagrożona dziś niż w roku 1939. Wtedy mieliśmy wrogów od zewnątrz, a dziś mamy ich samych w sobie na skutek nieuczciwości, nieobowiązkowości, łatwizny życiowej, protekcjonalizmu…”. Te słowa były wypowiedziane 21 października 1976 r. A czy się coś zmieniło, czy rzeczywiście ci, co powinni dbać o Polskę, o Ojczyznę, rozwijać patriotyzm, pielęgnować historię Polski, nie wykreślają, nie wyrzucają historii Polski ze szkół czy uczą ofiarnej miłości Ojczyzny? Ojciec i matka dzisiaj muszą znaleźć czas, żeby w naszej Ojczyźnie stać się nauczycielami historii, ale muszą ją najpierw poznać. Wielkim dziś zagrożeniem są podziały, pycha, to, że Polska jest od wielu lat partyjna, a nie narodowa, że liczy się interes partii, tej czy innej, a nie ma priorytetowej troski o człowieka, o zwykłego obywatela. Partie i politycy muszą zatroszczyć się o ludzi prostych, biednych, bezrobotnych czy chorych, a także o wspólne dobro narodu...

Jest taki piękny przykład bł. Piotra Frassatiego. Włoski inteligent, młody chłopak, syn ojca liberała, założyciela bardzo liberalnej antyklerykalnej gazety. On jednak całym sercem pokochał Kościół i widział jego wielką wartość. Niósł Ewangelię miłości do innych. Kiedy wśród młodzieży zakładał stowarzyszenia, propagował prasę katolicką, a nie gazetę swojego ojca. Tak się zachowuje chrześcijanin. Nie popieram tego, kto mi obiecuje to czy tamto, nawet kuzyna, ojca czy matki, jeśli widzę, że jest na niewłaściwej drodze. Trzeba się modlić za nich, próbować ich przybliżyć do prawdy i angażować się w popieranie dobra.

Są siły w narodzie, nie można o tym zapomnieć. Trzeba tylko, żebyśmy odważnie zaczęli patrzeć w przyszłość i budować odpowiedzialność za naszą Ojczyznę. Wtedy zdołamy uporządkować teraźniejszość. Pamiętajmy, że człowiek głoszący Ewangelię zawsze będzie budził lęk, będą mu się sprzeciwiać, włóczyć po sądach, bo broni etyki, moralności, bo się przeciwstawia nowym tendencjom gender, bo domaga się uczciwości w życiu społecznym, w pracy na co dzień... Ale to właśnie przed takimi ludźmi drżą manipulatorzy, tacy ludzie będą mieli autorytet, szacunek na ziemi i nadzieję zbawienia w wieczności.

Chcę zacytować bardzo znanego i długoletniego korespondenta francuskich gazet w Polsce, Bernarda Margueritte. Ten pisarz, dziennikarz i myśliciel ostatnio opublikował wspomnienia ze swojej pracy w Polsce: „Znam Zachód i wiem, że mimo wszystko najgłębsze wartości są o wiele bardziej żywe w Polsce, a szczególnie w młodzieży polskiej niż w zachodniej części Europy. Twierdzę, że wszystko, co ważne na tym świecie w ostatnim pięćdziesięcioleciu, a więc ideały «Solidarności», nauka Jana Pawła II wywodziło się z tej polskiej ziemi, z Polski, a więc jak Polacy mogą nie być dumni z siebie? Dziś ważne i konkretne zadanie wobec Europy zachodniej, polegające m.in. na jej nowej ewangelizacji, rodzi się przed Polakami. Polacy nie powinni debatować nad tym, co może im dać Unia Europejska, ale zastanowić się, co każdy Polak może dać Europie” (PK 5.07.2015). Nie damy im bogactw, bo zostaliśmy ich pozbawieni, ale trzeba Europę ratować przed nią samą, świat trzeba ratować przed nim samym, nie naszymi mocami, ale mocą Bożą, którą wypraszajmy naszą modlitwą, naszą wiernością Ewangelii zawsze pod znakiem Maryi.

2015-09-03 11:16

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wyjątkowy obraz

2020-09-16 11:29

Niedziela łódzka 38/2020, str. IV

[ TEMATY ]

Matka Boża

Maryja

Archiwum parafii

Wizerunek Matki Bożej

Wizerunek Matki Bożej

W parafii w Srebrnej (Konstantynów Łódzki) znajduje się wizerunek Maryi, którego udokumentowane dzieje liczą 500 lat.

Według znawców sztuki sakralnej to dzieło jest stylistycznie spowinowacone z prastarym obrazem Maryi znajdującym się w Rzymie w najstarszym kościele maryjnym Europy Zachodniej (Santa Maria Maggiore), który słynie z niezliczonych cudów. Skoro wiek cudownego wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej oblicza się na ponad 600 lat, a wyobrażenie Maryi z Ostrej Bramy na lat 400, to pięćsetletnia obecność konstantynowskiego obrazu na ziemiach polskich powinna stać się poważnym wyzwaniem do badań nad jego powstaniem i historią.

CZYTAJ DALEJ

Prymas samotny, lecz nie osamotniony

Niedziela Ogólnopolska 31/2014, str. 11-14

[ TEMATY ]

kardynał

kard. Stefan Wyszyński

Archiwum Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek

Prymas w Komańczy

Prymas w Komańczy

Podczas badań związanych z opracowywaniem dokumentacji o heroiczności cnót sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego odkryto nieznane materiały z okresu jego uwięzienia w Rywałdzie Królewskim

W 1953 r. po brutalnym aresztowaniu i uwięzieniu Prymasa w celi klasztoru Kapucynów w Rywałdzie Królewskim nawet okno mu zaklejono z przekonaniem, że nikt się o tym nie dowie. Ksiądz Prymas w swoich „Zapiskach więziennych” zamieścił następującą informację: „«Pan osłaniał bibułkami szyby moich okien, żeby kto nie dostrzegł Prymasa Polski. Tych okien nikt nie zdoła przed światem ukryć. I tak wszyscy będą wiedzieli, gdzie mnie więzicie». – «Przesada» – wygłosił mój rozmówca. «Nie przesada, tylko stwierdzenie rzeczywistości, której wy nie znacie, bo zamykacie na nią oczy. Pozycja Prymasa Polski więcej znaczy w świecie aniżeli każdego innego hierarchy na Wschodzie Europy, i na to rady nie ma. Świat interesuje się losami każdego kardynała – i na to również rady nie ma. Kto zna choć odrobinę Europę, wie, że to nie są pojęcia martwe. Trzeba wielkiego zaślepienia, by strzelać do obywatela z ciężkich dział, zamiast użyć ludzkiej mowy»” (28 września 1953 r.).

Przeczytaj także: Rocznica uwięzienia Prymasa Wyszyńskiego

Czas uwięzienia prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego na pewno wywołał w nim poczucie osamotnienia. Jak dowodzą archiwa, z całą pewnością można powiedzieć, że hierarcha nie był w tym czasie osamotniony. Polscy biskupi wielokrotnie podejmowali próby jego uwolnienia, zarówno gremialnie, jak i indywidualnie. Zachowały się listy poparcia, protesty i prośby. Z zachowanych dokumentów wynika też, że nikt z grona polskiego Episkopatu nie zachował się nieprzyzwoicie. Tezę o rzekomym osamotnieniu Księdza Prymasa musieli zatem rozpowszechniać komuniści. Ostatnia kwerenda w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej i Sekretariatu Episkopatu Polski wskazuje na to, że polscy biskupi wobec nasilającej się ateizacji i niszczenia Kościoła zachowywali się stanowczo, godnie i niezwykle powściągliwie, zaś przedkładane do podpisu dokumenty przyjmowali jedynie do wiadomości, niczego nie podpisując. Powyższą tezę potwierdza prof. Jan Żaryn. Również jego zdaniem, stan badań w tym zakresie na początku roku 2014 pozwala na ostrożne przyjęcie wniosku: Nie ma potwierdzenia, że było inaczej. Innymi słowy – nie posiadamy w archiwach dokumentu, na którym widnieją podpisy biskupów.

Biskupi niczego nie podpisywali

Tak właśnie było z oświadczeniem wydanym po aresztowaniu Prymasa Polski w dniu 27 września 1953 r., kiedy to biskupi, wezwani przez premiera Józefa Cyrankiewicza, zapoznali się jedynie z tekstem przygotowanego dokumentu, ale go nie podpisali. Pod oświadczeniem widniał tylko jeden podpis: Józefa Cyrankiewicza. Prawdopodobny scenariusz tej dramatycznej sytuacji wyglądał następująco: biskupi, wezwani telefonicznie przez pracowników kancelarii premiera, stawili się w umówionym dniu. Premier podjął gości prawdziwą kawą, co w ówczesnych latach było nie lada luksusem i zapewne zachętą do rozmowy oraz podpisania dokumentu. Po chwili premier przedłożył swoim gościom do podpisu tekst przygotowanego wcześniej oświadczenia Episkopatu, zapewne podyktowanego poprzedniego dnia pracownikom swojej kancelarii. Sam też złożył wcześniej swój podpis. Biskupi: Zygmunt Choromański, Michał Klepacz i Tadeusz Zakrzewski zapoznali się z tekstem, po czym podziękowali za poczęstunek i wyszli, przyjmując treść dokumentu jedynie do wiadomości. Niczego nie podpisali! Takiego biegu wydarzeń premier nie przewidział. Nie ukrywał wówczas swego zdenerwowania i wzburzenia. Swoich gości pożegnał bardzo oschle, już w niewybrednych słowach, oczywiście grożąc aresztowaniem. Jeszcze tego samego dnia polecił pracownikom kancelarii, aby rzekomo wspólny tekst oświadczenia podany został do publicznej wiadomości. Następnego dnia zostało ono opublikowane przez dzienniki partyjnej propagandy, wydawane w milionowych nakładach: „Trybunę Ludu”, „Żołnierza Wolności” i „Życie Warszawy”.

Zobacz zdjęcia: Maryjne drogi kard. Wyszyńskiego

Wobec dramatycznych i brutalnych okoliczności niepodpisanie dokumentu było aktem wielkiej odwagi ze strony polskich biskupów. Wiedzieli, co im grozi, a mimo to pozostali nieugięci i oświadczenia nie podpisali. Niestety, te okoliczności jak dotychczas nie zostały wyjawione. A szkoda.

Ksiądz Prymas o faktach rzekomego podpisywania dokumentu dowiedział się dopiero w Komańczy, podczas pierwszych odwiedzin biskupów Choromańskiego i Klepacza. Można przypuszczać, że w takich okolicznościach zapewne poprosił swoich gości o absolutną dyskrecję, z czego biskupi wywiązali się znakomicie. Nigdy też publicznie nie ujawnili, jak było naprawdę.

Nie ustawali również w staraniach o uwolnienie Prymasa Polski. Począwszy od pierwszych dni po jego aresztowaniu i uprowadzeniu, zabiegali najpierw o złagodzenie warunków izolacji, potem o przeniesienie, aż do uzyskania możliwości częstszego kontaktu z Prymasem, co nastąpiło pod koniec 1955 r. w Komańczy.

O uwięzieniu Prymasa do Polonii

Przywołajmy w tym miejscu innego polskiego biskupa – Józefa Gawlinę, opiekuna duchowego Polaków na uchodźstwie, protektora emigracji polskiej, od roku 1947 rektora polskiego kościoła pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Rzymie. To on był współorganizatorem wieców protestacyjnych w Rzymie, on też wygłosił wiele przemówień w środowiskach polonijnych, przedstawiając prawdziwe powody aresztowania i uprowadzenia Prymasa Polski. Jednym z takich wystąpień było przemówienie do kleryków polskich studiujących w Rzymie w dniu 1 października 1953 r. Oto jego fragmenty:

„Hiobowa wieść wstrząsnęła naszymi duszami. Niemal w oktawę siedemsetlecia kanonizacji św. Stanisława Biskupa i Męczennika bezbożny reżim usunął Najdostojniejszego Księdza Kardynała Prymasa Stefana Wyszyńskiego, oderwał Pasterza od trzody, dążąc do przecięcia węzła łączącego Polskę ze Stolicą Apostolską, jako że Ojciec Święty nadał Księdzu Kardynałowi Prymasowi przywileje, by w zastępstwie swoim i z autorytetu swojego kierował losami Kościoła w Polsce.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że stało się to z rozkazu Moskwy. Wiadomości wrogiej prasy głoszą co prawda, jakoby się to stało na skutek interwencji Episkopatu. Piętnujemy to publicznie jako kłamstwo, które ma podkopać autorytet moralny biskupów polskich. Uczyniła to Moskwa przez UB i przy cichym akompaniamencie tzw. świeckich katolików, zasługujących wreszcie na jawne napiętnowanie. Już fałszywy proces Księdza Biskupa Kaczmarka wykazał ogrom perfidii i kłamstwa, przed którym wzdryga się każda uczciwa dusza.

Proces ten był zapowiedzią, że na wierną Ojcu Świętemu Hierarchię Polską spadną dalsze prześladowania. W nocy z piątku na sobotę wtargnęło UB do pałacu prymasowskiego i przeprowadziło skrupulatną rewizję. (...) Nad ranem aresztowano Księdza Prymasa. (...) Tego więc dnia Ksiądz Prymas przypieczętował swój los i udał się świadomie na drogę wygnania. Wszystkie podane przez reżim powody są obłudnymi wymysłami, w które nikt w Polsce nie wierzy. (...)

Gdybyż bezbożna władza miała przynajmniej tyle odwagi, by się przyznać do istotnych zamiarów swoich. Mówią, że nie walczą z Kościołem, a tylko ze szkodliwym duchowieństwem. Ułożyli sobie tzw. prawo, które jest skrajnym bezprawiem, na podstawie którego mogą uderzyć każdego biskupa, proboszcza, każdego księdza. Gwałt i obłuda wstydzi się własnego oblicza i otacza się pozorami prawnymi, które ją jeszcze bardziej poddają pogardzie uczciwych ludzi. Tak zakuwa się Kościół w kajdany, zamyka mu się usta, a w dodatku jeszcze wymusza się na jego przedstawicielach, aby na to bezprawie wyrazili zgodę. Chcą oni Kościół zdezorientować, rozdzielić i zniszczyć, chcą rozbić spoistość Episkopatu polskiego, aby przejście jednych biskupów ułatwiło zniewolenie reszty; chcą Polskę oderwać od Rzymu.

I tak wydłubują oni z Korony Kościoła brylanty, by je zastąpić marnymi szkiełkami. Czyż tak nie jest? Jeżeli ja kłamię, wtedy oni są pobożnymi owieczkami, jeśli zaś jest, jak mówię, tedy są antychrystami. Otóż zebrali się, by obchodzić misteria swej przewrotności.

Kurtyna się podniosła, a aktorzy dramatu już są na widowni. Cezaropapizm pod berłem Moskwy, oto sens tej nieboskiej komedii. A jej cel? Kościół w ręku antychrysta!

Episkopat Polski chciał zawrzeć układ z reżymem, chciał dać niezbity dowód swej dobrej woli: Episkopat szczerze wykonał wszystkie obowiązki wynikające z układu, lecz próba ta dała wynik absolutnie negatywny: ośrodki dywersji przeciwko Hierarchii, zlaicyzowanie Caritasu, grupa świeckich katolików, «Dziś i Jutro», komisje księży przy ZBoWiD-zie, usuwanie administratorów apostolskich, odrywanie biskupów od diecezji, narzucanie najmitów, proces Biskupa Kaczmarka, usunięcie Księdza Prymasa, otwieranie drogi do apostazji i herezji, oto smutny wynik tej próby. Gdzie się to skończy? Gdzie kres tej drogi? Czy dyplomatyzowaniem coś się osiągnie? (…)

Wolność rodzi się tylko w modlitwie i walce, a Kościół nasz jest Kościołem walczącym. Bóg jest nad nami, a palec Boży wyraźnie wskazuje sługi antychrysta. Czyż nie daje nam do myślenia że sędziów i zdrajców ks. kard. Mindszenty’ego dotknęła już ręka Pańska? Jedni ulegli czystce, drudzy zginęli samobójstwem, inni przepadli. «Nolite tangere Christos meos» – nie tykajcie pomazańców moich – taka jest mowa Ducha Świętego. Wczoraj Stolica Apostolska rzuciła klątwę na wszystkich, którzy się do uwięzienia Księdza Prymasa przyczynili.

Tobie zaś, czci najgodniejszy Prymasie Polski, składamy hołd i korną wdzięczność. «Soli Deo» – takie jest Twoje hasło. Z Twej wierności Bogu płynie wierność dla Ojca Świętego, dla Narodu polskiego. (...) Naszym zaś, Drodzy Bracia, obowiązkiem jest modlitwa za Prymasa naszego. Do tej modlitwy porwijmy świat cały, Rodaków i obcych, każdą uczciwą duszę. Piszmy do Ojca Świętego, przedłóżmy Mu swoją udrękę i pocieszmy Głowę Kościoła we wspólnym smutku.

Nie dajmy się szatanowi od modlitwy odwieść, albowiem taki już zawsze jest podstęp szatana, że prześladuje on, męczy i kusi świętych, aby oni nie mogli czystych rąk swoich wznosić do Boga; wie on bowiem, że modlitwa świętych za świat pokój rodzi, a na przewrotnych gniew Boży sprowadza i karę. (...) Módlmy się przeto za prześladowane Królestwo Boże i za ukochanego Prymasa naszego” („Duszpasterz Polski Zagranicą” 1954, nr 1, s. I-IV).

Starania o uwolnienie Prymasa

W Polsce wiele prób uwolnienia Księdza Prymasa podejmował bp Michał Klepacz, przewodniczący Konferencji Episkopatu w latach 1953-56. Zabiegał też u władz partyjno-rządowych o uwolnienie pozostałych biskupów, zwłaszcza bp. Antoniego Baraniaka, którego aresztowano kilka godzin później po uprowadzeniu Prymasa Polski z Miodowej i osadzono w więzieniu na Rakowieckiej 27 września 1953 r. Niespełna dwa miesiące po jego aresztowaniu, z nadzieją spędzenia z Prymasem Polski świąt Bożego Narodzenia, bp Klepacz wystosował 11 listopada 1953 r. list do premiera Bolesława Bieruta następującej treści:

„Wielmożny Panie Premierze!

W czasie wizyty przedstawicieli Episkopatu u Pana Premiera zwróciłem się do Niego z prośbą, abym mógł po pewnym czasie złożyć podanie na Jego ręce w sprawie odwiedzenia Księdza Kardynała Wyszyńskiego. Pan Premier był łaskaw zgodzić się na tę propozycję.

I oto teraz właśnie zwracam się z uprzejmą prośbą o pozwolenie mi udania się w czasie świąt Bożego Narodzenia do Księdza Prymasa i spędzenia z nim Wigilii i pierwszego dnia świąt. Prośbę tę motywuję w następujący sposób:

Święta Bożego Narodzenia są świętami największymi w całym chrześcijańskim świecie; są to święta miłości i pojednania, a zarazem święta jakby rodzinne. Miło więc będzie zarówno Księdzu Prymasowi, jak i nam móc mu choć w ten sposób uprzyjemnić te święta. Czyli racje czysto humanitarne przemawiają za uwzględnieniem takiej prośby.

Poza tym wizyta moja u Księdza Prymasa spotka się z dobrym oddźwiękiem wśród duchowieństwa i katolików świeckich. Ma to też niemałe znaczenie dla współżycia między Kościołem i Państwem.

Jeszcze raz ponawiając moją prośbę, mam nadzieję, że Pan Premier zechce się przychylić do niej” (Archiwum Sekretariatu Prymasa Polski).

Trzeba było wielu wysiłków, aby sprawę uwolnienia Księdza Prymasa komuniści poważnie rozważyli. Oczywiście, wiele w tej sprawie uczynili robotnicy poznańscy w czerwcu 1956 r. – jako jedno z pierwszych żądań wysunęli uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Podobne żądania wysuwali pracownicy Warszawskiej Fabryki Samochodów na Żeraniu, którzy byli świadkami pokazowego procesu bp. Czesława Kaczmarka, transmitowanego przez Polskie Radio we wrześniu 1953 r., zakończonego skazaniem ordynariusza kieleckiego na 12 lat więzienia. Notabene biskup, torturowany psychicznie i fizycznie, przyznał się do nigdy niepotwierdzonych i nieudowodnionych zarzutów. Komuniści zaś chełpili się swoim sukcesem, wmawiając polskiemu społeczeństwu swoje racje.

Starania o uwolnienie Prymasa Polski podjęły zgromadzenia żeńskie i męskie, a także księża diecezjalni. Już od połowy 1955 r. przygotowywano petycje i prośby składane na ręce bp. Michała Klepacza o uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Sekretariat Episkopatu naturalnie gromadził te wszystkie dokumenty, których liczba sięgała ok. 30. Bp Klepacz na ich podstawie przygotował kolejny wniosek o uwolnienie Księdza Prymasa.

Słowa otuchy dla Prymasa i perswazje do rządu PRL

Biskupi polscy postanowili po raz kolejny wystąpić do władz z prośbą o uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Było to w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze (26 sierpnia 1956 r.). Po zakończonej Mszy św. sprawowanej na jasnogórskim Szczycie przygotowali dwa listy. Pierwszy do uwięzionego Prymasa Polski (w oryginale na s. 13), drugi – do premiera Józefa Cyrankiewicza z prośbą o jego uwolnienie.

Oto treść drugiego listu:

„Panie Premierze,

Już kilkakrotnie za pośrednictwem swych przedstawicieli zwracaliśmy się ustnie i w pismach do Rządu PRL o wrócenie wolności Jego Eminencji Księdzu Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu, Arcybiskupowi Warszawskiemu i Gnieźnieńskiemu, Prymasowi Polski, pozbawionemu wolności w dniu 25 września 1953 r.

Wprawdzie od listopada r[oku] ubiegłego Księdzu Prymasowi zmieniono nieco na lepsze warunki życia, ale nadal nie może pełnić swego urzędu pasterskiego. Rząd PRL przez wypowiedzi swych przedstawicieli sam niejednokrotnie dał do zrozumienia, że w życiu państwowym będzie kierował się zasadami praworządności, które przez czynniki administracyjne często bywały naruszane. Uznał też Rząd prawo do obiektywnej i twórczej krytyki jako jednej z gwarancji panowania prawa sprawiedliwości. Dążność do demokratyzacji jest znowu elementem umożliwiającym obywatelowi obronę swych praw. Ksiądz Prymas, pełniąc swój wysoki urząd, nie mógł nie apelować do czynników państwowych, gdy bywały naruszane prawa Kościoła, i to wbrew przepisom Konstytucji, Porozumienia i obowiązującej Ustawy o wolności sumienia, wskazując jedynie na to, że naruszane były zasady prawa i sprawiedliwości społecznej. Dlatego też przy dziś respektowanych przez państwo przemianach jesteśmy przekonani, że Rząd PRL zmieni swój stosunek do internowanego Księdza Prymasa i pozwoli mu dalej pełnić swoje obowiązki.

Nie potrzebujemy dodawać, że wpłynie to bardzo na uspokojenie opinii wiernych i kleru, którzy nie mogą zrozumieć, dlaczego Ksiądz Prymas w okresie, w którym nastąpiło tyle rehabilitacji, w dalszym ciągu jest izolowany.

Nieustannie ludzie świeccy, duchowieństwo świeckie i zakonne zapytują nas, dlaczego Kardynał Prymas wciąż pozbawiony jest wolności i domagają się od Episkopatu, «by nie ustawał w staraniach o zwolnienie Księdza Prymasa».

Episkopat Polski zebrany na Jasnej Górze w imieniu całego duchowieństwa katolickiego i wiernych prosi Rząd PRL o wrócenie Księdzu Kardynałowi wolności i umożliwienie pełnienia swych obowiązków kościelnych”.

Wydaje się, że list ten, podpisany przez rządców polskich diecezji, w stopniu istotnym przyczynił się do podjęcia przez partię i rząd decyzji o uwolnieniu Prymasa Polski.

Apele duchowieństwa

I jeszcze jeden dokument, odnotowany przez watykański dziennik „L’Osservatore Romano”, który nie znalazł zrozumienia wśród ówczesnych władz PRL. Otóż 7 lipca 1956 r. premier Józef Cyrankiewicz otrzymał petycję podpisaną przez 362 proboszczów z diecezji gorzowskiej w sprawie natychmiastowego uwolnienia Prymasa Polski. Odważny apel duchowieństwa został zignorowany i zapewne wrzucony do kosza. Jak czytamy w petycji, „kapłani nawołują rząd Polski Ludowej do zakończenia stanu, który masy ludowe katolickiej Polski doprowadza do rozgoryczenia, ponieważ organy rządowe pozbawiły J. Em. Ks. Kard. Wyszyńskiego, Prymasa Polski, wolności wykonywania jego władzy arcybiskupiej”.

I dalej piszą proboszczowie parafii gorzowskich: „Powszechnie znany jest fakt, że Kler Polski w ciągu tysiąclecia naszej historii zawsze wiernie bronił suwerenności i niepodległości Narodu Polskiego. Nie mniej znany jest fakt, że Lud Polski zrósł się ze swym Duchowieństwem w jedno serce i jedną duszę na codzienny trud życia narodowego. Stąd Duchowieństwo Polskie najlepiej zna uczucia i pragnienia społeczeństwa polskiego.

Dziś przede wszystkim Naród Polski pragnie wolności religijnej w całym tego słowa znaczeniu. Zaś jako dowód rzeczowy takiej wolności religijnej społeczeństwo nasze chce widzieć Prymasa Polski, sprawującego swój urząd bez żadnych przeszkód ze strony władz świeckich. Czynniki urzędowe, które trwałyby przy swoim postanowieniu pozbawienia Prymasa Polski wolności w sprawowaniu swego posłannictwa w życiu naszego Narodu, niech wiedzą, że są w błędzie.

W oparciu o znajomość opinii publicznej, sądzimy, że Rząd Polski Ludowej nie ma żadnych korzyści z uwięzienia Jego Eminencji Księdza Kardynała Wyszyńskiego. Natomiast Rząd Polski Ludowej może mieć tę pewność, że przez aresztowanie Najdostojniejszego Księdza Prymasa Polski splamił karty historii ojczystej aktem bezprawnym, który również w przyszłości, jeśli natychmiast nie zostanie naprawiony, przyniesie szkodę i czynnikom rządzącym, i całemu społeczeństwu polskiemu właśnie przez rozgoryczenie katolików, a co za tym idzie – przez brak zgody i jedności w Narodzie” (F.A. [Federico Alessandrini], „Tre anni di relegazione” [Trzy lata odosobnienia] „L’Osservatore Romano” 1956, nr 223).

Uwolnienie Prymasa Polski nastąpiło dwa miesiące później (28 października 1956 r.). Komuniści, w wydanym następnego dnia komunikacie, cały sukces związany z powrotem Prymasa do Warszawy naturalnie przypisali sobie. Tymczasem właściwym podmiotem do świętowania tego sukcesu było polskie społeczeństwo, stanowczo domagające się uwolnienia kard. Stefana Wyszyńskiego, polscy biskupi i kapłani, którzy nie ustawali w wysiłkach na rzecz powrotu Prymasa Polski do Gniezna i Warszawy.

Warto zajrzeć do dwóch artykułów tych autorów, zamieszczonych w „Niedzieli” nr 12 z datą 23 marca 2014 r. oraz nr 21 z datą 25 maja 2014 r.

CZYTAJ DALEJ

Patronka Warszawy i strażniczka Polski jednoczy wszystkich

Papież Franciszek otrzymał w prezencie od Andrzeja Dudy obraz Matki Bożej Łaskawej, patronki Warszawy. W 1652 r. Polacy modlili się do Matki Bożej Łaskawej o ustanie epidemii. Po ustaniu zarazy ogłoszono Matkę Bożą Łaskawą patronką Warszawy.

- Matka Boża Łaskawa jednoczy wszystkich w modlitwie - podkreśla ks. Krzysztof Ziółkowski, kustosz powstającego sanktuarium św. Jana Pawła II w Radzyminie, przy którym stanie pomnik będący wotum za pomoc Matki Bożej w obronie Warszawy w 1920 roku.

Duchowny opowiada, w jaki sposób do radzymińskiej parafii trafił obraz Matki Bożej Łaskawej. - Nieznana nam pani przekazała nam obraz Matki Bożej Łaskawej, który pierwotnie miał być feretronem. Obraz oprawiony był w bogato zdobione złote ramy. Okazał się jednak zbyt ciężki, żeby nosić go w procesjach. Miesiąc później biskup Romuald Kamiński wyszedł z inicjatywą, aby przy powstającym Sanktuarium postawić figurę Matki Bożej Łaskawej, a obraz umieścić w głównym ołtarzu - mówi ks. Ziółkowski.

Szczegółowe informacje na temat wsparcia budowy pomnika Matki Bożej Łaskawej można znaleźć tutaj.

Od początku pandemii w diecezji warszawsko-praskiej każdego wieczora prowadzona jest modlitwa różańcowa przed obrazem Matki Bożej Łaskawej, który towarzyszy męskim wspólnotom na Starym Mieście podczas publicznego różańca w pierwsze soboty miesiąca. Biskupi warszawsko-prascy, którzy zainicjowali tę modlitwę, słowami Jana Pawła II zawierzyli przed obliczem Łaskawej Pani Warszawę i Polskę.

Przed Jej wizerunkiem modlili się wierni stolicy w XVII w. podczas panującej wtedy zarazy, a Rada Miasta ogłosiła Matkę Bożą Łaskawą patronką stolicy. Maryja zasłynęła z interwencji podczas „Cudu nad Wisłą” i dwukrotnego pojawienia się w 1920 r. na polach Bitwy Warszawskiej, między Radzyminem a Ossowem.

24 marca 1651 r. obraz został koronowany (była to pierwsza koronacja w Polsce maryjnego obrazu), a Matka Boża Łaskawa stała się nie tylko patronką stolicy, ale i Strażniczką Polski.

Dziś w Radzyminie dzięki licznym darczyńcom powstaje sanktuarium św. Jana Pawła II jako wotum wdzięczności za Cud nad Wisłą. Parafia chce zdążyć z ukończeniem prac związanych z budową świątyni przed 100. rocznicą „Cudu nad Wisłą”. Budowę sanktuarium można wspierać poprzez przekazywanie datków.

W XVII wieku na Mazowszu nie było niemal domu bez malowanego czy drukowanego obrazka wybawicielki od zarazy i wszelkiego utrapienia. „Trudno byłoby, nie tylko w czasie zarazy, znaleźć kogoś, kto by nie miał medalika Madonny od zarazy. Nosili je wszyscy, nie tylko katolicy, lecz także innowiercy! Panowało powszechne przekonanie, że Najłaskawsza temu, kto prosi, opieki nie odmawia, nie patrząc na wyznanie petenta!” – pisze Ewa J. P. Storożyńska w książce „Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą”.

Autorka wznowionego wydania publikacji przypomina, że „do Madonny o Łaskawym Obliczu coraz liczniej przyjeżdżali wierni z innych miast, by się pokłonić i wzywać Jej protekcji”. Współautor książki, ks. Józef Bartnik wskazuje: „Do Maryi, naszej Mamy możemy mieć pełne zaufanie i pewność, że powierzonymi osobami, sprawami się zaopiekuje, trudnościom zaradzi, problemy rozwiąże”. Duchowny zachęca do zawierzenia Matce Bożej swoich problemów, bolączek, oczekiwań czy niespełnionych marzeń. „Maryja nie tylko Was wysłucha, ale miejcie pewność, że wszystkie powierzone Jej problemy sama rozwiąże” - zaznacza kapłan, który otrzymał liczne świadectwa osób wskazujących na szczególne wstawiennictwo Matki Bożej w sytuacjach po ludzku beznadziejnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję