Reklama

Wiadomości

Ucieczka na wieś

Polska wieś zmienia się na naszych oczach – zdaniem niektórych, znacznie szybciej niż miasto. Zmiany te dotyczą poziomu życia, ale także mentalności. I zapewne ów postęp cywilizacyjny sprawił, że coraz częściej nie tylko mieszczuchy marzą o ucieczce na wieś

Zrobiliśmy sobie rodzinną podróż sentymentalną w Świętokrzyskie, w moje rodzinne strony – opowiada Andrzej Kalinin. – Pamiętam je z dzieciństwa, a moje dzieci – z lat 70. i 80. XX wieku, gdy zabierałem je na wakacje w okolice Bocheńca, nad Wierną Rzekę. Wałęsaliśmy się wtedy sporo po okolicy. Było dziko, pusto, do obozowiska podchodziły dzikie zwierzęta. Ogólna bieda, władza ludowa straszyła z plakatów, a w sklepach GS-u towar był tylko rano. Po latach wróciliśmy zobaczyć stare kąty i... pełne oniemienie. Naszym zdaniem, jeśli ktoś chce ocenić skalę zmian w Polsce od czasu upadku komuny, niech pojedzie do jakiejś dawnej tzw. zapadłej dziury. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia na rynku w Jędrzejowie, przy kamieniczkach w Małogoszczy – to dziś miasteczka cukiereczki. Zaglądaliśmy do wiosek i wioseczek wzdłuż drogi nr 728, które zauroczyły nas ponownie. Tyle że inaczej: po pierwsze – schludnością w obejściach; wszystko wyremontowane, pelargonie w oknach, przystrzyżona trawa. Po drugie – dobrymi drogami, chodnikami, na których nie zwichniesz sobie kostki. To zmiany nie tylko zewnętrzne, ale też sięgające mentalności, pewnych nawyków, stylu życia. W niedzielę z kościoła wysypują się ludzie i każdy zmierza do własnego auta. Każdy ma też na sobie modny strój – wprost Francja elegancja – żadnej różnicy z miastem...

Jak się żyje?

W lutym tego roku CBOS opublikował raport podsumowujący kilkuletnie badania na temat poziomu życia na wsi z punktu widzenia jej mieszkańca. Okazuje się, że gdzieś do połowy lat 90. XX wieku rolnicy twierdzili, iż na wsi żyje się znacznie gorzej niż w mieście. Narzekali na dużo niższy poziom życia, ciężkie warunki pracy – lub wprost jej brak, na małe szanse zdobywania dobrego wykształcenia czy posady, nie mówiąc już o braku możliwości korzystania z dóbr kultury, rozrywek itd. Widoczna zmiana nastąpiła po 2000 r., gdy zauważono, że statystycznie coraz mniej ludzi wsi wybiera życie w mieście. Złośliwi dodawali, że to z powodu zaczynającej się wówczas emigracji zarobkowej. Co więcej, z czasem zaczął pojawiać się trend odwrotny – najpierw mieszczuchy zaczęły doceniać wieś, potem także ci, którzy z niej kiedyś wyjechali, np. po wykształcenie. Jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać na terenach wiejskich wokół wielkich miast osiedla domków jednorodzinnych, szeregowce, a nawet bloki. Miastowi zaczęli zachwycać się życiem na łonie natury. Do tego doszły inne zalety – na wsi jest taniej, bezpieczniej i spokojniej, a i ludzie wydają się bardziej życzliwi. Po 2006 r. upadło też wiele stereotypów dotyczących mieszkańców wsi, a i oni sami zaczęli lepiej o sobie myśleć. W ostatnich latach z badań socjologicznych wynika już jasno, że mieszkający na wsi widzą coraz mniej różnic między poziomem ich życia, a tym w mieście.

To się wyrównuje

Reklama

Marek Siemaszczyk, który po studiach wrócił na swoją wieś, zwraca uwagę na jeszcze jedno zjawisko. Tereny wiejskie to już niekoniecznie tereny rolnicze. W jego okolicy – czyli 40 km od Poznania – połowa ludzi znalazła pracę w mieście. Na roli pracują hobbystycznie. Hodują kwiaty albo, jak Marek, ekologiczne warzywa na potrzeby rodziny. Człowiek urodzony na wsi nie musi już być rolnikiem. – Praca na roli jest nadal ogromnie ciężka, mimo tej całej mechanizacji. Trzeba to kochać, inaczej jest tylko harówka – dodaje.

Kochają wieś, więc mieszkają w niej nawet kosztem męczących dojazdów. Ale życie zawodowe wiążą z miastem. Przynajmniej na razie.

– Mój ojciec codziennie dojeżdżał do pracy w Hucie Katowice. Prawie 70 km w jedną stronę – opowiada Łukasz rodem z podczęstochowskiej wsi. – To dla mnie żadna nowina. Kumpel ze studiów trzy razy w tygodniu jeździ Pendolino do Warszawy. Jedzie i wraca. Ja także nie wyobrażam sobie życia w mieście na stałe. Jak policzę wszystkie koszty, to mi się zeruje, więc wybieram wieś. Moja dziewczyna, rodowita krakowianka, także chce po ślubie mieszkać na wsi. Remontujemy dom dziadka. Z ogrodu mamy widok na piękny stary las...

Reklama

Artur skończył studia w Krakowie i kilka lat zajęło mu uporządkowanie sobie życia.

– Świat stał się globalną wioską. Jeśli mam ochotę iść do dobrego teatru czy na koncert, to rezerwuję sobie bilet w Internecie. To samo z dużymi zakupami. Dojazd nie stanowi przecież problemu. Wszystko da się zorganizować, a życie na wsi jest w tej chwili naprawdę lepsze niż w mieście. Na studiach, gdy ktoś mnie pytał, skąd pochodzę, mówiłem, że spod Krakowa. Każdy był spod czegoś dużego. Wstydziłem się trochę swojej wsi z kilkoma chałupami i drogą bez asfaltu. Dziś wstyd mi za tamten wstyd, bo teraz młodzi nie mają już takich kompleksów. Mówią wprost i głośno, że są ze wsi, bo to żaden obciach, a raczej powód do dumy, bo ma się konkretne korzenie, ktoś za tobą stoi, jakaś historia – a wtedy czujesz grunt pod nogami. To się w życiu sprawdza. Dlatego wróciłem.

– W mieście czułam się jakaś wyrwana, anonimowa. W czasie nauki bardzo mi się to podobało, ale potem – już nie... Jak myślę o mieszkaniu na blokowisku, to robi mi się niedobrze. Moje miejsce na ziemi to moje miasteczko. Mam tu swój cudowny dom, rodzinę, przyjaciół. Proboszcz zna mnie od dziecka i wie, co u mnie słychać. Znam z imienia panią ze sklepu, listonosza, policjanta. Lubię takie swojskie klimaty. Dojeżdżam do pracy codziennie, ale nie żałuję tej decyzji. Nie mam poczucia, że coś mnie omija w życiu. Wręcz przeciwnie... – mówi Anka Nowacka.

Mieszczuch na wsi

Centra dużych miast powoli pustoszeją. Kamienice zamienia się na biura i kancelarie. Banki wynajmują całe piętra. W większości polskich miast są takie ulice, które po zamknięciu sklepów i urzędów pustoszeją. Z kolei kupienie mieszkania w atrakcyjnej dzielnicy, zwłaszcza nowego, to horrendalny wydatek. Zresztą już chyba tylko młodym ludziom nie przeszkadza życie w miejskim ulu, gdzie nieustannie coś się dzieje, ktoś imprezuje, a sąsiad z 8. piętra od pół roku robi remont. Ruch uliczny dla wielu jest nie do zniesienia. Agent handlu nieruchomościami twierdzi, że często ceny nieruchomości w wioskach lub małych miejscowościach wokół metropolii są mniejsze lub zbliżone do cen mieszkań w centrum. Dla wielu wybór jest oczywisty. Pojawienie się mieszczuchów na wsi zmienia też samą wieś. Takie mieszanie się stylów życia jest korzystne dla wszystkich.

– Nie wrócę już do Warszawy, mimo że kocham to miasto – mówi Barbara Ćwiłowicz, mama dwóch synów. Razem z mężem prowadzi niewielką firmę transportową. Ucieczka na wieś była koniecznością zaleconą przez lekarza. Młodszy syn jest bowiem uczulony... na miasto.

– Najpierw cierpiałam i potrafiłam jechać do centrum, żeby pobyć w tłumie – wspomina Barbara. – Trzeba było mocno przeorganizować całe rodzinne życie, ale w efekcie ta przeprowadzka okazała się strzałem w dziesiątkę. Dzieciaki chodzą do gminnej podstawówki – nie ma fobii szkolnej i nerwów. Inni nauczyciele, inne tempo nauki, zero tzw. spinki. Jest bezpiecznie i spokojnie.

Nie ma lekko

Choć życie na wsi jest postrzegane w coraz jaśniejszych barwach, nie jest to raj na ziemi. Rolnicy w zdecydowanej większości uważają, że państwo traktuje ich po macoszemu, że nie ma pomysłu, jak zrobić z rolnictwa dochodową gałąź gospodarki. Że w sytuacjach kryzysowych – jak np. teraz, gdy Polskę zniszczyła susza – rolnik zostaje sam z problemem. Że pamięta się o nich głównie podczas kampanii wyborczych.

– Ludziom nie opłaca się pracować w małych gospodarstwach. Moi sąsiedzi sprzedają ziemię przy drodze jako działki budowlane, bo lepiej zarobią na tym niż na jej uprawie. Myślę, że gdyby był u nas boom na żywność ekologiczną, a taka najfajniej wychodzi właśnie w małych gospodarstwach, to wielu wróciłoby do pracy na roli. Ale potrzebne jest jakieś wsparcie ze strony państwa. Niektórzy stawiają na agroturystykę i jest to jakiś pomysł na zarobek, ale chyba nikt w mojej okolicy nie traktuje tego jako głównego źródła dochodu. Nie można całej polskiej wsi zamienić w jeden wielki agroturystyczny moloch, bo co będziemy jeść... A co rusz słyszę, że jak komuś gospodarka rolna padła, to mu urzędnik radzi założyć letnisko... – mówi Marek spod Poznania.

Polska wieś zmienia się szybciej niż miasto. Miejmy tylko nadzieję, że zmiany te pójdą w dobrym kierunku.

2015-09-01 14:03

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wieś w sercu i obiektywie

Na rynku wydawniczym ukazała się najnowsza książka ks. prof. Edwarda Walewandra, kapłana pochodzącego z Niemirówka, należącego do parafii krasnobrodzkiej. Zapraszamy Czytelników Niedzieli Zamojsko-Lubaczowskiej do lektury książki ukazującej piękno Niemirówka i bogactwo historii rodzinnej miejscowości ks. Walewandra.

W słowach recenzji ks. prof. Zygmunta Zielińskiego znajdujemy m.in. taki opis: „W Niemirówku bywam nie od dzisiaj, może dziś już nieczęsto, ale kiedyś częściej. Na przestrzeni lat można było śledzić zachodzące tam zmiany. Obecność w tej dość niepozornej wsi zawdzięczam Przyjacielowi, autorowi tej książki, dla którego wieś była jego małą ojczyzną. W przeciwieństwie do wielu, którzy stare domowe pielesze odwiedzają jak po ogień i w obawie, by nie pobrudzić eleganckiego auta, on bywał tam z potrzeby serca, nie tylko po to, by nacieszyć się obecnością swoich Rodziców, później już tylko Mamy, prawdziwie doglądającej ogniska domowego, niezastąpionej Babci, tak kiedyś typowej dla polskiej wsi postaci, w której mądrość sąsiadowała z otwartym dla każdego sercem. Waśnie ona, i to jej serce, które się czuło na odległość, sprawiały, że przymawiałem się koledze o te odwiedziny. I mi ich nie żałował. Dlatego mogę powiedzieć, że znałem Niemirówek. A raczej mogłem tak powiedzieć, zanim nie sięgnąłem po książkę”.

Aż trudno sobie wyobrazić, jak wiele można powiedzieć przy pomocy obrazu. On to sprawia, że wieś dla kogoś przejezdnego, sprawiająca wrażenie pustej, ożywia się i ma tak wiele do powiedzenia.

Ks. prof. Walewander nigdy się z Niemirówka nie wyprowadził, choć poznał kawał świata i na katedrze uniwersyteckiej, na ambonie i obejściu kościelnym pełnił swą misję. Ale pozostał tam, skąd wyszedł, gdzie pozostały groby, gdzie stale wraca, bo stamtąd wziął wszystko, co ma dla siebie i dla innych. Od tych myśli nie można się oderwać smakując pokarm, jaki zawiera jego książka. Słowem powiedział wszystko, co było do powiedzenia. Powiedział o potrzebie napisania takiej właśnie książki w Przedmowie. Dokładnie 21 stron. W pierwszej chwili czytelnik czuje pewien zawód. Tylko tyle? Wystarczy jednak kartkować dalej. Jest tam wszystko. Są dzieje tej ziemi, jest Kościół, rodzina, młode pokolenie, oświata, służba wojskowa. Jest wreszcie praca i życie towarzyskie społeczności, a wszystko spięte nieuniknionym losem ludzkim – pochówkiem. Wszystko to opisane obrazem, fotografią, pozowaną i uchwyconą na żywo. Jest ten zewnętrzny kształt życia, ta codzienność: w zaciszu chaty, w obejściu, w polu. Jest także chwila wytchnienia, zabawa, radość z bycia w gromadzie, gdzie nie ma lepszych i gorszych, wszyscy bowiem na miarę swych możliwości budują wspólny byt.

Jest ten zewnętrzny kształt życia, ta codzienność: w zaciszu chaty, w obejściu, w polu. Jest także chwila wytchnienia, zabawa, radość z bycia w gromadzie, gdzie nie ma lepszych i gorszych, wszyscy bowiem na miarę swych możliwości budują wspólny byt.

Aż trudno sobie wyobrazić, jak wiele można powiedzieć przy pomocy obrazu. On to sprawia, że wieś dla kogoś przejezdnego, sprawiająca wrażenie pustej, ożywia się i ma tak wiele do powiedzenia. Umiejętność takiej jej prezentacji to zasługa autora książki, rzecz jasna mająca swe źródło w doświadczeniu władania piórem oraz analizowania przeszłości, ale trzeba i to powiedzieć, że taka książka mogła powstać jedynie z potrzeby zamanifestowania więzi serdecznych, uczuciowych, których nie należy się wstydzić, gdyż jedynie one oddają rzeczywistość bez tej sztuczności, jaką wprowadza zbyt daleko idąca stylizacja.

CZYTAJ DALEJ

Prezydent Duda po spotkaniu z Ojcem Świętym

2020-09-25 15:09

[ TEMATY ]

Watykan

Andrzej Duda

Agata Kornhauser‑Duda

Vatican Media/ Prezydent.pl

Ojciec Święty Franciszek zwrócił uwagę na to, że prowadziliśmy przez ostatnie lata bardzo skuteczną politykę dla rodziny. Ogromnie mi za to dziękował. Ze wzruszeniem przyjąłem te podziękowania. Wspominał o tych wszystkich programach, które uruchomiliśmy, o tym, że dbamy o rodziny wychowujące dzieci. Cieszę się, że wie o tym Ojciec Święty, że wie o tym Stolica Apostolska - mówił prezydent RP Andrzej Duda podczas briefingu na placu św. Piotra w Watykanie.

  • - Miałem niezwykle miłe i wzruszające spotkanie z Ojcem Świętym. Rozmawialiśmy o sytuacji w Polsce, o pandemii koronawirusa.
  • Wspomniał także o tematach, jakie podjął w rozmowie z kard. Pietro Parolinem. - Mówiliśmy szerzej o polityce międzynarodowej, o sytuacji na Białorusi.

- Jest dla mnie wielką radością, że mimo pandemii koronawirusa, mimo tego, że nie mogliśmy przybyć z narodową pielgrzymką 18 maja po to, żeby oddać hołd św. Janowi Pawłowi II, dziś w imieniu całego narodu polskiego mogłem tu uczestniczyć we Mszy św., że mogliśmy wraz z moją żoną i całą delegacją złożyć wieniec na grobie Ojca Świętego i modlić się za jego pośrednictwem o powodzenie dla naszej Ojczyzny i całego narodu - mówił prezydent, podsumowując swoją wizytę w Watykanie. Nawiązał też do spotkań z papieżem Franciszkiem i sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolinem, które odbył w piątkowe przedpołudnie.

- Miałem niezwykle miłe i wzruszające spotkanie z Ojcem Świętym. Rozmawialiśmy o sytuacji w Polsce, o pandemii koronawirusa. Ojciec Święty podziękował mi za to, że pamiętaliśmy w tych trudnych czasach także o innych społeczeństwach i narodach, za pomoc której udzieliliśmy Włochom, która przyszła tu do Watykanu, ale także za tę pomoc, która poszła z Polski do państw partnerstwa wschodniego, do państw Bałkanów Zachodnich. Powiedziałem, że w trudnych czasach powinniśmy być razem, powinniśmy okazywać solidarność i że jest dla mnie wielką satysfakcją, że nasze państwo, że my, Polacy, tę solidarność w tych trudnych czasach związanych z pandemią okazaliśmy - mówił Duda.

Wspomniał także o tematach, jakie podjął w rozmowie z kard. Pietro Parolinem. - Mówiliśmy szerzej o polityce międzynarodowej, o sytuacji na Białorusi. Kardynał pytał, jak ją postrzegamy, ja również pytałem, jakie jest stanowisko Stolicy Apostolskiej. W zasadzie mieliśmy wspólne zdanie, że należy wspierać wszystkich tych, którzy chcą prawdziwej demokracji, którzy chcą wolności, którzy chcą żyć w uczciwym państwie. I ci ludzie powinni mieć nasze wsparcie, ale oczywiście Białoruś sama powinna decydować o sobie, w wolnych wyborach, takich, które są wyborami uczciwymi. Tutaj mieliśmy stanowisko jednoznaczne, że wspólnota międzynarodowa powinna tego od władz Białorusi wymagać (...) i w tym społeczność międzynarodowa powinna naród białoruski wspierać - relacjonował szef polskiego państwa.

Zaznaczył, że przedmiotem rozmów była także sytuacja na Bliskim Wschodzie, a także losy chrześcijan w różnych stronach świata. - Odebrałem podziękowania za to, że nasze stanowisko w tych sprawach jest tak bardzo pryncypialne, że zawsze stajemy w obronie tych, którzy są uciskani. Rozmawialiśmy również o kwestiach związanych z przyszłością Unii Europejskiej, z tymi wszystkimi procesami, które się toczą - podsumował. Zapowiedział, że podczas popołudniowego spotkania ze wspólnotą Sant'Egidio będzie rozmawiał na temat różnorodnych działań, wspierających ludzi ubogich, a także na temat programów społecznych, wdrożonych w Polsce w ramach pomocy najbardziej potrzebującym.

- Ojciec Święty Franciszek zwrócił uwagę na to, że prowadziliśmy przez ostatnie lata bardzo skuteczną politykę dla rodziny. Ogromnie mi za to dziękował. Ze wzruszeniem przyjąłem te podziękowania. Wspominał o tych wszystkich programach, które uruchomiliśmy, o tym, że dbamy o rodziny wychowujące dzieci. Cieszę się, że wie o tym Ojciec Święty, że wie o tym Stolica Apostolska - dodał prezydent.

Krótkie spotkanie z dziennikarzami odbyło się zaraz po zakończeniu prezydenckiej wizyty w Watykanie, na którą złożyły się: audiencja u Ojca Świętego, spotkanie z sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolinem i udział w prywatnej Mszy św. przy grobie św. Jana Pawła II, której przewodniczył abp Jan Romeo Pawłowski, kierujący sekcją III Sekretariatu Stanu.

CZYTAJ DALEJ

Na drodze do świętości

2020-09-26 22:24

[ TEMATY ]

Jasna Góra

św.Ojciec Pio

Grupy Modlitwy

Przeprośna Górka

Beata Pieczykura/Niedziela

Grupy Modlitwy św. Ojca Pio z całej Polski czuwają na modlitwie w dniach 26-27 września. Pierwsza część spotkania odbyła się na Górce Przeprośnej (Koronka do Bożego Miłosierdzia, Droga Krzyżowa, Różaniec, Msza św.). Teraz na Jasnej Górze trwa nocne czuwanie. Po Apelu Jasnogórskim pielgrzymi przeżywają konferencje i o godz. 24 Mszę św.

Spotkali się, aby pogłębić więź z Bogiem i realizować swoje powołanie. Pragną bowiem upodobnić się do Ukrzyżowanego przez miłosierdzie i modlitwę. Dlatego wpatrują się w św. Ojca Pio i pamiętają jego słowa: „Niech Serce Jezusa będzie centrum wszystkich twoich inspiracji”.

– Życie św. Ojca Pio było czytelnym znakiem obecności Boga w świecie – mówił ks. prał. Włodzimierz Kowalik, proboszcz bazyliki archikatedralnej Świętej Rodziny w Częstochowie, do członków Grup Modlitwy św. Ojca Pio 26 września w sanktuarium św. Ojca Pio na Górce Przeprośnej. Kapłan przewodniczył Mszy św. i wygłosił słowo Boże w miejscu, gdzie jest czczony święty stygmatyk. Przypomniał istotne rysy św. Ojca Pio na jego drodze do świętości, takie jak: modlitwa, pokora, przebaczenie, zgłębianie tajemnicy krzyża i cierpienia, umiłowanie Eucharystii i konfesjonału – miejsca leczenia dusz z ran grzechu, troska o zbawienie ludzi oraz świadczenie miłosierdzia. Kaznodzieja przypomniał, że święty kochał Maryję, a u kresu życia apelował: „Miłujcie Maryję, szerzcie miłość do Niej, odmawiajcie zawsze Różaniec”. Ks. prał. Kowalik zwrócił uwagę na cechy charakterystyczne grup modlitwy, którymi są miłosierdzie i modlitwa. Dlatego ich członkowie mają świadomość, że królestwo Boże buduje nieustanna, pokorna i oddana modlitwa, „modlitwa, która jest obecnością przed Panem, staje się też drogą, sposobem uprasza nawrócenia, uzdrawiania wnętrza ludzkiego”. Z modlitwy rodzą się potrzeba miłości i dobroci. Na zakończenie kaznodzieja pytał: – Co by powiedział dziś św. Ojciec Pio, czy tej modlitwy, fundamentu życia, jest wystarczająco dużo?

O. Eugeniusz Maria Lorek, kustosz sanktuarium św. Ojca Pio, zachęca pielgrzymów, by na wzór św. Ojca Pio rozważnie używali darów Bożych, charyzmatów. W tym duchy wyjaśnia: – Staramy się ukazać, że święty to nie ten, który nie ma problemów, ale ten, którego Bóg powołuje i umacnia do pokonywania trudności.

Mówią pielgrzymi

Członkowie grup jednogłośnie twierdzą, że św. Ojciec Pio pomaga im w życiu i jest bardzo skuteczny, o czym nie raz mogli się przekonać.

Danuta i Władysław z sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Kałkowie, który przybyli do sanktuarium św. Ojca Pio na Górce Przeprośnej, uważają, że „Ojciec Pio był tak dobry i kochany. I prowadzi nas. Idziemy jego drogą, drogą prawdy, miłości. To jest coś pięknego.

– Wielu z nas ufa i zawierza Miłości, która nas powołała do życia, zawierza troski, ufając, że może odwrócić zło i nauczyć miłości podobnej to tej, którą nasz Stworzyciel i Ojciec nas obdarza, i przekazywać ją dalej. Kiedy człowiek spojrzy na życiorys Ojca Pio, to zauważy trochę podobieństw. W jego życiu były takie chwile, kiedy przeżywał ciemne noce, wątpił, a część osób z naszej grupy jest po różnych przeżyciach, przejściach, pokiereszowanych przez życie, ale, jak to mówią, upaść siedem razy, a powstać osiem i tego mnie nauczył święty – powiedziała „Niedzieli” Aleksandra z parafii Chrystusa Króla w Gliwicach, której towarzyszyły Elżbieta i Barbara.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję