Reklama

Wiadomości

Gdy Bóg wychodzi na ring

Niedziela małopolska 33/2015, str. 4-5

[ TEMATY ]

uzależnienia

nałóg

Sergey Nivens/Fotolia.com

W Krakowie działają nie tylko grupy Anonimowych Alkoholików (AA), ale i żarłoków (dla osób mających problem z kompulsywnym objadaniem się) czy hazardzistów. Od prawie 8 lat w naszym mieście istnieje także dążąca do trzeźwienia z żądzy seksualnej wspólnota Anonimowych Seksoholików (SA – z ang. Sexaholics Anonymous).

– Do naszej wspólnoty przychodzą ludzie zdesperowani – mówi Jan. – Dodałbym: w tarapatach, na zakręcie życiowym, ludzie, którzy zaliczyli „dno”. Ja też tego doświadczyłem – przyznaje Tadeusz. Obaj są mężami, ojcami, wykształceni, z pozycją zawodową.

Pod ścianą

Jan: – Przez lata byłem w czynnym nałogu, który próbowałem powstrzymać wieloma katolickimi ćwiczeniami duchowymi i terapiami u psychologów. Z perspektywy czasu wiem, że te wszystkie środki były dobre, hamowały rozwój choroby, ale nie potrafiły jej zatrzymać. Kiedyś trafiłem na świadectwo seksoholika w piśmie „Miłujcie się!”. Przeczytałem i odłożyłem. Jednak gdy znalazłem się pod totalną ścianą, odszukałem ten tekst i zadzwoniłem pod podany w nim numer.

Reklama

– Czym była ta „ściana”? – dopytuję.– Pierwsza masturbacja zdarzyła mi się, gdy miałem lat 15. Nie chciałem z tego od razu zrezygnować, bo było przyjemnie, z drugiej strony miałem poczucie winy, więc z pewnym ociąganiem chodziłem do spowiedzi. Sytuacja się diametralnie zmieniła, gdy miałem 19 lat i trafiłem na seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Tam doświadczyłem, że Bóg mnie kocha takiego, jakim jestem. Przyjąłem Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela. Doświadczyłem też ludzkiej życzliwości, akceptacji. Zaangażowałem się mocniej w wiarę, zacząłem codziennie chodzić na Mszę św., modliłem się Biblią. Brak czystości zaczął mi przeszkadzać. Pewnego dnia, gdy byłem w drodze do kościoła, przypomniałem sobie fragment z Ewangelii o kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie (J 8, 1-11). Poczułem, że słowa Jezusa: „Idź, a odtąd już nie grzesz” są skierowane do mnie i że otrzymuję siłę do niegrzeszenia. Od tamtego momentu wydawało mi się, że mój problem zniknął. Minął rok. Wstąpiłem do zakonu. Na początku było w miarę dobrze. Po pół roku – zdarzył się wiadomy grzech. Wyspowiadałem się. Za kilka miesięcy kolejny upadek. A w którymś momencie nie byłem w stanie się powstrzymać. Złożyłem już pierwsze śluby czasowe (czystość, ubóstwo, posłuszeństwo), a tutaj taki nałóg! Czułem się fatalnie, bo nie mogłem dotrzymać tego, co ślubowałem... Było coraz gorzej. Ta męka trwała 17 lat. W międzyczasie opuściłem zakon. Zanim to się stało, jeden ze spowiedników dał mi kartkę z 12. Krokami AA i zasugerował, że to być może będzie droga dla mnie. Wydało mi się, że wszystko, co tam jest napisane w jakiś sposób wypełniam w codziennym życiu. Byłem w wielkim błędzie. Moje zdrowienie rozpoczęło się, gdy wstąpiłem do Wspólnoty SA. Miałem 35 lat.

Sponsor

Bóg nie uzdrowił Jana „automatycznie”. Mężczyzna podjął systematyczną pracę opartą na programie 12 Kroków SA (na wzór zasad wypracowanych w AA). Teraz zachowuje trzeźwość i pomaga innym trwać w niej, przekazuje też swoją wiedzę na zewnątrz. Jan: – Kiedyś marzyłem, by wykładać w seminarium. Nie wykładam, ale od 4 lat chodzę tam z moimi braćmi na zaproszenie ks. Mirosława Żaka z Duszpasterstwa Trzeźwości Archidiecezji Krakowskiej. Mówię alumnom o problemie seksoholizmu i o programie 12 Kroków, dzieląc się swoim doświadczeniem.

Do rozmowy włącza się Tadeusz: – Tak się złożyło, że Jan jest moim „sponsorem” – tak nazywamy osobę o dłuższym stażu trzeźwości, która pomaga innej w zdrowieniu. Jan mówi mi, na czym polega problem, jest jakby „latarnią”. Daje mi swój czas, choć ma rodzinę, pracę. Mogę do niego zadzwonić, gdy mam kryzys. Ja też mam swoich podopiecznych, którym staram się pomóc.

Reklama

– Moja droga była zupełnie inna – opowiada Tadeusz. – Odnosiłem sukcesy zawodowe, robiłem karierę. Ale wewnątrz czułem pustkę, lęk, strach i depresję. Przyszedłem do Wspólnoty, jak już byłem w związku małżeńskim – zazdroszczę ludziom, którzy trafili do niej wcześniej. Dokonywałem zniszczenia psychicznego mojej żony. Teraz wiem, że seksoholizm to choroba, która prowadzi do śmierci duchowej. Byłem nauczony kontrolować siebie i swoje życie, nie przywykłem do wyznawania słabości. To coś, czego się wstydziłem. Wiem, że do Wspólnoty przyszedłem dzięki wstawiennictwu św. Siostry Faustyny. Bliski rozpaczy modliłem się w Łagiewnikach. Wykrzyczałem pretensje, które miałem w sobie. Później nastąpił zlepek sytuacji – znalazłem na stronie internetowej telefon, z wysiłkiem zadzwoniłem. Po drugiej stronie był ktoś życzliwy, seksoholik, który mnie rozumiał, bo był kiedyś w takiej samej sytuacji, co ja. Powiedział mi, co powinienem zrobić, podał adres i godzinę mitingu. Wstąpienie do Wspólnoty to, oprócz zawarcia małżeństwa, największe wydarzenie w moim życiu – wyznaje Tadeusz.

Mitingi w Krakowie i Tarnowie

Wspólnota Anonimowych Seksoholików działa w Krakowie od grudnia 2007 r. Obecnie w naszym mieście spotyka się siedem autonomicznych grup. Dwie grupy istnieją w Tarnowie. Na stronie: sa.org.pl można sprawdzić listę aktualnych mitingów w innych częściach Polski. Jan: – W kwietniu 2008 r., kiedy wstąpiłem do Wspólnoty, w Krakowie można się było spotykać w poniedziałki i czwartki. Zaleca się, by na początku chodzić na 2-3 mitingi w tygodniu. Jeśli ktoś przychodzi do Wspólnoty i ma problem z zachowaniem trzeźwości, sugeruje się, żeby brał udział w mitingach codziennie. Obecnie mamy takie możliwości.

Mitingi trwają półtorej godziny. To dzielenie się doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby rozwiązać swój problem i pomagać innym w zdrowieniu. Warunkiem udziału jest pragnienie, by zerwać z żądzą i osiągnąć seksualną trzeźwość (definicja trzeźwości jest we Wspólnocie ściśle określona i rezerwuje współżycie seksualne jedynie dla małżeństwa kobiety i mężczyzny). Na spotkania przychodzą w większości mężczyźni, ale zdarzają się i kobiety. – Rozpoczynamy modlitwą o pogodę ducha. Mamy też swoją literaturę: Białą Księgę, poradnik do 12 Kroków i inne. Są teksty, które czyta się na każdym mitingu: Kroki, Tradycje, Cel SA. Następnie dzielimy się swoim doświadczeniem, przestrzegając odpowiednich reguł. Na początku przedstawiamy się, dodając, jak długo trwamy w trzeźwości. Na niektórych mitingach mamy zasadę, że w pierwszej kolejności wypowiadają się osoby, które mają minimum 30 dni trzeźwości. To po to, by ukierunkować spotkanie na zdrowienie – uzasadnia Jan.

Tadeusz: – Ważne, by dzielenie odbywało się w prawdzie. Dla mnie te spotkania były jej inkubatorem. Jak dotąd, uciekałem przed sobą i przed emocjami w kłamstwa, no i w masturbację. Na mitingach mówiłem braciom, jak jest naprawdę: że skłamałem, oszukałem kogoś, skrzywdziłem, wybuchłem gniewem. Jakiekolwiek kłamstwo prowadzi do uruchomienia seksualnego – to prosta droga do powrotu choroby. Prawda pomaga w zdrowieniu.

Nie pytamy o poglądy

Tadeusz: – Wspólnota SA jest otwarta dla każdego. Czy to będzie ateista, katolik, czy ktoś inny – jeśli zgodzi się z definicją trzeźwości i ma pragnienie, aby ją osiągnąć, może zostać na naszym mitingu. Nikogo nie pytamy o poglądy. – Nie możemy jako wspólnota niczego popierać, przeciwstawiać się, angażować w zewnętrzne problemy. Chodzi o to, by swoje siły koncentrować na jednym celu: osiągnięciu trzeźwości – wyjaśnia Jan.

Dodaje, że istnieje różnica pomiędzy abstynencją i trzeźwością. – Abstynencja oznacza, że zachowuję wstrzemięźliwość od nałogowych zachowań: nie oglądam pornografii, nie masturbuję się, nie fantazjuję, nie wpatruję się w kobiety na ulicy, nie zakochuję się, nie nawiązuję dwuznacznych relacji. Trzeźwość to coś więcej: pewien stan ducha, umysłu. Według Biblii, być trzeźwym to być rozsądnym, uważnym, czuwać. Można zachować abstynencję, a nie być trzeźwym. Lęk, uraza do żony, współpracownika, pycha, egoizm, czy inne wady charakteru nie świadczą o trzeźwości, a ja chcę być trzeźwy. Tymczasem uzależnienie – od żądzy, alkoholu, narkotyków – jest nieuleczalne. Oznacza to, że jako seksoholik mam szczególną wrażliwość na żądzę.

Tadeusz: – Podczas „przerabiania” pierwszego z 12 Kroków, przyznajemy się do naszej bezsilności wobec żądzy, i że przestaliśmy kierować własnym życiem. Gdy zapytałem mojego sponsora, na czym polega ta bezsilność, tłumaczył: „Wyobraź sobie, że masz wyjść na ring i bić się z Tysonem. Wygrasz z nim?”. „W życiu! Nawet nie mam postury boksera”. „Słuchaj, tym Tysonem jest twoja żądza. Nawet jak będziesz ćwiczył pompki i znowu wyjdziesz – tylko odwleczesz czas porażki. Twoja żądza jest zawsze od ciebie potężniejsza. Ale następnym razem nie wychodź na ten ring, tylko rzuć biały ręcznik. Poproś Boga, by za ciebie walczył. Myślisz, że On Tysona nie pokona?”. Dlatego w chwilach słabości uciekam do Boga: „Zabierz ode mnie ten atak żądzy, ten lęk, te niepowodzenia w pracy. Powierzam się Tobie”. Obecnie realizuję 10 Krok. Do mojego życia wraca radość, lepiej mi się układa w domu, w pracy. Już czuję, jak spełniają się obietnice zdrowienia...

* * *

Kontakt ze Wspólnotą Anonimowych Seksoholków: 798 05 66 77 (odbiera mężczyzna), 534 12 47 48 (odbiera kobieta), e-mail: wspolnota@sa.org.pl, www.sa.org.pl.
W Krakowie działa także wspólnota S-Anon dla osób, których bliscy są seksoholikami. Spotkania odbywają się raz w tygodniu, również w oparciu o program 12 kroków. Szczegóły: sanonpolska.republika.pl, nr tel. 883 060 863

2015-08-13 10:04

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ks. prof. Muszala: wyjście z nałogu pornografii czyni wolnym i zdolnym do daru z siebie

[ TEMATY ]

nałóg

© igor/Fotolia.com

Program ukierunkowany jest na osiągnięcie wolności i zdolności daru z siebie. Tylko człowiek wolny może kochać Boga, ludzi, świat – mówi o programie wyjścia z uzależnienia od pornografii ks. prof. Andrzej Muszala, bioetyk z UPJPII. W rozmowie z KAI prezentuje książkę „Wolny, aby kochać. Uwolnić się od pornografii”.

Dawid Gospodarek (KAI): Jak dużym problemem jest pornografia? I czy w ogóle jest problemem? Skoro zainteresowanie takimi materiałami wydaje się dość duże, może mamy do czynienia z zupełnie normalnym zjawiskiem?

Ks. prof. Andrzej Muszala: Problem jest duży, zwłaszcza obecnie, przy tak szerokim dostępie do Internetu i innych środków przekazu. Dodatkowo przemysł pornograficzny nakręcany jest przez ogromne zyski producentów takich treści. Oczywiście, ktoś może powiedzieć: „to nie jest problem”, ale w świetle wiary jednak jest; chrześcijaństwo opowiada się za konkretnymi wartościami i zasadami w etyce seksualnej.

W pierwszym rzędzie pornografia uderza w małżeństwo i wzajemne relacje między małżonkami. W przysiędze obie strony zobowiązują się do wierności i uczciwości małżeńskiej; jeśli ktoś ogląda pornografię, to te dwa filary zostają mocno nadwyrężone. W książce „Wolny aby kochać. Uwolnić się od pornografii”, która właśnie się ukazała, opisane są przypadki małżeństw, które rozpadły się właśnie z powodu takiego uzależnienia. Życie pokazuje prawdziwą rzeczywistość – jeżeli żona odkrywa, że mąż wchodzi na strony pornograficzne, to jak ona może się czuć? Jak może przeżywać relacje seksualne ze swoim mężem?

KAI: Co mówią polskie badania na ten temat?

- Skala problemu jest duża. Okazuje się, że prawie 40% osób, zwłaszcza młodych, korzysta z takich treści. Według badań z października 2019 r. 58% dzieci i młodzieży trafia na strony pornograficzne przypadkowo. Co trzecie z nich styka się z pornografią dzięki swoim rówieśnikom. Każdego dnia dziesiątki tysięcy ludzi wchodzi na strony internetowe o treściach erotycznych lub pornograficznych.

- Czy to właśnie skłoniło Księdza do wydania książki dla osób uzależnionych od pornografii?

- Raczej spotkania i rozmowy z ludźmi, którzy przychodzili do mnie i wyznawali, że mają z tym problem. Oczywiście istnieją poradnie psychologiczne; osoby te próbowały czasem szukać tam pomocy. Ja również skontaktowałem się z psychologiem posługującym przy Szpitalu Domowym [inicjatywa przy kościółku św. Wojciecha na krakowskim rynku, której celem jest troska o odnowę moralną miasta - przyp. KAI]. Usłyszałem, że brakuje dobrze opracowanych programów, które całościowo opisują proces wychodzenia z tego nałogu. Kiedy pokazałem psychologom książkę, o której mówimy, wyrazili się o niej z dużym uznaniem. Dostrzegli w niej program wyjścia z nałogu, może nie definitywnego, ale prowadzącego do osiągnięcia wstępnej abstynencji, która i tak jest już ogromnym sukcesem.

- Czas osiągnięcia tej wstępnej abstynencji przewidziano na 40 dni.  

- Tyle, ile trwa Wielki Post. To jest jakaś mądrość Kościoła, a właściwie samego Chrystusa. Czterdzieści dni wyznacza pewien etap drogi, która – jeśli się do tego solidnie przyłożyć – prowadzi do wstępnego uwolnienia się od uzależnienia. To ewangeliczny program odzyskiwania wolności.
Na książkę natknąłem się we Francji; opracował ją zespół z wspólnoty katolickiej „Emmanuel”. W skład autorów weszli specjaliści z różnych dziedzin: duszpasterz, psycholog, pielęgniarka, pedagog szkolny, kilku lekarzy, osoby, które wyszły z uzależnienia. Praca nad programem trwała kilka lat. Oparty on został zatem na solidnej wiedzy i doświadczeniu.

- Jak przejawia się destrukcyjność pornografii? Dla kogo jest ona szkodliwa?  

- Im młodsza osoba, tym gorzej. Pornografia podcina u korzenia kształtowanie się osobowości młodego człowieka. Jeżeli dziecko w wieku 10 czy 12 lat trafia na treści pornograficzne, odkrywa swoją seksualność w sposób niewłaściwy, wręcz patologiczny i uzyskuje zdeformowany obraz tej ważnej sfery życia. Łatwo się uzależnia, potem nie wie, jak sobie z tym poradzić. Co gorsza, często rodzice nie rozmawiają z nim o tym problemie, lub wręcz nie wiedzą o jego istnieniu. Bynajmniej nie uważam Internetu czy komórki za coś złego. Pytanie tylko, czy aby dziecko jest na tyle dojrzałe, aby używać tak niebezpiecznych w jego wieku instrumentów.

- U dorosłych uzależnienie od pornografii powoduje serię destrukcyjnych konsekwencji – osoby te często siedzą w nocy, rano trudno im wstać, spóźniają się do pracy, nie mogą się skupić, zawalają wiele rzeczy. Ciągle niewyspani, przemęczeni, źle funkcjonują fizycznie i umysłowo. Na strony pornograficzne wchodzą nawet w biurze czy w dyżurce.
Jeżeli ktoś siedzi przed ekranem przez kilka godzin, to musi się to odbić także na jego zdrowiu. W mózgu znajduje się tzw. układ nagrody; doznania w jego obszarze są bardzo mocne. Twórcy reklam starają się dotrzeć właśnie do tego układu. Dlatego uciekają się czasem do obrazów roznegliżowanych kobiet, manipulując w ten sposób odbiorcą.
W książce opisany pewien eksperyment na szczurach zamkniętych w klatkach. Podawano im jedzenie, zaś obok pojemnika znajdowała się klapka połączona z ich mózgami. Zwierzęta, przypadkowo naciskając klapkę, doznawały przyjemnych elektrowstrząsów, działających na ich układ nagrody. Okazało się, że po jakimś czasie szczury, zamiast do pojemnika, szły do klapki. Niektóre zdychały z głodu, przedkładając przyjemność nad jedzenie. Doznania w układzie nagrody okazały się tak mocne, że potrafiły nawet zniszczyć instynkt samozachowawczy. Analogicznie możemy sobie wyobrazić destrukcję człowieka, który uzależnił się od przyjemnych doznań w układzie nagrody spowodowanych przez pornografię.

- Jak do pornografii podchodzi dziś psychologia? Dostrzega się w niej coś niepokojącego dla zdrowia i rozwoju?   - Nie jestem psychologiem i nie chcę się tu wypowiadać w tej kwestii. Warto jednak wiedzieć, że istnieją różne szkoły i systemy psychologiczne. Czasem mamy do czynienia z nurtami typowo selfistycznymi, nastawionymi na łatwe, bezbolesne i bezstresowe przejście przez życie. Pornografia w takiej perspektywie może być przedstawiana jako coś pozytywnego, np. jako pomoc w rozładowaniu stresu.

- Z drugiej strony psychologia uwzględniająca antropologię chrześcijańską sięga głębiej, do warstwy wiary; wara zaś związana jest z pewną ofiarą. W życiu liczy się nie tylko przyjemność. Chrześcijaństwo oczywiście nie uważa przyjemności za coś złego, podobnie jak i nie neguje piękna relacji seksualnych, wszystko jednak winno mieścić się w granicach norm moralnych.
Doznawanie przyjemności w akcie małżeńskim jest czymś pozytywnym i pięknym. Nawet Pismo Święte, w Pieśni nad Pieśniami, wychwala miłość kobiety i mężczyzny, przejawiającą się także w zbliżeniach cielesnych. Jeżeli mają one miejsce małżeństwie, wówczas służą umacnianiu wzajemnej miłości męża i żony. Lecz jeżeli przyjemność osiągana jest w sposób egoistyczny – tzn. dla niej samej i wbrew zasadom moralnym – wówczas okazuje się destruktywna. Nazywamy to grzechem. Nie tylko sprawiamy nim przykrość Bogu, ale niszczymy samych siebie. Zauważam to jako duszpasterz: niektóre osoby, uzależnione od pornografii, kierując się zdrową intuicją moralną, przeczuwają, że nie mogą wejść w związek małżeński, dopóki nie uporządkują swej sfery seksualnej. W innym przypadku narzeczona, przerażona odkryciem u swojego narzeczonego tego nałogu, wycofała się z drogi ku małżeństwu.

- Wie Ksiądz, z jakim przyjęciem książka spotkała się we Francji?

- W trakcie rozmowy w wydawnictwie Emmanuel w Paryżu dyrektor powiedział mi znamienne słowa: „Proszę księdza, powinniśmy się cieszyć, ale my się raczej smucimy: ta książka sprzedaje się bardzo dobrze”. To znaczy, że problem jest poważny, że dotyka także katolików i osoby z wszystkich warstw społecznych: prostych ludzi, ale i osoby wykształcone, na wysokich stanowiskach; te, które żyją w małżeństwie jak i w samotności.

- Proszę powiedzieć coś więcej o samym programie zaproponowanym w książce.

- Program jest rozpisany na czterdzieści dni, zgrupowanych w sześć etapów. Pierwszą i zasadniczą kwestią jest odnalezienie sensu życia. Uzależnienie często jest tzw. „czynnikiem spustowym”. Kiedy człowiek przeżywa jakąś frustrację lub dramat życiowy, np. został opuszczony przez współmałżonka albo doznał jakiejś porażki w pracy, wówczas sięga po alkohol albo oddaje się różnym rozrywkom – „byle tylko zapomnieć”. Może też wchodzić na strony pornograficzne, by rozładować swoje napięcie. Na początku drogi trzeba zatem odnaleźć utracony sens życia.

- A kolejne etapy?

- Drugi, kilkudniowy etap ma doprowadzić do przekonania, że wyjście z uzależnienia jest możliwe. Trzeci etap polega na poznaniu funkcjonowania swojej osoby – ciała, ducha, uczuć, rozumu, woli, pamięci, relacji międzyludzkich. Czwarty etap to stopniowe przezwyciężanie i wychodzenie z nałogu. Zasadniczy i najdłuższy jest etap piąty, w którym człowiek pracuje nad odbudową czterech filarów swojego życia: relacji z Bogiem, z sobą samym, z innymi ludźmi i ze światem. Filary te zostały mocno nadwyrężone przez uzależnienie. Szósty etap polega na umocnieniu filarów i spojrzeniu w przyszłość.

- 40-dniowy program wydaje się idealny na realizowanie go w Wielkim Poście

- To prawda, ale autorzy zaznaczają, że można go rozpocząć w każdej chwili, najlepiej od razu. Wielki Post to jednak czas szczególnie sprzyjający podjęciu takiej decyzji.
Każdy dzień programu ma swoją strukturę. Na początku umieszczone jest świadectwo, które pomaga dostrzec problem i zrozumieć towarzyszące mu mechanizmy. Potem znajdujemy wskazówki lub wyjaśnienia psychologiczne, np. dlaczego nałóg tak mocno działa na człowieka i jak z niego wyjść. Kolejny punkt to „Odkrycie dnia” – myśl, do której powinno się często wracać w trakcie dnia; odnosi się ona do obszaru, nad którym obecnie pracuje dana osoba, np. uzdrawianie pamięci. Po nim odnajdujemy inspirujący fragment z Pisma Świętego. Na koniec podane są konkretne ćwiczenia, jakie należy wykonać w danym dniu; z tyłu książki znajdujemy tabelę ewaluacji wykonania owych ćwiczeń.

- Co z tego programu może sprawiać jakąś poważniejszą trudność?

- Jest pewna rzecz. Twórcy programu proponują, by znaleźć sobie powiernika. Ile razy chcieliśmy sami coś zrobić, ale przyszedł słabszy moment i upadliśmy. Jest jednak pewna pomoc: instytucja powiernika. Anonimowi alkoholicy spotykają się i opowiadają o swoim problemie jeden drugiemu. Już samo wypowiedzenie na głos: „Jestem alkoholikiem” to wielki krok na drodze do sukcesu. Podobnie jest w programie „Wolny, aby kochać. Uwolnić się od pornografii”. Osobie uzależnionej potrzebny jest milczący przyjaciel – towarzysz drogi. Może nim być dawny kolega ze szkoły lub studiów (nie żona, nie ksiądz lub ktoś zbyt bliski – wtedy relacje z tą osobą mogą zostać nadwyrężone), i to niekoniecznie ktoś wolny od nałogu. Trzeba się przełamać i iść do niego i poprosić o cotygodniowe, półgodzinne spotkanie.
Rolą powiernika jest tylko słuchać i zachować absolutną tajemnicę. Nie powinien nic mówić, co najwyżej zapewnić o wsparciu i modlitwie. Jeżeli człowiek uzależniony wie, że np. w piątek ma się spotkać z powiernikiem i opowiedzieć mu o swojej walce, wówczas mobilizuje się o wiele bardziej. Zrelacjonowanie upadku to sąd nad sobą i zrzucenie kamienia ciążącego na sercu. To nie to samo, co spowiedź, podczas której człowiek jedna się z Bogiem. Rola powiernika jest inna: ma słuchać, nie potępiać, towarzyszyć, modlić się, po prostu być. Oczywiście program można przejść samemu. Jednak rezygnacja z osoby towarzyszącej oznacza pozbawienie siebie ważnego „elementu mobilizującego”. Jeśli naprawdę chcemy osiągnąć wolność, zdecydowanie powinniśmy jej poszukać.

- Ten program pozwala poznać siebie, pewne mechanizmy stojące za uzależnieniem i wydaje się, że może być zastosowany również do innych nałogów...   - Zdecydowanie tak. Wczytując się w program, odkryłem, że nie chodzi w nim tylko o walkę z pornografią, lecz z każdym uzależnieniem: alkoholizmem, nikotynizmem, narkomanią, pracoholizmem, uzależnieniem od Internetu, konwulsyjnych zakupów, leków, kosmetyków, chorobliwej troski o swoje ciało itp. Każde z nich uderza w zdrowie ciała i duszy, w pamięć, wolę, relacje międzyludzkie. Ta książka to program wyjścia właściwie z każdego nałogu.

- Bardzo wymowny jest też tytuł książki – o wolność troszczymy się po to, by móc kochać...   - Tak, program ukierunkowany jest na osiągnięcie wolności i zdolności daru z siebie. Tylko człowiek wolny może kochać Boga, ludzi, świat. Pod koniec programu odzyskujemy dziecięcą radość z życia. Droga, która prowadzi ku temu, jest oczywiście trudna i wymagająca. O wiele trudniejsza niż piesza pielgrzymka do Częstochowy... To 40-dniowa „pielgrzymka” w sensie duchowym. Lecz, z drugiej strony, chyba nic tak nie rozwija ludzkiego wnętrza, jak wychodzenie z uzależnienia. Musimy wówczas więcej liczyć na Boga, więcej się modlić, mocniej przykładać się, aby pokonać nasze egoistyczne zachcianki. To jest właśnie niesienie krzyża za Chrystusem i zapieranie się siebie. To jest czysta Ewangelia.
Nałóg może być „błogosławioną winą”, jeżeli nie zgadzamy się na niego, jeśli rozpoczynamy drogę ku wolności. Odzyskanie zdolności kochania miłością bezinteresowną to największe dzieło w życiu. Nieporównywalne z niczym innym, nawet ze zbudowaniem kościoła czy założeniem szlachetnej fundacji. To zwycięstwo w najważniejszej bitwie.
***
„Wolny, aby kochać. Uwolnić się od pornografii”, Wyd. Pustelnia.pl, Kraków 2020

CZYTAJ DALEJ

Niemcy: Benedykt XVI nie pojedzie na pogrzeb brata do Ratyzbony

2020-07-05 20:06

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

@Mazur/Episkopat

Benedykt XVI nie weźmie udziału w uroczystościach pogrzebowych swego brata ks. Georga Ratzingera w Ratyzbonie, zaplanowanych na 8 lipca. Według portalu Vatican News z 3 bm. na pogrzeb przybędą m.in. osobisty sekretarze papieża-seniora abp Georg Gänswein i były prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Ludwig Müller, który w latach 2002-12 był biskupem Ratyzbony.

Brat Benedykta XVI był przez 30 lat kapelmistrzem w katedrze ratyzbońskiej i kierownikiem działającego tam chóru chłopięcego „Regensburger Domspatzen”. Zmarł 1 lipca w wieku 96 lat. 93-letni papież-senior przebywał w Ratyzbonie w dniach 18-22 czerwca, by odwiedzić swego ciężko chorego brata. Jak wspominał obecny biskup tego miasta Rudolf Voderholzer, podczas tych pięciu dni bracia widzieli się dziewięć razy: „Było mało słów, wiele ufnych gestów, a przede wszystkim wspólna modlitwa”. Obaj bracia, którzy tego samego dnia 29 czerwca 1951 roku przyjęli święcenia kapłańskie, przez całe życie byli z sobą bardzo związani.

Uroczystości pogrzebowe ks. prałata Georga Ratzingera odbędą się 8 lipca w Ratyzbonie. Po Mszy św. pogrzebowej w miejscowej katedrze zostanie on pochowany na cmentarzu katedralnym w grobie należącym do fundacji chóru katedralnego „Regensburger Domspatzen”.

Ten znany na świecie chór pożegna swego wieloletniego kierownika podczas nieszporów w jego intencji w niedzielę 5 lipca. W nabożeństwie weźmie udział 220 śpiewaków. W uroczystości nie będą mogli jednak uczestniczyć wierni ze względu na panujące jeszcze ograniczenia, związane z koronawirusem. Całość będzie transmitowana na żywo na stronie internetowej diecezji.

CZYTAJ DALEJ

Uratowali dla przyszłych pokoleń

2020-07-06 23:10

Łukasz Michalak

Tkaniny zdobiące ściany kapitularza Krakowskiej Kapituły Katedralnej odzyskały pierwotne piękno! Realizatorem projektu UPJPII. 6 VII 2020

6 lipca 20202 r.  - ten dzień trzeba zapamiętać! Nastąpił finalny odbiór trwających trzy lata prac konserwatorskich, których zadaniem było uratowanie przed całkowitą degradacją obić ściennych reprezentacyjnego pomieszczenia w katedrze na Wawelu.

Próby ratowania zabytkowych tkanin przez lata nie przynosiły większego efektu. Dopiero otwarty trzy lata temu projekt dał szansę zachowania obiektu. Dzięki finansom Unii Europejskiej, wkładowi Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, który stał się jego beneficjentem oraz pomocy Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa dziś można mówić o wielkim sukcesie!

Nad realizacją projektu czuwała dr Natalia Krupa z Wydziału Historii i Dziedzictwa Kulturowego UPJPII, pracę specjalistów z Krakowa, Warszawy, Wrocławia organizowała Sabina Szkodlarska, nadzorem konserwatorskim zamierzenie ze strony UPJPII objęła Anna Drzewiecka.

Już na pierwszym etapie prac – badań od strony historycznej spotkano się z wielkim zaskoczeniem. Obicia ścian okazały się historycznie starsze niż uprzednio przypuszczano. Datowano je bliżej XVIII wieku, a pochodzenia upatrywano na Bliskim Wschodzie. Zespół Archiwum Krakowskiej Kapituły Katedralnej podjął się zrekonstruowania historii pomieszczenia i tkanin. Kompozycja wzorów, naleciałości stylowe, naśladownictwo układów kompozycyjnych pochodzących z okresu renesansu z II poł. XVI wieku pozwoliły określić wiek tkanin na początek XVII stulecia. Prace badawcze ukazały też, że jest to dzieło włoskie, weneckie. Trudno jednak je z jakimikolwiek porównać, takie same nie są znane!

- To, że pochodzą z takiego źródła nałożyło na konserwatorki tkanin jeszcze większe zobowiązanie – mówi ks. prof. dr hab. Jacek Urban, dziekan Krakowskiej Kapituły Katedralnej – dzięki melanżowi zainteresowanych tym pomieszczeniem stron (UE, UPJPII, SKOZK) udało się ten cały proces przeprowadzić… To pomieszczenie jest używane zgodnie z jego założeniem najwyżej kilkanaście razy w roku. Tu spotyka się kapituła, udostępniane jest w celach badawczych studentom polskim i zagranicznym, ks. proboszcz spotyka się tu z pracownikami katedry. Na co dzień bywają tu jedynie pracownicy Archiwum…

Od dłuższego czasu miejsce jedwabnych, zdobnych, zabytkowych obić zastępował współczesny len. Trzy lata pracy to także przeanalizowanie remontów kapitularza na przestrzeni lat czemu służyła także istniejąca dokumentacja fotograficzna, świadcząca, podobnie jak analiza ścian pod tkaninami, o wielu remontach, przebudowaniach, choćby zmianach ogrzewania, które nie służyły tkaninom obiciowym.

- Ukazały nam się prace konserwatorskie niestety o różnym stopniu profesjonalizmu, wtedy dopiero mogliśmy zaobserwować stopień zniszczeń faktyczny. Pod odjęciu dawnych napraw, cerowań, przeszyć okazało się, że obiekt jest w 80% stopniach zniszczony, z ubytkami całkowitymi, ze zniszczonymi osłonami, z wykruszonymi fragmentami wątków. Musieliśmy podjąć decyzję jak ten program naprawczy poprowadzić, by tkaniny mogły wrócić na ściany. Zadecydowaliśmy później, by przy instalowaniu tych tkanin były one od siebie niezależne, jako układane panele, a każdy wykonany na osobnym krośnie. Tym samym pozyskaliśmy efekt na kształt ekspozycji muzealnej. To daje też możliwość zareagowania w każdej chwili, gdyby z czasem cokolwiek mogło się przydarzyć jakiemuś fragmentowi obić - mówi dr Natalia Krupa, kierownik projektu.

Konserwatorki intensywnie pracowały dwa lata.

- Taki fragmencik, ot 10 centymetrów – pokazuje Sabina Szkodlarska – to parę dni pracy, niezwykle precyzyjnej. Podziwiam cierpliwość, wytrwałość konserwatorek. Większość odbywała się w Pracowni Konserwacji Tkanin Zabytkowych UPJPII, pozostałe panie pracowały w swoich pracowniach. One pracowali nad jedną sprawą w wielu miejscach. Podziwiam.

W pracowni UPJPII przeprowadzane były badania techniki wykonania i technologii.

- W pracowni na UPJPII dysponujemy bardzo nowoczesnym sprzętem – mówi dr Natalia Krupa - m.in. zautomatyzowanym mikroskopem cyfrowym z oprogramowaniem 3D, co bardzo dokładnie pozwoliło zdiagnozować stan zachowania tkanin, a przy usuwaniu każdej z warstw aparat cyfrowy na sliderze nad stanowiskiem pracy konserwatorów pozwalał na rejestrowanie wszystkich elementów prac w czasie.

- Mimo tak ogromnych zniszczeń chcieliśmy by była to jednak konserwacja a nie retusz estetyczny. Jestem pełna podziwu dla pań, które się tym zajmowały, bo to ogromna praca…a efekt jest fantastyczny. Tkaniny są dobrze zabezpieczone, należy teraz, co jest sprawą kluczową, ochrona tego wnętrza, by zapewnić stabilne warunki mikroklimatyczne, jest to w trakcie badań - podkreśla Anna Drzewiecka.

- My od dziesiątków lat jesteśmy przekonani, że tu jest mikroklimat, dlatego, że tu znakomicie się zachowują zarówno skóra, pergamin, papier, klisza fotograficzna. A przecież każde z nich potrzebuje innych warunków. Dlatego tu wykonaliśmy jakiś czas temu szafy na te archiwalia, które nie czują się dobrze w innych pomieszczeniach Archiwum. W tym wyjątkowym miejscu, będąc obok siebie, nic złego im się nie dzieje - dodaje ks. prof. Jacek Urban, przekonany, że dziś jest prawdziwie wielki dzień.

Część historii udało się przebadać, przywrócić jej świetność, uratować dla przyszłych pokoleń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję