Reklama

Wiadomości

Życiodajna ustawa

Na początku lipca 2015 r. do Sejmu trafi projekt obywatelskiej ustawy zakazującej aborcji w Polsce. Życie nienarodzonych dzieci jest teraz w rękach parlamentarzystów

Warszawska „patelnia” jest jednym z najbardziej ruchliwych miejsc w Polsce. To tu krzyżują się najważniejsze linie komunikacyjne zarówno stolicy, Mazowsza, jak i Polski. W ciągu godziny przechodzi tędy kilka tysięcy osób.

Dochodzi godzina 18. Niewielka grupka młodych osób rozstawia turystyczny stolik, wkłada żółte koszulki z charakterystycznym dzieciątkiem – symbolem życia w fazie prenatalnej. Wyjmują megafon i transparent informujący o tym, że w Polsce masowo zabijane są chore dzieci. Na transparencie zestawione są dwa zdjęcia – zakrwawionego martwego dziecka po aborcji oraz przerażonej dziewczynki z zespołem Downa.

Po chwili zaczyna się ruch. Ustawia się kolejka osób, które podpisują się pod projektem ustawy całkowicie broniącej życia. Co ciekawe, większość z nich to ludzie młodzi. Polacy masowo domagają się zmiany prawa tak, aby chronione było każde niewinne dziecko. – Aż miło popatrzeć. Coraz więcej osób chce aktywnie bronić niewinnych dzieci – z uśmiechem mówi Jacek Januszewski, koordynator Fundacji Pro-Prawo do Życia na Mazowszu.

Reklama

Takich miejsc, gdzie można było złożyć swój podpis, były setki w całej Polsce. Rekordziści zebrali ponad 9 tys. podpisów jednego dnia podczas kongresu Odnowy w Duchu Świętym.

80 proc. przeciw aborcji

Kampanie społeczne i dyskusje w Sejmie, towarzyszące inicjatywom ustawodawczym, wpływają na opinię publiczną. Dzięki tym działaniom więcej osób dowiaduje się o okrucieństwie aborcji, więcej chce działać, aby powstrzymać mordowanie nienarodzonych.

Obrońcy życia reprezentują poglądy zdecydowanej większości społeczeństwa. Z badań CBOS wynika, że 75 proc. Polaków uważa, iż aborcja to zło i nigdy nie może być usprawiedliwiona. Najciekawsze jest jednak to, że grupa zwolenników „przerywania ciąży” jest coraz mniejsza. CBOS przeprowadza badania opinii społecznej pod tym kątem raz na trzy lata. Ostatnie, z 2013 r., pokazały 6-procentowy przyrost w gronie obrońców życia. Gdybyśmy uwzględnili podobną dynamikę antyaborcyjnego trendu, to dziś możemy się spodziewać, że prawie 80 proc. polskiego społeczeństwa jest przeciwko zabijaniu nienarodzonych dzieci.

Reklama

– Dlatego politycy nie powinni bać się naszej ustawy. Proponowane zmiany prawne odzwierciedlają poglądy miażdżącej większości Polaków – podkreśla Kaja Godek z zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia. – Przykład ostatnich wyborów prezydenckich pokazał, że atak za konserwatywne poglądy ws. in vitro na Andrzeja Dudę nie odniósł zamierzonego skutku. Moim zdaniem, zaszkodził prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu, który ubiegał się o reelekcję.

Młodzi za życiem

Zbieranie podpisów pokazuje jeszcze jedną ciekawą tendencję, którą można zauważyć w polskim społeczeństwie. Gdy obserwuje się reakcje tłumu przechodniów na warszawskiej „patelni”, widać kolejkę dobrze ubranych młodych osób, które bez namysłu wyciągają dowód i składają swój podpis w obronie nienarodzonych. To dzięki nim w jednym miejscu można zebrać 150 podpisów na godzinę.

– Podpisałem się, bo obrona nienarodzonych jest dla mnie oczywista. Dzieci trzeba chronić, a nie zabijać. A przecież obecnie maleńcy Polacy są zabijani tylko dlatego, że są np. chorzy – mówi Tomasz Furman, żołnierz pracujący w Warszawie. – To proste. Nie trzeba się zbyt wiele zastanawiać, aby być przeciwko mordowaniu dzieci – dodaje Olga Bojar, studentka z Poznania.

O wiele trudniej jest ze starszymi osobami – od pięćdziesiątego roku życia. Zatrzymują się i pukają się w głowę, czasem podyskutują, pokrzyczą, a nawet zadzwonią na policję.

– Oczywiście, jest to duże uogólnienie. Są osoby starsze, które bardzo chętnie podpisują się pod naszymi akcjami, i młodzi, którzy na nas krzyczą. Jednak statystycznie najwięcej podpisujących się jest przed czterdziestką – mówi Jacek Januszewski, który kilka razy w tygodniu organizuje pikiety i zbieranie podpisów.

Starsze osoby zakładały rodziny w czasach, kiedy obowiązywało prawo zezwalające na zabijanie dzieci na życzenie. Mało jest osób, które w rodzinie lub wśród znajomych nie mają nikogo po aborcyjnych przejściach. Działa więc u nich mocny mechanizm wyparcia, nie chcą dopuścić do siebie myśli, że było to zabójstwo. – To pokolenie mentalności aborcyjnej. Poza tym starsze osoby są podatne na propagandę, którą lansuje się w mainstreamowych mediach – uważa Olga Bojar.

Aborcyjne pokolenie

Mamy więc w Polsce bardzo dziwne zjawisko. Okazuje się, że młodzi obywatele mają bardziej konserwatywne poglądy niż ich rodzice i dziadkowie. Pośrednią odpowiedź można znaleźć także w badaniach CBOS, z których wynika, że w ciągu swojego życia aborcji dokonała aż co czwarta Polka. To pokazuje skalę ludzkiego dramatu, bo dotyczy on ok. 5 mln kobiet.

Według CBOS, odsetek Polek, które „usunęły ciążę”, jest znacznie wyższy w starszych grupach wiekowych. Granicę można określić na poziomie kobiet, które weszły w wiek rozrodczy na krótko przed zaostrzeniem prawa aborcyjnego. Kobiety poniżej tego wieku decydowały się na aborcję kilkakrotnie rzadziej.

Statystykę tę potwierdza również doświadczenie księży posługujących w konfesjonałach. – Wiele starszych osób wypiera grzech dzieciobójstwa, a inne zupełnie nie potrafią sobie z nim poradzić. Znam kobiety, które od wielu lat spowiadają się z aborcji – mówi ks. Piotr Paweł Łapa, posługujący w parafii, na terenie której mieszka bardzo dużo starszych osób. – Zwłaszcza kobiety mają z tym bardzo duży problem. I choć mówię, że Pan Bóg im wybaczył, one same sobie nie potrafią wybaczyć.

Według CBOS, do 1993 r. – gdy prawo aborcyjne było względnie łagodne – przeważało przyzwolenie na przerywanie ciąży. Wkrótce po jego zaostrzeniu odsetek osób opowiadających się za legalną aborcją zaczął topnieć. Teraz odsetek przeciwników aborcji zbliża się do 80 proc.

Widać to najlepiej na ulicy podczas zbierania podpisów. – Kilka lat temu środowiska feministyczne wymyśliły ustawę obywatelską legalizującą aborcję. Skończyło się to klęską, zebrano chyba kilkanaście tysięcy podpisów, podczas gdy my mieliśmy 600 tys. – przypomina Jacek Januszewski. – Wszystko wskazuje na to, że teraz podpisów będziemy mieli jeszcze więcej. Złożymy głos setek tysięcy obywateli, z którymi politycy będą musieli się zmierzyć, opowiedzieć się, po której są stronie.

Zakaz zabijania

Obecnie aborcja jest w Polsce dopuszczalna w trzech przypadkach: gdy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego, gdy zagraża życiu lub zdrowiu kobiety bądź w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Regulująca to ustawa wypracowana została na początku lat 90. ubiegłego wieku.

Politycy od prawa do lewa mówią, że ustawa z 1993 r. jest cennym kompromisem. – My zawsze mówimy, że nie ma zgody na kompromis, w wyniku którego zabijane są dzieci. Przez 22 lata funkcjonowania obecnej ustawy zmieniły się też poglądy ludzi – tłumaczy Kaja Godek. – Przez te 22 lata lewica wmawiała nam, że aborcja jest kwestią wiary i światopoglądu. Dziś aborcji sprzeciwiają się zarówno wierzący, jak i niewierzący. To nie jest kwestia wiary, ale zdrowego rozsądku. Dzieci po prostu się nie zabija.

Praktyka pokazuje, że w ciągu kilkunastu lat liczba „legalnych” aborcji rośnie. Najwięcej – ponad 95 proc. dzieci zabijanych jest ze względu na „ciężkie i nieodwracalne uszkodzenia płodu”. Co ta prawnicza nomenklatura oznacza w praktyce? – Prawo mówi mi, że mogłam legalnie skorzystać z publicznego świadczenia zabicia mojego synka Wojtusia, który ma zespół Downa. Gdy codziennie patrzę na jego uśmiech i widzę, jaki jest szczęśliwy, tylko utwierdzam się w przekonaniu, że ten kompromis jest nieludzki – dodaje Kaja Godek.

Jeśli chodzi o aborcję w sytuacji, gdy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego, mamy tu do czynienia ze śladową liczbą przypadków – jeden, dwa rocznie – a są lata, gdy takich aborcji w ogóle nie wykonywano. – Psychologowie potwierdzają, że aborcja w takiej sytuacji pogłębia zły stan kobiety. Poza tym dziecko nie jest winne, że jego biologiczny ojciec popełnił przestępstwo – podkreśla Jacek Januszewski.

Ostatnia przyczyna legalnego zabijania dzieci to stan zdrowia i zagrożenie życia matki. Projekt ustawy obywatelskiej zakłada odstąpienie od karania lekarzy, gdy podczas leczenia kobiety dojdzie do poronienia. – W tej chwili mamy taką praktykę, że dzieci zabijane są na wszelki wypadek. Zanim lekarze zaczną leczyć kobietę – uważa Kaja Godek. – Ciąża uważana jest za jedno z przeciwwskazań w leczeniu, którego trzeba się pozbyć. Dlatego też bardzo mało jest ośrodków onkologicznych i specjalistów, którzy potrafią leczyć ciężarne matki. Poza tym dochodzą różne inne, mniej groźne dolegliwości matki, które predestynują dziecko do zabicia. U Alicji Tysiąc podczas ciąży wzrok pogorszył się o kilka dioptrii. To wystarczyło, aby oskarżyć nasze państwo w Strasburgu. – Mimo uszczerbku na zdrowiu p. Tysiąc prowadziła bujne życie polityczne – przypomina Kaja Godek.

Oprotestują każdego posła

Obecny projekt ustawy obywatelskiej to już trzecie podejście Fundacji Pro-Prawo do Życia do zmiany obowiązującego w Polsce prawa. Wszystkie przypadły na czas rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Za każdym razem wolontariuszom udawało się zebrać kilkakrotnie więcej podpisów niż wymagane 100 tys. Niestety, podpisy Polaków za każdym razem trafiały do kosza.

Fundacja informuje, że w bardzo krótkim czasie pod projektem ustawy udało się już zebrać 100 tys. podpisów. Wiele wskazuje, że będzie ich więcej niż poprzednio. – Paradoksalnie pomogła nam sprawa bezprawnego odwołania prof. Bogdana Chazana. Gdy ten wybitny lekarz znalazł się w naszym komitecie inicjatywy ustawodawczej, do fundacji zgłosiło się kilka tysięcy dodatkowych wolontariuszy – mówi Kaja Godek.

Projekt ustawy wraz z wymaganymi podpisami fundacja złoży w Sejmie na początku lipca. – Z kalendarza wynika, że Sejm zajmie się ustawą jeszcze w tej kadencji. Będziemy informować – także w trakcie kampanii wyborczej – o tym, którzy posłowie głosowali przeciw życiu. Takie kampanie prowadzimy zawsze głównie lokalnie, w okręgach wyborczych. Jeżeli parlamentarzyści nie słuchają głosu narodu, setek tysięcy obywateli, to trzeba ich wymienić – mówi Mariusz Dzierżawski, który od lat jest głównym organizatorem kampanii antyaborcyjnych.

O wolontariuszach z fundacji było głośno także podczas ostatniej kampanii prezydenckiej. Wszędzie, gdzie pojawił się ubiegający się o reelekcję Bronisław Komorowski, towarzyszyły mu pikiety z transparentami, na których jego zdjęcie było zestawione z martwym w wyniku aborcji dzieckiem. Wolontariusze fundacji zorganizowali pikiety aż w 150 miejscach, gdzie pokazywali transparent z prezydentem.

– Komorowski przegrał i wspomniany baner trafił do magazynu, choć był jeszcze w dobrym stanie. Czekamy na kolejnych polityków, którzy podniosą rękę przeciwko życiu – mówi Jacek Januszewski, który organizuje pikiety w Warszawie i okolicach. – W kampanii pokazaliśmy, że mamy wolontariuszy w całej Polsce. Będziemy więc towarzyszyć politykom we wszystkich okręgach wyborczych – dodaje Kaja Godek.

Co zrobią politycy?

Ostatnia antyaborcyjna ustawa obywatelska została złożona w 2013 r. Wówczas proponowano jedynie zakaz tzw. aborcji eugenicznej, w wyniku której zabijanych jest ponad 700 dzieci rocznie. Właśnie w ten sposób „eliminowane” są dzieci z zespołem Downa.

Niestety, posłowie PO, SLD i ówczesnego Ruchu Palikota odrzucili projekt tej ustawy. Przeciw jej odrzuceniu opowiedzieli się wszyscy obecni na sali posłowie PiS i Solidarnej Polski oraz większość z PSL. Jak będzie tym razem?

– To bardzo dobry moment, aby opowiedzieć się za życiem. Ja powiem więcej. Politykom opłaca się być za życiem, bo większość ich wyborców jest za życiem – tłumaczy Godek. – Politycy muszą być odważni i przestać patrzeć na przekaz mainstreamowych mediów. Ostatnie wybory pokazały, że najgorsze, co może zrobić polityk, to uwierzyć we własną propagandę.

W ostatnich tygodniach w Polsce sporo się już zmieniło. Na pewno inaczej obrońców życia będzie traktował nowy prezydent Andrzej Duda, bo ich poglądy są zbieżne. Dotychczas, jako poseł i europoseł, zawsze głosował w obronie życia, jest też sygnatariuszem inicjatywy „Jeden z nas” i na forum UE występował z krytyką aborcji.

– Jeżeli obywatele chcą zmiany prawa, to trzeba usiąść i rozmawiać. W imieniu Pana Prezydenta mogę potwierdzić, że na pewno spotka się z przedstawicielami inicjatywy ustawodawczej. Zapowiadał przecież podczas kampanii, że drzwi do Pałacu Prezydenckiego będą otwarte dla wszystkich. Tym razem także dotrzyma słowa – mówi Michał Ciechowski, wcześniej asystent europosła Andrzeja Dudy, a obecnie współpracownik Prezydenta elekta.

2015-06-30 11:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prezydent podpisał ustawę dot. nieprzedawniania się zbrodni komunistycznych

2020-07-17 16:10

[ TEMATY ]

prezydent

zbrodnie komunistyczne

ustawa

prezydent.pl

Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o IPN, która wprowadza trwałe nieprzedawnianie się karalności zbrodni komunistycznych. Ustawa wejdzie w życie 31 lipca br., co zapobiegnie temu, że część tych zbrodni przedawni się 1 sierpnia br.

Nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, przygotowana przez posłów PiS, wprowadza zapis, że zbrodnie komunistyczne nie będą ulegać przedawnieniu. Oznacza to, że prokuratorzy pionu śledczego IPN będą mieli nadal obowiązek ścigania ich sprawców.

Zgodnie z art. 4 ust. 1a ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, bieg terminu przedawnienia zbrodni komunistycznych, niebędących zbrodniami wojennymi lub zbrodniami przeciwko ludzkości (które się nie przedawniają), rozpoczyna się od 1 sierpnia 1990 r. W ustawie zapisano, że gdy dany czyn jest zbrodnią zabójstwa, to jego karalność ustaje po 40 latach (czyli w 2030 r.), natomiast, gdy czyn stanowi inną zbrodnię komunistyczną, to po 30 latach (czyli w tym roku). Przyjęta przez Sejm, poparta przez Senat wraz z poprawkami i podpisana przez prezydenta nowelizacja ustawy wprowadziła uchylenie tego przepisu (art. 4 ust. 1a).

Dla prokuratorów IPN ściganie sprawców zbrodni komunistycznych, podobnie jak np. zbrodni nazistowskich, wynika z ustawy o IPN. Przepisy określają zbrodnie komunistyczne jako represje lub inne formy naruszania praw człowieka wobec jednostek lub grup ludności, które popełnili funkcjonariusze państwa komunistycznego w latach 1917-90 i były przestępstwami według polskiej ustawy karnej obowiązującej w czasie ich popełnienia. Rok 1917 wynika z nowelizacji ustawy o IPN, która w 2016 r. rozszerzyła zakres czasowy dotyczący wydarzeń będących przedmiotem działalności Instytutu; wcześniej były to lata 1939-90.

Do kategorii zbrodni komunistycznych zaliczają się również przestępstwa przeciwko dokumentom - ich fałszowanie przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego na szkodę osób trzecich - zgodnie z tzw. ustawą lustracyjną (o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-90).

Z informacji pionu śledczego IPN, przekazanych na wcześniejszym etapie prac Sejmu, wynika, że w Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu prowadzonych jest obecnie 431 postępowań w sprawach o zbrodnie komunistyczne. W ponad 300 z nich zastosowano kwalifikację jako zbrodni przeciwko ludzkości, które nie ulegają przedawnieniu; pozostałe sprawy, gdyby nie udało się wprowadzić w życie obecnej nowelizacji (ma to nastąpić 31 lipca br.), będą zagrożone przedawnieniem.

Liczba postępowań dotyczących zbrodni komunistycznych, które są prowadzone przez prokuratorów IPN może ulec zwiększeniu, o ile pojawią odpowiednie ku temu przesłanki. (PAP)

nno/ dki/

CZYTAJ DALEJ

Komenda Stołeczna Policji opublikowała film z piątkowych zajść na Krakowskim Przedmieściu

2020-08-10 09:11

[ TEMATY ]

policja

PAP/Radek Pietruszka

Komenda Stołeczna Policji opublikowała w poniedziałek na swojej stronie internetowej film z piątkowych zajść na Krakowskim Przedmieściu, gdzie odbył się protest w związku z aresztem dla aktywisty Michała Sz. - przedstawiającego się jako Małgorzata Sz. "Margot". Jak poinformowała KSP film opublikowano w związku z "nieuczciwym posądzaniem policjantów o nadgorliwość oraz licznymi wypowiedziami ekspertów, że działania policji były niepotrzebne".

"Wobec nieuczciwego posądzania policjantów Komendy Stołecznej Policji o nadgorliwość oraz liczne wypowiedzi ekspertów, że działania Policji były niepotrzebne, bo protestujący nie byli agresywni i zachowywali się spokojnie, przedstawiamy film, którego celem jest zobrazowanie działań z perspektywy +oczu+ policjantów" - napisano na stronie internetowej Komendy Stołecznej Policji.

Dodano, że celem filmu nie jest obraza kogokolwiek, a jedynie prezentacja przyczyn działań funkcjonariuszy. "Jako stołeczni policjanci jesteśmy bardzo tolerancyjni, jednak jest od tego jeden wyjątek. Nigdy nie będziemy tolerować łamania prawa. Dlatego decydujemy się na upublicznienie nagrań" - wyjaśniła KSP.

Na opublikowanym przez KSP nagraniu widać m.in. osoby siedzące na nieoznakowanym policyjnym radiowozie i blokujące przejazd funkcjonariuszom. Widoczni są też demonstrujący, którzy wobec funkcjonariuszy używają wulgarnych słów i gestów.

W związku z aresztem dla aktywisty, w piątek przed warszawską siedzibą Kampanii Przeciw Homofobii odbył się protest. Protestujący przeszli na Krakowskie Przedmieście, gdzie doszło do starć z policją - zaatakowany został m.in. radiowóz. Policja zatrzymała łącznie 48 osób.

ZOBACZ MATERIAŁ WIDEO POLICJA.PL

Według prokuratury, Michał Sz. - przedstawiający się jako Małgorzata Sz. "Margot" - podejrzany jest o dokonanie czynu chuligańskiego polegającego na udziale w zbiegowisku, brutalnym zaatakowaniu działacza fundacji pro-life oraz niszczeniu mienia należącego do fundacji. Chodzi o zdarzenia z 27 czerwca tego roku. Taki czyn zagrożony jest karą do 5 lat pozbawienia wolności.

W połowie lipca zgodnie z decyzją sądu wobec Sz. zastosowano policyjny dozór i poręczenie w kwocie 7 tys. zł. W piątek sąd uwzględnił zażalenie prokuratora i zastosował wobec niego dwumiesięczny areszt tymczasowy. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Wenezuela: zakaz ceremonii pogrzebowych ze względu na Covid-19

2020-08-11 09:33

[ TEMATY ]

wenezuela

koronawirus

Adobe Stock

Władze wenezuelskiego województwa Bolivar, wydały rozporządzenie, które zakazuje wszelkich ceremonii pogrzebowych. Firmy i domy pogrzebowe oraz kaplice cmentarne zobowiązano do rygorystycznego respektowania nakazu.

Zakazano wszelkiego rodzaju czuwania, organizowania modlitw i różańców również w domu zmarłego. Zabroniono zbierania się żałobników w kaplicach i domach pogrzebowych. Dotyczy to również najbliższej rodziny, której nie wolno asystować zmarłemu na cmentarzu. Zabrania się przewozu doczesnych szczątków między gminami i województwami.

Powyższe restrykcje tłumaczone są warunkami pandemii i koniecznością prewencji, a dotyczą one wszystkich pogrzebów, niezależnie od przyczyny śmierci. Chodzi o unikanie tworzenia się większych zgromadzeń osób.

Pracownicy zakładów pogrzebowych i cmentarzy, zobowiązani są do przestrzegania norm bezpieczeństwa: powinni nosić maseczki oraz przyłbice, mieć na rękach rękawiczki oraz nosić specjalne kombinezony, przemywać ręce alkoholem, odkażać nim również ubrania i buty.

Województwo Bolivar jest położone na wschodzie Wenezueli. Graniczy tam z Brazylią, w której Covid 19 zbiera największe żniwo w całej Ameryce Łacińskiej (zanotowano 100 tys. zgonów). Granica wenezuelsko-brazylijska ma długość 2199 km, na której odbywa się ciągła i nielegalna migracja ludności.

Samo województwo Boliwar posiada 238 tys. km kw. czyli odpowiada 2/3 terytorium Polski, ale ma zaledwie 1.413.115 mieszkańców.

Oficjalne dane mówią, że zanotowano tam 1 620 przypadków zachorowań na koronawirusa, z czego w ciągu ostatniej doby przybyło 45 chorych. Ofiarą wirusa jest również lekarka, Livia Carrion, która pracowała jako epidemiolog w jednym z trzech szpitali przyjmujących chorych na Covid w tym województwie. Szpitale te skarżyły się na brak wody, mydła i podstawowych środków higieny.

Być może władze tego leżącego nad Orinoko, ogromnego terytorialnie regionu, zdają sobie sprawę, że podane przez nich statystyki mogą być mocno zaniżone, a wprowadzane przez nich restrykcje mogą być jedynie kompresem na bolącą głowę.

Jest to ważny, ale dziki pod względem dostępności i infrastruktury i zaniedbany region górniczy rządzący się własnymi prawami , miejsce legalnego, ale tez nielegalnego wydobywania rud żelaza, diamentów i złota, ściągającym wielu ludzi obszar w dużej mierze niemożliwy do kontrolowania, ale też charakteryzujący się m.in. niedostępnością do opieki lekarskiej.

W Wenezueli kwarantanna trwa od 17 marca. Prezydent tego kraju, Nicolas Maduro, zapowiedział w ostatnią niedzielę, 9 sierpnia , jej przedłużenie o miesiąc. W całym kraju choruje 26.880 osób, a zmarło 229 osób. W ciągu ostatniej doby, przybyło 995 zachorowań.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję