Reklama

Niedziela w Warszawie

Chcą zredukować redutę

W najbliższych tygodniach może rozstrzygnąć się sprawa być albo nie być legendarnej Reduty Ordona

Niedziela warszawska 32/2014, str. 4

[ TEMATY ]

spór

MARCIN ŻEGLIŃSKI

Plan zagospodarowania przestrzennego opublikowany przez władze Warszawy przewiduje, że w tej części Ochoty, który obejmuje Redutę Ordona, mają powstać domy mieszkalne. Dla Reduty – znajdującej się w trójkącie ulic: Al. Jerozolimskie, Na Bateryjce, Al. Bohaterów Września – nie byłoby miejsca. Zachowany zostałby tylko niewielki jej skrawek wciśnięty między budynki.

– W ten sposób władze chciałyby odfajkować problem – zaznacza Artur Nadolski, szef Stowarzyszenia Reduta Ordona. To ostatni moment, żeby ocalić to miejsce, uważa Marcin Sochoń, przewodniczący Komitetu Zachowania Reduty Ordona. – Bo wkrótce miejsce ważne chyba dla każdego Polaka może zostać zabetonowane – mówi Sochoń.

Fortyfikacja nr 54

Reduta Ordona, czyli fortyfikacja nr 54, słynny punkt obrony stolicy w Powstaniu Listopadowym – jest rzeczywiście miejscem historycznym, ale o tym, gdzie konkretnie znajduje się, wiadomo od niedawna.

Reklama

Przez lata sądzono, że fortyfikacja znajdowała się w rejonie obecnej ul. Mszczonowskiej na Woli. Dopiero dekadę lat temu historycy zaczęli wskazywać inną lokalizację: przy ul. Na Bateryjce, między CH Blue City’a Rondem Zesłańców Syberyjskich.

Usytuowanie szańca potwierdziły ubiegłoroczne badania wykopaliska archeologiczne. Odsłonięto fosę reduty, podstawę jej wału, majdan i tzw. wilcze doły – czyli zamaskowane rowy – będące elementami fortyfikacji. Odnaleziono ok. 120 szkieletów żołnierzy i ponad 2 tys. zabytkowych przedmiotów, m.in. fragmenty umundurowania i uzbrojenia.

Reduta była elementem zewnętrznego pasa obrony miasta w czasie powstania. Załogę stanowiło ok. 200 żołnierzy, wśród nich byli m.in. wyposażeni w sześć dział artylerzyści podporucznika Juliana Ordona. 6 września 1831 r. redutę zaatakowali wielokrotnie liczniejsi Rosjanie, dysponujący 400 armatami. Gdy wdarli się przez szaniec, nastąpiła eksplozja amunicji. Zginęło kilkuset polskich i rosyjskich żołnierzy.

Reklama

Ubiegłoroczne znaleziska odpowiadały z grubsza informacjom z wiersza Adama Mickiewicza „Reduta Ordona”. Dzięki wieszczowi wydarzenie to działało na wyobraźnię kolejnych pokoleń Polaków.

Miejscowy plan

Na początku 2008 r. radni Ochoty uchwalili zgłoszenie terenu Reduty do rejestru zabytków i zobligowali do tego burmistrza dzielnicy. Jednak on uchwały nie zrealizował. – A kilka miesięcy później muzułmanie uzyskali zgodę na budowę meczetu na części Reduty – mówi Artur Nadolski. – Wtedy podjęliśmy walkę o zachowanie Reduty. Znajomy wygrawerował na tamtejszym głazie narzutowym datę 6 września 1831 r., postawiony został krzyż, została uporządkowana okolica Reduty.

Kiedy w ubiegłym roku odbyła się tam duża uroczystość, z udziałem grup rekonstrukcyjnych, duchowieństwa itp. wydawało się, że los Reduty jest pozytywnie przesądzony. Niestety. – Okazało się, że dzielnica i miasto nadal forsuje budowę osiedli w tym miejscu. Część terenu zajęli muzułmanie, resztę developer, który chce budować apartamentowce – mówi Artur Nadolski.

Kluczem do całej sprawy – przyznają działacze Komitetu Zachowania Reduty Ordona – jest tzw. miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, który mógłby uwzględniać wagę miejsca ważnego dla pamięci narodowej. Walczący o to społecznicy zgłaszali niejeden wniosek w tej sprawie. Żadnego nie uwzględniono.

Wąski pasek z kanalizacją

Gdy w połowie lipca zaprezentowano plan, okazało się, że na Redutę zostawiono niewiele miejsca. – Dla Reduty pozostał skrawek ziemi między wielopiętrowymi budynkami – zaznacza Artur Nadolski. – To wąski pas ziemi, pod którym mają też przebiegać wszystkie urządzenia techniczne, kanalizacja itp. Czyli nie będzie miejsca na redutę!

Tymczasem, jak tłumaczy Marcin Sochoń, Reduta w dużej części była i jest pod ziemią. Fosa, wały, to wszystko zostanie zdewastowane. – To, co władze proponują, to odfajkowanie sprawy. My chcemy, żeby tego nie ukrywać, lecz wyeksponować elementy Reduty – mówi Marcin Sochoń, a Artur Nadolski dodaje. – Do 20 sierpnia wszyscy mają prawo zgłaszać uwagi do miejscowego planu zagospodarowania. My zasugerujemy wyłączenie z tego planu rejon Reduty, do odrębnego planowania, które powinno być poprzedzone wpisaniem do rejestru zabytków nieruchomych tego terenu.

Po rozum do głowy

Jak zaznaczają obrońcy Reduty, siły są nierówne, bo wojewódzki i stołeczny konserwator zabytków, a także burmistrz Ochoty stoją okoniem. – Nie mamy złudzeń, że nagle zmienią zdanie, ale musimy o tym mówić, bo za chwile będzie za późno. Może ktoś pójdzie wreszcie po rozum do głowy – podkreśla jeden z działaczy komitetu.

Obrońcy Reduty chcieliby, aby to władze państwa, a nie np. miasta wykupiły tereny od obecnych właścicieli i ogłosiły konkurs na jego zagospodarowanie. – Trzeba pokazać to, co jest pod ziemią – fragmenty fosy, wilcze doły, odtworzyć części wałów itp., a także zbudować np. multimedialne centrum edukacji historycznej powstań XIX w. To trzeba zachować. Musimy dbać o swoją historię – podkreśla Artur Nadolski. Czy to się uda? Nadolski i Sochoń są umiarkowanymi optymistami.

Na razie członkowie Stowarzyszenia Reduta Ordona zanieśli do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, m.in. przez wojewódzkiego konserwatora zabytków i burmistrza. – Naszym zdaniem forsują zniszczenie historycznego miejsca poprzez zabudowanie ich domami mieszkalnymi – mówi Nadolski. Obrońcy Reduty nie ukrywają też, że liczą na… zbliżające się wybory samorządowe. Sprawa Reduty dla warszawskich urzędników jest bardzo niewygodna, bo dotyka sfery sacrum walczącej z profanum.

2014-08-07 11:28

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sędziowie nie mogą stanowić praw

Niedziela Ogólnopolska 9/2020, str. 46-47

[ TEMATY ]

wywiad

konstytucja

spór

Trybunał Konstytucyjny

sędziowie

BOŻENA SZTAJNER

Na czym polega spór o wymiar sprawiedliwości i jak zażegnać kryzys – wyjaśnia sędzia Wiesław Johann, wiceprzewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa, w rozmowie z Mateuszem Wyrwichem.

Mateusz Wyrwich: Rozpoczęta przed kilku laty reforma wymiaru sprawiedliwości okazała się chyba najtrudniejszą z reform rządu PiS. Jak Pan sądzi, dlaczego?

Wiesław Johann: Kiedy byłem, przez 9 lat, sędzią Trybunału Konstytucyjnego, mieliśmy wstępować do UE. Podczas któregoś ze spotkań z prawnikami UE jeden z nich zapytał, co dla nas będzie ważniejsze: polskie prawo czy prawa europejskie. Bez wahania odpowiedzieliśmy, że polskie. Takiej odpowiedzi udzielił też obecny podczas rozmowy prof. Marek Safjan, dziś sędzia w TSUE. Uważaliśmy, że dla nas najważniejszym prawem jest nasza konstytucja. A prawo europejskie? – zapytał ów człowiek... Oczywiście, prawo europejskie będziemy stosowali, ale w ramach umów. Dlaczego o tym mówię? Bo dziś cały czas istnieje spór między politykami o to, co jest ważniejsze: konstytucja krajowa czy prawo europejskie. Twierdzę, że nie po to nasz parlament zapisał w artykule 8 konstytucji, iż jest ona prawem nadrzędnym, żebyśmy od tego odstępowali.

Opozycja też mówi, że dla nich najważniejsza jest konstytucja, gdzie więc jest sprzeczność?

Tu nie ma żadnej sprzeczności. Sprawa polega na tym, że konstytucji nie można interpretować. Ona jest w swoich zapisach jednoznaczna. Krytykuje się obecną konstytucję, ale ona jest taka, jaka jest. Jeszcze raz podkreślam: to jest ustawa zasadnicza i wszystkie uchwały, ustawy, wszystkie obowiązujące w Polsce normy muszą być zgodne z jej treścią. Jeśli nie są zgodne, to takie prawo nie może się znaleźć w polskim porządku prawnym.

Tak się jednak stało, że konstytucja została naruszona w 2015 r. przez dzisiejszą opozycję – PO-PSL. Ówczesna większość parlamentarna wybrała dwóch „nadprogramowych” przedstawicieli do Trybunału Konstytucyjnego, tuż przed wybraniem nowego parlamentu...

Proszę pamiętać, że to była uchwała Sejmu i po nowych wyborach, w nowym układzie sił w Sejmie została poddana weryfikacji. Sejm miał pełne prawo do tego, by zreasumować poprzednią uchwałę i uznać ją za niebyłą, a następnie dokonać wyboru nowych członków TK. Proszę zauważyć, że wokół tego wyboru nie ma dzisiaj sporu...

Niezupełnie, parlamentarzyści PO, PSL, również lewicy mówią, że TK to „neotrybunał” konstytucyjny albo że w ogóle go nie ma...

To, że opozycja mówi, iż to jest tzw. trybunał czy „neotrybunał”, to takie są prawa opozycji. Ja natomiast patrzę na literę prawa, na obowiązujący porządek prawny, i z tego punktu nie można powiedzieć, że jest tzw. Trybunał Konstytucyjny. Ja mogę się nie zgadzać z jego orzeczeniami, ale to jest TK. I funkcjonuje jako jeden z najważniejszych elementów władzy sądowniczej. Podkreślam: nie wymiaru sprawiedliwości, tylko władzy sądowniczej.

Kolejnym elementem ataku – albo jak niektórzy mówią: sporu – stała się Krajowa Rada Sądownictwa, której jest Pan wiceprzewodniczącym.

Otóż muszę powiedzieć, że Krajowa Rada Sądownictwa jest w polskim porządku konstytucyjnym organem wyjątkowym. Funkcjonuje w naszym systemie prawnym 30 lat. Jej podstawową funkcją jest wnioskowanie kandydatów do sądów powszechnych i Sądu Najwyższego. To jest procedura, którą przewidują Ustawa o KRS i Ustawa Prawo o ustroju sądów powszechnych. Istnieje pewien tryb powoływania sędziów, a jego ostatnim akcentem jest decyzja prezydenta.

Dochodzi jednak do takiego absurdu, że KRS jest kontestowana przez opozycję, a jednocześnie dwóch z jej przedstawicieli – senatorowie Krzysztof Kwiatkowski i Bogdan Zdrojewski – zostało do niej wybranych przez Senat. O co więc chodzi opozycji?

No właśnie. Zaprosiłem tych dwóch senatorów do siebie. Interesuje mnie ich głos, bo chcę wiedzieć, co myśli opozycja. Rozmowa była miła. Ja sam zapewniłem, że oczekuję od nich pracy, a nie obstrukcji. I muszę powiedzieć, że w pierwszym posiedzeniu KRS obaj panowie aktywnie uczestniczyli. No, może nie głosowali.

Inna wewnętrzna sprzeczność: prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf zwołuje pierwsze posiedzenie KRS, a jednocześnie nie uznaje KRS. Czyli zwołuje coś, co nie istnieje...

Myślę, że najwięcej w tej kwestii miałaby do powiedzenia pani Gersdorf. Muszę jednak przyznać, że budzi to moje zdziwienie. Powiadam: jesteśmy prawnikami, a prawo jest, jakie jest. Jesteśmy tutaj po to, aby prawo realizować, aby tego prawa przestrzegać. Owszem, jest to paradoks, ale on się zaczął od czegoś innego – od zmiany sposobu powoływania sędziów. KRS liczy 25 członków. W jej składzie jest piętnaścioro sędziów wybranych przez Sejm. I tutaj istnieje spór: przez kogo wybranych? Nikt nie ma pretensji, że zasiada 4 przedstawicieli Sejmu, 2 – Senatu, przedstawiciel prezydenta, czyli ja, oraz minister sprawiedliwości, pierwszy prezes SN i prezes NSA. Razem: 25 osób.

Kontrowersje budzi tych piętnaścioro wybranych przez Sejm. Dlaczego?

Ano właśnie, i tutaj toczy się ten spór. Czy to rozwiązanie, które zostało zaproponowane w 2017 r., jest właściwe? Czyli że nie tylko środowisko sędziowskie będzie wybierać swoich przedstawicieli, ale również będzie ich wybierał Sejm na podstawie rekomendacji środowiska sędziowskiego bądź obywateli. Przyjęto zasadę, że kandydaturę do KRS przedstawia 25 sędziów popierających bądź 2 tys. obywateli. I to się stało u nas problemem, mimo że podobny wybór odbywa się w innych krajach UE. A poza tym nie ma jednolitego systemu w Europie. W każdym razie takie prawo zostało uchwalone i należy je szanować.

Do tego jeszcze pojawia się atak ze strony UE na naszą reformę. To potęguje anarchię w reformowaniu naszego sądownictwa....

Przyznam szczerze, że tego nie jestem w stanie zrozumieć. Chcę wierzyć, że ten atak wynika z braku wiedzy o polskim wymiarze sprawiedliwości, o tym, co się dzieje w Polsce. Bo jakie jest ich źródło wiedzy? Źródłem wiedzy są nasi europarlamentarzyści, liberalno-lewicowi i takież media, które – mówiąc językiem bardzo brzydkim – urabiają nam opinię. Także nasi sędziowie, którzy uczestniczą w życiu politycznym. Rozumiem, że sędzia ma prawo do własnych poglądów, ale kiedy już nakłada togę i ma wymierzać sprawiedliwość w imieniu Rzeczypospolitej, to musi zostawić politykę i swoje poglądy za drzwiami. Nie odmawiam sędziom prawa do własnych poglądów, ale swoje poglądy każdy może wyrazić, kiedy będzie wrzucał kartkę do urny wyborczej. Sędzia natomiast ma być apolityczny. Apolityczność to gwarancja jego niezawisłości.

Przyjęcie uchwały trzech izb Sądu Najwyższego: Izby Cywilnej, Izby Karnej oraz Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych z 23 stycznia, w której stwierdza się, że sędziowie powołani na stanowiska na podstawie rekomendacji nowej KRS nie są uprawnieni do orzekania – to kompletna anarchia. Sąd Najwyższy nie jest przecież ustawodawcą!

Pan to nazwał anarchią. Ale jeśli zbierają się trzy izby Sądu Najwyższego i podejmują jakąś uchwałę, to nie są to ludzie pozbawieni wiedzy i doświadczenia prawniczego. Wręcz przeciwnie. Można uważać, że jest to elita naszego wymiaru sprawiedliwości. I ta elita podejmuje taką, a nie inną uchwałę, na którą ja, na Boga, zgodzić się nie mogę.

Czy jest szansa na rozwiązanie tego kryzysu?

Kiedy przed 2 laty zaczął się kryzys wokół reformy sądownictwa, podniosły się głosy kontestujące te zmiany. Wówczas zaproponowałem: a może byśmy się spotkali, porozmawiali... Niestety, ze strony opozycji nikt tego pomysłu nie podchwycił. Czy dzisiaj coś z tego, co proponuje Michał Kleiber, czyli „okrągły stół”, wyjdzie – nie wiadomo. Ale rozmawiać trzeba, bo nie należy pozostawać w tym sporze. Wymiar sprawiedliwości musi przejść reformę – bo to jest instrument ochrony naszych praw. Tu nie może być walki politycznej między sędziami. Tu musi być realizacja tego zobowiązania, do którego sędziowie zostali powołani przez konstytucję. Oni mają wymierzać sprawiedliwość w imieniu najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Spory polityczne mogą sobie zostawić na spotkania towarzyskie, a nie mieszać do tego sali sądowej. Aby wymiar sprawiedliwości był ostoją Rzeczypospolitej.

CZYTAJ DALEJ

Papież na „Anioł Pański”: bądźmy żyzną glebą dla Słowa Bożego

2020-07-12 12:35

[ TEMATY ]

papież

Franciszek

Anioł Pański

youtube.com/vaticannews

Bądźmy dla Słowa Bożego żyzną glebą, „bez cierni i kamieni, byśmy mogli wydać dobry owoc dla siebie i dla naszych braci” – zaapelował papież Franciszek w rozważaniu poprzedzającym modlitwę „Anioł Pański”, jaką odmówił z wiernymi zgromadzonymi na placu św. Piotra w Watykanie.

Komentując przypowieść o siewcy, który sieje ziarno na różnych rodzajach gleby, papież wskazał, że „Słowo Boże, symbolizowane przez ziarna, nie jest słowem abstrakcyjnym, ale to sam Chrystus, Słowo Ojca”. - Zatem przyjęcie Słowa Bożego oznacza przyjęcie osoby Chrystusa – wskazał Franciszek.

Omawiając różne sposoby przyjmowania Słowa Bożego, zwrócił uwagę, że najpierw utrudnia nam je „rozproszenie będące wielkim zagrożeniem naszych czasów”. - Nękani licznymi plotkami, wieloma ideologiami, nieustannymi możliwościami rozrywki wewnątrz i na zewnątrz domu, możemy zatracić smak ciszy, skupienia, dialogu z Panem, tak bardzo, że grozi nam utrata wiary – przestrzegł papież.

Inną przeszkodą jest chwilowy entuzjazm, „który pozostaje jednak powierzchowny, nie przyswaja Słowa Bożego”. W obliczu „pierwszej trudności, cierpienia, zaburzeń życiowych ta jeszcze słaba wiara się rozpływa, podobnie jak usycha ziarno, które pada między kamienie”.

Z kolei tam, gdzie Słowo Boże pada pomiędzy „ułudy bogactwa, sukcesu, trosk światowych”, zostaje „zagłuszone i nie przynosi żadnych owoców”.

- Możemy je w końcu przyjąć jak żyzna gleba. Tutaj i tylko tutaj ziarno się zakorzenia i wydaje owoce. Ziarno, które padło na tę żyzną glebę, przedstawia tych, którzy słuchają Słowa, przyjmują je, zachowują w swoich sercach i wprowadzają je w czyn w codziennym życiu - podkreślił Franciszek.

Zachęcił po raz kolejny do noszenia przy sobie kieszonkowego wydania Ewangelii i czytania codziennie jej fragmentu.

Zwrócił uwagę, że przypowieść o siewcy przypomina nam, że „Słowo Boże jest ziarnem, które samo w sobie jest owocne i skuteczne, a Bóg rozrzuca je wszędzie szczodrze, bez względu na straty”. - Takie jest serce Boga! Każdy z nas jest glebą, na którą pada ziarno Słowa, nikt nie jest wykluczony! – przekonywał papież.

Wezwał do zadani sobie pytania, jakim każdy z nas jest rodzajem gleby. - Czy przypominam drogę, grunt skalisty, ciernisty krzew? Ale jeśli chcemy, możemy stać się żyzną glebą, troskliwie uprawianą i pielęgnowaną, aby doprowadzić ziarno Słowa do dojrzałości. Jest już ono obecne w naszych sercach, ale sprawienie, by dojrzało zależy od nas, zależy od tego, jak przyjmiemy to ziarno. Często jesteśmy rozproszeni przez zbyt wiele interesów, przez zbyt wiele przynęt i trudno nam rozeznać pośród wielu głosów i wielu słów, Słowo Pana, jedyne, czyniące nas wolnymi – powiedział Ojciec Święty.

CZYTAJ DALEJ

To Chrystus jest w centrum

2020-07-13 21:16

Fot. Grzegorz Kryszczuk

Wśród zabudowań rynku w Kątach Wrocławskich wznosi się dyskretnie, ale zaznaczając swoją obecność kościół pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła. O żywej wspólnocie parafialnej i zaangażowaniu wiernych, z ks. Krzysztofem Tomczakiem rozmawia Grzegorz Kryszczuk.

Dostał ksiądz nominację na proboszcza w Kątach Wrocławskich dwa lata temu. Po przyjściu na parafię okazało się, że nie było wcześniej wielu poprzedników.

Po 2 wojnie światowej jestem dopiero czwartym proboszczem. To jest właśnie ta charakterystyka tej parafii i wspólnoty. Jeżeli był proboszcz to urzędował długie lata. Ks. Piszczor, ks. Zieliński, ks. Reputała i ja. I to, że oni byli tutaj długo z taką wspólnotą, to oznaczało pewne ukształtowanie duchowe parafian. Zawsze ksiądz proboszcz ma swój styl duszpasterski.

Przed 2018 rokiem był ksiądz proboszczem w niewielkiej miejscowości, w zasadzie na granicy archidiecezji wrocławskiej.

Pakosławsko to parafia zdecydowanie mniejsza, która posiada jeszcze jedną kaplicę filialną. Myślałem o tym, że zostanę przeniesiony dlatego uwrażliwiałem parafia, że z księżmi jest tak, że może przyjść moment rozstania. Oni mi nie wierzyli.

Ale jednak przyszła zmiana...

Wiedziałem, gdzie są Kąty Wrocławskie, bo urodziłem się w Świdnicy, więc niedaleko stąd. Zawsze wiedziałem, że Kąty to mój poprzednik ks. Ryszard Reputała. Zresztą wprowadził mnie we wspólnotę bardzo dobrze, za co mu dziękuję. Jestem z moim poprzednikiem w kontakcie, jest zawsze mile widziany. Parafianie widzą, że jesteśmy w dobrych relacjach.

Łatwo było się dopasować?

Myślę, że musieliśmy się wszyscy poznać, choć podkreślam, że ten proces cały czas trwa. 1 lipca minie drugi rok od kiedy jestem tu proboszczem. Ludzie patrzyli co ja zrobię, czy coś zmienię. Ja się najpierw przypatrywałem i nie podejmowałem od razu radykalnych decyzji. Jestem człowiekiem, który musi najpierw przemodlić wszystko i dobrze się zastanowić. Jak jest? Coraz lepiej. To pokazuje, że sprawa naszego poznania jest rozwojowa. Zauważyłem, że to co ja zaproponowałem nowego zostało dobrze odczytane i przyjęte. I widzieli moi parafianie, że to było zrobione dla dobra wspólnoty.

Co w takim razie udało się zmienić?

Zmieniłem dzień, w którym czytaliśmy intencje do Nowenny do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Do tej pory sposób jej odmawiania był wypracowany przez parafian, był taki „kątecki”. Intencje były zawsze czytane w niedzielę podczas ogłoszeń parafialnych. Zapytałem księży współpracowników czy jest szansa, żeby to zmienić. Nie było to dla nich łatwe, a wiem to z głosów, które pojawiły się po „kolędzie”. Szczególnie księża wikarzy o tym mówili, bo proboszczowi powiedzieć w cztery oczy jest zdecydowanie trudniej [śmiech]. Dzisiaj nie ma tego problemu.

Ale jak słyszę księdza opowiadanie, to wychodzi na to, że rewolucji nie było.

Podczas pierwszej Mszy Św. w nowej parafii powiedziałem, że w centrum jest Pan Jezus, my przy Chrystusie i razem z nami Matka Najświętsza. Chociaż to co powiedziałem jest sprawą zupełnie oczywistą, to ta myśl towarzyszy nam codziennie. W centrum nie jest nowy proboszcz, nawet nie moi sympatyczni parafianie, tylko Jezus.

Rozmawiamy cały czas, a ksiądz się uśmiecha, żywo gestykuluje, widać taką radość. Skąd to się bierze?

Nie ma nic piękniejszego dla mnie, jeżeli ktoś z parafian mówi do mnie – dziękujemy księdzu za to, że mówicie o Panu Jezusie. Ludzie się tym cieszą, że to Słowo często pada, że to wszystko jest ukierunkowane na Niego.

Potrafi być też ksiądz surowy?

W sprawach kancelaryjnych muszę być niekiedy radykalny. Czasem głośno powiem, że pewne sytuacje są niedopuszczalne, dla których Kościół mówi stanowcze „nie”. Niektórzy się oburzają, ale skoro mamy się rozwijać i wzrastać duchowo, wszystko musi być oparte na prawdzie, a nie na zasadzie „fajnie jest”.

A jako przełożony i szef?

A tu chciałbym podziękować moim księżom współpracownikom, ponieważ cały czas rozmawiamy i ustalamy pewne kwestie. Trwa dialog. Wiele spraw i poprawek, które się zrodziły i które wprowadziliśmy to owoc naszych rozmów. Oczywiście ostateczna decyzja należy do mnie jako proboszcza, ale ja słucham i wiele rzeczy udało nam się zrobić. Nasi parafianie chwalą wikarych, dlatego to cieszy bardzo moje serce. Nawet nie wpadam w zazdrość [śmiech].

W parafii pojawiły się też nowe formy duszpasterskie. Jakie?

Moim ulubioną formą jest Nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego. Wzięło się to z czasów, kiedy pracowałem w Miliczu. Wtedy św. Jan Paweł II zawierzył świat Miłosierdziu Bożemu. Pamiętam jak dziś ten początek, kiedy zaczęliśmy odmawiać Koronkę wspólnie. Nie ukrywam, że Kult Bożego Miłosierdzia zajmuje w moim sercu wyjątkowe miejsce. Odkrywałem jego piękno w mojej poprzedniej parafii w Pakosławsku i wprowadzam też tutaj w Kątach Wrocławskich. Modlimy się wtedy w każdy ostatni piątek miesiąca, czytają to pięknie parafianie.

Widziałem też przy ołtarzu piękną figurę Maryi.

Dodatkowo wprowadziliśmy nabożeństwo fatimskie. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tutejsza wspólnota wiernych kocha Matkę Bożą. Oni to potwierdzają i pokazują swoim życiem. Nabożeństwo zaczynamy 13 maja, kończymy w październiku. Figura Maryi przywieziona została z Fatimy, a kiedy wyruszamy z nią w procesji, to przyłączają się do nas także mieszkańcy okolicznych wsi i miejscowości.

Zna ksiądz dobrze swoich parafian?

Najstarsi z nich to repatrianci ze Wschodu, z okolic Lwowa oraz Wołynia. Mam takie wrażenie, że fundamentem tej parafii są ludzie starsi. Oni trzymają ta wspólnotę, są przywiązani do kościoła, do swojej wiary i są bardzo ofiarni. To nie jest zarzut, że parafia się starzeje i nie ma młodych ludzi. Mało jest osób przyjezdnych, większość to urodzeni w Kątach Wrocławskich, ale pracują przeważnie we Wrocławiu. Powstają nowe osiedla, parafia liczy ponad 7400 osób, ale cały czas się powiększa.

Jakieś wnioski duszpasterskie jeszcze krążą w księdza głowie?

Po kilku miesiącach obserwacji, razem z księżmi współpracownikami doszliśmy do wniosku, że nasi wspaniali parafianie kochają adorować Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. To było takie odkrycie, które z pozoru może wydawać się prozaiczne. Skoro chodzisz do kościoła, to chyba naturalne jest, że chcesz adorować Chrystusa. Tutaj było dla nas zaskoczeniem, ale także impulsem do dalszej pracy duszpasterskiej. Ludzie zaczęli mówić – jest więcej adoracji, będą nowe powołania do kapłaństwa i zakonu. Na razie takich nie ma, ale gorliwie się modlimy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję