Reklama

Jan Paweł II

Cud za wstawiennictwem Jana Pawła II

Nie ma świętych ani błogosławionych bez cudów. Kościół, zanim ogłosi kogoś błogosławionym lub świętym, wymaga znaku z nieba: tym znakiem jest cud za wstawiennictwem sługi Bożego (w przypadku beatyfikacji) lub błogosławionego (w przypadku kanonizacji). Ks. prał. Sławomir Oder, postulator procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, otrzymał wiele sygnałów domniemanych cudów, które działy się po śmierci Papieża Polaka. Do procesu wybrał te, które wydawały mu się najbardziej znaczące, w tym niewyjaśnione uzdrowienie s. Marie Simon-Pierre Normand z choroby Parkinsona, tej samej, z którą zmagał się Jan Paweł II. Rada lekarska Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych uznała uzdrowienie s. Marie Simon-Pierre Normand za niewytłumaczalne z punktu widzenia medycznego, a komisja teologów potwierdziła, że istnieje związek między modlitwami zanoszonymi w tej intencji do Jana Pawła II (modlitwy siostry) a uzdrowieniem jako objawieniem Bożej łaski. (W. R.)

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Proszę powiedzieć, jak zrodziło się Siostry powołanie do życia zakonnego w świeckiej i zlaicyzowanej Francji?

S. MARIE SIMON-PIERRE NORMAND: – Mogę śmiało powiedzieć, że moje powołanie zrodziło się w domu rodzinnym. Moja rodzina pochodzi z północy Francji, jest katolicka i praktykująca, szczególnie ze strony mamy. Jestem najstarsza z pięciorga dzieci – mam trzy siostry i jednego brata. Od małego w każdą niedzielę chodziłam z moją mamą na Mszę św. Moje dzieciństwo i młodość przeniknięte były głębokim duchem rodzinnym, wielkodusznością i wzajemnym wsparciem. W wieku 12 lat przyjęłam sakrament bierzmowania. Był to dzień szczególnej łaski w moim życiu. Tego dnia w skrytości serca powiedziałam Panu, że mogłabym poświęcić Mu całe swoje życie. W 1977 r. pojechałam po raz pierwszy z pielgrzymką do Lourdes. Tam usłyszałam bardzo wyraźnie wezwanie do życia zakonnego. Podczas ostatniej pielgrzymki przez przypadek, choć zapewne prowadzona przez Pana, udałam się do basenów, by zanurzyć się w wodzie; wyszłam całkowicie przemieniona. Maryja prowadzi nas zawsze do swego Syna, zrozumiałam, że powinnam Ją naśladować.

– Dlaczego Siostra wybrała zgromadzenie Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego?

– Dla mnie wybór był prosty. Moja odpowiedź na wezwanie Pana wynikała z pragnienia naśladowania Go w służbie rodzinie i życiu oraz w obronie życia. Dlatego w 1980 r. pojechałam do Soissons na studia pielęgniarstwa pediatrycznego, które ukończyłam we wrześniu 1981 r. Ponieważ fascynowałam się tym wszystkim, co dotyczyło życia rodzinnego, moim pragnieniem była praca z Małymi Siostrami Macierzyństwa Katolickiego, by lepiej je poznać i zrozumieć, czy to jest właściwe miejsce, do którego Pan mnie posyła. W połowie października zostałam przyjęta do pracy jako asystentka pediatry. W 1982 r. w noc Wielkiego Czwartku odpowiedziałam „tak” na wezwanie Pana: poświęciłam swoje życie dla Życia. 14 września 1982 r. wstąpiłam do postulatu Małych Sióstr, a 6 lipca następnego roku przyjęłam imię Marie Simon-Pierre i rozpoczęłam nowicjat. Od 1988 do 1992 r. studiowałam w Lyonie, aby uzyskać dyplom pielęgniarki. W 1993 r. przyjęłam wreszcie śluby wieczyste.

– Porozmawiajmy teraz o Janie Pawle II. Jak Siostra zareagowała na wybór Papieża z Polski?

– Kiedy został wybrany papież Jan Paweł II, miałam zaledwie 17 lat, a fakt, że został nim Polak, nie wzbudził we mnie żadnej reakcji.

– Jakie znaczenie dla Siostry, jako osoby konsekrowanej, miał pontyfikat Papieża Polaka?

– Jan Paweł II był bliski ludziom, przemierzał świat, aby spotykać się z nimi; podobnie czyni papież Franciszek. Imponujący jest czas trwania pontyfikatu Jana Pawła II. Był on gigantem modlitwy i przykładem wiary dla nas wszystkich. Był całkowicie oddany Bogu i Maryi. Natchniony żarliwością świętych, zainicjował Światowe Dni Młodzieży, Światowy Dzień Życia Konsekrowanego (2 lutego), przygotował adhortację apostolską „Vita consecrata” (25 marca 1996 r.), która jest dla nas prawdziwym światłem na drodze naszego życia oddanego Bogu.

– Ostatnie lata pontyfikatu Jana Pawła II były okresem cierpienia, m.in. z powodu choroby Parkinsona. W 2001 r. zdiagnozowano u Siostry tę właśnie chorobę. Co Siostra czuła, dźwigając to samo cierpienie, co Papież?

– Od kiedy dowiedziałam się o mojej chorobie, z trudem patrzyłam na Jana Pawła II w telewizji: jego obraz przypominał mi moją chorobę. Jednak pozostałam mu zawsze bliska w modlitwie, podziwiałam jego pokorę, siłę i odwagę. Jego świadectwo całkowitego oddania się Bogu bardzo mnie wzmocniło, zarówno w wierze, jak i w mojej walce z cierpieniem, które należy przyjąć i ofiarować. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Papież mógł rozumieć to, co ja przeżywałam. Dzisiaj mogę powiedzieć, że była to codzienna walka. Jedynym moim pragnieniem było przyjąć wolę Bożą z miłością i przeżyć ją z wiarą. W Wielkanoc 2005 r. chciałam obejrzeć błogosławieństwo Ojca Świętego na żywo w telewizji. Wiedziałam, że stan jego zdrowia pogarsza się z dnia na dzień, i przeczuwałam, że może to być ostatni raz, kiedy go zobaczę. Przez cały czas przygotowywałam się na to spotkanie, wiedząc, że będzie to dla mnie bardzo trudne. Dawało mi to do zrozumienia, co może mnie spotkać za kilka lat, choć byłam jeszcze stosunkowo młoda. Ale niespodziewanie, zapewne opatrznościowo, okazało się, że nie mogłam go zobaczyć, gdyż musiałam zostać w pracy.

– Pracowała Siostra jeszcze pomimo choroby?

– Tak, choć oczywiście dużo mniej. Nie pracowałam już czynnie jako pielęgniarka na porodówce. Pracowałam przy komputerze, a kiedy tylko mogłam, pomagałam także rodzicom dzieci niepełnosprawnych i karmiącym matkom. Udzielałam im potrzebnych rad i wysłuchiwałam ich zwierzeń.

– Co czuła Siostra 2 kwietnia 2005 r. – w dzień śmierci Papieża?

– 2 kwietnia 2005 r. wieczorem cała nasza wspólnota sióstr oglądała na żywo transmisję telewizyjną na kanale diecezji paryskiej (KTO) z czuwania modlitewnego na Placu św. Piotra. I tak dowiedziałyśmy się o śmierci Jana Pawła II. W tamtej chwili wszystko mi się zawaliło, straciłam przyjaciela, najdroższą osobę, która mnie rozumiała i dawała siły, by iść naprzód. W następnych dniach, do 8 kwietnia, czyli do dnia papieskiego pogrzebu, czułam wewnętrzną pustkę, ale wciąż byłam pewna, że on jest obecny.

– 13 maja 2005 r. Benedykt XVI udzielił specjalnej dyspensy, aby rozpocząć proces beatyfikacyjny Jana Pawła II. Następnego dnia całe zgromadzenie rozpoczęło modlitwę o uzdrowienie Siostry. Czy wiedziała Siostra o tym?

– Tak, następnego dnia dowiedziałam się, że wszystkie siostry modlą się o moje uzdrowienie za wstawiennictwem Jana Pawła II. Matka przełożona zadzwoniła do mnie z prośbą, bym i ja modliła się za wstawiennictwem Papieża o łaskę uzdrowienia z choroby Parkinsona. Z wielkim wzruszeniem przyjęłam tę prośbę, bo pragnęłam nadal służyć Życiu i wypełniać swoją misję wśród rodzin. To modlitewne wsparcie wszystkich małych sióstr było dla mnie bardzo ważne. Wieczorem 14 maja cała wspólnota rozpoczęła stałą nowennę w intencji mojego uzdrowienia, z nadzieją, że ewentualny cud byłby małym wkładem w proces beatyfikacji Papieża. Od 14 maja, choć byłam wyczerpana, powtarzałam fragment z Ewangelii wg św. Jana: „Jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą” (J 11, 40b).

– Proszę nam opowiedzieć o szczegółach swojego uzdrowienia...

– 1 czerwca nie mogłam znieść bólu, który stawał się coraz mocniejszy, nasiliły się drżenia, z wielkim trudem stałam na nogach i poruszałam się. Zaczęło mi brakować sił. W kolejnych tygodniach po śmierci Jana Pawła II objawy choroby zaczęły się potęgować. 2 czerwca po południu, dokładnie dwa miesiące od śmierci Papieża, poprosiłam matkę przełożoną o zastąpienie mnie w pracy i znalezienie innej siostry na oddział położniczy, gdyż nie miałam już sił. W głębi serca mówiłam Papieżowi, że zaakceptuję wózek inwalidzki, jeżeli mój stan się pogorszy. Nic, nawet choroba, nie mogło mi przeszkodzić w wytrwaniu do końca. Mogłam nadal moje życie ofiarować Życiu. Przełożona poprosiła mnie, abym wytrzymała jeszcze do powrotu z Lourdes, gdzie miałam jechać w sierpniu z pielgrzymką. Powiedziała: „Jan Paweł II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa”. Poprosiła, abym napisała na kartce imię Jana Pawła II. Było to dla mnie zbyt trudne, bo ręka mi drżała i nie dałam rady. Przełożona jednak nalegała. Za trzecim razem napisałam: „Jan Paweł II”. Pismo było zupełnie nieczytelne. Pozostałyśmy przez długi czas w ciszy, modląc się.

– Kiedy zorientowała się Siostra, że jest uzdrowiona?

– Tego samego wieczoru, między godziną 21.30 a 21.45, poczułam potrzebę pisania i zauważyłam, że moje pismo było wyraźne i czytelne. Położyłam się spać. Obudziłam się nagle o 4.30 rano, nie czułam żadnego bólu. Zeszłam do kaplicy, gdzie modliłam się przed Najświętszym Sakramentem. Poczułam wewnętrzny pokój i zadowolenie. Później, pozostając wciąż przed Najświętszym Sakramentem, odmawiałam Różaniec, rozważając tajemnice światła, wprowadzone przez Jana Pawła II. Pozostałam na modlitwie do godz. 6. Następnie była wspólna Jutrznia i Msza św. Po przejściu ok. 50 m zauważyłam, że moje lewe ramię, które wcześniej było nieruchome, teraz jest sprawne. Poza tym poczułam lekkość i odprężenie, którego dawno nie odczuwałam. Na Mszy św. moje serce wypełniły wielka radość i pokój. Pod koniec Eucharystii miałam już pewność, że zostałam uzdrowiona: moja lewa ręka (jestem leworęczna) już nie drżała, a twarz wyraźnie się zmieniła. To był poranek 3 czerwca, uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, tak droga Ojcu Świętemu. Zaczęłam na nowo pisać, a w południe odstawiłam wszystkie lekarstwa. Po południu powiadomiłam o moim uzdrowieniu matkę przełożoną. Zdecydowałyśmy, by nikomu nic nie mówić do 7 czerwca, tj. do dnia wizyty u lekarza.

– Jaka była reakcja lekarza?

– Od dłuższego czasu miałam umówioną na 7 czerwca wizytę u neurologa. Kiedy mnie zobaczył i zbadał, stwierdził ze zdumieniem całkowity brak jakichkolwiek oznak choroby. Trudno mu było uwierzyć, że jestem w dobrej kondycji, tym bardziej że od pięciu dni nie przyjmowałam żadnych lekarstw. Wszystkie nasze wspólnoty, powiadomione o tym cudownym wydarzeniu, 7 czerwca rozpoczęły modlitwy dziękczynne. Wszyscy, także moja rodzina, utrzymywaliśmy w tajemnicy przez dwa lata to, co się wydarzyło.

– Jak zmieniło się życie Siostry po 3 czerwca 2005 r.?

– Nie było to tylko uzdrowienie fizyczne, bo zmieniło się całe moje życie. Powtarzałam często: „Byłam chora, a jestem uzdrowiona”. Pozostaję małą siostrą wśród innych, bo ważne jest dla mnie z prostotą i radością pełnić moją służbę dla matek i ich dzieci. Sam fakt, że Pan pozwolił mi przeżyć tamtą noc dzięki wstawiennictwu Jana Pawła II, jest wielką tajemnicą, trudną do wyjaśnienia. Było to drugie narodzenie, do nowego życia. Już nic nie jest tak jak dawniej. Moje życie duchowe doznało wstrząsu i pogłębiło się. Jeszcze bardziej ujmuje mnie Eucharystia i adoracja Najświętszego Sakramentu, a z różańcem nigdy się nie rozstaję. Każdego drugiego dnia miesiąca od godz. 21 pozostaję dłużej na modlitwie, aby dziękować Bogu za to, co otrzymałam, i modlić się za innych (prośby o modlitwę przychodzą z całego świata). Pan daje mi dużo miłości i wrażliwości, szczególnie na potrzeby najbiedniejszych i najsłabszych, jak chociażby dzieci niepełnosprawne, które świat z taką łatwością odrzuca, a które były tak bardzo kochane przez Jana Pawła II. To uzdrowienie stało się ważnym wydarzeniem dla Kościoła i świata, nasze zgromadzenie utwierdziło zaś w przekonaniu, że nie możemy ustawać w misji służenia i głoszenia „Ewangelii życia” we Francji i Senegalu – krajach naszej posługi. To również wielka zachęta do apostolatu miłosierdzia wśród młodzieży i rodzin. Ja w sposób szczególny noszę też w sercu wszystkie rodziny dotknięte chorobą Parkinsona.

– Co oznacza dla Siostry bycie „aktywną częścią” procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II?

– Od chwili, kiedy całe zgromadzenie zaczęło modlić się o moje uzdrowienie za wstawiennictwem Jana Pawła II, zawsze powtarzałam, że muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy, niezależnie od procedur, aby nasze modlitwy zostały wysłuchane, a Jan Paweł II został ogłoszony błogosławionym i równie szybko świętym. Aby świat mógł uwierzyć, aby życie ludzkie było szanowane, aby wszystkim, którzy bronią życia, dodać odwagi. Mój kraj – Francja bardzo potrzebowała tej nowej „wizyty” Jana Pawła II, by nie utracić swoich korzeni.

– Jak przyjęła Siostra wiadomość o rozpoznaniu nowego cudu za wstawiennictwem bł. Jana Pawła II, który zdecydował o jego kanonizacji?

– Z wielką radością i głęboką wdzięcznością. Moje serce śpiewa „Magnificat” z radością i dziękczynieniem.

2014-04-28 14:24

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Lot tysięcy gołębi na cześć Jana Pawła II

2020-08-07 12:57

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Adobe Stock

Europejscy gołębiarze postanowili uczcić 100. rocznicę urodzin św. Jana Pawła II. 6 sierpnia ze wzgórza Castel Gandolfo zostało wypuszczonych w niebo tysiące gołębi dalekodystansowych.

Cała akcja to inicjatywa Klubu Hodowców Gołębi Dalekodystansowych „Maratończyk” Wadowice. Z rodzinnego miasta Karola Wojtyły do Watykanu zawieziono 1411 gołębi z całej Polski (w tym także 44 gołębie ze Słowacji).

6 sierpnia ze wzgórza w Castel Gandolfo, gdzie znajduje się letnia rezydencja papieska, w jednym momencie w niebo wypuszczonych zostało tysiące gołębi, nie tylko z Polski i Słowacji, ale również z Węgier, Albanii, Rumunii i Włoch. Ptaki rozleciały się po całej Europie, aby dotrzeć do swoich domów. W ten symboliczny sposób, gołębiarze z sześciu krajów europejskich chcą uczcić setną rocznicę urodzin św. Jana Pawła II.

Wadowiccy hodowcy spodziewają się, że pierwsze gołębie powrócą do Polski już w ten weekend.

CZYTAJ DALEJ

Dwóch księży i raper parodiują znany hit "Przejmujemy jutuby"

2020-08-07 10:30

[ TEMATY ]

muzyka

muzyka chrześcijańska

youtube.com/wzn

"Przejmujemy jutuby" po katolicku? Teraz to możliwe!

Heres i Piotrek z grupy Wyrwani Z Niewoli wraz z dwoma księżmi Adamami nagrali katolicką wersję znanego hitu. Jak brzmi on z chrześcijańskimi wartościami na pierwszym planie? Posłuchajcie!

Jak piszą twórcy przeróbki:

Stworzenie oryginału piosenki „Przejmujemy jutuby”: jej nagranie, teledysk i montaż zajęło 24h. My podjęliśmy się wyzwania stworzenia parodii, która w całości zajęła nam 10h, ale jakby wiadomo nam było łatwiej.

Mamy nadzieję, że ta PARODIA dostarczy Wam uśmiechu i trochę przemyśleń.

Pax et bonum. Dzięki, że jest Was coraz więcej

Kocham Boga! Jezu dziękuje za to,że stworzyłeś takich wspaniałych ludzi!! - czytamy w komentarzach pod utworem

CZYTAJ DALEJ

Seminarium w Domu Biskupów Gorzowskich

2020-08-08 14:20

[ TEMATY ]

seminarium

gorzów

Dom Biskupów Gorzowskich

Archiwum Aspektów

Historyczny dom biskupów gorzowskich, czyli budynek przy ul. 30 Stycznia 1 i 1a w Gorzowie pełnił rolę siedziby administratorów apostolskich a potem biskupów diecezjalnych w latach 1945-1992. Później, aż do 2007 r. był mieszkaniem biskupa pomocniczego i jednocześnie rezydencją pomocniczą biskupa diecezjalnego. Teraz stanie się miejscem formacji i studiów kleryków diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.

Przed wojną dom ten był własnością państwa Max und Adelheid Bahr. Po wojnie zmieniło się na tych ziemiach bardzo wiele. Miasto Landsberg znalazło się na terytorium Polski, zmieniając nazwę na Gorzów. W 1945 r. w budynku przy ul. 30 Stycznia przez pewien czas stacjonowali tam oficerowie radzieccy, później budynek był niezamieszkały. Przychylne wówczas dla Kościoła władze miasta Gorzowa oddały budynek na rezydencję administratora apostolskiego. Po opuszczeniu przez wojsko budynku jeszcze przez jakiś czas w piwnicy była kuchnia, ale korzystano z osobnego wejścia.

Zobacz zdjęcia: Dom Biskupów Gorzowskich

Pierwszy administrator apostolski na Ziemiach Zachodnich, ks. Edmund Nowicki, stał przed bardzo trudnym zadaniem zorganizowania życia Kościoła na obszarze 44229 km kw. Gorzów wydał mu się odpowiednim miejscem na siedzibę nowo tworzonej administracji apostolskiej. Tak wspomina moment objęcia rezydencji: „Dwa czy trzy dni przed uroczystością Chrystusa Króla postanowiłem pojechać do Gorzowa dla objęcia rezydencji. Oczywiście nie miałem żadnych mebli. Za krzesła służyły początkowo parapety okienne.” W całkowicie pustym domu (właściwie był tam jeden stół i jedno krzesło) ks. Nowicki zrobił sobie sypialnię na piętrze i tam urzędował. Pustki w krótkim czasie się zapełniły dzięki entuzjazmowi ludzi, którzy znosili co ładniejsze meble z całego miasta.

27 października 1945 r. w rezydencji nastąpiło otwarcie siedziby Kurii Biskupiej. Było to na dzień przed uroczystością Chrystusa Króla i ingresem ks. Nowickiego do kościoła pw. Wniebowzięcia NMP w Gorzowie, czyli późniejszej katedry. Już w numerze 2. urzędowego pisma „Zarządzenia Administracji Apostolskiej Kamieńskiej, Lubuskiej i Prałatury Pilskiej” na str. 6 można było przeczytać, że administrator mieszka przy ul. 30 Stycznia 1 w Gorzowie, tam też mieści się Kuria Biskupia. Krótko później administracja apostolska pozyskała też przylegającą willę przy ul. 30 Stycznia 1a, gdzie na parterze zostało urządzone biuro kurialne. Z czasek kuria rozrastała się i brakowało tam już miejsca. 1 maja 1946 nastąpiło przeniesienie siedziby kurii na ul. Łokietka 17, a 15 października 1947 r. do ostatecznej siedziby na ul. Drzymały 36.

30 października 1950 r. rozpoczął pracę Sąd Duchowny administracji apostolskiej, który w początkowej fazie mieścił się również w budynku przy ul. 30 Stycznia 1 w Gorzowie.

Dom sługi Bożego

W gorzowskiej rezydencji po ks. Edmundzie Nowickim mieszkali kolejni administratorzy apostolscy: ks. Tadeusz Załuczkowski, ks. Zygmunt Szelążek, bp Teodor Bensch. Najdłużej jednak budynek przy ul. 30 Stycznia był domem bpa Wilhelma Pluty i przede wszystkim jako jego dom rezydencja biskupia w Gorzowie pozostaje w pamięci mieszkańców miasta i całej diecezji.

Ks. Wilhelm Pluta przyjechał do Gorzowa, do swojej rezydencji z Katowic-Załęża wcześnie rano 6 września 1958 r. Już 7 września, pod przewodnictwem kard. Stefana Wyszyńskiego, odbyła się jego konsekracja biskupia.

Okres rządów bpa Pluty pod wieloma względami był kluczowy dla historii Kościoła na Ziemiach Zachodnich. Swoją głęboką duchowością, gorliwością i zmysłem duszpasterskim bp Wilhelm wywarł ogromny wpływ na rozwój wiary na tych ziemiach.

To w okresie jego rządów miały miejsce wielkie obchody Millenium Chrztu Polski, z uroczystościami głównymi przy katedrze gorzowskiej z udziałem Episkopatu Polski 6 listopada 1966 r.

Był to także czas przekształcenia administracji apostolskiej w diecezje. 28 czerwca 1972 r. papież Paweł VI bullą „Episcoporum Polonia Coetus” ustanowił nowe diecezje na Ziemiach Zachodnich. Dotychczasowa administracja apostolska została podzielona na trzy diecezje: szczecińsko-kamieńską, koszalińsko-kołobrzeską i gorzowską, której stolicą pozostał Gorzów, biskupem bp Wilhelm Pluta, a jego siedzibą dom przy ul. 30 Stycznia 1. Bp Wilhelm mieszkał w nim aż do tragicznej śmierci w wypadku samochodowym na trasie Świebodzin – Krosno Odrzańskie 22 stycznia 1986 r.

Przeniesienie stolicy

W gorzowskiej rezydencji mieszkali też oczywiście biskupi pomocniczy: bp Jerzy Stroba, bp Ignacy Jeż, bp Paweł Socha i później bp Edward Dajczak. Od 1986 r. mieszkał w niej bp Józef Michalik, kolejny biskup diecezjalny.

To w okresie rządów bpa Michalika Ojciec Święty Jan Paweł II bullą „Coetus Poloniae Populus” 25 marca 1992 r. zatwierdził nowy podział administracyjny diecezji polskich. Diecezja gorzowska otrzymała wówczas nazwę zielonogórsko-gorzowska, a siedziba diecezji została przeniesiona do Zielonej Góry.

Konsekwencją bulli papieskiej była wielka przeprowadzka. 23 grudnia 1992 r. nastąpiło przeniesienie rezydencji z budynku przy ul. 30 Stycznia w Gorzowie, do budynku przy ul. Kilińskiego 3 w Zielonej Górze. 15 lutego 2003 do Zielonej Góry przeniosła się także Kuria Biskupia.

Wtedy do nieco opustoszałego budynku przy ul. 30 Stycznia przeniósł się z ul. Koniawskiej Sąd Kościelny. Z czasem zamieszkał tam też bp pomocniczy Edward Dajczak. Dom ten nadal pełnił funkcję rezydencji pomocniczej, jako że Gorzów wciąż był miejscem kluczowych dla życia diecezji wydarzeń. Szczególnym momentem z pewnością były uroczystości jubileuszu 50-lecia administracji apostolskiej w Gorzowie 20 sierpnia 1995 r. Wtedy gorzowska rezydencja gościła wielu biskupów, z Prymasem Polski kard. Józefem Glempem na czele.

2 czerwca 1997 r. dom przy ul. 30 Stycznia, podczas swojej pielgrzymki w Gorzowie, odwiedził papież Jan Paweł II. Któryż inny dom w diecezji może się poszczycić tym, że był w nim Ojciec Święty?

Mijały lata, stary dom coraz bardziej domagał się gruntownego, bardzo kosztownego remontu. Wreszcie w 2007 r. mieszkający tam przez cały czas bp Edward Dajczak wyprowadził do na plebanię katedralną na ul. Obotrycką 10, Sąd Kościelny przeniósł się do budynków w parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Gorzowie na ul. Żeromskiego 22. Budynek na ul. 30 Stycznia 1 pozostał pusty i opuszczony. Rozważane było jego wydzierżawienie lub sprzedaż. Odbyły się już wstępne rozmowy z Państwową Wyższą Szkołą Zawodową w Gorzowie Wlkp., która była też gotowa do upamiętnienia w jakiś sposób w budynku postaci sługi Bożego bp. Wilhelma Pluty.

Po rozważeniu sprawy, bp Stefan Regmunt postanowił, że diecezja nie będzie pozbywać się gorzowskiej rezydencji. Co prawda z ekonomicznego punktu widzenia remont konieczny do uratowania obiektu to ogromne wyzwanie.

Po remoncie w rezydencji mieści się Instytut im. Biskupa Wilhelma Pluty, zaś obecnie miejsce to stanie się alumnatem Zielonogórsko-Gorzowskiego Wyższego Seminarium Duchownego.

Budynek przy ul. 30 Stycznia, czyli historyczna rezydencja biskupów gorzowskich w Gorzowie w perspektywie historycznej i duchowej jest cennym skarbem dla całej diecezji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję