Reklama

Wiadomości

Justyna Święty-Ersetic: w sporcie trzeba mieć szczęście i wiedzieć jak wykorzystać swoją szansę

Justyna Święty-Ersetic wróciła z halowych mistrzostw świata w Nankinie ze srebrnym medalem w sztafecie 4x400 m. "W sporcie trzeba mieć szczęście i wiedzieć jak wykorzystać swoją szansę. Uważam, że z dziewczynami bardzo dobrze to zrobiłyśmy" - powiedziała lekkoatletka.

2025-03-26 18:04

[ TEMATY ]

sport

pl.wikipedia.org

Justyna Święty-Ersetic

Justyna Święty-Ersetic

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

32-latka pod nieobecność Natalii Bukowieckiej była liderką polskiej sztafety i biegła na pierwszej zmianie. Wraz z nią startowały 23-letnia Aleksandra Formella, 25-letnia Anna Gryc i 17-letnia Anastazja Kuś.

"Jestem doświadczoną zawodniczką. Biegałam ze znacznie młodszym składem. To było dla mnie nowe doświadczenie. Czułam się bardziej odpowiedzialna za dziewczyny, skoro mam większy staż treningowy" - oświadczyła Święty-Ersetic.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Początkowo reprezentacja Polski na MŚ w Nankinie liczyła 10 zawodników. Święty-Ersetic była zgłoszona do indywidualnego biegu na 400 m. Jednak federacja World Athletics zaprosiła polską sztafetę do udziału w rywalizacji. Do Chin poleciały także Formella, Gryc, Kuś oraz Anna Pałys, która była rezerwową.

"Parsknęłam śmiechem, gdy trener do mnie zadzwonił. Wytłumaczył mi, że pojawiła się taka opcja. Nie widziałam w tym żadnego problemu. To była frajda, bo lubię biegać sztafety. To już było po moich biegach indywidualnych. Cieszyła mnie ta sytuacja i była dla mnie dosyć zabawna. Z drugiej strony starałam się postawić w sytuacji Ani Pałys i Ani Gryc, które były już w treningu do sezonu letniego. Musiały przebiec 400 m na maska i sprawdzić się między sobą. Nie zazdrościłam im" - wyznała biegaczka.

Reklama

W Nankinie wystartowało tylko pięć kobiecych sztafet. Złoty medal zdobyły Amerykanki, srebrny - Polki, a brązowy - Australijki. Reprezentantki Chin i Sri Lanki znacząco odstawały poziomem od czołowej trójki.

"Z drugiej strony inne sztafety też mogły pobiec, ale nie chciały. Uważam, że my po prostu wykorzystałyśmy swoją szansę, bo początkowo polska sztafeta miała nie startować. Ale dziewczyny się zdecydowały, ja byłam na miejscu, a jeden dodatkowy bieg nie był dla mnie problemem. W sporcie trzeba mieć szczęście i wiedzieć jak wykorzystać swoją szansę. Uważam, że z dziewczynami bardzo dobrze to zrobiłyśmy" - oceniła lekkoatletka.

Święty-Ersetic dobrze się czuje w gronie młodszych zawodniczek. Nie przeszkadza jej różnica wieku.

"Podczas biegu totalnie nie zwraca się na to uwagi. Jestem teraz najstarszą zawodniczką. Z tą stara gwardią miałem inne relacje. Pracowałyśmy wiele lat na tę sztafetę. Znałyśmy się jak łyse konie. Ten skład jest młody. Dziewczyny uczą się biegania w sztafetach, a ja się cieszę, że mogę im w tym pomóc i służyć dobrą radą" - oznajmiła.

"Czesto dzielę się swoim doświadczeniem. Opowiadam jak było kiedyś i jakie sytuacje miały miejsce. To też jest fajne, a dziewczyny zarażają mnie swoją energią i młodością" - dodała.

32-latka twierdzi, że może się czegoś nauczyć od młodych zawodniczek.

Reklama

"Są energiczne, choć czasem się śmieję, że ja w wieku 32 lat mam wiecej energii. One mają zupełnie inne podejście do życia. Dzieli nas wiele lat. Uczą mnie slangu młodzieżowego i podążam za tym trendem. To jest fajna mieszanka doświadczenia z młodością. Odnalazłam się w tej sztafecie i mam nadzieję, że dziewczyny też" - stwierdziła.

Mistrzostwa w Nankinie były wyjątkowo pechowe dla Polaków. Biało-czerwoni mieli pięć szans medalowych. Płotkarka Pia Skrzyszowska i sprinterka Ewa Swoboda były tuż za podium. Anna Wielgosz i Święty-Ersetic zajęły piąte miejsca w biegach na 800 m i 400 m. Największym rozczarowaniem był jednak występ Jakuba Szymańskiego. Mistrz Europy odpadł w półfinale biegu na 60 m ppł.

"Zawsze na takich zawodach są niespodzianki i rozczarowania. To jest wpisane w sport. Szkoda tych czwartych miejsc, ale trzeba nadmienić, że Pia pobiła rekord Polski, który bardzo długo goniła. Poziom był bardzo wysoki. Ania Wielgosz poprawiła życiówkę i to też nie dało medalu. Nie uważam tego występu za nieudany. W niektórych przypadkach zabrakło trochę szcześcia" - rzekła reprezentantka Polski.

W sezonie halowym Świety-Ersetic wystartowała 11 razy. Biegała w zawodach w Spale, w mityngu Copernicus Cup i mistrzostwach Polski w Toruniu, w mistrzostwach Europy w Apeldoorn i mistrzostwach świata w Nankinie. Omijały ją kontuzje i przez dłuższy czas utrzymała wysoką formę.

"W zeszłym sezonie też nie miałam problemów zdrowotnych. Musiałam uwierzyć na nowo, że mogę biegać na dobry poziomie. Teraz zbieram tego owoce. Treningi wskazywały na to, że powinno być dobrze. Pierwsze starty mnie w tym utwierdziły. Później nabierałam pewności siebie" - wyjawiła.

Reklama

Świety-Ersetic sprawiła niespodziankę, gdy wyprzedziła Natalię Bukowiecką i wygrała mistrzostwa Polski w biegu na 400 m. W mistrzostwach Europy w Apeldoorn była czwarta, a w mistrzostwach świata w Nankinie zajęła piąte miejsce.

"Brałabym to w ciemno. Ten sezon halowy dał mi dodatkowy zastrzyk energii. Wiem, że mogę wrócić na wysoki poziom. Udowodniłam to wieloma dobrymi startami w hali. To dla mnie bardzo dobry prognostyk przed sezonem letnim. Liczę na to na stadionie będę mogła biegać w komforcie 400 m. Nikt mnie nie będzie zabiegał. Nie będę musiała się przepychać. Jestem bardzo ciekawa, co przyniesie mi sezon letni" - zadeklarowała.

Zawodniczka klubu AZS AWF Katowice jest w składzie reprezentacji Polski od kilkunastu lat. W 2012 roku zadebiutowała w igrzyskach olimpijskich w Londynie. Później indywidualnie i w sztafecie odniosła wiele sukcesów na arenie międzynarodowej. W 2021 roku zdobyła dwa medale podczas igrzysk olimpijskich w Tokio - złoty w sztafecie mieszanej i srebrny w kobiecej sztafecie 4x400 m. Jednak ostatnie sezony były dla niej mniej udane ze względu na kontuzje.

"Gdy jestem zdrowa, to zmuszenie się do ciężkich treningów nie jest dla mnie problemem. To nawet przyjemność. Gdy zmęczę się na treningu, to później mam taką ogromną wewnętrzną satysfakcję. Zawsze mnie denerwowało to, że coś mnie bolało i nie mogłam realizować treningu w stu procentach. Teraz byłam zdrowa i przebrnęłam do końca sezonu halowego" - podkreśliła.

Reklama

"Mój upór, konsekwencja i cierpliwość przyniosły efekt. Myślałem, że nigdy nie wrócę na bieżnię, bo zdrowie na to nie pozwoli. Zdobyłam wszystko co mogłam, ale fajnie jest wrócić i znowu przywozić medale do kraju. Mam nadzieję, że nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Przed nami bardzo trudny, wymagający sezon letni, do którego zamierzam się bardzo dobrze przygotować" - kontynuowała.

Święty-Ersetic jest jedną z ostatnich przedstawicielek "starej gwardii", która przez niemal 10 lat w sztafecie 4x400 m wygrywała mistrzostwa Europy i zdobywała medale mistrzostw świata. Odnosiła też indywidualne sukcesy. Przez lata była liderką sztafety.

Później jej rolę przejęła Natalia Bukowiecka, która poprawiła rekord Polski Ireny Szewińskiej w biegu na 400 m, została mistrzynią Europy, wicemistrzynią świata i brązową medalistką olimpijską. Bukowiecka wcześniej skończyła starty w sezonie halowym, ale wspomoże sztafetę w sezonie letnim.

"Myślę, że większej części tej starej gwardii już nie ma. Natalia jest raczej połączeniem starej gwardii z młodą. Na pewno sztafeta w starym składzie się już nie powtórzy. Zobaczymy jak będzie się rozwijała ta sztafeta i co uda się osiągnąć" - rozważała Święty-Ersetic.

Igrzyska olimpijskie w Paryżu były nieudane dla kobiecej sztafety 4x400 m. Polki startujące w składzie Alicja Wrona-Kutrzepa, Święty-Ersetic, Formella i Kuś odpadły już w eliminacjach. Trener sztafety Aleksander Matusiński był krytykowany za wystawienie 17-letniej Kuś, dla której był do debiut w sztafecie na seniorskiej imprezie.

Reklama

"Myślę, że nie zrobił błędu. Anastazja wieloma biegami udowodniła, że łapie się do sztafety. Coś na igrzyskach nie zagrało. Nie był to jej najlepszy występ. Niestety nie zawsze wszystko wychodzi. Nie były to dla nas łatwe chwile. Każdy podszedł do tego indywidualnie. Dla mnie były to prawdopodobnie ostatnie igrzyska, a dla Anastazji pierwsze, więc inaczej to odczuwałyśmy" - wspomniała Święty-Ersetic.

Kuś w 2024 roku w Bańskiej Bystrzycy wygrała mistrzostwa Europy juniorów młodszych i czasem 51,89 ustanowiła rekord Polski do lat 18. Znalazła się w centrum zainteresowania mediów i kibiców, co może wywierać na niej dodatkową presję.

"To kwestia indywidualna. Każdy ma swój rozum i podąża swoją ściezką. Wierzę w to, że sobie z tym poradzi. Teraz inaczej to wygląda niż za naszych czasów. Młodzi zawodnicy są bardziej profesjonalni i mają większą świadomość. Zobaczymy jak jej kariera się potoczy" - powiedziała Świety-Ersetic.

Najważniejszą lekkoatletyczną imprezą w 2025 roku będą wrześniowe mistrzostwa świata w Tokio. Aby na nie awansować polska sztafeta musi dobrze wypaść w zawodach World Athletics Relays, które odbędą się w Kantonie w dniach 10-11 maja.

"Liczę na to, że wywalczymy kwalifikacje za miesiąc i ze spokojną głowa będziemy przygotowywać się do mistrzostw świata, bo nie chcemy później gonić za minimum" - zadeklarowała.

Święty-Ersetic wie, że zbliża się do końca swojej sportowej kariery. Jest przygotowana na rozpoczęcie nowej drogi życiowej, choć nie zdradziła swoich planów.

"Gdy myślałam, że nie wrócę na bieżnię, to pomysłów na życie po karierze sportowej pojawiało się coraz więcej. Zobaczymy gdzie mnie poniesie" - zakończyła.

Maciej Gach(PAP)

mg/ sab/

Oceń: +4 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Motywacja: Miłość

Niedziela rzeszowska 20/2018, str. VII

[ TEMATY ]

sport

bieg

Marcin Dziedzic

Bieg to miłość...

Bieg to miłość...

Wystartowali ze znakiem krzyża, biegnąc, idąc, jadąc na rowerach czy pielgrzymując w zorganizowanych grupach po to, by w imię Boże dotrzeć na metę – do stóp Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Niechobrzu. Od 32 lat w pierwszym dniu maryjnego maja Matka Najświętsza przyjmuje w swym Zakątku gości. Pod szyldem Krucjaty Wyzwolenia Człowieka spotykają się ludzie, którym zależy na tym, aby żyć w wolności, uwolnić siebie czy innych od nałogów, nie tylko alkoholizmu. A skuteczną drogą do tego jest modlitwa, wyrzeczenie, wysiłek

– Dlaczego 30-letnia tradycja pielgrzymowania do Niechobrza z KWC od dwóch lat ma nową formę, nazywana jest Biegiem Trzeźwości?
CZYTAJ DALEJ

Polichna. Rekolekcje - czas Bożej miłości

2025-04-06 06:56

Małgorzata Kowalik

W dn. 30 marca – 1 kwietnia w parafii św. Jana Marii Vianneya w Polichnie odbyły się rekolekcje wielkopostne. Czas wchodzenia w tajemnice Bożej miłości parafianie przeżyli pod kierunkiem o. Ryszarda Koczwary z Niepokalanowa.

Chcąc przygotować wiernych do głębokiego przeżycia Wielkiego Tygodnia, rekolekcjonista umacniał ich w cnotach teologalnych, eksponując, że fundamentem duchowości chrześcijańskiej jest wiara, a w jej skład wchodzi poznanie, doświadczenie emocjonalno-wartościujące i moralne działanie. Ukazując wartość Wielkiego Tygodnia, mobilizował do rozwoju wiary, mężnego jej wyznawania w każdych okolicznościach życia. – Trzeba pokazać, że jestem katolikiem, chrześcijaninem i nie wstydzę ani nie boję się wiary – powiedział. Przypomniał, że progresja wiary i wytrwałość w niej, bez względu na różnorodność doświadczeń życia, pozostaje nadrzędnym obowiązkiem chrześcijan, rodziców wobec dzieci i Kościoła wobec wiernych. Pytał więc: - „Co zrobiliśmy z dzieciństwem dzieci, czy mają one jeszcze dzieciństwo? Czy te, które wyjechały za granicę z braku miłości do ziemi, będą miały do kogo/czego wracać?”. Rekolekcjonista uwypuklił, że centrum wiary chrześcijańskiej stanowi Jezus Chrystus. Podkreślił, że „Jezus - centrum, kierownik i wyznacznik mojego życia, może uzdrowić mnie i moich najbliższych”.
CZYTAJ DALEJ

Głos Boga jest pierwszym źródłem życia

„Córka Głosu” – pod takim hasłem w sanktuarium w Otyniu odbyło się wielkopostne czuwanie dla kobiet.

Był czas na konferencję, modlitwę wstawienniczą, adorację Najświętszego Sakramentu i oczywiście Eucharystię. Czuwanie, które odbyło się 5 kwietnia, poprowadziła Wspólnota Ewangelizacyjna „Syjon” wraz z zespołem, a konferencję skierowaną do pań, które wyjątkowo licznie przybyły tego dnia na spotkanie, wygłosiła Justyna Wojtaszewska. Liderka wspólnoty podzieliła się w nim osobistym doświadczeniem swojego życia. – Konferencja jest zbudowana na moim świadectwie życia kobiety, która doświadczyła nawrócenia przez słowo Boże i która każdego dnia, kiedy to słowo otwiera, zmienia przez to swoją rzeczywistość. Składając swoje świadectwo chciałam zaprosić kobiety naszego Kościoła katolickiego do wejścia na tą drogę, żeby nauczyć się życia ze słowem Bożym i tak to spotkanie dzisiaj przygotowaliśmy, żeby kobiety poszły dalej i dały się zaprosić w tą zamianę: przestały analizować, zamartwiać się, tylko, żeby uczyły się tego, że głos Boga jest pierwszym źródłem życia, z którego czerpiemy każdego dnia. Taki jest zamysł tego spotkania, dlatego nazywa się ono „Córka Głosu” – mówi liderka Wspólnoty Ewangelizacyjnej „Syjon”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję