Reklama

Niedziela Rzeszowska

Chcę być przy samych fundamentach

Niedziela rzeszowska 32/2013, str. 4-5

[ TEMATY ]

wywiad

Rzeszów

bp Jan Wątroba

Bożena Sztajner/Niedziela

- Po nominacji na ordynariusza rzeszowskiego powiedział Ksiądz Biskup w „Niedzieli”, że Kościół rzeszowski jest wyjątkowy. Co to oznacza?

BP JAN WĄTROBA: - Mówiłem tak i powtarzam to nadal. Nie tyle z autopsji, bo moje kontakty z Kościołem rzeszowskim były sporadyczne. Mówiłem to w oparciu o świadectwa innych osób. Były one tak przekonujące, że przyjąłem je za swoje i powtarzam. Poszerzyłbym to określenie nie tylko na sam Kościół rzeszowski - ale na tę część Polski, którą nazywamy Podkarpaciem czy nawiązując historycznie, Galicją. W porównaniu z innymi rejonami Polski jest ona najmniej dotknięta chorobami, które tam już niestety bardzo wiele niszczą, skrajnym laicyzmem, wykorzenieniem. Tu jest jeszcze mocne zakorzenienie w tradycji.

- Podkarpacie to Kościół tradycyjny?

- W najlepszym tego słowa znaczeniu. Bardzo bym się cieszył, gdyby mnie ktoś nazywał tradycjonalistą, bo wiem co znaczy łacińskie słowo „tradere”. Jeśli tradycyjny znaczy wierny korzeniom, pryncypiom, zasadom, wierny temu, co sam otrzymał w przekazie i pragnie przekazywać, to ja sięgam do tych korzeni. Tradere właśnie to znaczy. Dlatego niech to będzie w najlepszym tego słowa znaczeniu Kościół tradycyjny. Więcej - fundamentalistyczny. Uśmiecham się, bo to słowo, nie z winy chrześcijan, nabrało bardzo negatywnego znaczenia. Jeśli to ma oznaczać wierny fundamentom, to chcę być przy samych fundamentach. Wiemy kto kładł fundament, kto jest kamieniem węgielnym Kościoła. Jeśli w takim znaczeniu zostanę nazwany fundamentalistą, to chwała Panu.

- Gdyby przyszło Księdzu Biskupowi określić w trzech słowach Rzeszów, jakie byłyby to słowa?

- Rzeszów absolutnie kojarzy mi się z Najświętszym Sercem Pana Jezusa. Gdy już przyszła ta wiadomość, uświadomiłem sobie, że patronem jest św. Józef Sebastian, katedra jest pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa, mało tego - na planie serca zbudowana. Przyszła mi taka refleksja, że właśnie w tych stronach jest silny kult Najświętszego Serca Pana Jezusa. Mam wewnętrzną pewność, że świeżość wiary, zakorzenienie w religijności, pobożności także w tym wymiarze maryjnym, który jest tu bardzo obecny, czyni ten Kościół wyjątkowym na tle innych. Mieszkańcy Częstochowy często lubią mówić, że to miasto maryjne. Czym innym są takie deklaracje, a czym innym jest życie, wiemy jak to jest w praktyce. Natomiast tu mam przeświadczenie, że nie tyle się o tym mówi, co się tym żyje. I w tym utwierdzają mnie życzliwi ludzie, którzy po nominacji mówili: zobaczysz, będziesz się tam czuł dobrze.

- Nam mówiono, że będziemy mieć biskupa maryjnego...

- Pewnie tak mówią, bo jako kapłan prawie cały czas mieszkałem w Częstochowie, tuż pod Jasną Górą. Z mojego pokoju do komnaty Matki Bożej szedłem 10 minut spacerkiem. Ale dla mnie takie określnie jest ogromnym komplementem. Bardzo bym chciał, żeby tak było i liczę na płaszcz Maryi, który jest w herbie biskupim, bo na niebieskim tle umieszczone są złote lilie. To jest zawsze w heraldyce symbol płaszcza królowej, to jest element jasnogórskiej Ikony. Tu nie trzeba już nic więcej dopowiedzieć. Właśnie przez ten sam symbol herb przemawia.

- Ecce venio, te słowa są również w herbie Księdza Biskupa.

- To jest skrót z Listu do Hebrajczyków: oto idę, aby spełnić Twoją wolę. To jest tajemnica słowa wcielonego, tajemnica Jezusa. To do niego się te słowa odnoszą, ale też do każdego, którego On posyła i kto chce się stawać do Niego podobny, czyli pełnić wolę Ojca. To jest zadanie.

- Wielu księży wspomina miło i dobrze Księdza Biskupa jako rektora seminarium. Czy to był trudny okres, kiedy trzeba było wrócić do seminarium już w nowej roli?

- Dla mnie to był bardzo trudny czas. Wiedziałem jakie to niesie za sobą wyzwania, bo seminarium to nie tylko klerycy. To jest cały świat wykładowców, profesorów, byłych przełożonych. To o wiele więcej niż tylko taki młodzieńczy świat ludzi z zapalonymi głowami, idealistów, dążących do świętości przyszłych kapłanów. Zdawałem sobie z tego sprawę. Miałem też zawsze ogromne wsparcie ze strony Biskupa Ordynariusza, który sam był wcześniej rektorem i wiele lat ojcem duchownym. On znał ten świat od podstaw, bardzo szanował jego autonomię, ale też sam szukał nieustannie kontaktu z klerykami. Widziałem jak on się nad nimi pochyla, jak ich dokładnie zna, jak często z nimi rozmawia, ale zawsze z poszanowaniem roli rektora czy innych wychowawców. Dla kapłana nie ma ważniejszej rzeczy jak jego życie wewnętrzne i duchowe, jego więź z Chrystusem. Tego uczyłem się w seminarium. Kiedyś jako kleryk, a później już jako rektor stawialiśmy właśnie na rolę ojców duchownych. Formacja duchowa to jest dusza całej formacji.

- Czy Ksiądz Biskup uważa, że formacja seminaryjna musi się dzisiaj w jakiś sposób zmienić?

- Nie widzę potrzeby jakiejś radyklanej zmiany modelu seminarium. Jako rektor uczestniczyłem w międzynarodowym spotkaniu wyższych przełożonych seminariów z całej Europy w Rzymie. Zaproszeni tam byli fachowcy najwyższej miary, psychologowie, socjolodzy. Wszyscy dyskutowali na temat kształtu seminarium i formacji. Pamiętam ostatnią sesję, kiedy sekretarz kongregacji ds. wychowania katolickiego podsumował w podniosłym tonie, że musimy wychowywać kapłanów według Serca Jezusowego. Z jednej strony my, Polacy, odczuliśmy ulgę, z drugiej mówiliśmy, a cóż to za wyważanie otwartych drzwi.
My nic innego nie robimy. To jest ten najpiękniejszy model dla kapłana, najpiękniejszy wzorzec.

- Czy są potrzebne nowe metody działania?

- Owszem, metod możemy szukać. Jedną z konstatacji spotkania w Rzymie było, że może jednak trzeba przywrócić w seminariach większą dyscyplinę. Tak mówili przedstawiciele świata zachodniego, gdzie od tego modelu odchodzono, w imię szukania jakiś nowoczesnych, bardziej dostosowanych do dzisiejszych warunków metod. Było dla nas budujące, że droga nie prowadzi przez odrzucenie dotychczasowego modelu. Owszem, trzeba go udoskonalać, trzeba liczyć się z nowymi możliwościami człowieka, także z jego słabością. Oczywiście otwierać się na świat, ale nie w tym znaczeniu, żeby brać z niego wszystko, co świat proponuje. Trzeba pomóc zrozumieć świat, w nim się obracać, świat chrystianizować a nie odwrotnie. To jest wielkie wyzwanie dla wychowawców, przełożonych, dla biskupa jak w tych warunkach pomóc realizować powołanie. Ale ideał jest ciągle ten sam. Wydaje mi się, że w Polsce nie musimy się tego uczyć od tych z kultury euroatlantyckiej. Powinno być odwrotnie. Tak myślę, nie przez próżność, że my jesteśmy lepsi. Ale po owocach ich poznacie. Czegóż my się możemy od nich uczyć, jak owoców nie przynoszą?

- Objęcie posługi biskupa rzeszowskiego zbiega się z pierwszymi miesiącami pontyfikatu Papieża Franciszka. Czy Ksiądz Biskup czerpie jakieś wzorce, naukę ze słów, postawy Papieża Franciszka?

- Największy wpływ na mnie jako na księdza i biskupa wywarł bł. Jan Paweł II. Dotychczasowe moje kapłaństwo prawie w całości było jakby u jego boku. Każdy ksiądz, który w tym czasie żył, ma prawo tak powiedzieć. To był nasz przewodnik, to była widzialna głowa Kościoła, z którym się utożsamiam, który mnie przyjął, którego chcę być sługą. Ten wzór, który nam zostawił, piętno, które wywarł na mnie jest absolutnie pierwszorzędne i nie mam wewnętrznej potrzeby, żeby teraz przesuwać akcenty.
Podobnie mógłbym powiedzieć o Benedykcie XVI, który wszystkim nam z pewnością imponował precyzją myśli, a jednocześnie wielką pokorą. To o nim mówiono, że to umysł kilku profesorów uniwersyteckich, a ma serce dziecka od Pierwszej Komunii Świętej. Teraz Papież Franciszek przesuwa nieco akcent, ale to nie znaczy, że tego, co on teraz akcentuje nie było w wydaniu Jana Pawła II czy Benedykta XVI. To jest tylko pewna zmiana akcentu. Najbardziej bliski jest mi ten jego stały wysiłek, żeby czynić Kościół bardziej ewangelicznym. Ale to szukanie skrótów dojścia do ludzi, bycie blisko, mówienie językiem klarownym, to też dla mnie jest i wyzwanie. Mam świadomość, że my w ogóle jako kaznodzieje mówimy często językiem hermetycznym. Zwłaszcza młody człowiek już w drugim zdaniu się wyłącza, bo to nie jego język i obrazy, którymi on operuje. Franciszkowi udaje się wrócić do takiego bardzo prostego odwoływania się do własnych przeżyć rodzinnych. Ten styl prosty i obrazowy sprawia, że człowiek jest to w stanie zapamiętać. Jak długo tym żyje to inna rzecz, ale chociaż jeden dzień chodzi za nim to jedno zdanie, ta myśl i to mi się bardzo podoba. To jest właśnie pewne wyzwanie, wzór, uproszczenie, prostota życia.
My wiemy, co to znaczy ubodzy duchem, co znaczyło ubodzy ewangeliczni i w tym kierunku trzeba iść. Co nie znaczy lekceważenia form wypracowanych przez historię i tradycję. Jestem za największym poszanowaniem ciągłości, zwłaszcza w liturgii. Liturgia kocha ciągłość. Można udoskonalać, ale nie tylko w liturgii. Pod tym względem Papież Franciszek mnie inspiruje.
Miałem szczęście być 1 maja w Rzymie, byłem na audiencji generalnej, miałem bezpośrednie, bardzo osobiste spotkanie z Ojcem Świętym. On natychmiast wchodzi w bardzo bliską relację, słucha choćby tych kilku słów zapewnienia o modlitwie, o miejscu, gdzie się modlimy i zaraz dopowiada. I tak mi wtedy wprost powiedział: powiedz tam Matce Bożej na Jasnej Górze, że tu jeden papież bardzo potrzebuje Jej pomocy. On przyłożył ucho do tego, co ja mówię, mimo że tam było kilkudziesięciu biskupów i innych osób, które podchodziły. To jest bardzo pouczające.

2013-08-07 14:15

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Diecezja rzeszowska: ponad milion złotych dla powodzian

2020-07-18 21:35

[ TEMATY ]

Caritas

pomoc

Rzeszów

powódź

Caritas

Pierwsza transza wsparcia finansowego zebrana przez pośrednictwo Caritas trafiła do mieszkańców diecezji rzeszowskiej poszkodowanych przez powódź. W zbiórce zorganizowanej w kościołach zebrano blisko 880 tys. zł. Archidiecezja katowicka przekazała poszkodowanym prawie 330 tys. zł.

W skutek czerwcowych nawałnic na Podkarpaciu na terenie diecezji rzeszowskiej najwięcej szkód ponieśli mieszkańcy gmin: Chmielnik, Jasło, Kołaczyce, Skołyszyn i Wojaszówka. Woda zalała domy mieszkalne, budynki gospodarcze, ogrody i pola uprawne – setki rodzin straciło dorobek swojego życia.

W ramach natychmiastowej pomocy Caritas Diecezji Rzeszowskiej przekazała poszkodowanym rodzinom żywność, wodę, środki czystości (m.in. od Grupy Inco SA z Warszawy oraz firmy Gold DROP z Limanowej) oraz osuszacze. Dzieci zostały przyjęte na kolonię do ośrodka Caritas w Myczkowcach. W akcję porządkowania gospodarstw włączyło się m.in. Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Diecezji Rzeszowskiej.

Z inicjatywy biskupa rzeszowskiego Jana Wątroby 5 lipca we wszystkich kościołach diecezji rzeszowskiej odbyła się zbiórka na rzecz poszkodowanych. Na apel odpowiedziało tysiące osób dzięki czemu zebrano 873 tys. zł. Dodatkowo na konto Caritas Diecezji Rzeszowskiej wpłynęły środki od osób prywatnych oraz instytucji (m.in. darowizna od Polskiej Grupy Energetycznej w kwocie 400 tys. zł). Poszkodowanych z diecezji rzeszowskiej wsparła również archidiecezja katowicka przekazując 328 tys. zł oraz Caritas Polska z kwotą 50 tys. zł.

Jak mówi ks. Piotr Potyrała, wicedyrektor Caritas Diecezji Rzeszowskiej, część zebranych środków już została przekazana poszkodowanym, a kolejna zostanie przekazana w najbliższym czasie. „Zebrane środki zostały do tej pory przekazane 291 rodzinom. Pierwsza transza pomocy wyniosła łącznie 896 tys. zł. Obecnie przygotowujemy drugą transzę. Trafi ona zarówno do rodzin, które już otrzymały wsparcie, jak również do rodzin, których szkody zostały oszacowane jako nieco mniejsze, ale znajdują się w trudnej sytuacji” – wyjaśnia ks. Potyrała.

Z pomocą poszkodowanym śpieszą także inne instytucje. „Oprócz wsparcia przez pośrednictwo Caritas pomoc dla poszkodowanych w powodzi dociera od poszczególnych gmin, z instytucji rządowych, stowarzyszeń oraz od wielu osób indywidualnych. To świadectwo wielkiej wrażliwości. Bóg zapłać za każdą ofiarę” – dodaje wicedyrektor Caritas Diecezji Rzeszowskiej.

Pieniądze dla poszkodowanych nadal można wpłacać na konto Caritas Diecezji Rzeszowskiej: 96 1020 4391 0000 6902 0002 2616 z dopiskiem „Powódź”.

CZYTAJ DALEJ

Abp Gänswein: Benedykt XVI powraca do zdrowia

2020-08-10 12:36

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

@Mazur/Episkopat

Bolesna infekcja trądzika różowatego, która dotknęła papieża-seniora Benedykta XVI powoli ustępuje i można zredukować stosowanie niezbędnych leków, które osłabiły 93-letniego Josepha Ratzingera – powiedział portalowi "Südkurier" abp Georg Gänswein.

Słowa osobistego sekretarza papieża-seniora przytacza agencja KNA, dodając, że prywatna sekretarka Benedykta XVI skomentowała tę sytuację, iż „po śmierci brata, Georga przyszedł ból".

Na początku sierpnia ogłoszono, że Benedykt XVI cierpi na bolesną chorobę twarzy. Stan zdrowia Benedykta XVI, który choruje na powodującą silne bóle różę twarzy, jest bardzo zły - informował niemiecki dziennik "Passauer Neue Presse" powołując się na jego biografa Petera Seewalda.

CZYTAJ DALEJ

Wenezuela: zakaz ceremonii pogrzebowych ze względu na Covid-19

2020-08-11 09:33

[ TEMATY ]

wenezuela

koronawirus

Adobe Stock

Władze wenezuelskiego województwa Bolivar, wydały rozporządzenie, które zakazuje wszelkich ceremonii pogrzebowych. Firmy i domy pogrzebowe oraz kaplice cmentarne zobowiązano do rygorystycznego respektowania nakazu.

Zakazano wszelkiego rodzaju czuwania, organizowania modlitw i różańców również w domu zmarłego. Zabroniono zbierania się żałobników w kaplicach i domach pogrzebowych. Dotyczy to również najbliższej rodziny, której nie wolno asystować zmarłemu na cmentarzu. Zabrania się przewozu doczesnych szczątków między gminami i województwami.

Powyższe restrykcje tłumaczone są warunkami pandemii i koniecznością prewencji, a dotyczą one wszystkich pogrzebów, niezależnie od przyczyny śmierci. Chodzi o unikanie tworzenia się większych zgromadzeń osób.

Pracownicy zakładów pogrzebowych i cmentarzy, zobowiązani są do przestrzegania norm bezpieczeństwa: powinni nosić maseczki oraz przyłbice, mieć na rękach rękawiczki oraz nosić specjalne kombinezony, przemywać ręce alkoholem, odkażać nim również ubrania i buty.

Województwo Bolivar jest położone na wschodzie Wenezueli. Graniczy tam z Brazylią, w której Covid 19 zbiera największe żniwo w całej Ameryce Łacińskiej (zanotowano 100 tys. zgonów). Granica wenezuelsko-brazylijska ma długość 2199 km, na której odbywa się ciągła i nielegalna migracja ludności.

Samo województwo Boliwar posiada 238 tys. km kw. czyli odpowiada 2/3 terytorium Polski, ale ma zaledwie 1.413.115 mieszkańców.

Oficjalne dane mówią, że zanotowano tam 1 620 przypadków zachorowań na koronawirusa, z czego w ciągu ostatniej doby przybyło 45 chorych. Ofiarą wirusa jest również lekarka, Livia Carrion, która pracowała jako epidemiolog w jednym z trzech szpitali przyjmujących chorych na Covid w tym województwie. Szpitale te skarżyły się na brak wody, mydła i podstawowych środków higieny.

Być może władze tego leżącego nad Orinoko, ogromnego terytorialnie regionu, zdają sobie sprawę, że podane przez nich statystyki mogą być mocno zaniżone, a wprowadzane przez nich restrykcje mogą być jedynie kompresem na bolącą głowę.

Jest to ważny, ale dziki pod względem dostępności i infrastruktury i zaniedbany region górniczy rządzący się własnymi prawami , miejsce legalnego, ale tez nielegalnego wydobywania rud żelaza, diamentów i złota, ściągającym wielu ludzi obszar w dużej mierze niemożliwy do kontrolowania, ale też charakteryzujący się m.in. niedostępnością do opieki lekarskiej.

W Wenezueli kwarantanna trwa od 17 marca. Prezydent tego kraju, Nicolas Maduro, zapowiedział w ostatnią niedzielę, 9 sierpnia , jej przedłużenie o miesiąc. W całym kraju choruje 26.880 osób, a zmarło 229 osób. W ciągu ostatniej doby, przybyło 995 zachorowań.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję