Każdy kraj ma swoją tradycję, swoją kulturę wypracowaną przez pokolenia. Bardzo często chrześcijaństwo, przychodząc na nowe tereny ziem europejskich, spotykało się z odmiennymi obyczajami, dokonując swoistej inkulturacji. Aby przybliżyć, jak są obchodzone święta Bożego Narodzenia w innych krajach, zapytałem o to kilku kapłanów związanych z naszą diecezją: ks. Dariusza Kucharka studiującego w Rzymie, ks. Piotra Wróblewskiego pracującego w misji polskiej Alfortville w diecezji Creteil pod Paryżem, a także ks. dr. Jerzego Króla z Lublina, który w Adwencie w parafii poklasztornej w Węgrowie prowadził rekolekcje, a sam pracował w Szwecji przez 6 lat. Poniżej znajdzie się krótka relacja z Włoch, Francji, a także ze Szwecji.
Włochy
Reklama
państwo, w którym znajduje się Stolica Kościoła rzymskokatolickiego, zapewne ku zaskoczeniu wielu osób obchodzi Boże Narodzenie odmiennie niż w Polsce. Mianowicie sam dzień świętowania narodzin Jezusa obchodzony jest tylko 25 grudnia, nie ma tam zwyczaju przyrządzania wigilijnej rodzinnej uczty. Trudno jest też się doszukać znanego nam w Polsce zwyczaju ubierania choinki. Bł. Jan Paweł II po raz pierwszy na Placu św. Piotra ustawił choinkę w 1982 r. Potrawy, jakie spożywają Włosi 25 grudnia są rodzime, czyli głównie składają się z owoców morza. Warto jeszcze wspomnieć, że we Włoszech nie ma zwyczaju obdarowywania się prezentami w same święta, istnieje taki zwyczaj, ale zarezerwowany jest na wspomnienie św. Mikołaja oraz 6 stycznia.
która niegdyś przodowała w wierze, obecnie jest państwem świeckim, co znajduje swój wyraz również w przeżywaniu Bożego Narodzenia. Właściwy charakter tych świąt ogranicza się tam tylko i wyłącznie do murów świątyń, gdzie sprawowana jest Pasterka, ustawiane są szopki. Natomiast w parafii, gdzie pracuje ks. Piotr Wróblewski, od 8 lat nie było choinki, co miejscowi duszpasterze zamierzają w tym roku zmienić. Jeżeli chodzi o śpiew kolęd, to nie przedstawia się zbyt dobrze. Same święta Bożego Narodzenia mają charakter czysto świecki, nawet nie używa się nazwy Boże Narodzenie, tylko Francuzi określają te dni jako czas świąteczny, bez odniesienia do Jezusa. Nie ma również św. Mikołaja, jest tylko Ojciec Świąt. W niektórych miastach miejscowi merowie zakazują używania tradycyjnych kościelnych nazw związanych z Bożym Narodzeniem.
Szwecja
która w głównej mierze jest protestancka, gdzie jest daleko posunięta sekularyzacja, podobnie jak Francja przyjmuje zasadę, że Boże Narodzenie jest to czas świąteczny, czas wolny od pracy. Warto wspomnieć, że w Szwecji w Adwencie jest piękny zwyczaj wystawiania w oknach świetlików, które w nocy dają wyjątkowy klimat. Katolicy mają w Szwecji daleko do kościoła, niekiedy nawet ponad 160 km, dlatego też spędzają dużo czasu w podróży, aby przeżywać ten dzień, uczestnicząc w Eucharystii, po której zazwyczaj w salce przy kościele przygotowywana jest kawa dla wiernych. Katolicy w Szwecji żyją w społeczeństwie, które nie przeżywa Bożego Narodzenia, dlatego też sami muszą czuwać nad przekazywaniem tradycji katolickiej w wielonarodościowej społeczności wiernych. Jest tam zwyczaj dzielenia się opłatkiem, a w domach przystrajana jest choinka.
* * *
Jak widzimy, w naszej Ojczyźnie Boże Narodzenie odgrywa istotną rolę w przestrzeni kościelnej i społecznej. Mamy w naszej rodzimej kulturze wiele pięknych zwyczajów, które obce są innym krajom, a które to z kolei pomagają nam przeżywać pełniej święta narodzin Zbawiciela. Dlatego postarajmy się pielęgnować naszą kulturę, nie zapominając, że tak naprawdę najważniejszą Osobą w te święta jest Jezus Chrystus, który przyjął ludzkie ciało i w ten sposób Bóg przerwał wielkie milczenie, objawiając siebie ludzkości.
Mam przyjaciela. Człowiek rzetelny, uczciwy, ofiarny. Długo można sporządzać listę jego zasług dla innych ludzi, dla regionu, dla Polski. Ma jasno określony światopogląd, (generalnie prawicowy) i jest w stu procentach przekonany o jego słuszności. To przekonanie jest tak głębokie, że nie dopuszcza wątpliwości, by ludzie inaczej niż on myślący mogli mieć choćby cień racji lub żeby warto było tracić czas na zrozumienie ich argumentów. W związku z tym wybrał kilka tytułów prasowych, które czyta namiętnie, natomiast kupowanie innych tytułów uważa za czyn niepatriotyczny, jest to bowiem finansowe wspomaganie środowisk robiących bliźnim wodę z mózgów. A przecież nie godzi się z własnej kieszeni dotować szkodnictwa.
Mam też innego przyjaciela - równie rzetelny, uczciwy i ofiarny. Dobrze pamięta przemiany 1956 r. - zostawił i wciąż zostawia na tej ścieżce mnóstwo dzieł służących bliźnim, wspomaga i towarzyszy wielu dobrym inicjatywom. Na czytanie prasy pierwszego z wymienionych przyjaciół brak mu czasu. Uważa te tytuły za stek bzdur zrodzonych w chorych umysłach, ubolewa, że autorzy szerzą poglądy uczące nienawiści, od czasu do czasu wskazuje przykłady takich chorych, jego zdaniem, wypowiedzi. Czyta systematycznie prasę nastawioną w dużym stopniu na zwalczanie takich poglądów. I oczywiście utwierdza się w swoim nastawieniu.
Wymienieni powyżej przyjaciele mają poglądy diametralnie różne, poglądy drugiej strony uważają za szkodliwe, ale osobiście się szanują i chyba nawet lubią. W spotkaniach po prostu unikają trudnych tematów - doświadczenie nauczyło ich, że z rozmowy wynika tylko kłótnia, że nie są w stanie nawzajem się przekonać. Więc już nie próbują, a w czasie spotkań rozmawiają o sprawach, które ich nie dzielą. I proszę nie uważać, że najbardziej frapujące z nich to pogoda. Oni w najbliższych dniach szczerze podzielą się opłatkiem, uściskają serdecznie i… będą wiedzieli, w jakim momencie przerwać rozmowę, by nie wchodzić na grząski teren. Dialogu w tym może i nie ma, ale brak też gorszących kłótni, nikt nikogo nie obraża, a jak przyjdzie potrzeba to ramię w ramię zrobią to, czego sytuacja i dobro bliźnich będzie wymagało.
Mam też spotkania z ludźmi, które sprawiają przykrość. To te, w których nie potrafimy odróżnić poglądów od ich właścicieli. Może w oczy tego nikt wprost nie powie, ale słychać to wyraźnie: masz złe poglądy, bo jesteś złym człowiekiem. Może i jesteś wolny, ale nie wolno ci tak myśleć i mówić, jak myślisz i mówisz. Masz złą wolę, uczciwy człowiek nie może tak myśleć, nikt na poziomie powinien ci zatem podawać ręki. Nie wiem, co czytają ludzie o takim nastawieniu do innych - spotykam ich na wszystkich polskich barykadach. I wszyscy uważają siebie za uczciwych.
Człowiek uczciwy we własnym mniemaniu to ten, który „nie ma sobie nic do zarzucenia”. Ciekawe jak wiele takich bezgrzesznych osób ostatnio pojawiło się w naszym kraju. Co chwilę w telewizji słyszę taką właśnie deklarację: nie mam sobie nic do zarzucenia. A ponieważ dzieje się to zazwyczaj w kontekście jakichś zarzutów, to słychać w tym i przekonanie, że winni są wszyscy inni. Owszem, jakieś zło się dokonało, ale z pewnością nie ja jestem sprawcą, proszę winnych szukać gdzie indziej. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Jak się dogadać z tak doskonałymi ludźmi?
Są jeszcze ludzie, których staram się omijać szerokim łukiem - ostatnio stali się w naszej Ojczyźnie bardzo głośni. Tu już nie o poglądy chodzi, tu chodzi o fundament. To ci, którzy chcą zakwestionować całą naszą tożsamość, całą naszą historię i wszystko, co dla naszych ojców i dla nas było naprawdę ważne, co skłaniało do wyborów ratujących nas w największych opresjach. Nie rozumiem ich, nie zgadzam się, nie chcę, by głosili swoje poglądy. Ale oni są i głoszą. Z coraz większą bezczelnością budują cywilizację nieładu moralnego.
Za chwilę wszyscy zgromadzimy się przy żłóbku - i ci, którzy są świadomi, że potrzebują pomocy Maleńkiego, i ci przekonani, że wszystko zawdzięczają tylko sobie, że wszystko mogą. Pojawimy się zbiorowo na Pasterce - to zdaje się ciągle Msza św. z największą w ciągu roku frekwencją. Największą i w tym sensie, że pojawiają się na niej osoby, które poza tym w kościele bywają raczej rzadko. Staniemy wokół żłóbka wszyscy: ludzie poglądów bardzo różnych, często kompletnie sprzecznych. Ludzie skłóceni na śmierć i życie i mało skłonni do wyciągania ręki na zgodę. Przyjdą być może i ci, którzy na co dzień domagają się usunięcia chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej. Wigilia i Boże Narodzenie mają przedziwną moc… Huknie jak co roku kolęda „Wśród nocnej ciszy” - w końcu wszyscy ją znają. I Maleńki ze stajenki będzie błogosławił wszystkim, niezależnie od poglądów, niezależnie od stopnia grzeszności i przekonania o swoim grzechu, niezależnie od zasług i przewinień.
Staniemy wokół żłóbka wszyscy razem. I nie ma, co się przepychać, szukać pierwszego miejsca w stajni. Maleńki i tak każdego dostrzeże i da mu to, co dla niego najważniejsze. Magia świąt Bożego Narodzenia - rzecz tylko w tym, by się na nią otworzyć. I by pozwolić na takie otwarcie wszystkim innym stojącym wokół żłóbka.
Liturgia Słowa uwrażliwia nas na posłannictwo nie tylko samego Chrystusa, ale również każdego z nas. Jeszcze brzmią w naszych sercach kolędy obwieszczające Narodzenie Jezusa, my jednak nie możemy zatrzymać się przy żłóbku, musimy zmierzać ku Ogrodowi Oliwnemu i Kalwarii, gdyż tam jest cel i misja naszego pielgrzymowania. I choć mamy obrany cel, to ważna pozostaje również wędrówka, nazwana pielgrzymowaniem, co było tak bardzo podkreślane w Roku Jubileuszowym 2025. Pielgrzymowanie stało się nie tylko znakiem nadziei, ale nade wszystko znakiem wiary oraz miłości do Chrystusa, wyrażonej także w miłości do drugiego człowieka. Jesteśmy zatem tymi, którzy niosą Chrystusa – przez nas Bóg ma być rozsławiany. Po raz kolejny słowo Boga mobilizuje nas do bycia apostołem. Skoro przyjąłeś Jezusa za swojego Mistrza i Zbawiciela, musisz być Jego świadkiem. Bóg, który obdarza cię swoim błogosławieństwem, napełnia cię swoim Duchem, który daje ci siłę do tego, by żyć w całej pełni, ustanawia cię światłem dla tych, którzy pobłądzili we współczesnym świecie. I choć mogłoby się wydawać, że się nie nadajesz lub że nie jesteś godny czy odpowiedni, to On nazywa cię nie sługą, ale światłością dla innych – dla tych, którzy może stali się poganami albo są nimi od dawna. Musisz być tym, który podźwignie, podniesie, który wskaże właściwy sens i cel ziemskiego życia. Może będziemy jedynymi na drodze drugiego człowieka, którego uratujemy i wyrwiemy z obłędu, spirali ciemności grzechu i bezsensu życia.
- Ufamy, że ten dialog się dzieje w Panu Bogu. A jeśli się dzieje w Bogu, to na pewno sprawia, że jesteśmy sobie nawzajem coraz bliżsi – mówił kard. Grzegorz Ryś podczas archidiecezjalnych obchodów XXIX Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce.
Archidiecezjalne obchody XXIX Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce rozpoczęło nabożeństwo w kaplicy św. Doroty przy kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Krakowie. Uczestników – wśród nich m.in. metropolitę krakowskiego oraz przewodniczącą Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Krakowie, Helenę Jakubowicz – powitał o. Marek Krzysztof Donaj OSA. – Trzeba siebie poznać, żeby zrozumieć. Ponieważ jesteśmy społecznością, która nie musi się różnić i dzielić, ale może szukać wspólnej myśli i modlitwy. I po to jesteśmy tutaj, żebyśmy uszanowali siebie nawzajem – mówił proboszcz parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.