Reklama

Historia

Genialny plan Piłsudskiego

Niedziela warszawska 33/2009

[ TEMATY ]

Cud nad Wisłą

pl.wikipedia.org

Polskie pozycje pod Miłosną, sierpień 1920

Wiesława Lewandowska: - Dlaczego zwycięstwo w wojnie polsko-bolszewickiej nazywa Pan Profesor jedyną Polską Victorią?

Prof. Józef Szaniawski: - Dlatego, że nawet Bitwa pod Grunwaldem nie była tylko polską Victorią - tam walczyli przecież Litwini, Tatarzy, Czesi… A Sobieski pod Wiedniem, choć dowodził ogromną armią chrześcijańskiej Europy, to była to tylko część połączonych armii 12 narodów, a więc wprawdzie nasz król odegrał rozstrzygającą rolę, ale nie on sam… Natomiast 1920 rok to jest wyłącznie polska Victoria, w dodatku w obronie i na rzecz całej Europy.

- Historycy uważają Bitwę Warszawską za jedną z osiemnastu najważniejszych bitew w historii świata. Na którym miejscu takiej listy, zdaniem Pana, należałoby ją usytuować?

- Według mnie, to była jedna z siedmiu, ośmiu najważniejszych, decydujących bitew w dziejach świata. Do wspomnianej osiemnastki zalicza się m.in. bitwę pod Verdun i bitwę nad Marną. A prawdę powiedziawszy, nic takiego by się nie stało, gdyby Francuzi bitwę pod Verdun albo bitwę nad Marną przegrali… Niemcy zajęliby Francję, losy Europy nie uległyby zasadniczej zmianie. To samo dotyczy bitwy pod Sedanem w wojnie francusko-pruskiej w 1870 r. I to samo można powiedzieć o kilku innych bitwach z tej listy. Bitwy, w których decydowały się losy całej Europy, to np. bitwa Greków z Persami pod Salaminą albo bliższa nam bitwa pod Wiedniem, kiedy to Turcy poprzez Wiedeń zamierzali dotrzeć do Rzymu i zawojować całą Europę.

- I właśnie do tego najściślejszego grona bitew decydujących o losach cywilizacji europejskiej można zaliczyć Bitwę Warszawską?

- Zdecydowanie tak. Uważam, że spośród tego rodzaju bitew w XX wieku pierwszą była właśnie Bitwa Warszawska, a za nią trzy bitwy II wojny światowej: bitwa o Anglię, o Midway i bitwa pod Stalingradem. Od nich zresztą też zależały losy całego świata. Twierdzę, że w sensie cywilizacyjnym, historycznym i geopolitycznym Bitwa 1920 roku była dużo, dużo ważniejsza niż się to zazwyczaj ocenia.

- Bo gdyby nie polski odpór, Sowieci zanieśliby komunizm na swoich bagnetach aż do Atlantyku?

- Takie były ich plany. Lenin jako premier rządu Rosji w przemówieniu na Kremlu 20 września 1920 r., czyli pięć tygodni po katastrofie pod Warszawą, mówił: „Stanęliśmy przed nowym zadaniem, mogliśmy i powinniśmy byli wykorzystać sytuację militarną, żeby rozpocząć wojnę zaczepną. Sformułowaliśmy to nie w oficjalnej uchwale zawartej w protokołach Komitetu Centralnego, ale powiedzieliśmy między sobą, że sprawdzimy za pomocą bagnetów, czy w Polsce nie dojrzała już rewolucja proletariacko-socjalistyczna. Wiedzieliśmy dobrze, że rozbijając armię polską, rozbijamy pokój europejski, na którym opiera się cały światowy system obecnych stosunków międzynarodowych. Gdyby Polska stała się sowiecka, pokój wersalski zostałby zburzony i cały system międzynarodowy ustanowiony dzięki zwycięstwom runąłby. Uważaliśmy bowiem, że gdzieś pod Warszawą znajduje się nie centrum polskiego rządu, ale centrum całego współczesnego systemu imperialistycznego oraz że okoliczności pozwalają wstrząsnąć tym systemem i prowadzić politykę nie w Polsce, ale w Niemczech i w Anglii. Niemcy ogarnęło wrzenie rewolucyjne, angielski proletariat wzniósł się na zupełnie nowy poziom rewolucyjny. Wszystko tam było gotowe do wzięcia, lecz Piłsudski i jego Polacy spowodowali gigantyczną, niesłychaną klęskę sprawy światowej rewolucji. (…) Będziemy nadal przechodzić od strategii defensywnej do ofensywnej, aż wykończymy tych Polaków na dobre”.

- A tych Polaków nie udało się wykończyć, choć nie tylko Sowietom wydawało się to takie oczywiste…

- Wydawało się, że Polska tę bitwę musi przegrać. I wydawało się też, że wszyscy w Europie Zachodniej byli z tą możliwością jakoś pogodzeni. Nikt nie udzielił Polsce żadnej pomocy, nie tylko militarnej, nie tylko materiałowo-finansowej, ale żadnej, nawet słownej. Z wyjątkiem listu, który papież Benedykt XV napisał do Episkopatu Polski.

- Benedykt XV zarządził modlitwy w całym Kościele powszechnym „O zmiłowanie Boga nad nieszczęsna Polską”.

- List papieża był naprawdę piękny i krzepiący. Sytuacja Polski, bardzo młodego państwa, była niezwykle trudna. Mówiono wtedy, że tylko cud może nas uratować. Dysproporcja sił między Rosją Sowiecką a Polską, która jako państwo miała zaledwie półtora roku, była porażająca. Wojsko Polskie ledwie zaczynało się formować, a musiało stawić czoła dwumilionowej armii.

- Skoro wszystko wskazywało niemal na pewną przegraną, jakim cudem doszło jednak do zwycięstwa?

- Dzięki genialnemu planowi strategicznemu. To był plan niesłychanie ryzykowny, wymyślony przez Józefa Piłsudskiego w czasie bezsennej nocy z 5 na 6 sierpnia 1920 r. Plan polegał na tym, że z resztek z rozbitych oddziałów wojska polskiego, które cofały się na przestrzeni 500 km ze wschodu, stworzył 6 dywizji i skoncentrował je na południowym skrzydle w rejonie Puław i Dęblina. Uderzył na odsłonięte skrzydło frontu zachodniego armii sowieckiej, co było dla Rosjan całkowitym zaskoczeniem. Ten plan w swojej prostocie był genialny.

- Plan był bardzo ryzykowny i - zwłaszcza przez wojskowych - krytykowany.

- Piłsudski przeciwstawił się różnym doradcom, którzy mówili, że trzeba się okopać na linii Wisły i bronić metodą wojny pozycyjnej. Ale przecież by bronić się od Puław i Dęblina po Toruń i Grudziądz, trzeba było mieć milionową armię… Piłsudski uważał, że tylko manewr, ruch, może spowodować zwycięstwo. Naczelnemu wodzowi zarzucano, że podjął ogromne ryzyko i Rosjanie zdobędą Warszawę, bo przecież byli już bardzo blisko. Piłsudski jednak uważał - i odważył się to nawet powiedzieć - że lepiej stracić Warszawę niż cała Polskę. To był główny motyw jego planu.

- To było ryzyko graniczące z cudem? Cud?

- Na przełomie lipca i sierpnia w kościołach całej Polski modlono się o cud. Strach przed niewolą sowiecką był ogromny. Panowało powszechne przekonanie o nieuchronności niewoli sowieckiej. Gdy do Warszawy dochodziły odgłosy armat spod Radzymina, na pl. Zamkowym celebrowano wielką polową Mszę św. To, że akurat 15 sierpnia, w dzień Matki Bożej Zielnej, zdecydowało się zwycięstwo Bitwy Warszawskiej, było rzeczywiście jakimś cudem…

- Chyba nigdy wcześniej ani nawet później tak gorliwie się w Polsce nie modlono o cud, ale przecież rola Kościoła w Cudzie nad Wisłą była nie tylko nadprzyrodzona?...

- Piłsudski był wspierany przez kard. Aleksandra Kakowskiego, bp. Władysława Bandurskiego i nuncjusza Achille Rattiego. Nigdzie nie napisano, że to byli przyjaciele, ale faktycznie byli wielkimi przyjaciółmi i bardzo się wspierali. Kiedy bolszewicy zbliżyli się do Wisły, cały korpus dyplomatyczny opuścił Warszawę z wyjątkiem nuncjusza Achille Rattiego, późniejszego papieża Piusa XI. Józef Piłsudski cieszył się jego ogromnym wsparciem, nawet wówczas, kiedy Ratti był już papieżem. Można powiedzieć, że odegrał on ogromną rolę w dramacie pierwszych dni wolności Polski, a bardzo szczególną w roku 1920.

- Symbolem bitwy 1920 r. jest ks. Ignacy Skorupka, poległy pod Ossowem k. Wołomina kapelan 236. Pułku Piechoty. Czy jego rolę można uznać za jedynie symboliczną?

- Ks. Ignacy Skorupka jest w istocie drugą z dwu najważniejszych postaci - zaraz po Józefie Piłsudskim - kojarzonych z Bitwą Warszawską. Ks. Skorupka wyszedł do boju spod kościoła św. Floriana (obecnie katedra) i doszedł pod Wołomin. Cały czas w sutannie, choć wtedy większość kapelanów była ubrana w mundury. Zdawał sobie sprawę z tego, że będzie to miało ogromny wpływ moralny na żołnierzy. Gdy dowódcy polegli i nagle został jedynym oficerem, musiał przejąć dowództwo nad grupą ok. 250 żołnierzy. Z krzyżem w ręku, pociągnął ich do kontrataku na bolszewików. I poległ… Na drzwiach katedry polowej Wojska Polskiego jest płaskorzeźba przedstawiająca Bitwę Warszawską, a na niej ks. Skorupka z krzyżem w ręku i marszałek Piłsudski na koniu, za nimi podąża ogromna kolumna wojska. Oni dwaj stali się, niezależne od zakresu swego realnego udziału, symbolami 1920 r. Ks. Skorupka został pośmiertnie odznaczony przez Naczelnika Państwa Krzyżem Virtutti Militari.

- Wielką rolę w 1920 r. odegrały zwykłe wiejskie kościoły, przy których powstawały Komitety Obrony Narodowej, a dzięki temu po raz pierwszy w narodowym zrywie tak masowo uczestniczyli chłopi. Czy to także nie był cud?

- A pamiętajmy, że nie było wtedy radia i telewizji i przekaz docierał do ludzi przez pisemne obwieszczenia i przez ambony. Odezwy marszałka Piłsudskiego do chłopów były na polecenie kard. Kakowskiego odczytywane we wszystkich kościołach. Ta determinacja i opór Polaków był niesłychany! W momencie, gdy milionowa armia bolszewików dowodzona przez Tuchaczewskiego, Budionnego, Jegorowa, a także przez Stalina (który stał pod Lwowem) napierała w stronę Wisły, rosła determinacja i opór Polaków. To nie był jednorazowy zryw, tylko powszechna mobilizacja. Ludzie wstydzili się siedzieć w domu. Zgłaszali się masowo do wojska na prośbę Naczelnego Wodza, przekazywaną przez księży.
„Ludu polski, chwyć za broń, idzie pożoga i mord, tam gdzie przejdzie bolszewik, pozostaną zgliszcza i gruzy polskiej wsi. Bolszewik to wróg ludu polskiego… Niech żywa noga najezdnika nie wyjdzie z polskiej ziemi. Za poległych w obronie ojczyzny ojców i braci, za zniszczone zbiory, za zrabowane zagrody, niech karzące twoje pięści zbrojne, widły, kosy i cepy spadną na karki bolszewików”. Tak pisał Piłsudski w odezwie 18 sierpnia, już po bitwie. Wszyscy już poznali okrucieństwo bolszewików, a jednak szli na tę wojnę, bo bali się sowieckiej okupacji.

- Mało do dziś wiemy o realiach tej ważnej i okrutnej wojny, lubimy ją skwitować prostym, wygodnym pojęciem „Cud nad Wisłą”…

- Niewiele się mówi o tej naszej najważniejszej bitwie, nawet po 1989 roku… Jan Paweł II też lubił używać określenia „Cud nad Wisłą”, ale mówił przede wszystkim o swojej osobistej wdzięczności dla tych, którzy obronili Ojczyznę w 1920 r. Zawsze też podkreślał opatrznościowy dla Europy charakter tej bitwy: „«Cud nad Wisłą», zwycięstwo Marszałka Piłsudskiego w bitwie z Armią Czerwoną zatrzymało (…) sowieckie zakusy” („Pamięć i tożsamość”).

2012-11-19 12:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nowenna Pompejańska za ojczyznę w stulecie Bitwy Warszawskiej

2020-06-23 17:47

[ TEMATY ]

Cud nad Wisłą

Bp Kamiński

Bitwa Warszawska

diecezja warszawsko‑praska

Magdalena Wojtak/Niedziela

Krzyż w Ossowie upamiętniający miejsce śmierci ks. Ignacego Skorupki w czasie Bitwy Warszawskiej

Wierni diecezji warszawsko-praskiej przez 54-dni będą modlić się Nowenną Pompejańską w intencji ojczyzny. Bp Romuald Kamiński zachęca do włączenia się w to modlitewna dzieło

„Wypełniając testament św. Jana Pawła II dla diecezji warszawsko-praskiej, pielęgnując historyczne dziedzictwo i podejmując duchową troskę o naszą ojczyznę, zapraszamy do włączenia się w dzieło modlitwy Nowenną Pompejańską. (…) Zapraszamy osoby indywidualne, rodziny, grupy formacyjne i wspólnoty parafialne" – napisał bp Romuald Kamiński w liście do wiernych z okazji zbliżającej się 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej, zwanej „Cudem nad Wisłą”. 

Ordynariusz warszawsko-praski wyjaśnił, że przez 54 dni wierni będą modlić się o Boże błogosławieństwo dla naszej Ojczyzny i wypraszać potrzebne łaski dla rozwoju dzieł Bożych przez wstawiennictwo Matko Bożej. Nowenna Pompejańska rozpoczyna się 23 czerwca i zakończy się 15 sierpnia. Podkreślił, że Bitwa Warszawska 1920 r. należy do jednej z przełomowych wydarzeń w dziejach świata. "Jakie byłyby losy Europy i ojczyzny, gdyby Armia Czerwona nie została zawrócona – trudno dziś wyrokować, ale z pewnością byłaby to historia inna niż ta, która ukształtowała naszą tożsamość" – zaznaczył hierarcha.

Wskazał, że ze względu na zmieniającą się sytuację sanitarno-epidemiologiczną nie wiadomo, jaki będzie ostateczny przebieg odbywających się na terenie diecezji oficjalnych uroczystości państwowych i diecezjalnych, nie należy zaniedbywać przygotowania duchowego. „Ono zrodzi najpiękniejsze i najtrwalsze owoce" - zauważył bp Kamiński.

Przypomniał także list pasterski polskich biskupów z 7 lipca 1920 r., którzy wobec zbliżającej się nawały wojsk sowieckich wzywali, aby trwać na modlitwie i wymodlić ojczyźnie triumf i zwycięstwo. 31 lipca 1920 roku, metropolita warszawski, kardynał Aleksander Kakowski wzywał: „W chwili tak poważnej, jaką obecnie przeżywa narуd polski, dla pokrzepienia ducha i wzmocnienia serc wiernych, na ubłaganie pomocy z Nieba, której Bóg nigdy nie skąpił proszącym o nią̨, ufny w przyczynę̨ bł. Andrzeja Boboli, patrona Polski, i bł. Władysława z Gielniowa, patrona Warszawy, zarządzam nabożeństwa błagalne za wstawiennictwem tych błogosławionych naszych ziomków”.

Bp Kamiński przypomniał także słowa św. Jana Pawła II, który w czerwcu 1999 r. przed bazyliką katedralną św. Michała Archanioła i św. Florianna Męczennika podczas swojej podróży apostolskiej do Polski mówił, że "o wielkim Cudzie nad Wisłą przez całe dziesiątki lat trwała zmowa milczenia”. „Na nową diecezję warszawsko-praską opatrzność Boża niejako nakłada dzisiaj obowiązek podtrzymywania pamięci tego wielkiego wydarzenia w dziejach naszego narodu i całej Europy, jakie miało miejsce po wschodniej stronie Warszawy" – powiedział wówczas papież.

Uroczystości związane z obchodami stulecia Bitwy Warszawskiej 1920 r. odbędą się od 13 do 17 sierpnia w Warszawie, Ossowie, Radzyminie i w Mińsku Mazowieckim.

CZYTAJ DALEJ

Święty Tomasz Apostoł

Audiencja generalna, 27 września 2006 r.

Drodzy Siostry i Bracia!

Kontynuując nasze spotkania z dwunastoma Apostołami, wybranymi bezpośrednio przez Jezusa, dziś poświęcimy naszą uwagę apostołowi Tomaszowi. Jest on zawsze obecny na czterech listach sporządzonych na podstawie Nowego Testamentu, w pierwszych trzech Ewangeliach umieszczony jest obok Mateusza (por. Mt 10, 3; Mk 3, 18; Łk 6, 15), Dzieje Apostolskie natomiast umieszczają go blisko Filipa (por. Dz 1, 13). Jego imię pochodzi od rdzenia hebrajskiego ta’am, co oznacza „bliźniak”. W rzeczywistości Ewangelia św. Jana wiele razy nazywa go imieniem „Didymos” (por. J 11, 16; 20, 24; 21, 2), które po grecku znaczy dokładnie „bliźniak”. Dla nas nie jest jasne, dlaczego nosił taki przydomek.


Czwarta Ewangelia przynosi nam trochę wiadomości, które ukazują kilka znaczących cech jego osobowości. Pierwsza dotyczy napomnienia, jakiego udzielił on innym Apostołom, gdy Jezus w krytycznym momencie swego życia zdecydował się pójść do Betanii, aby wskrzesić Łazarza, zbliżając się w ten sposób niebezpiecznie do Jerozolimy (por. Mk 10, 32).

Przy tej okazji Tomasz powiedział do swoich współuczniów: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć” (J 11, 16). Ta jego determinacja w naśladowaniu Mistrza jest zaprawdę wzorcowa i daje nam cenną naukę: objawia całkowitą dyspozycyjność w przylgnięciu do Jezusa, aż po identyfikowanie własnego losu z Jego losem oraz chęć podzielenia z Nim najwyższego doświadczenia śmierci. Najważniejsze jest nigdy nie oderwać się od Jezusa. Gdy Ewangelie używają słowa „naśladować”, oznacza to, że chcą powiedzieć, iż tam, gdzie udaje się Jezus, musi iść również Jego uczeń. W ten sposób życie chrześcijańskie definiuje się jako życie z Jezusem Chrystusem, życie do przemierzenia razem z Nim. Św. Paweł pisze analogicznie, gdy zapewnia chrześcijan w Koryncie: „pozostajecie w naszych sercach na wspólną śmierć i wspólne z nami życie” (2 Kor. 7, 3).

To, co realizuje się między Apostołem a jego chrześcijanami, dotyczy przede wszystkim związków między chrześcijanami a samym Jezusem: razem umrzeć, razem żyć, trwać w Jego sercu tak, jak On trwa w naszym.
Druga interwencja Tomasza ma miejsce podczas Ostatniej Wieczerzy. Przy tej okazji Jezus, przepowiadając bliskie swe odejście, ogłasza, że idzie przygotować miejsce dla uczniów, aby również oni znajdowali się tam, gdzie On będzie. Wyjaśnia im: „Znacie drogę, dokąd Ja idę” (J 14, 4).

Wówczas Tomasz interweniuje, mówiąc: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” (J 14, 5). Tym powiedzeniem Tomasz sytuuje się na poziomie bardzo niskiego zrozumienia; jednakże jego słowa stwarzają Jezusowi okazję do wypowiedzenia słynnej definicji: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6). Pierwotnie to objawienie zostało przekazane Tomaszowi, jednakże ważne jest ono dla nas wszystkich oraz dla ludzi wszystkich czasów.

Za każdym razem, gdy słyszymy czy też czytamy te słowa, możemy naszą myślą stanąć obok Tomasza i wyobrazić sobie, że Pan mówi również do nas w ten sposób, w jaki mówił do niego. Jednocześnie jego pytanie daje również nam prawo - by tak powiedzieć - do proszenia Jezusa o wytłumaczenie.

Często nie rozumiemy tego. Miejmy odwagę powiedzieć: Nie rozumiem Cię, Panie, wysłuchaj mnie, pomóż mi zrozumieć. W ten sposób, z tym spokojem, który jest prawdziwym sposobem modlitwy, rozmowy z Jezusem, wyrażamy małość naszej zdolności rozumienia, ale równocześnie stajemy w postawie ufności człowieka, który oczekuje światła i siły od Tego, który może mu to dać.
Bardzo znana, a nawet przysłowiowa, jest scena z niewiernym Tomaszem, która miała miejsce osiem dni po wydarzeniu Paschy. Najpierw nie uwierzył on w Jezusa, który ukazał się podczas jego nieobecności, i powiedział: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę” (J 20, 25).

Z tych słów płynie przekonanie, że Jezus jest już rozpoznawalny nie tyle z oblicza, co ze swoich ran. Tomasz uważa, że znakami istotnymi dla tożsamości Jezusa są teraz przede wszystkim Jego rany, w których objawia się, jak bardzo nas umiłował. W tym Apostoł się nie myli. Jak wiemy, osiem dni później Jezus ponownie ukazał się pośród swoich uczniów, i tym razem Tomasz był obecny. Jezus mówi mu: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym” (J 20, 27). Tomasz reaguje wspaniałym wyznaniem wiary w całym Nowym Testamencie: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20, 28).


Św. Augustyn komentuje w ten sposób: Tomasz „widział i dotknął człowieka, ale wyznawał swoją wiarę w Boga, którego nie widział, ani nie dotykał. Jednak, gdy widział i dotykał Go, chciał wierzyć w to, w co aż do tej chwili wątpił” (In Johann. 121, 5). Ewangelista kończy ostatnim słowem Jezusa do Tomasza: „Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 29). To zdanie można również powiedzieć w czasie teraźniejszym: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, jednakże wierzą”.


Jezus wypowiada tu podstawową zasadę dla chrześcijan, którzy przyjdą po Tomaszu, a zatem dla nas wszystkich. I warto zauważyć, jak inny Tomasz, wielki średniowieczny teolog z Akwinu, zbliży do tej formuły błogosławieństwa inną formułę, pozornie przeciwną, przytoczoną przez Łukasza: „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie” (Łk 10, 23). Jednakże Akwinata komentuje: „Zasługuje o wiele bardziej ten, kto wierzy bez widzenia, od tego, kto nie wierzy, pomimo że widzi” (In Johann. XX lectio VI par. 2566). W rzeczywistości List do Hebrajczyków, powołując się na wielu starożytnych Patriarchów biblijnych, którzy wierzyli w Boga, nie widząc wypełnienia się Jego obietnic, definiuje wiarę jako „porękę tych dóbr, których się spodziewamy, oraz dowód tych rzeczywistości, których nie widzimy” (por. Hbr 11, 1).

Przypadek apostoła Tomasza ważny jest dla nas przynajmniej z trzech powodów: po pierwsze dlatego, że nas umacnia w naszych niepewnościach; po drugie dlatego, że pokazuje nam, iż każda wątpliwość może być doprowadzona do świetlanego rozwiązania, ponad wszelką wątpliwość; wreszcie dlatego, że słowa skierowane do niego przez Jezusa przypominają nam prawdziwy sens wiary dojrzałej i dodają nam odwagi do działania mimo trudności na naszej drodze przylgnięcia do Jezusa.


Ostatnia uwaga na temat Tomasza została zachowana dla nas w Czwartej Ewangelii, która przedstawia go jako świadka Zmartwychwstałego, po cudownym połowie ryb na Jeziorze Tyberiadzkim (por. J 21, 2). Z tej okazji jest on wspomniany nawet zaraz po Szymonie Piotrze: to ewidentny znak wielkiej ważności, jaką cieszył się on w środowisku pierwszych wspólnot chrześcijańskich. W rzeczywistości pod jego imieniem zostały napisane później Dzieje oraz Ewangelia Tomasza, oba teksty apokryficzne, jednakże bardzo doniosłe dla studiów początków chrześcijaństwa. Przypominamy wreszcie, że według starożytnej tradycji, św. Tomasz ewangelizował najpierw Syrię oraz Persję (tak referuje już Orygenes, cytowany przez Euzebiusza z Cezarei, Hist. eccl. 3, 1), zaś później wybrał się do Indii Środkowych. W tej perspektywie misjonarskiej kończymy naszą refleksję, wyrażając życzenie, aby przykład św. Tomasza umacniał zawsze naszą wiarę w Jezusa Chrystusa, naszego Pana i naszego Boga.

Z oryginału włoskiego tłumaczył o. Jan Pach OSPPE

Audiencja generalna

O postaci św. Tomasza Apostoła mówił Benedykt XVI podczas audiencji generalnej w Watykanie. Papież kontynuował cykl środowych katechez poświęconych Apostołom. Na Placu św. Piotra zgromadziło się 30 tys. pielgrzymów z całego świata, w tym wielu z Polski, do których Ojciec Święty powiedział: „Pozdrawiam pielgrzymów z Polski i z innych krajów. «Pan mój i Bóg mój!» - w tych słowach św. Tomasz daje świadectwo o zmartwychwstaniu Chrystusa. Przyjmujemy z wdzięcznością to wyznanie. Niech kształtuje naszą wiarę, umacnia nadzieję i rozpala miłość. Serdecznie Wam błogosławię”.

CZYTAJ DALEJ

Kraków: wystawa „Karol Kardynał Wojtyła. Fotografie Adama Bujaka” w Muzeum Narodowym

2020-07-03 19:59

[ TEMATY ]

Kraków

wystawa

Karol Wojtyła

Adam Bujak

Adam Bujak, Arturo Mari/ Biały Kruk

Od 4 lipca Muzeum Narodowe w Krakowie zaprasza na ekspozycję zatytułowaną “Karol Kardynał Wojtyła. Fotografie Adama Bujaka”. Wystawa związana jest z 100. rocznicą urodzin papieża Polaka, która jest obchodzona w tym roku.

Na prawie dwustu fotografiach Adam Bujak uwiecznił wyjątkowe momenty współczesnej historii Polski, którym towarzyszy wspólna euforia, a jednocześnie skupienie oraz jedność, będąca w tym czasie największą siłą Polaków.

“Fotografie są świadectwem drogi krakowskiego kardynała na tron Stolicy Apostolskiej, a także zbiorowym portretem Polaków oraz Krakowa” - podkreślają organizatorzy wystawy.

- Chciałbym żeby tę siłę zobaczyli ludzie, którzy sobie nie zdają sprawy, że takie wielkie wydarzenia miały miejsce w Krakowie - mówi autor zdjęć, a zarazem uczestnik tych przełomowych wydarzeń.

Wystawa obejmuje okres od milenium Chrztu Polski w 1966 r., którego inicjatorem był kardynał Stefan Wyszyński, do ostatniej podróży apostolskiej papieża Jana Pawła II do ojczyzny w 2002 r. Autor zdjęć koncentruje się przede wszystkim na wątkach krakowskich w biografii papieża, ukazując go najpierw jako metropolitę, kardynała oraz Jana Pawła II.

- Fotografie Adama Bujaka, dzięki swojej wyjątkowej klasie artystycznej to zarówno studium postaci kardynała Karola Wojtyły jak i reportaż z życia Krakowa lat 60. i 70., gdzie kształtowała się wiara przyszłego świętego kościoła katolickiego i gdzie, jak podkreślał, każdy kamień i cegła były mu drogie - ocenia prof. dr hab. Andrzej Szczerski, dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.

Autor fotografii jako współuczestnik uroczystości kościelnych zawsze miał przy sobie aparat fotograficzny. “Bardzo bliskie kadry starają się uchwycić sferę sacrum i towarzyszące wiernym poczucie wspólnoty. Duchowość i mistycyzm wybrzmiewa z przepełnionych kontemplacją ujęć, które oddają piękno przyrody i Krakowa” - brzmi fragment opisu ekspozycji.

Ekspozycja „Karol Kardynał Wojtyła. Fotografie Adama Bujaka” miała zostać otwarta już w maju, ale z racji trwającej pandemii moment ten został przełożony. Od najbliższej soboty jednak wszyscy zainteresowani będą mogli ją oglądać w Arsenale Muzeum Książąt Czartoryskich przy ul. Pijarskiej 8 w Krakowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję